Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Izery i Karkonosze 2008 = Forumowiczów GŚ biba
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Samotnik w Karkonoszach 2013
Zaczynam lubić te kopczyki. One też mnie lubią i wiedzą, że jak mi dają pogodę w pełni słońca, to podrepczę po nich i więcej się tutaj nie pokażę. Dlatego zawsze, jak się w tych miejscach znajduję, Karkonosze słoneczną pogodę podają mi po kroplach. Wtedy chcąc, nie chcąc muszę tutaj znowu przyjeżdżać. W tym roku było do tego okazja. Minęło już 5 lat od mojej pierwszej biby na tym forum, która odbyła się też częściowo w Karkonoszach (można sobie to przypomnieć zaczynając tutaj od postu pierwszego). No i w zeszłym roku też tu byłem:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=4785
W tym roku doszło jednak do jednej zasadniczej zmiany. Dzieje ludzkie ponoć po okręgu wracają do punktu wyjściowego, tylko jednak o jedną platformę wyżej. Coś jakby historia zataczała się po spirali. I tak właśnie się teraz stało. Kiedyś sporo dreptałem po kopcach samotnie, potem dołączyłem do grona forumowego i teraz znów przypadło dreptać mi samotnie, ale z już więcej napełniony. Pozostałych życie wywiało w inne miejsca. No, jednak już dosyć filizofowania i czas na opis mych przeżyć w Karkonoszach roku pańskiego 2013.

17.10.2013, pierwszy dzień
Po 7 godzinach wysiadywania w środkach masowej komunikacji, wykopują mnie z autobusu na końcowym przystanku na Pomeznich B./Przełęcz Okraj (1035 m). Jakoś polubiłem tutaj startować w Karkonosze. Mam tutaj najbliżej z dalekiego domu, autobus za mnie pokonuje parę metrzyków pionu i mnie, dziadkowi, nie trzeba się potem zbytnio tarmosić do góry. Jest około 12:40 i jako prawdziwy turysta zaczynam wędrówkę od odwiedzin jakieś zagrody w celu nabrania sił.
[attachment=58562]
Dla tych, co lubią też sporo dopełniać energię i nie mają własnych zasobów, to polecam restaurację "Lesní zátiší". Byłem tutaj i w zeszłym roku. Nawet sympatyczna pani kelner jest ta sama. W słabej chwilce powiedziałem jej, że na pewno znów tu przybędę w następnym roku. Zamówiłem sobie czeską tradycję: pieczony boczek, kapusta czerwona i knedel. ok Do zapijania tego jedzonka nadaje się tylko napój turysty.
[attachment=58563]
Pycha. Po takiej energetycznej bombie, trzeba już na czasie wyruszyć w trasę. Dzisiaj mnie czeka tylko mała rozgrzewka. Z przełęczy na Skalny Stół (1282 m), przez Przełęcz Sowią (1164 m) do schroniska Jelenka (1263 m). Jedynych 5 km i małych 250 m przewyższenia. Pierwotnie chciałem ominąć Skalny Stół, ponieważ deszczowa pogoda nie sprzyjała widokom.
[attachment=58564] - Kowarski Grzbiet/Czoło od Pomeznich Bud
Jednak widoki już od przełęczy się poprawiły i dlatego mogłem odkrywać jeszcze nieodkryte miejsca. Podchodzenie na grzbiet Stołu, to taki balsam na ciele i duszy. O tej porze nie było ze mną tam nikogo. Nawet nie musiałem się obawiać, że jaki misiu na mnie wyleci z lasu (wiadomo, w Karkonoszach nie są, albo się mylę). Żwawo leśną pieszyną drałuję do góry. Mam sporo sił i chęci na kopczykowanie. Czasami odkrywają się pierwsze widoki. Najlepsze chyba te wsteczne na Pomezni Budy, gdzie jeszcze przed chwilą byłem.
[attachment=58565]
Osiągnięciem wierzchołka Czoło kończy się to skromne podejście. Dalej jest jeszcze skromniej. Przejsćie Kowarskim Grzbietem to jedna z Tomturowych wariant chodzenia po górach.
[attachment=58566][attachment=58567] - na Kowarskim Grbiecie w stronę Stołu i w stronę Czoła
Leśna przesieka może nas napajać tylko romantycznymi myślami. Daleko tu od pocenia krwi, bicia serca i ciężkiego oddechu. Jestem zadowolony z wybranej trasy. Żołądek może sobie spokojnie pracować nad moim tucznym obiadem. W zeszłym roku poszedłem czerwonym szlakiem i to nie było to prawdziwe orzechowe. Był to tylko las i pierwszy śnieg. Po godzinowym poruszaniu się na trasie dochodzę do Stołu. Jest jednak tylko wpół nakryty.
[attachment=58568]
Karpacz jest jeszcze widoczny, ale od czeskiej strony zaczynają się pojawiać kłębowiska niesprzyjających widokom chmur.
[attachment=58569]
Sowią P. jeszcze widać, ale Jelenkę już olizuje dolne piętro. A ja tak chciałem ze Stołu widzieć naszą Królewnę. Znowu nici z tego. Jest to pierwszy powód do ponownego odwiedzenia tego miejsca. Zejście do Sowiej i osiągnięcie mej dzisiejszej mety - schroniska Jelenka - nie ma co opisywać. Za pół godziny nic nadzwyczajnego się nie przytrafiło. Całe to widowisko trwało 2 godziny i z pstrykaniem zdjęć.
[attachment=58570] - S. Stół od Sowiej P.
Nocleg w Jelence sobie wypatrzyłem jeszcze w zeszłym roku. Panuje tutaj całkiem inny nastrój, niż spanie na przełęczy. Do Królowej jest bliżej, widoki ładne, kiedy jest widokowo i w tygodniu ta cisza. Jedynym minusem jest to, że do Jelenki można dojechać też samochodem i dlatego spokój idzie wniwecz, kiedy tutaj zajadą turyści, którzy wogóle nie wiedzą dlaczego pojechali w góry - informacja od chaciarza. kwasny Ja miałem szczęście byłem jedynym nocleżnikiem poza personelem. Dla zainteresowanych podaję linka:
http://jelenka.eu/
Dzień powoli chylił się ku końcowi. Pogawędka z nudzącym się chaciarzem, który obsługuje jedynego Klienta (mnie) i pozostaje mi wcześnie ładować się do wyrka.
[attachment=58571] - wyłączam się chwilowo odsłoniętym widokiem z okna schroniska na Pomezni Budy.

