20-05-2013, 08:39 PM
Po intensywnym dniu spędzonym w Tatrach Niżnich docieramy z dużym opóźnieniem do Słowackiego Raju. Nocleg mamy zaklepany w chatkach na Klastorisku, ale jest jeszcze jeden problem. Musimy tam jakoś dojechać. Wg zapewnień gospodarza samochodem osobowym damy radę, tylko trzeba bardzo uważnie i powoli 
No tak, tylko mieliśmy to zrobić za dnia, a nie po nastaniu nocy. Cóż, mijamy Podlesok i zakaz wjazdu - chyba to tutaj. Droga leśna zaczyna piąć się do góry, kamienie na ścieżce ukazują nam się coraz to większe... Terenowym byłoby bezproblemowo ale my mamy trzy osobówki. Jadę jako pierwszy. Dziesięć, dwadzieścia minut... jakaś przepaść z lewej, z prawej w świetle reflektorów jakieś skały tuż przy drodze, przejeżdżamy jakiś potok. Czy to na pewno tutaj??? Aha jakieś szlakowskazy też mijamy.
Po kilkudziesięciu minutach jazdy coś zaczyna prześwitywać w lesie, latarnia, Klastorisko... o, fajnie - to chyba jednak nie będziemy nocować w samochodach :-)
Nastaje nowy dzień. Na pierwszy strzał idzie Sokolia Dolina. Dziś ma być najgorsza pogoda z całego naszego wyjazdu, tzn. mają być burze i mogą być dość gwałtowne. Rankiem jednak słońce nie zwiastuje niczego złego. Ekipa nam się jeszcze powiększa, dojeżdżają ostatnie osoby. Trochę się nas uzbierało
Tatry rysują się z Polany Klastorisko, ehhh fajnie jest. Tak sielankowo
.
Za żółtym szlakiem schodzimy do wąwozu Tomasovska Bela. Zejście przebiega dość sprawnie stromymi krótkimi zakosami. Jest tu też dość dużo łańcuchów, choć w większości nie bardzo rozumiem ich sens. Po osiągnięciu dna wąwozu można się sympatycznie orzeźwić wodą Białego Potoku
Po drewnianych, niemal poziomych i wygodnych stopniach osiągamy wylot Sokolej Doliny. Początkowo dość łagodnie wznoszący się teren nie zwiastuje późniejszego. Na pierwszy rzut idzie Skalny Wodospad. Na twarzach całej grupy widać zadowolenie :-)
[attachment=51704][attachment=51705]
O ile w większości wąwozów Słowackiego Raju jest sporo wodospadów stanowiących o atrakcjach na całej ich długości, to w Sokolej Dolinie jest trochę inaczej. Nie mówię, że większość wąwozu jest nudna, bo nie jest - natomiast da się tutaj wyznaczyć jeden absolutnie najbardziej atrakcyjny punkt jakim jest Zavojovy Wodospad. Około 78 metrów wysokości sprawia, że jest najwyższym w Słowackim Raju. I faktycznie robi wrażenie
.
[attachment=51706][attachment=51707][attachment=51708][attachment=51709][attachment=51710]
