16-06-2009, 08:17 PM
Inspekcja Forumowiczów - Tatry, czerwiec 2009
Motto (dedykacja dla Tomtura): "Góry są stworzone dla pozytywnie nastawionych pod tym względem ludzi. Jednak czas od czasu Bozia nas kontroluje, czy dotrzymujemy podstawowe zasady bezpiecznego poruszania się po górach i jak reagujemy na zaistniałe sytuacje."
Jak było już uprzednio zdradzone, postanowiliśmy, ja z Tomturem, zrobić niespodziewany napad na naszych Forumowiczów bawiących się w Dolinie Pięciu Stawów Polskich (D5SP) i dlatego staraliśmy się niczego do przodu nie ujawnić.
Dane techniczne (z mojego punktu widzenia):
DOBA : 13.6. - 14.6.2009
PRZESTRZEŃ: Tatry Wysokie, Gąsienicowa Dolina, Dolina Pięciu Stawów Polskich, Dolina Rybiego potoku.
OBJEKT (do spania): Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, potocznie zwanego "Piątką"
ODLEGŁOŚĆ (obliczona z czasu): 17 km i 22 km
CZAS (wg mapy): 6 godz. 15 min i 6 godz. 25 min.
SUBJEKTY:
- kontrolne: Tomtur i Stasiu,
- kontrolowane: wiara Forumowa i Nieforumowa - Rycho, Anetta, Dariusz, Kasia (N), Hella, Mar.an, Sylwester, Pablo, Przemo, Pedro, Agnieszka (N) i Atanazybazakbal (Łukasz ma avatar dobry tak połamanie języka)
Dzień pierwszy 13.6.
Dla mnie rozpoczął się o 3 rano. Normalny przejazd samochodem do Zakopanego. Tam lądujemy około 7. Strategia grupy kontrolnej była jasna. Nic nie domyślających się ofiar forumowych zajdziemy od tyłu tzn. wpad do D5SP od Zawratu (od Doliny Raztoki moglibyśmy być zauważeni), zaskoczyć ich pytaniami kontrolnymi i przekonać się jak w danym momencie dotrzymują podstawowe zasady bezpieczeństwa w górach. Dla rozgrzewki spacerek do Kuźnic i "mała czarna". Przyznam, że chcieliśmy się skusić na kolejkę linową, ale na szczęście była duża kolejka ludzka i dlatego na pierwszy rzut idzie Dolina Jaworzynka.
[attachment=22966]
Grupy kontrolne takie trasy robią "lewą tylną" i dlatego wmig jesteśmy na Przełęczy między Kopami. Po otwarciu się Doliny Gąsienicowej, dla zabicia czasu, robimy zdjęcia jako pokarm dla swych komputerów.
[attachment=22967]
[attachment=22968] - dla tych co mają fobię Kościelca, żeby się powoli przyzwyczajali
Do Muru wchodzimy po 1,5 godzinie. Trochę się staramy, żeby ?nasi? nie wystawili jaki przedni patrol, ale nasza zakonspirowana dwójka nikogo nie zauważyła. Ekipa Taternicko-Forumowa musiała jednak coś przeczuwać, bo później dowiadujemy się, że naszym śladem szedł jednak tylny patrol - Rycho, Aneta i Pedro? a w Kozich okolicach wartował oddział Górskich Myśliwców - Dariusz z Kasią. Ci jednak nie mieli szans nas zauważyć, ponieważ pogoda powoli stawała się "madziorną". W Murze dopełniamy energię, bo czeka nas pierwsze poważne zadanie - przedostać się przez Zawrat do D5SP, gdzie miał być teren całkowicie już opanowany przez grupę kontrolowaną. Najpierw dochodzimy do Czarnego. Tutaj jest jeszcze wszystko w porządku.
