20-01-2016, 08:41 PM
Polednik - uszy skierowane na zachód
Kolejnym miejscem, które chciałbym opisać są odwiedziny góry Poledník 1315 m, która na kilkanaście lat była tajemniczą górą. Najlepszym punktem wyjściowym jest o niewiele mnie tajemnicza wioska Prášily. Żeby się do niej dostać trzeba zjechać z głównej drogi i około 4 km jechać otwartą pustą krainą. Bardzo mi to przypomniało Bieszczady. Kto ma większą fantazję i patrzy na amerykańskie horrory, to niektóre zaczynają tak, jak bohater jedzie pustą krainą i potem skręci na polną drogę, gdzie jest jeszcze więcej pusto i przyjedzie do niby bezludnej wiochy. Tam zaczynają potem odgrywać horrowe sceny. Tak ja się czułem. Do Prašil jeździ w tygodniu trzy razy autobus, w letnim sezonie jeszcze jest dodany cyklobus. Inaczej trzeba autkiem. Przed II WŚ wioska i z przyległymi osadami miała około 1300 obywateli. Aż na kilkanaście Czechów sami Niemcy. Po skończeniu wojny wszystkich wysiedlono. Ludność napływowa nie miała powiązania z tymi górami i raczej doszło do kradzież poniechanego majątku. Osady zanikły i w samych Prašilach zniknęła cała infrastruktura. Co nie dokonali złodzieje, to dokonało wojsko. Od 1948 roku okolice były wcielone pod poligon wojskowy. Ludność (pozostało ich około 50) miała trudne warunki. Nikt nie mógł się swobodnie poza wioską poruszać. Za druty można było tylko wychodzić za pozwoleniem i pod nadzorem. Kiedy odbywały się ćwiczenia to dzieci nie mogły chodzić do szkoły (w Prašilach szkoła zanikła) i obywatele byli zdani na swoje zasoby. Poligon wojskowy pełnił jeszcze jedną uboczną funkcję. Jako by chronił przed ujawnieniem niedalekiego objektu wojskowego na Poledniku. Wioska była z trzech stron otoczona sygnałką.
[attachment=72569]
Z Prašil mam tylko jedno zdjęcie. Na nim widać to, co pozostało z kościoła. Taki sam los czekał też i normalne gospodarstwa. Dzisiaj Prašily starają się pełnić głównie rolę turystycznej osady. Może w letnim sezonie jest tutaj więcej turystów. Jednak kiedy ja tu byłem to sporo ich tu nie było. Raczej to wyglądało, że tych paru to potomkowie byłych wysiedlonych obywateli, którzy teraz przyjechali popatrzeć na miejsce, gdzie żyli ich dziadkowie lub rodzice. Jednak podobało mi się tu. Była tu gospoda i dostatek miejsc noclegowych. W Prašilach się nie zatrzymuję (dla mnie to nie jest czynność standardowa), ponieważ mnie czeka dzisiaj 28 km. Jak to tutaj bywa, piony są zastąpione poziomem i dreptaniem sobie jakichś beskidzkich 15 km tutaj niczego nie osiągniemy. Po drodze na Polednik mam w planie odwiedzić kolejne polodowcowe jezioro - Prašilské.
[attachment=72570]
Do jeziora można dwiema drogami. Turystyczną i rowerowo-inwalidzką. Ja wybieram turystyczną. Jezioro samo od siebie niczym się nie różni od pozostałych.
[attachment=72571]
Jest tutaj cisza i spokój. Tylko kaczki domagają się, żebym podzielił się z nimi drugim śniadaniem. Jestem jednak nieugięty. Jedzenie pozostawiam na Polednika w południe. Kawałek pod jeziorem kończy się "wygodna" trasa turystyczna i od teraz mnie czeka dreptanie rowerowym szlakiem.
[attachment=72572]
Z niecierpliwością wyczekuję co mi ten Polednik zaoferuje. Zwłaszcza, że po paru dniach zachmurzonej Szumawy, mam słoneczną pogodę i mogę liczyć na jako takie widoki. Las znów ubiera strój szpilkowy. Tylko coś mi w nim nie pasuje.
