07-03-2017, 10:00 PM
Motto (dedykacja własna dla GŚ): "Człowiek, dziesięciolatek, wstaje ze swych maminych pieleszy, wydostaje się z pod tatusiowych ochronnych rąk i rozpoczyna stawiać własne kroki. Przed nim najładniejszy życiowy okres, okres dojrzewania. Czy tak jest też z Tobą, Górski Świecie? Z jakiego materiału jesteś stworzony? Dożyjesz kolejnego etapu, etapu dorosłości? Moim zdaniem wszystko zależy od forumowiczów, tych z dłuższym stażem, żeby wytrwali w swej górskiej wierze i też od tych nowych, żeby nie bali się nawiązać do wytyczonej drogi. Górski Świecie, życzę Ci do drugiej bibowej dekady sporo aktywnych w pisaniu forumowiczów i jeszcze więcej spotykających się bibowiczów."
To już dziesięć lat, kiedy pierwsi pionierscy bibowicze postanowili rozpocząć kolejny etap życia forumowego. Z wirtualnych pogawędek przeszli do wspólnego dreptania po kopcach. Co potem nastąpiło, można przeczytać w niemal 7 tys. tematach. Wtedy to była królowa Beskidu Żywieckiego, teraz jej niedaleko stojące towarzyszki jednakowego pasma górskiego. I jak teraz było? Postaram się czytliwie opisać i przekazać w obrazkowych dokumentach.
Dane techniczne:
DOBA : 2. 3. - 5. 3. 2017
PRZESTRZEŃ: Beskid Żywiecki, od Raczy po Lipowską (BŻ)
OBIEKT (do spania): Schroniska na - Przegibku, Krawcowym Wierchu, Hali Lipowskiej
ODLEGŁOŚĆ: 12 km, 20 km, 12 km, 13 km
PODEJŚCIA/ZEJŚCIA: 726/272 m, 958/969 m, 554/422 m, 367/1124 m
CZAS (według mapy): 3:20 godz., 6:35 godz., 3:25 godz., 2:40 godz.
OSOBY:
- forumowe - Frodo, JarekRZ, Łukasz, Malwina, Mieciur, Michał DG, Pedro, PJack, Snieshka, Stasiu, TomaszRT, Tomtur, Tratina.
- goście - Dorota, Piotrek, Wojtek
- otarli się o nas - Grabarz, Kunlun i ich córka Lea
Dzień pierwszy, czwartek - mała ekipa
Mający wolne od pracy mogą rozpoczynać bibę już w czwartek. Ja jestem między nimi. Pedro zwija mnie i Froda z Dorotą w Bielsku. Trzeba dodać, że nowa dwójka wystartowała na bibę dzień wcześniej. Dojechać z Białystoku na południe wymaga wytrwałości i czasu w jeżdżeniu środkami publikacji pozamiejskiej. Bez zbędnych ceregili mkniemy do mieściny o nazwie Rycerka i tam doklejają się do nas z drugim radiowozem zacne forumowiczki Tratina ze Snieshką w adoracji męża, kierowcy, trenera i radcy prawnego w jednej osobie - Wojtka. Pojazdy samochodowe wykorzystujemy do samej krajności. Na szczęście na Raczę nie są drogi do tego typu pojazdów przystosowane i dlatego trzeba nam wysiadać w Rycerce Górnej na parkingu Pod Raczą. Pedro i Wojtek muszą zabezpieczyć swoje pojazdy na wytyczonych parkingach i dlatego pozostała piątka swym startem spuszcza zegar odmierzający bibowy czas. Mamy 9:30 i zero metrów.
[attachment=77192]
Pierwszym naszym zadaniem jest wydreptanie się na wierzchołek Wielkiej Raczy. Zwłaszcza zaliczenie 400 m przewyższenia otestuje nasze główne parametry cielesne - temperatura, ciśnienie, tętno i frekwencję oddychania - czy przypadkiem nie zaznały zmian po zimowym ogrzewaniu fotelu domowego (mówię za siebie). Idziemy sprawnym tempem. To jasne, mam w ekipie pełno zaawansowanych sportowców. Śnieg na chodniku jest należycie udreptany i na razie nam nie przeszkadza w ruchu do przodu.
