Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Szumawa smutna i nieznana
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Polednik - uszy skierowane na zachód

Kolejnym miejscem, które chciałbym opisać są odwiedziny góry Poledník 1315 m, która na kilkanaście lat była tajemniczą górą. Najlepszym punktem wyjściowym jest o niewiele mnie tajemnicza wioska Prášily. Żeby się do niej dostać trzeba zjechać z głównej drogi i około 4 km jechać otwartą pustą krainą. Bardzo mi to przypomniało Bieszczady. Kto ma większą fantazję i patrzy na amerykańskie horrory, to niektóre zaczynają tak, jak bohater jedzie pustą krainą i potem skręci na polną drogę, gdzie jest jeszcze więcej pusto i przyjedzie do niby bezludnej wiochy. Tam zaczynają potem odgrywać horrowe sceny. Tak ja się czułem. Do Prašil jeździ w tygodniu trzy razy autobus, w letnim sezonie jeszcze jest dodany cyklobus. Inaczej trzeba autkiem. Przed II WŚ wioska i z przyległymi osadami miała około 1300 obywateli. Aż na kilkanaście Czechów sami Niemcy. Po skończeniu wojny wszystkich wysiedlono. Ludność napływowa nie miała powiązania z tymi górami i raczej doszło do kradzież poniechanego majątku. Osady zanikły i w samych Prašilach zniknęła cała infrastruktura. Co nie dokonali złodzieje, to dokonało wojsko. Od 1948 roku okolice były wcielone pod poligon wojskowy. Ludność (pozostało ich około 50) miała trudne warunki. Nikt nie mógł się swobodnie poza wioską poruszać. Za druty można było tylko wychodzić za pozwoleniem i pod nadzorem. Kiedy odbywały się ćwiczenia to dzieci nie mogły chodzić do szkoły (w Prašilach szkoła zanikła) i obywatele byli zdani na swoje zasoby. Poligon wojskowy pełnił jeszcze jedną uboczną funkcję. Jako by chronił przed ujawnieniem niedalekiego objektu wojskowego na Poledniku. Wioska była z trzech stron otoczona sygnałką.
[attachment=72569]
Z Prašil mam tylko jedno zdjęcie. Na nim widać to, co pozostało z kościoła. Taki sam los czekał też i normalne gospodarstwa. Dzisiaj Prašily starają się pełnić głównie rolę turystycznej osady. Może w letnim sezonie jest tutaj więcej turystów. Jednak kiedy ja tu byłem to sporo ich tu nie było. Raczej to wyglądało, że tych paru to potomkowie byłych wysiedlonych obywateli, którzy teraz przyjechali popatrzeć na miejsce, gdzie żyli ich dziadkowie lub rodzice. Jednak podobało mi się tu. Była tu gospoda i dostatek miejsc noclegowych. W Prašilach się nie zatrzymuję (dla mnie to nie jest czynność standardowa), ponieważ mnie czeka dzisiaj 28 km. Jak to tutaj bywa, piony są zastąpione poziomem i dreptaniem sobie jakichś beskidzkich 15 km tutaj niczego nie osiągniemy. Po drodze na Polednik mam w planie odwiedzić kolejne polodowcowe jezioro - Prašilské.
[attachment=72570]
Do jeziora można dwiema drogami. Turystyczną i rowerowo-inwalidzką. Ja wybieram turystyczną. Jezioro samo od siebie niczym się nie różni od pozostałych.
[attachment=72571]
Jest tutaj cisza i spokój. Tylko kaczki domagają się, żebym podzielił się z nimi drugim śniadaniem. Jestem jednak nieugięty. Jedzenie pozostawiam na Polednika w południe. Kawałek pod jeziorem kończy się "wygodna" trasa turystyczna i od teraz mnie czeka dreptanie rowerowym szlakiem.
[attachment=72572]
Z niecierpliwością wyczekuję co mi ten Polednik zaoferuje. Zwłaszcza, że po paru dniach zachmurzonej Szumawy, mam słoneczną pogodę i mogę liczyć na jako takie widoki. Las znów ubiera strój szpilkowy. Tylko coś mi w nim nie pasuje.
[attachment=72573]
Ta wieża nie jest drzewem martwego lasu. To jest ten dzisiejszy mój główny cel. Już nie mogę się doczekać. Co nowego z tajemniczej historii mi Polednik zaoferuje.
