WYPRAWA I.
Pierwszy cel letniej wyprawy skierowany był na Wysoką szlakiem prowadzącym przez Wąwóz Homole. Poranek był chłodny i mglisty, niebo nieprzejrzyste. Zapomniałam już jakie bywają poranki w górach. Powietrze było rześkie i wilgotne. Lekka niepewność pogody i chyba jeszcze zmęczenie po podróży dały mi pretekst do dłuższego leżakowania, co później okazało się błędnym posunięciem. W zasadzie niezaskakującym. Busem do Jaworek, parę głębokich oddechów na głazie znajdującym się przed kapliczką tuż przy szlaku. Kapliczka komponowała się z blaskiem promieni słońca przenikających przez liczne gałęzie drzewostanu.
Ponieważ zaczynam swoją przygodę z górami ciekawią mnie różne miejsca także te najbardziej oblegane turystycznie i pięknie opisane w mini przewodnikach
i muszę przyznać że ten odcinek szlaku Wąwozu był dla mnie rozczarowaniem. Myślę, że w dużym stopniu było to spowodowane obecnością mas ludzi (całych rodzin i wycieczek kolonijnych). Starałam się uchwycić piękno tego terenu, jego swoisty charakter, niestety nie udało mi się to. Szłam tak podminowana faktem, że muszę uważać by na kogoś nie wpaść, nikogo nie potrącić, ... W zasadzie czego się spodziewałam? gdyby nie moje przedłużone leniuchowanie dałoby się z pewnością tego uniknąć. A może po prostu moje nastawienie, zmęczenie po całym roku pracy? Byłam na siebie trochę zła za to, że nie wstałam wcześniej i za swoje myślenie i samopoczucie, bo gdzie w tym wszystkim relaks i dobre samopoczucie? Na tym odcinku zrobiłam może ze 3 zdjęcia (zresztą później stracone wraz z całą kartą). Rozluźniać zaczęło się dopiero przy Skałkach, gdzie po raz pierwszy kąciki moich ust delikatnie uniosły się ku uśmiechowi , po prawo zaskoczyły mnie pasące się owce, po lewo rozłożysta polana i kilka wzniesień. Tak długo oczekiwane krajobrazy i drobnostki, które mogą ucieszyć wielkomiejskiego mieszczucha.
Po nacieszeniu oczu pierwszymi widokami i krótkim odpoczynku udałam się drogą prowadzącą przez las na Wysoką mijając mały potok przechodzący w poprzek drogi i dalej po lewo pole namiotowe. Dalej kierując się na wzniesienie, które było dla mnie najbardziej męczącym odcinkiem tej wyprawy. Upał był niemiłosierny, słońce paliło każde źdźbło trawy. Pokonanie tego krótkiego odcinka z przerwą na focenie i wylegiwanie się w cieniu pod drzewami i podziwianiem rysujących się już widoków zajęło mi plus minus 40-50 minut. Z Polany pod Wysoką rozciągał się piękny widok. Przecież nigdzie mi się nie spieszy. Siedząc tak wygodnie na trawce delektuję się zapachem rozgrzanego powietrza, wiat przyjemnie łechta moje lica, przyglądam się ludziom pokonującym ten odcinek, jaki wkładają wysiłek w pokonanie tej trasy i jak niektórym z nich sprawia to przyjemność, i zaczynam czuć się szczęśliwa. Czas ruszać dalej, przede mną długa droga.
[align=center][attachment=33304]
Po kolejnych kilku minutach jestem już za pierwszym stromym podejściem na skraju lasu i dalej podążam już kamienistym szlakiem wśród drzew, stromo podchodzącym w górę. Przyjemnie schłodzone w osłonie drzew powietrze daje wytchnienie dając zastrzyk energii. No to jeszcze baton, łyk wody i dalej pod górkę. Taki wysiłek fizyczny daje mi poczucie zadowolenia, satysfakcji i spełnienia. Wreszcie docieram do rozwidlenia, droga w lewo na szczyt Wysokiej, a w prawo na Durbaszkę. Pierwszy cel wyprawy Wysoka. Po drodze punkty widokowe, parę ujęć na Słowację, widoczne w oddali Tatry, Trzy Korony i hop pokonuję ostatni odcinek by na szczycie podziwiać równie piękne krajobrazy.