[attachment=77193]
Wyżej wchodzimy w chmury i biorę do świadomości, że nici z dzisiejszych widoków na Raczy. Na grani przed schroniskiem ledwo widzę na odległość dwu bibowiczek.
[attachment=77194]
Dla mnie pocieszająca informacja. Jutro będzie lepiej. No, pozostaje mi sprawdzić, jak się ma ku prawdziwości twierdzenie Tomtura, że schronisko bywa ogrzane i nawet można oglądać widoki, jak z filmów 18+. O 11:15 z lekkim dreszczykiem w oczekiwaniu przyjemnych uczuć wchodzę do schroniska. Dreszczyk nie zamienia się w euforię, ale w regularny wstrząs od zimna. W kominku nie goreje żadne ognisko. Ziąb jest ten sam, kiedy tutaj jestem. Co do erotycznych scen, to też mogę sobie zostawić chęci na inną okazję. O saunie wiem tylko, że kosztuje 60 zł/godz. Żadne gołe panienki z niej na pewno dzisiaj nie wyskoczą. Tomtur był chyba w innym schronisku. Po czasie dochodzą nasi kierowcy.
[attachment=77195][attachment=77196]
Dla porównania mogę tutaj przedstawić inną ekipę z roku 2010. Kto ich jeszcze zna? Wielka Racza osiągnięta. Trzeba jakoś pozbierać siły na kolejny etap. Spanie mamy na Przegibku i nie wiemy co nas czeka po drodze. Trochę dzień wcześniej pocukrowało i nie wiemy co kryje się pod świeżym śniegiem.
[attachment=77197][attachment=77198]
Szykujemy się do wyruszenia na kolejny odcinek trasy. Pozwolę sobie porównać, jak szykowaliśmy się przed 7 laty i teraz. Wtedy było lepiej, jednak nastroje takie same. Poznać prawdziwych górali, ci się cieszą nawet z chwil, kiedy w górach odbywa się czarcie wesele. Chwilę po zejściu z Raczy osiągamy dolny pułap chmur. Jest nadzieja, że coś będzie dzisiaj widać niż tylko tył osobnika idącego przed nami.
[attachment=77199]
Zmieniamy też styl poruszania się na szlaku. Trzeba rygorystycznie trzymać się wyjeżdżonego/wydreptanego chodnika. Krok w bok i od razu nam wystają nogi tylko od kolan do góry. Że to jest zadanie bardzo trudne, poznajemy po zapadaniu się w częstotliwości większej niż małej. Czy to ma negatywny wpływ na nasze nastroje?
[attachment=77200]
Wyśmiane buzie Snieshki i Froda temu zaprzeczają. Przecież od pół roku cieszymy się na te chwile i jakieś nieplanowane głębienie dziur w śniegu nam tego nastroju nie zepsuje. Warunki śniegowe nas zmuszają do jednej korekcji. Zimowy szlak prowadzi po samej granicy i co za tym idzie? Zaproszenia do górskiej huśtawki nie da się odmówić. Zwłaszcza w okolicy Bugaja. Czy jest lepiej na huśtawce, ale krócej lub równo, ale dłużej na zakosach?
[attachment=77201]
Obie trasy mają swój urok. Lubię tutaj dreptać. Raz po raz odkrywają się dalekie widoki. Nie są wymarzone, te będą dopiero jutro, ale lepiej coś niż wcale.
[attachment=77202]
O czym myślał Pedro, tego nie wiem. Dla mnie było ważne, że Przegibek był z tego miejsca już osiągalny. Nawet Racza dała o sobie wiedzieć. Nie podarowała nam widoków z wierzchołka i dlatego teraz się z nas śmieje w oddali.
[attachment=77203]
Bibowy zegar zatrzymujemy na 16:30 i 12 km. Wydaje się, że tych 7 godzin szliśmy powoli, ale kuśtykanie w dziurach i częste postoje przy wodopuju nie pozwalają na byle jakie wyczyny.
