02-11-2013, 09:51 PM
Samotnik w Karkonoszach 2013
Zaczynam lubić te kopczyki. One też mnie lubią i wiedzą, że jak mi dają pogodę w pełni słońca, to podrepczę po nich i więcej się tutaj nie pokażę. Dlatego zawsze, jak się w tych miejscach znajduję, Karkonosze słoneczną pogodę podają mi po kroplach. Wtedy chcąc, nie chcąc muszę tutaj znowu przyjeżdżać. W tym roku było do tego okazja. Minęło już 5 lat od mojej pierwszej biby na tym forum, która odbyła się też częściowo w Karkonoszach (można sobie to przypomnieć zaczynając tutaj od postu pierwszego). No i w zeszłym roku też tu byłem:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=4785
W tym roku doszło jednak do jednej zasadniczej zmiany. Dzieje ludzkie ponoć po okręgu wracają do punktu wyjściowego, tylko jednak o jedną platformę wyżej. Coś jakby historia zataczała się po spirali. I tak właśnie się teraz stało. Kiedyś sporo dreptałem po kopcach samotnie, potem dołączyłem do grona forumowego i teraz znów przypadło dreptać mi samotnie, ale z już więcej napełniony. Pozostałych życie wywiało w inne miejsca. No, jednak już dosyć filizofowania i czas na opis mych przeżyć w Karkonoszach roku pańskiego 2013.
17.10.2013, pierwszy dzień
Po 7 godzinach wysiadywania w środkach masowej komunikacji, wykopują mnie z autobusu na końcowym przystanku na Pomeznich B./Przełęcz Okraj (1035 m). Jakoś polubiłem tutaj startować w Karkonosze. Mam tutaj najbliżej z dalekiego domu, autobus za mnie pokonuje parę metrzyków pionu i mnie, dziadkowi, nie trzeba się potem zbytnio tarmosić do góry. Jest około 12:40 i jako prawdziwy turysta zaczynam wędrówkę od odwiedzin jakieś zagrody w celu nabrania sił.
[attachment=58562]
Dla tych, co lubią też sporo dopełniać energię i nie mają własnych zasobów, to polecam restaurację "Lesní zátiší". Byłem tutaj i w zeszłym roku. Nawet sympatyczna pani kelner jest ta sama. W słabej chwilce powiedziałem jej, że na pewno znów tu przybędę w następnym roku. Zamówiłem sobie czeską tradycję: pieczony boczek, kapusta czerwona i knedel.
Do zapijania tego jedzonka nadaje się tylko napój turysty.
[attachment=58563]
Pycha. Po takiej energetycznej bombie, trzeba już na czasie wyruszyć w trasę. Dzisiaj mnie czeka tylko mała rozgrzewka. Z przełęczy na Skalny Stół (1282 m), przez Przełęcz Sowią (1164 m) do schroniska Jelenka (1263 m). Jedynych 5 km i małych 250 m przewyższenia. Pierwotnie chciałem ominąć Skalny Stół, ponieważ deszczowa pogoda nie sprzyjała widokom.
[attachment=58564] - Kowarski Grzbiet/Czoło od Pomeznich Bud
Jednak widoki już od przełęczy się poprawiły i dlatego mogłem odkrywać jeszcze nieodkryte miejsca. Podchodzenie na grzbiet Stołu, to taki balsam na ciele i duszy. O tej porze nie było ze mną tam nikogo. Nawet nie musiałem się obawiać, że jaki misiu na mnie wyleci z lasu (wiadomo, w Karkonoszach nie są, albo się mylę). Żwawo leśną pieszyną drałuję do góry. Mam sporo sił i chęci na kopczykowanie. Czasami odkrywają się pierwsze widoki. Najlepsze chyba te wsteczne na Pomezni Budy, gdzie jeszcze przed chwilą byłem.
[attachment=58565]
Osiągnięciem wierzchołka Czoło kończy się to skromne podejście. Dalej jest jeszcze skromniej. Przejsćie Kowarskim Grzbietem to jedna z Tomturowych wariant chodzenia po górach.