Na wprost delikatnie rysujące się pagórki chowające się w cieniu chmur, a następnie tryskające intensywną zielenią w blasku promieni słońca. Po prawo w oddali nieco w gęstwinie powietrza, za mgłą Tatry. Wreszcie krajobrazy kryjące się za powiewającą energicznie Słowacką flagą. Parę zdjęć, wypowiedziane w myślach życzenie, ostatni rzut okiem na otaczające mnie pejzaże.
Schodzę w dół i odbijam w kierunku prowadzącym na Durbaszkę. Na powalonym drzewie wraz z towarzyszem wyprawy robimy sobie ucztę z serków góralskich, a ponieważ wokół widać jeszcze kilka połamanych drzew mojemu towarzyszowi przypomina się kawałek KSU ''Umarłe drzewa'' ...krótka rozmowa sentymentalna, wspomnienia z okresu dorastania, zatrzymanie się nad kwestią przemijania czasu... i tym oto ''optymistycznym'' akcentem kończymy nasz piknik i udajemy się w dalszą drogę prowadzącą przez zarośla, a następnie długą drogą przez las. Po prawej stronie ukazują się nam od czasu do czasu migawki Beskidu Sądeckiego. I oto dochodzimy do Durbaszki. Siadamy pod murem drzew, a na wprost rozpościera się przepiękna gra kolorów, słomiany kolor wypalonej trawy i zboża oraz mieniące się fale Beskidu Sądeckiego w różnych odcieniach zieleni. Zapiera mi dech w piersiach. Odpoczywamy tu dłużej, ciesząc oczy i serce! tymi widokami.
Teraz ruszamy otwartym terenem w stronę Wysokiego Wierchu. Po lewo mijamy pojedyncze drzewa sosnowe, pod jednym robimy krótki odpoczynek podziwiając w oddali dobrze rysujące się Tatry oraz zielone pagórki znajdujące się prawie tuż tuż obok nas na Słowacji.
Dalej rozdzielamy się, ja idę na Wysoki Wierch, a kompan wyprawy odbija w prawo na Bacówkę kierując się dalej niebieskim szlakiem w dół by zaszyć się w cieniu któregoś z kolei sosnowego drzewa.
Zmęczona już po dobrych pięciu godzinach wędrówki podchodzę na Wysoki Wierch. Jaka radość mnie czeka... co za cudowna melodia świerszczy ukrytych gdzieś w źdźbłach trawy. Cykanie było tak donośne, że niemal zagłuszało szelest i gwizd wiatru. A na szczycie rozpościerał się kolejny piękny pejzaż. Powietrze było przejrzyste, kolory intensywne. Na wierzchołku minęłam jedynie 3kę wędrowców i zostałam zupełnie sama. Ja, góry, cykanie pasi koników, wiatr i poza tym cisza... chciałoby się tak trwać i trwać ...
Po drodze łapiemy jeszcze kilka ciekawych widokówek (pstryk). Po lewo wyraźnie rysujący się szczyt Trzech Koron i Góry Zamkowej.
Następnie kierujemy się szlakiem przez Cyrhle, Witkule w stronę Szafranówki i dalej na Palenicę, gdzie zjeżdżamy wyciągiem do Szczawnicy by następnie posilić się pysznymi naleśnikami z owocami i bitą śmietaną

.

tak się zastanawiam... w zasadzie takie były plany... ale pozostałe trasy miały raczej dla mnie zdecydowanie raczej osobiste, sentymentalne znaczenie. Wydaje mi się, że pozostałe mogą być też dla Was już mniej ciekawe. Więc poczekamy zobaczymy - tekst musi pisać się sam... Troszkę tam tego było, ale wiele zdjęć straciłam więc nie chciałabym też podawać suchych faktów nieokraszonych zdjeciami.
. Do dziś zastanawiam się czy biegli
, ja od rozwidlenia, o którym piszę od Kapralowej ? przez Borsuczny, Durbaszkę, Wysoki W. i dalej niebieskim do Szafranówki szłam dobre ponad 3 godziny 