Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: W poszukiwaniu samej siebie - czerwcowe Tatry 2009
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Na ten wyjazd czekałam długo. Miał mi pozwolić na uporządkowanie swoich spraw, spojrzenie na nie "z boku", nabranie dystansu, ponowne przejęcie kontroli nad niekontrolowanym...
Potrzebowałam powietrza i przestrzeni. I samotności.

We wtorek 9 czerwca późnym wieczorem ruszam ze śmierdzącej Warszawy ku Zakopanemu. Na miejscu jestem parę minut po 7. dnia następnego. Miasto powoli budzi się do życia. W dworcowych delikatesach kupuję drożdżówki i tuptam na busika. Zwykle zatłoczony parking busów przez Fisem świeci pustkami. blink Dziwne. Huh Z rozkładu jazdy wynika, że pierwszy samochód ku Chochołowskiej będzie dopiero za godzinę. Wrrrrr! kwasny
Siedząc na schodkach przy barze kontempluję zakopiański folklor. Wreszcie słyszę, że młodziutka parka udaje się na Siwą Polanę. Wspólnie decydujemy się na wynajęcie taksówki i tym sposobem niebawem wysiadamy ku wlocie do Doliny Chochołowskiej.
Wszędzie cisza i spokój... Słonko delikatnymi promykami ściele mi drogę przy wtórze muczenia pierwszych krówek, które gospodarze wyprowadzają na pastwiska. Smile
Przed godziną 9. docieram do wciąż sennego schroniska. Wbrew wcześniejszym informacjom otrzymanym drogą telefoniczną okazuje się, że spokojnie dostaję łóżko na 2 noce.
A więc szybkie przepakowanie i w blasku porannego słońca, prawie w podskokach ruszam na Grzesia. Czuję się dziwnie unsure, przez mózg przewijają mi się setki informacji na sekundę, tak jakbym znalazła się w zatłoczonym pokoju i każdy coś ode mnie chciał. A od tego próbowałam uciec! STOP!
Parę głębokich oddechów i skupiam się na tu i teraz.
Już spokojniejsza docieram na Grzesia. Rozkładam się na kawałku trawy i w samotności pochłaniam pyszną drożdżówkę, mój ulubiony pomarańczowy jogurt i inne skarby z plecaka.
Gra błękitu nieba, zieleni kosówek i bieli wciąż otulonych śnieżną kołderką szczytów, działa jak balsam. ok [attachment=22974]
Nieśpiesznie obniżam się Długim Upłazem na Przełęcz Łuczniańską. Potem już nie wiadomo kiedy jestem na Rakoniu. [attachment=22976] Tam spotykam moich rannych towarzyszy z taksówki. Wymieniamy uprzejmości, ale nie mając ochoty na towarzystwo uciekam wyżej. Shy [attachment=22975] [attachment=22979]
Po prawej stronie w słońcu lśnią Rohackie Stawy. Zawsze robią na mnie duże wrażenie zawieszone między ziemią i niebem na różnych poziomach. [attachment=22978] A wyżej nadal jeszcze niezrealizowany cel - Rohacze: dumni i posępni strażnicy doliny.
Na Wołowcu [attachment=22977] moje splątane myśli skutecznie wywiewa coraz silniejszy wiatr. Korzystając z zasięgu mojego operatora telefonu wysyłam pozdrowienia, udaje mi się zamienić parę słów z Doktorem.
Kolejna porcja witaminy D przesłanej wprost z nieba powoduje, że zdaję sobie sprawę, że powoli balansuję na krawędzi spotkania z Morfeuszem. Prostuję więc kostki i decyduję o zakończeniu wycieczki. [attachment=22980] W moim postanowieniu utwierdzają mnie delikatne pomruki zbliżającej się burzy. Na poziomie lasu Wyżniej Chochołowskiej dopada mnie drobny deszczyk, ale to już nie jest ważne...
W schronisku ogarniam się i przepraszam Morfiego za przerwaną randkę na Wołowcu.
Zmęczenie - nie tyle fizyczne po nieprzespanej nocy w autobusie - daje o sobie znać. Koło 17. zasypiam w śpiworze jak niemowlak. Od bardzo dawna nie śni mi się nic.
Parę minut po 23. wraca na moment świadomość. Szybkie mycie ząbków, odkrycie, że 14-osobowy pokój zajmuję sama i powrót do krainy snów.

