Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Izery i Karkonosze 2008 = Forumowiczów GŚ biba
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.

Edyta85 napisał(a):
Będzie pewnie nie jedno spotkanie na które uda się zarówno wam jak i mi załapać Big Grin


Edytka, ja mam nadzieję, że to już wkrótce (6 tygodni?) nastąpiCool

Sokół

STASIU lacie pogryzłem ze śmiechu.... mam tylko nadzieję, że będziesz z nami na Magurce 6-7 grudnia, i Twój film potrwa troszke dłużej niż do 22:30 i napiszesz taką swietną relację!
Pięknie, pięknie. Kolejne udane spotkanie forumowiczów.
Stasiu, bardzo dobra relacja.
Dla Grazbirda jakieś ludowe karkonoskie tortury były w nagrodę? Wink
Część II

Dzień drugi 18.10.

Jest 6:30. Na dworze jest jeszcze ciemno, ale we zbiorowej sypialni Chatki Górzystów chronometr nieuprośnie zaczęł odliczać dalszy dzień Bibowiczów spotkania. Pojedynczy osobnicy zaczynają wysuwać się ze swych śpiworów. Noc była spokojna. Jakieś uwagi o chrapaniu niektórych ofiar nie były potwierdzone. Między 7:00 i 8:00 jest podawane śniadanie. Żeby zaoszczędzić, każdy je sobie podaje sam. Gospodarze w sprawie dzisiejszej trasy są jacyś tajemniczy. Grazbird coś mamrocze o Szrenicy i chatce, ale nie jest zbytnio rozmówny. Czas opuścić nasz przybytek. Gromadzimy się przed chatką. Jesteśmy prawie wszyscy. Brakuje tylko sympatyzujących. Wiadomo młode ciało potrzebuje dużo spania i dlatego mamy dla nich wyrozumienie. Pozostawiamy ich swomu losowi. My mamy pierwszy cel - dostać się z powrotem do Jakuszyc-Przełęcz Szklarska (886 m). Start krótko po 8-mej. Powracamy inną drogą niż wczoraj. Krajobraz podobny, tylko ścieżka nie jest asfaltową drogą, ale lekkim błotkiem i niekiedy potoczkiem. Najpierw dochodzimy do Rozdroża pod Cichą Równią. Niektórym już zaczynać doskwierać pragnienie, Tomtur interesuje się, czy dojście do przełęczy nie skrócić sobie autobusem.
[attachment=16199]
Nie, z tąd autobus nie jedzie. Trzeba kroczyć dalej. Do Jakuszyc jest jednak co by kamieniem rzucił
[attachment=16200]
Po dwóch godzinach mamy pierwszy etap za sobą. Łączymy się z Izerami po swojemu. Jedni piwkiem, drudzy kawką. Ja raczej obiema napojami. Tutaj też do nas dołącza na stałe Grazbird, który miał na dalszy przebieg wędrówki duże znaczenie. Miał to być taki miły przewodnik skrzyżowany z historykiem, ale jak się dopiero po bibie okazało, była to tylko zaścierka. Był on taką siwą eminencją. Był to on co wymyślił ten diabelski plan - Bibowiczów dostać na kolana a to najpierw niewinną przechadzką na Przełęcz Szklarską, wypocić na Szrenicę pokonaniem 500 m przewyższenia i zedrzeć do krwi długim przejściem zachodniego grzebienia Karków aż do Karkonoskiej Przełęczy. Hehehe. Żartowniś. Forumowicze z GŚ są przecież nie do zdarcia. Jest krótko przed 11-tą. Według szlakowskazu na Halę Szrenicką jest 2:15 godz. Dla nas bułka z masłem. Grazbird się chyba w duchu śmieje, bo on tylko wie, że to dopiero początek. Z przełęczy idziemy najpierw asfaltową drogą i potem już leśnym chodnikiem.
[attachment=16201][attachment=16202]
Dopiero tutaj poznajemy, że jesteśmy w górach, zaczynają się już podejścia. Dla górskich wygów to jednak żadna przeszkoda. Ten, kto idzie blizko Grazbirda, może wysłuchać opowiadania o górskim lesie, związanego z historią tutejszego ludu. Przy takim opowiadaniu droga szybko ucieka. Niektórzy nawet nie zauważają, że przeszli obok charakterystycznych kamieni - Owczych Skał.
[attachment=16203]
Nastrój Bibowiczów jest wyśmienity. Są przecież we swym żywiole. Następne foto zagadkę można nazwać: Kto jest Grazbirdem?
[attachment=16204]
Mamy idealne tempo, bo dokładnie według szlakowskazu wychodzimy na Halę Szrenicką. Od teraz będzie nam towarzyszył poseł zimy - drobny i (wyżej) zlodowaciały śnieg.
[attachment=16205]
Na hali stoi też długo oczekiwane schronisko, które nas wabi swoimi ofertami. Teraz już nie wiem kto pierwszy zadecydował, że nie będziemy się orzeźwiać w tym schronisku, ale aż w wyżej położonemu schronisku na Szrenicy. Ci, którzy nie byli jeszcze w schronisku, nie byli tam wpuszczeni, ci, którzy tam już byli, byli wypędzeni a jeden Bibowicz się skarżył, że mu była nawet wyrwana z ręki puszka z piwem. Nic dodać, nic ująć, po prostu pognano nas pod górkę na Szrenicę. My nie musieliśmy być zbytnio poganiani, bo pragnienie było duże i pognaliśmy pod górkę jak konie czujące wodę. Urządziliśmy istne górskie zawody.
[attachment=16206]
Zwycięzcy radzi potem pozowali przed fotografem.
[attachment=16207]

