Akuku
Dziś wróciłem z cudnych Bieszczadów

wciąż nakręcony widokami i górami nie mogę zasnąć
Zdjęcia mają do mnie dotrzeć w poniedziałek więc wtedy postaram się spłodzić jakąś relacyje
Jak już wspomniałem nie mogę zasnąć więc zrelacjonuje chociaż moje i mojej Kasi doświadczenia z żywnością liofilizowaną
Jak na studentów przystało pieniądz w naszych rękach to zjawisko egzotyczne. Czasem się pojawi i równie szybko znika
Z myślą o forum jak i swoim brzusiu i jego przyszłości zakupiliśmy 3 obiady (porcje dwu osobowe) każdy z innej firmy. Każdy obiad też był inny raz kurczak, raz spaghetti, raz wołowinka z ziemniakami
Na pierwszy ogień idzie Travellunch - pierwszy nasz kontakt z taką formą jedzenia. Wystarczy zalać wrzątkiem opakowanie jednocześnie robi za menażkę więc odpada problem z myciem. Po zalaniu trzeba odczekać około 10 min - dokładna instrukcja z ilością potrzebnego wrzątku oraz z czasem potrzebnym do nasiąknięcia na opakowaniu. Z ciekawości rzucam co jakiś czas okiem do środka i ku mojemu zdziwieniu obiad się robi, pojawia się kurczak, ryż, jakieś warzywko. Czary jakieś?
Zajadamy się w dwie osoby z jednego opakowania więc do mycia pozostają jedynie niezbędniki a raczej do dokładnego wylizania
Porcja dwu osobowa napchała dwie osoby tak jak trzeba. O mycie sprzętu nie trzeba się martwić - opakowanie do worka i przy najbliższym koszu do wywalenia. W smaku jak najbardziej ok - brzusio przyjął z zadowoleniem.
Podczas kolejnej wędrówki atakujemy spaghetti firmy adventure food - tu pojawia się mały minus w przygotowaniu. Opakowanie jest zbyt małe żeby z niego jeść. Trzeba jedzonko przesypać do menażki, zalać wodą i zagotować. Odstawić na parę minut i mamy pyszny obiad. Ja w Chatce Puchatka kupiłem wrzątek wsypałem owe cudo do menażki, zagotowałem odstawiłem na kilka minut (dokładna instrukcja na opakowaniu) i znów razem zajadaliśmy ze smakiem. Spaghetti rewelacja ! Niestety nie napchaliśmy się tak bardzo jakbyśmy chcieli

trzeba było pocisnąć jeszcze czekoladą. Nie zmienia to faktu że jedzenie bardzo smaczne.
Problem w tym że należy mieć menażkę, palnik i trochę trzeba się pobawić w gotowanie samo zalanie wg instrukcji nic nie da może kiedyś przetestuję samo zalanie wrzątkiem. Kto wie może też wyjdzie
Trzeba też uważać na cuś nie jadalnego co ma za zadanie pochłaniać wilgoć gdyby w razie czego opakowanie uległo uszkodzeniu - takie małe foliowe opakowanie.
Trzeci obiadek to wołowina z kartoflami (pyry albo ziemniaki

- jak kto woli) firmy Trekking Mahlzeiten - myślę z niemieckiego. Czołgi gady umiały zrobić to i może jedzenie im wyszło

I się nie myliłem. Do przygotowania potrzebujemy menażkę i wrzątek. Opakowanie jest zbyt małe aby z niego jeść więc trzeba to wszystko przesypać, zalać wrzątkiem, zamieszać, odczekać i można wcinać (tak jak w poprzednich wersjach dokładna instrukcja z potrzebną ilością wody i czasu na opakowaniu w J Polskim ) Jedzonko smaczne i w sumie skutecznie wypycha nasze brzusie
Podsumowując
Wszystkie trzy obiady były smaczne. Najmniej kłopotu z przygotowaniem obiadu było z wersją Travellunch. Ta sama firma też najbardziej nas napchała - wszystkie obiady to wersje dla dwóch osób. Chociaż wołowina też skutecznie zabiła głoda

Cena jest porównywalna. Travellunch i Adventure food kupiliśmy w sklepie podróżnika w Kce koszt około 30 zł za sztukę. Trekking Mahlzeiten w sklepie inter sport w Silesii w Kce koszt również około 30zł. Ciekawa opcja na wyprawy i wycieczki gdy ktoś bierze pod uwagę szybkość i jakość przygotowywanego posiłku oraz jego wagę w plecaku i brzusiu
