Myślę, że żaden wspinacz z głową na karku nie wyśle Cię ot tak, w "japonkach", nie znając Twoich umiejętności.
Po "japonkach" była emotikona która podkreślała żartobliwość tegoż zwrotu - chyba nie trzeba tego tłumaczyć 
Poza tym, ja nie potrzebuję aby ktoś mnie gdzieś wysyłał.
Wspinam się od wielu lat, po różnych obiektach.
Praktycznie od zawsze robię to bez zabezpieczeń i prawie zawsze solo.
Czy jestem w tym dobry?
Na pewno nie.
Jest wielu zdecydowanie lepszych.
Zresztą nigdy nie robiłem tego wyczynowo i pewnie daleko mi do zawodowców.
Ale robię to od lat i jak na razie bilans jest w równowadze tzn. ilość wejść = ilość zejść i to cenię sobie najbardziej.
Z resztą, nie mi pouczać takiego łojanta, jakim pewnie jesteś.
oj... nie wiem kto to jest ów "łojant" 
Oglądałeś J. Gołębia na youtubie?
https://www.youtube.com/watch?v=Ht5kM0ogW48
Znam ten film. Świetny chociaż pokazuje tylko ułamek tego co się czuje będąc tam, na skale.
Tytułowy buldering ma się nijak do żywcowania w Tatrach.
buldering, żywcowanie... cóż, pewnie wiesz więcej nt. nazewnictwa... chętnie wysłucham.
To co napisane w tym poście to są jaja, zwykłe trolowanie albo jesteś łagodnie pisząc, mądry inaczej w tym temacie
Jaja?... Trollowanie?...
To już raczej wolę "mądry inaczej".
No ale myślałem, że na forum spotkam kogoś "mądrego normalnie" co wyprostuje trochę mój światopogląd a tymczasem, zamiast pomóc po Polsku to narazie wygląda to raczej na pomoc po Polskiemu - niby dobrze ale właściwie to jednak jakoś niezbyt prawidłowo... coś jakby zalatywało pod "Polak Polakowi wilkiem" 
Na Brytanie zadaj takie pytanie, tam kulturalnie odpowiedzą.
Hmmm.... a tutaj nie znajdę nikogo co kulturalnie odpowie?
Tam jest jakaś inna czasoprzestrzeń niż tutaj czy o co chodzi?
Apropos Brytana... nie znałem do tej pory tej strony ale już sobie znalazłem.
I dzięki, może się przyda. A może bardziej niż "może" skoro tam "kulturalnie odpowiadają".
FOSS, nikt Ci nie poradzi jak masz sobie złamać kark. To musisz sam.
No dziękuję, to akurat już wiedziałem. Ale na razie nie planuję łamać sobie karku 
FOSS my tu takie "zwyczajne dreptaki" jesteśmy, mieliśmy jednego co zaczął macać skały bardziej intymnie i uciekł bo partnera nie znalazł.
Ja nawet nie wiem czy szukam partnera.
Właściwie to zawsze wspinam się sam a przypadki kiedy miałem kogoś "za plecami" mogę na palcach jednej ręki policzyć i raczej słabo to wspominam.
Np. Jura Krakowsko-Częstochowska...
Zamek Mirów.
Tam wchodziłem wielokrotnie.
Pewnego razu towarzyszył mi kolega. Z ziemi.
I nie chodzi o ubezpieczenie bo lazłem jak zwykle bez niczego ale mimo wszystko miał stać i patrzeć.
Schodząc z baszty gdzieś w połowie drogi utknąłem - zgubiłem się, nie mogłem znaleźć drogi w dół.
Wtedy też krzyknąłem do kolegi o pomoc... żeby spojrzał i coś podpowiedział. Ale kolegi nie było.
Ostatkiem sił wspiąłem się w okienko które minąłem jakiś czas wcześniej a później, po krótkim odpoczynku i obejrzeniu ściany z innej perspektywy zszedłem trochę inną drogą.
Kolegę znalazłem kilka minut później, przy ognisku z innymi naszymi znajomymi - poszedł bo stwierdził, że zawsze wchodzę, schodzę i nic się nie dzieje. Słów mi zabrakło.
Wtedy gacie były już pełne.
Powagę sytuacji poznałem ze 2 miesiące później.
Ponownie byłem w Mirowie. Na ścianie frontowej znalazłem tablicę pamiątkową po chłopaku co spadł tydzień po mojej przygodzie 
Powodzenia i napisz o swoich sercowo-skalnych pogromach.
Pogromem to raczej trudno to nazwać.
Przez lata łaziłem po wszystkim co się dało. Za małolata jakieś stare budynki, hale produkcyjne, kotłownie, wieże, kominy... i drzewa... im wyższe tym lepsze.
Później zaczęły się skałki i rumowiska.
Na Jurze byłem praktycznie na każdym zamku na który dało się wleźć, chociaż kawałek, chociaż na chwilę. Okolicznych "kamieni" nie liczę i nigdy nie liczyłem bo nie dla liczby to robię. Poza tym, gdzie była jakaś kupa kamieni i były warunki do łażenia to właziłem.
Były jeszcze jakieś skały na północnym wybrzeżu Hiszpanii, pomiędzy San Sebastian a Bilbao - chociaż ciężko mi wskazać konkretne miejsca bo jeździliśmy od plaży do plaży zatrzymując się tam gdzie było po prostu fajniej.
I jeszcze Francja, wybrzeże czerwonego granitu - tam też trochę łaziłem.
I jeszcze w Niemczech, nad Renem, bo mieszkałem tam jakiś czas, przez chwilę.
Jak mówiłem, żadnych szczególnych osiągnięć, bo nie o jakieś osiągnięcia w tym wszystkim chodzi ale to rozumieją tylko nieliczni.
No głosy rozsądku jednak są

też uważam że se jaja robi no ale poprawność polityczna kazała mi poczekac
Poprawność polityczna zachowana, rozsądku, moim zdaniem, trochę jednak zabrakło 
FOSS to przecież poważny gość. Ma swoje strony motoryzacyjne.
Jakby to powiedzieć... skoro już pozwoliłeś sobie na osobiste wycieczki....
Czytanie ze zrozumieniem chyba się kłania.
Nigdzie nie napisałem, że mam swoje strony motoryzacyjne.
Napisałem wyraźnie, że administruję pewnym forum motoryzacyjnym i przytoczyłem liczbę userów w kontekście jakże ciepłego waszego powitania.
Bo dziwne to zwyczaje kiedy człowiek zarejestrował się na forum i na wstępie, we właściwym miejscu forum, ze wszystkimi się przywitał a w odpowiedzi już usłyszał szyderstwa.
Na szlaku też koledzy w ten sposób witacie się z innymi??
Bo mnie już za małolata uczyli, że ludzie na szlaku zawsze się witają i zawsze pomagają tym co są w potrzebie.
Myślałem, że to forum ludzi gór, ludzi ze szlaku... a tu na głupim powitaniu już zaskoczenie a i dalej też nie lepiej.
Jak w ten sposób witacie każdego nowego to wasze pojęcie "jednopostowca" zaczyna mieć bardziej zrozumiały wymiar 