08-11-2012, 08:28 PM
28.10.2012, trzeci dzień
Rano wstajemy w pełni sił. Odpoczynek przywrócił nam wiarę w to, że dzisiaj przeborykamy się przez przeciwności pogodowe i spełnimy plan. Plan był taki - ze SPŁSz wyjść na grań i potem czerwonym szlakiem do Odrodzenia na Przełęcz Karkonoską. Cieszyliśmy się na miłą atmosferę i ja na więcej na ofertę miejscowej kuchni. Nic nie pozostawiamy przypadkowi i dopełniamy zasoby energii do swych żołądków. Ja z dokładką - podwójną jajecznicą. Wychodzimy na zewnątrz w pełni odnowieni po wczorajszym borykaniu.
[attachment=48843]
Po zdjęciu widać, że zmęczenie gdzieś odeszło i bibowicze są przygotowani na dalszą poniewierkę. Jak się później okazało chęci i wiara na nic się nie przydały. Na grań chcieliśmy wyjść prostopadle wiodącym chodnikiem do przełęczy między Sokolikiem i Łabskim. Jest to praktycznie zimowa droga. Tych parę set metrów do rozstaju z zielonym szlakiem się jeszcze dało, ale potem co nastąpiło, było ponad nasze siły. Przypominało mi to, że porwaliśmy się "z motyką na Księżyc". Aczkolwiek był to zimowy szlak oznaczony tyczkami, jeszcze tego śniegu nie było tyle, żeby zawiało całkowicie kosówkę. Jednak było go na tyle, żeby wpadać do niego po pas i bez możliwości kosówkę obejść. Jeżeli minionego dnia śnieg był świeżo napadany, to można było w nim normalnie szurgać nogami. Jednak wystarczyła noc i wiatr na wierzchu napadanego śniegu utworzył skorupę. To wystarczyło do tego, że każde zapadnięcie nogi trzeba było wyciągać na wierzch. Kto to zaznał, ten wie, że z takimi warunkami nie da się długo zmagać. Jeszcze postanowiliśmy wypróbować przejść normalnym żółtym szlakiem. Tego jednak wogóle nie znaleźliśmy. Po krótkiej naradzie decydujemy, że nie ma możliwości tędy wyjść na grań, którą przez mgłę nie było nawet widać. Zatrąbiliśmy do odwrotu. Faktycznie musiało być dla mnie ciężko, ponieważ z tego okresu nie mam żadnych zdjęć. Może inni bibowicze? W takich warunkach było jedyne rozwiązanie - pozostawić kopczyki swojemu losowi i zmykać w dół. Najlepszym wariantem okazał się żółty szlak do Szklarskiej Poręby. Byłem z zaistniałej sytuacji bardzo smutny. Górski duch musiał w tym przypadku ustąpić rozsądku i pokorze. Z zejścia wiele nie zapamiętałem i tylko podczas przejścia koło Kukułczych Skał zrobiłem zdjęcie.
[attachment=48844]
Potem już tylko w dół, w dół aż do Szklarskiej Poręby.
[attachment=48845]
Na przystanku autobusowym jeszcze taki ostani krzyk do ciemności - taksówką do Przesieki i potem drogą dostawczą na Odrodzenie. Jednak i to nie spotkało się ze zbytnią aprobatą. Po wykluczeniu wszyskich możliwości górskich wojaży, czas pomyśleć nad dalszym przebiegiem biby. Fidelio i Radek postanawiają w tym przypadku wcześniej powrócić do domu. Pozostali decydują się na typowo niekopczykowe przeżycie biby aż do końca. Pozostajemy w Porębie na obiad i zpowodu tego, że obiad się przedłużył, zostaliśmy na kolację i na noc. To obijanie boków miało swoje plus. Doctore miał nareszcie czas wlać do nas trochę swojej wiedzy.
[attachment=48846]
Ten wieczór mogę zaliczyć do niezmarnowanych.
29.10.2012, epilog
Ja i Doctore mamy do domu daleko i dlatego wczesnym ranem pozostawiamy dziewczyny swojemu losowi i wyruszamy w powrotną drogę.
[attachment=48847]
Jeszcze jakieś zdjęcie dworca we Wrocławiu i to jest faktyczne pożegnanie się z Karkonoszami. Mam szczęście, Doctore mi asystuje aż do Katowic. Późnym wieczorem jestem tam, gdzie wyruszyłem przed pięcioma dniami. I to już wszystkie przeżycia z naszej zimowej jesieni w Karkonoszach, które postanowiłem przekazać dalszym pokoleniom. Dziękuję za uwagę i do następnej biby.
Zakończenie: Na zakończenie podzielę się swoją myślą. Jest obojętne czy na kopczykach mamy pełne słońce albo dużą fujawicę. Zawsze człowiek chce tam powrócić. W tym pierwszym przypadku z powodu tego, że widzi gdzie mu jeszcze trzeba iść dalej a w tym drugim przypadku dlatego, że nic nie widział i chce to w pełni zobaczyć. I tak wciąż w kółko. Jeszcze raz dzięki wszystkim, którzy mogli się podzielić ze mną na żywo z wyżej opisanymi przeżyciami.
