21-02-2013, 09:31 PM
Motto (dedykacja własna dla Łukasza): "Lucky, jakie to nasze życie składa się z przeciwstawień. Chcemy kierować własnym życiem a ono kieruje nami, nie chcemy jakichś rzeczy a są nam wciskane, czym mniej chcemy pić, tym więcej jest nam nalewane, nie chcemy jeść a samo jest nam podawane, bronimy się przed atakiem gór a one nawet wciskają się nam do łoża. Czy jest z tego wyjście? Dla nas górołazów? Chyba nie! Naszym przeznaczeniem jest chodzenie po kopczykach do upadłego, do końca swoich dni, zimą i latem, w dzień i w nocy, w pełnym słońcu albo największej fujawicy, na siedzenie w schroniskach, pod drzewem lub skałą, kosztowanie regionalnych potraw i picie wszelkich napoji od wody aż po ..., . Czy jesteś na to przygotowany? Oto jest pytanie. Bo ja tak. Howgh."
Tatry Wysokie. Nasz szanowny Administrator postanowił nas zaraz na początku roku trochę zintegrować, ponieważ później w przeciągu roku zwilczymy. Trochę górskiej kultury się przyda i takim barbarzyńcom jak nam, forumowym szerogowcom. W tym celu zorganizował kurs zimowego dreptania po kopczykach, zamówił dla nas bazę noclegowo-wychowawczą w murowanym schronisku i ogłosił, że na końcu zlotu będziemy mieć jeszcze lepiej wyszlifowowanie górskie ostrogi. Było to z jego strony strategiczne posunięcie, ponieważ w tym okresie sporo nas zamienia się w pasibrzuchów i tym apelem poderwał nas do jakiegoś działania. No i schronisko ma zimową porą swoją atmosferę, gdzie nie ma szansy się rozborykać. Przyznam, że nawet miałem jakieś dziwne uczucie, jakby nas ktoś z dala z tego powodu śledził.
Dane techniczne:
DOBA : 15.2. ? 18.2.2013, dla niektórych była naordynowana dłuższa terapia i w Taterkch siedzieli od 13.2.
PRZESTRZEŃ: Tary Wysokie - (1) Hala Gąsienicowa; (2) Zadni Granat; (3) Świnica; (4) Kuźnice - jako główne punkty programu. Były też jakieś Hale Kondratowe, Kościelce, Krzyżne i dla narciarzy Goryczkowe. W tym ja jednak nie brałem udziału.
OBIEKT (do spania): Schronisko Murowaniec (36,7 Pzl).
ODLEGŁOŚĆ (obliczona z mapy lub krokomierzem): Kuźnice - Hala G. 5 km (470 m przewyższenia), Schronisko Murowaniec - Zadni Granat - Schronisko Murowaniec 11 km (740 m przewyższenia), Kasprowy - Świnica (taternicka) - Liliowe - Schronisko Murowaniec 9 km (340 m przewyższenia), Schronisko Murowaniec - Kuźnice 5 km (20 m przewyższenia)
CZAS: 2:10 godz., 5:30 godz., 4:20 godz. i 1:40 godz. (wg mapy)
OSOBY:
- forumowicze w kolejności alfabetycznej - dr. Etker, fidelio, Gandzia 1, kasat, kasiucha, Łukasz, Pablo, paulina, Pedro, radzio, Stasiu, tomtur, yooz
- gościnnie: Wojtek
- otarli się o nas: Sylwester (ten z nami sporo pobył), urszula (drugim razem trzeba pogadać w schronisku), znaczy (pod Świnicą, zapóźno sobie przypomaniałem)
- no i Erebia, ta raczej w roli tajemniczego Don Pedro z bajki "Wyprawa Baltazara Gąmbki"
PODARUNKI: 1 piwko dla mnie od pauliny za usługi, i maski od Erebii (ja nie korzystałem, mnie wystarczy moja maska naturalna, nie chciałem na siebie zwracać uwagi)
15.2.2013, dzień pierwszy
Tradycyjnie tomtur podjeżdża pod mój zamek, wyciąga mnie z pod ciepłej kołdry i od kochającej żony, pakując mnie wraz z worem do bolidu. Kierunek wschód. Tym razem po drodze zabieramy przyjemnego pasażera - paulinę. Wszyscy trzej z worami musimy się zmieścić w autku i jeszcze na dodatek Ci dwaj zabrali deski do zjeżdżania. Z tego powodu następny kandydat - Łukasz - już się nie zmieścił (musiał by jechać na dachu) i pojechał nieborak busem. Pierwszy przystanek na drodze w Tatry był całkiem nieturystyczny. Narciarze sobie uzmysłowili, że mają tępe narty i muszą je sobie naostrzyć. Stajemy gdzieś w Koszarawie.
