27-10-2009, 10:02 PM
Kiedy mi się kończył tegoroczny letni urlop, chciałem trochę odpocząć od długich tras i na sam koniec wymyśliłem sobie przejście niżej opisaną trasą. Nie chcę zanudzać długimi opisami i dlatego w krótkim opisie i paroma zdjęciami przedstawię, dla chętnych, dalszą możliwość spędzenia ładnych chwil.
Klettersteig "Hias" znajduje się w kanionie Silberkarklamm położonym w Grupie Dachstein. Samotny klettersteig nie jest zbyt długi, ma tylko przewyższenie 130 m, ale znajdują się obciążenia do stopnia "D" - bardzo ciężko
. Samotne przejsćie trwa około 45 minut, jednak z niżej podanch przyczyn mi trwało 1,5 godz. Cała wycieczka zajmie około 2 godzin nie licząc przestoje.
[attachment=27338]
Pozytywa:
+ krótka trasa, relaksyjna,
+ w okolicy jest jeszcze jeden podobny (Klettersteig "Siega") i można oba połączyć,
+ tutaj można wypróbować swoje siły na krótkiej ale bardzo ciężkiej skale, nie trzeba forsować dużą górę i potem sprawdzić, że to jest ponad siły,
+ schronisko, raczej coś w rodzaju bacówki, Silberkarhütte oferuje dla smakoszy dania regionalne.
Negatywa:
- duże natężenie turystów, jak na normalce, tak i na klettersteigu,
- dle prawdziwych wilków niezbyt zadawalające.
Wycieczkę rozpoczynam z bazy wypadowej usytuowanej w Schladmingu. Do ujścia kanionu postanowiłem trasę przejść istnie forumowiczowo tj. na piechotę tam, gdzie inni używają innych środków lokomocji
. Z wysokości 175 cm i przy szybkości 4 km/godz. podziwiam zurbanizowaną okolicę owieńczoną przepięknymi górami.
[attachment=27339] - już zdobyty Höchstein
Te 2 godziny były całkiem samotne. Kiedy dochodzę do ujścia doliny, zaczyna być tłoczno. Kanion można przejść też normalnie, czego wykorzystują mniej zaawansowani turyści. Jest to coś podobnego do Dolnych Dziur w Małej Fatrze. Po 5 minutach po wejściu (płatne) do kanionu zauważam początek klettersteigu. Uśmiech typu "banan"
mi zamarza na ustach. W tym miejscu ma postój cała wycieczka autokarowa. Połowa uczestników jest ubrana w typiczny strój ferracisty i żegna się z drugą połową, która przejdzie trasę normalką. Ja nie mam szans ich wyprzedzić, musiałbym wyskoczyć na trasę bez uprzęży. Lawina ludzka ruszyła a ja dopiero się przygotowywałem. 
Najpierw trzeba było przejść przez most linowy.
[attachment=27340]
Zaraz po nim i po krótkiej półce skała przestała z nami igrać. Serwirowała nam ściankę o trudności C/D. Ten tłum przede mną miał jedno dobre. Nigdzie się nie musiałem śpieszyć i mogłem igrać z fotoaparatem. Następuje drugi linowy mostek i lżejszy odcinek.
[attachment=27341]
Ten jednak był dla odsapnięcia. Dochodzi najtrudniejsza część (D). Pionowe ściany, niekiedy osadzone stalowymi kołkami. Tutaj trzeba użyć dużej siły w ramionach, które muszą podciągnąć ciało wspinacza. Jak dobrze się mają szczupli. My, którzy lubimy zbytnio jadać, mamy o wiele ciężej.
[attachment=27342][attachment=27343][attachment=27344]
Na szczęście klettersteig jest krótki i niebawem całe łażenie się szybko kończy. Zejście do Silberkarhütte to już banalka. Schronisko jest usytuowane w ładnym miejscu. Oferuje dania regionalne.
[attachment=27345]
Placki ziemniaczane albo Gulaschsuppe powodują u mnie ślinotok. Jednak muszę głód zaspokoić własnym żarciem - mieszanka ziarna i suszonych owoców. Na co się złakomiłem, to wiecznie gloryfikowany napój turysty. W tym miejscu muszę dodać, że od schroniska wiedzie ścieżka jeszcze na jeden podobny Klettersteig ?Siega?. Ten sobie zostawiłem na przyszły rok.
[attachment=27346]
Opuszczam ten miły zakątek i wracam do cywilizacji. Po drodze faktycznie zaczynam się żegnać z tymi górami
.
[attachment=27347]
Do bazy wypadowej dochodzę jak normalny człowiek tzn. autobusem (darmowym)
.
Co na koniec? Zostawiłem jeszcze jeden klettersteig, żeby mieć powód do powrócenia tutaj w przyszłym roku
. A może już nie sam?