cdn...
cd...

Chata na Szrenicy (1351 m). Jest 13:40, następny upragniony cel został osiągnięty. Nagroda? Każdy może sobie za własne pieniądze zakupić coś do odświeżenia z bogatej oferty menu w schronisku. Głód jest wielki, przecież od śniadania upłynęło już niespełna 6 godzin. Głodomory uprawiają prawdziwy żer. Z napełnionym brzuchem by człowiek raczej sobie trochę klimbnął, ale diabelski plan Grazbirda przewiduje jeszcze pełne 4 godziny!!! marszu na Przełęcz Karkonoską. Dla pewności, jeśli ktoś odpadnie, robimy reklamowe zdjęcie wędrowników na tle Chaty na Szrenicy.
[attachment=16208]
Na dalszym zdjęciu ze Szrenicy widać w środku w oddali Halę na Izerze, od której idziemy (jest to 60 % przebytej dzisiejszej trasy), na prawo w środku Owcze Skały
[attachment=16209]
Pora wyruszać, bo musimy do celu zdążyć jeszcze przed nocą. Jesteśmy na głównym grzebieniu Karkonoszy i poznajemy na własnych ciałach, że tutaj pani Zima zaczyna się już panoszyć. Pogoda na razie dopisuje. Chwilami jednak przez górskie szczyty przewala się mgła doprowadzona zimnym wiatrem. Nas to jednak zbytnio nie smuci. Szrenica się nam coraz to więcej oddala.
[attachment=16210][attachment=16211]
Najpierw mijamy Łabski Szczyt (1472 m) z niedalekim źródłem rzeki Łaby i po 1:15 godzinie pokazuje się nam we mgle jako zjawa Radiowo-Telewizyjny Ośrodek Nadawczy Śnieżne Kotły (Wawel) z niedaleką kopułą Wielkiego Szyszaka (1508 m). Jeszcze dalej pokazuje się nam ciekawe zjawisko przyrodnicze ? Wielki Śnieżny Kocioł ? ściana o wysokości 200 m pocięta siedmioma żlebami.
[attachment=16212]
Okaz godny do zatrzymania się na chwilę i zrobienia parę zdjątek. Idziemy dalej. Jednak Wielki Szyszak nam przygotował też coś dla nas a to ścieżkę grozy. Szlak tędy wiedzie jego północnym stokiem. Udeptany i zlodowaciały śnieg na kamieniach stworzył gigantyczną ślizgawkę. Nawet stare Forumowe wygi miały problemy, żeby sobie nie nabić buzi albo kości ogonowej
[attachment=16213]
Wszystko jednak skończyło się dobrze i my opuściliśmy najwyższy szczyt Zachodnich Karkonoszy.
[attachment=16214]
Całkowita odległość i chodnik grozy dosyć nadwyrężył naszą psychikę i kondycję fizyczną. Jesteśmy już 8,5 godziny na nogach. Jednak znowu nam ktoś pomógł w odnowieniu sił i postawił nam na drodze drewniany podest. Cała brać forumowa zajęła go całkowicie i nieodzownie. Żywa woda i czekolada odnowiły nasze utracone siły i nastrój.
[attachment=16215]

cdn...
cd...