[attachment=72574]
Dochodzę do objektu, który formalnie 20 lat nie istniał. Z całego objektu pozostała tylko wieża widokowa, która pełniła funkcję radaru. Budynki obsługi były po przyjęciu przez park narodowy wyburzone. Jaka była historia tego miejsca? Polednik do końca II WŚ nie miał specjalnego znaczenia. Zalesiona góra nie miała nawet żadnej wieży widokowej. Dopiero po wybudowaniu żelaznej kurtyny. We wrześniu 1968 roku była zakończona budowa całego strategicznego objektu wojskowego pod nazwą TOPAS. Załoga prowadziła radiowy nasłuch o promieniu kilkaset kilometrów w kierunku południowym aż południowo-zachodnim. Takich miejsc nasłuchowych było na całej granicy z RFN pięć. W tym czasie wyposażenie elektroniczne było nowoczesne i mieściło się w drewnianej przybudówce widocznej w górnej części wieży. Z jednej strony warunki nasłuchowe były idealne, z drugiej jednak strony dostępność była utrudniona. Zwłaszcza zimą problematyczna. Trzeba przypomnieć, że to był objekt utajony, gdzie w mapach nie był w ogóle wyznaczony i drogi przebiegały inaczej. Zimą było raczej normalne, że pokrywa śnieżna wynosiła 2 m i więcej i na domiar jest to jedno z najchłodniejszych miejsc w republice. Temperatura zimą może być o 20 stopni niższa niż gdzie indziej. Obsługa zimą była często odcięta od świata i zdana na samych siebie do czasu, kiedy była zamieniona. Koszary obsługi były dopiero w Kaszperskich Górach (cca 25 km). Ochrona lotnicza (helikoptery) były umieszczone na lotnisku wojskowym w Zhůří (w linii prostej 15 km). Wieża ma 37 m wysokości, gdzie jest umieszczony taras widokowy. Trzeba do niego dotrzeć po 227 schodach. Widok jest całych 360 stopni. Za dobrych warunków pogodowych są widoczne Alpy. Ja nie miałem tego szczęścia.
[attachment=72575] - w dali na zachód widać najwyższy W. Jawor 1456 m (Gr. Arber)
[attachment=72576] - na południe dominanta W. i M. Roklan 1453 m i 1399 m (Gr. und Kl. Rachel)
Kiedy patrzę do aplikacji PeakFinder, to miał by być widoczny Dachstein (oddalony 180 km) i nawet takie znane góry jak Großvediger czy Gran Pilastro (oddalone ponad 230 i 270 km). No i to jest powód, żeby Polednika odwiedzić do doby kiedy sprawdzę czy to prawda. W drewnianych przybudówkach wieży znajduje się dzisiaj (3 piętra) muzeum.
[attachment=72577][attachment=72578]
Na koniec informuję, że w pobliżu jest też, już wcześniej wspominane, "awaryjne miejsce noclegowe". Po wymiecieniu wszystkich kątów i posileniu się (już bez kaczek) opuszczam to miejsce. Trzeba mi pełnić plan i odwiedzić jeszcze dalsze miejsca. Kolejnym jest góra zwana Oblík 122 m (Obły?). Chyba nie jest częstym celem turystów, ale ja tam miałem kolejny ślad.
[attachment=72579][attachment=72580]
Widoki były ładne. Polednik prezentował się w pełnej krasie. Powoli dzień schyla się ku końcowi. Trzeba myśleć na nocleg. Tradycyjnym asfaltem schodzę do cywilizacji. Po drodze odwiedzam jeszcze miejsca jak Javoří pila (Jaworza Piła).
[attachment=72581]
Miejsce Roklańskiego potoku, gdzie znaleziono stopy praczłowieka. W nowodobej historii stała tutaj piła, gajówka i później gospoda z miejscami noclegowymi. Od 1950 tu gospodarowali pogranicznicy 6. kompanii SG i przebiegała tutaj sygnałka. Dzisiaj to miejsce jest puste. Dalszym celem po drodze do miejsca noclegowego było odwiedzenie charakterystycznego dla Szumawy miejsca, jakich jest wiele. Wierzchołkowe torfowiska z jeziorkami. Tym razem to była Tříjezerní slať (Trójjeziorne torfowisko).
