13-12-2009, 02:00 PM
13-12-2009, 02:00 PM
13-12-2009, 08:53 PM
zdjecie 45 z 2 katalogu...szczęka opadła.... Widać jaki człowiek jest malusieński.... Mam nadzieje, że sama sie doczekam takiego zdjęcia... Tylko mi smaka chłopie narobiłeś ta galerią.
Zdradziłbyś troche wiecej szczegółów co do tego wyjazdu
Zdradziłbyś troche wiecej szczegółów co do tego wyjazdu

13-12-2009, 09:01 PM
Mallaidh napisał(a):
Uwaga - zdjęcia miażdżą 
(autorzy zdjęć Ela & Piotrek - all rights reserved)

(autorzy zdjęć Ela & Piotrek - all rights reserved)
W pełni świadom...zaryzykowałem! 
Czuję się połamany, mały, bezradny i zmiażdżony 
Fantastyczne fotografie 
13-12-2009, 09:41 PM
Zdjęcia b.Ok. 

Mallaidh napisał(a):
Na te długie bezgórne wieczory przedstawiam Wam zdjęcia moich znajomych
Jak znajomi-to wspomnij o "GŚ"-może skrobną na forum -trochę refleksji i wspomnień z tak egzotycznej eskapady. 
13-12-2009, 11:22 PM
Piękna podróż, piękne zdjęcia i na pewno piękne wspomnienia.., może Znajomi napiszą parę słów..

14-12-2009, 05:41 PM
Piękne są te zdjęcia, szczęka opada
))widoki będą mi po nocach się śniły
))
))widoki będą mi po nocach się śniły
))14-12-2009, 07:37 PM
hmmm a mi się rozszerzyły horyzonty...
bo skoro Elunia z Piotrkiem mogli to...
... 
bo skoro Elunia z Piotrkiem mogli to...
... 
14-12-2009, 11:37 PM
No właśnie... im się udało. A ja marzyć nie przestałem. Jeszcze tam wrócę.
16-12-2009, 09:43 PM
Witam wszystkich serdecznie 
Wielkie dzięki za miłe słowa o naszych fotkach. Postaram się w najbliższym czasie napisać mini instrukcję do trekkingu w Nepalu
(bo pamiętajcie, że każdy może tam pojechać !) no i podzielić się z Wami naszymi przeżyciami. A jest co opowiadać. Spędziliśmy 20 dni w górach i 3 w Kathmandu zwiedzając okolicę.

Wielkie dzięki za miłe słowa o naszych fotkach. Postaram się w najbliższym czasie napisać mini instrukcję do trekkingu w Nepalu
(bo pamiętajcie, że każdy może tam pojechać !) no i podzielić się z Wami naszymi przeżyciami. A jest co opowiadać. Spędziliśmy 20 dni w górach i 3 w Kathmandu zwiedzając okolicę.16-12-2009, 11:12 PM
Witam i jestem pod wielkim wrażeniem cudownych ujęć - i pytanie się samo nasuwa - chcę tam być.. ...tylko kiedy ?
17-12-2009, 05:44 AM
Wiecie panowie, ja sobie już odpuściłem. Dla mnie Himalaje są w strefie snów i również inne kopczyki na innych kontynentach. Wystarczy, ża wy tam pojedziecie i jakie foteczki na Forum wtrącicie. Ja przyjąłem do świadomości, że mi wystarczą Alpejki i Karpaty
Życzę udanego wędrowania. 
Życzę udanego wędrowania. 
18-12-2009, 11:45 AM
viking napisał(a):
Witam i jestem pod wielkim wrażeniem cudownych ujęć - i pytanie się samo nasuwa - chcę tam być.. ...tylko kiedy ?
Najlepszy okres żeby pojechać na treking do Nepalu to połowa września - połowa listopada. Wówczas powietrze jest bardziej przejrzyste niż w kwietniu - maju (tak przynajmniej twierdzą znawcy tematu). Choć widoczność jest gorsza na wiosnę kwitną rododendrony. Najgorszy okres to polskie lato: czerwiec - sierpień kiedy trwa monsun. Szlaki niby są puste ale wszędzie łażą pijawki
:|.
W naszym przypadku wszystko zaczęło się od kwietniowo-majowego numeru Travelera. Przez przypadek otworzyłem tą gazetę nie wiedząc że tematem numeru jest trekking. Oczywiście otworzyła mi się na stronie gdzie ludziki z plecakami na tle lodowej ściany wchodzą sobie na kopczyk
. Potem drugi raz przeglądałem tą gazetkę bo znowu czekała na mnie na wystawie a następnego dnia już nie wytrzymałem i ją kupiłem.
Kidy okazało się, że taki wyjazd bez biura, bez przewodnika i bez tragarzy jest na prawdę prosty
zapadła decyzja - wyruszamy jesienią! Jak nie teraz to kiedy...
18-12-2009, 01:01 PM
No to dawaj czekamy na detale - w końcu w Himlalaje rzut beretem 

