25-03-2015, 11:09 PM
Kiedy skończyła się biba tatrzańska, spadły mi na głowę domowe sprawy i góry poszły w bok. Jednak na MDK (8.3.2015) w domu trochę pofolgowałem, pogoda zapawiadała się słoneczna i dlatego kopczyki znów otrzymały pierwszeństwo. Trzeba się było jednak uporać z przejazdem. Tomtur tym razem dał mi koszem a Fazik wpierw był zainteresowany, ale też mu później coś wypadło. Musiałem się postarać sam. Miało być lekko, łatwo i przyjemnie. Z tego powodu wybieram autobus, który zatrzymuje mi się niemal przed domem i zawozi mnie na miejsce.
Gruń - górska osada części Beskidów Morawskośląskich zwanych Zadnimi Górami. Jest to ostatni zalążek pierwotnych osad w górach, gdzie wszystko toczyło się około wypasu owiec. Miejsce, gdzie uratowano starobyłe plemię owiec - pierwotna owca wołoska. Nawet ma tutaj wystawiony pomnik.
[attachment=68290] - tutaj z bacą
Zachowała się jeszcze spółdzielnia rolnicza, kościół, szkoła, niektóre zabudowania i ścieżka "bose nogi". Jest tego jeszcze więcej, ale nie chcę zanudzać.
Biały Krzyż (nie mylić z Białym Krzyżem na Przełęczy Salmopolskiej) - miejsce w Beskidach Morawskośląskich, chyba najdalej położone na południowy-wschód byłego Śląska Cieszyńskiego, nawet całego Śląska. Jest to styk trzech historycznych granic - Śląska Cieszyńskiego, Moraw i Węgier. Nazwa odnosi się od Białego Krzyża.
[attachment=68291]
Jak głosi legenda, w tych miejscach przebiegała ścieżka przemytnicza i z tego powodu była pilnowana portaszami (strażnikami granicznymi). Nie wiadomo czy tutaj poległ jaki portasz z ręki przemytnika, zamarzł lub umarł na dżumę. Po prostu postawiono tutaj krzyż.
Autobusem dojeżdżam do znanego ośrodka rekreacyjnego Wisalaje. Niebo wymiecione do błękitu i relatywnie ciepło. Jest to tzw. pogoda marzenie. Krótki odpoczanek w gospodzie i mogę wyruszyć w drogę. Muszę się jednak śpieszyć, autobus odjeżdża dokładnie o 15:20, jest 9:30 i trzeba mi przejść 15 km.
[attachment=68292]
Z tego miejsca większość turystów przyciąga Łysa na łatwe wyjście. Ja jednak jestem twardziel, nie daję się kusić i poganiam w drugą stronę. Przy takiej pogodzie na Łysej będzie tłoczno. Aparat kieruję na przeciwległą stronę.
[attachment=68293]
Na zdjęciu widać w tle Mały Połom, góra też historycznych trzech granic, ale o tym kiedy indziej. Za nią jest już znana poniektórym forumowiczom Dolina Łomnej. Z prawa dochodzi graniczny (Śląska i Słowacji) grzbiet od góry Sulow (nie jest widoczny). O nim też wspomnimy nieco później. Wybieram najpierw zielony szlak i z godzinkę drałuję po lesie sam na sam ze swoimi myślami. Wychodzę na grzbiet Grunia w miejscu zwanym Smrkowina.
[attachment=68294]
Nareszcie jakieś widoki. Pierwsze zabudowania i widok na następny graniczny grzbiet, tym razem już Moraw i Słowacji. Jeszcze się tutaj panoszą biegówkowi, o czym uprzedzają tablice umieszczone na drzewach, że pieszy nie ma dreptać po trasie. Trzeba się dostosować. Pogoda jednak jest nieubłagalna i w krótkim czasie sztachety będzie trzeba znów ułożyć do snu letniego i na sporą część roku pozbędziemy się tego napływu. Po paru minutach dochodzę do chaty Szwarna Hanka.
[attachment=68295]
Długo tu już stoi ta chałupa, ale nikdy tej szwarnej Hanki nie widziałem. Na Wikipedii przeczytałem, że w drugiej połowie XIX wieku tutaj ze Słowacji przyszła jakaś Anna Weliczkowa i założyła ferlok i później gospodę. Jak to w życiu bywa o Hankę pobili się dwaj sąsiedzi. Cała sprawa skończyła się w sądzie, gdzie jeden świadek nazwał ją "Grubą Hanką" na coż sędzia miał konstatować, że jest całkiem szwarna. I tak już zostało. W 1900 roku Hanka gospodę sprzedała i zakupiła sobie gospodę Bebek na Morawce. Ja drepczę dalej i dochodzę do miejsca zwanego "Chodnik bosa noga". Tutaj jest turysta wyzwany, żeby zrzucił buty, przeszedł się po chodniku z różnymi nawierzchniami i poznał na własnych stopach, jak kiedyś dzieci hartowały swojego ducha chodząc na bosaka do szkoły.
