Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Sas de Stria - milczący świadek historii
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Z tegorocznego pobytu urlopowego po Dolomitach i Taurach były już opisane wycieczki ferratowa, lodowcowa i trekingowa. Mam jeszcze w zapasie wycieczkę z notną dawką walecznej historii. Jak nam wiadomo w latach 1915 - 1917 podczas I wojny światowej przebiegał przez Dolomity front. Jeszcze dzisiaj są wszędzie widoczne ślady tego tragicznego okresu. Jednym z nich jest prawie góra Sasso di Stria. Obszar Falzarego był dla obu walczących stron bardzo ważny. Włosi przez cały czas chcieli zdobyć tą przełęcz i następnie dolinę Gadertal. Wtedy doszło by do naruszenia dostarczania zasobów przez Austriaków do obszaru Marmolady i także doszło by do obejścia broniących się w grupie Fanes i Tofany. Jednak nie udało im się.

Sas de Stria (2477 m) - jest położona niedaleko znanej przełęczy Falzarego i Valparola. Na przełęczy Varpalora jest wybudowany staroaustriacki fort (dzisiaj muzeum), który bronił dostępu do doliny Gadertal. Samotna góra jest proszpikowana systemem okopów, które są do dzisiaj utrzymywane w dobrym stanie. Za zmiankę sobie zasłuży jeszcze tunel Goingingera, który służył dla dostarczania zasobów na przednich pozycjach.
[attachment=47526]

Passo Falzarego (2105 m) jest moim punktem startowym. Najpierw spozieram do mapy i widzę, że na wierzchołek prowadząca ścieżka jest zaznaczona w postaci krzyżyków, co by oznaczało ferratę. Żeby faktycznie? Jestem całkowicie przygotowany. Nawet zabrałem kask, ponieważ mam w planie przejść i tunel Goingingera. Jest krótko po dziewiątej i wyruszam na trasę. Trzeba mi najpierw na następną przełęcz Valparola, gdzie rozpoczyna się skośny grzbiet Stria i zarazem szlak. Po drodze jest mi dane słyszeć charakterystyczny sygnał ostrzegawczy i potem samotnego sygnalistę.
[attachment=47527]
Dochodzę do przełęczy i zaraz przykuwa mój wzrok fort. Dzisiaj jest z niego muzeum. Trzeba trochę wyobrazni o tym, jak to tutaj wyglądało przed niespełna 100 laty.
[attachment=47528]
Od teraz aż po wierzchołek będzie na mnie docierał ten dech wojennej historii. Rozpoczynam wyjście na wierzchołek. Cały czas ścieżka praktycznie wiedzie starymi okopami. Daleko to ma do ferraty. Dalszy dzień, kiedy bebechy smykam w plecaku. Jednak i tak mi się tutaj podoba. Jestem myślami z tymi co musieli tutaj przeżywać wojenne czasy.
[attachment=47529][attachment=47530]
Nawet jakieś stare krzyże się zachowały. Widać też zbliżający się wierzchołek. Czym wyżej, tym trasa robi się więcej skalista. Trzeba uważ, ponieważ jest tutaj sporo innych wydeptanych ścieżek, niektóre ślepe, niektóre prowadzące nad urwisko.
[attachment=47531]
Po 1,5 godzinie jestem na najwyższym punkcie. Ja od Valparoly, wraz z wielu innymi wylazłem normalną dreptówą. Prosto od Falzarego było pionowo i to była droga akurat do popisu sznurkowców, których też sporo dotarło na szczyt.
[attachment=47532][attachment=47533] - w dole Passo Falzarego, na lewo Lagazuoi, w środku w tyle królowa Tofana de Rozes
Na szczycie się zbytnio nie zatrzymuję. Primo - za młody czas na popas, secundo - robi się tłoczno. Czeka mnie dalsze szperanie - znalezienie tunelu Goingingera. Schodzę najpierw z powrotem w dół i od drogi szukam wzrokiem jakiegoś wejścia. Stria jest jednak proszpikowana jak ser szwajcarski. Pełno ślepych zaułków i cawern. Ze dwa razy wlazłem do ślepych tuneli. Dostać się do nich nie było całkiem łatwe i też, chociaż miałem czołówkę, chodzenie w ciasnym, ciemnym tunelu i na dodatek sam, przyznam, że i mnie tętno się zwiększyło. Światełko z czołówki było cienką granicą między jako taką widocznością i całkowitą ciemnością. Dopiero później zauważyłem, że prawdziwe wejście do tunelu jest z drogi dostatechnie widoczne. Trzeba tylko umieć dobrze odczytywać teren. W danym przypadku, że mnie głupolowi to prędzej nie wlazło do głowy, otwory były wyznaczone usypiskami wyłamanej skały.
[attachment=47534]
Na zdjęciu widać na prawo wejściowe okno od strony Valparoly. Na lewo środkowe wejście. Wejście od strony Falzarego było zaraz pod stromą skałą. Wchodzę do tunelu i wogóle nie wiem co mnie czeka.
[attachment=47535]
Mam o nim minimum informacji. Tylko, że istnieje, do czego służył i po kim był pomianowamy. Moja czołówka rozgarnia przede mną ciemnośc maksymalnie na dwa metry i za mną odrazu się znów ta ciemnoeść zamyka.
[attachment=47536]
Drobną nagrodą pocieszenia jest czas od czasu wykute okienko. Jednak, żeby nie było znów tak dobrze, tunel ma swoje ślepe odnogi i przypomina mi to labirynt. Jeszcze tylko tutaj Minotaura brakowało a Ariadny z nicią też nie było.
[attachment=47537][attachment=47538] - środkowe i główne wejście
Minotaur mnie tym razem nie dopadł i nawet bez nici Ariadny wylazłem szczęśliwie z tej ciemności na dzienne światło. Do przełęczy zlazłem bez problemów i miałem jeszcze czas od spodu pooglądać sznurkowych wspinających się na szczyt. Wycieczka okazała się bardzo krótka i do odjazdu autobusu pozostało mi sporo czasu. Co z napoczętym popołudniem? Najpierw myślałem o cesarskiej ścieżce na Lagazuoi. Ten znany mostek mnie zainteresował już z wierzchołka Stria.
[attachment=47539][attachment=47540]
Jednak musiałem sobie ten łakomy kąsek odpuścić. Nie chciałem jechać w dół kolejką a w obu kierunkach po nogach bym nie zdążył na ostatni autobus. Nie było mi po myśli drałować 18 km do bazy po własnych. A autostopem? No powiedzcie, czy z moją g...ą miałem szanse na tego typu usługi? Kiedy wracałem już po drodze na Falzarego, zobaczyłem w dali skalną grudę.
[attachment=47541]
Nie ta strzelista skała w środku w tyle - Averau (2649 m). Tą odwiedziliśmy z Tomturem w zeszłym roku, ale ten mniejszy i bliższy kopczyk oznaczony strzałką - Croda Negra (2518 m). To był odpowiedni popołudniowy cel, zamiast spożywać przedrożony napój turystyczny na przełęczy. Na Falzarego o 13:30 zostawiam tylko odcisk buta i drałuję znowu pod górkę.
[attachment=47542]
Tym razem czeka mnie spacerkowe podejście. U podnóża Negra patrzę za siebie i pokazuje mi się Stria, z większym od niej Lagazuoi i obiema przełęczami Falzarego i Valparola.
[attachment=47543]
Tutaj zbaczam trochę ze szlaku i dochodzę do mniej widocznego kopczyka - Cima Gallina. W tym skalnym artefakcie była ustawiona bateria artylerii włoskiej. Ta w tym dogodnym miejscu zasadniczo wpływała na sytuację w okolicy Falzarego.
[attachment=47544]
Dzisiaj jest tutaj muzeum. Tylko, że było zamknięte. Trzeba zainteresowania minimalnie 6 osób. I tak mi nic nie pozostało, jak powrócić na szlak i dokończyć drałowanie na Negra bez dalszych historycznych informacji. Na szczycie jestem o 15:30, co jest dla mnie oznaką znów tylko do małego zatrzymania się.
[attachment=47545] - Averau się z Negra pięknie prezentuje
Pierwotnie chciałem zejść drugą stroną i łukiem powrócić na Falzarego, ale czas mnie zmusił do powrotu tym samym szlakiem. Nie lubię dochodzić do autobusu na ostatnią chwilę. Parę zdjęć i śmigam w dół. Na przełęczy mam trochę czasu i dlatego jeszcze tutaj sam sobie udzielam nagrodę w postaci Mirkowego napoju turysty z pianką. I to koniec dzisiejszej wycieczki.