[attachment=77204]
Wieczór wypełniamy regeneracją sił i integracją rodzinną. Nawet robimy jeden wyjątek i oglądamy telewizor. Trzeba. W programie jest skakanie chłopców z nartami do śniegu. Mała ekipa rozrasta się o kolejnego członka. PJack kończy przy nas późnym wieczorem swoje indywidualne dreptanie po okolicy.
[attachment=77205]
Zasłonięte twarze Tratiny i Snieshki dają nam dobranoc na dzisiejszy dzień.
cdn. ...od Przegibka po Krawców Wierch
To już dziesięć lat, kiedy pierwsi pionierscy bibowicze postanowili rozpocząć kolejny etap życia forumowego. Z wirtualnych pogawędek przeszli do wspólnego dreptania po kopcach. Co potem nastąpiło, można przeczytać w niemal 7 tys. tematach. Wtedy to była królowa Beskidu Żywieckiego, teraz jej niedaleko stojące towarzyszki jednakowego pasma górskiego. I jak teraz było? Postaram się czytliwie opisać i przekazać w obrazkowych dokumentach.
Dane techniczne:
DOBA : 2. 3. - 5. 3. 2017
PRZESTRZEŃ: Beskid Żywiecki, od Raczy po Lipowską (BŻ)
OBIEKT (do spania): Schroniska na - Przegibku, Krawcowym Wierchu, Hali Lipowskiej
ODLEGŁOŚĆ: 12 km, 20 km, 12 km, 13 km
PODEJŚCIA/ZEJŚCIA: 726/272 m, 958/969 m, 554/422 m, 367/1124 m
CZAS (według mapy): 3:20 godz., 6:35 godz., 3:25 godz., 2:40 godz.
OSOBY:
- forumowe - Frodo, JarekRZ, Łukasz, Malwina, Mieciur, Michał DG, Pedro, PJack, Snieshka, Stasiu, TomaszRT, Tomtur, Tratina.
- goście - Dorota, Piotrek, Wojtek
- otarli się o nas - Grabarz, Kunlun i ich córka Lea
Dzień pierwszy, czwartek - mała ekipa
Mający wolne od pracy mogą rozpoczynać bibę już w czwartek. Ja jestem między nimi. Pedro zwija mnie i Froda z Dorotą w Bielsku. Trzeba dodać, że nowa dwójka wystartowała na bibę dzień wcześniej. Dojechać z Białystoku na południe wymaga wytrwałości i czasu w jeżdżeniu środkami publikacji pozamiejskiej. Bez zbędnych ceregili mkniemy do mieściny o nazwie Rycerka i tam doklejają się do nas z drugim radiowozem zacne forumowiczki Tratina ze Snieshką w adoracji męża, kierowcy, trenera i radcy prawnego w jednej osobie - Wojtka. Pojazdy samochodowe wykorzystujemy do samej krajności. Na szczęście na Raczę nie są drogi do tego typu pojazdów przystosowane i dlatego trzeba nam wysiadać w Rycerce Górnej na parkingu Pod Raczą. Pedro i Wojtek muszą zabezpieczyć swoje pojazdy na wytyczonych parkingach i dlatego pozostała piątka swym startem spuszcza zegar odmierzający bibowy czas. Mamy 9:30 i zero metrów.
[attachment=77192]
Pierwszym naszym zadaniem jest wydreptanie się na wierzchołek Wielkiej Raczy. Zwłaszcza zaliczenie 400 m przewyższenia otestuje nasze główne parametry cielesne - temperatura, ciśnienie, tętno i frekwencję oddychania - czy przypadkiem nie zaznały zmian po zimowym ogrzewaniu fotelu domowego (mówię za siebie). Idziemy sprawnym tempem. To jasne, mam w ekipie pełno zaawansowanych sportowców. Śnieg na chodniku jest należycie udreptany i na razie nam nie przeszkadza w ruchu do przodu.
[attachment=77193]
Wyżej wchodzimy w chmury i biorę do świadomości, że nici z dzisiejszych widoków na Raczy. Na grani przed schroniskiem ledwo widzę na odległość dwu bibowiczek.