[attachment=72573]
Ta wieża nie jest drzewem martwego lasu. To jest ten dzisiejszy mój główny cel. Już nie mogę się doczekać. Co nowego z tajemniczej historii mi Polednik zaoferuje.
[attachment=72574]
Dochodzę do objektu, który formalnie 20 lat nie istniał. Z całego objektu pozostała tylko wieża widokowa, która pełniła funkcję radaru. Budynki obsługi były po przyjęciu przez park narodowy wyburzone. Jaka była historia tego miejsca? Polednik do końca II WŚ nie miał specjalnego znaczenia. Zalesiona góra nie miała nawet żadnej wieży widokowej. Dopiero po wybudowaniu żelaznej kurtyny. We wrześniu 1968 roku była zakończona budowa całego strategicznego objektu wojskowego pod nazwą TOPAS. Załoga prowadziła radiowy nasłuch o promieniu kilkaset kilometrów w kierunku południowym aż południowo-zachodnim. Takich miejsc nasłuchowych było na całej granicy z RFN pięć. W tym czasie wyposażenie elektroniczne było nowoczesne i mieściło się w drewnianej przybudówce widocznej w górnej części wieży. Z jednej strony warunki nasłuchowe były idealne, z drugiej jednak strony dostępność była utrudniona. Zwłaszcza zimą problematyczna. Trzeba przypomnieć, że to był objekt utajony, gdzie w mapach nie był w ogóle wyznaczony i drogi przebiegały inaczej. Zimą było raczej normalne, że pokrywa śnieżna wynosiła 2 m i więcej i na domiar jest to jedno z najchłodniejszych miejsc w republice. Temperatura zimą może być o 20 stopni niższa niż gdzie indziej. Obsługa zimą była często odcięta od świata i zdana na samych siebie do czasu, kiedy była zamieniona. Koszary obsługi były dopiero w Kaszperskich Górach (cca 25 km). Ochrona lotnicza (helikoptery) były umieszczone na lotnisku wojskowym w Zhůří (w linii prostej 15 km). Wieża ma 37 m wysokości, gdzie jest umieszczony taras widokowy. Trzeba do niego dotrzeć po 227 schodach. Widok jest całych 360 stopni. Za dobrych warunków pogodowych są widoczne Alpy. Ja nie miałem tego szczęścia.
[attachment=72575] - w dali na zachód widać najwyższy W. Jawor 1456 m (Gr. Arber)
[attachment=72576] - na południe dominanta W. i M. Roklan 1453 m i 1399 m (Gr. und Kl. Rachel)
Kiedy patrzę do aplikacji PeakFinder, to miał by być widoczny Dachstein (oddalony 180 km) i nawet takie znane góry jak Großvediger czy Gran Pilastro (oddalone ponad 230 i 270 km). No i to jest powód, żeby Polednika odwiedzić do doby kiedy sprawdzę czy to prawda. W drewnianych przybudówkach wieży znajduje się dzisiaj (3 piętra) muzeum.
[attachment=72577][attachment=72578]
Na koniec informuję, że w pobliżu jest też, już wcześniej wspominane, "awaryjne miejsce noclegowe". Po wymiecieniu wszystkich kątów i posileniu się (już bez kaczek) opuszczam to miejsce. Trzeba mi pełnić plan i odwiedzić jeszcze dalsze miejsca. Kolejnym jest góra zwana Oblík 122 m (Obły?). Chyba nie jest częstym celem turystów, ale ja tam miałem kolejny ślad.
[attachment=72579][attachment=72580]
Widoki były ładne. Polednik prezentował się w pełnej krasie. Powoli dzień schyla się ku końcowi. Trzeba myśleć na nocleg. Tradycyjnym asfaltem schodzę do cywilizacji. Po drodze odwiedzam jeszcze miejsca jak Javoří pila (Jaworza Piła).