KONIEC
Rano wstajemy w pełni sił. Odpoczynek przywrócił nam wiarę w to, że dzisiaj przeborykamy się przez przeciwności pogodowe i spełnimy plan. Plan był taki - ze SPŁSz wyjść na grań i potem czerwonym szlakiem do Odrodzenia na Przełęcz Karkonoską. Cieszyliśmy się na miłą atmosferę i ja na więcej na ofertę miejscowej kuchni. Nic nie pozostawiamy przypadkowi i dopełniamy zasoby energii do swych żołądków. Ja z dokładką - podwójną jajecznicą. Wychodzimy na zewnątrz w pełni odnowieni po wczorajszym borykaniu.
[attachment=48843]
Po zdjęciu widać, że zmęczenie gdzieś odeszło i bibowicze są przygotowani na dalszą poniewierkę. Jak się później okazało chęci i wiara na nic się nie przydały. Na grań chcieliśmy wyjść prostopadle wiodącym chodnikiem do przełęczy między Sokolikiem i Łabskim. Jest to praktycznie zimowa droga. Tych parę set metrów do rozstaju z zielonym szlakiem się jeszcze dało, ale potem co nastąpiło, było ponad nasze siły. Przypominało mi to, że porwaliśmy się "z motyką na Księżyc". Aczkolwiek był to zimowy szlak oznaczony tyczkami, jeszcze tego śniegu nie było tyle, żeby zawiało całkowicie kosówkę. Jednak było go na tyle, żeby wpadać do niego po pas i bez możliwości kosówkę obejść. Jeżeli minionego dnia śnieg był świeżo napadany, to można było w nim normalnie szurgać nogami. Jednak wystarczyła noc i wiatr na wierzchu napadanego śniegu utworzył skorupę. To wystarczyło do tego, że każde zapadnięcie nogi trzeba było wyciągać na wierzch. Kto to zaznał, ten wie, że z takimi warunkami nie da się długo zmagać. Jeszcze postanowiliśmy wypróbować przejść normalnym żółtym szlakiem. Tego jednak wogóle nie znaleźliśmy. Po krótkiej naradzie decydujemy, że nie ma możliwości tędy wyjść na grań, którą przez mgłę nie było nawet widać. Zatrąbiliśmy do odwrotu. Faktycznie musiało być dla mnie ciężko, ponieważ z tego okresu nie mam żadnych zdjęć. Może inni bibowicze? W takich warunkach było jedyne rozwiązanie - pozostawić kopczyki swojemu losowi i zmykać w dół. Najlepszym wariantem okazał się żółty szlak do Szklarskiej Poręby. Byłem z zaistniałej sytuacji bardzo smutny. Górski duch musiał w tym przypadku ustąpić rozsądku i pokorze. Z zejścia wiele nie zapamiętałem i tylko podczas przejścia koło Kukułczych Skał zrobiłem zdjęcie.
[attachment=48844]
Potem już tylko w dół, w dół aż do Szklarskiej Poręby.
[attachment=48845]
Na przystanku autobusowym jeszcze taki ostani krzyk do ciemności - taksówką do Przesieki i potem drogą dostawczą na Odrodzenie. Jednak i to nie spotkało się ze zbytnią aprobatą. Po wykluczeniu wszyskich możliwości górskich wojaży, czas pomyśleć nad dalszym przebiegiem biby. Fidelio i Radek postanawiają w tym przypadku wcześniej powrócić do domu. Pozostali decydują się na typowo niekopczykowe przeżycie biby aż do końca. Pozostajemy w Porębie na obiad i zpowodu tego, że obiad się przedłużył, zostaliśmy na kolację i na noc. To obijanie boków miało swoje plus. Doctore miał nareszcie czas wlać do nas trochę swojej wiedzy.
[attachment=48846]
Ten wieczór mogę zaliczyć do niezmarnowanych.
29.10.2012, epilog
Ja i Doctore mamy do domu daleko i dlatego wczesnym ranem pozostawiamy dziewczyny swojemu losowi i wyruszamy w powrotną drogę.
[attachment=48847]
Jeszcze jakieś zdjęcie dworca we Wrocławiu i to jest faktyczne pożegnanie się z Karkonoszami. Mam szczęście, Doctore mi asystuje aż do Katowic. Późnym wieczorem jestem tam, gdzie wyruszyłem przed pięcioma dniami. I to już wszystkie przeżycia z naszej zimowej jesieni w Karkonoszach, które postanowiłem przekazać dalszym pokoleniom. Dziękuję za uwagę i do następnej biby.
Zakończenie: Na zakończenie podzielę się swoją myślą. Jest obojętne czy na kopczykach mamy pełne słońce albo dużą fujawicę. Zawsze człowiek chce tam powrócić. W tym pierwszym przypadku z powodu tego, że widzi gdzie mu jeszcze trzeba iść dalej a w tym drugim przypadku dlatego, że nic nie widział i chce to w pełni zobaczyć. I tak wciąż w kółko. Jeszcze raz dzięki wszystkim, którzy mogli się podzielić ze mną na żywo z wyżej opisanymi przeżyciami.
KONIEC
trzeciego dnia przydałoby się trochę więcej luda do torowania i można by było grzbietem spróbować.
, np do jakiegoś nightclubu w Ustroniu 