[attachment=50689]
Nie wiem co chcieli z nimi podcinać. Dalej nam już nie stoi nic na przeszkodzie. Tatry witają nas słońcem. Czerwone Wierchy odkrywają nam swoje piękno.
[attachment=50690]
Przy takim widoku rzucam za głowę wszyskie przyziemskie problemy i unoszę się do górskiego raju. W Zakopcu tomtur miał zamówiony parking przed jednym pensjonatem. Nie chciał płcić parkownego i dlatego za tą ulgę musiał wypłużyć cały plac.
[attachment=50691]
Ja z pauliną tymczasem zaobieraliśmy się poważniejszymi sprawami. My przecież przyjechaliśmy na poważną wyprawę górską i trzeba było się do niej należycie przygotować.
[attachment=50692]
O 10:30 nareszcie wyruszamy. Ja muszę dreptać z tyłu za narciarzami, ponieważ przychodnikowe chałupy w Zakopcu nie są wysokościowo dostosowane do nart przyczepionych do worów niesionych na plecach. Co chwila muszę tych dwóch nabadać do przeprowadzenia ukłonu, coby nie zrzucić jakiej rynny albo tabliczki reklamowej. Trzeba nam zahaczyć kawałek o Krupówki i dojść do przystanku busowego. Przeca do Kuźnic nie pójdziemy na piechotę. My przyjechali dreptać po kopcach a nie po chodnikach Zakopanego. W międzyczasie dołącza do nas Łukasz i w czwórkę robi się weselej. Przechodzenie Krupówek z naszymi bebechami pasuje jak pięść do nosa.
[attachment=50693]
Pomyślałem, że może paulina z tomturem chwilkę tutaj postoją jako reklamy prawdziwych turystów a ja z Łukaszem będziemy wybierać od przechodniów pieniądze za to widowisko. Fajnie by tak było strzygnąć sobie wyprawę górską za pieniądze sponsorów z Krupówki. Zwłaszcza, że była z nami paulina. Bo komu się uda zobaczyć mniejszą dziewczynę z ogromnym plecorem i na dodatek z umocowanymi do niego nartami. Nawet większość panów z Krupówek by szło do kolan, kiedy by mieli nieść taki ciężar. Busikiem do Kuźnic i tutaj dopada nas cała powaga wyprawy. Z pogardą odrzucamy propozycję jako VIP ominąć kolejkę do kolejki. Nie dla nas takie morały. Spora grupa bibowiczów już operuje gdzieś w okolicy Hali G a my jeszcze w objęciach cywilizacji. Na nic nie czekamy, tomtur nakłada dechy na nogi, pozostali zaciskają tylko sznurki na butach i startujemy przez Boczań do Murowańca.
[attachment=50694]
Boczań to istotny punkt. Tutaj Łukasz chciał mi pokazać ładny widok na Giewont.
[attachment=50695]
Chmurki nam go jednak zakryły i zostawiły nam tylko widok na Kułatówki. No nic, postanawiamy w tym przypadku tutaj przeprowadzić jedno doświadczenie fizyczne. Prawo Archimedesa mówi coś o ciałach zanurzanych w cieczy. Ja z Łukaszem postanowiłem iść w tym procesie dalej i próbujemy stwierdzić, jak się zachowują ciała zanurzane w innym skupieństwie wody i to w śniegu.