Zakończenie: Przełęcz Falzarego jest wdzięcznym miejscem odpoczynku dla turystów zmotoryzowanych i dla tych co przez Dolomity tylko przejeżdżają Można tutaj aktywnie wypocząć od kółka. Dla tych, co byli grzeczni, są nagotowane przepiękne widoki na znane grupy skalne. Są tu fajne trasy też dla rodziców z dziećmi, które mogą okosztować tutejszej atmosfery górskiej.
Wspaniale opisujesz Dolomity Stasiu. ok
Przejeżdżałam przez Falzarego w tamtym roku. Wiedziałam trochę o tej przełęczy ale dopiero ty umiejscowiłeś i zwizualizowałeś moje wiadomości. Może w tym roku też będę w tamtym rejonie, choć chyba bardziej na zachód od Bolzano. Ale ja nigdy wcześniej nie wiem gdzie nas oczy poniosą.uhm
Ina, jeśli Cię interesuje jeszcze coś z Falzarego, to możesz przeczytać zeszłoroczną relację:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=3929
Post nr 8, dzień drugi

inanord napisał(a):
Wspaniale opisujesz Dolomity Stasiu. ok
...


W pełni zgadzam się! Smile
Stasiu Ty naprawdę masz bardzo pozytywnego "kręćka" na punkcie Dolomitów Smile a dzięki temu z wielkim zaciekawieniem czyta się Twoje opisy i historie.

Tak mnie nachodzi refleksja,że Tatry też były areną zmagań w trakcie I wojny światowej.Po tamtejszych jaskiniach i szałasach na halach ukrywali się Ci (dezerterzy) co nie chcieli gdzieś głupio ginąć w imię jaśnie panującego c.k.A za przeciwników mieli austriackich żandarmów.....
Kto wie-może by odnalazł gdzie porzucone i zetlałe mundury...

dr.Etker napisał(a):
Kto wie-może by odnalazł gdzie porzucone i zetlałe mundury...


Na Wołoszyn marsz !!!

Przekierowanie