Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Beskid Żywiecki rozpoczyna drugą dekadę - marzec 2017
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Motto (dedykacja własna dla GŚ): "Człowiek, dziesięciolatek, wstaje ze swych maminych pieleszy, wydostaje się z pod tatusiowych ochronnych rąk i rozpoczyna stawiać własne kroki. Przed nim najładniejszy życiowy okres, okres dojrzewania. Czy tak jest też z Tobą, Górski Świecie? Z jakiego materiału jesteś stworzony? Dożyjesz kolejnego etapu, etapu dorosłości? Moim zdaniem wszystko zależy od forumowiczów, tych z dłuższym stażem, żeby wytrwali w swej górskiej wierze i też od tych nowych, żeby nie bali się nawiązać do wytyczonej drogi. Górski Świecie, życzę Ci do drugiej bibowej dekady sporo aktywnych w pisaniu forumowiczów i jeszcze więcej spotykających się bibowiczów."

To już dziesięć lat, kiedy pierwsi pionierscy bibowicze postanowili rozpocząć kolejny etap życia forumowego. Z wirtualnych pogawędek przeszli do wspólnego dreptania po kopcach. Co potem nastąpiło, można przeczytać w niemal 7 tys. tematach. Wtedy to była królowa Beskidu Żywieckiego, teraz jej niedaleko stojące towarzyszki jednakowego pasma górskiego. I jak teraz było? Postaram się czytliwie opisać i przekazać w obrazkowych dokumentach.
Dane techniczne:
DOBA : 2. 3. - 5. 3. 2017
PRZESTRZEŃ: Beskid Żywiecki, od Raczy po Lipowską (BŻ)
OBIEKT (do spania): Schroniska na - Przegibku, Krawcowym Wierchu, Hali Lipowskiej
ODLEGŁOŚĆ: 12 km, 20 km, 12 km, 13 km
PODEJŚCIA/ZEJŚCIA: 726/272 m, 958/969 m, 554/422 m, 367/1124 m
CZAS (według mapy): 3:20 godz., 6:35 godz., 3:25 godz., 2:40 godz.
OSOBY:
- forumowe - Frodo, JarekRZ, Łukasz, Malwina, Mieciur, Michał DG, Pedro, PJack, Snieshka, Stasiu, TomaszRT, Tomtur, Tratina.
- goście - Dorota, Piotrek, Wojtek
- otarli się o nas - Grabarz, Kunlun i ich córka Lea