[attachment=50696]
Z podanej fotografii wynika, że chleb w reklamówce jest lżejszy od śliwowicy w piersiówce. mamy tutaj jedno zadanie do odgadnięcia. Co trzeba zrobić żeby wyrównać tą dysproporcję? Kto odpowiedział, że upić śliwowicy, to zyskał prawo do uczestnictwa w każdej bibie. My tak uczyniliśmy. W górnej części Skupniowego Upłazu wychodzimy z lasu. Tutaj kopczyki są jakby bliżej.
[attachment=50697]
Kiedy zrobiłem to zdjęcie, to zastanawiałem się skąd bierze paulina tyle wprawy. Przypomniało mi się, że raz napisała na forum jak od dziecka musiała pomagać przy sianokosach i nawet, kiedy była daleko z domu, to przyjeżdżała pomagać. Jeżeli to u nich wyglądało tak, jak na niżej podanym zdjęciu,
[attachment=50698]
to się nie dziwię, że paulina bez zadyszki wnosi wór z nartami na każdy kopczyk. Wchodzimy na Przełęcz między Kopami. Pogoda nam się trochę psuje, ale nie ma na co narzekać. Teraz już jednym szusem mamy do schroniska. Powinne obstrykanie łąki przy Betlejemce.
[attachment=50699]
Czekam też z niecierpliwością na tomtura, został ze swoimi ski trochę w tyle. Mam chociaż czas się przygotować do udokumentowania jego zjazdu, jedyny możliwy na tej trasie. Już sobie wyobrażałem jak mój aparat uchwyci łagodne tomturowe krystianki i przebojowym telemarkiem zatrzymie się obok mnie. Czekam, czekam i ... czekam, ale doczekać się nie mogę. Prędzej by mi klękła bateria w aparacie, niż by się nasz narciarz pojawił. Szkoda, nie wznikło nowe filmowe dzieło. Poszedłem do schroniska. Później mi tomtur powiedział, że raczej odpiął narty, ponieważ się bał pozbiera ze sobą wszystkich co się plątali po chodniku. W schronisku witam się z Gandzią. Cieszyłem się z tego, ponieważ dziewczynę nie widziałem od pamiętnej karkonoskiej biby w 2008 roku. Dowiaduję się też, że chłopcy w ilości 6 luda (Pablo, Pedro, kasat, yooz, radzio i DrE) poszli dreptać na Kościelec. Szkoda, że nie poczekali na mnie, też mnie tam długo nie było. Nam nowo przybyłym pozostało zostać już w schronisku do końca dnia. Ja jednak lubię takie te rozmowy przy herbatce z długo nie widzianymi przyjaciółmi. Tak mi było przyjemnie, że nawet nie zauważyłem, kiedy pozostałe braterswo zaczynało zapełniać miejsca przy stole. Najpierw się pojawił DrE, potem reszta ekipy wspinaczkowej na Kośćielca. Cel był osiągnięty, ale ponoć za dramatycznych okoliczności. Z tej herbatki mi jakoś uszło opowiadanie o odwiedzinach tego kopczyka. No tak, Kościelec to nie Grojec. Wieczorem dochodzą jeszcze fidelio, kasiucha i Wojtek, którzy od razu dołączają do grona bibowiczów.
[attachment=50700]
Jednak punktem kulminacyjnym wieczoru były odwiedziny przy naszym stole długo nie widzianego guru - Sylwestra. Ja mu się nie dziwię, że na forum się już nie angażuje. On woli rozwieszać i dyndać się na sznurku, niż dreptać, jak my, po kopczykach. Miło jednak było z jego strony, że się nas nie wyparł i podzielił się swoimi górskimi wrażeniami. No i tak zakończył się pierwszy dzień tatrzańskiej biby. Może niektórzy czytelnicy będą zawiedzeni, że nie opisałem wieczorno-nocną zabawę, ale trzeba mieć na pamięci, że nasze strony czytają i małolaty i dlatego nie jest to wychowawcze ujawniać wszystkie nasze uczynki, nawet z maskami od Erebii na twarzy. Dobranoc.
