24-06-2007, 09:30 PM
W pogodny niedzielny poranek-po męczącej całonocnej podróży połączonej z kilkoma przesiadkami,- autobus dowozi nas na Dworzec PKS w Zakopanem –jest 5. Rano-blisko godzinne oczekiwanie i pierwszym kursem w stronę Łysej Polany wyruszmy o godzinie 6.10,tak by przed 7 przekroczyć granicę na rzece Białce- uprzednio dokonawszy zakupu słowackich koron w pogranicznym kantorze(czynnym całą dobę).Wszystko jest precyzyjnie zaplanowane-tak, że za chwilkę mamy następny autobus-również pierwszy kurs tego dnia w stronę Starego Smokowca- po kilkuminutowej podróży wysiadamy zeń na przystanku w Jaworzynie –razem z naszym dobytkiem upakowanym w plecaki. Celem naszej dzisiejszej wędrówki jest schronisko nad Zielonym Stawem Kieżmarskim, a trasa będzie wiodła za znakami niebieskim przez Zadnie Koperszady, przełęcz pod Kopą i dalej czerwono znakowaną magistralą tatrzańską-w sumie nieco ponad 4 godziny marszu wg. przewodnika. Zagłębiamy się poprzez luźną zabudowę budynków TANAP –wygodną asfaltową drogą do wnętrza ogromnej Doliny Jaworowej.-w dali ukazuje się piramida Lodowego Szczytu-odwiedzonego przez nas kilka lat temu-powracają piękne wspomnienia, wędrując dość szeroką dróżką wzdłuż głośnego na wiosnę Jaworowego Potoku, docieramy wkrótce do położonego za budynkami ujęcia wody –rozgałęzienia szlaków, dalej szlak zielony prowadzi na Lodową przełęcz, my zaś za znakami niebieskimi kierujemy się w lewo by przez mostek nad potokiem dojść do widokowej polany Gałajdowej z położoną nań leśniczówką-otwiera się ciekawa panorama na grań główną Tatr Wysokich-wyróżniają się kształtne sylwety-Lodowego Szczytu, Kołowego Szczytu, po prawej w głębi rysuje się mur Jaworowych Szczytów ,po lewej wapienne urwiska Tatr Bielskich. Nie za stromo drogą leśną miejscami nieco błotnistą ,w głąb doliny – mijając na wysokości około 1250m ,malownicze przewężenie z wapiennych ścian-zwane Koperszadzką Bramką, za nim zaczynają się właściwe Zadnie Koperszady. Krótki odpoczynek i śniadanie przy wiacie-w pobliżu obudowane źródełko-by wyjść na ciąg rozległych pięknych polan-im wyżej, tym więcej napotykanych ciekawych roślin w fazie kwitnienia napotykamy miejsca z obficie występującym niebiesko kwitnącym lnem karpackim, wyżej zadziwiają łany żółtego przelotu alpejskiego, w rejonie samej przełęczy pod Kopą zaś wiele stanowisk dzwonka alpejskiego,- trudno byłoby opisać wszystkie te wspaniałości botaniczne i barwy ukwieconych muraw naskalnych. Ścieżka staje się wąska, pogoda nadal dopisuje, choć jak to bywa w czerwcu w miarę upływu czasu wzrasta zachmurzenie-co jest regułą o tej porze roku w Tatrach. Pierwszych turystów napotykamy w rejonie samej przełęczy-nieco więcej osób spotykamy w rejonie rozejścia szlaków przy Wielkim Białym Stawie Kieżmarskim. Cały czas nam towarzyszą jedyne w swoim rodzaju widoki, z lewej kipiące świeżą zielenią podkreśloną bielą skał osadowych-Tatry Bielskie, z prawej otwierający się widok na kocioł Zielonego Stawu Kieżmarskiego ,okolony Kieżmarskim Szczytami(zwłaszcza imponująca jest północna 900-metrowa ściana Małego Kieżmarskiego Szczytu), ścianami Durnych Szczytów, Baranich Rogów i Jastrzębiej Turni.. Obniżamy się magistralą tatrzańską poprowadzoną w tym rejonie ,w piętrze bujnej kosodrzewiny, urozmaiconej gdzie niegdzie jarzębiną , świerczkami oraz limbami. Chata przy Zielonym Plesie jest jednym z moich ulubionych schronisk górskich w Tatrach-i tym razem moje oczekiwania co do tego miejsca zostają spełnione-stosunkowo niewielu gości, co jest normą w połowie czerwca, nie za wysokie ceny za noclegi(za pobyt 3-dniowy, zapłaciliśmy korzystając ,że było przed rozpoczęciem letniego sezonu –25 czerwca-obniżoną cenę- tj 1490 SK),oraz dość dobry standard pobytu. Widok z jadalni –jedyny w swoim rodzaju. Załatwiamy formalności związane z pobytem, rozpakowujemy się w pokoiku(4-osobowy,ale do końca pobytu –mieszkaliśmy tylko we dwójkę),zapoznajemy się z możliwościami kulinarnymi chaty-polecam gulasz „kotlikowy” pod capovanego Budweissera. .Pod wieczór krótki spacer naokoło stawu. Zauważam ,że piękne o szmaragdowej toni pleso, na dobrą sprawę, nie jest zasilane powierzchniowo, mimo dość obfitych cieków wodnych spływających z progu Doliny Dzikiej-zanikają one w piargach, ostatni dosłownie parę metrów przed stawem.Za to w przejrzystej wodzie płytkiego zbiornika widoczne są miejsca stanowiące żródła w dnie jeziora. Zielony Staw Kieżmarski –jest nieco spiętrzony przez wybudowaną tamę przy wypływie. Rozgwieżdżone wieczorne niebo zapowiada dobrą pogodę na dzień następny-planujemy zatem wczesne wyjście na szlak-celem odwiedzenia Jagnięcego Szczytu. Żółto znakowana trasa jest dla mnie jedną z ciekawszych wycieczek szczytowych-dostępnych szlakiem turystycznym w Tatrach Wysokich-tak ją zapamiętałem z poprzednich wizyt-ponowne odwiedziny , będą zatem przyjemnością.