cdn...
Czekamy na ciąg dalszySmile
Jeden z piękniejszych opisów samotnej wycieczki w góry jaki czytałem!
Również czekam na CD!
ok właśnie... tak dobrze się czytało a tu... czekamy Wink
hej czarownico dawaj dalej ...
Jestem bardzo zaciekawiona....czekam....na cd
czasami taka chwila odosobnienia jest potrzebna, a po powrocie wszystko niejednokrotnie wydaje się prostsze. A jak było u Ciebie Hellu?
Pięknie Hella, wspaniale się z Tobą wędruje..Pięknie piszesz relacje, musisz częściej wyjeżdżać KochanaWink Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy!
Po godzinie 6. budzę się jak nowonarodzona. Czwartkowy poranek wita mnie świergotem ptaków i promieniami czerwcowego słońca.
Nowy dzień zapowiada nową porcję orzechów do zgryzienia kwasny i ścieżek do przedeptania. Nic mnie dziś nie goni, więc niespiesznie zjadam śniadanie i szykuję się do drogi. Przed wyjściem ze schroniska spotykam Przema, który właśnie dziś rozpoczyna swoją tatrzańską przygodę. Nasze szlaki biegną w przeciwnych kierunkach.
Ja ruszam ze schroniska Szlakiem Papieskim ku Trzydniowiańskiemu Wierchowi. Pierwsza kapliczka na drodze przypomina mi o Janie Pawle II i ostatnich latach jego posługi. Nie jestem osobą wierzącą, jednak człowiek ten odcisnął w sercu każdego z nas jakieś piętno. W moim też. Dla mnie, prawdopodobnie na zawsze, pozostanie jednak zagadką, jak można tak bezgranicznie wierzyć i ufać, że nawet cierpienie ma sens?
Zdobywając wysokość mijam pierwszych wędrowców, tak że na szczyt docieram znowu sama. [attachment=22981] Jak jaszczurka wyciągam się na trawie łapiąc promienie słońca i rozkoszując się widokami. [attachment=22983] Apetyt jak zwykle mi nie dopisuje, jednak czas najwyższy na drugie śniadanie.
W międzyczasie dołącza do mnie dwójka sympatycznych Ślązaków, którzy przez Starorobociański idą na Błyszcza. Proponują swoje skromne towarzystwo, gdyż jeden z nich odradza mi graniowy szlak na Wołowiec. Dwa tygodnie temu jego i 14-letniego syna zabierał z Łopaty TOPR, bo przecenili swoje siły? Grzecznie odmawiam, bo mam jeszcze troszkę ?orzechów? do rozgryzienia i potrzebuję na to czasu. Rozstajemy się na Kończystym Wierchu życząc sobie szczęśliwego powrotu do schroniska.
Znowu zostaję sama i jest cudownie. Raczkowe Stawy otulone skorupką lodu lśnią w słońcu chronione przez Jakubinę. [attachment=22986] Za moimi plecami białe szczyty Tatr Wysokich tną błękit nieba zmąconego pojedynczymi obłokami.
Na Jarząbczym [attachment=22984] zatrzymuję się dłuższą chwilę. Wyciągam się na trawie gapiąc w niebo i wsłuchując w wiatr. Dwoje moich sąsiadów tupta już na Kończysty, więc mam całe 2137 m n.p.m. dla siebie! Wstępne plany przewidywały mały skok na Jakubinę, jednak rozciągając się na cieplutkim polarku stwierdzam, że nie zależy mi dziś na odznaczeniu na mapie kolejnego punktu, który zdobyłam. Mogłabym tam chyba siedzieć jeszcze dłużej, ale na Niskiej Przełęczy dostrzegłam kilka żuczków, które uparcie pięły się pod górę. Nie chcąc dzielić mojego legowiska z nikim innym zaczęłam wytracać wysokość i wędrować ku Wołowcowi. [attachment=22982] [attachment=22987]
Potem wszystko potoczyło się dla mnie w przyspieszonym tempie. Niebo powoli zaciągnęły burzowe chmury, którym towarzyszył silny wiatr. Na Łopacie zaczęło siąpić, potem grzmieć. Rohacze spowite chmurami pokazały pazurki. Przyspieszyłam tempa by jak najszybciej zejść z grani, by znaleźć bezpieczne miejsce. Na podejściu na Wołowiec towarzyszyła mi już wiosenna ulewa. Nawet nie zdążyłam wyjąć z plecaka kurtki, bo szybko zaczęłam wyglądać jak zmokła kura. Z każdym krokiem, który zbliżał mnie do szczytu, w głowie rodził się strach, co będzie dalej. Byłam sama, serce waliło jak oszalałe, krew krążyła szybciej w żyłach. Kiedy zza któregoś zakrętu wyłoniło się jak widma 3 chłopaków, na ramionach siedział mi już WIELKI KOSMATY STRACH. Parę głębokich oddechów, kawałek czekolady na poprawienie humoru i świat zaczął wyglądać już lepiej.
Burza trwała nie dłużej niż 15 minut. Jak szybko przyszła [attachment=22988] , tak jeszcze szybciej odeszła. Wiatr przegnał chmury, zaczął suszyć zmoczone ubranie. Słońce ogrzało zmoczoną Hellę. Bez żalu pożegnałam kosmatego kolegę. Świat znów był piękny i zielony. [attachment=22985]
Szum potoku i lasu odprowadził mnie Wyżnią Chochołowską do schroniska.
Gorący prysznic, herbata i wieczorne towarzystwo Rycha, Anetty i Przema zakończyły ten pełen wrażeń dzień. [attachment=22989]
Dwa dni sam na sam ze sobą pozwoliło mi nabrać dystansu do pewnych spraw, uporządkować bałagan w głowie, docenić to co mam. Tego szukałam i znalazłam.