[attachment=58566][attachment=58567] - na Kowarskim Grbiecie w stronę Stołu i w stronę Czoła
Leśna przesieka może nas napajać tylko romantycznymi myślami. Daleko tu od pocenia krwi, bicia serca i ciężkiego oddechu. Jestem zadowolony z wybranej trasy. Żołądek może sobie spokojnie pracować nad moim tucznym obiadem. W zeszłym roku poszedłem czerwonym szlakiem i to nie było to prawdziwe orzechowe. Był to tylko las i pierwszy śnieg. Po godzinowym poruszaniu się na trasie dochodzę do Stołu. Jest jednak tylko wpół nakryty.
[attachment=58568]
Karpacz jest jeszcze widoczny, ale od czeskiej strony zaczynają się pojawiać kłębowiska niesprzyjających widokom chmur.
[attachment=58569]
Sowią P. jeszcze widać, ale Jelenkę już olizuje dolne piętro. A ja tak chciałem ze Stołu widzieć naszą Królewnę. Znowu nici z tego. Jest to pierwszy powód do ponownego odwiedzenia tego miejsca. Zejście do Sowiej i osiągnięcie mej dzisiejszej mety - schroniska Jelenka - nie ma co opisywać. Za pół godziny nic nadzwyczajnego się nie przytrafiło. Całe to widowisko trwało 2 godziny i z pstrykaniem zdjęć.
[attachment=58570] - S. Stół od Sowiej P.
Nocleg w Jelence sobie wypatrzyłem jeszcze w zeszłym roku. Panuje tutaj całkiem inny nastrój, niż spanie na przełęczy. Do Królowej jest bliżej, widoki ładne, kiedy jest widokowo i w tygodniu ta cisza. Jedynym minusem jest to, że do Jelenki można dojechać też samochodem i dlatego spokój idzie wniwecz, kiedy tutaj zajadą turyści, którzy wogóle nie wiedzą dlaczego pojechali w góry - informacja od chaciarza.
Ja miałem szczęście byłem jedynym nocleżnikiem poza personelem. Dla zainteresowanych podaję linka:
http://jelenka.eu/
Dzień powoli chylił się ku końcowi. Pogawędka z nudzącym się chaciarzem, który obsługuje jedynego Klienta (mnie) i pozostaje mi wcześnie ładować się do wyrka.
[attachment=58571] - wyłączam się chwilowo odsłoniętym widokiem z okna schroniska na Pomezni Budy.
Cdn... kiedyś
Zaczynam lubić te kopczyki. One też mnie lubią i wiedzą, że jak mi dają pogodę w pełni słońca, to podrepczę po nich i więcej się tutaj nie pokażę. Dlatego zawsze, jak się w tych miejscach znajduję, Karkonosze słoneczną pogodę podają mi po kroplach. Wtedy chcąc, nie chcąc muszę tutaj znowu przyjeżdżać. W tym roku było do tego okazja. Minęło już 5 lat od mojej pierwszej biby na tym forum, która odbyła się też częściowo w Karkonoszach (można sobie to przypomnieć zaczynając tutaj od postu pierwszego). No i w zeszłym roku też tu byłem:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=4785
W tym roku doszło jednak do jednej zasadniczej zmiany. Dzieje ludzkie ponoć po okręgu wracają do punktu wyjściowego, tylko jednak o jedną platformę wyżej. Coś jakby historia zataczała się po spirali. I tak właśnie się teraz stało. Kiedyś sporo dreptałem po kopcach samotnie, potem dołączyłem do grona forumowego i teraz znów przypadło dreptać mi samotnie, ale z już więcej napełniony. Pozostałych życie wywiało w inne miejsca. No, jednak już dosyć filizofowania i czas na opis mych przeżyć w Karkonoszach roku pańskiego 2013.
17.10.2013, pierwszy dzień
Po 7 godzinach wysiadywania w środkach masowej komunikacji, wykopują mnie z autobusu na końcowym przystanku na Pomeznich B./Przełęcz Okraj (1035 m). Jakoś polubiłem tutaj startować w Karkonosze. Mam tutaj najbliżej z dalekiego domu, autobus za mnie pokonuje parę metrzyków pionu i mnie, dziadkowi, nie trzeba się potem zbytnio tarmosić do góry. Jest około 12:40 i jako prawdziwy turysta zaczynam wędrówkę od odwiedzin jakieś zagrody w celu nabrania sił.
[attachment=58562]
Dla tych, co lubią też sporo dopełniać energię i nie mają własnych zasobów, to polecam restaurację "Lesní zátiší". Byłem tutaj i w zeszłym roku. Nawet sympatyczna pani kelner jest ta sama. W słabej chwilce powiedziałem jej, że na pewno znów tu przybędę w następnym roku. Zamówiłem sobie czeską tradycję: pieczony boczek, kapusta czerwona i knedel.