Cdn. Zadni Granat
Tatry Wysokie. Nasz szanowny Administrator postanowił nas zaraz na początku roku trochę zintegrować, ponieważ później w przeciągu roku zwilczymy. Trochę górskiej kultury się przyda i takim barbarzyńcom jak nam, forumowym szerogowcom. W tym celu zorganizował kurs zimowego dreptania po kopczykach, zamówił dla nas bazę noclegowo-wychowawczą w murowanym schronisku i ogłosił, że na końcu zlotu będziemy mieć jeszcze lepiej wyszlifowowanie górskie ostrogi. Było to z jego strony strategiczne posunięcie, ponieważ w tym okresie sporo nas zamienia się w pasibrzuchów i tym apelem poderwał nas do jakiegoś działania. No i schronisko ma zimową porą swoją atmosferę, gdzie nie ma szansy się rozborykać. Przyznam, że nawet miałem jakieś dziwne uczucie, jakby nas ktoś z dala z tego powodu śledził.
Dane techniczne:
DOBA : 15.2. ? 18.2.2013, dla niektórych była naordynowana dłuższa terapia i w Taterkch siedzieli od 13.2.
PRZESTRZEŃ: Tary Wysokie - (1) Hala Gąsienicowa; (2) Zadni Granat; (3) Świnica; (4) Kuźnice - jako główne punkty programu. Były też jakieś Hale Kondratowe, Kościelce, Krzyżne i dla narciarzy Goryczkowe. W tym ja jednak nie brałem udziału.
OBIEKT (do spania): Schronisko Murowaniec (36,7 Pzl).
ODLEGŁOŚĆ (obliczona z mapy lub krokomierzem): Kuźnice - Hala G. 5 km (470 m przewyższenia), Schronisko Murowaniec - Zadni Granat - Schronisko Murowaniec 11 km (740 m przewyższenia), Kasprowy - Świnica (taternicka) - Liliowe - Schronisko Murowaniec 9 km (340 m przewyższenia), Schronisko Murowaniec - Kuźnice 5 km (20 m przewyższenia)
CZAS: 2:10 godz., 5:30 godz., 4:20 godz. i 1:40 godz. (wg mapy)
OSOBY:
- forumowicze w kolejności alfabetycznej - dr. Etker, fidelio, Gandzia 1, kasat, kasiucha, Łukasz, Pablo, paulina, Pedro, radzio, Stasiu, tomtur, yooz
- gościnnie: Wojtek
- otarli się o nas: Sylwester (ten z nami sporo pobył), urszula (drugim razem trzeba pogadać w schronisku), znaczy (pod Świnicą, zapóźno sobie przypomaniałem)
- no i Erebia, ta raczej w roli tajemniczego Don Pedro z bajki "Wyprawa Baltazara Gąmbki"
PODARUNKI: 1 piwko dla mnie od pauliny za usługi, i maski od Erebii (ja nie korzystałem, mnie wystarczy moja maska naturalna, nie chciałem na siebie zwracać uwagi)
15.2.2013, dzień pierwszy
Tradycyjnie tomtur podjeżdża pod mój zamek, wyciąga mnie z pod ciepłej kołdry i od kochającej żony, pakując mnie wraz z worem do bolidu. Kierunek wschód. Tym razem po drodze zabieramy przyjemnego pasażera - paulinę. Wszyscy trzej z worami musimy się zmieścić w autku i jeszcze na dodatek Ci dwaj zabrali deski do zjeżdżania. Z tego powodu następny kandydat - Łukasz - już się nie zmieścił (musiał by jechać na dachu) i pojechał nieborak busem. Pierwszy przystanek na drodze w Tatry był całkiem nieturystyczny. Narciarze sobie uzmysłowili, że mają tępe narty i muszą je sobie naostrzyć. Stajemy gdzieś w Koszarawie.
