No to ładnie, bo mnie też cieszą wszystkie szlaki. Tak ma być. W końcu góry to inny-lepszy świat. A z ryzykowaniem na razie poczekam do Twojego wieku

.
Monte - co Ty cholera z tym wiekiem - wiek taki dobry jak każdy inny, czy Tobie się wydaje, że ja byłem inny 20 lat temu, albo będę inny za 20 lat, jak długo oczy będą płonąć ciekawością jutrzejszego dnia tak długo to jutro będzie, a to akurat nie zależy od wieku, pzdr.
To że masz doświadczenie. Ja nie. Ja dopiero zaczynam w górach, Ty już masz zdeptane wszystkie szlaki. Ja nie mam okazji być tak często w górach /nie wiem czy już jesteś na emeryturze czy też nie/ jak Ty.
Bo jak ja będę na emeryturze /jak dożyje i zdrowie będzie/ to rzucam wszystko i zrobię wyprawę taką jak ten Polak w 3,5 roku

.
Monte - zdrowia Ci życzę, większego dystansu do świata, no i oczywiście realizacji planów - tylko się nie spal przedwcześnie /do zobaczenia na Babiej/
A teraz w kwestii zasadniczej - dozowane ryzyko ze świadomością niebezpieczeństwa przy przychylności gór nie powinno doprowadzić do nieszczęścia, przykładem niech będą moje "friee ride" luzackie skałkowe wspiny, czy zimowe graniówki - przecież na skałach nie robię tego co z asekuracją na ścianach, gdyż po prostu bez ubezpieczenia było by to szaleństwem, a w wysoki śnieg idę przy dopuszczalnych względnie warunkach ze świadomością istniejącego ryzyka biorąc po uwagę przede wszystkim zagrożenia lawinowe i miejsca w których zaplanowałem eksploracje.
Co więcej napisać - czym więcej się podzielić - może powodami dla których szukam dzikości w swoich wędrówkach ... zasadniczym jest to, że te wszystkie wymienione okoliczności powodują brak towarzystwa w miejscach gdzie szukam spokoju, lub obecność osób, które akurat w tych miejscach są jak najbardziej mile widziane. Są jeszcze inne powody - ale teraz poczytam co Wy macie do powiedzenia w tej sprawie.
Ciebie już te szlaki nie "bawią" bo pewnie obskoczyłeś je po dwa razy.
Ty już masz zdeptane wszystkie szlaki
Monte...coprawda nic dwa razy się nie zdarza, ale zdarzyć się może na przykład trzy razy, albo dowolnie większość ilość razów. Czasami możesz iść 100 razy tą samą drogą/szlakiem górskim (bo o górach mowa
) i za każdym razem widzieć cUś innego
I nigdy to nie będzie takie samo. Zawsze inne, zawsze powalające, zawsze pozostawiające apetyt na jeszcze. Czasami inność wynika z nastroju. Innym razem z prostych okoliczności. A w niektórych/zdecydowanych/ przypadkach zależna jest od kaprysów matki natury...
A z ryzykowaniem na razie poczekam do Twojego wieku
Skąd Ty możesz wiedzieć, że na pewno nie zaryzykujesz wcześniej/czasami człowiek ryzykuje a nie jest tego świadomy. Po przekroczeniu pewnej granicy chce jeszcze i jeszcze więcej...nie wiedząc o tym że dał się wciągnąć w pewien „system”
Co do Twojego wieku / dwa razy więcej lat/ emerytura...
Powiem krótko, zwięźle i na temat: CO TO MA DO RZECZY!! Może nie wnikajmy w to co kto robi, kim jest, ile ma lat ale cieszmy się tym co jest i jak mamy możliwość dzielenia się doświadczeniami to to róbmy////co też zresztą niniejszym robimy...
Pozdrawiam....
A co o sprawie sądzą p. z GB, a co w temacie ma do powiedzenia p. od Fionki? Rozmawiajmy wszyscy - poznajmy swoje opinie ...
Monte Negro.Szkoda czasu.Zrób kurs taternicki.Pare tras kursanckich.Patent w kieszeni.potem zobaczysz pozdr
Monte, masz całe życie żeby łązić po górach. ty czujesz bluesa i to wystarczy. nie ścigaj nikogo, nie stawiaj sobie punktów, nie naśladuj bo i tak wszystkiego nie przełazisz

