02-12-2018, 09:58 PM
Zbliżał się weekend. Cały tydzień patrzyliśmy z Tomturem na kamerki z nadzieją, że będzie nam dane w ten weekend rozpocząć sezon skiturowy. Moje narty wychylają się już zza szafy i pytają: czy to już?
W piątek ostateczna decyzja, Krzysiek ostudził nasze zapały, postraszył zniszczeniem nowiuśkich nart jazdą po kamieniach. Coś trzeba było jednak z tą sobotą zrobić. Padł więc pomysł niecodzienny, a mianowicie: idziemy do jaskini!
Niewczesną porą, bo dopiero o 10:00 spotkaliśmy się u wylotu Doliny Zimnika i nieco dalej na południe ruszyliśmy w drogę.
[attachment=83654]
Czwórka forumowiczów to już biba!
Naszym celem miała być na początek Jaskinia Ostra - ot, taka mała podróż do wnętrza Beskidów. Najpierw trzeba było jednak tą jaskinię znaleźć. Opuściliśmy więc zielony szlak i zaczęło się przedzieranie się przez krzaki. Wojtek zadowolony, w swoim żywiole
[attachment=83655]
Jak się okazało chwilę potem, nasz wysiłek poszedł na marne, bowiem nad warstwą krzaków czekał na nas... Szlak. No cóż. Wyczuwaliśmy jednak, że nasz cel jest już blisko i po raz kolejny zeszliśmy z wygodnej ścieżki. I tym razem było warto - znaleźliśmy!
Wszystkich, którzy spodziewali się spektakularnej groty muszę rozczarować. Wejście do jaskini to po prostu dziura w ziemi. Dymiąca dziura w ziemi. Mało zachęcające, żeby się tam wczołgiwać. Ale nas nie trzeba było namawiać.
[attachment=83656] [attachment=83657]
Ubraliśmy się w ciuchy bojowe, czyli stare szmaty, których nam nie było szkoda i kaski. Zostawiliśmy plecaki z nadzieją, że nikomu nie będzie się chciało tu przyjść i rozpoczęliśmy wczołgiwanie. Krzysiek uprzedził nas, że wąsko będzie tylko na początku, potem rozprostujemy kości
[attachment=83658]
No to hop!
Faktycznie początek był nieco klaustrofobiczny. Przeciskanie się między kamieniami, do tego między jedną cieśniawą a drugą usłyszałam słowo pająk... Mimo to zaryzykowałam i ruszyłam dalej
Druga cieśniawa była trochę bardziej problematyczna, trzeba było się wyłożyć na plecach, nogami do przodu i jakoś przemieścić na drugą stronę. Całe szczęście było miękko, ach te bukowe liście 
No i faktycznie przyszedł czas na rozprostowanie kości. Głowna część jaskini była dość przestrzenna.
[attachment=83659]
Dobrý den, jsem netopýrek
Tych śmiesznych żyjątek było ta całkiem sporo, wszystkie w podobnej pozie. Staraliśmy więc nie ruszać, nie chuchać na nie i przejść dalej. Podobno świecenie im nie szkodzi 
[attachment=83660]
W jaskini było bardzo ciepło, na pewno kilka stopni na plusie. I zaskakująco sucho - Krzysiek przygotował nas na ewentualną kąpiel błotną, na szczęście się nie sprawdziło
Szliśmy po sporych głazach dalej, czasami trzeba było się przecisnąć, czasami podciągnąć.
[attachment=83661]
[attachment=83663]
Fajny był ten beskidzki podziemny świat. Cisza totalna, jak zgasiliśmy czołówki - ciemność totalna... Ciekawi mnie tylko, jak długo taka jaskinia pozostaje w takim stanie, kiedy coś się w niej przemieszcza, zawala... Hm, obym nie musiała się nigdy dowiadywać
Wspólne zdjęcie musi być
[attachment=83662]
Ach te profesjonalne stroje
I zaczęliśmy się kierować w stronę wyjścia. Przed oczami przeleciał nam jeden nietoperek, jakiś wrażliwy na hałasy chyba
W jedną stronę poszło, to w drugą też musi. Jakoś się przeciśniemy. I tak też było. Cytując uczestnika wycieczki byliśmy "zwinni jak żmije"
Chociaż w dół było chyba jakoś łatwiej...
Hura! Przeżyliśmy!
Wrzuciliśmy brudne ciuchy do plecaka i ruszyliśmy w dalszą wycieczkę "bez programu" 
[attachment=83664] [attachment=83665] [attachment=83666]
Szliśmy kawałek zielonym szlakiem, ale z racji, że dzisiejszy dzień stał pod hasłem "beskidzkie bezdroża", szybko go opuściliśmy. Trzeba było sprawdzić co kryje się na stokach szczytu o wdzięcznej nazwie Murońka
[attachment=83667] [attachment=83668] [attachment=83669]
Jak komuś w Beskidach brakuje macania skały, to polecam to miejsce. Skałek pod dostatkiem. A i jaskinia się jakaś znalazła. Tym razem jednak postanowiliśmy ją podziwiać z powierzchni
Mieliśmy jeszcze jeden obowiązkowy punkt programu dzisiejszej wycieczki. w brzuchach nam już trochę burczało, chłodek doskwierał, czas było więc znaleźć miejsce na rozpalenie ognia.
Skorzystaliśmy więc z nieobecności leśniczego i wypożyczyliśmy sobie jego palenisko. Myślę, że się nie pogniewał
[attachment=83670] [attachment=83671] [attachment=83672]
Z pełnymi brzuchami ruszyliśmy w stronę cywilizacji. Będziemy długo pamiętać wędrówkę do wnętrza Beskidów. I mamy nadzieję, że odkryjemy jeszcze wiele perełek, które Beskid Śląski kryje
W piątek ostateczna decyzja, Krzysiek ostudził nasze zapały, postraszył zniszczeniem nowiuśkich nart jazdą po kamieniach. Coś trzeba było jednak z tą sobotą zrobić. Padł więc pomysł niecodzienny, a mianowicie: idziemy do jaskini!
Niewczesną porą, bo dopiero o 10:00 spotkaliśmy się u wylotu Doliny Zimnika i nieco dalej na południe ruszyliśmy w drogę.
[attachment=83654]
Czwórka forumowiczów to już biba!
Naszym celem miała być na początek Jaskinia Ostra - ot, taka mała podróż do wnętrza Beskidów. Najpierw trzeba było jednak tą jaskinię znaleźć. Opuściliśmy więc zielony szlak i zaczęło się przedzieranie się przez krzaki. Wojtek zadowolony, w swoim żywiole