[attachment=72582]
Nie można wszystkiego tego piękna opisać, trzeba to widzieć. Po torfowisku przebiega ścieżka edukacyjna. No i ostatnim celem jest odwiedzenie byłej leśnej kaplicy - Hauswaldkapelle koło Srní.
[attachment=72583]
Pozostały tylko jej zarysy. Można zgadywać, kto ją zburzył. Obok jest ponoć lecznicze źródło na wzrok. Rzecz jasna, że wypróbowałem. Efekt jest taki, że będę musiał tutaj powrócić i kurację powtórzyć. Na koniec wędrówki jeszcze wypada wspomnieć o jednej kulturowo-technicznej pamiątce - kamienny most przez Vchynicko-Tetowski kanał.
[attachment=72584]
Jest ich na całym odcinku kanału 10. Nie będę już zanudzał. O 18:00 jestem we wiosce Srní o podobnych losach jak Prášily. Mam tutaj rezerwowany nocleg w jednym pensjonacie za ludowe ceny. Problemem jest jednak odwiedzić jakąś gospodę i posilić się. Wszystkie mną napotkane są zamknięte. Jedyny lokal to duży hotel. Nic mi nie pozostało, jak wykorzystać jego oferty. Ceny są nastawione dla turystów spoza żelaznej kurtyny. Kolacja jeszcze cenowo obstojna, ale 50 koron za napój turystyczny powoduje mi cierpkość w moich ustach. Jeszcze, że mają darmowe połączenie ze światem.
[attachment=72585]
Spod wieży widokowej na Poledniku pozdrawia Stasiu i nie wie czy jeszcze cdn... Shy
Super się czytało. W ogóle ta Jetikowa impreza bardzo mi się podoba. Stasiu, nie każ się prosić, pisz dalej, śmiało ok
wysokości szczytów podobne jak w Bieszczadach, ale na zdjęciach jakieś takie wypłaszczone,
a ten las to dla mnie woła o pomstę do nieba kwasny
Polednik - rzeczywiście powiało grozą. I do tego te lasy... Smutna Szumawa.
Dla lepszej orientacji, trasa pierwszego opisu:
http://mapy.cz/turisticka?planovani-tras...22%7D&ri=0
No i trasa drugiego opisu:
http://mapy.cz/turisticka?planovani-tras...22%7D&ri=0
Usytuowanie rzeczywiście w sam raz do podsłuchiwania sąsiadów.
Mam coś ruchomego z pierwszej relacji:
https://www.youtube.com/watch?v=aPHrcZjqAkk
Kvilda - ciekawy tego najchłodniejszego miejsca

W minionej relacji kończyłem w wiosce Srni, gdzie rozpoczynam kolejną wędrówkę. Żeby tradycja niby najchłodniejszego miejsca w Czechach została tradycją to rano mamy ujemną temperaturę. Mnie to nie przeszkadza. Grunt, że mam słoneczną pogodę. Z rana mnie czeka odwiedzenie Klostermanowego widoku w osadzie Sedlo (Siodło) i systemu elektrowni wodnej Vydra. Woda z rzeki Vydra (Wydra), raczej z Vchynicko-Tetowskiego kanału, jest zwiedziona do zbiornika retencyjnego.
[attachment=72638]
Potem już podziemnym kanałem do komory wyrównawczej tzw. zamku wodnego po drugiej stronie góry.
[attachment=72639]
Komora to żelbetonowy walec o średnicy 6,5 m i wysokości 15 m (czytelnik niech sobie obliczy objętość walca i tym ilość litrów wody). Pełnienie komory jest automatyczne i zdalnie kontrolowane. W końcu już nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rurami wysokociśnieniowymi woda spadała do o 240 m niżej położonej elektrowni.
[attachment=72640]
Turbina Francisa ma moc 3,2 MW. Na tyle techniki, ponieważ mogę niektórych już zanudzać. Ale tak mi wyszło. Elektrownia jest w miejscu gdzie i ja schodzę, żeby wyjść na trasę. Čeňková Pila (Czeńkowa Piła), jak już sama nazwa mówi, kiedyś tutaj pan Czeniek tnął drewno. W tym miejscu dwie rwące górskie rzeki - Vydra i Křemelná łączą się w jedno i tworzą rzekę Otava (dla tych co lubią poruszać się na łodziach to wyzwanie), która po 111,7 km blisko miasta Písek wlewa się do Wełtawy. Ostatnie kilometry to jest raczej zlewisko zapory Orlík.