[attachment=68296]
Ja sobie na bosaka pochodziłem po śniegu i byłem mile zaskoczony. Wcale tak nie oziębało, jak to czyni lodowata woda w potoku i po zakończeniu mojej bosej eskapady miałem nogi jak wymienione.
[attachment=68297]
Kolejny widok, to druga część grzbietu Grunia. Widać oborę (jako rolnik lubię jej zapachy), kościół, obok niego mniej widoczny pensjonat św. Józefa i szkołę, parę zabudowań i na końcu hotel Charbulak. Tam mam w planie dojść wygodnym asfaltem.
[attachment=68298][attachment=68299]
Nie opomnę więcej przybliżyć szkołę (już nieczynna) i pensjonat św. Józefa. Odpust w kościele zawsze w niedzielę poprzedzającej 25 maja. Znów parę minut wygodną drogą i dochodzę do dzisiejszego mojego zwrotnika - hotel Charbulak.
[attachment=68300][attachment=68301]
Cały widokowy grzbiet Grunia ma około 2,5 km. Można też tutaj dojechać samochodem z wioski Stare Hamry i poszusować na szczudłach. Ja wykorzystuję pogodę i daję sobie kawkę na tarasie hotelu wypatrując stąd Małą F. i Zachodnie T. Szkoda, że nie jestem panem czasu. Jeszcze bym posiedział. Wyruszam w powrotną drogę, ale mam w planie odwiedzić jeszcze Biały Krzyż ze swymi ośrodkami rekreacyjnymi.
[attachment=68302]
Przechodzę z powrotem cały grzbiet Grunia i na jego końcu zbaczam w prawo. Jeszcze przed Białym Krzyżem zatrzymuję się w miejscu, gdzie są prowadzone badania biologiczne lasu.
[attachment=68303][attachment=68304]
W objekcie, przypominających szklarnię, jest wysadzony smrekowo-bukowy porost. Tutaj są prowadzone badania jak się zachowują drzewa w podwyższonej koncentracji dwutlenku węgla.
[attachment=68310]
Dla odmiany obok jest wysadzony 1 ha lasu, gdzie są prowadzone dokładne badania, które stanowią w jakich warunkach i ile jest zdolny las ułożyć węgla, ile energii słonecznej transformuje do biomasy, ile wody las zatrzymie w normalnych i ekstremalnych warunkach. Po wchłonięciu tej wiedzy dochodzę do dużej polany, gdzie znajduje się kompleks zabudowań na Białym Krzyżu. Dla lepszej orientacji jeszcze włożę przybliżony widok na Biały Krzyż z Grunia.
[attachment=68305]
Pod kopczykiem Sulow (943 m) w lewo widać duży ośrodek wypoczynkowy Biały Krzyż, niżej w środku hotel Sulow i w prawo hotel Kysuca. Przez górę Sulow przebiega granica Czesko-Słowacka, dawniej Śląska Cieszyńskiego i Węgier w stronę Małego Połomu. Budynek Białego Krzyża i Sulowa są po czeskiej a budynek Kysucy jest już na słowackiej stronie. Pod budynkiem Sulowa jest źródło Czarnej Ostrawicy, która dla odmiany oddziela Śląsk od Moraw.
[attachment=68306]
Od razu przkraczam granicę i zakładam obóz obok Kysucy. Dlaczego tam? Przyczyna jest prozaiczna - na Gruniu odmładzałem nogi przez bose chodzenie po śniegu, tutaj trzeba odmłodzić wnętrzności a to się robi przez używanie lekarstwa o nazwie borowiczka (goryczki nie było). Podczas oczyszczania organizmu znów patrzę w siną dal.
[attachment=68307]
Tutaj uważny obserwator zobaczy w dali kontury Małej F.
[attachment=68308]
Tutaj widzimy od Kysucy niżej położony hotel Sulow, dalej grzbiet Grunia, który niedawno przechodziłem i w tle góra Smrk, o której Pedro mówi, że to góra bez samogłosek. Zwijam obóz i czas, żeby powrócić do punktu wypadowego. O 14:30 znów jestem na Wisalajach. Do odjazdu autobusu pozostało jeszcze trochę czasu i dlatego decyduję się na późny obiad. Zakończenie wycieczki trzeba uczcić czeską klasyką.