18-12-2009, 08:48 PM
... no więc...
Pierwsza sprawa to lot. Najtańsza opcja to lot do New Delhi, a potem do Kathmandu indyjskimi liniami.
Do New Delhi: fiński Finnair lub rosyjski Aeroflot. Wybór był dość oczywisty
zwłaszcza, że all in all Finnair okazał się najtańszy (około 1800 PLN za lot na trasie Warszawa-New Delhi - Warszawa).
Tak na marginesie Finnair wyspecjalizował się w Azji i oferuje usługi na bardzo wysokim poziomie.
Tak więc 29. października o 13.00 wylecieliśmy do Helsinek. Około 20.15 byliśmy już w samolocie do New Delhi, gdzie dotarliśmy po 6.5h lotu o 6.00 rano czasu miejscowego. Lotnisko już samo w sobie dostarcza nieco egzotyki - wszędzie kręcą się hindusi w turbanach, kobiety w kolorowych sari. Przynajmniej to sprawia, że nie zasypiamy czekając do 12.00 na lot Delhi - Kathmandu (w Polsce jest ciągle noc
). Co do indyjskiej wizy to można ryzykować i próbować się prześlizgnąć tranzytem bez wizy, ale nie polecam - nie mamy żadnej kontroli nad tym czy bagaż z całym szpejem w góry zostanie przeniesiony do drugiego samolotu czy nie.
Po 15 minutach lotu z New Delhi (linie JetLite) na horyzoncie pojawiają się Himalaje - ten widok to po prostu bajka. W powrotnej drodze jest jeszcze lepiej bo leci się bardzo blisko gór. Lotnisko w Kathmandu jest bardzo małe a salę do zakupu wiz zapamiętacie dobrze - my staliśmy w kolejce 2h. Nepalczycy z pełnym luzem przyjmowali wnioski wizowe. Pan numer jeden przyjmował opłatę (chyba 30 USD jeśli dobrze pamiętam). Następnie udajemy się do kolejki numer dwa i pana numer dwa który podaje papierki panu numer 3 który rozprostowuje i segreguje je dla pana numer 4, który prosi nas o paszporty, wbija pieczątkę i NAMASTEEE! ("dzień dobry") - jesteśmy w Nepalu
No i się zaczyna - po wyjściu z sali przylotów dopada nas dziki tłum taksówkarzy (naszego przysłanego z hotelu oczywiście nie ma
) ale pełen luz. Wszyscy mają dla nas pokój, lot do Pokhary itp, itd.
Z ogonkiem dwóch samozwańczych przewodników idziemy na lotnisko krajowe żeby kupić bilety na jutrzejszy lot do Lukli (łatwiej było to zrobić poprzez pośrednika w turystycznej dzielnicy Thamel gdzie będziemy nocować). Jest już dosyć późno ale jakimś cudem załapujemy się na lot linii Sita Air na kolejny dzień. Lot powrotny jest otwarty to znaczy należy zapisać się na listę w przeddzień lotu w Lukli. Wszystko zgodnie z najbardziej optymistyczną wersją. Nawet hotel zarezerwowany przez internet czeka na nas. Po drodze
:hihi: taxi z lotniska do hotelu i prawdziwy rajdowiec taranujący przechodniów na poboczach. Fajna ta Azja.
Jednego czego nie udało nam się zrobić to rejestracja w systemie TIMS - to takie cuś nowego jest
