24-08-2009, 08:10 AM
Jednak nie "wszystko dla "turystów""
. Tubylce planują walkę z alkoholem
:
"Zakopane nawarzyło piwa, którego nie można wypić
Turyści mogą mieć kłopot ze znalezieniem na Krupówkach lokalu, w którym napiją się piwa. Strefą wolną od pijaństwa - jak mówią złośliwie górale - może być nawet Gubałówka
W Zakopanem burmistrz gorączkowo przygotowuje nową uchwałę regulującą zasady sprzedaży alkoholu. Utrzymanie obecnych przepisów skończy się prohibicją w najpopularniejszej części miasta. Egzekucja obowiązującego dziś prawa grozi odebraniem koncesji na sprzedaż alkoholu ponad 20 przedsiębiorcom z okolic Krupówek.
- Jeszcze przed tą zmianą mieliśmy najbardziej rygorystyczną uchwałę w Polsce. Próbowałem ją złagodzić, ale radni PiS zrobili mi na złość - mówi obecny burmistrz Zakopanego Janusz Majcher, członek Partii Demokratycznej.
Ale zdaniem radnego Jerzego Zacharki z PiS (byłego wiceburmistrza) do prohibicji doprowadził sam Majcher.
- Od 1995 r. mieliśmy uchwałę, która nikomu nie wadziła. W każdym z zagrożonych dziś lokali można było sprzedawać alkohol - mówi Zacharko. - Od kiedy Majcher został burmistrzem, postanowił złagodzić stare przepisy, bo kiedy był jeszcze restauratorem, sam nie mógł dostać koncesji. Choć ma większość w radzie wyszło na odwrót, niż chciał - opowiada Zacharko.
Według Zacharki duży w tym udział miał jego partyjny kolega z zakopiańskiej rady miasta Józef Figiel oraz Piotr Sambor (redaktor naczelny Radia Alex), którzy toczą od dwóch lat prywatną wojnę z pijaństwem w stolicy Tatr. Rok temu udało im się zaostrzyć starą uchwałę regulującą przyznawanie koncesji na sprzedaż alkoholu. Według niej nie można go sprzedawać w odległości mniejszej niż 100 m od dworców, kościołów, szkół i przedszkoli oraz schronisk młodzieżowych, internatów i świetlic. Odległość mierzy się od granicy działki do granicy działki. W ten sposób w "strefie wolnej od pijaństwa", jak prześmiewczo komentują górale, znalazło się nieoczekiwanie ponad 20 lokali.
Ograniczenia dotykają m.in. ponadstuletniej karczmy U Wnuka czy hotelu Sabała albo Gazdowej Kuźni u wylotu Krupówek. Ich licencje zaczną wygasać w końcu tego roku, a według obowiązujących obecnie zasad przedłużyć ich nie można.
Restauratorzy o przepisach wyrażają się ostro, ale niechętnie pod nazwiskiem. Im też niedługo będą wygasać koncesje, więc chcieliby je bez problemów przedłużyć.
- To absurd. Nie słyszałem o kurorcie, który miałby tak ostre przepisy antyalkoholowe - denerwuje się jeden z nich. - Radni kopią sobie dołek, do którego wpadną w następnych wyborach - dodaje inny.
Ci, których prohibicja ominie, cieszą się, że przepisy nie są bardziej restrykcyjne. - Był pomysł, żeby te sto metrów liczyć też od gabinetów lekarskich i stomatologicznych. Wtedy interes zwinęłoby pół miasta - ironizuje właściciel klubu przy Krupówkach.
Sytuację pogarsza też nowa interpretacja prawna uchwały: za dworce uznaje też stacje wyciągów narciarskich. - W ten sposób trzeba zlikwidować sprzedaż alkoholu na Gubałówce - wzdycha Janusz Majcher.
Burmistrz zapewnia, że tym razem poradzi sobie z problemem. - Przygotowuję nowe przepisy wzorowane na pomysłach z Częstochowy i Krakowa. Tam jest mnóstwo kościołów i wiele lokali, a jednocześnie przedsiębiorcy nie mają kłopotów - obiecuje Majcher.