[attachment=77194]
Dla mnie pocieszająca informacja. Jutro będzie lepiej. No, pozostaje mi sprawdzić, jak się ma ku prawdziwości twierdzenie Tomtura, że schronisko bywa ogrzane i nawet można oglądać widoki, jak z filmów 18+. O 11:15 z lekkim dreszczykiem w oczekiwaniu przyjemnych uczuć wchodzę do schroniska. Dreszczyk nie zamienia się w euforię, ale w regularny wstrząs od zimna. W kominku nie goreje żadne ognisko. Ziąb jest ten sam, kiedy tutaj jestem. Co do erotycznych scen, to też mogę sobie zostawić chęci na inną okazję. O saunie wiem tylko, że kosztuje 60 zł/godz. Żadne gołe panienki z niej na pewno dzisiaj nie wyskoczą. Tomtur był chyba w innym schronisku. Po czasie dochodzą nasi kierowcy.
[attachment=77195][attachment=77196]
Dla porównania mogę tutaj przedstawić inną ekipę z roku 2010. Kto ich jeszcze zna? Wielka Racza osiągnięta. Trzeba jakoś pozbierać siły na kolejny etap. Spanie mamy na Przegibku i nie wiemy co nas czeka po drodze. Trochę dzień wcześniej pocukrowało i nie wiemy co kryje się pod świeżym śniegiem.
[attachment=77197][attachment=77198]
Szykujemy się do wyruszenia na kolejny odcinek trasy. Pozwolę sobie porównać, jak szykowaliśmy się przed 7 laty i teraz. Wtedy było lepiej, jednak nastroje takie same. Poznać prawdziwych górali, ci się cieszą nawet z chwil, kiedy w górach odbywa się czarcie wesele. Chwilę po zejściu z Raczy osiągamy dolny pułap chmur. Jest nadzieja, że coś będzie dzisiaj widać niż tylko tył osobnika idącego przed nami.
[attachment=77199]
Zmieniamy też styl poruszania się na szlaku. Trzeba rygorystycznie trzymać się wyjeżdżonego/wydreptanego chodnika. Krok w bok i od razu nam wystają nogi tylko od kolan do góry. Że to jest zadanie bardzo trudne, poznajemy po zapadaniu się w częstotliwości większej niż małej. Czy to ma negatywny wpływ na nasze nastroje?
[attachment=77200]
Wyśmiane buzie Snieshki i Froda temu zaprzeczają. Przecież od pół roku cieszymy się na te chwile i jakieś nieplanowane głębienie dziur w śniegu nam tego nastroju nie zepsuje. Warunki śniegowe nas zmuszają do jednej korekcji. Zimowy szlak prowadzi po samej granicy i co za tym idzie? Zaproszenia do górskiej huśtawki nie da się odmówić. Zwłaszcza w okolicy Bugaja. Czy jest lepiej na huśtawce, ale krócej lub równo, ale dłużej na zakosach?
[attachment=77201]
Obie trasy mają swój urok. Lubię tutaj dreptać. Raz po raz odkrywają się dalekie widoki. Nie są wymarzone, te będą dopiero jutro, ale lepiej coś niż wcale.
[attachment=77202]
O czym myślał Pedro, tego nie wiem. Dla mnie było ważne, że Przegibek był z tego miejsca już osiągalny. Nawet Racza dała o sobie wiedzieć. Nie podarowała nam widoków z wierzchołka i dlatego teraz się z nas śmieje w oddali.
[attachment=77203]
Bibowy zegar zatrzymujemy na 16:30 i 12 km. Wydaje się, że tych 7 godzin szliśmy powoli, ale kuśtykanie w dziurach i częste postoje przy wodopuju nie pozwalają na byle jakie wyczyny.
[attachment=77204]
Wieczór wypełniamy regeneracją sił i integracją rodzinną. Nawet robimy jeden wyjątek i oglądamy telewizor. Trzeba. W programie jest skakanie chłopców z nartami do śniegu. Mała ekipa rozrasta się o kolejnego członka. PJack kończy przy nas późnym wieczorem swoje indywidualne dreptanie po okolicy.
[attachment=77205]
Zasłonięte twarze Tratiny i Snieshki dają nam dobranoc na dzisiejszy dzień.
cdn. ...od Przegibka po Krawców Wierch


)