. Rząd w celu ukrócenia działalności samozwańczych agencji trekkingowych życzy sobie rejestracji w systemie (2 zdjęcia). Dla nas było za późno bo ministerstwo pracowało do 16.00 w piątek - trudno "zgłoście się po to w Lukli" tak nam powiedzieli. Ok no problem tylko nie powiedzieli gdzie w Lukli.
O czwartej rano zrywamy się jak skowronki (takie trochę przybite zmianą czasu). Nasz lot do Lukli teoretycznie startuje o 6.30. Szybkie pakowanie worów, śniadanie na wynos i jazda jazda.
Lotnisko domestic to istny młyn i ucieleśnienie chaosu. W małej sali tłoczą się ludki z kurami, jajkami, ogromnymi torbami wyprawowymi. Ufff pierwszy lot poleciał planowo choć na lotnisku mgła była jak mleko. Drugi (to nasz) ciiiiiiszaaaa. Nie zapowiadają. Kolejne loty zostają anulowane - w Lukli jest mgła. Czekamy tak do 10.00. Wreszcie wywołują "flaj number sik ziroł tri". Jedziemy po pasie małym autobusikiem a z tyłu nasze bagaże na przyczepce. No i skucha: gubimy bagaże 200m za sobą (no problem jesteśmy w azji
). Dojeżdżamy na parking samolotów - nie ma naszego. Jedziemy z powrotem na lotnisko. Zawracamy. Wracamy na pas - jest samolot. Wysiadamy z autobusiku. Każą z powrotem wsiadać do autobusiku. Nie jednak można wyleźć na pas.
:|
:|
. Szczerze mówiąc w europie krew by mnie już zalała ale tam się nie da denerwować. Człowiek po prostu nie może, bo tak go to wszystko śmieszy. Siedzimy na pasie. Główny szefu (który załatwił nam bilety dzień wcześniej) wyjaśnia, że lotnisko jest zamknięte bo przylatuje prezydent jakiegoś kraju (wiedział figlarz kiedy zablokować pół miasta). No i z 6.30 rano zrobiła się 12.00.
Wreszcie wsiadamy do samolotu, wsiadają też piloci - luzaki
-Oh my God we are so late ! - mówi jeden z nich, hehhehe.
Nasz los jest w ich rękach i malutkim samolociku. W Lukli do lądowania podchodzi się tylko raz - pas jest pochyły i kończy się prawie pionową ścianą zbocza góry.
Zobaczcie sami
Lot do Lukli
. Mamy opad szczęki do ziemi. Pierwsza myśl - o cholera jakie duże te góry. W Lukli (2800 m) oczywiście nie słyszeli o TIMSie - "zapytajcie w Jomsom, no problem in Jomsom" usłyszeliśmy... No to w drogę i tak wieczorem doszliśmy do Phakding na 2800. Obok w dolinie Dudh Koshi (mleczna rzeka). Ponad głowami skalne turnie jeszcze bez lodowców i pierwszy zachód słońca. Jesteśmy w krainie szerpów-buddystów. Wszędzie na kamieniach wyryte są mantry, powiewają kolorowe flagi modlitewne. Pojawiają się pierwsze młynki modlitewne.
18-12-2009, 11:01 PM
Oj coś czuję, że będzie zabawa przy tej relacji 
Trochę mi to przypomina Maroko (lotnisko, taxówki, tłum).
W tamtych krajach wszystko się dzieje inaczej...:O

Trochę mi to przypomina Maroko (lotnisko, taxówki, tłum).
W tamtych krajach wszystko się dzieje inaczej...:O