[attachment=72641]
Od teraz ja będę przechadzał się w górę rzeczki Vydry. Zawsze myślałem, że chłodno jest gdzieś akurat w takiej roklinie. Tutaj to nie jest prawdą. Jest też zimno, jednak wyżej bywa jeszcze zimniej. Nic mi nie pozostaje tylko sprawdzić dlaczego tak jest. Spacerek obok takiej rzeki daje mi znów czas pozostania sam na sam ze swymi myślami. W sezonie chyba tutaj jest sporo spacerowiczów. Jednak teraz jestem sam jak kołek w płocie z rzeką, która kiedyś była nawet złotodajna.
[attachment=72642]
Mijam Chatę Turnera, gdzie planowałem odpoczynek i wyrwanie z samotności przy kufelku napoju turystycznego. Jednak dla takich samotników nie ma potrzeby otwierać budy. Mam nadzieję, że chociaż po wyjściu z rezerwatu Vydra znajdę otwarty jaki wodopój obok campingu (bardzo znany) Antýgl. Tutaj też nici z tego. Muszę się zaspokoić własnymi zasobami jak w jedzeniu, tak i w piciu.
[attachment=72643]
Trzeba mi też myśleć, że nie jestem zmotoryzowany i muszę dotrzeć na czas na autobus, który też nie jeździ każdą chwilę. Z tego powodu opuszczam rzeczkę Vydrę (szkoda bo mogłem odwiedzić znaną wioskę Modravę) i wyruszam już więcej do góry obok Hamerskiego Potoka. Jedno z najpiękniejszych miejsc Szumawy. Krótki, też kiedyś złotodajny potok wypływa z Mezilesní slati (Międzyleśna młaka/mokradło).
[attachment=72644]
Na Szumawie to jest częstym zjawiskiem, kiedy potoki tworzą się na nagórnych mokradłach. Nie tak, jak u nas, kiedy woda wycieka gdzieś z małych źródełek i powoli tworzą potoczek. Tutaj od razu z gigantycznej gąbki wycieka duży strumień.
[attachment=72645]
Z powodu dołowania złota wznikła osada Horská Kvilda (Górska Kwilda). Dzisiaj stare domy zostały przebudowane na honośne domy bogatych osiedleńców. Sporo takich ucieka z miejskiej aglomeracji i szuka spokoju z widokami na panieńską przyrodę. Sporadycznie szukają swojego miejsca i hodowcy bydła. Napotkałem na taką jedną fermę z dosyć nietypową rasą.
[attachment=72646]
Skotský náhorní skot (Szkocka rasa wyżynna/Higland cattle) - to nietypowa rasa w tych rejonach, jednak w nowoczesnych warunkach hodowlanych tutaj uzasadniona. Jesteśmy w najchłodniejszym miejscu Czech, gdzie temperatura jest często o 20 stopni niższa niż w innych miejscach. Przymrozki występują i latem.
[attachment=72647]
Po drodze z tej górskiej do normalnej Kvildy (chociaż i ta jest w górach) odwiedzam kolejną młakę/mokradło - Jezerní slať (Jeziorna młaka). W tym miejscu wyobrażam sobie ile wody zatrzymuje coś takiego. I tutaj napada mnie jeszcze jedna myśl. Czy to akurat nie jest powód, że ta woda jest czynnikiem, który latem ochładza powietrze a zimą tworzy drugą Syberię?
[attachment=72648]
Dzisiaj mam w nogach tylko 24 km i kończę swoją wyprawę na Kvildzie. Czekaniem na autobus doganiam swoje zaległości w poznawaniu miejscowej gastronomii w przytulnej karczmie. Nareszcie! Nie chce mi się to miejsce opuścić, jednak muszę na jeden dzień. Jest jednak ku czemu wracać. Dalej od Kvildy powoli unosi się grzbiet ku granicy, tam gdzieś jest źródło Teplé Vltavy (Ciepła Wełtawa) i tego mi nie wypada sobie odpuścić.
[attachment=72649]
Pozdrawiam o Klostermanowego widoku i informuję, że tą anabazę z Szumawy muszę jeszcze przedłużyć o opisanie odwiedzin źródła Ciepłej Wełtawy.