[attachment=22969]
Ludziska nie mają zbytnio jakiegoś wyposażenia, jednak krótkie spodenki w 5 stopniach jest trochę za mało. Dalszy cel to Zmarzły. Odtąd, w takich warunkach, to już poważna wyprawa. Zawratu przez mgłę nie widzimy, ale wyśnieżony żleb Starego mamy jak na dłoni.
[attachment=22970]
Przypomina mi to wejście na Małego Dzwonnika. Powolutku równia pochyła staje się pionowa. Jest ciężko i dlatego zakładamy raki, a czekan też jest przydatny. Widzę jednak, że sporo świątecznych turystów pomyliło strony świata i zamiast na Gubałówkę wyruszyło na Zawrat. Co tu opisywać, niektórzy zasłużyli nawet przegiąć przez kolano i patykiem po gołym t... (jak za dawnych czasów). No bo w adidasach i krótkich spodenkach się na spacerek wydali, a tu normalna pani Zima panuje. Po drodze rozmyślam czy i jak będę zatrzymywał poślizgniętych nieszczęśników albo raczej uskakiwał w bok i delikwentowi machał na pożegnanie. Jednak nic z tego się na szczęście nie przytrafiło i o 12:30 stajemy na najwyższym punkcie dzisiejszego dnia - na Zawracie.
[attachment=22971]
Nie wiem z czego się wtedy Tomtur radował, ale na przełęczy była pogoda istnie "madziorna". Na zdjęciu nie widać jak pada śnieg i wieje zimny wiatr. Z tego zimna chyba nam się zmysły poplątały, ponieważ postanowiliśmy uczcić tą okazję wypiciem zimnego piwa. Brrr... Jak mi nie smakowało. Schodzenie do D5SP było mniej komplikowane. Jednak skalne stopnie były od padającego śniegu śliskie. To miało duże znaczenie na dalszy przebieg dnia kontrolnego. Tomtur, już niemalże przed samym końcem schodzenia, pośliznął się i zwichnął kostkę u lewej nogi. Sytuacja była z początku poważna, nawet chcieliśmy wezwać pomoc. Jednak Tomtur na koniec się zmobilizował i postanowił dokuśtykać do schroniska. Gdzieś na poziomie Wielkiego spotykamy pierwszych Forumowiczów - Pabla i Hellę. Sytuacja naszej grupy kontrolnej była wręcz tragikomiczna. W ich oczach wyglądaliśmy chyba jak wojsko niemieckie powracające z pod Stalingradu. Zamiast zaskoczyć dwójkę pytaniami kontrolnymi, byliśmy zdolni tylko do serdecznego przywitania. Po wstępnych uprzejmościach, Pablo z Hellą pognali pod Zamarłą Turnię wyglądać naszych skałkołazów. Ja z Tomturem jednak szliśmy powoli i wspominana dwójka dogoniła nas przy Przednim. Na Zamarłej chyba tylko umarli byli.
[attachment=22972]
15:15 nareszcie Piątka. Po siedmiu godzinach (włącznie z Tomturowym kuśtykaniem) jesteśmy u celu. Ale jakiego celu? Miałem wrażenie, że Piątka zgłosiła się o zapis do Księgi Guinessa i to ile turystów z pełnym ekwipunkiem pomieści się na terenie schroniska. Miałem duże chęci przemianować Piątkę na "Schron u Bociana", ponieważ wszyscy, żeby się tam pomieścić, musieli stać na jednej nodze. Jednak tak nisko nie chciałem się uniżyć, bo jaką winę ponosi z tego powstałej sytuacji samotne schronisko? W jadalni witamy się ze Sylwkiem i Drugą ( nie byli na Zamarłej, na szczęście). Żeby podzielić się wrażeniami, musimy przedostać się do pokoju nr. 13. Z tego miejsca chciałbym przeprosić wszystkich nieznanych wędrowników, którym nadepnąłem w tym mumraju na nogę, dźgnąłem czekanem pod żebra albo wlazłem swymi buciorami na karimatę lub do menażki z jedzeniem. W pokoju nr. 13 witam się z nowo poznanymi Dariuszem, Kasią, Agnieszką i Atanazym. Później dochodzą jeszcze Anetka, Rycho i Pedro. W tym utulnym gniazdku przeczekujemy największą nawałnicę ludzką. Po 18-tej w Piątce pozostają tylko nocleżnicy. Jadalnia może odetchnąć od największego naporu. Nasza ekipa ląduje nawet przy jednym stole. Tutaj dochodzi otatni członek - Przemo. Ten ostatni był chyba najwięcej zdziwiony moim i Tomturowym pojawieniem się na forumowym spotkaniu.