Klettersteig "Hias" znajduje się w kanionie Silberkarklamm położonym w Grupie Dachstein. Samotny klettersteig nie jest zbyt długi, ma tylko przewyższenie 130 m, ale znajdują się obciążenia do stopnia "D" - bardzo ciężko
. Samotne przejsćie trwa około 45 minut, jednak z niżej podanch przyczyn mi trwało 1,5 godz. Cała wycieczka zajmie około 2 godzin nie licząc przestoje.[attachment=27338]
Pozytywa:
+ krótka trasa, relaksyjna,
+ w okolicy jest jeszcze jeden podobny (Klettersteig "Siega") i można oba połączyć,
+ tutaj można wypróbować swoje siły na krótkiej ale bardzo ciężkiej skale, nie trzeba forsować dużą górę i potem sprawdzić, że to jest ponad siły,
+ schronisko, raczej coś w rodzaju bacówki, Silberkarhütte oferuje dla smakoszy dania regionalne.
Negatywa:
- duże natężenie turystów, jak na normalce, tak i na klettersteigu,
- dle prawdziwych wilków niezbyt zadawalające.
Wycieczkę rozpoczynam z bazy wypadowej usytuowanej w Schladmingu. Do ujścia kanionu postanowiłem trasę przejść istnie forumowiczowo tj. na piechotę tam, gdzie inni używają innych środków lokomocji
. Z wysokości 175 cm i przy szybkości 4 km/godz. podziwiam zurbanizowaną okolicę owieńczoną przepięknymi górami. [attachment=27339] - już zdobyty Höchstein
Te 2 godziny były całkiem samotne. Kiedy dochodzę do ujścia doliny, zaczyna być tłoczno. Kanion można przejść też normalnie, czego wykorzystują mniej zaawansowani turyści. Jest to coś podobnego do Dolnych Dziur w Małej Fatrze. Po 5 minutach po wejściu (płatne) do kanionu zauważam początek klettersteigu. Uśmiech typu "banan"
mi zamarza na ustach. W tym miejscu ma postój cała wycieczka autokarowa. Połowa uczestników jest ubrana w typiczny strój ferracisty i żegna się z drugą połową, która przejdzie trasę normalką. Ja nie mam szans ich wyprzedzić, musiałbym wyskoczyć na trasę bez uprzęży. Lawina ludzka ruszyła a ja dopiero się przygotowywałem. 
Najpierw trzeba było przejść przez most linowy.
[attachment=27340]
Zaraz po nim i po krótkiej półce skała przestała z nami igrać. Serwirowała nam ściankę o trudności C/D. Ten tłum przede mną miał jedno dobre. Nigdzie się nie musiałem śpieszyć i mogłem igrać z fotoaparatem. Następuje drugi linowy mostek i lżejszy odcinek.
[attachment=27341]
Ten jednak był dla odsapnięcia. Dochodzi najtrudniejsza część (D). Pionowe ściany, niekiedy osadzone stalowymi kołkami. Tutaj trzeba użyć dużej siły w ramionach, które muszą podciągnąć ciało wspinacza. Jak dobrze się mają szczupli. My, którzy lubimy zbytnio jadać, mamy o wiele ciężej.
[attachment=27342][attachment=27343][attachment=27344]
Na szczęście klettersteig jest krótki i niebawem całe łażenie się szybko kończy. Zejście do Silberkarhütte to już banalka. Schronisko jest usytuowane w ładnym miejscu. Oferuje dania regionalne.

[attachment=27345]
Placki ziemniaczane albo Gulaschsuppe powodują u mnie ślinotok. Jednak muszę głód zaspokoić własnym żarciem - mieszanka ziarna i suszonych owoców. Na co się złakomiłem, to wiecznie gloryfikowany napój turysty. W tym miejscu muszę dodać, że od schroniska wiedzie ścieżka jeszcze na jeden podobny Klettersteig ?Siega?. Ten sobie zostawiłem na przyszły rok.
[attachment=27346]
Opuszczam ten miły zakątek i wracam do cywilizacji. Po drodze faktycznie zaczynam się żegnać z tymi górami
. [attachment=27347]
Do bazy wypadowej dochodzę jak normalny człowiek tzn. autobusem (darmowym)
.Co na koniec? Zostawiłem jeszcze jeden klettersteig, żeby mieć powód do powrócenia tutaj w przyszłym roku
. A może już nie sam?


, bo nie powiem - ferratki baaaardzo mi się spodobały.

: