Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Izery i Karkonosze 2008 = Forumowiczów GŚ biba
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Część III
Dzień trzeci 19.10.

W naszym pokoju decydujemy, że będziemy wstawać o godzinie 7:00. Tomtur chce też wygnać z łóżek ostatnich Bibowiczów i dlatego gromkim okrzykiem "Pobudka" na korytarzu stara się poderwać spiochów. Nie ma to żadnego efektu. Czyżby już wszyscy odeszli? Nie. Powoli zaczynają się wytaczać jakieś osobniki. Tomtur robi rano jeszcze inną furorę. Cały czas taszczy we swym worze małą kuchenkę gazową. Ponieważ schroniskowa kuchnia jest o tej porze jeszcze zamknięta, wrzątek z małej kuchenki gazowej opłaca się złotem. Po śniadaniu i jako takim spakowaniu swoich worów zaczynamy gromadzić przed schroniskiem. Nasz dzisiejszy cel to królowa Karkonoszy - Śnieżka. Jednak po minach uczestników widać, że to nie będzie zmasowany atak na sczyt, ale będzie to raczej indywidualistyczna wyprawa każdego z nas. Jednak Diabelski Plan Grazbirda z przeszłego dnia zbiera teraz swoje żniwo. Śnieżka będzie tym razem dla niektórych Bibowiczów niedostępna. Stracili oni dużo sił na dojście do Base Camp - Przełęcz Karkonoską. Kiedy szykowaliśmy się do startu, ocknął się przy naszej grupie jakiś facet z fotoaparatem. Wyglądał dosyć tajemniczo. Mówił, że zna Górski Świat, jest nawet aktywnym Forumowiczem. Nikt nie mógł poznać kto to jest i to nawet kiedy pan Tajemniczy powiedział, że wygrał wrześniowy konkurs o najlepszą fotografię. W końcu musiał się sam odkryć - był to Mzak. Pozdrawiamy Mzaka. Jak się pojawił, tak też zniknął. Jedynie fajne fota po nim zostały. Jest 8:15 i czas wyruszyć z base campu. Trzeba mieć na myśli, że dzisiaj się też wszyscy rozjadą do domu. Najpierw troszeczkę pod górkę, żeby rozgrzać ciało, rozpompować serce i otworzyć płucka. Na ścieżce jest ślizko i raczej zimowo
[attachment=16268]
ale dole w Kotlinie Jeleniogórskiej jest wciąż jesień.
[attachment=16269]
Mijamy Mały Szyszak (1439 m) i Smogornię (1490 m) . Na trasie nic ciekawego, każdy idzie swoim tempem. Ładne widoki do Kotlliny Jeleniogórskiej. Po 1,5 godzinie dochodzimy do charakterystycznej skałki - Słonecznik, 12 m granitowa skała. Stąd się nam po raz pierwszy dla zachęty pokazała nasza zimowa królewna - Śnieżka (ciekawe czy jest jakieś powiązanie z tą górą i naszą forumową koleżanką Snieshką?)
[attachment=16270]
Zaczynam z Tomturem być poekscytowany. Ona jest naszym głównym celem. Ani ja i ani Tomtur jej jeszcze nie zdobyliśmy. W tym miejscu się część wyprawy oddziela i schodzi do Samotni. Tam będą czekać aż wierzchołkowa ekipa do nich dołączy. Żebyśmy się nie nudzili na dalszej trasie, Karkonosze pokazują nam dalsze dziwa przyrody. Za Słonecznikiem pojawia się rezerwat - Kocioł Wielkiego Stawu - 180 m granitowa ściana z 6,5 ha jeziorem o głębokości aż 25 m.
[attachment=16271]
Parę foteczek i idziemy dalej. Teraz jest w polu widzenia dalszy rezerwat - Kocioł Małego Stawu - 170 m wysoka ściana z 2,9 ha jeziorem o głębokości aż 7 m. Blizko jeziora widzimy zabudowanie schroniska Samotnia. Tam już będziemy wszyscy razem.
[attachment=16272]
Znowu foteczki (jaki ten świat jest ładny) i już nas czeka długi grzbiet Równia pod Śnieżką. Królowa zaczyna nam się pokazywać w pełnej krasie, chociaż co pewien czas zasłania się chmurami (może się wstydzi?).
[attachment=16273]
Po 3 godzinach od base campu dochodzimy do Śląskiego Domu, nasz obóz I i zarówno ostatni przed ostatecznym atakiem na szczyt. Krótka narada. Pozwolę sobie podać skład grupę atakującej szczyt ?-Iwona, Hella (Madzia, ach te pseudonimy), Tomtur i ja. Sylwester zostaje w obozie I i będzie osłaniał grupę atakującą. Później do grupy dołączy jeszcze jeden Forumowicz.
[attachment=16274]
Jest 12:30. Wyruszamy ostatecznie na szczyt. Czeka nas 300 m przewyższenia i 30 minut. Królowa nie chce nam jednak dać nic za darmo. Całą drogę potwornie wiał zimny wiatr. Miałem nawet chwilami obawy, żeby nasze subtelniejsze uczestniczki, na dodatek bez plecaków, nie zdmuchnęło do Kotła Łomniczki.
[attachment=16275] - widok z punktu widokowego pod wierzchołkiem na Śląski Dom, Równię i Smogornię
Wiatr nie był jedynym czynnikiem, który nam utrudniał wyjście. Śnieżka rzuciła nam pod nogi zaśnieżony chodnik, żebyśmy mieli ślizko, może jeszcze gorszy niż pod Wielkim Szyszakiem.
[attachment=16276]

