06-01-2011, 07:10 PM
Mamy kolejne wolne od pracy ,tym razem zejde z łóżka i wybiore sie w góry tylko gdzie ,bedzie to moja druga przygoda z skiturami więc musi byc ambitnie
Wybór pada na ŁYSĄ hore w beskidzie morawskim ,ale tym razem szlakiem dla mnie nowym od Wiselajów .O 7 startuje w strone Cieszyna ,drogi szybko ubywa i przed dziewiatą wjezdzam w doline rzeki Mohelnicy na jednym z parkingów widze chłopaków z skituram parkuje obok nich i dowiaduje sie że w tym miejscu zaczyna sie droga transportowa na szczt Łysej.Pogoda nie zaciekawa podmuchy wiatru ,widocznośc nie zaciekawa ,ale na słońce tez nie liczyłem .Wczasie ubierania butów na droge wjechał ratrak ,tak więc ma sie to szczeście cała droge bedę miał wyrównana w takich warunkach uciecha iśc . [attachment=35541][attachment=35542]Dochodzę ta drogą do czerwonego szlaku od Wiselaji,na szlako wskazie pisza że droga do szczytu 5,8 km mimo że przetarte wchodzę na szlak który przecina drogę co chwile ale jest o wiele krótszy .[attachment=35543][attachment=35544]Szlak jest ubity tak że idzie sie bardzo fajnie ,ale im wyżej tym pogoda sie pogarsza a i moje nogi nie zwyczajne do chodzenia na nartach .Czeste odpoczynki spowalniają mnie ale zarazem daja mi ulgę od wiatru i śniegu który zacina z siła huraganu ,widocznośc zmiejszyła sie do 50m.No i po 3 godz. z zadymki wyłania sie wieża telewizyjna [attachment=35545] ,a opodal niej schronisko [attachment=35546]czuć wyraźnie zapach ogniska .Mimo że na szlaku spotkałem paru skiturowców ,w cieplutkim wnętrzu było całkiem sporo ludzi ,no ale Łysa jest dośc popularna .Oczywiście cały rytuał zachowałem piwko,czaj ,czosnkowa
,w schronie tym jest bardzo praktyczny piec [attachment=35547]można w komfortowych warunkach wysuszyć mokre ciuchy.Po godz.spędzonej w cieplutkim wnętrzu czas zdobyć szczyt ,mimo że jest od schronu raptem 50 m nie jest w tym huraganie łatwo ,tym bardziej że narty niesione na plecaku działaja jak skrzydła ,ale udało sie [attachment=35548]. Droga powrotna dla mnie była uciążliwa ,śnieg juz dawno zasypał zaspami drogę a ja jeszcze nie umie jeżdzic w kopnym śniegu
po jakims kilometrze zaryłem ry.. twarza w snieg i gdy tak sie tarzałem w śniegu na drodze pojawił sie ratrak który wracał w dól
to sie ma szczescie [attachment=35549][attachment=35550]. Reszte trasy coś około 8 km jechałem juz jak na nartostradzie [attachment=35551][attachment=35552]uciecha każdego narciarza jechac zaraz za ratrakiem.Droga na dół trwała zdecydowanie za krótko ,po spakowaniu podjechałem jeszcze do wioski Wiselaje ,a tam trafiłem na budynek wyjatkowo udanie wkomponowany w otaczajacy go krajobraz[attachment=35553]Był druga tak mając czas odwiedziłem po drodze ulubiony zdrój kazdego PRAWDZIWEGO mężczyzny [attachment=35554]i zakupiłem pewna ilośc [attachment=35555]i tak sobie sącząc napisałe nie wiadomo kiedy ta relacje
Wybór pada na ŁYSĄ hore w beskidzie morawskim ,ale tym razem szlakiem dla mnie nowym od Wiselajów .O 7 startuje w strone Cieszyna ,drogi szybko ubywa i przed dziewiatą wjezdzam w doline rzeki Mohelnicy na jednym z parkingów widze chłopaków z skituram parkuje obok nich i dowiaduje sie że w tym miejscu zaczyna sie droga transportowa na szczt Łysej.Pogoda nie zaciekawa podmuchy wiatru ,widocznośc nie zaciekawa ,ale na słońce tez nie liczyłem .Wczasie ubierania butów na droge wjechał ratrak ,tak więc ma sie to szczeście cała droge bedę miał wyrównana w takich warunkach uciecha iśc . [attachment=35541][attachment=35542]Dochodzę ta drogą do czerwonego szlaku od Wiselaji,na szlako wskazie pisza że droga do szczytu 5,8 km mimo że przetarte wchodzę na szlak który przecina drogę co chwile ale jest o wiele krótszy .[attachment=35543][attachment=35544]Szlak jest ubity tak że idzie sie bardzo fajnie ,ale im wyżej tym pogoda sie pogarsza a i moje nogi nie zwyczajne do chodzenia na nartach .Czeste odpoczynki spowalniają mnie ale zarazem daja mi ulgę od wiatru i śniegu który zacina z siła huraganu ,widocznośc zmiejszyła sie do 50m.No i po 3 godz. z zadymki wyłania sie wieża telewizyjna [attachment=35545] ,a opodal niej schronisko [attachment=35546]czuć wyraźnie zapach ogniska .Mimo że na szlaku spotkałem paru skiturowców ,w cieplutkim wnętrzu było całkiem sporo ludzi ,no ale Łysa jest dośc popularna .Oczywiście cały rytuał zachowałem piwko,czaj ,czosnkowa
,w schronie tym jest bardzo praktyczny piec [attachment=35547]można w komfortowych warunkach wysuszyć mokre ciuchy.Po godz.spędzonej w cieplutkim wnętrzu czas zdobyć szczyt ,mimo że jest od schronu raptem 50 m nie jest w tym huraganie łatwo ,tym bardziej że narty niesione na plecaku działaja jak skrzydła ,ale udało sie [attachment=35548]. Droga powrotna dla mnie była uciążliwa ,śnieg juz dawno zasypał zaspami drogę a ja jeszcze nie umie jeżdzic w kopnym śniegu
po jakims kilometrze zaryłem ry.. twarza w snieg i gdy tak sie tarzałem w śniegu na drodze pojawił sie ratrak który wracał w dól
to sie ma szczescie [attachment=35549][attachment=35550]. Reszte trasy coś około 8 km jechałem juz jak na nartostradzie [attachment=35551][attachment=35552]uciecha każdego narciarza jechac zaraz za ratrakiem.Droga na dół trwała zdecydowanie za krótko ,po spakowaniu podjechałem jeszcze do wioski Wiselaje ,a tam trafiłem na budynek wyjatkowo udanie wkomponowany w otaczajacy go krajobraz[attachment=35553]Był druga tak mając czas odwiedziłem po drodze ulubiony zdrój kazdego PRAWDZIWEGO mężczyzny [attachment=35554]i zakupiłem pewna ilośc [attachment=35555]i tak sobie sącząc napisałe nie wiadomo kiedy ta relacje


Teraz już tylko na skijach.
Szkoda, że mgła zamiast ładnych widoków ale za to sposób spędzenia święta zasługuje na pochwałę
Czyli nowe zastosowanie nart w praktyce