Rankiem parę minut po piątej wstajemy, szybka toaleta, małe co nieco z suchego prowiantu(bufet w chacie czynny od godziny 7)-i wymarsz tuż przed 6.Niebo jest całkowicie bezchmurne-co gwarantuje kilka godzin dobrej pogody-nawet w zmiennym czerwcu. Perć początkowo wznosi się stromo na piękny, porośnięty kosodrzewiną próg Doliny Jagnięcej-odsłaniają się coraz szersze widoki na otoczenie ,dobrze widoczna staje się Miedziana Kotlinka ze największym płatem nie topniejącego śniegu w Tatrach-są tacy co uważają ,że jest to już w zasadzie miniaturowy lodowczyk firnowy. Ponad kosodrzewiną-mijamy potoczek stanowiący odwodnienie doliny, następnie zasypywany rumoszem skalnym niewielki Czerwony Stawek. Odsłania się widok na górne piętra Doliny Jagnięcej, wyżej widoczne są płaty zalegającego śniegu-jest go jednak zdecydowanie mniej , niż kilka lat temu –również w połowie czerwca gdy przemierzałem ten szlak. Ścieżka wznosi się upłazkami blisko ścian grani od Jastrzębiej Turni-osiągając wyższy kar polodowcowy-kryjący niezupełnie jeszcze rozmarzły Modry Stawek-tu osiągamy dość długi płat połogiego śniegu-tak, że idzie się bez problemów. W pewnym momencie na upłazkach trawiastych poniżej Kołowej Przełęczy zauważam pasące się dwie kozice-oddalają się nieśpiesznie. Trasa prowadzi w prawo pod ściankę z dwoma odcinkami łańcucha-jako sztucznymi ułatwieniami-W łatwej, przyjemnej wspinaczce osiągamy niebawem Kołowy przechód-gdzie już po północnej stronie grani prowadzi w prawo trasa na wierzchołek.(w drodze powrotnej, łatwo przeoczyć ten moment –mimo, że na skale są na malowane oznaczenia-mylne perci prowadzą dalej na zachód w kierunku Kołowej Przełęczy).Z przechodu-otwiera się szeroki widok na widniejącą w dole Kołową Dolinę ,ze stawem o tej samej nazwie. Dalsza droga wiedzie urozmaiconym terenem skalnym –bez większych trudności, w jednym miejscu nieco eksponowana ,wyżej niewielkie obniżenie nie trudną rynną skalną Ostatnie podejście i o godzinie 8 osiągamy szczyt, w pięknej pogodzie. Wierzchołek jest przyozdobiony kopcem kamiennym, nieopodal głaz z wymalowanym znaczkiem krańcowym żółtego szlaku. Gratulacje wzajemne, kontemplacja widoków(naprawdę szerokich),sesja fotograficzna, sms do znajomych-małe co nieco-słowem proza szczytowania. Po godzinnym pobycie-w dół.
W trakcie zejścia w pewnym momencie słyszę charakterystyczne szczeknięcie-rozglądam się i widzę w niewielkim oddaleniu-kozicę ,zapewne capa-stoi sobie na kazalniczce skalnej, w tle Kołowy Staw-piękny widok...
Po zejściu ścianką z Kołowego Przechodu napotykamy pierwszych turystów tego dnia-wśród nich para z Polski-chwilkę rozmawiamy-okazuje się ,żę podejście rozpoczeli z parkingu przy zastavce SAD w Białej Wodzie Kieżmarskiej-jestem pod wrażeniem-na trasie są wcześniej niż my .I słusznie-około 2 po południu spadnie rzęsisty deszcz-pogoda wyraźnie się psuje, mimo to spotykamy coraz więcej osób o różnym stopniu przygotowania zmierzających na Jagnięcy ,są i tacy co pytają na jaki właściwy szczyt idą .
