29-01-2010, 04:29 PM
Niedzielny poranek rozpoczynam o wyjątkowo nieprzyzwoitej porze. O godzinie 4.15 jestem już na nogach. Szybkie spakowanie plecaka i w drogę. Półgodzinne oczekiwanie na pociąg uświadamia mi dobitnie że mrozik zaranny jest całkiem spory.
W ekspresie zdążającym w stronę Tatr spotykam się z Bobrem. Cel - zimowe wycieczki turystyczne w rejonie Hali.
Dość sprawnie docieramy do Zakopanego. Jeszcze jakieś zakupy na Krupówkach i tak przygotowani ruszamy z Kuźnic przez Boczań w stronę Murowańca. Pogoda jest wymarzona i tak będzie do końca pobytu. Warunki także zdają się sprzyjać zamierzeniom turystycznym.
W schronie bez problemowo udzielają nam trzydniowego noclegu. Mimo doskonałej aury - frekwencja w Murowańcu jest co najmniej niska.
Powodem jest zapewne stosunkowa mała ilość śniegu na terenach narciarskich wokół Kasprowego Wierchu i w związku z powyższym nieczynne krzesełka w obu kotłach.
Przy wieczornym browarku ustalamy plany na dzień następny. Tak aby przyzwyczaić się do mrozu i rozruszać kości coś nie za trudnego i pobliskiego. Wypada na Żółtą Turnię.
Godzina 8 następnego dnia zastaje nas w drodze. Szybko docieramy żółtym szlakiem do Dubrawisk .Przy Żółtym Potoku odbijamy w głąb Pańszczyckiego Żlebu. W pierwszym dogodnym momencie sterujemy ku grani północno zachodniego ramienia Żółtej Turni , tak aby zejść z drogi ewentualnej lawinie-jeśli takowa by się przytrafiła.
Z uwagi na wystające ze śniegu liczne kamole- jest to najbardziej mozolny odcinek całej trasy. Dalsza wędrówka grzbietem przebiega już w bardziej komfortowych warunkach, po miejscami odwianych ze śniegu upłazkach. Po niedługim czasie docieramy na pik, co jest równoznaczne z wyjścia z cienia na słoneczko i kontemplujemy ciekawą panoramę ze szczytu. I tak przez blisko godzinę.
Powrót tą samą trasą. Przy spotkaniu ze szlakiem stwierdzamy brak "big Eda" (czy kogoś z ekipy)-co jest w sumie pożądaną okolicznością.
Co uczynić z tak miło rozpoczętym dniem, a pora jeszcze wczesna ? Otóż degustować specjały chmielowo-jęczmienne w Murowańcu. Wpierw lane -później butelkowane ?Okocimskie Mocne? -jakby bardziej treściwe od tego z beki.
Przy okazji poznajemy wielce sympatycznego gościa z nad morza-Wojtka. Wspólnie uzgadniamy cel na dzień następny- oczywiście wielce mistyczny-Kościelec ( tak być musiało-- > byliśmy już nieco dodatkowo zmotywowani uduchowionym napojem w ilości 200ml).
W ekspresie zdążającym w stronę Tatr spotykam się z Bobrem. Cel - zimowe wycieczki turystyczne w rejonie Hali.
Dość sprawnie docieramy do Zakopanego. Jeszcze jakieś zakupy na Krupówkach i tak przygotowani ruszamy z Kuźnic przez Boczań w stronę Murowańca. Pogoda jest wymarzona i tak będzie do końca pobytu. Warunki także zdają się sprzyjać zamierzeniom turystycznym.
W schronie bez problemowo udzielają nam trzydniowego noclegu. Mimo doskonałej aury - frekwencja w Murowańcu jest co najmniej niska.
Powodem jest zapewne stosunkowa mała ilość śniegu na terenach narciarskich wokół Kasprowego Wierchu i w związku z powyższym nieczynne krzesełka w obu kotłach. Przy wieczornym browarku ustalamy plany na dzień następny. Tak aby przyzwyczaić się do mrozu i rozruszać kości coś nie za trudnego i pobliskiego. Wypada na Żółtą Turnię.

Godzina 8 następnego dnia zastaje nas w drodze. Szybko docieramy żółtym szlakiem do Dubrawisk .Przy Żółtym Potoku odbijamy w głąb Pańszczyckiego Żlebu. W pierwszym dogodnym momencie sterujemy ku grani północno zachodniego ramienia Żółtej Turni , tak aby zejść z drogi ewentualnej lawinie-jeśli takowa by się przytrafiła.
Z uwagi na wystające ze śniegu liczne kamole- jest to najbardziej mozolny odcinek całej trasy. Dalsza wędrówka grzbietem przebiega już w bardziej komfortowych warunkach, po miejscami odwianych ze śniegu upłazkach. Po niedługim czasie docieramy na pik, co jest równoznaczne z wyjścia z cienia na słoneczko i kontemplujemy ciekawą panoramę ze szczytu. I tak przez blisko godzinę.

Powrót tą samą trasą. Przy spotkaniu ze szlakiem stwierdzamy brak "big Eda" (czy kogoś z ekipy)-co jest w sumie pożądaną okolicznością.

Co uczynić z tak miło rozpoczętym dniem, a pora jeszcze wczesna ? Otóż degustować specjały chmielowo-jęczmienne w Murowańcu. Wpierw lane -później butelkowane ?Okocimskie Mocne? -jakby bardziej treściwe od tego z beki.

Przy okazji poznajemy wielce sympatycznego gościa z nad morza-Wojtka. Wspólnie uzgadniamy cel na dzień następny- oczywiście wielce mistyczny-Kościelec ( tak być musiało-- > byliśmy już nieco dodatkowo zmotywowani uduchowionym napojem w ilości 200ml).


-ale w klimatach styczniowych 

