27-12-2017, 04:03 PM
Trasa: Sobótka --> Wieżyca --> Ślęża --> Sobótka.
Długość: 13 km ; podejścia: 591 m
PROLOG
Muszę przyznać, że jak zwykle się ociągałem z pisaniem jakichkolwiek relacji. Ale rok powoli dobiega końca, więc czas najwyższy na podsumowanie. W góry mamy bardzo daleko, jednak jeśli się bardzo chce, to staje się to możliwe. Obraliśmy więc metodę krótkich weekendowych wypadów, poznając różne pasma górskie oraz miejscowości u ich podnóży, interesując się miejscową kulturą, architekturą i układem życia. Przypominam, że wcześniej jeździliśmy jedynie w Tatry. W tym zaś roku postanowiliśmy odkryć dla siebie inne góry Polski, przy okazji od czasu do czasu wchodząc na szczyty Korony Gór Polski. Co kilka dni, czasem tygodni będę wrzucał kolejne relacje. Tyle tytułem wstępu!
Pierwszy wyjazd w roku 2017 przypadł na sam początek lutego. Zaplanowaliśmy jednodniowy wypad do Wrocławia, by po raz pierwszy obejrzeć to miasto. Z ciekawości spojrzałem, a nóż jest nieopodal jakiś szczyt z KGP, no i jak się okazało taka góra się znalazła. A więc, ŚLĘŻA...
Godzina 6 rano, dookoła ciemno, mgliście i deszczowo. W takiej nie za ciekawej aurze stoimy na dworcu PKS we Wrocławiu. Ładujemy się do busa i po jakichś 40 minutach już wysiadamy jako jedyni w miejscowości Sobótka. Jak narazie nasze nadzieje na wypogodzenie nie spełniają się. Ale chociaż zamiast wrocławskiej ulewy mamy jedynie drobną mżawkę. Bez trudy odnajdujemy początek żółtego szlaku szlaku na Wieżycę. Stąpamy po mokrym i grząskim śniegu, na szczęście niezbyt śliskim. Powoli zaczynamy marzyć o gorącej herbacie i śniadaniu w Domu Turysty pod Wieżycą. Niestety ów Dom wita nas zamkniętymi drzwiami oraz informacją, że otwarcie nastąpi po godzinie 10, a obecnie jest dopiero 8:30. Czekanie nie wchodzi w grę, więc musimy się obejść smakiem. Na osłodę jedynie tabliczka z legendą o masywie Ślęży i takie zdjęcie
[attachment=79800]
Zaczynamy podejście na Wieżycę. Niespodziewanie robi się stromo i ślisko. Jakoś się wczołgujemy na górę, zdobywając pierwszy szczyt w tym roku
zastanawiam się też z ciekawości, jaka będzie ostatnia góra na którą wejdziemy w obecnym roku
(rozwiązanie zagadki za kilka/kilkanaście relacji) 
Wieża widokowa na Wieżycy (tak tak na Wieżycy jest wieża
) zamknięta na cztery spusty. Ostrożnie schodzimy, po czym pokonujemy dłuższy płaski odcinek, docierając w końcu do wiata przy skrzyżowaniu szlaków. Teraz kierujemy się na drugi co do wysokości szczyt KGP. Wchodzenie dosyć monotonne. Pod nogami chlupie mokry śnieg, a widoków brak, po prostu las. Jednak powodów do narzekania niema, gdyż kończy się mżawka i temperatura nieznacznie wzrasta.
Po jakiejś godzinie spokojnego spaceru docieramy na samą górę. Tam widzimy duże schronisko (otwarte) i kościół (zamknięty). Przybijamy pieczątki do książeczek KGP (to pieczątka numer 2, wcześniej rok temu była Łysica) i wreszcie możemy coś przekąsić.
[attachment=79801] [attachment=79802] [attachment=79803]
Chwila odpoczynku i z uzupełnioną energią wyruszamy na poszukiwania wieży widokowej. Wdrapujemy się na nią jednak tylko do połowy, gdyż metalowe stopnie są wyjątkowe niewygodne i śliskie, a przejścia pomiędzy piętrami chyba dla krasnoludków
Wiatr przegonił nieco mgłę i chmury i postanowił nam pokazać co nieco. Panorama dosyć ciekawa. W milczeniu chłoniemy widoki, od czasu do czasu pstrykając fotki.
[attachment=79804] [attachment=79805] [attachment=79806] [attachment=79807]
Czas nieubłaganie przemija i nadchodzi chwila, kiedy trzeba już wracać na dół. Przed zejściem znowu natykamy się, tym razem na kamienną rzeźbę niedźwiedzia z poziomym krzyżykiem. Idąc na Ślężę mijaliśmy wiele tego typu rzeźb, były też drewniane lub po prostu namalowane na drzewach. Są symbolem tego masywu, wspomnieniem jego ciekawej przeszłości jeszcze z czasów pogańskich. Takim samym symbolem jak rzeźba Panny z Rybą napotkana w drodze na wierzchołek.
[attachment=79808] [attachment=79809]
Znowu wędrujemy po mokrym śniegu, który im niżej, tym bardziej staje się grząski i nieprzyjemny. Przed godziną 13 jesteśmy z powrotem w Sobótce. Jeszcze ostatni rzut oka na Ślężę, która w tym momencie bardzo przypomina wygasły wulkan
Kierujemy się znowu na PKS, skąd wrócimy do Wrocławia, a później po długich 8 godzinach dotrzemy do Białegostoku.
