26-10-2008, 02:00 PM
Część III
Dzień trzeci 19.10.
W naszym pokoju decydujemy, że będziemy wstawać o godzinie 7:00. Tomtur chce też wygnać z łóżek ostatnich Bibowiczów i dlatego gromkim okrzykiem "Pobudka" na korytarzu stara się poderwać spiochów. Nie ma to żadnego efektu. Czyżby już wszyscy odeszli? Nie. Powoli zaczynają się wytaczać jakieś osobniki. Tomtur robi rano jeszcze inną furorę. Cały czas taszczy we swym worze małą kuchenkę gazową. Ponieważ schroniskowa kuchnia jest o tej porze jeszcze zamknięta, wrzątek z małej kuchenki gazowej opłaca się złotem. Po śniadaniu i jako takim spakowaniu swoich worów zaczynamy gromadzić przed schroniskiem. Nasz dzisiejszy cel to królowa Karkonoszy - Śnieżka. Jednak po minach uczestników widać, że to nie będzie zmasowany atak na sczyt, ale będzie to raczej indywidualistyczna wyprawa każdego z nas. Jednak Diabelski Plan Grazbirda z przeszłego dnia zbiera teraz swoje żniwo. Śnieżka będzie tym razem dla niektórych Bibowiczów niedostępna. Stracili oni dużo sił na dojście do Base Camp - Przełęcz Karkonoską. Kiedy szykowaliśmy się do startu, ocknął się przy naszej grupie jakiś facet z fotoaparatem. Wyglądał dosyć tajemniczo. Mówił, że zna Górski Świat, jest nawet aktywnym Forumowiczem. Nikt nie mógł poznać kto to jest i to nawet kiedy pan Tajemniczy powiedział, że wygrał wrześniowy konkurs o najlepszą fotografię. W końcu musiał się sam odkryć - był to Mzak. Pozdrawiamy Mzaka. Jak się pojawił, tak też zniknął. Jedynie fajne fota po nim zostały. Jest 8:15 i czas wyruszyć z base campu. Trzeba mieć na myśli, że dzisiaj się też wszyscy rozjadą do domu. Najpierw troszeczkę pod górkę, żeby rozgrzać ciało, rozpompować serce i otworzyć płucka. Na ścieżce jest ślizko i raczej zimowo
[attachment=16268]
ale dole w Kotlinie Jeleniogórskiej jest wciąż jesień.
[attachment=16269]
Mijamy Mały Szyszak (1439 m) i Smogornię (1490 m) . Na trasie nic ciekawego, każdy idzie swoim tempem. Ładne widoki do Kotlliny Jeleniogórskiej. Po 1,5 godzinie dochodzimy do charakterystycznej skałki - Słonecznik, 12 m granitowa skała. Stąd się nam po raz pierwszy dla zachęty pokazała nasza zimowa królewna - Śnieżka (ciekawe czy jest jakieś powiązanie z tą górą i naszą forumową koleżanką Snieshką?)
[attachment=16270]
Zaczynam z Tomturem być poekscytowany. Ona jest naszym głównym celem. Ani ja i ani Tomtur jej jeszcze nie zdobyliśmy. W tym miejscu się część wyprawy oddziela i schodzi do Samotni. Tam będą czekać aż wierzchołkowa ekipa do nich dołączy. Żebyśmy się nie nudzili na dalszej trasie, Karkonosze pokazują nam dalsze dziwa przyrody. Za Słonecznikiem pojawia się rezerwat - Kocioł Wielkiego Stawu - 180 m granitowa ściana z 6,5 ha jeziorem o głębokości aż 25 m.
[attachment=16271]
Parę foteczek i idziemy dalej. Teraz jest w polu widzenia dalszy rezerwat - Kocioł Małego Stawu - 170 m wysoka ściana z 2,9 ha jeziorem o głębokości aż 7 m. Blizko jeziora widzimy zabudowanie schroniska Samotnia. Tam już będziemy wszyscy razem.
[attachment=16272]
Znowu foteczki (jaki ten świat jest ładny) i już nas czeka długi grzbiet Równia pod Śnieżką. Królowa zaczyna nam się pokazywać w pełnej krasie, chociaż co pewien czas zasłania się chmurami (może się wstydzi?).
[attachment=16273]
Po 3 godzinach od base campu dochodzimy do Śląskiego Domu, nasz obóz I i zarówno ostatni przed ostatecznym atakiem na szczyt. Krótka narada. Pozwolę sobie podać skład grupę atakującej szczyt ?-Iwona, Hella (Madzia, ach te pseudonimy), Tomtur i ja. Sylwester zostaje w obozie I i będzie osłaniał grupę atakującą. Później do grupy dołączy jeszcze jeden Forumowicz.
[attachment=16274]
Jest 12:30. Wyruszamy ostatecznie na szczyt. Czeka nas 300 m przewyższenia i 30 minut. Królowa nie chce nam jednak dać nic za darmo. Całą drogę potwornie wiał zimny wiatr. Miałem nawet chwilami obawy, żeby nasze subtelniejsze uczestniczki, na dodatek bez plecaków, nie zdmuchnęło do Kotła Łomniczki.
[attachment=16275] - widok z punktu widokowego pod wierzchołkiem na Śląski Dom, Równię i Smogornię
Wiatr nie był jedynym czynnikiem, który nam utrudniał wyjście. Śnieżka rzuciła nam pod nogi zaśnieżony chodnik, żebyśmy mieli ślizko, może jeszcze gorszy niż pod Wielkim Szyszakiem.
[attachment=16276]
cdn...
Dzień trzeci 19.10.
