10-06-2010, 09:24 PM
Jako że czas pozwalał i pogoda dopisywała postanowiliśmy z Mieciurnym spędzić niedzielę po naszemu - czyli wypoczynkowo inaczej
I tak parę minut po 7mej rano jesteśmy już w drodze. Padlo tym razem na Lubomierz - a wybór był ciężki. Dlaczego? ponieważ dookoła nowego sącza większość dróg była świeżo zniszczona po powodzi i nie chcieliśmy się gdzieś wpakować nieopatrznie. poza tym podejrzewaliśmy, że ładna pogoda po miesiącu opadów zachęci wszystko co ma chęć do życia do wypełznięcia z legowisk i zdobycia szczytu ze schroniskiem. trzeba więc było wybrać szlaki nieuczęszczane - no i fajnie żeby były też nieznane
bo przecież wymagań dużych to my nie mamy 
50km jazdy idzie szybko, po godzinie meldujemy się we wsi, znajdujemy miejsce parkingowe dla poldolota, przebieramy się, jemy śniadanie, dopakowujemy plecory, rozkładamy kijki.... szlag, nie mogę rozłożyć kijków!!! dobrą chwilę mordujemy się żeby je rozłożyć (btw. nie udało mi się to do tej pory
) i w końcu z klekotem lądują z powrotem w bagażniku. Mieciur rezygnuje ze swoich, żeby mnie na szlaku nie "odstawiać". w drogę!! na czarny szlak - ponoć najtrudniejszy
1. Gorce
drogą przez wieś, momentami mam wrażenie że przechodzimy komuś przez podwórko i zaraz wleziemy do stajni czy innej obory
za to szybko mijamy zabudowania, pierwsze rozejście - idziemy na węch, tutaj szlaku nie ma - ok, wracamy. skręcamy w drugą drogę (z dwóch możliwych
) by po trzystu metrach znów kląć na lokalny pttk i jego znakarzy
z trzech dróg po przekroczeniu potoku trzeba było wybrać... czwartą - ścieżkę przez chaszcze i krzaki, do czego oczywiście dochodzimy metodą prób i błędów.
lekko już wkurzeni pomykamy polanami pod górę. i zgodnie stwierdzamy, że jakby nie to że na każdy krok trzeba uważać (mokro!!) i co parę metrów sprawdzać czy jeszcze idziemy szlakiem - to nawet ładnie tu jest
[attachment=31642]w końcu udaje nam się wejść w las we właściwym miejscu, jeszcze parę wkurzeń na leśnych rozejściach i wypłukanym wąwozem dochodzimy do punktu orientacyjnego - zarastającej polany Jaśkówka. [attachment=31643]Stąd wydaje się tylko parę kroków do Kudłonia - ale jakich kroków. Według mnie tego podejścia by się tatrzańskie turnie nie powstydziły
Wpruwa z nas żyły, dyszymy jak lokomotywy, ledwo zauważamy słynną wychodnię skalną "Kudłońskiego Bacę", [attachment=31644] czy ładne polanki [attachment=31645]. chcemy już tylko dotrzeć do wierzchołka. gdy już myślałam że język zostanie mi wywieszony na stałe - w końcu docieramy do rozejścia. Jest ono jednak w lesie, więc na miejsce popasu wybieramy pobliską polaną Gorc Troszacki.[attachment=31646]
Ledwo zaczęłam wypoczywac - Mieciur już powiedział że idziemy dalej
cóż, z kim przestajesz - takim się stajesz
niedługo będzie drugim forumowym pędziwiatrem chyba
cóż, rada nierada ruszam zad i idziemy dalej. jako że żółty szlak grzbietowy to popularne dojście na Kudłoń i dalej na Turbacz - spotykamy tu większe i mniejsze stadka ludzi. [attachment=31647]Mijamy kolejne polany - Adamówkę i Podskały [attachment=31648]by po chwili zejść na przełęcz Przysłop w Lubomierzu - Rzekach, gdzie przechodzi droga wojewódzka (którą nawiasem sami przyjechaliśmy
), która jest granicą międzi Gorcami a Beskidem Wyspowym. tu normalni ludzie skończyliby wycieczkę... ale nie my
2. Beskid Wyspowy
żółty szlak przez wieś prowadzi asfaltem, stromym, więc znowu jęzory na wierzchu. przy pierwszym lesie chwila postoju, tu mijają nas pierwsi motocykliści. będą naszą zmorą przez dalszą część dnia
przez las łagodnie pod górę omijając ogrodzoną drutem kolczastym polanę (normalnie widok jak z obozu koncentracyjnego
) [attachment=31649] zdobywamy szczyt o dumnej nazwie Myszyca i równie imponującej wysokości 877m. cały szczyt jest objęty wycinką drewna, co sprawia że oczywiście się gubimy. jakoś już nas to nie dziwi.