Flesze błyskają, uśmiechy dopisują, emocje małe też są- choć drabinki metalowe dają raczej pewne oparcie przy pokonywaniu kolejnych metrów w górę wodospadu. Atutem dla nas jest też na pewno to, że jesteśmy tu sami i możemy spędzać na np. mostkach tyle czasu ile tylko chcemy nie blokując nikomu przejścia
[attachment=51711][attachment=51712][attachment=51713]
Koniec końców wszyscy jesteśmy na górze. Jeszcze widok w dół z najwyższego mostka... jest naprawdę imponująco. Czas iść dalej. Po drodze mijamy jeszcze chyba ze trzy większe kaskady i widać, że ścieżka zmierza już w kierunku osiągnięcia płaskowyżu.
[attachment=51714][attachment=51715][attachment=51703][attachment=51716]
Oho, grzmot. Granatowe chmury da się zauważyć pomiędzy drzewami. Wygląda na to, że nas dorwie. Rozstawiamy się w lesie starając się zrobić to zgodnie z wszelkimi zaleceniami dotyczącymi możliwie bezpiecznego przeczekania burzy w terenie. No i tak sobie czekamy.
[attachment=51717]
Burza przechodzi trochę bardziej bokiem niż myśleliśmy więc pędem w kierunki oznaczonej niedaleko na mapie wiaty. Taa, tylko tutaj się okazało, że grupa się za mocno rozciągnęła i w ferworze emocji część przednia grupy nie zauważyła odbicia zielonego szlaku i poszła dalej za szeroką drogą. Tak nastąpiło rozłączenie. Do wiaty wraz z inną dwójką udało mi się dojść szybciej niż przypuszczaliśmy. Hm, tak właściwie to to była bardziej chata niż wiata. Warunki na przeczekiwanie określiłbym na 5-gwiazdkowe. Reszta grupy jak się później dowiedzieliśmy przeczekała burzę na pobliskich myśliwskich ambonach
Tak jak szybko burza przyszła tak i szybko poszła. W lesie pozostała jedynie biała pierzynka usypana z gradu ziaren wielkości sięgającej fasoli tzw. "jasia"
Chwilę później dopada nas kolejna burza. Mamy kolejną wiatę. Ta trochę dziurawa. Ale jest
Tutaj już dużo ludzi, bo to przy szlaku wyjściowym z Suchej Beli (najczęściej odwiedzanego wąwozu w Słowackim Raju). Miejscówki mamy jednak dobre i wypchnąć spod dachu się nie dajemy. Ulewa i grad chwilami osiągają natężenie co najmniej bardzo duże. Grzmoty grzmocą i grzmocą. Po ponad godzinie stania pod wiatą i słuchania odgłosów burzy, nie widząc końca przechodzącej burzy decydujemy się na pójście w deszczu (już na szczęście tylko umiarkowanym) na Klastorisko. To niecała godzina. Pomimo, że trochę nas ostatecznie zmoczyło to jednak dzień na wielki plus 