[attachment=22973]
Co było wieczorem? Dla mnie "Wilka Samotnika" zawsze najlepszy moment moich wypadów w góry. Powiedzianego było sporo. Wszystkiego nie zapamiętałem albo wolę zachować w tajemnicy. Jednak parę momentów, godnych do uwiecznienia. Tomtur, na życzenie recepcjonistki i ku ubawu całej jadalni, darmo wywoływał dziewczynę z długimi kasztanowymi włosami. Potem nie wiem jak to Sylwek i Pablo załatwili, że dostałem w tej nawałnicy kawałek gleby w 13. Poznałem nowy trunek o nazwie Pigwówka. Biesiada wieczorna upłynęła szybko i na wesoło. Trzeba było jednak, ku memu smutku, położyć się spać. Ranek dał się wyczuć, że będzie pogodny, w sam raz dla przypomnienia sobie dlaczego tutaj przyszliśmy. Ja zasypiam snem sprawiedliwych o 11:00. Dobranoc. Gleba pokoju nr. 13.
P.S. Nie jest prawdą, że Tomtur chrapie. Ja nic nie słyszałem.
cdn
Motto (dedykacja dla Tomtura): "Góry są stworzone dla pozytywnie nastawionych pod tym względem ludzi. Jednak czas od czasu Bozia nas kontroluje, czy dotrzymujemy podstawowe zasady bezpiecznego poruszania się po górach i jak reagujemy na zaistniałe sytuacje."
Jak było już uprzednio zdradzone, postanowiliśmy, ja z Tomturem, zrobić niespodziewany napad na naszych Forumowiczów bawiących się w Dolinie Pięciu Stawów Polskich (D5SP) i dlatego staraliśmy się niczego do przodu nie ujawnić.
Dane techniczne (z mojego punktu widzenia):
DOBA : 13.6. - 14.6.2009
PRZESTRZEŃ: Tatry Wysokie, Gąsienicowa Dolina, Dolina Pięciu Stawów Polskich, Dolina Rybiego potoku.
OBJEKT (do spania): Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, potocznie zwanego "Piątką"
ODLEGŁOŚĆ (obliczona z czasu): 17 km i 22 km
CZAS (wg mapy): 6 godz. 15 min i 6 godz. 25 min.
SUBJEKTY:
- kontrolne: Tomtur i Stasiu,
- kontrolowane: wiara Forumowa i Nieforumowa - Rycho, Anetta, Dariusz, Kasia (N), Hella, Mar.an, Sylwester, Pablo, Przemo, Pedro, Agnieszka (N) i Atanazybazakbal (Łukasz ma avatar dobry tak połamanie języka)
Dzień pierwszy 13.6.
Dla mnie rozpoczął się o 3 rano. Normalny przejazd samochodem do Zakopanego. Tam lądujemy około 7. Strategia grupy kontrolnej była jasna. Nic nie domyślających się ofiar forumowych zajdziemy od tyłu tzn. wpad do D5SP od Zawratu (od Doliny Raztoki moglibyśmy być zauważeni), zaskoczyć ich pytaniami kontrolnymi i przekonać się jak w danym momencie dotrzymują podstawowe zasady bezpieczeństwa w górach. Dla rozgrzewki spacerek do Kuźnic i "mała czarna". Przyznam, że chcieliśmy się skusić na kolejkę linową, ale na szczęście była duża kolejka ludzka i dlatego na pierwszy rzut idzie Dolina Jaworzynka.