W naszym pokoju decydujemy, że będziemy wstawać o godzinie 7:00. Tomtur chce też wygnać z łóżek ostatnich Bibowiczów i dlatego gromkim okrzykiem "Pobudka" na korytarzu stara się poderwać spiochów. Nie ma to żadnego efektu. Czyżby już wszyscy odeszli? Nie. Powoli zaczynają się wytaczać jakieś osobniki. Tomtur robi rano jeszcze inną furorę. Cały czas taszczy we swym worze małą kuchenkę gazową. Ponieważ schroniskowa kuchnia jest o tej porze jeszcze zamknięta, wrzątek z małej kuchenki gazowej opłaca się złotem. Po śniadaniu i jako takim spakowaniu swoich worów zaczynamy gromadzić przed schroniskiem. Nasz dzisiejszy cel to królowa Karkonoszy - Śnieżka. Jednak po minach uczestników widać, że to nie będzie zmasowany atak na sczyt, ale będzie to raczej indywidualistyczna wyprawa każdego z nas. Jednak Diabelski Plan Grazbirda z przeszłego dnia zbiera teraz swoje żniwo. Śnieżka będzie tym razem dla niektórych Bibowiczów niedostępna. Stracili oni dużo sił na dojście do Base Camp - Przełęcz Karkonoską. Kiedy szykowaliśmy się do startu, ocknął się przy naszej grupie jakiś facet z fotoaparatem. Wyglądał dosyć tajemniczo. Mówił, że zna Górski Świat, jest nawet aktywnym Forumowiczem. Nikt nie mógł poznać kto to jest i to nawet kiedy pan Tajemniczy powiedział, że wygrał wrześniowy konkurs o najlepszą fotografię. W końcu musiał się sam odkryć - był to Mzak. Pozdrawiamy Mzaka. Jak się pojawił, tak też zniknął. Jedynie fajne fota po nim zostały. Jest 8:15 i czas wyruszyć z base campu. Trzeba mieć na myśli, że dzisiaj się też wszyscy rozjadą do domu. Najpierw troszeczkę pod górkę, żeby rozgrzać ciało, rozpompować serce i otworzyć płucka. Na ścieżce jest ślizko i raczej zimowo
[attachment=16268]
ale dole w Kotlinie Jeleniogórskiej jest wciąż jesień.
[attachment=16269]
Mijamy Mały Szyszak (1439 m) i Smogornię (1490 m) . Na trasie nic ciekawego, każdy idzie swoim tempem. Ładne widoki do Kotlliny Jeleniogórskiej. Po 1,5 godzinie dochodzimy do charakterystycznej skałki - Słonecznik, 12 m granitowa skała. Stąd się nam po raz pierwszy dla zachęty pokazała nasza zimowa królewna - Śnieżka (ciekawe czy jest jakieś powiązanie z tą górą i naszą forumową koleżanką Snieshką?)
[attachment=16270]
Zaczynam z Tomturem być poekscytowany. Ona jest naszym głównym celem. Ani ja i ani Tomtur jej jeszcze nie zdobyliśmy. W tym miejscu się część wyprawy oddziela i schodzi do Samotni. Tam będą czekać aż wierzchołkowa ekipa do nich dołączy. Żebyśmy się nie nudzili na dalszej trasie, Karkonosze pokazują nam dalsze dziwa przyrody. Za Słonecznikiem pojawia się rezerwat - Kocioł Wielkiego Stawu - 180 m granitowa ściana z 6,5 ha jeziorem o głębokości aż 25 m.
[attachment=16271]
Parę foteczek i idziemy dalej. Teraz jest w polu widzenia dalszy rezerwat - Kocioł Małego Stawu - 170 m wysoka ściana z 2,9 ha jeziorem o głębokości aż 7 m. Blizko jeziora widzimy zabudowanie schroniska Samotnia. Tam już będziemy wszyscy razem.
[attachment=16272]
Znowu foteczki (jaki ten świat jest ładny) i już nas czeka długi grzbiet Równia pod Śnieżką. Królowa zaczyna nam się pokazywać w pełnej krasie, chociaż co pewien czas zasłania się chmurami (może się wstydzi?).
[attachment=16273]
Po 3 godzinach od base campu dochodzimy do Śląskiego Domu, nasz obóz I i zarówno ostatni przed ostatecznym atakiem na szczyt. Krótka narada. Pozwolę sobie podać skład grupę atakującej szczyt ?-Iwona, Hella (Madzia, ach te pseudonimy), Tomtur i ja. Sylwester zostaje w obozie I i będzie osłaniał grupę atakującą. Później do grupy dołączy jeszcze jeden Forumowicz.
[attachment=16274]
Jest 12:30. Wyruszamy ostatecznie na szczyt. Czeka nas 300 m przewyższenia i 30 minut. Królowa nie chce nam jednak dać nic za darmo. Całą drogę potwornie wiał zimny wiatr. Miałem nawet chwilami obawy, żeby nasze subtelniejsze uczestniczki, na dodatek bez plecaków, nie zdmuchnęło do Kotła Łomniczki.
[attachment=16275] - widok z punktu widokowego pod wierzchołkiem na Śląski Dom, Równię i Smogornię
Wiatr nie był jedynym czynnikiem, który nam utrudniał wyjście. Śnieżka rzuciła nam pod nogi zaśnieżony chodnik, żebyśmy mieli ślizko, może jeszcze gorszy niż pod Wielkim Szyszakiem.
[attachment=16276]
cdn...
.

Dzięki za literki i fotki, szkoda, że to już koniec
oby jak najwięcej opisów takich subiektywnych doznań.
)...