I jeszcze mapa trasy:
http://mapy.cz/turisticka?planovani-tras...22%7D&ri=0
Mi by się podobały te terenyuhm

tomtur napisał(a):
Mi by się podobały te terenyuhm

Tomaszu, wystarczy powiedzieć tylko słowo. Wrzesień lub październik w tym roku. ok

Pomyślimyuhm
W końcu nadrobiłam zaległości Smile Bardzo ciekawa relacja Stasiu, w szczególności ten historyczny wstęp. Szumawę znałam praktycznie tylko z nazwy ze studiów, nie miałam pojęcia, że ma za sobą tak mroczną przeszłość.
Samo pasmo piękne, bardzo różnorodne. Najbardziej spodobały mi się te jeziora otoczone lasem, coś właściwie niespotykanego w polskich Beskidach. Szkoda zniszczonych lasów, ale takie prawa przyrody niestety. I do tego te widoki na Alpy. Mam nadzieję, że kiedyś i mi uda mi się podreptać tamtymi szlakami. I skoro nie ma misiów, może skorzystać też z awaryjnego miejsca noclegowego Wink

Czekam na kolejną porcję opowieści i zdjęć ok
Hemli, Ty bohemistka, jesteś druga po Tomturowi, która odwiedzenie Szumawy ma obowiązkowe.
Szykuję się do kolejnego opisu. innocent
Ciepła Wełtawa - źródło bez wody, Książęce Połoniny - pola bez księcia

Kolejny dzień rozpoczynam tam, gdzie skończyłem dzień poprzedni. Na Kvildzie. Wędruję dalej w stronę granicy.
[attachment=72684]
Słoneczna, mroźna pogoda, bo jak tutaj inaczej? Idę sobie w górach, po płaskich górach. Żeby się rozgrzać, to trzeba iść szybko, ponieważ pionów tutaj nie ma.
[attachment=72685]
Moim pierwszym dzisiejszym celem jest odwiedzenie źródła Ciepłej Wełtawy. Na odwrót od tej Zimnej (wspominałem w pierwszej relacji) ma to być normalne źródło. Na razie na zdjęciu, w miejscu zwanym Hraběcí Huť (Huta Hrabiny), widać jak malutki strumyk winie się przez pole. Miejsce to jest oddalone od Kvildy 0,5 km i od roku 1846 do wysiedlenia funkcjonowała tutaj kuźnia. Za czasów komuny miejsce to było niedostępne z powodu pasa granicznego. Trochę dalej już na odludziu jest tablica informacyjna.
[attachment=72686]
Ta nas informuje, że zaraz za Kvildą rozpoczynał się pas graniczny dla normalnych śmiertelników niedostępny (czarna kreska), dalej w stronę granicy, około 3 km, była nam dobrze znana sygnałka (czerwona krecha). Na tablicy jest jeszcze brunatną krechą wyznaczony płot elektryczny (6000 V), który tam stał w latach 50 i pierwszej poł. lat 60 jeszcze przed wybudowaniem sygnałki.
[attachment=72687]
Na zdjęciu widać powoli zarastającą przesiekę, gdzie prowadziła sygnałka. Dzisiaj to wygląda absurdalnie, kiedy najważniejsza rzeka Czech miała swoje źródła niedostępne z powodu polityki światowej. Źródło Zimnej W. było na stronie zła a źródło Ciepłej W. na obszarze niczyim. Na szczęście mogę teraz tutaj dreptać bez obaw, że będę rozstrzelany.
[attachment=72688]
Powoli wyczuwam, że źródło gdzieś tutaj jest. Ma być blisko drogi. Tam dalej jest granica. Nareszcie. Tablice informują mnie, że jestem przy źródle. Ale co to. Ono jest, ale wyschnięte.
[attachment=72689][attachment=72690]
Tylko Wełtawa smutno stoi z kluczami. To są skutki suchego lata 2015 roku. Nawet takie wodonośne tereny wysychają. Jaka szkoda. Czytam na informatorze, że niedaleko stąd w średniowieczu wydobywano tutaj srebro i faktyczne źródło jest w jednej ze sztolni. Woda potem prądzi kanałem wytworzonym przez ludzi wywierając przy drodze. Woda ponoć ma lecznicze właściwości. Zawiera sporo srebra, co według legendy ma wpływ na męską potencję. Jaka zaprzepaszczona okazja! Przed dwoma dniami w jednym źródle obmywałem oczy i teraz mogłem się podleczyć w innej sprawie. No nic, nie zostanę na suchu. Napajam się ze swojego poczciwie przyniesionego źródła wody żywej.
