Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Druga
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Sucha jasna południowa wystawa, niebieskie niebo, zielono brązowe porosty, biały śnieg i dwa niebieskie kaski - Druga i ja...
Pod ścianą przestało liczyć się i wczoraj i jutro, mars i wenus zatraciły się w nicości wszechświata, a postrzeganie ograniczyło się tylko do "tu i teraz" ...
Na wystających ze śniegu głazach zostawiliśmy wszystko co stało się zbędne, wszystko to co mniej realne i namacalne, wszystko to co mogło by teraz przeszkadzać ... ubrani w uprzęże i zaopatrzeni w niezbędne atrybuty ruszyliśmy po przyklejonym do ściany skośnym i śliskim jęzorze śniegu, po kilkunastu metrach jeszcze skok przez szczelinę brzeżną i można poczuć zapach skały ...
Dobra, czas zadawać, czekałem na tą chwilę, by wrócić właśnie na tą drogę, moją pierwszą przygodę z tą ścianą - czekałem z 3-4 lata od pierwszego i jak dotychczas jedynego przejścia Lewych Wrześniaków, tyle, że uprzednio na drugiego i jako ceper-klient, a teraz jako pierwszy i odpowiedzialny za szczęśliwy powrót zespołu ...
Fakt wcześniejszego bycia na drodze uniemożliwił mi uznanie jej jako przejście OS, choć prawdę powiedziawszy moje pierwotne zapoznanie z charakterystyką drogi było powierzchowne, a nawet żadne, ale mniejsza o OS-y, to mniej istotne w całej tej "zabawie" ...
Pod ścianą przy dźwiękach żelaza dzwoniącego o granit zerkam na Drugą, jest - wpięta w dolne stanowisko jeszcze coś poprawia, po chwili już w gotowości, widzę, że czeka skupiona, spogląda na mnie, przez chwilę nic się nie dzieje ... patrzę i czekam, no kto zacznie ... moje: mogę iść? i Jej: możesz iść! nałożyło się na siebie - na zdrowie myślę zaczynam ...
Pierwszy wyciąg trójkowy - spoko, wchodzę kilka metrów pierwsza wpinka, nieco wyżej następna, są jakieś brązowe haki, czasem zawierzam jednak własnej wpince, czort wie co się działo na tych hakach i na ile są pewne ... prę ku górze, aż do pierwszego stanu, pod okapem są jakieś taśmy zawiązane na hakach, sprawdzam stan tego co ma stanowić o naszym bezpieczeństwie, ulepszam to co zastałem mechanikiem dołożonym po sąsiedzku, przekładam pętle, sprawdzam - jest ok, wytrzyma, "mam auto" krzyczę, odpowiada mi Druga, słyszy tam na dole, właściwie przez cały czas czułem Jej obecność, bo przecież połączyła nas lina, którą dobrze wydawała bo z zapasem, przez co nie blokowała mi ruchów, a jednocześnie przy wyciąganiu przed wpięciem w przelot sztywniała nieco co świadczyło, że luz na niej nie był zbyt duży ...
Gdy ja półwisząc grzeję się w słońcu Druga "robi porządek" na dole, po chwili zadaje i Ona, patrzę sobie z góry jak sprząta wszystkie pozostawione przeze mnie na ścianie "zabawki", idzie do mnie, ruchy ma oszczędne-znaczy patrzy i widzi, teraz ja dbam o jej bezpieczeństwo, wybrałem linę do końca i drugi niebieski kask dołączył do mojego ...
Powyżej stanowiska niewielka trudność, trzeba przejść przez okapik, drugi wyciąg wyceniono na cztery plus, błąka mi się po głowie obawa, czy Druga da sobie radę, bo trudność spotęgowana wysokością kilkunastu pięter może Ją przyblokować ... napieram dalej, powyżej okapiku jest pionowy odcinek z powietrznym spodem, za to klamy jak na panelu, w kilka minut robię wysokość, dochodzę do miejsca gdzie alternatywnie można wybrać drogę, w międzyczasie kontakt z drugim zespołem robiącym po lewej od Nas drogę Mu-mu-mu, pomarańczowe kaski - są spoko, coś gadamy, jest serdecznie, wymieniamy informacje, Nasza droga definitywnie traci szansę by zaliczyć Ją do zrobionej "od strzału" ... przez chwilę zastanawiam się czy pójść w prawo łatwiejszym wariantem, czy pozostać na trudniejszym biegnącym po przedłużeniu dotychczasowej drogi ... wybieram trudność i napieram, jest powietrznie, trochę mało miejsc na założenie punktów asekuracyjnych, wpinki robię rzadziej, za to "pancernie" zadaję pod kolejny okap, jest pod nim stanowisko, lecz nim do niego dochodzę postanawiam zrobić trawers w prawo, bo założyć własny stan, generalnie trudność tego wyciągu pokonałem, a decyzja o zmianie przebiegu drogi została podjęta z prozaicznego powodu by zejść z drogi lecących co chwilę znad okapu kawałków topniejących sopli i drobnych odłamków skalnych. Po prawej od okapu i prawie na jego wysokości zakładam kolejny stan, jest ok, mam widoczność ku dołowi, będę mógł zobaczyć jak radzi sobie Druga, w miejscu wybranym na stanowisko jest słonecznie, nic nie leci i nie kapie na głowę ... znów drę się do dołu, komendy słyszalne, nie ma wiatru, nic nam nie przeszkadza, można nawet po słyszalnych nawoływaniach zorientować się co się dzieje u sąsiadów z lewej ...