Dzień pierwszy, czwartek - mała ekipa

Mający wolne od pracy mogą rozpoczynać bibę już w czwartek. Ja jestem między nimi. Pedro zwija mnie i Froda z Dorotą w Bielsku. Trzeba dodać, że nowa dwójka wystartowała na bibę dzień wcześniej. Dojechać z Białystoku na południe wymaga wytrwałości i czasu w jeżdżeniu środkami publikacji pozamiejskiej. Bez zbędnych ceregili mkniemy do mieściny o nazwie Rycerka i tam doklejają się do nas z drugim radiowozem zacne forumowiczki Tratina ze Snieshką w adoracji męża, kierowcy, trenera i radcy prawnego w jednej osobie - Wojtka. Pojazdy samochodowe wykorzystujemy do samej krajności. Na szczęście na Raczę nie są drogi do tego typu pojazdów przystosowane i dlatego trzeba nam wysiadać w Rycerce Górnej na parkingu Pod Raczą. Pedro i Wojtek muszą zabezpieczyć swoje pojazdy na wytyczonych parkingach i dlatego pozostała piątka swym startem spuszcza zegar odmierzający bibowy czas. Mamy 9:30 i zero metrów.
[attachment=77192]
Pierwszym naszym zadaniem jest wydreptanie się na wierzchołek Wielkiej Raczy. Zwłaszcza zaliczenie 400 m przewyższenia otestuje nasze główne parametry cielesne - temperatura, ciśnienie, tętno i frekwencję oddychania - czy przypadkiem nie zaznały zmian po zimowym ogrzewaniu fotelu domowego (mówię za siebie). Idziemy sprawnym tempem. To jasne, mam w ekipie pełno zaawansowanych sportowców. Śnieg na chodniku jest należycie udreptany i na razie nam nie przeszkadza w ruchu do przodu.
[attachment=77193]
Wyżej wchodzimy w chmury i biorę do świadomości, że nici z dzisiejszych widoków na Raczy. Na grani przed schroniskiem ledwo widzę na odległość dwu bibowiczek.
[attachment=77194]
Dla mnie pocieszająca informacja. Jutro będzie lepiej. No, pozostaje mi sprawdzić, jak się ma ku prawdziwości twierdzenie Tomtura, że schronisko bywa ogrzane i nawet można oglądać widoki, jak z filmów 18+. O 11:15 z lekkim dreszczykiem w oczekiwaniu przyjemnych uczuć wchodzę do schroniska. Dreszczyk nie zamienia się w euforię, ale w regularny wstrząs od zimna. W kominku nie goreje żadne ognisko. Ziąb jest ten sam, kiedy tutaj jestem. Co do erotycznych scen, to też mogę sobie zostawić chęci na inną okazję. O saunie wiem tylko, że kosztuje 60 zł/godz. Żadne gołe panienki z niej na pewno dzisiaj nie wyskoczą. Tomtur był chyba w innym schronisku. Po czasie dochodzą nasi kierowcy.
[attachment=77195][attachment=77196]
Dla porównania mogę tutaj przedstawić inną ekipę z roku 2010. Kto ich jeszcze zna? Wielka Racza osiągnięta. Trzeba jakoś pozbierać siły na kolejny etap. Spanie mamy na Przegibku i nie wiemy co nas czeka po drodze. Trochę dzień wcześniej pocukrowało i nie wiemy co kryje się pod świeżym śniegiem.
[attachment=77197][attachment=77198]
Szykujemy się do wyruszenia na kolejny odcinek trasy. Pozwolę sobie porównać, jak szykowaliśmy się przed 7 laty i teraz. Wtedy było lepiej, jednak nastroje takie same. Poznać prawdziwych górali, ci się cieszą nawet z chwil, kiedy w górach odbywa się czarcie wesele. Chwilę po zejściu z Raczy osiągamy dolny pułap chmur. Jest nadzieja, że coś będzie dzisiaj widać niż tylko tył osobnika idącego przed nami.
[attachment=77199]
Zmieniamy też styl poruszania się na szlaku. Trzeba rygorystycznie trzymać się wyjeżdżonego/wydreptanego chodnika. Krok w bok i od razu nam wystają nogi tylko od kolan do góry. Że to jest zadanie bardzo trudne, poznajemy po zapadaniu się w częstotliwości większej niż małej. Czy to ma negatywny wpływ na nasze nastroje?
[attachment=77200]
Wyśmiane buzie Snieshki i Froda temu zaprzeczają. Przecież od pół roku cieszymy się na te chwile i jakieś nieplanowane głębienie dziur w śniegu nam tego nastroju nie zepsuje. Warunki śniegowe nas zmuszają do jednej korekcji. Zimowy szlak prowadzi po samej granicy i co za tym idzie? Zaproszenia do górskiej huśtawki nie da się odmówić. Zwłaszcza w okolicy Bugaja. Czy jest lepiej na huśtawce, ale krócej lub równo, ale dłużej na zakosach?
[attachment=77201]
Obie trasy mają swój urok. Lubię tutaj dreptać. Raz po raz odkrywają się dalekie widoki. Nie są wymarzone, te będą dopiero jutro, ale lepiej coś niż wcale.
[attachment=77202]
O czym myślał Pedro, tego nie wiem. Dla mnie było ważne, że Przegibek był z tego miejsca już osiągalny. Nawet Racza dała o sobie wiedzieć. Nie podarowała nam widoków z wierzchołka i dlatego teraz się z nas śmieje w oddali.
[attachment=77203]
Bibowy zegar zatrzymujemy na 16:30 i 12 km. Wydaje się, że tych 7 godzin szliśmy powoli, ale kuśtykanie w dziurach i częste postoje przy wodopuju nie pozwalają na byle jakie wyczyny.
[attachment=77204]
Wieczór wypełniamy regeneracją sił i integracją rodzinną. Nawet robimy jeden wyjątek i oglądamy telewizor. Trzeba. W programie jest skakanie chłopców z nartami do śniegu. Mała ekipa rozrasta się o kolejnego członka. PJack kończy przy nas późnym wieczorem swoje indywidualne dreptanie po okolicy.
[attachment=77205]
Zasłonięte twarze Tratiny i Snieshki dają nam dobranoc na dzisiejszy dzień.