lekko pod górę, mijamy zagubione w lasach przysiółki Lubomierza, zakosy na szlaku i idziemy... i idziemy... i idziemy... za każdym zakrętem widzimy cel - a więc górę Jasień (trzeci pod wzgledem wysokości szczyt Beskidu Wyspowego) i w końcu... jeeeeest! tu dłuższy odpoczynek [attachment=31650]- jednak zmęczenie trasa w pełnym słońcu daje znać o sobie i podziwianie pobliskiej Mogielicy wraz z piękną polaną podszczytową.[attachment=31651] tam jednak NIE idziemy
[attachment=31652] pokazujemy Mogielicy nasze zadki i mykamy zielonym szlakiem w stronę Kobylicy
tutaj dalej standardowo - szlak się gubi, uciekamy przed crossowcami i quadowcami, słonko przygrzewa, czyli uroki
leśną stokówką pomykamy dobrą chwilę, nauczeni doświadczeniem dzisiejszego dnia dobrze się rozglądamy, by znaleźć odbicie czarnego szlaku, który nas z powrotem do Lubomierza ma doprowadzić. znajdujemy go - tylko dlatego że Mieciur się ogląda czy jacyś quadowcy nie maja wobec nas morderczych zapędów, a ja potykam się o kamień z kółeczkiem oznaczającym początek szlaku
to powinno nas ostrzec z czym będziemy mieć do czynienia. ale nie - dzielni wędrowcy ruszają dalej i nawet udaje im się przejść z kilometr. potem zaczyna się gehenna. po pięć stokówek na każdym skrzyżowaniu, obadujemy je po kolei klnąc na czym pttk stoi
i zazwyczaj szlak odnajdujemy w tej, która wygląda najmniej prawdopodobnie. tak źle oznakowanego szlaku w życiu nie widziałam!! w końcu mamy dość tego wszystkiego, stwierdzamy że chrzanimy szlak, zdajemy się na węch i orientację. dzięki czemu wychodzimy z lasu praktycznie koło samochodu [attachment=31653] (a szlakiem trzeba by się było tachać z 1,5 km asfaltem
)
podsumowując - mile spędzony dzień w nieobleganych rejonach. jednak żadnego z czarnych szlaków z Lubomierza nie polecam
zdjącia zaraz wrzucę, aczkolwiek mam mało bo Mieciur mnie ciągle ścigał

I tak parę minut po 7mej rano jesteśmy już w drodze. Padlo tym razem na Lubomierz - a wybór był ciężki. Dlaczego? ponieważ dookoła nowego sącza większość dróg była świeżo zniszczona po powodzi i nie chcieliśmy się gdzieś wpakować nieopatrznie. poza tym podejrzewaliśmy, że ładna pogoda po miesiącu opadów zachęci wszystko co ma chęć do życia do wypełznięcia z legowisk i zdobycia szczytu ze schroniskiem. trzeba więc było wybrać szlaki nieuczęszczane - no i fajnie żeby były też nieznane
bo przecież wymagań dużych to my nie mamy 
50km jazdy idzie szybko, po godzinie meldujemy się we wsi, znajdujemy miejsce parkingowe dla poldolota, przebieramy się, jemy śniadanie, dopakowujemy plecory, rozkładamy kijki.... szlag, nie mogę rozłożyć kijków!!! dobrą chwilę mordujemy się żeby je rozłożyć (btw. nie udało mi się to do tej pory
) i w końcu z klekotem lądują z powrotem w bagażniku. Mieciur rezygnuje ze swoich, żeby mnie na szlaku nie "odstawiać". w drogę!! na czarny szlak - ponoć najtrudniejszy
1. Gorce
drogą przez wieś, momentami mam wrażenie że przechodzimy komuś przez podwórko i zaraz wleziemy do stajni czy innej obory
za to szybko mijamy zabudowania, pierwsze rozejście - idziemy na węch, tutaj szlaku nie ma - ok, wracamy. skręcamy w drugą drogę (z dwóch możliwych
) by po trzystu metrach znów kląć na lokalny pttk i jego znakarzy
z trzech dróg po przekroczeniu potoku trzeba było wybrać... czwartą - ścieżkę przez chaszcze i krzaki, do czego oczywiście dochodzimy metodą prób i błędów.lekko już wkurzeni pomykamy polanami pod górę. i zgodnie stwierdzamy, że jakby nie to że na każdy krok trzeba uważać (mokro!!) i co parę metrów sprawdzać czy jeszcze idziemy szlakiem - to nawet ładnie tu jest
[attachment=31642]w końcu udaje nam się wejść w las we właściwym miejscu, jeszcze parę wkurzeń na leśnych rozejściach i wypłukanym wąwozem dochodzimy do punktu orientacyjnego - zarastającej polany Jaśkówka. [attachment=31643]Stąd wydaje się tylko parę kroków do Kudłonia - ale jakich kroków. Według mnie tego podejścia by się tatrzańskie turnie nie powstydziły