Tak więc do następnej relacji, CDN
Długość: 13 km ; podejścia: 591 m
PROLOG
Muszę przyznać, że jak zwykle się ociągałem z pisaniem jakichkolwiek relacji. Ale rok powoli dobiega końca, więc czas najwyższy na podsumowanie. W góry mamy bardzo daleko, jednak jeśli się bardzo chce, to staje się to możliwe. Obraliśmy więc metodę krótkich weekendowych wypadów, poznając różne pasma górskie oraz miejscowości u ich podnóży, interesując się miejscową kulturą, architekturą i układem życia. Przypominam, że wcześniej jeździliśmy jedynie w Tatry. W tym zaś roku postanowiliśmy odkryć dla siebie inne góry Polski, przy okazji od czasu do czasu wchodząc na szczyty Korony Gór Polski. Co kilka dni, czasem tygodni będę wrzucał kolejne relacje. Tyle tytułem wstępu!
Pierwszy wyjazd w roku 2017 przypadł na sam początek lutego. Zaplanowaliśmy jednodniowy wypad do Wrocławia, by po raz pierwszy obejrzeć to miasto. Z ciekawości spojrzałem, a nóż jest nieopodal jakiś szczyt z KGP, no i jak się okazało taka góra się znalazła. A więc, ŚLĘŻA...
Godzina 6 rano, dookoła ciemno, mgliście i deszczowo. W takiej nie za ciekawej aurze stoimy na dworcu PKS we Wrocławiu. Ładujemy się do busa i po jakichś 40 minutach już wysiadamy jako jedyni w miejscowości Sobótka. Jak narazie nasze nadzieje na wypogodzenie nie spełniają się. Ale chociaż zamiast wrocławskiej ulewy mamy jedynie drobną mżawkę. Bez trudy odnajdujemy początek żółtego szlaku szlaku na Wieżycę. Stąpamy po mokrym i grząskim śniegu, na szczęście niezbyt śliskim. Powoli zaczynamy marzyć o gorącej herbacie i śniadaniu w Domu Turysty pod Wieżycą. Niestety ów Dom wita nas zamkniętymi drzwiami oraz informacją, że otwarcie nastąpi po godzinie 10, a obecnie jest dopiero 8:30. Czekanie nie wchodzi w grę, więc musimy się obejść smakiem. Na osłodę jedynie tabliczka z legendą o masywie Ślęży i takie zdjęcie
[attachment=79800]
Zaczynamy podejście na Wieżycę. Niespodziewanie robi się stromo i ślisko. Jakoś się wczołgujemy na górę, zdobywając pierwszy szczyt w tym roku
zastanawiam się też z ciekawości, jaka będzie ostatnia góra na którą wejdziemy w obecnym roku
(rozwiązanie zagadki za kilka/kilkanaście relacji) 
Wieża widokowa na Wieżycy (tak tak na Wieżycy jest wieża
) zamknięta na cztery spusty. Ostrożnie schodzimy, po czym pokonujemy dłuższy płaski odcinek, docierając w końcu do wiata przy skrzyżowaniu szlaków. Teraz kierujemy się na drugi co do wysokości szczyt KGP. Wchodzenie dosyć monotonne. Pod nogami chlupie mokry śnieg, a widoków brak, po prostu las. Jednak powodów do narzekania niema, gdyż kończy się mżawka i temperatura nieznacznie wzrasta. Po jakiejś godzinie spokojnego spaceru docieramy na samą górę. Tam widzimy duże schronisko (otwarte) i kościół (zamknięty). Przybijamy pieczątki do książeczek KGP (to pieczątka numer 2, wcześniej rok temu była Łysica) i wreszcie możemy coś przekąsić.
[attachment=79801] [attachment=79802] [attachment=79803]
Chwila odpoczynku i z uzupełnioną energią wyruszamy na poszukiwania wieży widokowej. Wdrapujemy się na nią jednak tylko do połowy, gdyż metalowe stopnie są wyjątkowe niewygodne i śliskie, a przejścia pomiędzy piętrami chyba dla krasnoludków

Wiatr przegonił nieco mgłę i chmury i postanowił nam pokazać co nieco. Panorama dosyć ciekawa. W milczeniu chłoniemy widoki, od czasu do czasu pstrykając fotki.
[attachment=79804] [attachment=79805] [attachment=79806] [attachment=79807]
Czas nieubłaganie przemija i nadchodzi chwila, kiedy trzeba już wracać na dół. Przed zejściem znowu natykamy się, tym razem na kamienną rzeźbę niedźwiedzia z poziomym krzyżykiem. Idąc na Ślężę mijaliśmy wiele tego typu rzeźb, były też drewniane lub po prostu namalowane na drzewach. Są symbolem tego masywu, wspomnieniem jego ciekawej przeszłości jeszcze z czasów pogańskich. Takim samym symbolem jak rzeźba Panny z Rybą napotkana w drodze na wierzchołek.
[attachment=79808] [attachment=79809]
Znowu wędrujemy po mokrym śniegu, który im niżej, tym bardziej staje się grząski i nieprzyjemny. Przed godziną 13 jesteśmy z powrotem w Sobótce. Jeszcze ostatni rzut oka na Ślężę, która w tym momencie bardzo przypomina wygasły wulkan

Kierujemy się znowu na PKS, skąd wrócimy do Wrocławia, a później po długich 8 godzinach dotrzemy do Białegostoku.
Tak więc do następnej relacji, CDN


