Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Sztuka kompromisu, czyli boso przez Ćwilin + Lubomir
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Zaczęło się od pierwszej sprzeczki małżeńskiej w sobotni wieczór.Huh

- To co? Jedziemy na te narty?
- Nie!!! Na żadne narty!
- Ale czemu nie? Przecież tyyyle śniegu jest! Po co się będziemy męczyć na nogach?
- WON!!! Na nogach chce iść! Jak ludzie!
- Ale zobaczysz, będzie fajnie!
- WON do pieca z tą sztachetą!!! Znowu się połamię na jakimś świerku!
- Albo się zapadniesz po szyję i utoniesz!
- Wolę taką śmierć niż na sztachetach!!!
- To jedź sobie sama, ja jadę na nartach!
- Ty też sobie jedź sam, ja idę na nogach.
- Ok to jedź!
- Aha...
- Co?
- I śpisz dziś na balkonie....

Z tym miłym akcentem poszliśmy spać.
O 7. 28 zajechał mieciur. Jak zwykle parę minut za wcześnie.
O 7.35 wyleźliśmy z domu. Jak zwykle parę minut za późno.
Odbyły się wybory. W końcu demokrację mamy.

Gosia3kowi obojętne gdzie pojedziemy, byle iść z buta. Mieciur też z buta, coś rzuca o Lubomirze i Kudłaczach. Ja mówię, że jak mam iść bez nart, to na jakąś stromą górę, żeby mnie nie kusiło...Ot, taki Ćwilin na przykład.
Podczas gdy my głosujemy, poldolot sam ruszył na Limanową. W kotlinach mróz strzela po kościach i pyskach, a po grzbietach przechadza się już słonko. W tych okolicznościach pogody stajemy na Przełęczy Gruszowiec - bazy wypadowej na Ćwilin. Czyli padło na moje. Hehe. No i gośkowe...bo z buta.

Trzy, dwa, jeden - start. Minus dwadzieścia jeden w powietrzu. Trzy warstwy ubrania na grzbiecie. Idzie mi się źle. Nie dość, że nie mam nart, to jeszcze muszę iść w krzaki. To bolałounsure.
Po kolejnych pięciu minutach marszu już można się rozebrać do drugiej warstwy, czyli prawie do naga. Taki upał. Plusem tego podejścia na Ćwilin jest akurat to, że jest krótkie i treściwe. Nie wiem ile szliśmy, ale wkrótce byliśmy na pod-szczytowej polanie. Tu nieopatrznie spłoszyliśmy z krzaków zefirka, który począł gonić wokół nas i wciskać swe zmrożone paluchy w każdą szczelinę ubrania. Na szczęście żar lał się ze nieba i dało się to jakoś wytrzymać. Widoki ze szczytu przednie - od Sądeckiego, przez Gorce, Pieniny, Tatry, Fatry, Babie, Małe, Wyspowe i takie tam insze góry. Pięknie! Naprawdę dobry punkt widokowy.
[attachment=43702][attachment=43701][attachment=43703][attachment=43704][attachment=43705][attachment=43706][attachment=43707][attachment=43708]

Na szczycie popas, herbatka i cukierki z rumem, po których narąbaliśmy się takRolleyes, że zaczęliśmy zabawy na śniegu. Skoki, fikołki, pady na twarz - czyli to co normalny człek robi na śniegu w zimiegiggle.
[attachment=43709][attachment=43710][attachment=43711][attachment=43712][attachment=43713][attachment=43714]

W końcu, jako że zrobiło się rześko, jednak, poczęliśmy zejście / dupozjazd na dół.
[attachment=43715][attachment=43716]
Na parkingu, uradowany że już po wycieczce, poszedłem do baru pod Cycem sprawdzić czy mają tam rosołku. Rosołku nie mieli, za to parę siekier i sztachet, za co podziękowałem uprzejmie i wróciłem do auta. A tam pozostała dwójka przegłosowała mnie, że jeszcze idziemy na Lubomir. blink
Plan mieciura też trzeba wcielić w życie. Kompromis. Demokracja. Cholera.kwasny

