27-02-2008, 08:27 PM
Opowiem Wam moją przygodę. Historia ta nie wiąże się z jakąś konkretną wyprawą górską lecz dotyczy pewnego niezwykłego człowieka, którego po raz pierwszy spotkałam wiele lat temu przemierzajac ścieżki Tatr Słowackich. Wówczas wszystko się zaczęło.
Były to Święta Bożego Narodzenia 10 lat temu. Jak co roku w drugi dzień Świąt, mój tatuś i ja spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy z Bielska do Tatrzańskiej Łomnicy, gdzie od lat wynajmowaliśmy kwaterę u znajomej słowaczki. Plany były dość ambitne, jednak warunki na miejscu sprawiły, że musieliśmy je nieco zmienić.
Tak to czasem bywa... Pogoda nas nie oszczędzała. Obfite opady śniegu, zaspy świeżego puchu po pas i do tego krótki dzień- o szczytówkach można było zapomnieć, więc włóczyliśmy się po dolinach odwiedzając schroniska. Pewnego dnia schodząc ze Zbójnickiej Chaty zza kosówki wyłoniła się postać jakby z innej epoki. Człowiek w wielkim kożuchu pokonujący dolinę w kierunku Zbójnickiej, na drewnianych nartach i z bambusowymi kijkami w ręku! Szok!!! W dolinie nie było żywego ducha, ani jednego narciarza na skiturach, bo warunki były naprawdę ciężkie nawet dla narciarzy. A tu gość na wiekowym sprzęcie wymagającym nie lada umiejętności! Przystanął, wyciagnął spod kożucha piersiówkę i zapytał jak dalej wygląda droga. Patrzyłam na tatę, a on na mnie z niedowierzaniem, dosłownie odebrało nam mowę. Warunki się pogarszały, zamieniliśmy parę słów i każdy poszedł w swoją stronę. Po czasie nieznajomy wziął odwrót i dojechał nas już u wylotu szlaku. Musieliśmy wyglądać na bardzo zmarzniętych, gdyż ponownie zatrzymał się i zaproponował herbatkę w pobliskiej Rainerowej Chacie. Weszliśmy do środka i wszystko stało się jasne. Nasz tajemniczy nieznajomy na co dzień przebywa własnie tam i podaje herbatki z prądem spragnionym i zmarzniętym turystom. Nazywa się Peter Petras, przez całe życie był tragarzem, najczęściej kursował na Terienkę. Z tego co wiem, do dziś prowadzi Rainerową Chatę razem z synem. Jak wiedzą Ci, którzy ją odwiedzili jest tam pełno rozmaitych eksponatów. Od map, starych zdjęć począwszy, po historyczne czekany, raki, zgrębiałe liny, jesionowe narty i nie używane już topogany. Dla ludzi, którzy kolekcjonują takie pamiątki- poezja dla oka!
Tego dnia spędziliśmy tam całe popołudnie rozmawiając o górach i życiu, które się w nich toczy. Urlop jednak skończył się, wróciliśmy do domu. Potem nastały Święta Wielkanocne, znów wizyta w Łomnicy i po zejściu z gór odwiedziny u Petrasa, podobnie było w święta majowe i w trakcie wakacji. Nasze spotkania z Petrasem stały się z czasem głowną częścią programu.
We wrześniu Petras powiadomił nas o zbliżajacych się zawodach tragarzy i przesłał zaproszenie do uczestnictwa, które przyjeliśmy i w połowie października pojechalismy na zawody.
Na razie tyle, dalszą część opowiadania poświecę relacji z zawodów tragarzy. Przedstawię ją niebawem. Zachęcam do odwiedzin u Petrasa w Rainerowej Chacie. Mi niestety urwał się z nim kontakt, odkąd wyjechałam na studia, bo nie mogę bywać w Tatrach tak czesto jak bym sobie tego życzyła. Dla zainteresowanych- chata położona jest niedaleko wodospadów zimnej wody.
Na pierwszym zdjęciu Petras i ja w Rainerowej Chacie rok po zawodach (grudzień 2000).