[attachment=50689]
Nie wiem co chcieli z nimi podcinać. Dalej nam już nie stoi nic na przeszkodzie. Tatry witają nas słońcem. Czerwone Wierchy odkrywają nam swoje piękno.
[attachment=50690]
Przy takim widoku rzucam za głowę wszyskie przyziemskie problemy i unoszę się do górskiego raju. W Zakopcu tomtur miał zamówiony parking przed jednym pensjonatem. Nie chciał płcić parkownego i dlatego za tą ulgę musiał wypłużyć cały plac.
[attachment=50691]
Ja z pauliną tymczasem zaobieraliśmy się poważniejszymi sprawami. My przecież przyjechaliśmy na poważną wyprawę górską i trzeba było się do niej należycie przygotować.
[attachment=50692]
O 10:30 nareszcie wyruszamy. Ja muszę dreptać z tyłu za narciarzami, ponieważ przychodnikowe chałupy w Zakopcu nie są wysokościowo dostosowane do nart przyczepionych do worów niesionych na plecach. Co chwila muszę tych dwóch nabadać do przeprowadzenia ukłonu, coby nie zrzucić jakiej rynny albo tabliczki reklamowej. Trzeba nam zahaczyć kawałek o Krupówki i dojść do przystanku busowego. Przeca do Kuźnic nie pójdziemy na piechotę. My przyjechali dreptać po kopcach a nie po chodnikach Zakopanego. W międzyczasie dołącza do nas Łukasz i w czwórkę robi się weselej. Przechodzenie Krupówek z naszymi bebechami pasuje jak pięść do nosa.
[attachment=50693]
Pomyślałem, że może paulina z tomturem chwilkę tutaj postoją jako reklamy prawdziwych turystów a ja z Łukaszem będziemy wybierać od przechodniów pieniądze za to widowisko. Fajnie by tak było strzygnąć sobie wyprawę górską za pieniądze sponsorów z Krupówki. Zwłaszcza, że była z nami paulina. Bo komu się uda zobaczyć mniejszą dziewczynę z ogromnym plecorem i na dodatek z umocowanymi do niego nartami. Nawet większość panów z Krupówek by szło do kolan, kiedy by mieli nieść taki ciężar. Busikiem do Kuźnic i tutaj dopada nas cała powaga wyprawy. Z pogardą odrzucamy propozycję jako VIP ominąć kolejkę do kolejki. Nie dla nas takie morały. Spora grupa bibowiczów już operuje gdzieś w okolicy Hali G a my jeszcze w objęciach cywilizacji. Na nic nie czekamy, tomtur nakłada dechy na nogi, pozostali zaciskają tylko sznurki na butach i startujemy przez Boczań do Murowańca.
[attachment=50694]
Boczań to istotny punkt. Tutaj Łukasz chciał mi pokazać ładny widok na Giewont.
[attachment=50695]
Chmurki nam go jednak zakryły i zostawiły nam tylko widok na Kułatówki. No nic, postanawiamy w tym przypadku tutaj przeprowadzić jedno doświadczenie fizyczne. Prawo Archimedesa mówi coś o ciałach zanurzanych w cieczy. Ja z Łukaszem postanowiłem iść w tym procesie dalej i próbujemy stwierdzić, jak się zachowują ciała zanurzane w innym skupieństwie wody i to w śniegu.
[attachment=50696]
Z podanej fotografii wynika, że chleb w reklamówce jest lżejszy od śliwowicy w piersiówce. mamy tutaj jedno zadanie do odgadnięcia. Co trzeba zrobić żeby wyrównać tą dysproporcję? Kto odpowiedział, że upić śliwowicy, to zyskał prawo do uczestnictwa w każdej bibie. My tak uczyniliśmy. W górnej części Skupniowego Upłazu wychodzimy z lasu. Tutaj kopczyki są jakby bliżej.