Druga robi porządek na swoim stanie, upewnia się, że Ją trzymam i zadaje, zerkam by zobaczyć jak pokona przeszkodę okapu ... i nie napatrzyłem się za długo, bo Druga po prostu zadała i zrobiła ten okap, naparła po wypionowanym odcinku, doszła do alternatywnego miejsca, upewniła się, którędy ma do mnie dojść, po czym znów zadała ... hmm cholera, pomyślałem, czego ja się obawiałem, przecież dziewczyna daje radę, a te Jej cienkie palce, to jak haki ... wpycha je tam gdzie moje nie wchodzą i ma chwyty w miejscach gdzie ja muszę innymi sposobami rozwiązywać trudność braku chwytów ...
Po dojściu do mnie krótki odpoczynek, rozmowa o wyborze kolejnego wariantu co do przebiegu drogi powyżej Nas, gadamy z pomarańczowymi sąsiadami, zastanawiamy się nad wyborem drogi, bo w rachubę wchodzi lewy piątkowy kominek i czwórkowe zacięcie obchodzące płytę z prawej. Ostatecznie wybieramy oczywiście trudności, lecz by pewniej się asekurować postanawiamy przed dojściem do komina zrobić jeszcze jeden wyciąg do trawersu Zamarłej, by asekuracja była prowadzona bezpośrednio spod pierwszego, chwilę wisimy sobie jeszcze na powietrznym stanowisku, po czym zadaję kilkadziesiąt metrów i zakładam stan z zapiętej na hakach liny dokładnie na trawersie, asekuruję z góry Drugą, która bez problemów pokonuje odległość od poprzedniego stanowiska i szykujemy się do ostatniego wyciągu. Druga z tego co się dowiedziałem później nie do końca miała świadomość trudności tego kominka, po dojściu do mnie zaautowała się przy stanie, pozachwycała błękitno-szarymi i biało zielonymi widokami, pogadała bzdury jakieś o bezlistnych, czy też bez czegoś tam kwiatkach i ptaszkach z robalami w dziobach, ech kobiety, kto Was zrozumie ... szczęście, że w międzyczasie oddała mi pozostawione przeze mnie żelastwo ...
Nie poganiałem, trochę się troskałem, czy Druga da radę w tym kominie, pozwoliłem by czas zregenerował Nam siły, po czym upewniwszy się, że można - zadałem ...
Kominek fajny, najpierw klasycznie równoległy pokonywany metodą zapieraczki, potem otwierający się co wymusiło ustawienie się jak do zacięcia, a w górnej części bardzo powietrzny i zaopatrzony w iluzjoryczne chwyty i krawądki ...
Zrobiłem ten wariant - wlazłem tam po prostu, siadłem okrakiem na grani, pooglądałem co się dzieje w okolicy i zaautowałem się na znajdującym się na lewej od wyjścia z kominka stanowisku, mam auto, jestem na grani - rozdarłem się radośnie, nie asekuruję, możesz wybierać, usłyszałem głos z dołu, cholera pomyślałem, żeby dziewczyna dała radę, może jednak powinienem zdecydować się na obejście czwórkowym wariantem biegnącym z prawej strony płyty ... teraz jednak już za późno - stwierdziłem, teraz to czas na pilnowanie Drugiej ...
Druga po moim komunikacie dotyczącym mojej gotowości jej asekuracji zlikwidowała dotychczasowe stanowisko i naparła na komin, dolny odcinek nie sprawił Jej trudności, ćwiczyła wspin w kominach w Jurze i na karkonoskich granitach, więc miło było patrzeć jak sobie dziewczyna daje radę, w zacięciu rozwartego komina trochę pogłówkowała i ... zadała, zrobiła go bez obciążania liny, w odcinku kluczowym trochę dziewczę zbułowało się, lecz po reście naparła i zrobiła go bez odpadnięcia !
Na grani siedliśmy w słońcu wpięci w stan, zrobiłem porządek ze wszystkim co wnieśliśmy na górę i zagapiliśmy się na leżący poniżej świat ...
Druga szczebiotała szczęśliwa, cieszyła się dziewczyna ze swojej pierwszej prawdziwie skalnej drogi, ja również zadowolony, bo przecież i w swoim świecie, a więc u siebie i z tego, że miałem okazję partnerskiego wspinu z wartościową osobą ...
Posiedzieliśmy w lampie czerwcowego słonecznego dnia na grani, poczekaliśmy na pomarańczowy zespół, który kończył drogę zmierzając do tego samego stanu, pogadaliśmy z Markiem i Janem, którzy kryli się pod pomarańczowymi kaskami / ogromny szacunek dla obu / po czym połączyliśmy siły i na długaśnej połówkowej linie naszych nowych znajomych kolejno zjechaliśmy /3 zjazdy/ do podstawy ściany.
To był dobry dzień - jeszcze jeden dobry dzień z mojego życia, dziękuję Marta.