[attachment=68309]
Mapa z wycieczki
http://www.mapy.cz/#!/turisticka?planova...22%7D&ri=0
Gruń - górska osada części Beskidów Morawskośląskich zwanych Zadnimi Górami. Jest to ostatni zalążek pierwotnych osad w górach, gdzie wszystko toczyło się około wypasu owiec. Miejsce, gdzie uratowano starobyłe plemię owiec - pierwotna owca wołoska. Nawet ma tutaj wystawiony pomnik.
[attachment=68290] - tutaj z bacą
Zachowała się jeszcze spółdzielnia rolnicza, kościół, szkoła, niektóre zabudowania i ścieżka "bose nogi". Jest tego jeszcze więcej, ale nie chcę zanudzać.
Biały Krzyż (nie mylić z Białym Krzyżem na Przełęczy Salmopolskiej) - miejsce w Beskidach Morawskośląskich, chyba najdalej położone na południowy-wschód byłego Śląska Cieszyńskiego, nawet całego Śląska. Jest to styk trzech historycznych granic - Śląska Cieszyńskiego, Moraw i Węgier. Nazwa odnosi się od Białego Krzyża.
[attachment=68291]
Jak głosi legenda, w tych miejscach przebiegała ścieżka przemytnicza i z tego powodu była pilnowana portaszami (strażnikami granicznymi). Nie wiadomo czy tutaj poległ jaki portasz z ręki przemytnika, zamarzł lub umarł na dżumę. Po prostu postawiono tutaj krzyż.
Autobusem dojeżdżam do znanego ośrodka rekreacyjnego Wisalaje. Niebo wymiecione do błękitu i relatywnie ciepło. Jest to tzw. pogoda marzenie. Krótki odpoczanek w gospodzie i mogę wyruszyć w drogę. Muszę się jednak śpieszyć, autobus odjeżdża dokładnie o 15:20, jest 9:30 i trzeba mi przejść 15 km.
[attachment=68292]
Z tego miejsca większość turystów przyciąga Łysa na łatwe wyjście. Ja jednak jestem twardziel, nie daję się kusić i poganiam w drugą stronę. Przy takiej pogodzie na Łysej będzie tłoczno. Aparat kieruję na przeciwległą stronę.
[attachment=68293]
Na zdjęciu widać w tle Mały Połom, góra też historycznych trzech granic, ale o tym kiedy indziej. Za nią jest już znana poniektórym forumowiczom Dolina Łomnej. Z prawa dochodzi graniczny (Śląska i Słowacji) grzbiet od góry Sulow (nie jest widoczny). O nim też wspomnimy nieco później. Wybieram najpierw zielony szlak i z godzinkę drałuję po lesie sam na sam ze swoimi myślami. Wychodzę na grzbiet Grunia w miejscu zwanym Smrkowina.
[attachment=68294]
Nareszcie jakieś widoki. Pierwsze zabudowania i widok na następny graniczny grzbiet, tym razem już Moraw i Słowacji. Jeszcze się tutaj panoszą biegówkowi, o czym uprzedzają tablice umieszczone na drzewach, że pieszy nie ma dreptać po trasie. Trzeba się dostosować. Pogoda jednak jest nieubłagalna i w krótkim czasie sztachety będzie trzeba znów ułożyć do snu letniego i na sporą część roku pozbędziemy się tego napływu. Po paru minutach dochodzę do chaty Szwarna Hanka.
[attachment=68295]
Długo tu już stoi ta chałupa, ale nikdy tej szwarnej Hanki nie widziałem. Na Wikipedii przeczytałem, że w drugiej połowie XIX wieku tutaj ze Słowacji przyszła jakaś Anna Weliczkowa i założyła ferlok i później gospodę. Jak to w życiu bywa o Hankę pobili się dwaj sąsiedzi. Cała sprawa skończyła się w sądzie, gdzie jeden świadek nazwał ją "Grubą Hanką" na coż sędzia miał konstatować, że jest całkiem szwarna. I tak już zostało. W 1900 roku Hanka gospodę sprzedała i zakupiła sobie gospodę Bebek na Morawce. Ja drepczę dalej i dochodzę do miejsca zwanego "Chodnik bosa noga". Tutaj jest turysta wyzwany, żeby zrzucił buty, przeszedł się po chodniku z różnymi nawierzchniami i poznał na własnych stopach, jak kiedyś dzieci hartowały swojego ducha chodząc na bosaka do szkoły.