[attachment=72581]
Miejsce Roklańskiego potoku, gdzie znaleziono stopy praczłowieka. W nowodobej historii stała tutaj piła, gajówka i później gospoda z miejscami noclegowymi. Od 1950 tu gospodarowali pogranicznicy 6. kompanii SG i przebiegała tutaj sygnałka. Dzisiaj to miejsce jest puste. Dalszym celem po drodze do miejsca noclegowego było odwiedzenie charakterystycznego dla Szumawy miejsca, jakich jest wiele. Wierzchołkowe torfowiska z jeziorkami. Tym razem to była Tříjezerní slať (Trójjeziorne torfowisko).
[attachment=72582]
Nie można wszystkiego tego piękna opisać, trzeba to widzieć. Po torfowisku przebiega ścieżka edukacyjna. No i ostatnim celem jest odwiedzenie byłej leśnej kaplicy - Hauswaldkapelle koło Srní.
[attachment=72583]
Pozostały tylko jej zarysy. Można zgadywać, kto ją zburzył. Obok jest ponoć lecznicze źródło na wzrok. Rzecz jasna, że wypróbowałem. Efekt jest taki, że będę musiał tutaj powrócić i kurację powtórzyć. Na koniec wędrówki jeszcze wypada wspomnieć o jednej kulturowo-technicznej pamiątce - kamienny most przez Vchynicko-Tetowski kanał.
[attachment=72584]
Jest ich na całym odcinku kanału 10. Nie będę już zanudzał. O 18:00 jestem we wiosce Srní o podobnych losach jak Prášily. Mam tutaj rezerwowany nocleg w jednym pensjonacie za ludowe ceny. Problemem jest jednak odwiedzić jakąś gospodę i posilić się. Wszystkie mną napotkane są zamknięte. Jedyny lokal to duży hotel. Nic mi nie pozostało, jak wykorzystać jego oferty. Ceny są nastawione dla turystów spoza żelaznej kurtyny. Kolacja jeszcze cenowo obstojna, ale 50 koron za napój turystyczny powoduje mi cierpkość w moich ustach. Jeszcze, że mają darmowe połączenie ze światem.
[attachment=72585]
Spod wieży widokowej na Poledniku pozdrawia Stasiu i nie wie czy jeszcze cdn...
Kolejnym miejscem, które chciałbym opisać są odwiedziny góry Poledník 1315 m, która na kilkanaście lat była tajemniczą górą. Najlepszym punktem wyjściowym jest o niewiele mnie tajemnicza wioska Prášily. Żeby się do niej dostać trzeba zjechać z głównej drogi i około 4 km jechać otwartą pustą krainą. Bardzo mi to przypomniało Bieszczady. Kto ma większą fantazję i patrzy na amerykańskie horrory, to niektóre zaczynają tak, jak bohater jedzie pustą krainą i potem skręci na polną drogę, gdzie jest jeszcze więcej pusto i przyjedzie do niby bezludnej wiochy. Tam zaczynają potem odgrywać horrowe sceny. Tak ja się czułem. Do Prašil jeździ w tygodniu trzy razy autobus, w letnim sezonie jeszcze jest dodany cyklobus. Inaczej trzeba autkiem. Przed II WŚ wioska i z przyległymi osadami miała około 1300 obywateli. Aż na kilkanaście Czechów sami Niemcy. Po skończeniu wojny wszystkich wysiedlono. Ludność napływowa nie miała powiązania z tymi górami i raczej doszło do kradzież poniechanego majątku. Osady zanikły i w samych Prašilach zniknęła cała infrastruktura. Co nie dokonali złodzieje, to dokonało wojsko. Od 1948 roku okolice były wcielone pod poligon wojskowy. Ludność (pozostało ich około 50) miała trudne warunki. Nikt nie mógł się swobodnie poza wioską poruszać. Za druty można było tylko wychodzić za pozwoleniem i pod nadzorem. Kiedy odbywały się ćwiczenia to dzieci nie mogły chodzić do szkoły (w Prašilach szkoła zanikła) i obywatele byli zdani na swoje zasoby. Poligon wojskowy pełnił jeszcze jedną uboczną funkcję. Jako by chronił przed ujawnieniem niedalekiego objektu wojskowego na Poledniku. Wioska była z trzech stron otoczona sygnałką.