nikt z nas nie przełazi. ciesz się każdym wyjściem w góry, nawet jeśli będzie to 500 m. n.p.m. bo w łażeniu po górach nie chodzi o liczbę przebytych kilometrów ani wysokości zdobytych szczytów. a Sylwestra to pewnie nigdy góry nie znudzą. nawet jak zejdzie całe Karkonosze po 5 razy to i tak osiągnie to co będzie chciał bo on wie czego szuka w górach. czasem pogoda albo jakieś nieszczęscie moze zepsuć satysfakcję ale to sięrzadko zdarza. to ile kto razy był na rysach nie ma żadnego znaczenia.
co sądzicie o trochę ekstremalnej turystyce, co sądzicie o trekingu w zamieci, wichrze, deszczu, na oblodzonych stokach, o zimowych graniówkach, spaniu w kolibach, pod ścianami, co myślicie o dotykaniu sercem natury gór?
Cenię ludzi mający pasję. Niezależnie od tego, czy chodzą sobie spokojnie, turystycznie po górach, czy ekstremalnie to najważniejsze jest dlaczego to robią.....no wiecie chodzi o ten błysk w oczach
W przypadku prawdziwej pasji człowiek pnie się po drabinie "wtajemniczenia" i pozwala sobie na coraz to śmielsze poczynania, byle tylko robił to z głową i nie narażał innych, bo w wtedy to już wariactwo. Uważam że wszystko jest dla ludzi, ale nie dla wariatów.
Ja uwielbiam wyzwania zwłaszcza takie, które dotyczą mojej aktywności fizycznej (no i to nie tylko góry
). W rzeczach które mnie pasjonują właściwie to nic nie jest mi w stanie przeszkodzić, ni zawierucha czy fontanna z nieba. Staram się wtedy w każdej sytuacji zobaczyć pozytywne strony.........i to mnie nakręca. Oczywiście stawiam przed sobą coraz to śmielsze wyzwania, tej zimy oswajam sie ze śniegiem; zaczynam od Babiej w lutym
, potem polezę w Tatry. A jak sie uda to nocleg pod namiotem w śniegu. Marzy mi się też nocleg na grani gdzieś wysoko i objęcie pewnego krzyża
i może wreszcie spróbować sie powspinać i.....może wystarczy, bo to nie o marzeniach temat. Ale jest i czarna strona tego zamiłowania; im bardziej się wciągam, tym częściej okazuje sie ze to wszysto musze robić sama. Trudno znaleźć sobie towarzystwo. A nie zawsze jest fajnie i BEZPIECZNIE w górach w samotności.
P.S. skoro mnie już do tablicy wywołali

no żywot bez pasji był by strasznie nudny. ja to muszę się wam przyznac do czegoś. otóż nad góry przekładam kino. to jest numer 1. jak jest kino to nawet na inwersję mnie nie wyciągną. tak to już ze mną jest po prostu

Zastanawiałem sie przez chwilę gdzie to co poniżej napisać - sądzę, że ta jazda bez trzymanki to tego tańca nada się znakomicie, więc uzupełniając swoje wcześniejsze wypowiedzi napisze teraz, że:
Moja żona spędzi tego Sylwestra z Sylwestrem w Sylwestrową noc na karkonoskim śniegu ... w namiocie, ja to mam z tą kobietą ... hehe
- pzdr.
Tylko pogratulować takiego Sylwestra.
Spanie naprawde super!!!
Zresztą gdzie ja sie nie wyśpię

Ojejku, ale plany. po prostu REWELACJA. Już widzę oczami wyobraźni te balety na śniegu........żona oczywiscie w balowej suknie na szpileczkach

Wiatr do tańca będzie przygrywał ,naturalne światełko księżyca oświetlać scenę -Piękny bal!
Jezeli , chodzi o ryzyko to kocham je. Lubie ekstremalne wyzwania , niekonieczne zwiazane z gorami (motolotnia). Olka cały czas marzy o kursie spadochronowym( narazie ma bana , ale drazy temat coraz czesciej).
Jezeli chodzi o gory to zaczynałem od Beskidów przez Gorce i Pieniny az do Tatr.Chodzac po Zachodnich wiedziałem ze to nie jest to , czegos mi brakowało.Przyszła kolej na Wysokie i to był strzał w dziesiatke.
Spodobała mi się ta przestrzen , ten ogrom , ta potega gor wysokich.
Teraz Zachodnie omijam z daleka, o co nieraz sa awantury ze Zmora.
W Wysokich szlakowane robilismy po kilka razy.Zaczelismy robić poza szlakami- wielka frajda.Poznalismy ciekawych ludzi.
Dane nam było wejsc w warunkach zimowych na Mała Wysoką(akurat wchodzili ratownicy i nas przygarnęli), Czerwoną Ławkę i Bystry Przechód.Spodobało mi sie to bardzo, podnieca mnie to ryzyko , to niebezpieczenstwo.Warunki typu padajacy snieg, oblodenie , zimno sa super,cały zas "czujesz" w powietrzu zapach adrenaliny.
Dlatego wybieramy sia na kurs zimowy(oczywiscie narazie tylko turystyki wysokogorskiej).
Pieniadze ktore teraz zarabiamy pozwalaja nam realizowac marzenia zwiazane z gorami.Mam nadzieje ze nieskonczy sie tylko na Alpach, bo pokochaliśmy Gory Wysokie.