Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Ci z którymi się związałem liną
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Tak sobie dumam-o tych co mnie przyasekurowali -w życiu-myślę -że to zaufanie i przyjaźń na dłuuugo.Co Wy o tym sądzicie ?
Doktorze, jakoś Cię nie rozumiem. Ostatnio z Ciebie filozof się stał. Możesz wyjaśnić trochę jaśniej, bo moja główka-makówka nie pojmuje. Shy

Stasiu napisał(a):
Doktorze, jakoś Cię nie rozumiem. Ostatnio z Ciebie filozof się stał. Możesz wyjaśnić trochę jaśniej, bo moja główka-makówka nie pojmuje. Shy


Stasiu Ty taki górolaz i nie rozumiesz Doktora? ja związanie liną rozumiem tak że jeżeli ktoś Cię asekuruje i trzyma linę w swoich rękach to tak jalbyś dal mu życie w Jego ręce! czyż nie tak to jest? i to wiąze na dlugo. Doktor masz racjeSmile))

Sokół

A ja wychodzę z założenia: "Umiesz liczyć - licz na siebie".

Sokół napisał(a):
A ja wychodzę z założenia: "Umiesz liczyć - licz na siebie".

Marsz racje i każdy się z tym zgodzi, przyslowie za cytowaleś mądre ale nie to tym razem chodzi..
Sokól a Ty wraz nie rozumiesz pojęcia ,,zaufanie i wiara w drugiego czlowieka,, trzymanie kogoś na linie i bycie trzymanym to naprawde cudowna sprawa, powinieneś juz to wiedzieć........

bober37 napisał(a):
Stasiu Ty taki górolaz i nie rozumiesz Doktora? ja związanie liną rozumiem tak że jeżeli ktoś Cię asekuruje i trzyma linę w swoich rękach to tak jalbyś dal mu życie w Jego ręce! czyż nie tak to jest? i to wiąze na dlugo. Doktor masz racjeSmile))


Uże panimaju. Dzisiaj mi wszystko jakoś uciążliwie do główki wchodzi. To chyba z przepracowania Toungue

Sokół

Tak, masz rację. Ale jest też druga strona medalu.

Poszedłem na Granaty bez liny. A wiesz dlaczego? Nie dlatego, że nie ufam komuś tam (choć jak miałbym być asekurowany przez Adasia to wolałbym chyba sam rzucić się w przepaść).

Nie związalismy się, bo ja nie daję nikomu gwarancji, że będę niezawodny. Nie jestem takim tuzem, jak Wy. I nie chcę chyba być... Nie związałbym się z np. Magdą liną, bo gdybym zawiódł, poleciałaby ze mną. Wolę już iść w teren teoretycznie łatwiejszy. Wybijać stopnie krok po kroku. Wolę ciężkie warunki przeczekać, wyczekać lepsze, bardziej dogodne.

Gdy Wy szaleliście na Świnicy i Kościelcu, ja budowałem kondycję w Beskidach i w lesie. W kopnym śniegu, nieraz po pachy. To procentowało teraz w Tatrach. W warunkach dogodnych dla mnie, gdy wystarczała intuicja, znajomość terenu i podstawowe zasady poruszania sie w rakach i z czekanem. No i kondycja, ciężko wypracowana. Myślałem, że w zeszłym roku byłem w formie, ale gówno prawda. Na Giewoncie w kopnym śniegu wymięklem po godzinie przecierania.

A dziś biegam jak przecinak. cztery dni pod rząd z przerwą na wieczorne bibowanie na Trzech Kopcach.

A co do liny... Lina jeszcze ok, ale na przykład zupełnie nie ufam karabinkom, pętlom i hakom. Nie wiem, dlaczego, po prostu nie ufam.


Ale.... gdyby wszystkim się podobało to samo, świat byłby nudny.
Wszyscy tylko chodziliby związani liną, zdobywali najwyższe góry i pokonywali najtrudniejsze trasy.


Ale tacy zwykli ludzie też są potrzebni. Góry byłyby nudnawe bez pań w szpilkach na Świnicy, laski w japonkach na Buli pod Rysami czy też ... sokoła?
re. z Sokoła: "A co do liny... Lina jeszcze ok, ale na przykład zupełnie nie ufam karabinkom, pętlom i hakom. Nie wiem, dlaczego, po prostu nie ufam"
Nie ma sprawy w sobotę pójdziesz nie w kopny śnieg, ale na wypionowaną ścianę i zobaczymy wtedy co jest warta Twoja intuicja, o ile oczywiście zobaczymy ...
Nie myl Tomek pojęć i skup się na tym co wrzucił w temacie Etker ...
Sokól a i zawsze możesz sobie zrobić sam doświadczenie obok domu bloku czy gdzie kolwiek, zrób test takiegoż karabinka i pamiętaj ze nie projektują ich byle slusarze a specjaliści najwyższej klasy!!!!! i czytaj to co się pisze w temacie tak jak wyżej napisano, tak jak Sylwester odpisal....i dr.Etker zapodal......karabinki to dalszy plan.......

Sokół

"Wy" - w sensie ludzie z wyższymi umiejętnościami i aspiracjami.

ooooo, odpowiedziałem na post Bobra, a on zniknął... czary jakieś.... Smile
Coś mi sie wdaje Sokole że brak Ci przyslowiowych...... nie powiem czego, ale spoko masz prawo nie lubić tego co Ci z wyższymi aspiracjami..........

Sokół

W tej materii akurat wielkiego doświadczenia nie mam... ale tak ja to widzę. Jak dla mnie związanie się liną to z jednej strony wyraz pełnego zaufania w stosunku do drugiej osoby, a z drugiej wzięcie na siebie wielkiej odpowiedzialności jaką jest zdrowie i życie partnera. Jak dla mnie partnerem na pewno nie może być przypadkowa osoba.

Sokół napisał(a):
Nie związalismy się, bo ja nie daję nikomu gwarancji, że będę niezawodny.

O żadnym człowieku nie można mówić, że jest niezawodny. A co do gwarancji... to pomyśl może w drugą stronę. Jeśli coś się stanie partnerowi to może związanie się liną uratuje mu zdrowie i życie? Przy prawidłowej asekuracji właśnie tak powinno się stać.

Wspólna lina - dla mnie partnerstwo oparte na głębokim zaufaniu. I ogromna odpowiedzialność za drugiego człowieka. I wdzięczność, że ktoś będzie mnie wspierał swoją osobą w razie pomyłki, odpadnięcia etc.
Partnerem od liny nie powinna być przypadkowa osoba - jak wyżej napisał Bartek.
Lina to prawie jak obrączka, tyle że w świecie skał i powietrza.
Związanie się liną to już od dawna oznaczało partnerstwo i wspólnotę. W polskim chyba nie ma słynnego niemieckiego "Seilschaft", czyli zespół związany jedną liną (dosł. "linostwo"). Zastanawia tu zastosowanie końcówki -schaft, która używana jest do oznaczenia grup, albo też wyniku jakiegoś postępowania, czy też przynależności (Freundschaft - przyjaźń, Erbschaft - dziedzictwo, Vaterschaft - ojcostwo)... czyli z grubsza to co polskie "-stwo", "-ctwo".
Nie mam jeszcze za bardzo doświadczeń w wiązaniu się liną. Ale jakby co, to ciekaw jestem, może sam też będę miał podobne przemyślenia.
Stron: 1 2
Przekierowanie