02-07-2016, 09:56 AM
Wreszcie nadszedł czas długo wyczekiwanego wyjazdu w Tatry na kilka dni (nie, nie pomyliłem tematu
). Po porannej pobudce w Zakopanem, jednak należało się mocno zastanowić, gdyż za oknem szalała burza i lało jak z cebra, a prognozy na dzisiejszy dzień wcale nie napawały optymizmem. Aż tu nagle padła propozycja od Doroty: a jaka jest pogoda w Pieninach? Może tam dziś wyskoczymy? 
Szybkie sprawdzenie i już po spakowaniu rzeczy pędzimy na przystanek. Na dworcu zakopiańskim szybkie zakupy na drogę i już jedziemy busem do Nowego Targu. Tam dopisuje nam szczęście i od razu łapiemy transport do Sromowców Niżnych. Po drodze widoków jak na lekarstwo, ale z czasem chmury się rozstępują i po dotarciu na miejsce naszą uwagę przykuwa szczyt, bardzo dobrze nam znany z różnych relacji. A mianowicie Trzy Korony, i właśnie tam zamierzamy dziś wejść.
[attachment=74212]
Idąc od przystanku końcowego w kierunku schroniska "Trzy Korony" mijamy po prawej malowniczo położony mostek przez Dunajec, po drugiej stronie którego jest teren słowacki. W schronisku jesteśmy jak na razie jedynymi klientami. Jako że nie zdążyliśmy zjeść porządnego śniadania, to zamawiamy po dużej porcji żurku, który nam bardzo smakuje.
Posiłek znacznie nam dodaje animuszu i z impetem ruszamy przed siebie żółtym szlakiem, który w 1 3/4 godziny
obiecuje zaprowadzić nas na sam szczyt Okrąglicy. Na początek przemierzamy śliczny wąwóz, a chmury już zupełnie znikają i mamy ponad głowami błękit.
[attachment=74213]
Słońce zdecydowanie zaczyna przygrzewać, więc z ulgą wkraczamy do lasu. Wreszcie zaczyna się też podejście. Nie nazwałbym go męczącym ani mozolnym, ot po prostu się nabiera wysokości. Dopiero łapiemy przyzwoity rytm wdrapywania się, a tu już niespodziewanie wita nas rozgrzana w słońcu Przełęcz Szopka, na której dostrzegamy kilku turystów.
[attachment=74214]
Po krótkiej pogawędce kontynuujemy marsz i znowu nie udaje nam się zmęczyć, bo niemal od razu pojawia się budynek kasy i musimy uiścić opłatę za możliwość wejścia na szczyt Okrąglicy. Nawet po dłuższej górskiej przerwie wchodzi się tu lekko i przyjemnie. Parę minut pod górę po żelaznych schodach i już na nim jesteśmy. Na samej górze trochę wieje i jest dosyć tłoczno, ale widoki naprawdę kapitalne, w szczególności pięknie prezentuje się Dunajec.
[attachment=74215][attachment=74216][attachment=74217][attachment=74218][attachment=74219]
Szybkie spojrzenie w stronę Zakopanego, ale Tatry zasłonięte chmurami i nie chcą nam się pokazać. Czas na zdjęcia i trzeba schodzić, robiąc miejsce kolejnym zdobywcom Trzech Koron.
Na polanie Kosarzyska jeszcze decydujemy się odbić na chwilę niebieskim szlakiem i zobaczyć ruiny zamku Pieniny. Na Sokolice niestety nie ma czasu, gdyż bus odjedzie za półtorej godziny, więc niespiesznie schodzimy z powrotem do Sromowców Niżnych. Tam jeszcze mamy chwilkę na przekroczenie granicy państwowej i zakup dwóch "bażantów jasnych" w pierwszych lepszych "Potravinach". No to jedziemy. W drodze powrotnej widoki niesamowite, zamek w Niedzicy, zalew Czorsztyński... Jeszcze tu kiedyś na pewno wrócimy
). Po porannej pobudce w Zakopanem, jednak należało się mocno zastanowić, gdyż za oknem szalała burza i lało jak z cebra, a prognozy na dzisiejszy dzień wcale nie napawały optymizmem. Aż tu nagle padła propozycja od Doroty: a jaka jest pogoda w Pieninach? Może tam dziś wyskoczymy? 
Szybkie sprawdzenie i już po spakowaniu rzeczy pędzimy na przystanek. Na dworcu zakopiańskim szybkie zakupy na drogę i już jedziemy busem do Nowego Targu. Tam dopisuje nam szczęście i od razu łapiemy transport do Sromowców Niżnych. Po drodze widoków jak na lekarstwo, ale z czasem chmury się rozstępują i po dotarciu na miejsce naszą uwagę przykuwa szczyt, bardzo dobrze nam znany z różnych relacji. A mianowicie Trzy Korony, i właśnie tam zamierzamy dziś wejść.
[attachment=74212]
Idąc od przystanku końcowego w kierunku schroniska "Trzy Korony" mijamy po prawej malowniczo położony mostek przez Dunajec, po drugiej stronie którego jest teren słowacki. W schronisku jesteśmy jak na razie jedynymi klientami. Jako że nie zdążyliśmy zjeść porządnego śniadania, to zamawiamy po dużej porcji żurku, który nam bardzo smakuje.
Posiłek znacznie nam dodaje animuszu i z impetem ruszamy przed siebie żółtym szlakiem, który w 1 3/4 godziny
obiecuje zaprowadzić nas na sam szczyt Okrąglicy. Na początek przemierzamy śliczny wąwóz, a chmury już zupełnie znikają i mamy ponad głowami błękit. [attachment=74213]
Słońce zdecydowanie zaczyna przygrzewać, więc z ulgą wkraczamy do lasu. Wreszcie zaczyna się też podejście. Nie nazwałbym go męczącym ani mozolnym, ot po prostu się nabiera wysokości. Dopiero łapiemy przyzwoity rytm wdrapywania się, a tu już niespodziewanie wita nas rozgrzana w słońcu Przełęcz Szopka, na której dostrzegamy kilku turystów.