Na drugim w zimie 2004/2005.
1) [attachment=8313] 2) [attachment=8314]
Były to Święta Bożego Narodzenia 10 lat temu. Jak co roku w drugi dzień Świąt, mój tatuś i ja spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy z Bielska do Tatrzańskiej Łomnicy, gdzie od lat wynajmowaliśmy kwaterę u znajomej słowaczki. Plany były dość ambitne, jednak warunki na miejscu sprawiły, że musieliśmy je nieco zmienić.
Tak to czasem bywa... Pogoda nas nie oszczędzała. Obfite opady śniegu, zaspy świeżego puchu po pas i do tego krótki dzień- o szczytówkach można było zapomnieć, więc włóczyliśmy się po dolinach odwiedzając schroniska. Pewnego dnia schodząc ze Zbójnickiej Chaty zza kosówki wyłoniła się postać jakby z innej epoki. Człowiek w wielkim kożuchu pokonujący dolinę w kierunku Zbójnickiej, na drewnianych nartach i z bambusowymi kijkami w ręku! Szok!!! W dolinie nie było żywego ducha, ani jednego narciarza na skiturach, bo warunki były naprawdę ciężkie nawet dla narciarzy. A tu gość na wiekowym sprzęcie wymagającym nie lada umiejętności! Przystanął, wyciagnął spod kożucha piersiówkę i zapytał jak dalej wygląda droga. Patrzyłam na tatę, a on na mnie z niedowierzaniem, dosłownie odebrało nam mowę. Warunki się pogarszały, zamieniliśmy parę słów i każdy poszedł w swoją stronę. Po czasie nieznajomy wziął odwrót i dojechał nas już u wylotu szlaku. Musieliśmy wyglądać na bardzo zmarzniętych, gdyż ponownie zatrzymał się i zaproponował herbatkę w pobliskiej Rainerowej Chacie. Weszliśmy do środka i wszystko stało się jasne. Nasz tajemniczy nieznajomy na co dzień przebywa własnie tam i podaje herbatki z prądem spragnionym i zmarzniętym turystom. Nazywa się Peter Petras, przez całe życie był tragarzem, najczęściej kursował na Terienkę. Z tego co wiem, do dziś prowadzi Rainerową Chatę razem z synem. Jak wiedzą Ci, którzy ją odwiedzili jest tam pełno rozmaitych eksponatów. Od map, starych zdjęć począwszy, po historyczne czekany, raki, zgrębiałe liny, jesionowe narty i nie używane już topogany. Dla ludzi, którzy kolekcjonują takie pamiątki- poezja dla oka! Tego dnia spędziliśmy tam całe popołudnie rozmawiając o górach i życiu, które się w nich toczy. Urlop jednak skończył się, wróciliśmy do domu. Potem nastały Święta Wielkanocne, znów wizyta w Łomnicy i po zejściu z gór odwiedziny u Petrasa, podobnie było w święta majowe i w trakcie wakacji. Nasze spotkania z Petrasem stały się z czasem głowną częścią programu.
We wrześniu Petras powiadomił nas o zbliżajacych się zawodach tragarzy i przesłał zaproszenie do uczestnictwa, które przyjeliśmy i w połowie października pojechalismy na zawody.Na razie tyle, dalszą część opowiadania poświecę relacji z zawodów tragarzy. Przedstawię ją niebawem. Zachęcam do odwiedzin u Petrasa w Rainerowej Chacie. Mi niestety urwał się z nim kontakt, odkąd wyjechałam na studia, bo nie mogę bywać w Tatrach tak czesto jak bym sobie tego życzyła. Dla zainteresowanych- chata położona jest niedaleko wodospadów zimnej wody.
Na pierwszym zdjęciu Petras i ja w Rainerowej Chacie rok po zawodach (grudzień 2000).
Na drugim w zimie 2004/2005.
1) [attachment=8313] 2) [attachment=8314]


) - dlatego chętnie zatrzymuję się w Skalnatej na browarka