ps. zdjęć nie mam, a to poniżej to z Mnicha, opisana droga oznaczona jest arabską 4, w końcowej fazie 4A.
Trochę foto dokumentacji, wtrąciłem bez pytania... a teraz zabieram się za czytanie.

Marta i Sylwek czekając na słońce
[attachment=22867]

Czerwona kropka patrz
[attachment=22864]

Zbliżenie
[attachment=22865]

Jeszcze wieksze zbliżenie - Sylwek na starcie ok
[attachment=22866]

zajebiście, pip piiiip(trzeba wyciąć) zajefanie... i dobrze napisane, gratuluję Wam obojgu, w dodatku po "dość ciężkiej" nocy. Nie będę tu dalej epitetował co o tym przejściu myślę, powiem to na żywo przy następnej okazji Wink
A o drugim zespole słyszałem (zresztą i widzialem chwilę) dwa słowa przychodzą na myśl - wielki szacun.

ps. zmieniacie moje spojżenie na kilka spraw ok
szacunek... jezzzzzz Scary ja się bałam czytając a co dopieroSmile wspin to jednak nie dla mnie...
Sylwku... po przeczytaniu powiem tyle - tego się już wyleczyć nie daWink i nie sądzę żebyś chciał Toungue
po Twoich słowach, po tym w jaki sposób piszesz - widać jak bardzo się cieszysz tym że jesteś TAM ok:
Marta dzielna kobitka jest ok:
Nie mam słów, gratuluję odwagi i zamiłowania........też się bałam czytając relację.Pajączki, docierajcie zawsze bezpiecznie do celu.pozdrawiam

Pablo napisał(a):
zajebiście, pip piiiip(trzeba wyciąć) zajefanie... i dobrze napisane, gratuluję Wam obojgu, w dodatku po "dość ciężkiej" nocy. Nie będę tu dalej epitetował co o tym przejściu myślę, powiem to na żywo przy następnej okazji Wink


Hmmmm... Szkoda, że czas nie pozwolił nam na oglądanie tych podniebnych akrobacji Sad
Współpraca Wam się dobrze układa, więc będzie jeszcze okazja Smile

Gratulki!