cdn. ...od Przegibka po Krawców Wierch Smile
Dobra lektura na późny wieczór Smile
i Stasiu też nowe miary odległości wynajduje... odległość dwóch bibowiczek... hm... ciekawe, czy to kiedyś z wagą lub wzrostem jeszcze wspólnego mieć będzie? Smile czekam również... i zazdraszczam... Smile
Czytadło w Austrii Smile
Oj Stasiu, Stasiu, Ty to potrafisz pięknie opowiadać Smile

Dla Forum była to 10 rocznica pierwszego spotkania, a dla mnie 7 Smile
To właśnie tam - w drodze na Przegibek w 2010 roku spotkałam Was - wspaniałych Forumowiczów po raz pierwszy Smile i od tego wszystko się dla mnie zaczęło: wyjazdy, spotkania, długie rozmowy, zakwasy... -> wspaniały czas Smile
Aż łza się w oku kręci...

Za co bardzo Ci dziękuję Stasiu Smile Bo czasem bardzo lubię wracać do tamtych chwil Smile

Pozdrawiam Smile i już nie mogę się doczekać na kolejną część opowieści..
Dzień drugi, piątek - średnia ekipa

Rano wstajemy z kuropieniem. Faktycznie kogut ze swoją świtą wesoło biega po wytopionym od śniegu miejscu. Na śniadanko kosztujemy wyroby jego pań.
[attachment=77207]
Ekipa rozrasta się o kolejnych bibowiczów. Zahaczają o nas Grabarz, Kunlun i ich córka. Wszyscy są w należytym humorze. Dlaczego by nie, kiedy była nam na dzisiejsze dreptanie dana najładniejsza pogoda.
[attachment=77208]
Jeszcze foto ekipy w pełnym składzie i możemy wyruszyć. Czas bibowy 9:15. Rozmyślam co nas czeka na trasie. Mamy sporo do przejścia i zapadanie się w śniegu od kolan w dół nie napaja mnie optymizmem. Jednak jest dobrze. Śnieg trzyma i widoczność jest dzisiaj na całą ekipę.
[attachment=77209]
Utrzymać jednak takie niestabilne ciało, jak bibowicze, w kadrze aparatu, to nie lada wyczyn. Zwłaszcza, że gdzieś wciąż uciekają. Najtrudniejszy technicznie odcinek dzisiejszej trasy jest zaraz na początku. Trzeba wyjść na grzbiet pod Banią a tu chodnik wyślizgany w postaci równi pochyłej.
[attachment=77210]
Trawersowanie czegoś takiego bez szpilek groziło upadkiem. Kto zna z fizyki prawo o bezwładności ciała, ten wie, jak trudno jest manewrować między drzewami, kiedy się zjeżdża na tyłku lub co gorsza na plecach, otaczając się wokół pionowej osi. Bez uszczerbku na zdrowiu, dochodzimy do grani i tam się kończą nasze największe problemy. Szlak znów prowadzi wariantem huśtawkowym (słowackim). Po dwu, czy trzech zhuśtach, otwiera nam się widok na dzisiejszy najwyższy cel - Rycerzową W. (1226 m).
[attachment=77211]
Widoki jednak nie były tylko na pobliskie kopczyki, ale też na te daleko na horyzoncie.
[attachment=77212]
Niektórzy wdzięcznie wypełniali przestrzeń przed górami, jak Grabarz i Kunlun, inni tworzyli sobie własną dokumentację, jak tutaj PJack. Czeka nas dopołodniowe podejście. Kolejne moje obawy, jak tam będzie, na szczęście się nie sprawdziły. Nawet bym nie powiedział, że to jakiś znaczny wyciskach tchu.
[attachment=77213]
Znów utrwalam tych trzech poprzednich bibowiczów, jako udokumentowanie podejścia na Rycerzową. Małżeństwo z jednakową aprobatą, PJack tym razem zaniechał robienia zdjęć i przybrał pozycję asekuranta wspinaczy, którzy mogli być porwani przez siłę grawitacyjną. Jesteśmy na wierzchołku i dzisiaj już wyżej nie będziemy. Trzeba ten wyczyn udokumentować całej górskiej rodziny.
[attachment=77214]
Na wierzchołku tylko krótki postój. Mamy jeszcze ostatnią możliwość zaliczyć się do grona hardcorowców i dojść na Krawców przez Oszast. Jednak, kto by chociaż muknął o tym wariancie, zostałby wytarzany w śniegu na goło przez pozostałych. Zew schroniska był silniejszy.
[attachment=77215]
No i Frodo by nie miał możliwości wyręczyć Tomtura i wyliczyć po kolei wszystkie kopczyki uczestnikom wycieczki.
[attachment=77216]
