Dzień trzeci, sobota - duża ekipa
Rano ekipa niecierpliwie czeka na otwarcie okienka w bufecie.
[
attachment=77234]
Jakoś wszystkim wytrawiło. Ciekawe po czym. Dzisiaj nie trzeba się tak śpieszyć, jest tego mniej do chodzenia. Na odchodne zbiórka przed bacówką i wspólne foto. Tylko jakieś takie inne.
[
attachment=77235]
Bibowicze przed mój aparat wystawili tyły. Nie chcieli się prezentować na całego i dlatego nieobecni mogą zgadywać kto jest kto. Zegar bibowy odbija 10:00. My w nogi. Bacówkę na Krawcowym pozostawiamy tak, jak ją zastaliśmy i wyruszamy na podbój innych zajezdni.
[
attachment=77236]
Ekipa dzisiaj zrobiła się spora. Trudno będzie zamieścić wszystkich w kadrze i zarówno utrwalić jakąś myśl. Kiedy przeprawiliśmy się przez Halę Krawcula, gdzie poznaliśmy co to jest rozmiękły śnieg, wyszliśmy na prostą i tam już było dobrze.
[
attachment=77237]
Taki długi wężyk drepczących bibowiczów już długo nie utrwaliłem. Pomyślałem, że jednak nie jest źle. Sporo ludzi się przewinęło na bibach przez te 10 lat. W tym miejscu muszę wspomnieć na dwie osoby, które były obecne na tej pierwszej bibie i na tej obecnej. Jest nim Pedro i Tomtur. Zasługują na uznanie. Wytrzymali już tak długo. Pedro, jako administrator, chociaż swój pobyt tutaj ma jako niby z tytułu swej funkcji, jednak trzeba przytoczyć fakt, że dzięki niemu GŚ wznikł i trzymie się dzięki jego ofiarności tyle lat. Bez niego nie będzie GŚ. Drugi osobnik - Tomtur - ten, którego znam najdłużej i najwięcej z nim przedreptałem Góro-Światowej przestrzeni. Był, jest niech zawsze będzie duszą towarzystwa. Tam gdzie on się znajdywał, tam zawsze było wesoło i nie było nudno. Szkoda tylko, że nie mogę wystawić oceny na innych pierwotnych bibowiczów. Jedni nie mogli przyjść z obiektywnych przyczyn, inni jak w powieści Przeminęło z wiatrem. Byli, wstąpili nam do życia i potem się ulotnili. Jednak trzeba ten wątek zakończyć optymistycznie. Na teraźniejszej bibie było sporo uczestników. Kto z nich będzie pod znakiem GŚ dreptać na podobnej bibie za kolejnych 10 lat? Zwłaszcza, że Tomtur nieustannie roznosi pozytywną energię na pojedynczych postojach w trasie.
[
attachment=77238]
Pierwszym naszym celem jest dojście do Przełęczy Bory Orawskie. Nim tak się stanie, mamy możliwość ponownie patrzeć z wdziękiem na okoliczne widoki. Na pierwszym planie kusi swymi proporcjami same Pilsko. Wydaje się być blisko i zarówno nieosiągalnie.
[
attachment=77239]
Ja utrwaliłem Michała, jak utrwalał tą ładną pokusę. Przyznam, że ciągło mnie tam, ale kiedy serce nie daje rady, wtedy mózg musi zainterweniować.
[
attachment=77240]
Kiedy rozmyślałem, jak opisać to zdjęcie z Tratiną, popatrzyłem do mapy co to właściwie widać i byłem zaskoczony ile tych hal tam jest wyznaczonych. Jest ich aż sześć: Rysianka, Lipowska, Bieguńska, Gawłowska, Bacmańska i Retykalna.
[
attachment=77241]
Kiedy Tratina pozowała przed 6 halami, w ten czas Snieshka wypatrywała siną dal. Więcej konkretów nie znam. Ponoć do arbuza i głowy kobiety nie widać. Na kolejnym postoju, kolejne zdjęcie.