[attachment=68296]
Ja sobie na bosaka pochodziłem po śniegu i byłem mile zaskoczony. Wcale tak nie oziębało, jak to czyni lodowata woda w potoku i po zakończeniu mojej bosej eskapady miałem nogi jak wymienione.
[attachment=68297]
Kolejny widok, to druga część grzbietu Grunia. Widać oborę (jako rolnik lubię jej zapachy), kościół, obok niego mniej widoczny pensjonat św. Józefa i szkołę, parę zabudowań i na końcu hotel Charbulak. Tam mam w planie dojść wygodnym asfaltem.
[attachment=68298][attachment=68299]
Nie opomnę więcej przybliżyć szkołę (już nieczynna) i pensjonat św. Józefa. Odpust w kościele zawsze w niedzielę poprzedzającej 25 maja. Znów parę minut wygodną drogą i dochodzę do dzisiejszego mojego zwrotnika - hotel Charbulak.
[attachment=68300][attachment=68301]
Cały widokowy grzbiet Grunia ma około 2,5 km. Można też tutaj dojechać samochodem z wioski Stare Hamry i poszusować na szczudłach. Ja wykorzystuję pogodę i daję sobie kawkę na tarasie hotelu wypatrując stąd Małą F. i Zachodnie T. Szkoda, że nie jestem panem czasu. Jeszcze bym posiedział. Wyruszam w powrotną drogę, ale mam w planie odwiedzić jeszcze Biały Krzyż ze swymi ośrodkami rekreacyjnymi.
[attachment=68302]
Przechodzę z powrotem cały grzbiet Grunia i na jego końcu zbaczam w prawo. Jeszcze przed Białym Krzyżem zatrzymuję się w miejscu, gdzie są prowadzone badania biologiczne lasu.
[attachment=68303][attachment=68304]
W objekcie, przypominających szklarnię, jest wysadzony smrekowo-bukowy porost. Tutaj są prowadzone badania jak się zachowują drzewa w podwyższonej koncentracji dwutlenku węgla.
[attachment=68310]
Dla odmiany obok jest wysadzony 1 ha lasu, gdzie są prowadzone dokładne badania, które stanowią w jakich warunkach i ile jest zdolny las ułożyć węgla, ile energii słonecznej transformuje do biomasy, ile wody las zatrzymie w normalnych i ekstremalnych warunkach. Po wchłonięciu tej wiedzy dochodzę do dużej polany, gdzie znajduje się kompleks zabudowań na Białym Krzyżu. Dla lepszej orientacji jeszcze włożę przybliżony widok na Biały Krzyż z Grunia.
[attachment=68305]
Pod kopczykiem Sulow (943 m) w lewo widać duży ośrodek wypoczynkowy Biały Krzyż, niżej w środku hotel Sulow i w prawo hotel Kysuca. Przez górę Sulow przebiega granica Czesko-Słowacka, dawniej Śląska Cieszyńskiego i Węgier w stronę Małego Połomu. Budynek Białego Krzyża i Sulowa są po czeskiej a budynek Kysucy jest już na słowackiej stronie. Pod budynkiem Sulowa jest źródło Czarnej Ostrawicy, która dla odmiany oddziela Śląsk od Moraw.
[attachment=68306]
Od razu przkraczam granicę i zakładam obóz obok Kysucy. Dlaczego tam? Przyczyna jest prozaiczna - na Gruniu odmładzałem nogi przez bose chodzenie po śniegu, tutaj trzeba odmłodzić wnętrzności a to się robi przez używanie lekarstwa o nazwie borowiczka (goryczki nie było). Podczas oczyszczania organizmu znów patrzę w siną dal.
[attachment=68307]
Tutaj uważny obserwator zobaczy w dali kontury Małej F.
[attachment=68308]
Tutaj widzimy od Kysucy niżej położony hotel Sulow, dalej grzbiet Grunia, który niedawno przechodziłem i w tle góra Smrk, o której Pedro mówi, że to góra bez samogłosek. Zwijam obóz i czas, żeby powrócić do punktu wypadowego. O 14:30 znów jestem na Wisalajach. Do odjazdu autobusu pozostało jeszcze trochę czasu i dlatego decyduję się na późny obiad. Zakończenie wycieczki trzeba uczcić czeską klasyką.
[attachment=68309]
Mapa z wycieczki
http://www.mapy.cz/#!/turisticka?planova...22%7D&ri=0




[/b]
Do tego piwo.