Jednak nie ma lepszego pejzażu górskiego, jak przybliżające się schronisko z wonią palonego drzewa. Dla mnie jeszcze jeden bonus na więcej - puste schroniska. Na zegarze bibowym jest odmierzony zenit słońca i my rozsiadamy się wygodnie w jadalni bacówki. Pogoda nas rozpieszcza i nikomu nie chce się kontynuować dalszego dreptania. Gdyby przed bacówką były rozłożone leżaki, jestem przekonany, że jeszcze dzisiaj tam leżymy. Grabarz i Kunlun sprawdzili nasze możliwości poruszania się po górach i zdecydowali, że dalej możemy dreptać już bez ich asystencji. Z tego powodu nas pozostawiają swemu losowi i żegnają się z nami. Dla nas jest jasny kolejny cel. Zejść do Soblówki.
[attachment=77217]
Na Hali Rycerzowej jeszcze parę widoków i na jakiś czas zanurzamy się w las. Kierunek - cywilizacja. Raczej powiedzieć - dopełnienie zasobów.
[attachment=77218]
Cywilizacja na nas działa otumaniająco. Każdy znający trasę wie, że start na Krawców jest umieszczony w Glince. Żeby tam dotrzeć są dwie warianty. Po drodze, z możliwością użycia środków lokomocji innych niż własne nogi lub przejście grzbiecikiem z dodatkowym wydrałowaniem 120 m. Przyznam, że chcieliśmy się z tego wymigać, ale byliśmy tak niezdecydowani, że aż dwa autobusy nam przejechały koło nosa. Chyba opatrzność tak chciała i dlatego nam nic nie pozostał, jak zahaczyć o ten grzbiecik.
[attachment=77219]
Za swoją niezłomną wiarę w chodzeniu po kopcach byliśmy należycie wynagrodzeni widokiem na końcową fazę naszej wycieczki.
[attachment=77220][attachment=77221]
Kubiesówka i Długi Groń czekały w pogotowiu, żeby nam dostojnie umilić chwile nim dojdziemy do Krawcowego. Kubiesówka później serwiruje wypocinowe podejście a Długi Gróń klasykę długich grzbietów, które są na końcu wycieczki. Idzie się w nieskończoność i za każdym przejściem jednego wzniesienia nie pojawia się wymarzony cel, ale pojawia się kolejne wzniesienie i tak aż do skrajności. Tak później będzie. Dostajemy też informację, że grupa rozpoznawcza w obsadzie dwa Tomasze i Jaro, już szturmują na wierzchołek Kubiesówki. My na razie mamy inny plan. W Glince uzupełnić uszczuplone zasoby wód mineralnych i innych produktów. Przed sklepem nie ma należytego miejsca na odpoczynek i dlatego, bez zwłoki, w miarę szybko wgryzamy się do betonowej drogi.
[attachment=77222]
Jednak chodzenie po górach nie wyznacza się samotnym poruszaniem się z punktu A do punktu B. Nieodzowną częścią jest też chwila na odpoczynek. I właśnie gdzieś blisko pod wierzchołkiem Kubiesówki zarządzamy postój przy wodopoju. Należycie uzupełnieni witaminą B, wyruszamy dalej. Jak już było powiedziane, Długi Groń wcale nie tracił na swojej nazwie.
[attachment=77223]
Chociaż czas od czasu nam odkrywał jakieś widoki. Tutaj w dali pokazują się Tatry jak jakaś fata morgana. Tratina zauroczona tym zjawiskiem niemal nie skręciła we właściwym kierunku i poszła by prosto. Dobrze wiemy, jak kończą się podobne wyprawy na pustyni. Wszystko jest dobre, kiedy dobrze się kończy. Wskazówki na bibowym zegarze pokazują 17:15 i my widzimy, że bacówkę na Krawcowym nikt nie przeniósł w inne miejsce.
[attachment=77224]
Po 8 godzinach i 20 km w nogach jesteśmy należycie witani przez grupę rozpoznawczą, która w tym czasie na dobre rozgościła się w bacówce. Nawet ognisko było w kominku rozpalone. Prawie równocześnie do bacówki od strony Przełęczy Glinka docierają Michał i Piotrek. Oprócz personelu bacówki, nasza ekipa jest jedyna, co ponownie kwituję z wdziękiem.
[attachment=77225](foto 106)
Tym razem wieczór jest trochę urozmaicony. Oprócz jedzenia jest nam serwirowana przez jednego z obsługi prelekcja z wypraw - pieszej po Ukraińskich Karpatach i rowerowa po Czarnej Górze.
[attachment=77226]
Tylko nie wiem dlaczego Tratina do mnie nieustannie szturchała i przeszkadzała mi w oglądaniu. Szkoda tylko, że do wyświetlania trzeciej wyprawy - skiturowej w Dolomitach - zabrakło prądu i ja nie zobaczyłem tej, na którą się najwięcej cieszyłem. Jednak to nie było wszystko tego wieczoru. Koniec był przeznaczony dla naszej wirtuozki, Tratiny.
[attachment=77227]
Jednak te chwile były przeznaczone tylko dla wybranych, tych, co nie zmogły dzisiejsze górskie zmagania.
Jeszcze raz powróćmy do miejsc pod Rycerzową
[attachment=77228]
Ekipa w składzie większym niż małym życzy dobrej nocy.