[attachment=22966]
Grupy kontrolne takie trasy robią "lewą tylną" i dlatego wmig jesteśmy na Przełęczy między Kopami. Po otwarciu się Doliny Gąsienicowej, dla zabicia czasu, robimy zdjęcia jako pokarm dla swych komputerów.
[attachment=22967]
[attachment=22968] - dla tych co mają fobię Kościelca, żeby się powoli przyzwyczajali
Do Muru wchodzimy po 1,5 godzinie. Trochę się staramy, żeby ?nasi? nie wystawili jaki przedni patrol, ale nasza zakonspirowana dwójka nikogo nie zauważyła. Ekipa Taternicko-Forumowa musiała jednak coś przeczuwać, bo później dowiadujemy się, że naszym śladem szedł jednak tylny patrol - Rycho, Aneta i Pedro? a w Kozich okolicach wartował oddział Górskich Myśliwców - Dariusz z Kasią. Ci jednak nie mieli szans nas zauważyć, ponieważ pogoda powoli stawała się "madziorną". W Murze dopełniamy energię, bo czeka nas pierwsze poważne zadanie - przedostać się przez Zawrat do D5SP, gdzie miał być teren całkowicie już opanowany przez grupę kontrolowaną. Najpierw dochodzimy do Czarnego. Tutaj jest jeszcze wszystko w porządku.
[attachment=22969]
Ludziska nie mają zbytnio jakiegoś wyposażenia, jednak krótkie spodenki w 5 stopniach jest trochę za mało. Dalszy cel to Zmarzły. Odtąd, w takich warunkach, to już poważna wyprawa. Zawratu przez mgłę nie widzimy, ale wyśnieżony żleb Starego mamy jak na dłoni.
[attachment=22970]
Przypomina mi to wejście na Małego Dzwonnika. Powolutku równia pochyła staje się pionowa. Jest ciężko i dlatego zakładamy raki, a czekan też jest przydatny. Widzę jednak, że sporo świątecznych turystów pomyliło strony świata i zamiast na Gubałówkę wyruszyło na Zawrat. Co tu opisywać, niektórzy zasłużyli nawet przegiąć przez kolano i patykiem po gołym t... (jak za dawnych czasów). No bo w adidasach i krótkich spodenkach się na spacerek wydali, a tu normalna pani Zima panuje. Po drodze rozmyślam czy i jak będę zatrzymywał poślizgniętych nieszczęśników albo raczej uskakiwał w bok i delikwentowi machał na pożegnanie. Jednak nic z tego się na szczęście nie przytrafiło i o 12:30 stajemy na najwyższym punkcie dzisiejszego dnia - na Zawracie.
[attachment=22971]
Nie wiem z czego się wtedy Tomtur radował, ale na przełęczy była pogoda istnie "madziorna". Na zdjęciu nie widać jak pada śnieg i wieje zimny wiatr. Z tego zimna chyba nam się zmysły poplątały, ponieważ postanowiliśmy uczcić tą okazję wypiciem zimnego piwa. Brrr... Jak mi nie smakowało. Schodzenie do D5SP było mniej komplikowane. Jednak skalne stopnie były od padającego śniegu śliskie. To miało duże znaczenie na dalszy przebieg dnia kontrolnego. Tomtur, już niemalże przed samym końcem schodzenia, pośliznął się i zwichnął kostkę u lewej nogi. Sytuacja była z początku poważna, nawet chcieliśmy wezwać pomoc. Jednak Tomtur na koniec się zmobilizował i postanowił dokuśtykać do schroniska. Gdzieś na poziomie Wielkiego spotykamy pierwszych Forumowiczów - Pabla i Hellę. Sytuacja naszej grupy kontrolnej była wręcz tragikomiczna. W ich oczach wyglądaliśmy chyba jak wojsko niemieckie powracające z pod Stalingradu. Zamiast zaskoczyć dwójkę pytaniami kontrolnymi, byliśmy zdolni tylko do serdecznego przywitania. Po wstępnych uprzejmościach, Pablo z Hellą pognali pod Zamarłą Turnię wyglądać naszych skałkołazów. Ja z Tomturem jednak szliśmy powoli i wspominana dwójka dogoniła nas przy Przednim. Na Zamarłej chyba tylko umarli byli.