[attachment=74214]
Po krótkiej pogawędce kontynuujemy marsz i znowu nie udaje nam się zmęczyć, bo niemal od razu pojawia się budynek kasy i musimy uiścić opłatę za możliwość wejścia na szczyt Okrąglicy. Nawet po dłuższej górskiej przerwie wchodzi się tu lekko i przyjemnie. Parę minut pod górę po żelaznych schodach i już na nim jesteśmy. Na samej górze trochę wieje i jest dosyć tłoczno, ale widoki naprawdę kapitalne, w szczególności pięknie prezentuje się Dunajec.

[attachment=74215][attachment=74216][attachment=74217][attachment=74218][attachment=74219]
Szybkie spojrzenie w stronę Zakopanego, ale Tatry zasłonięte chmurami i nie chcą nam się pokazać. Czas na zdjęcia i trzeba schodzić, robiąc miejsce kolejnym zdobywcom Trzech Koron.
Na polanie Kosarzyska jeszcze decydujemy się odbić na chwilę niebieskim szlakiem i zobaczyć ruiny zamku Pieniny. Na Sokolice niestety nie ma czasu, gdyż bus odjedzie za półtorej godziny, więc niespiesznie schodzimy z powrotem do Sromowców Niżnych. Tam jeszcze mamy chwilkę na przekroczenie granicy państwowej i zakup dwóch "bażantów jasnych" w pierwszych lepszych "Potravinach". No to jedziemy. W drodze powrotnej widoki niesamowite, zamek w Niedzicy, zalew Czorsztyński... Jeszcze tu kiedyś na pewno wrócimy

[
A był kawałek za schroniskiem starszy Pan, który sprzedawał wyroby drewniane własnej roboty, piękne rzeczy robił (kupiłem rodzicom ptaka z rozłożonymi skrzydłami) Na pewno warto tam wracać, chociaż by po to żeby zwiedzić zamek w Niedzicy, warto!