cdn. ...od Krawcowego po Lipowską
Stasiu,
relacje czytam z wielką przyjemnością,
ciesze się też bardzo ze zdjęć, które zrobiłeś Smile
Było nam bardzo miło z Wami wędrować.
Mam nadzieję, że następnym razem uda nam się z Wami pobyć dłużej.
Lea jest zachwycona i pytała kiedy znowu pojedziemy z Wami na wycieczkę Smile
Dzięki za miłe przywitanie Smile
Cieszymy się że mogliśmy z wami chociaż ten krótki kawałek trasy przejść, i na pewno jeszcze się zobaczymy...

Czekamy na dalszy ciąg relacji ok

(chyba pisaliśmy z żoną w jednym czasie giggle)
Tego dnia razem z nami wędrował także Maniek giggle (mam nadzieję, że dobrze zapamiętałem imię) - obserwował wszystko z bocznej kieszeni plecaka - prosimy o zdjęcie Wink
OK. Smile
Mamy zdjęcia Mańka, jak tylko wrócę do domu, to zaraz
z wielką przyjemnością zamieszczę je na forum Smile
Oto Maniek podróżnik Smile
[attachment=77229] - Maniek pod Kościelcem
[attachment=77230] - Maniek na Małej Fatrze
[attachment=77231] - Maniek na Polanie Olczyskiej
[attachment=77232] - Maniek na Grzesiu
Ooooo Łaaaał Smile
Brawa za Grzesia - zimowe warunki - Maniek wymiata ok
Muszę to moim maluchom pokazać. Cena może być wysoka, mam nadzieję, że nasz pluszowy pies, wielkości żywego Labradora, nie będzie chciał chodzić po górach Cool
Cieszymy się, że Maniek się podoba,
najbardziej Lea Smile
Pozdrowienia dla dzieciaków Smile
A gdzie Maniek w Żywieckim. uhm
Proszę bardzo Smile
[attachment=77233] - Maniek w drodze z Przegibka na Rycerzową Smile
Stron: 1 2 3
Przekierowanie