cdn...
W piątkowy poranek budzę się przed godziną 6. Śpiwory unoszą się miarowym oddechem śpiących współlokatorów. Za oknem ołowiane chmury nie wróżą dobrej aury. Sad Ale ja już myślami jestem w Dolinie Pięciu Stawów, gdzie mam spotkać Smoka z Mar.an Big Grin . Stęskniłam się za nimi okrutnie, więc zjadam śniadanie, pakuję plecak i ruszam w drogę. Przemo mi nie towarzyszy, gdyż zdecydował, że dojdzie do DPSP przez Krzyżne.
Ja obawiając się - słusznie zresztą - deszczu i trudnych warunków na szlaku od strony Doliny Roztoki wybieram wariant przez Dolinę.
Na Siwej Polanie zaczyna padać kwasny, w Zakopanym pada unsure , na Palenicy już leje blink.
W tłumie różnokolorowych krasnali docieram do Schroniska w Dolinie Roztoki.
Mordka cieszy mi się jak diabli, bo czuje się jak w kreskówce. Tuptam wśród czerwonych, zielonych, białych pelerynek, których głównym celem jest fotka na plaży nad Morskim Okiem. Leśny szlak znaczony spiczastymi kapturkami wygląda naprawdę komicznie giggle.
Roztoka pęka w szwach, więc czym prędzej uciekam wyżej. Deszcz pada, błotko przyozdabia nogawki spodni a ja z każdą minutą jestem bliżej ciepłego i suchego schroniska.
Nie lubię czarnego szlaku, ale decyduję właśnie nim dojść do celu. W stronę Siklawy podąża za wiele ludzi, a ja jeszcze chcę pocieszyć się swoim towarzystwem.
W połowie drogi mija mnie wesoła rodzinka z psiakiem. Jako psiara zatrzymuję się chwilę i czochram małego kundelka po czarnym łebku. Jego wesołe oczka śmieją się do mnie, mokre łapeczki zostawiają ślady na spodniach. Jak się później okaże tego małego wędrowca jeszcze spotkam.
Przed 14. docieram do schroniska. Oczywiście nie mam co liczyć na łóżko w jakimś pokoju, więc szukam kawałka ławy w jadalni, gdzie mogłabym zrzucić mokre cichy i odpocząć. Nie jest to łatwe, gdyż mimo niesprzyjającej aury mnogość wędrowców wybrało na swój cel Piątkę. Nie dłużej niż 15 min. po moim przybyciu w drzwiach ukazują mi się Mar.an i Sylwester. Opracowujemy plan opanowania jednego stołu, tudzież bezcennego legowiska. Devil [attachment=22997]
Powoli zostaje on wprowadzony w życie. Do wieczora pilnie strzeżemy naszej bazy przed atakami wrogów. Zadanie jest troszkę ułatwione, bo aura płata figle i nie zachęca do wymarszu. Za oknem śnieg, deszcz, grad, słońce - dla każdego coś miłego. [attachment=22990] [attachment=22991] [attachment=22994]
Czas umilamy sobie kulturalnymi rozmowami z użyciem trudnych wyrazów z "r" [attachment=22993] [attachment=22995] , degustacją wzruszających drinków [attachment=22992] i oczekiwaniem na resztę kompanii. [attachment=22996]