Cdn... kiedyś innocent
Nie wiem dlaczego i skąd tak mam, ale ciągnie mnie w Karkonosze. A do Bileho Labe to szczególnie.

Stasiu napisał(a):
Dzieje ludzkie ponoć po okręgu wracają do punktu wyjściowego, tylko jednak o jedną platformę wyżej. Coś jakby historia zataczała się po spirali. I tak właśnie się teraz stało. Kiedyś sporo dreptałem po kopcach samotnie, potem dołączyłem do grona forumowego i teraz znów przypadło dreptać mi samotnie, ale z już więcej napełniony.

Super !
Widzę, że samotne Karkonosze sprzyjają rozmyślaniom egzystencjonalnym. ok

roman.d napisał(a):
Nie wiem dlaczego i skąd tak mam, ale ciągnie mnie w Karkonosze. A do Bileho Labe to szczególnie.

Będę też o tym pisał. innocent

18.10.2013, drugi dzień
Rano wstaję z nadzieją. Jednak krótkie spojrzenie z okna daje mi do świadomości, że pogoda będzie preferowała górski styl na temat: "Przyroda to ta zbędna przestrzeń między dwoma schroniskami". Daję śniadanko i na drogę chaciarz udziela mi informację, że muszę koniecznie odwiedzić Luczni Budę z ich własnym browarem. Takiej okazji nie można odpuścić zwłaszcza, że mamy taką oto pogodę:
[attachment=58620]
Tylko tego wiatru nie udało mi się podchwycić. Jak się mówi: "W taką pogodę by nawet psa nie wygnał", ale kopczykomana trzeba wykopnąć ze schroniska. Podejście na Czarną Kopę (1411 m) i przejście Czarnym Grzbietem to narzucenie identycznego stylu maszerowania jak na Kowarski G. i S. Stół, ale bez szansy widzieć coś dalej niż w okręgu 100 m. A ja tak chciałem i z tego wierzchołka ująć twarz Królowej. No i mam drugi powód, żeby tutaj ponownie powrócić.
[attachment=58621]
W zeszłym roku miałem tak samo. W tej mgle wyczuwam tylko, że Królowa gdzieś tam jest, ale nie ma ochoty mi się pokazać. Nawet poszczuła mnie zimnym wiatrem. Przypuszczam, że to tylko takie markoty z jej strony. Gdyby nie chciała mnie przyjąć, to by sypnęła śniegiem a chodnik by skuła lodem. Dochodzę do rozstaju dróg i już nawet słyszę jak wiatr hula między talerzami na wierzchu. Chwilę się namyślam czy przypadkiem nie dać psotnej Śnieżce koszem i skierować się prosto do Śląskiego. Nie zrobiłem jej tej radości i dalej wytrwale dążyłem do celu. Chwilę jeszcze potarmosiła mnie wiatrem i musiała jednak wpuścić intruza. Po więcej jak godzinie marszu zostałem przyjęty na audiencję u Królowej - Śnieżka (1602 m).
[attachment=58622]
Za zezwolenie odwiedzin należało by się jakoś rekompensować i dlatego wkraczam do znanej restauracji. Tam pustki, oprócz dwóch z obsługi stacji meteo. Znudzony personel rzucił się na mnie z ofertami jak zgłodniałe wilki. Ja ich zawiodłem. Chciałem tylko herbatkę i coś na rozgrzanie. Była jeszcze wczesna godzina na zasiadanie do obiadu. Szybko wytoczyłem się z lokalu, ponieważ groziło mi zalaniem. Na zewnątrz Królowa była nadal na mnie obrażona i we mgle