[attachment=50697]
Kiedy zrobiłem to zdjęcie, to zastanawiałem się skąd bierze paulina tyle wprawy. Przypomniało mi się, że raz napisała na forum jak od dziecka musiała pomagać przy sianokosach i nawet, kiedy była daleko z domu, to przyjeżdżała pomagać. Jeżeli to u nich wyglądało tak, jak na niżej podanym zdjęciu,
[attachment=50698]
to się nie dziwię, że paulina bez zadyszki wnosi wór z nartami na każdy kopczyk. Wchodzimy na Przełęcz między Kopami. Pogoda nam się trochę psuje, ale nie ma na co narzekać. Teraz już jednym szusem mamy do schroniska. Powinne obstrykanie łąki przy Betlejemce.
[attachment=50699]
Czekam też z niecierpliwością na tomtura, został ze swoimi ski trochę w tyle. Mam chociaż czas się przygotować do udokumentowania jego zjazdu, jedyny możliwy na tej trasie. Już sobie wyobrażałem jak mój aparat uchwyci łagodne tomturowe krystianki i przebojowym telemarkiem zatrzymie się obok mnie. Czekam, czekam i ... czekam, ale doczekać się nie mogę. Prędzej by mi klękła bateria w aparacie, niż by się nasz narciarz pojawił. Szkoda, nie wznikło nowe filmowe dzieło. Poszedłem do schroniska. Później mi tomtur powiedział, że raczej odpiął narty, ponieważ się bał pozbiera ze sobą wszystkich co się plątali po chodniku. W schronisku witam się z Gandzią. Cieszyłem się z tego, ponieważ dziewczynę nie widziałem od pamiętnej karkonoskiej biby w 2008 roku. Dowiaduję się też, że chłopcy w ilości 6 luda (Pablo, Pedro, kasat, yooz, radzio i DrE) poszli dreptać na Kościelec. Szkoda, że nie poczekali na mnie, też mnie tam długo nie było. Nam nowo przybyłym pozostało zostać już w schronisku do końca dnia. Ja jednak lubię takie te rozmowy przy herbatce z długo nie widzianymi przyjaciółmi. Tak mi było przyjemnie, że nawet nie zauważyłem, kiedy pozostałe braterswo zaczynało zapełniać miejsca przy stole. Najpierw się pojawił DrE, potem reszta ekipy wspinaczkowej na Kośćielca. Cel był osiągnięty, ale ponoć za dramatycznych okoliczności. Z tej herbatki mi jakoś uszło opowiadanie o odwiedzinach tego kopczyka. No tak, Kościelec to nie Grojec. Wieczorem dochodzą jeszcze fidelio, kasiucha i Wojtek, którzy od razu dołączają do grona bibowiczów.
[attachment=50700]
Jednak punktem kulminacyjnym wieczoru były odwiedziny przy naszym stole długo nie widzianego guru - Sylwestra. Ja mu się nie dziwię, że na forum się już nie angażuje. On woli rozwieszać i dyndać się na sznurku, niż dreptać, jak my, po kopczykach. Miło jednak było z jego strony, że się nas nie wyparł i podzielił się swoimi górskimi wrażeniami. No i tak zakończył się pierwszy dzień tatrzańskiej biby. Może niektórzy czytelnicy będą zawiedzeni, że nie opisałem wieczorno-nocną zabawę, ale trzeba mieć na pamięci, że nasze strony czytają i małolaty i dlatego nie jest to wychowawcze ujawniać wszystkie nasze uczynki, nawet z maskami od Erebii na twarzy. Dobranoc.
Cdn. Zadni Granat




że Ty zawsze musisz mieć lepiej ode mnie. 

Pan na zdjęciu ma jeszcze malutkie w porównaniu z moimi
.
,Stach jakoś mi umknął wątek z Erabią ,Mariannę widziałem przez chwilę ale nie wiedziałem kto to jest ,gdybym wiedział to pewnie byś ją poznał