cdn...
Hellcia, pięknie opisane, bardzo osobiste spotkanie z Górami (i z samą sobą). Cieszę się, że wylegiwanie w słońcu na stokach tatrzańskich, prysznic deszczowy-czerwcowy i wiatr we włosach były dla Ciebie haustem świeżego powietrza, które dotlenia zmęczone komórki i porządkuje to, co niepoukładane.

Hella napisał(a):
A wyżej nadal jeszcze niezrealizowany cel - Rohacze: dumni i posępni strażnicy doliny.

No to już chyba wiem, kogo wyciągnę na któryś z jesiennych weekendów na Rohacze (przeze mnie tez jeszcze nieprzetuptane)Smile.

Hella napisał(a):
(...) myślami jestem w Dolinie Pięciu Stawów, gdzie mam spotkać Smoka z Mar.an Big Grin . Stęskniłam się za nimi okrutnie (...)

Z wzajemnościąHug

magda.s.77

Hellcia, wspaniała, osobista podróż w góry. Czasem wszyscy tego potrzebujemy, i szczęściem niektórzy mają tę możliwość, by osobistych przemyśleń dokonać właśnie tam, gdzie najmilsze sercu miejsca. Samotność, wolność i jedyne zmagania, to walka z niepokorną aurą.
Pięknie... Pisz dalej Smile
Wiesz Hella. Zadziwiłaś mnie minimalnie dwa razy:
1. Od kiedy Ty piszesz takie fajne relacyjki? Muszę popatrzeć czy przypadkiem czegoś nie przeoczyłem.uhm
2. Co Cię osobiście poznałem, nigdy bym nie pomyślał, że lubisz myć głowę samotnie w górach. Myślałem, że Ty lubisz towarzastwo. Wogóle nie pasowałaś do takich samotnych wilków jak ja, teraz Przemo i może Madziora. No, ciekawe Twoje ujawnienie. giggle

Jestem niecierpliwy na dalsze Twoje relacyjki, może już i z moją osobą innocent. Powodzenia clap
Dziękuję wszystkim za miłe słowa Shy

Stasiu napisał(a):
...nigdy bym nie pomyślał, że lubisz myć głowę samotnie w górach. Myślałem, że Ty lubisz towarzastwo. Wogóle nie pasowałaś do takich samotnych wilków jak ja, teraz Przemo i może Madziora. No, ciekawe Twoje ujawnienie. giggle


Ano czasami tak się układa, że trzeba trzeba zmierzyć się ze swoimi demonami samemu, a nie w towarzystwie...

A Hella ma jeszcze parę twarzy, których nie zniacie Devil, więc drżyjcie! giggle

Hella napisał(a):
...czasami tak się układa, że trzeba trzeba zmierzyć się ze swoimi demonami samemu, a nie w towarzystwie...

A Hella ma jeszcze parę twarzy, których nie zniacie Devil, więc drżyjcie! giggle


ok popieram jak najbardziej, częściej wyjeżdżaj w góry, z Żyrandola nie jest aż tak daleko Wink

Stron: 1 2 3
Przekierowanie