[attachment=83655]
Jak się okazało chwilę potem, nasz wysiłek poszedł na marne, bowiem nad warstwą krzaków czekał na nas... Szlak. No cóż. Wyczuwaliśmy jednak, że nasz cel jest już blisko i po raz kolejny zeszliśmy z wygodnej ścieżki. I tym razem było warto - znaleźliśmy!
Wszystkich, którzy spodziewali się spektakularnej groty muszę rozczarować. Wejście do jaskini to po prostu dziura w ziemi. Dymiąca dziura w ziemi. Mało zachęcające, żeby się tam wczołgiwać. Ale nas nie trzeba było namawiać.
[attachment=83656] [attachment=83657]
Ubraliśmy się w ciuchy bojowe, czyli stare szmaty, których nam nie było szkoda i kaski. Zostawiliśmy plecaki z nadzieją, że nikomu nie będzie się chciało tu przyjść i rozpoczęliśmy wczołgiwanie. Krzysiek uprzedził nas, że wąsko będzie tylko na początku, potem rozprostujemy kości

[attachment=83658]
No to hop!
Faktycznie początek był nieco klaustrofobiczny. Przeciskanie się między kamieniami, do tego między jedną cieśniawą a drugą usłyszałam słowo pająk... Mimo to zaryzykowałam i ruszyłam dalej
Druga cieśniawa była trochę bardziej problematyczna, trzeba było się wyłożyć na plecach, nogami do przodu i jakoś przemieścić na drugą stronę. Całe szczęście było miękko, ach te bukowe liście 
No i faktycznie przyszedł czas na rozprostowanie kości. Głowna część jaskini była dość przestrzenna.
[attachment=83659]
Dobrý den, jsem netopýrek
Tych śmiesznych żyjątek było ta całkiem sporo, wszystkie w podobnej pozie. Staraliśmy więc nie ruszać, nie chuchać na nie i przejść dalej. Podobno świecenie im nie szkodzi 
[attachment=83660]
W jaskini było bardzo ciepło, na pewno kilka stopni na plusie. I zaskakująco sucho - Krzysiek przygotował nas na ewentualną kąpiel błotną, na szczęście się nie sprawdziło

Szliśmy po sporych głazach dalej, czasami trzeba było się przecisnąć, czasami podciągnąć.
[attachment=83661]
[attachment=83663]
Fajny był ten beskidzki podziemny świat. Cisza totalna, jak zgasiliśmy czołówki - ciemność totalna... Ciekawi mnie tylko, jak długo taka jaskinia pozostaje w takim stanie, kiedy coś się w niej przemieszcza, zawala... Hm, obym nie musiała się nigdy dowiadywać

Wspólne zdjęcie musi być

[attachment=83662]
Ach te profesjonalne stroje

I zaczęliśmy się kierować w stronę wyjścia. Przed oczami przeleciał nam jeden nietoperek, jakiś wrażliwy na hałasy chyba

W jedną stronę poszło, to w drugą też musi. Jakoś się przeciśniemy. I tak też było. Cytując uczestnika wycieczki byliśmy "zwinni jak żmije"
Chociaż w dół było chyba jakoś łatwiej... Hura! Przeżyliśmy!
Wrzuciliśmy brudne ciuchy do plecaka i ruszyliśmy w dalszą wycieczkę "bez programu" 
[attachment=83664] [attachment=83665] [attachment=83666]
Szliśmy kawałek zielonym szlakiem, ale z racji, że dzisiejszy dzień stał pod hasłem "beskidzkie bezdroża", szybko go opuściliśmy. Trzeba było sprawdzić co kryje się na stokach szczytu o wdzięcznej nazwie Murońka

[attachment=83667] [attachment=83668] [attachment=83669]
Jak komuś w Beskidach brakuje macania skały, to polecam to miejsce. Skałek pod dostatkiem. A i jaskinia się jakaś znalazła. Tym razem jednak postanowiliśmy ją podziwiać z powierzchni

Mieliśmy jeszcze jeden obowiązkowy punkt programu dzisiejszej wycieczki. w brzuchach nam już trochę burczało, chłodek doskwierał, czas było więc znaleźć miejsce na rozpalenie ognia.
Skorzystaliśmy więc z nieobecności leśniczego i wypożyczyliśmy sobie jego palenisko. Myślę, że się nie pogniewał

[attachment=83670] [attachment=83671] [attachment=83672]
Z pełnymi brzuchami ruszyliśmy w stronę cywilizacji. Będziemy długo pamiętać wędrówkę do wnętrza Beskidów. I mamy nadzieję, że odkryjemy jeszcze wiele perełek, które Beskid Śląski kryje