[attachment=22972]
15:15 nareszcie Piątka. Po siedmiu godzinach (włącznie z Tomturowym kuśtykaniem) jesteśmy u celu. Ale jakiego celu? Miałem wrażenie, że Piątka zgłosiła się o zapis do Księgi Guinessa i to ile turystów z pełnym ekwipunkiem pomieści się na terenie schroniska. Miałem duże chęci przemianować Piątkę na "Schron u Bociana", ponieważ wszyscy, żeby się tam pomieścić, musieli stać na jednej nodze. Jednak tak nisko nie chciałem się uniżyć, bo jaką winę ponosi z tego powstałej sytuacji samotne schronisko? W jadalni witamy się ze Sylwkiem i Drugą ( nie byli na Zamarłej, na szczęście). Żeby podzielić się wrażeniami, musimy przedostać się do pokoju nr. 13. Z tego miejsca chciałbym przeprosić wszystkich nieznanych wędrowników, którym nadepnąłem w tym mumraju na nogę, dźgnąłem czekanem pod żebra albo wlazłem swymi buciorami na karimatę lub do menażki z jedzeniem. W pokoju nr. 13 witam się z nowo poznanymi Dariuszem, Kasią, Agnieszką i Atanazym. Później dochodzą jeszcze Anetka, Rycho i Pedro. W tym utulnym gniazdku przeczekujemy największą nawałnicę ludzką. Po 18-tej w Piątce pozostają tylko nocleżnicy. Jadalnia może odetchnąć od największego naporu. Nasza ekipa ląduje nawet przy jednym stole. Tutaj dochodzi otatni członek - Przemo. Ten ostatni był chyba najwięcej zdziwiony moim i Tomturowym pojawieniem się na forumowym spotkaniu.
[attachment=22973]
Co było wieczorem? Dla mnie "Wilka Samotnika" zawsze najlepszy moment moich wypadów w góry. Powiedzianego było sporo. Wszystkiego nie zapamiętałem albo wolę zachować w tajemnicy. Jednak parę momentów, godnych do uwiecznienia. Tomtur, na życzenie recepcjonistki i ku ubawu całej jadalni, darmo wywoływał dziewczynę z długimi kasztanowymi włosami. Potem nie wiem jak to Sylwek i Pablo załatwili, że dostałem w tej nawałnicy kawałek gleby w 13. Poznałem nowy trunek o nazwie Pigwówka. Biesiada wieczorna upłynęła szybko i na wesoło. Trzeba było jednak, ku memu smutku, położyć się spać. Ranek dał się wyczuć, że będzie pogodny, w sam raz dla przypomnienia sobie dlaczego tutaj przyszliśmy. Ja zasypiam snem sprawiedliwych o 11:00. Dobranoc. Gleba pokoju nr. 13.
P.S. Nie jest prawdą, że Tomtur chrapie. Ja nic nie słyszałem.

cdn




Jedynie ta "wycieczka" przed Wami, mało dopingująca. Tłumno...

mały pokoik i 12 osób - jak w rosyjskiej celi - aż szczypało w oczy rano 


Para dobrych Ludków odłożyła je na parapet i oddała, gdy ze Smokiem zawitaliśmy do Piątki po zejściu ze ściany
,
.
).