Dobrze by się siedziało i gadało. Dzień szybko chylił się ku końcowi (16:45) a nam było trzeba maszerować jeszcze 1,5 godziny. Końcowy odcinek wydłużył cały ten peleton. Jedni chcieli jak najszybciej dotrzeć do celu i rychło ruszyli z kopyta, drudzy starali się używać do ostatnich chwil ładnej przyrody i w okolicy Czeskich i Śląskich Kamieni
[attachment=16216] - próbowali zdobyć jakiś kamienik (Stasiu i Tomtur)
[attachment=16217] - albo znakami zwycięstwa pokazać zbliżający się cel (Przełęcz Karkonoska, Mały Szyszak i moja mała osoba)
[attachment=16218] - czy potrenować jakąś III (Pablo).
Jednak pojawienie się w oddali naszego celu na wszystkich wpłynęło jak magiczna różdżka. Każdy wyciągał resztki sił i narzucał, wszystkim górołazom znany, mechaniczny krok. Kiedy ocieramy się o Petrovou boudu, słońce zachodzi już za horyzont. Nam to jednak nie przeszkadza. Światła budynków na przełęczy nas przyciągają jak latarnia ćmy.
[attachment=16219]
To już ostatnie metry i jesteśmy na Przełęczy Karkonoskiej. Przchodzimy około nobleśnej budy Špindlerovka i po 10,5 godzinach jesteśmy u celu - Schronisko Odrodzenia. Wszyscy są szczęśliwi, że Diabelski Plan Grazbirda mają już za sobą i przeżyli. Niektórzy to odnieśli bolesnymi odciskami, ale to nic w porównaniu z fantastycznymi przeżyciami. Trzeba dodać, że niezalogowani-sympatyzujący dotarli po nas za około 1 godziny.
Dalsze wieczorowe chwile to już klasyczna balanga. Zakwaterowanie w pokojach czterołóżkowych, gorący prysznic (nareszcie), który podziałał jak święcona woda, no i fajne jedzonko - gulasz z kopytkami (dzięki Małgosiu za dobry typ). Do wieczorowej zabawy były zamówione parówki. Tutaj jednak wywstał poważny mankament. W schronisku zabrało piwka. Dla starych górskich wilków jednak taka przeszkoda to nic trudnego. Bo dobry górołaz nie ma głowy od tego, żeby miał gdzie czapkę włożyć, ale od tego, żeby pomyślał jak wybrnąć z każdej sytuacji. Budy po czeskiej stronie są po to, żeby zakupić tam piwo, kiedy zabraknie po polskiej stronie. Za niecałą godzinkę trójka ochotników dostarczyła potrzebną ilość browarków i już nic innego nie brakowało. Zabawa i rozmowy toczyły się do późnej nocy (przestrzegałem DrE, żeby nie zabierać tego zielonego trunku, nie usłuchał mnie). Sen na zmożonych Bibowiczów jednak dopadł szybko i chyba nikt nie wytrzymał do północy.
Jeszcze parę zdjątek z wieczornych rozmów
[attachment=16220][attachment=16221][attachment=16222]
i dobranoc.

KONIEC części II, cdn...uhm
no super Big Grin Spać nie mogę, bom zestresowana, a tu taki relaks. Jakby człowiek z Wami tam był Big Grin
No Stasiu przeszedłeś sam-siebie /wcale się nie zdziwiłem/, relecja-rewelacja, pozdrawiam z biura Smile

ps. dla mniej wiedzących wyjawię, że to właśnie dzięki Stasiowi zostaliśmy na przełęczy obdarowani należycie browarami.

Stasiu napisał(a):
... Przchodzimy około nobleśnej budy Špindlerovka ...


Sprostowanie - przechodzimy przyklejając się do szyb w poszukiwaniu ładnych czeskich foczek w hotelowym basenie. giggle

Stasiu napisał(a):
... Za niecałą godzinkę trójka ochotników dostarczyła potrzebną ilość browarków i już nic innego nie brakowało.


A teraz pytanie dla nieobecnych - ile browarkow może się zmiecić w lekkim plecaku turystycznym? uhm

Stasiu napisał(a):
... przestrzegałem DrE, żeby nie zabierać tego zielonego trunku, nie usłuchał mnie...


No taaaak... my profany Shy żeniliśmy Zieloną Wróżkę z koleżanką Coca-colą, a nasz dzielny Doktor to smakosz. Cool

Stasiu napisał(a):
... Sen na zmożonych Bibowiczów jednak dopadł szybko i chyba nikt nie wytrzymał do północy.
Jeszcze parę zdjątek z wieczornych rozmów ...


No nie było tak źle innocent Górski Świat jest nie do zdarcia! laugh

Ahhhh co za opowieść Stasiu... dziękujemy bardzo za miłego wspomnienia i chcemyyyyy WIECEJ !!!!! Smile
Stasiu..relacja pierwsza klasa Smile

Dziękuję i czekam na jeszcze...
O! jaką fajną zabawę mieliście Smile
Stasiu, talent literacki to Ty masz ok
Ale fajna relacja -jeszcze raz wraz z nią szłam sobie po górkach -d z i ę k i!

Stasiu a o tańcu brzucha nic nie napisałeś.


Cyt....
Stasiu to ty juz zawsze relacje bedziesz pisał Big Grin
Gandzia czyj taniec brzucha masz na mysliShy
Super Stasiu!!!!Smile
Stron: 1 2 3 4 5 6
Przekierowanie