cdn...
cd...

Jednak dla Forumowiczów to była pestka. Jasne, że my na szczyt nie możemy wchodzić pełną paradą. Jeszcze nie była 12:00 i grupa szczytowa osiąga punkt kulminacyjny - 1602 m. Wyżej w Karkonoszach się już nie da. Przez szalejące piekelne zmagania wiatru, czujemy euforię. Po szczycie biegamy za najlepszymi widokami.
[attachment=16277]
Dopiero chłód spoconych ciał nas zagania do schroniska o kształcie latającego spodka. Chwilka odpoczynku, myśli zaczynają się toczyć ku drodze powrotnej i czekających współtowarzyszy. Wychodzimy z latającego talerza a tu jakiś facet na mnie patrzy i nawet wie jak się nazywam. Ja nie mogę go jednak zaszufladkować. Musi się nam przedstawić - Bios - dalszy z Forumowej braci. Ten nas ścigał już od Słonecznika. Teraz już wiem, dlaczego nie od razu poznałem Biosa, na avaterze młodziej wyglądasz Toungue.
[attachment=16278][attachment=16279]
Do obozu I schodzimy okrężną drogą. Zrobiliśmy dobrze bo droga tutaj nie jest taka ślizka. Trzeba się śpieszyć, bo Sylwester się już chyba niecierpliwił. Praktycznie byliśmy precz około godziny. Krótki postój na mały bufecik. Żegnamy się z wysokimi górami i schodzimy do nizin. Jeżeli Sylwek musiał na nas czekać 1 godzinę, to grupa w Samotni musi już być zanudzona na śmierć. Schodzimy na schronisko Strzecha Akademicka z krótkim postojem przy Białym Jarze, miejscem największej tragedii w Karkonoszach, gdzie pod lawiną w marcu 1968 zginęło 19 młodych ludzi. Smutne to miejsce.
[attachment=16280]
Zahaczamy tylko o Strzechę Akademików
[attachment=16281]
bo naszym celem jest Samotnia. Godzina 14:00 i nareszcie jesteśmy znowu wszyscy razem. Nawet o jednego więcej. W schronisku jest pełno, są i turyści, którzy nie mają wysokich celów. Zgiełk jest jak w ulu. Ja osobiście nie lubię takich momentów na górach. Do tego dołącza sie jeszcze smutek, bo tutaj rozpoczyna się końcowa faza naszego wędrowania na bibie. Przed schroniskiem robimy jeszcze pamiątkowe zdjęcie
[attachment=16282]
i wracamy po trzech dniach do cywilizacji. Dzielimy się na dwie grupy. Ja idę z grupą, która przechodzi około Małego Stawu. Mamy możliwość widzieć kocioł od spodu
[attachment=16283]
Ostatnie spojrzenie na piękne góry i zbliżamy się do momentu, który raz musiał nadejść. Jest to moment rozstania się jak z górami (mniej bolesne), tak i z ostanimi bibowiczami (więcej bolesne). Mnie z Tomturem przydażyła się okazja nie do odrzucenia. Bios zaproponował nam odwiezienie samochodem aż do Wrocławia. Jesteśmy tuż przed Karpaczem. Czas rozstania. Nie ma co opisywać tej chwili. Uczestnicy chcą taką chwilę zostawić dla siebie w pamięci a ci, którzy tam nie byli, nie muszą wszystkiego wiedzieć. Mogę tylko dodać, że było tak dobrze, że rozstawaliśmy się dwa razy. Potem już wszysko przebiegało w zwiększonym, ale mniej interesującym tempie. Samochodem do Wrocławia (dzięki Biosie), pociągiem do Katowic i na koniec samochodem do Hawierzowa (dzięki Tomturowi i jego koledze kierowcy). W domu jestem 00:30 już w poniedziałek 20.10.