Do zapijania tego jedzonka nadaje się tylko napój turysty.[attachment=58563]
Pycha. Po takiej energetycznej bombie, trzeba już na czasie wyruszyć w trasę. Dzisiaj mnie czeka tylko mała rozgrzewka. Z przełęczy na Skalny Stół (1282 m), przez Przełęcz Sowią (1164 m) do schroniska Jelenka (1263 m). Jedynych 5 km i małych 250 m przewyższenia. Pierwotnie chciałem ominąć Skalny Stół, ponieważ deszczowa pogoda nie sprzyjała widokom.
[attachment=58564] - Kowarski Grzbiet/Czoło od Pomeznich Bud
Jednak widoki już od przełęczy się poprawiły i dlatego mogłem odkrywać jeszcze nieodkryte miejsca. Podchodzenie na grzbiet Stołu, to taki balsam na ciele i duszy. O tej porze nie było ze mną tam nikogo. Nawet nie musiałem się obawiać, że jaki misiu na mnie wyleci z lasu (wiadomo, w Karkonoszach nie są, albo się mylę). Żwawo leśną pieszyną drałuję do góry. Mam sporo sił i chęci na kopczykowanie. Czasami odkrywają się pierwsze widoki. Najlepsze chyba te wsteczne na Pomezni Budy, gdzie jeszcze przed chwilą byłem.
[attachment=58565]
Osiągnięciem wierzchołka Czoło kończy się to skromne podejście. Dalej jest jeszcze skromniej. Przejsćie Kowarskim Grzbietem to jedna z Tomturowych wariant chodzenia po górach.
[attachment=58566][attachment=58567] - na Kowarskim Grbiecie w stronę Stołu i w stronę Czoła
Leśna przesieka może nas napajać tylko romantycznymi myślami. Daleko tu od pocenia krwi, bicia serca i ciężkiego oddechu. Jestem zadowolony z wybranej trasy. Żołądek może sobie spokojnie pracować nad moim tucznym obiadem. W zeszłym roku poszedłem czerwonym szlakiem i to nie było to prawdziwe orzechowe. Był to tylko las i pierwszy śnieg. Po godzinowym poruszaniu się na trasie dochodzę do Stołu. Jest jednak tylko wpół nakryty.
[attachment=58568]
Karpacz jest jeszcze widoczny, ale od czeskiej strony zaczynają się pojawiać kłębowiska niesprzyjających widokom chmur.
[attachment=58569]
Sowią P. jeszcze widać, ale Jelenkę już olizuje dolne piętro. A ja tak chciałem ze Stołu widzieć naszą Królewnę. Znowu nici z tego. Jest to pierwszy powód do ponownego odwiedzenia tego miejsca. Zejście do Sowiej i osiągnięcie mej dzisiejszej mety - schroniska Jelenka - nie ma co opisywać. Za pół godziny nic nadzwyczajnego się nie przytrafiło. Całe to widowisko trwało 2 godziny i z pstrykaniem zdjęć.
[attachment=58570] - S. Stół od Sowiej P.
Nocleg w Jelence sobie wypatrzyłem jeszcze w zeszłym roku. Panuje tutaj całkiem inny nastrój, niż spanie na przełęczy. Do Królowej jest bliżej, widoki ładne, kiedy jest widokowo i w tygodniu ta cisza. Jedynym minusem jest to, że do Jelenki można dojechać też samochodem i dlatego spokój idzie wniwecz, kiedy tutaj zajadą turyści, którzy wogóle nie wiedzą dlaczego pojechali w góry - informacja od chaciarza.
Ja miałem szczęście byłem jedynym nocleżnikiem poza personelem. Dla zainteresowanych podaję linka:http://jelenka.eu/
Dzień powoli chylił się ku końcowi. Pogawędka z nudzącym się chaciarzem, który obsługuje jedynego Klienta (mnie) i pozostaje mi wcześnie ładować się do wyrka.
[attachment=58571] - wyłączam się chwilowo odsłoniętym widokiem z okna schroniska na Pomezni Budy.
Cdn... kiedyś







. Ale pomyśl ile to daje radochy (i po części złości, że się samemu tam nie jest) tym którzy potem czytają, zdjęcia oglądają.