[
attachment=77242]
Chciałem trochę przybliżyć osobę, która była dotychczas jakby opomijana i przy tym dreptała z nami od samej Rycerki. Dorota, szła odważnie ze swoją skórą na targowisko i pierwszy puściła się z nami na wyprawę. Jest w niej górski potencjał i mam nadzieję, że raz zasili nasze szeregi i nie będzie brana tylko jako osoba towarzysząca Frodowi. Umilanie sobie trasy takimi momentkami dochodzimy do miejsca - Bory Orawskie - gdzie trzeba zadecydować, jakim szlakiem pójdziemy na Rysiankę. Szkoda, że tego momentu nie utrwaliłem. Doszło do groteskowej sytuacji. Z początku nie było wiadomo kto chce iść przez Trzy Kopce i kto na wskroś. Nawet to wyglądało tak, że Ci co chcieli iść przez 3Kopce, to poszli na wskroś i Ci co na wskroś (ja) przez 3Kopce. Ostatecznie przez 3Kopce poszła czwórka w obsadzie ja, PJack i Frodo z Dorotą.
[
attachment=77243]
Dlatego też oni aż po dni ostateczne zostali w ten moment utrwaleni na 3Kopcach. Reszta grupy poszła na wskroś i miała ten przywilej, że po drodze zwinęli kolejnych bibowiczów Mieciura i Malwinę. Rozdwojenie uczestników zamieniło dojście na Rysiankę w zawody na dochodzenie. Kto będzie tam pierwszy? My czy oni.
[
attachment=77244]
Kiedy robiłem to zdjęcie już na hali, zauwżyłem, że z boku podchodzą resztki grupy wskrosiowej. Był to jej tylny wój z zasobami. Oznaczało to, że główna grupa znów takiego fora nie miała. Dogoniłem też Malwinę.
[
attachment=77245]
Dziewczyna należy też etosu naszych wypraw. Prawie w 2010 roku była z nami pierwszy raz na bibie w Żywieckim. Fajne wspomnienia. Przed schroniskiem dopadam jeszcze Jaro.
[
attachment=77246]
Tylko nie wiem co miał taką kwaśną minę przy takiej pogodzie. Chyba trapiło go choróbstwo, które teraz trapi mnie, kiedy piszę te zdania. Reszta grupy już spokojnie odpoczywała na ławeczkach odświeżając się napojem turysty.
[
attachment=77247]
Dziwne, że siedzieli na polu/dworze/placu, kiedy mieliśmy zamiar trochę skonsumować wyrobów oferowanych w schronisku. Później poznałem. Rysianka zawsze taka jest. Dom pełny i jeszcze więcej. Kolejka przy bufecie poruszała się ślimaczym tempem. Nie, nie będę czekał. Prędzej się chyba orzeźwię, jak dojdę na Lipowską.
[
attachment=77248]
I tak też było. O 14:30 wskazówki zegara bibowego zatrzymują się, kiedy dochodzimy do Lipowskiej. 4,5 godz. i 12 km w nogach. Tyle zapisujemy na dzisiaj. Na LIpowskiej całkiem inny nastrój. Spokojnie i pusto. Od razu inaczej się konsumuje podane potrawy.
[
attachment=77249]
Widać, że nam wygłodniało. Po takim obiedzie nastąpiła długa biesiada, na której wspominano różne przeżycia bibowe przez okres 10 lat. Niektórzy nawet sobie zarządzili popołudniową drzemkę. Wtedy też dochodzi ostatni bibowicz, który zamyka długą listę uczestników. Łukasz. Ostatnio nie ma dla nas zbytnio czasu, ale otrzymał pochwałę, że i w takim rozpołożeniu, myślał na nas i odwiedził nas.
[
attachment=77250]
Jaro pokazuje, kto jest gierojem bibowym i zarówno życzy dobranoc.
cdn. ...Lipowska - Rajcza