Co napisać na koniec? Dla mnie wspaniała przygoda, którą chciałem opisać w wyżej wymienionych zdaniach. Jeszcze podziękowania:
- gospodarzom za trud przygotowania fajnej imprezy,
- współtowarzyszom w wędrówce za wspólne chwile
- sobie za trafny wybór spędzenia czasu.

I to już na prawdę KONIEC części III i ostaniej. Dance fiuuuu

Wyżej podana relacja w trzech częściach jest moim subjektywnym doznaniem z górskiej wyprawy. Jeżeli kogoś skrzywdziłem, to uprzednio przepraszam.
Może też kto z innych Bibowiczów opisze sytuacje, w których ja nie brałem udziału?
Świetny jesteś Stasiu!Smile Dzięki za literki i fotki, szkoda, że to już koniecWink
Smile Smile Smile Big Grin Big Grin ok oby jak najwięcej opisów takich subiektywnych doznań.
Wielkie dzięki Stasiu Wink
dziękuję Stasiu, dzięki za to, że pokazałeś tym co nie byli jak strasznie dużo stracili, to motywuje Smile
Stasiu-pięknie opisałeś nasze wspólne wędrowanie-z przyjemnością przypomniałem dzięki Twoim literkom -minione chwile na szlaku Cool
Witam.
Brawo ,brawo Stasiu - tak to jest trudna sztuka umieć przenieść takie piękno na "papier", Ty potrafisz to robić idealnie i gratuluje Ci.
Ty i Doktor potraficie taki opis zrobić że "palce lizać".
Jeszcze raz dla wszystkich gratulacje i mam 100-procentową pewność że na następnej bibie to już będę.
Pozdrawiam
Jestem pod wrażeniem ok

Przeca myśmy się rozminęli tylko o siedem dni w Odrodzeniu Wink
Prawie jakbyśmy bawili się razem.

Pozdrawiam uczestników wyprawy i autora relacji Big Grin
A wiesz Stasiu, że na drugim zdjęciu w 31 poście na trzecim planie /dwa jednakowej wysokości kopczyki/ są Sokoliki, tj. Sokolik i Krzyżna Góra - miejsce mojej wspinaczej radości, pozdrawiam, pięknie to napisałeś, zasłużyłeś na nagrodę, ale stanie się to raczej w inny, niż wirtualny sposób Smile
pięknie brawo ! gratuluje wszystkim super wyprawy pozdrawiam
Dziś mija okrągły tydzień, jak z ciężką głową - po całonocnej podróży pociągiem - powróciłam do szarej codzienności. To samo biurko, ten sam kubeczek z herbatą, te same paiery ( ło matko - strach pomyśleć, że jeszcze nie załatwione Scary )...
A wspomnienia wciąż żywe. Smile
Dzięku Stasiu za opowieść.

A tak dla malutkiego uzupełnienia - LUDZIKI KOCHANE - pomęczcie smoczą Małgorzatę o przepis na bajeczną paprykę, którą częstowała w Odrodzeniu.
Normalnie paluszki lizać!
Stasiu masz talent do pisania! Czułam się jakbym z Wami wędrowała Big Grin Big Grin
Wspaniała przygoda!
EEch... słów brak i żal że być nie mogłem bo z autopsji wiem że było dobrze, z taką załogą musi być dobrze.
Gratulacje Stasiu.

Hella napisał(a):
A tak dla malutkiego uzupełnienia - LUDZIKI KOCHANE - pomęczcie smoczą Małgorzatę o przepis na bajeczną paprykę, którą częstowała w Odrodzeniu.
Normalnie paluszki lizać!


Och! Widzisz Hella. Zapomniałem we swej relacji pochwalić i podziękować Małgorzacie za jeją papryczkę. Ja lubię takie przysmaki. ok

Dziękuję Stasiu za dedykację i relację z wyprawy Smile Smile Smile Cieszę się, że mogłam z Wami być Dance
Stron: 1 2 3 4 5 6
Przekierowanie