Wpruwa z nas żyły, dyszymy jak lokomotywy, ledwo zauważamy słynną wychodnię skalną "Kudłońskiego Bacę", [attachment=31644] czy ładne polanki [attachment=31645]. chcemy już tylko dotrzeć do wierzchołka. gdy już myślałam że język zostanie mi wywieszony na stałe - w końcu docieramy do rozejścia. Jest ono jednak w lesie, więc na miejsce popasu wybieramy pobliską polaną Gorc Troszacki.[attachment=31646]Ledwo zaczęłam wypoczywac - Mieciur już powiedział że idziemy dalej
cóż, z kim przestajesz - takim się stajesz
niedługo będzie drugim forumowym pędziwiatrem chyba
cóż, rada nierada ruszam zad i idziemy dalej. jako że żółty szlak grzbietowy to popularne dojście na Kudłoń i dalej na Turbacz - spotykamy tu większe i mniejsze stadka ludzi. [attachment=31647]Mijamy kolejne polany - Adamówkę i Podskały [attachment=31648]by po chwili zejść na przełęcz Przysłop w Lubomierzu - Rzekach, gdzie przechodzi droga wojewódzka (którą nawiasem sami przyjechaliśmy
), która jest granicą międzi Gorcami a Beskidem Wyspowym. tu normalni ludzie skończyliby wycieczkę... ale nie my
2. Beskid Wyspowy
żółty szlak przez wieś prowadzi asfaltem, stromym, więc znowu jęzory na wierzchu. przy pierwszym lesie chwila postoju, tu mijają nas pierwsi motocykliści. będą naszą zmorą przez dalszą część dnia
przez las łagodnie pod górę omijając ogrodzoną drutem kolczastym polanę (normalnie widok jak z obozu koncentracyjnego
) [attachment=31649] zdobywamy szczyt o dumnej nazwie Myszyca i równie imponującej wysokości 877m. cały szczyt jest objęty wycinką drewna, co sprawia że oczywiście się gubimy. jakoś już nas to nie dziwi. lekko pod górę, mijamy zagubione w lasach przysiółki Lubomierza, zakosy na szlaku i idziemy... i idziemy... i idziemy... za każdym zakrętem widzimy cel - a więc górę Jasień (trzeci pod wzgledem wysokości szczyt Beskidu Wyspowego) i w końcu... jeeeeest! tu dłuższy odpoczynek [attachment=31650]- jednak zmęczenie trasa w pełnym słońcu daje znać o sobie i podziwianie pobliskiej Mogielicy wraz z piękną polaną podszczytową.[attachment=31651] tam jednak NIE idziemy
[attachment=31652] pokazujemy Mogielicy nasze zadki i mykamy zielonym szlakiem w stronę Kobylicy
tutaj dalej standardowo - szlak się gubi, uciekamy przed crossowcami i quadowcami, słonko przygrzewa, czyli uroki
leśną stokówką pomykamy dobrą chwilę, nauczeni doświadczeniem dzisiejszego dnia dobrze się rozglądamy, by znaleźć odbicie czarnego szlaku, który nas z powrotem do Lubomierza ma doprowadzić. znajdujemy go - tylko dlatego że Mieciur się ogląda czy jacyś quadowcy nie maja wobec nas morderczych zapędów, a ja potykam się o kamień z kółeczkiem oznaczającym początek szlaku
to powinno nas ostrzec z czym będziemy mieć do czynienia. ale nie - dzielni wędrowcy ruszają dalej i nawet udaje im się przejść z kilometr. potem zaczyna się gehenna. po pięć stokówek na każdym skrzyżowaniu, obadujemy je po kolei klnąc na czym pttk stoi
i zazwyczaj szlak odnajdujemy w tej, która wygląda najmniej prawdopodobnie. tak źle oznakowanego szlaku w życiu nie widziałam!! w końcu mamy dość tego wszystkiego, stwierdzamy że chrzanimy szlak, zdajemy się na węch i orientację. dzięki czemu wychodzimy z lasu praktycznie koło samochodu [attachment=31653] (a szlakiem trzeba by się było tachać z 1,5 km asfaltem
) podsumowując - mile spędzony dzień w nieobleganych rejonach. jednak żadnego z czarnych szlaków z Lubomierza nie polecam

zdjącia zaraz wrzucę, aczkolwiek mam mało bo Mieciur mnie ciągle ścigał


Chodzić z userem po kopczykach, kiedy ten jeszcze nie wystygł po Kośćielcu z Adminem. Ja i tak podejrzewam, że Ty tego geometrę zabrałaś celowo. 