[attachment=72569]
Z Prašil mam tylko jedno zdjęcie. Na nim widać to, co pozostało z kościoła. Taki sam los czekał też i normalne gospodarstwa. Dzisiaj Prašily starają się pełnić głównie rolę turystycznej osady. Może w letnim sezonie jest tutaj więcej turystów. Jednak kiedy ja tu byłem to sporo ich tu nie było. Raczej to wyglądało, że tych paru to potomkowie byłych wysiedlonych obywateli, którzy teraz przyjechali popatrzeć na miejsce, gdzie żyli ich dziadkowie lub rodzice. Jednak podobało mi się tu. Była tu gospoda i dostatek miejsc noclegowych. W Prašilach się nie zatrzymuję (dla mnie to nie jest czynność standardowa), ponieważ mnie czeka dzisiaj 28 km. Jak to tutaj bywa, piony są zastąpione poziomem i dreptaniem sobie jakichś beskidzkich 15 km tutaj niczego nie osiągniemy. Po drodze na Polednik mam w planie odwiedzić kolejne polodowcowe jezioro - Prašilské.
[attachment=72570]
Do jeziora można dwiema drogami. Turystyczną i rowerowo-inwalidzką. Ja wybieram turystyczną. Jezioro samo od siebie niczym się nie różni od pozostałych.
[attachment=72571]
Jest tutaj cisza i spokój. Tylko kaczki domagają się, żebym podzielił się z nimi drugim śniadaniem. Jestem jednak nieugięty. Jedzenie pozostawiam na Polednika w południe. Kawałek pod jeziorem kończy się "wygodna" trasa turystyczna i od teraz mnie czeka dreptanie rowerowym szlakiem.
[attachment=72572]
Z niecierpliwością wyczekuję co mi ten Polednik zaoferuje. Zwłaszcza, że po paru dniach zachmurzonej Szumawy, mam słoneczną pogodę i mogę liczyć na jako takie widoki. Las znów ubiera strój szpilkowy. Tylko coś mi w nim nie pasuje.
[attachment=72573]
Ta wieża nie jest drzewem martwego lasu. To jest ten dzisiejszy mój główny cel. Już nie mogę się doczekać. Co nowego z tajemniczej historii mi Polednik zaoferuje.
[attachment=72574]
Dochodzę do objektu, który formalnie 20 lat nie istniał. Z całego objektu pozostała tylko wieża widokowa, która pełniła funkcję radaru. Budynki obsługi były po przyjęciu przez park narodowy wyburzone. Jaka była historia tego miejsca? Polednik do końca II WŚ nie miał specjalnego znaczenia. Zalesiona góra nie miała nawet żadnej wieży widokowej. Dopiero po wybudowaniu żelaznej kurtyny. We wrześniu 1968 roku była zakończona budowa całego strategicznego objektu wojskowego pod nazwą TOPAS. Załoga prowadziła radiowy nasłuch o promieniu kilkaset kilometrów w kierunku południowym aż południowo-zachodnim. Takich miejsc nasłuchowych było na całej granicy z RFN pięć. W tym czasie wyposażenie elektroniczne było nowoczesne i mieściło się w drewnianej przybudówce widocznej w górnej części wieży. Z jednej strony warunki nasłuchowe były idealne, z drugiej jednak strony dostępność była utrudniona. Zwłaszcza zimą problematyczna. Trzeba przypomnieć, że to był objekt utajony, gdzie w mapach nie był w ogóle wyznaczony i drogi przebiegały inaczej. Zimą było raczej normalne, że pokrywa śnieżna wynosiła 2 m i więcej i na domiar jest to jedno z najchłodniejszych miejsc w republice. Temperatura zimą może być o 20 stopni niższa niż gdzie indziej. Obsługa zimą była często odcięta od świata i zdana na samych siebie do czasu, kiedy była zamieniona. Koszary obsługi były dopiero w Kaszperskich Górach (cca 25 km). Ochrona lotnicza (helikoptery) były umieszczone na lotnisku wojskowym w Zhůří (w linii prostej 15 km). Wieża ma 37 m wysokości, gdzie jest umieszczony taras widokowy. Trzeba do niego dotrzeć po 227 schodach. Widok jest całych 360 stopni. Za dobrych warunków pogodowych są widoczne Alpy. Ja nie miałem tego szczęścia.