No tak, tylko mieliśmy to zrobić za dnia, a nie po nastaniu nocy. Cóż, mijamy Podlesok i zakaz wjazdu - chyba to tutaj. Droga leśna zaczyna piąć się do góry, kamienie na ścieżce ukazują nam się coraz to większe... Terenowym byłoby bezproblemowo ale my mamy trzy osobówki. Jadę jako pierwszy. Dziesięć, dwadzieścia minut... jakaś przepaść z lewej, z prawej w świetle reflektorów jakieś skały tuż przy drodze, przejeżdżamy jakiś potok. Czy to na pewno tutaj??? Aha jakieś szlakowskazy też mijamy.
Po kilkudziesięciu minutach jazdy coś zaczyna prześwitywać w lesie, latarnia, Klastorisko... o, fajnie - to chyba jednak nie będziemy nocować w samochodach :-)
Nastaje nowy dzień. Na pierwszy strzał idzie Sokolia Dolina. Dziś ma być najgorsza pogoda z całego naszego wyjazdu, tzn. mają być burze i mogą być dość gwałtowne. Rankiem jednak słońce nie zwiastuje niczego złego. Ekipa nam się jeszcze powiększa, dojeżdżają ostatnie osoby. Trochę się nas uzbierało

Tatry rysują się z Polany Klastorisko, ehhh fajnie jest. Tak sielankowo
. Za żółtym szlakiem schodzimy do wąwozu Tomasovska Bela. Zejście przebiega dość sprawnie stromymi krótkimi zakosami. Jest tu też dość dużo łańcuchów, choć w większości nie bardzo rozumiem ich sens. Po osiągnięciu dna wąwozu można się sympatycznie orzeźwić wodą Białego Potoku
Po drewnianych, niemal poziomych i wygodnych stopniach osiągamy wylot Sokolej Doliny. Początkowo dość łagodnie wznoszący się teren nie zwiastuje późniejszego. Na pierwszy rzut idzie Skalny Wodospad. Na twarzach całej grupy widać zadowolenie :-)
[attachment=51704][attachment=51705]
O ile w większości wąwozów Słowackiego Raju jest sporo wodospadów stanowiących o atrakcjach na całej ich długości, to w Sokolej Dolinie jest trochę inaczej. Nie mówię, że większość wąwozu jest nudna, bo nie jest - natomiast da się tutaj wyznaczyć jeden absolutnie najbardziej atrakcyjny punkt jakim jest Zavojovy Wodospad. Około 78 metrów wysokości sprawia, że jest najwyższym w Słowackim Raju. I faktycznie robi wrażenie
.[attachment=51706][attachment=51707][attachment=51708][attachment=51709][attachment=51710]
Flesze błyskają, uśmiechy dopisują, emocje małe też są- choć drabinki metalowe dają raczej pewne oparcie przy pokonywaniu kolejnych metrów w górę wodospadu. Atutem dla nas jest też na pewno to, że jesteśmy tu sami i możemy spędzać na np. mostkach tyle czasu ile tylko chcemy nie blokując nikomu przejścia

[attachment=51711][attachment=51712][attachment=51713]
Koniec końców wszyscy jesteśmy na górze. Jeszcze widok w dół z najwyższego mostka... jest naprawdę imponująco. Czas iść dalej. Po drodze mijamy jeszcze chyba ze trzy większe kaskady i widać, że ścieżka zmierza już w kierunku osiągnięcia płaskowyżu.
[attachment=51714][attachment=51715][attachment=51703][attachment=51716]
Oho, grzmot. Granatowe chmury da się zauważyć pomiędzy drzewami. Wygląda na to, że nas dorwie. Rozstawiamy się w lesie starając się zrobić to zgodnie z wszelkimi zaleceniami dotyczącymi możliwie bezpiecznego przeczekania burzy w terenie. No i tak sobie czekamy.
[attachment=51717]
Burza przechodzi trochę bardziej bokiem niż myśleliśmy więc pędem w kierunki oznaczonej niedaleko na mapie wiaty. Taa, tylko tutaj się okazało, że grupa się za mocno rozciągnęła i w ferworze emocji część przednia grupy nie zauważyła odbicia zielonego szlaku i poszła dalej za szeroką drogą. Tak nastąpiło rozłączenie. Do wiaty wraz z inną dwójką udało mi się dojść szybciej niż przypuszczaliśmy. Hm, tak właściwie to to była bardziej chata niż wiata. Warunki na przeczekiwanie określiłbym na 5-gwiazdkowe. Reszta grupy jak się później dowiedzieliśmy przeczekała burzę na pobliskich myśliwskich ambonach

Tak jak szybko burza przyszła tak i szybko poszła. W lesie pozostała jedynie biała pierzynka usypana z gradu ziaren wielkości sięgającej fasoli tzw. "jasia"

Chwilę później dopada nas kolejna burza. Mamy kolejną wiatę. Ta trochę dziurawa. Ale jest
Tutaj już dużo ludzi, bo to przy szlaku wyjściowym z Suchej Beli (najczęściej odwiedzanego wąwozu w Słowackim Raju). Miejscówki mamy jednak dobre i wypchnąć spod dachu się nie dajemy. Ulewa i grad chwilami osiągają natężenie co najmniej bardzo duże. Grzmoty grzmocą i grzmocą. Po ponad godzinie stania pod wiatą i słuchania odgłosów burzy, nie widząc końca przechodzącej burzy decydujemy się na pójście w deszczu (już na szczęście tylko umiarkowanym) na Klastorisko. To niecała godzina. Pomimo, że trochę nas ostatecznie zmoczyło to jednak dzień na wielki plus 