schowana. Na dodatek chodnik był w celach remontu zamknięty i musiałem użyć obejścia Drogą Jubileuszową. Kolejna zagroda - Śląski (1395 m). Wkraczam do lokalu i znowu pustki. Zamawiam kawkę i pogrążam się w myślach. Tutaj w zeszłym roku rozpoczynała się biba. Z melancholii na szczęście wyrwała mnie myśl, że czeka mnie teraz kawałek czegoś jeszcze niepoznanego. Najpierw Upskie Torfowisko, gdzie mają źródła Upa i Biała Łaba. Gdzieś tam w młakach.
[attachment=58623]
Trzeba się tutaj poruszać po specjalnych mostkach, ponieważ człowiek by się tutaj utopił. Dziwna to kraina. Taki karkonoski płaskowyż. Po przejściu suchą nogą, ze mgły wyjawia się duży budynek - Luczni Buda (1410 m). To, że jest największa w Karkonoszach było dla mnie mniej ważne. Ważniejsze było, że tutaj znajduje się najwyżej położony browar w Europie Środkowej. Według listy podają tutaj 5 rodzajów napoju turystycznego o nazwie "Paroháč". Ciekawa nazwa, ponieważ w czeskim tak się oznacza zdradzonego mężczyznę (żona nasadziła mu rogi, po włosku cornuto).
[attachment=58624]
Okusiłem dwa - ciemny specjał i półciemny leżak. Więcej nie ryzykowałem, ponieważ trzeba było jeszcze jakoś dalej poruszać się w stronę Odrodzenia. Dla tych co nie muszą napój turystyczny albo nie chcą być zdradzoni przez żony, to oferują dwa włanej roboty wypieki. Domowy kołacz i rogal.
[attachment=58625]
Zwłaszcza rogal był potężny, trzej zgłodnialcy by się najedli. Dalej jest możliwość zamówienia sobie kąpieli piwnej (ponoć odmładza i wypięknia) albo zwiedzanie browaru z poczęstunkiem. Trzeba jednak przypomnieć, że Luczni jest hotelem i ceny są według tego nastawione. Jest jednak oferta pokoju turystycznego z własnym śpiworem. Pierwotnie chciałem dalej schodzić Doliną Białej Łaby z wydrałowaniem do Karkonoskiej. Jednak ten wariant miał sporo przeszkód w postaci licznych bud. Miałem obawy, że będę kolejno porywany do ich wnętrz, co mogło być dla mnie niedwracalną tragedią. Dlatego wybrałem Śląską Drogę i przejść do głównego szlaku Drogi Przyjaźni Polsko-Czeskiej.
[attachment=58626]
Ten wariant był mniej niebezpieczny i gwarantował, że w porządku dojdę do dzisiejszego celu. Był piątek krótko po południu i Karkonosze powoli zapełniały się weekendowymi turystami. Już nie byłem na szlaku sam. Jednak i to nie miało wpływ na poprawę pogody. Rozlane mleko wciąż panowało w górach. Nie jest mi dane widzieć do Kotła Małego, Dużego i ani innego. Słoneczniki mijam bez zainteresowania i przyznam, że już nie mogłem się doczekać, kiedy będę w Odrodzeniu.
[attachment=58627]
Na Przełęczy Karkonoskiej (1198 m) jestem po 6 godzinach drałowania i spędzania ładnych chwil w budach. Nawet jest mi dane opuścić świat mgieł i mam widoki dalej niż na 100 m. Resztę dnia spędzam w objęciach schroniska Odrodzenie. Tutaj już panuje całkiem inna atmosfera.