Popołudnie spędzamy w schronisku-przy piwie rozmyślam nad przebytym szlakiem i wybiegam myślami naprzód. Trasa-jest piękna i warta polecenia, nie mniej jest dla mnie swoistym wstępem przed głównym celem –dla którego przybyłem do Zielonego Plesa....
Rankiem parę minut po piątej wstajemy, szybka toaleta, małe co nieco z suchego prowiantu(bufet w chacie czynny od godziny 7)-i wymarsz tuż przed 6.Niebo jest całkowicie bezchmurne-co gwarantuje kilka godzin dobrej pogody-nawet w zmiennym czerwcu. Perć początkowo wznosi się stromo na piękny, porośnięty kosodrzewiną próg Doliny Jagnięcej-odsłaniają się coraz szersze widoki na otoczenie ,dobrze widoczna staje się Miedziana Kotlinka ze największym płatem nie topniejącego śniegu w Tatrach-są tacy co uważają ,że jest to już w zasadzie miniaturowy lodowczyk firnowy. Ponad kosodrzewiną-mijamy potoczek stanowiący odwodnienie doliny, następnie zasypywany rumoszem skalnym niewielki Czerwony Stawek. Odsłania się widok na górne piętra Doliny Jagnięcej, wyżej widoczne są płaty zalegającego śniegu-jest go jednak zdecydowanie mniej , niż kilka lat temu –również w połowie czerwca gdy przemierzałem ten szlak. Ścieżka wznosi się upłazkami blisko ścian grani od Jastrzębiej Turni-osiągając wyższy kar polodowcowy-kryjący niezupełnie jeszcze rozmarzły Modry Stawek-tu osiągamy dość długi płat połogiego śniegu-tak, że idzie się bez problemów. W pewnym momencie na upłazkach trawiastych poniżej Kołowej Przełęczy zauważam pasące się dwie kozice-oddalają się nieśpiesznie. Trasa prowadzi w prawo pod ściankę z dwoma odcinkami łańcucha-jako sztucznymi ułatwieniami-W łatwej, przyjemnej wspinaczce osiągamy niebawem Kołowy przechód-gdzie już po północnej stronie grani prowadzi w prawo trasa na wierzchołek.(w drodze powrotnej, łatwo przeoczyć ten moment –mimo, że na skale są na malowane oznaczenia-mylne perci prowadzą dalej na zachód w kierunku Kołowej Przełęczy).Z przechodu-otwiera się szeroki widok na widniejącą w dole Kołową Dolinę ,ze stawem o tej samej nazwie. Dalsza droga wiedzie urozmaiconym terenem skalnym –bez większych trudności, w jednym miejscu nieco eksponowana ,wyżej niewielkie obniżenie nie trudną rynną skalną Ostatnie podejście i o godzinie 8 osiągamy szczyt, w pięknej pogodzie. Wierzchołek jest przyozdobiony kopcem kamiennym, nieopodal głaz z wymalowanym znaczkiem krańcowym żółtego szlaku. Gratulacje wzajemne, kontemplacja widoków(naprawdę szerokich),sesja fotograficzna, sms do znajomych-małe co nieco-słowem proza szczytowania. Po godzinnym pobycie-w dół.
W trakcie zejścia w pewnym momencie słyszę charakterystyczne szczeknięcie-rozglądam się i widzę w niewielkim oddaleniu-kozicę ,zapewne capa-stoi sobie na kazalniczce skalnej, w tle Kołowy Staw-piękny widok...
Po zejściu ścianką z Kołowego Przechodu napotykamy pierwszych turystów tego dnia-wśród nich para z Polski-chwilkę rozmawiamy-okazuje się ,żę podejście rozpoczeli z parkingu przy zastavce SAD w Białej Wodzie Kieżmarskiej-jestem pod wrażeniem-na trasie są wcześniej niż my .I słusznie-około 2 po południu spadnie rzęsisty deszcz-pogoda wyraźnie się psuje, mimo to spotykamy coraz więcej osób o różnym stopniu przygotowania zmierzających na Jagnięcy ,są i tacy co pytają na jaki właściwy szczyt idą .
Popołudnie spędzamy w schronisku-przy piwie rozmyślam nad przebytym szlakiem i wybiegam myślami naprzód. Trasa-jest piękna i warta polecenia, nie mniej jest dla mnie swoistym wstępem przed głównym celem –dla którego przybyłem do Zielonego Plesa....

.Życzę i Tobie i Tomturowi-co najmniej tylu pozytywnych wrażeń-co było moim udziałem.