[attachment=72575] - w dali na zachód widać najwyższy W. Jawor 1456 m (Gr. Arber)
[attachment=72576] - na południe dominanta W. i M. Roklan 1453 m i 1399 m (Gr. und Kl. Rachel)
Kiedy patrzę do aplikacji PeakFinder, to miał by być widoczny Dachstein (oddalony 180 km) i nawet takie znane góry jak Großvediger czy Gran Pilastro (oddalone ponad 230 i 270 km). No i to jest powód, żeby Polednika odwiedzić do doby kiedy sprawdzę czy to prawda. W drewnianych przybudówkach wieży znajduje się dzisiaj (3 piętra) muzeum.
[attachment=72577][attachment=72578]
Na koniec informuję, że w pobliżu jest też, już wcześniej wspominane, "awaryjne miejsce noclegowe". Po wymiecieniu wszystkich kątów i posileniu się (już bez kaczek) opuszczam to miejsce. Trzeba mi pełnić plan i odwiedzić jeszcze dalsze miejsca. Kolejnym jest góra zwana Oblík 122 m (Obły?). Chyba nie jest częstym celem turystów, ale ja tam miałem kolejny ślad.
[attachment=72579][attachment=72580]
Widoki były ładne. Polednik prezentował się w pełnej krasie. Powoli dzień schyla się ku końcowi. Trzeba myśleć na nocleg. Tradycyjnym asfaltem schodzę do cywilizacji. Po drodze odwiedzam jeszcze miejsca jak Javoří pila (Jaworza Piła).
[attachment=72581]
Miejsce Roklańskiego potoku, gdzie znaleziono stopy praczłowieka. W nowodobej historii stała tutaj piła, gajówka i później gospoda z miejscami noclegowymi. Od 1950 tu gospodarowali pogranicznicy 6. kompanii SG i przebiegała tutaj sygnałka. Dzisiaj to miejsce jest puste. Dalszym celem po drodze do miejsca noclegowego było odwiedzenie charakterystycznego dla Szumawy miejsca, jakich jest wiele. Wierzchołkowe torfowiska z jeziorkami. Tym razem to była Tříjezerní slať (Trójjeziorne torfowisko).
[attachment=72582]
Nie można wszystkiego tego piękna opisać, trzeba to widzieć. Po torfowisku przebiega ścieżka edukacyjna. No i ostatnim celem jest odwiedzenie byłej leśnej kaplicy - Hauswaldkapelle koło Srní.
[attachment=72583]
Pozostały tylko jej zarysy. Można zgadywać, kto ją zburzył. Obok jest ponoć lecznicze źródło na wzrok. Rzecz jasna, że wypróbowałem. Efekt jest taki, że będę musiał tutaj powrócić i kurację powtórzyć. Na koniec wędrówki jeszcze wypada wspomnieć o jednej kulturowo-technicznej pamiątce - kamienny most przez Vchynicko-Tetowski kanał.
[attachment=72584]
Jest ich na całym odcinku kanału 10. Nie będę już zanudzał. O 18:00 jestem we wiosce Srní o podobnych losach jak Prášily. Mam tutaj rezerwowany nocleg w jednym pensjonacie za ludowe ceny. Problemem jest jednak odwiedzić jakąś gospodę i posilić się. Wszystkie mną napotkane są zamknięte. Jedyny lokal to duży hotel. Nic mi nie pozostało, jak wykorzystać jego oferty. Ceny są nastawione dla turystów spoza żelaznej kurtyny. Kolacja jeszcze cenowo obstojna, ale 50 koron za napój turystyczny powoduje mi cierpkość w moich ustach. Jeszcze, że mają darmowe połączenie ze światem.
[attachment=72585]
Spod wieży widokowej na Poledniku pozdrawia Stasiu i nie wie czy jeszcze cdn...




Bardzo ciekawa relacja Stasiu, w szczególności ten historyczny wstęp. Szumawę znałam praktycznie tylko z nazwy ze studiów, nie miałam pojęcia, że ma za sobą tak mroczną przeszłość. 