Źródło: Gazeta Wyborcza"
To absurd. Nie słyszałem o kurorcie, który miałby tak ostre przepisy antyalkoholowe
To mi się najbardziej podoba. Wynika z tego, że to śmierdzące końskim nawozem, brudnymi wozakami, starym serem i smogiem miasteczko to kurort. Niech żyje samozadowolenie
. Tubylce planują walkę z alkoholem
:"Zakopane nawarzyło piwa, którego nie można wypić
Turyści mogą mieć kłopot ze znalezieniem na Krupówkach lokalu, w którym napiją się piwa. Strefą wolną od pijaństwa - jak mówią złośliwie górale - może być nawet Gubałówka
W Zakopanem burmistrz gorączkowo przygotowuje nową uchwałę regulującą zasady sprzedaży alkoholu. Utrzymanie obecnych przepisów skończy się prohibicją w najpopularniejszej części miasta. Egzekucja obowiązującego dziś prawa grozi odebraniem koncesji na sprzedaż alkoholu ponad 20 przedsiębiorcom z okolic Krupówek.
- Jeszcze przed tą zmianą mieliśmy najbardziej rygorystyczną uchwałę w Polsce. Próbowałem ją złagodzić, ale radni PiS zrobili mi na złość - mówi obecny burmistrz Zakopanego Janusz Majcher, członek Partii Demokratycznej.
Ale zdaniem radnego Jerzego Zacharki z PiS (byłego wiceburmistrza) do prohibicji doprowadził sam Majcher.
- Od 1995 r. mieliśmy uchwałę, która nikomu nie wadziła. W każdym z zagrożonych dziś lokali można było sprzedawać alkohol - mówi Zacharko. - Od kiedy Majcher został burmistrzem, postanowił złagodzić stare przepisy, bo kiedy był jeszcze restauratorem, sam nie mógł dostać koncesji. Choć ma większość w radzie wyszło na odwrót, niż chciał - opowiada Zacharko.
Według Zacharki duży w tym udział miał jego partyjny kolega z zakopiańskiej rady miasta Józef Figiel oraz Piotr Sambor (redaktor naczelny Radia Alex), którzy toczą od dwóch lat prywatną wojnę z pijaństwem w stolicy Tatr. Rok temu udało im się zaostrzyć starą uchwałę regulującą przyznawanie koncesji na sprzedaż alkoholu. Według niej nie można go sprzedawać w odległości mniejszej niż 100 m od dworców, kościołów, szkół i przedszkoli oraz schronisk młodzieżowych, internatów i świetlic. Odległość mierzy się od granicy działki do granicy działki. W ten sposób w "strefie wolnej od pijaństwa", jak prześmiewczo komentują górale, znalazło się nieoczekiwanie ponad 20 lokali.
Ograniczenia dotykają m.in. ponadstuletniej karczmy U Wnuka czy hotelu Sabała albo Gazdowej Kuźni u wylotu Krupówek. Ich licencje zaczną wygasać w końcu tego roku, a według obowiązujących obecnie zasad przedłużyć ich nie można.
Restauratorzy o przepisach wyrażają się ostro, ale niechętnie pod nazwiskiem. Im też niedługo będą wygasać koncesje, więc chcieliby je bez problemów przedłużyć.
- To absurd. Nie słyszałem o kurorcie, który miałby tak ostre przepisy antyalkoholowe - denerwuje się jeden z nich. - Radni kopią sobie dołek, do którego wpadną w następnych wyborach - dodaje inny.
Ci, których prohibicja ominie, cieszą się, że przepisy nie są bardziej restrykcyjne. - Był pomysł, żeby te sto metrów liczyć też od gabinetów lekarskich i stomatologicznych. Wtedy interes zwinęłoby pół miasta - ironizuje właściciel klubu przy Krupówkach.
Sytuację pogarsza też nowa interpretacja prawna uchwały: za dworce uznaje też stacje wyciągów narciarskich. - W ten sposób trzeba zlikwidować sprzedaż alkoholu na Gubałówce - wzdycha Janusz Majcher.
Burmistrz zapewnia, że tym razem poradzi sobie z problemem. - Przygotowuję nowe przepisy wzorowane na pomysłach z Częstochowy i Krakowa. Tam jest mnóstwo kościołów i wiele lokali, a jednocześnie przedsiębiorcy nie mają kłopotów - obiecuje Majcher.
Źródło: Gazeta Wyborcza"
To absurd. Nie słyszałem o kurorcie, który miałby tak ostre przepisy antyalkoholowe
To mi się najbardziej podoba. Wynika z tego, że to śmierdzące końskim nawozem, brudnymi wozakami, starym serem i smogiem miasteczko to kurort. Niech żyje samozadowolenie