Cdn...
No tego browaru ci zazdroszczę ,następną bibę trzeba tam zaplan9waćBig GrinShy

tomtur napisał(a):
No tego browaru ci zazdroszczę ,następną bibę trzeba tam zaplan9waćBig GrinShy

Taaaa... a później trza zainwestować w kapelusz z wentylatorami.... Rolleyes Toungue

19.10.2013, trzeci dzień
Dzień rozpoczyna się optymistycznie. Widok na Kotlinę Jelenia ze schroniska maluje mi uśmiech na twarzy.
[attachment=58696]
Nim dokończę śniadanko, uśmiech mi zamarża, jak ten szron na trawie. Znów ktoś posłał na mnie chmury.
[attachment=58697]
Jednak szósty zmysł mi coś mówi, że będzie dzisiaj lepiej i będą widoki. Mój plan jest prosty - przejść graniówę zachodniej części Karków do Szrenicy. Trasę powrotu pozostawiam do myślenia słoniowi, ten ma większą głowę. Trzeba mi na to patrzyć z tej drugiej, pozytywnej strony. W zeszłym roku to tu rozpoczęła się nasza śnieżna wyprawa, kiedy tam u góry rozpruli pierzynę. Najpierw turaliśmy się po kostki i potem kończyliśmy w zaspach sięgających do górnego zakończenia nóg. Wtedy zmagaliśmy się w śnieżycy 6 godzin, nim dotarliśmy do Schroniska pod Łabskim. Coś małego dla przypomnienia i łezka się w oku kręci:
http://www.youtube.com/watch?v=P1ahfQJhIj4
Dzisiaj mam warunki luksusowe. Zaczynam pozytywnie nastawiony połykać pierwsze metry. Pod Piotrówką brakuje tradycyjnych ofert bud położonych niedaleko stąd. Na szczęście. Mogę się dalej gramolić pod górkę. Mijam byłą Piotrową Budę (spaliła się 1.8.2011) i osiągam pierwsze wzniesienia.
[attachment=58698][attachment=58699]
Są to Śląskie (1413 m) i Czeskie (1417 m) Kamienie (Dívčí i Mužské kameny). Ciekawe kto tworzył i tłumaczył poszczególne nazwy. Tutaj się zbytnio nie zatrzymuję. Przed piącioma laty na bibie mieliśmy lepszy widok. No i dalsze wspomnienie. Dochodzę do biwaku pod Śmielcem.
[attachment=58700]
Przypomniałem sobie, że gdzieś mam video, jak nasza ekipa tutaj odpoczywała. Teraz widać, że można tutaj i nocować. Dalsze podejście pod W. Szyszak (1509 m) i pod stację przekaźnikową jest wybrukowane. Przed dokończeniem są kamienne chodniki i na dodatek wszystko to jest ograniczone łańcuchami. Ciekawe podejście do nakierunkowania turystów. Przyznaję, że od Szrenicy ciągły procesje do oglądania Kotłów. Brakowało tu jeszcze kapci, kasy i przewodników. Potem będziemy już jak podczas zwiedzania zamku. Brrr! Jakoś mi się to nie podoba. Widząc smutek na mojej twarzy, pogoda się nade mną zaczynała litować.
[attachment=58701]
Karki odsłoniły trochę swojej krasy. Śnieżne Stawki były pierwsze. Potem nieśmiało pokazał się Łabski (1472 m).
[attachment=58702]
Za Łabskim zaczyna się też turystyczne nasilenie od strony Szrenicy. Przestaję liczyć, ile razy mnie pytano: "Daleko jeszcze do tych Kotłów"? Następnym razem zabiorę stoper i będę mógł odpowiadać z dokładnością na sekundy.
[attachment=58703]
Przy Twarożnikach (1322 m) mleko całkowicie znika. Wsteczny widok ujawnia jeszcze resztki mgły przetaczającej się przez Łabski i Kotły. Czym bliżej jestem Schroniska na Szrenicy, tym więcej zaczynam weryfikować pierwotne plany o obiadku w tym schronisku. Walka na widełki i noże z innymi stołownikami mi się jakoś nie zamawia. Robię strategiczne posunięcie. Jednoczłowieczy oddział kieruję w stronę Voseckiej Budy, do której docieram po 3 godzinach od Odrodzenia. I dobrze zrobiłem. Tutaj całkiem inna atmosfera. Cicho, spokój. Idealne miejsce na skromny obiadek.
[attachment=58704]
Kapuśnica z chlebem i napój turystyczny. Mam nadzieję, że ta mieszanka nie przeszkodzi mi w spokojnym i niczym nie zakłócającym powrocie do Odrodzenia. Jest to jeszcze kawał drogi. Opuszczam zagrodę w postaci Voseckiej i kieruję się trawersem w stronę Łabskiej Łąki.
[attachment=58705][attachment=58706]
Cel jest jasny. Odwiedzenie źródła Łaby. Wczoraj to była tylko ta Biała. Dzisiaj to będzie ta bez przymiotnika. Wyjście na Łąkę jest samo od siebie ładnym punktem widokowym.
[attachment=58707]
Taki Łabski i przekaźnik nad Kotłami prezentują się ciekawie z innej perspektywy. Źrodło Łaby to następne kultowe miejsce w Karkach. Schodzą się tutaj turyści wszelakiej maści i języka. Było tłoczno i niełatwo człowiekowi szło pstrykanie aparatem tak, żeby mu jaki niedołęga nie wchodził w kadr.
[attachment=58708][attachment=58709]
Widać właściwe źródło i zbiornik, w którym się gromadzi wyciekająca woda. W tyle na murku jest osadzonych ... I tutaj zagadka. Ile tam jest herbów miast, przez które przecieka Łaba? Może kto wie? Wszyscy mogą zgadywać, oprócz Tomtura. Dla niego mam indywidualną zagadkę, która brzmi: "Która jest ładniejsza? Ucieleśnienie Cortiny albo Łaby"?
[attachment=58710][attachment=58711]
Napiłem się panieńskiej wody z źródła i wnet mi wyostrzył się wzrok. Popatrzyłem na inne krasawice. W dali pokazała się samotna Królewna.
[attachment=58712]
Nareszcie się pani pokazała z większej odległości. Szkoda tylko, że nie mogłem w pełni kosztować te widoki. Przeszkadzało mi w tym duże nasilenie turystów, którzy w większości nie wiedzieli jak się w takim miejscu zachowywać. Dalszym moim przedsięwzięciem było odwiedzenie Łabskiej Budy. Mogłem od źródła lekko wyjść na główny grzbiet, ale ciekawość zobaczyć tego brzydala z bliska na własne oczy była większa. W górach staram się zawsze być nad rzeczą i nie krytykować. Jednak co zobaczyłem pod źródłem Łaby, było ponad i dla mej pozytywnej myśli.
[attachment=58713]
Powiem krótko. Łabska Buda to w mojej długiej karierze górskiej pretendent do pierwszego miejsca okropności w górach. Jak mógł ktoś zaprojektować taki moloch w tak pięknym miejscu. I to jeszcze pokazałem obstojne zdjęcie. To prawdziwa herezja postawić coś takiego obok dziewiczej jeszcze Łaby, która z tego miejsca spada do Łabskiego Dołu.
[attachment=58714]
Nawet się nie zatrzymuję i czmycham stąd. Pierwotnie miałem plan dalej kontynuować przemarsz zboczem głównej grani. Do zwiedzenia były takie przybytki jak Martincowa, Bradlerowa, Nowopacka, Morawska i nie wiem jeszcze jaka buda, ale przyznam się. Stchórzyłem. Może będę miał więcej odwagi pójść tą trasą z kimś, ale samotnie nie. Od Łabskiej wygramoliłem się na główny grzbiet zwłaszcza, że nareszcie widoki były takie, jakie powinny być.
[attachment=58715]
Widać całą Łabską Łąkę i nawet w dali za oparem widać Ještěd ze swoją wieżą przy Libercu. Na grań wychodzę w okolicy przekaźnika i na jakiś czas dominują widoki na Śnieżne Kotły i Dolinę Jelenią. Ujęcia przakaznika ze wszystkich stron i miejsc widokowych mam sporo, dlatego wsunę zdjęcie zrobione na drugą stronę.
[attachment=58716]
Czeka mnie powrotna droga do Karkonoskiej i Odrodzenia. Nareszcie mogę widzieć dalej niż na koniec nosa. Nie wiem, na którą stronę się pierwej patrzyć. Ledwo sobie łeb nie ukręcę. Nawet i ten przekaźnik z dala obstojnie wygląda obok W. Szyszaka.
[attachment=58717]
Po przejściu obok kamieni Czesko-Śląskich lub jeśli kto woli Dziewczęco-Męskich, gdzieś nad Piotrówką, jestem znów zauroczony kopczykami wschodniej grani Karków.
[attachment=58718]
Powoli, powoli schodzę na przełęcz. Dochodzą do mnie myśli, że to już ostatnie chwile obcowania z Karkami. Minimalnie rok ich nie podrepczę. Po więcej jak 7 godzinach dymania zamykam pętlę i jestem znów w miejscu porannego wyjścia. Zakończenie dnia można opisać w skrócie jako - Samotnik w schronisku.