[attachment=72691]
Wędruję dalej i wnet napotykam graniczny szlak, który w tym miejscu muska tylko granicę. Dochodzę do kolejnej tablicy informacyjnej.
[attachment=72692]
Z niej wyczytuję, że stoję w miejscu, przez które przebiega europejska ścieżka rowerowa nr. 13 nazywana Ścieżką Kurtyny Żelaznej. Jest to budowana trasa rowerowa, która kopiuje granicę rozdzielonej niedawno Europy. Prowadzi ona od Morza Barentsa na norwesko-rosyjskiej granicy i prowadzi aż do Morza Czarnego na bułgarsko-tureckiej granicy. Ma ona całkiem 7000 km i w Czechach jest tego 491 km. Kiedy się przybliży zdjęcie, to na lewo widać jej przebieg przez 20 państw. Jaka fajna alternatywa do PCT w Stanach. Na ścieżce skręcam kawałek w prawo. Podchodzę pod Czarną Górę, gdzie ma być miejsce alpejskiego widoku.
[attachment=72693]
Ze zdjęcia widać, że na Alpejki mogę sobie zostawić chętki. Widać tylko parę kopczyków po bawarskiej stronie Szumawy. Po odpoczynku i wyczyszczeniu myśli, kawałek wracam i kieruję się w stronę osady Bučina 1200 m (Buchwald/Buczyna), najwyżej położona osada w Republice Czeskiej. Po wojnie tutaj zamieszkiwało więcej jak 300 obywateli. Później osadę czekał podobny los, jak wszystkie co zostały za drutami, wysiedlenie i zburzenie.
[attachment=72694]
Dzisiaj powoli domy się odbudowują. Jest tu nawet hotel, który jako jedyny w Czechach oferuje alpejski widok.
[attachment=72695]
Właściciel hotelu postawił replikę sygnałki, którą prezentowałem na początku.
[attachment=72696]
Faktycznie, miejsce, które ma emocjonalny nabój. Dalekie widoki, miejsca, gdzie widać resztki dawnych domów, nowe domy i ta sygnałka. Pod Buczyną rozpościerają się Knížecí Pláně (Fürstenhut/Książęce Połoniny). Wioskę założył książę Schwarzenberg w roku 1792. Miała wybudowaną całą infrastrukturę. Jednak znów ten sam los.
[attachment=72697]
Dzisiaj po wiosce pozostał cmentarz odnowiony potomkami pierwotnych obywateli i krzyż postawiony w miejscu zburzonego kościoła. Nowo powstała ferma z hodowlą bydła i owiec. Oferują tutaj noclegi i jadło. Po marnym wyczekiwaniu na księcia (raczej to zadanie dla dziewczyn, ja bym miał wyczekiwać na księżniczkę na białym koniu) opuszczam graniczny szlak i schodzę do wioski Borová Lada. Wioska miała szczęście, jest usytuowana poniżej Kvildy na toku Ciepłej W. i pas graniczny przebiegał obok. Ostatnim moim zadaniem jest pozbieranie śladów w okolicy. Wydrapuję się na pobliski kopczyk Vyhlídka bez widoków i odwiedzam Chalupskou slať (Chałupską młakę) bez chałup pokonując je kłusem, ponieważ trzeba mi zdążyć na autobus, który jest ostatnią szansą sprowadzić mnie tego dnia do cywilizacji. Z tego powodu nie robiłem w końcówce też żadnych zdjęć. Kończę po przebyciu 23 km.
[attachment=72698]
Pozdrawia Stasiu pogrążony w myślach patrząc z alpejskiego widoku pod Czarną Górą w daleką przyszłość.
Fantastyczna relacja! ok
Przeczytałem jednym tchem i było mi bardzo smutno, że to już koniec.

Teraz bardzo bym chciał zobaczyć te wszystkie miejsca na własne oczy Wink
Stron: 1 2 3
Przekierowanie