Część II
Dzień drugi 18.10.
Jest 6:30. Na dworze jest jeszcze ciemno, ale we zbiorowej sypialni Chatki Górzystów chronometr nieuprośnie zaczęł odliczać dalszy dzień Bibowiczów spotkania. Pojedynczy osobnicy zaczynają wysuwać się ze swych śpiworów. Noc była spokojna. Jakieś uwagi o chrapaniu niektórych ofiar nie były potwierdzone. Między 7:00 i 8:00 jest podawane śniadanie. Żeby zaoszczędzić, każdy je sobie podaje sam. Gospodarze w sprawie dzisiejszej trasy są jacyś tajemniczy. Grazbird coś mamrocze o Szrenicy i chatce, ale nie jest zbytnio rozmówny. Czas opuścić nasz przybytek. Gromadzimy się przed chatką. Jesteśmy prawie wszyscy. Brakuje tylko sympatyzujących. Wiadomo młode ciało potrzebuje dużo spania i dlatego mamy dla nich wyrozumienie. Pozostawiamy ich swomu losowi. My mamy pierwszy cel - dostać się z powrotem do Jakuszyc-Przełęcz Szklarska (886 m). Start krótko po 8-mej. Powracamy inną drogą niż wczoraj. Krajobraz podobny, tylko ścieżka nie jest asfaltową drogą, ale lekkim błotkiem i niekiedy potoczkiem. Najpierw dochodzimy do Rozdroża pod Cichą Równią. Niektórym już zaczynać doskwierać pragnienie, Tomtur interesuje się, czy dojście do przełęczy nie skrócić sobie autobusem.
[
attachment=16199]
Nie, z tąd autobus nie jedzie. Trzeba kroczyć dalej. Do Jakuszyc jest jednak co by kamieniem rzucił
[
attachment=16200]
Po dwóch godzinach mamy pierwszy etap za sobą. Łączymy się z Izerami po swojemu. Jedni piwkiem, drudzy kawką. Ja raczej obiema napojami. Tutaj też do nas dołącza na stałe Grazbird, który miał na dalszy przebieg wędrówki duże znaczenie. Miał to być taki miły przewodnik skrzyżowany z historykiem, ale jak się dopiero po bibie okazało, była to tylko zaścierka. Był on taką siwą eminencją. Był to on co wymyślił ten diabelski plan - Bibowiczów dostać na kolana a to najpierw niewinną przechadzką na Przełęcz Szklarską, wypocić na Szrenicę pokonaniem 500 m przewyższenia i zedrzeć do krwi długim przejściem zachodniego grzebienia Karków aż do Karkonoskiej Przełęczy. Hehehe. Żartowniś. Forumowicze z GŚ są przecież nie do zdarcia. Jest krótko przed 11-tą. Według szlakowskazu na Halę Szrenicką jest 2:15 godz. Dla nas bułka z masłem. Grazbird się chyba w duchu śmieje, bo on tylko wie, że to dopiero początek. Z przełęczy idziemy najpierw asfaltową drogą i potem już leśnym chodnikiem.
[
attachment=16201][
attachment=16202]
Dopiero tutaj poznajemy, że jesteśmy w górach, zaczynają się już podejścia. Dla górskich wygów to jednak żadna przeszkoda. Ten, kto idzie blizko Grazbirda, może wysłuchać opowiadania o górskim lesie, związanego z historią tutejszego ludu. Przy takim opowiadaniu droga szybko ucieka. Niektórzy nawet nie zauważają, że przeszli obok charakterystycznych kamieni - Owczych Skał.
[
attachment=16203]
Nastrój Bibowiczów jest wyśmienity. Są przecież we swym żywiole. Następne foto zagadkę można nazwać: Kto jest Grazbirdem?
[
attachment=16204]
Mamy idealne tempo, bo dokładnie według szlakowskazu wychodzimy na Halę Szrenicką. Od teraz będzie nam towarzyszył poseł zimy - drobny i (wyżej) zlodowaciały śnieg.
[
attachment=16205]
Na hali stoi też długo oczekiwane schronisko, które nas wabi swoimi ofertami. Teraz już nie wiem kto pierwszy zadecydował, że nie będziemy się orzeźwiać w tym schronisku, ale aż w wyżej położonemu schronisku na Szrenicy. Ci, którzy nie byli jeszcze w schronisku, nie byli tam wpuszczeni, ci, którzy tam już byli, byli wypędzeni a jeden Bibowicz się skarżył, że mu była nawet wyrwana z ręki puszka z piwem. Nic dodać, nic ująć, po prostu pognano nas pod górkę na Szrenicę. My nie musieliśmy być zbytnio poganiani, bo pragnienie było duże i pognaliśmy pod górkę jak konie czujące wodę. Urządziliśmy istne górskie zawody.
[
attachment=16206]
Zwycięzcy radzi potem pozowali przed fotografem.
[
attachment=16207]
cdn...