Poldolotujemy dokąd się da i od razu żwawo wbijamy się na czerwony szlak na Lubomir. Droga idzie jak krew z nosa, mozolnie, krok po kroku, zapadając się i osuwając do tyłu pniemy się na ten szczyt. Klnę pod nosem na te narty...
[attachment=43718][attachment=43719]
W końcu jest. Szczyt. Obserwatorium. Oczywiście zamknięte. Pogoda piękna, godzina młoda, znów więc debatujemy.
I znów przegrywam stosunkiem głosów 2 do 1. Idziemy przez Łysinę na Kudłacze. Mają mi tam dać nagrodę - rosołekBig Grin. To mnie przekonało.
[attachment=43720]
Godzinę później zażarłem żurkwasny. Życie niesprawiedliwe jest. I pełne niespodzianek.

Ale to nic. Teraz trzeba z powrotem na Lubomir. Trochę mi się wydaje już bez sensu tak chodzić, ale mówią mi, że na dole na pewno będzie rosołekBig Grin, więc idę. Tak mi się tego rosołku chciało, że droga z powrotem na szczyt zabiera nam mniej czasu niż do schroniska innocent. Ups.
Jeszcze tylko do autka i już możemy jechać.
[attachment=43717]
Do domu.
Do kuchni.
Do rosołku!
Hurra!Toungue
Gratuluję.

Mallaidh napisał(a):
Zaczęło się od pierwszej sprzeczki małżeńskiej w sobotni wieczór. blink
(...)


A kto wygrał? uhm Bo po zdjęciach nie ma widać. Chyba jednak Ty, Maciek, jak na drugim skaczesz wesoło. Wink

Jakby doszło do kolejnych konfliktów na tle narciarskim to mam znajomych w odpowiednich resortach ...
Dodałem zdjęcia. Uff.

Spoko Łukasz, obyło się bez sił antyterrorystycznych Smile
Łukaszu, Ty jeden mnie rozumiesz...
Musimy kiedyś ognisko zapalić. Z desek ...
Fajne widoczki z tego Ćwilina. Widać, że świetnie się bawiliście. Wariactwo pełną gębą ok Zdjęcia bardzo udane. No i jak widać - nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło Wink Fajnie spędzony dzień.

ps. I rosołek w domu był?! Maćku?
ps2. Poldolot widzę znakomicie spisuje się w minusowych temperaturach. ok

gabi82 napisał(a):
ps. I rosołek w domu był?! Maćku?


Oczywiście, że był ok
Niedziela bez rosołku to dzień straconyRolleyes

Tia, był i rosołek i zabawy na śniegu i różne takie. Ogólnie wycieczka udana, z tym, że momentami uciekałem do przodu bo przez większość trasy padało oto takie wypowiedzi:
"...bo Ty mi każesz na tej głupiej boazerii !" , "Narty są bez sensu ! ", A Ty mi każesz na boso iść po śniegu !", "kebaba ! rosołku !" itd itd. Smile Jednym słowem kochająca się rodzinka Smile
Na koniec odbyła się bitwa o dupogrzejnik w Poldolocie ! ostatecznie podział był sprawiedliwy - Modzina dostała dupogrzejnik a Maciek farelkę kocyk i piersiówkę Smile A kierowca soczek.
Tyle w kwestii uzupełnienia relacji Smile
Ps. Poldolot na mrozach daje radę - trzeszczy skrzypi ale dzielny jest i jeździ Smile

mieciur napisał(a):
. Ogólnie wycieczka udana,

Jesteście wspaniali ! ok
Też tak chcę. Huh
W schronie Chochołowskim nad schodnią są zawieszone takie zabytkowe narty.... uhm
Jeśli od jutra ich nie będzie-znaczy wsiadłem na nie i odjechałem w śnieżną biel Tatr. innocent

Przekierowanie