Sylwek, dzięki za relacje i za dzień, na podstawie którego ona powstała. Napisałeś to wyjątkowo...magicznie?Rolleyes

No i pominąłeś - a nie musiałeś - fakt, że u wylotu tego pieruńskiego komina klęłam jak szewc i pomogłam se troszku mechanikiem. Rzeczywiście, gdybym wiedziała jakie są "liczbowe" trudności tego kominka, to pewnie bym go nie przeszła (dziwnie na moją wyobraźnię działają te wyceny - wolę nie wiedzieć, wtedy mnie nie straszy i jest do przejścia).

Szło się pięknie, w skupieniu, z radością i ze słońcem na plecachSmile.
Dzięki Gadzinko z łuskami!

Aparat został na dole, na rumowisku skalnym w plecaku (nie było jak go przytroczyć w taki sposób, coby nie przeszkadzał), aczkolwiek juz podczas zjazdu zauważyłam wchodzący w ściane trzyosobowy zespół, z którego ktoś zaczął do mnie machać i robić zdjęcia (przyjdą na mejlo i wtedy uzupełnię fotograficznie temat). Póki co zamieszczam zdjęcie Zamarłej Turni zrobione już po naszym zejściu, no i zdjęcie Sylwka zamyślonego nad granitowymi zerwami ściany.
[attachment=22870][attachment=22871]
Smoku pięknie Big Grin Gratulacje dla prowadzącego i Drugiej
muszę się z wami nastenym razem wybrać na jakiś wspin tatrzanski Toungue
Terefere, Sylwek wtedy myślał tak: cholera pod którym kamolcem ukryłem tą cholerną puszkę piwa ...
Pozdrawiam dobrzy ludzie. Toungue

Sokół

Jakoś mnie to nie zdziwiło, że "Druga" dała radę. Ona zawsze dopina swego. Prędzej czy później. Jest mocna, i to w rzeczywistości, a nie w gębie, jak na przykład ja.

Fajnie, serdecznie Wam gratuluję.

Smoku, opiekuj sie Nią proszę tam w skałach...
Pięknie mieliście -gratuluję ! ok
Ładnie napisane, dobrze się czytało. Świetnie spędziliście dzień "u siebie".
P.S. Ogoliłbyś się. Toungue

gosia3ek napisał(a):
szacunek... jezzzzzz Scary ja się bałam czytając a co dopieroSmile wspin to jednak nie dla mnie...
Sylwku... po przeczytaniu powiem tyle - tego się już wyleczyć nie daWink i nie sądzę żebyś chciał Toungue
po Twoich słowach, po tym w jaki sposób piszesz - widać jak bardzo się cieszysz tym że jesteś TAM ok:
Marta dzielna kobitka jest ok:


To jeszcze nie wiesz Gosia, jak nas, mnie i Przema, Sylwester wieczorem w Piątce przekonywał do wspinaczki na sznurku. Robił to tak przekonywująco, że nas niemal przemówił. Na szczęsćie byliśmy pod wpływem Piwko. Big Grin. Ja myślę, że lepiej dla niego jest wyciągać Drugą niż takiego bałwana, jak ja. Już teraz mnie śmiechy biorą, kiedy sobie wyobrażam jak wiszę pod nawisem co by pajac na druciku i Sylwek w pocie czoła mnie wyciąga. giggle Jeszcze by musiał asekurować na podwójnej linie Big Grin
Co do relacyjki Sylwestra. Powiem, że mnie zamurowało. clap Powodzenia Smoku na dalszych wyprawach. Jednak jedno już teraz wiem, jako Drugi będę z Tobą tylko przy Piwko w schronisku i jeszcze maksymalnie do noszenia Fe pod ścianę Toungue

Przeczytałem jednym tchem

Naprawdę świetnie napisane.

A wyczyn? - godny owacji na stojąco.
Co Wam będę gadał...Marta, Sylwek - r.e.s.p.e.c.t. Smile

magda.s.77

Relacja napisana po mistrzowsku ok Wspaniała Rolleyes
Jeśli o wyczyn chodzi, podpisuję się pod słowami Mordiego.
Szczególne gratulacje dla Marty. Smoczysko już się nasłuchał przy okazji, więc Marto, tym razem tylko dla Ciebie - jesteś Wielka!
Choć nie rozumiem i nie czuję pionowego świata, szczerze podziwiam pasję i włożone serce, w to, co robicie. Tworzycie naprawdę zgrany zespół. Oby więcej wspólnych wspinów, jest czym później oczy nacieszyć Smile
Stron: 1 2 3
Przekierowanie