02-10-2013, 07:12 PM
Witam.
No cóż tu pisać ,jak yooz opisał wszystko bardzo szybko i zwięźle.Ja dopiszę to co zostało ominięte , a więc:
1)Ustaliliśmy że to ma być wyprawa i całe żarcie na plecach ,jedynie śpimy w schroniskach a to się wiązało z ciężkimi plecakami ,jeżeli chodzi o mnie to za ciężkimi i patrząc po minach ludzi według nich też. Wyglądaliśmy jakbyśmy mieli całe Alpy przejść , ja pomyślałem że może dać te 4 euro i wór pojedzie do Studla ale yooz bardzo szybko mi to wybił z głowy że to się nie godzi i hańba takie tam.... byle dojść do Studla.
Plan był taki 3 dni i schodzimy na dół (tyle zabraliśmy jedzenia , jak sie okazało -błąd)
2)Po wycofaniu się z grani i dojściem do Erzherzog-Johann-Hütte śfagier postawił piwo a ja wypiłem i to był kolejny błąd,chciało mi łeb rozpi....
3)Gotujemy śniegowiczankę na zupkę ,no to już jest istny hardcor litr wrzątku zajmuje nam ok 20 minut , jeden litr yooz drugi ja.
4) Rano sie okazuje że nawaliło tyle śniegu i taka mgła że nie ma mowy o wejściu na szczyt ,obsługa mówi że raczej nic sie nie polepszy z pogodą ,decyzja schodzimy na dół i mnie się zaczeły styki palić po Alpach w takich śniegach i mgle , powiedziałem sobie że jak dojdziemy do Studla to żadna siła mnie tu nie wyciągnie (jak sie okazało to była nieprawda)
5)W Studlu juz wiemy że musimy zejść na sam dół auta po papu ,bo nam się wydłuża wyprawa i tak w ramach wolnego czasu na dół po prowiant i do góry,za to jak my se zrobili obiadek to życie stało się znowu piękne.
6) Ja czuje że mam juz dość i powoli oswajam kompanów że chyba na szczyt nie pójdę tylko do Erzherzog-Johann-Hütte (po raz drugi) aby przez lodowiec we trzech iść , niestety nie przyjęło się to ze zrozumieniem
7) Po dojściu do Erzherzog-Johann-Hütte niestety czuję wysokość ,nierówny oddech tkzw. hiperwentylacja i są obawy że rano nie będzie dobrze jak się okazało było super i nastąpił wielki atak na szczyt który bronił sie jak mógł ,po prostu chciał nas zwiać ale nie dał rady wreszcie padł pod naszymi stopami i tak sie to zakończyło ,potem juz tylko na dół na dół i do cywilizacji.
Zdjęcia:
01 - Dymiący Gross niczym K2
02- Słonko już zachodzi
03 - tam na dole jest życie
04 - Żeby sobie nikt nie myślał że nie wiemy jak po lodowcu chodzić
[attachment=56867]
[attachment=56866]
[attachment=56865]
[attachment=56864]
No cóż tu pisać ,jak yooz opisał wszystko bardzo szybko i zwięźle.Ja dopiszę to co zostało ominięte , a więc:
1)Ustaliliśmy że to ma być wyprawa i całe żarcie na plecach ,jedynie śpimy w schroniskach a to się wiązało z ciężkimi plecakami ,jeżeli chodzi o mnie to za ciężkimi i patrząc po minach ludzi według nich też. Wyglądaliśmy jakbyśmy mieli całe Alpy przejść , ja pomyślałem że może dać te 4 euro i wór pojedzie do Studla ale yooz bardzo szybko mi to wybił z głowy że to się nie godzi i hańba takie tam.... byle dojść do Studla.
Plan był taki 3 dni i schodzimy na dół (tyle zabraliśmy jedzenia , jak sie okazało -błąd)
2)Po wycofaniu się z grani i dojściem do Erzherzog-Johann-Hütte śfagier postawił piwo a ja wypiłem i to był kolejny błąd,chciało mi łeb rozpi....
3)Gotujemy śniegowiczankę na zupkę ,no to już jest istny hardcor litr wrzątku zajmuje nam ok 20 minut , jeden litr yooz drugi ja.
4) Rano sie okazuje że nawaliło tyle śniegu i taka mgła że nie ma mowy o wejściu na szczyt ,obsługa mówi że raczej nic sie nie polepszy z pogodą ,decyzja schodzimy na dół i mnie się zaczeły styki palić po Alpach w takich śniegach i mgle , powiedziałem sobie że jak dojdziemy do Studla to żadna siła mnie tu nie wyciągnie (jak sie okazało to była nieprawda)
5)W Studlu juz wiemy że musimy zejść na sam dół auta po papu ,bo nam się wydłuża wyprawa i tak w ramach wolnego czasu na dół po prowiant i do góry,za to jak my se zrobili obiadek to życie stało się znowu piękne.
6) Ja czuje że mam juz dość i powoli oswajam kompanów że chyba na szczyt nie pójdę tylko do Erzherzog-Johann-Hütte (po raz drugi) aby przez lodowiec we trzech iść , niestety nie przyjęło się to ze zrozumieniem
7) Po dojściu do Erzherzog-Johann-Hütte niestety czuję wysokość ,nierówny oddech tkzw. hiperwentylacja i są obawy że rano nie będzie dobrze jak się okazało było super i nastąpił wielki atak na szczyt który bronił sie jak mógł ,po prostu chciał nas zwiać ale nie dał rady wreszcie padł pod naszymi stopami i tak sie to zakończyło ,potem juz tylko na dół na dół i do cywilizacji.
Zdjęcia:
01 - Dymiący Gross niczym K2
02- Słonko już zachodzi
03 - tam na dole jest życie
04 - Żeby sobie nikt nie myślał że nie wiemy jak po lodowcu chodzić

[attachment=56867]
[attachment=56866]
[attachment=56865]
[attachment=56864]