20.10.2013, epilog
Dzień powrotu do domu. Z gór było tylko to, że z Przełęczy Karkonoskiej normalnie autobusem zjechałem do Szpindla, zrobiłem foto już swawolnej Łaby
[attachment=58719]
i pojechałem do poziomego kraju.

KONIEC
Drugiego dnia trochę szkoda, mogła być lepsza pogoda ale wyjazd na prawdę świetny.

Ogólnie bardzo ładnie Cię nosi Stasiu po górach ok, Karkonosze, Bieszczady, Beskidy, ferraty- bardzo urozmaicone krajobrazowo pasma.
Przez te Twoje wędrowanie Stasiu trochę zatęskniłem za Karkonoszami, Izery też by się przydało odwiedzić... może jaką bibę by ktoś tam zaplanował uhm
Piotrek, to wszystko dobre, ale potem trzeba relacje pisać. Jeszcze mnie czeka ta z Bieszczad. sweatingbullets
Pawle, Ty chyba nie mówisz poważnie. Ja tak długo reklamowałem do przodu moją wycieczkę, że na koniec pojechałem sam. Jakoś na Forum wywiało organizatorów bib i nawet zaczyna być krucho z ewentualnymi bibowiczami.

Stasiu napisał(a):
i nawet zaczyna być krucho z ewentualnymi bibowiczami.

A bo to teraz ludzie wypoczywają na facebook'u. Wink

Stasiu napisał(a):
Piotrek, to wszystko dobre, ale potem trzeba relacje pisać. Jeszcze mnie czeka ta z Bieszczad. sweatingbullets


Ano trzeba, trzeba Smile. Ale pomyśl ile to daje radochy (i po części złości, że się samemu tam nie jest) tym którzy potem czytają, zdjęcia oglądają.

Widzę, że nikt się nie kwapi do odpowiedzi na zagadkę. Może ten filmik komuś pomoże z prawdziwą odpowiedzią. Rolleyes
http://www.youtube.com/watch?v=hPmg09gc-Wk
28?
Stron: 1 2 3 4 5 6
Przekierowanie