

Stasiu Ty taki górolaz i nie rozumiesz Doktora? ja związanie liną rozumiem tak że jeżeli ktoś Cię asekuruje i trzyma linę w swoich rękach to tak jalbyś dal mu życie w Jego ręce! czyż nie tak to jest? i to wiąze na dlugo. Doktor masz racje
))
Sokół
Marsz racje i każdy się z tym zgodzi, przyslowie za cytowaleś mądre ale nie to tym razem chodzi..
Sokól a Ty wraz nie rozumiesz pojęcia ,,zaufanie i wiara w drugiego czlowieka,, trzymanie kogoś na linie i bycie trzymanym to naprawde cudowna sprawa, powinieneś juz to wiedzieć........
))
Uże panimaju. Dzisiaj mi wszystko jakoś uciążliwie do główki wchodzi. To chyba z przepracowania 
Sokół
Poszedłem na Granaty bez liny. A wiesz dlaczego? Nie dlatego, że nie ufam komuś tam (choć jak miałbym być asekurowany przez Adasia to wolałbym chyba sam rzucić się w przepaść).
Nie związalismy się, bo ja nie daję nikomu gwarancji, że będę niezawodny. Nie jestem takim tuzem, jak Wy. I nie chcę chyba być... Nie związałbym się z np. Magdą liną, bo gdybym zawiódł, poleciałaby ze mną. Wolę już iść w teren teoretycznie łatwiejszy. Wybijać stopnie krok po kroku. Wolę ciężkie warunki przeczekać, wyczekać lepsze, bardziej dogodne.
Gdy Wy szaleliście na Świnicy i Kościelcu, ja budowałem kondycję w Beskidach i w lesie. W kopnym śniegu, nieraz po pachy. To procentowało teraz w Tatrach. W warunkach dogodnych dla mnie, gdy wystarczała intuicja, znajomość terenu i podstawowe zasady poruszania sie w rakach i z czekanem. No i kondycja, ciężko wypracowana. Myślałem, że w zeszłym roku byłem w formie, ale gówno prawda. Na Giewoncie w kopnym śniegu wymięklem po godzinie przecierania.
A dziś biegam jak przecinak. cztery dni pod rząd z przerwą na wieczorne bibowanie na Trzech Kopcach.
A co do liny... Lina jeszcze ok, ale na przykład zupełnie nie ufam karabinkom, pętlom i hakom. Nie wiem, dlaczego, po prostu nie ufam.
Ale.... gdyby wszystkim się podobało to samo, świat byłby nudny.
Wszyscy tylko chodziliby związani liną, zdobywali najwyższe góry i pokonywali najtrudniejsze trasy.
Ale tacy zwykli ludzie też są potrzebni. Góry byłyby nudnawe bez pań w szpilkach na Świnicy, laski w japonkach na Buli pod Rysami czy też ... sokoła?
Nie ma sprawy w sobotę pójdziesz nie w kopny śnieg, ale na wypionowaną ścianę i zobaczymy wtedy co jest warta Twoja intuicja, o ile oczywiście zobaczymy ...
Nie myl Tomek pojęć i skup się na tym co wrzucił w temacie Etker ...
Sokół
ooooo, odpowiedziałem na post Bobra, a on zniknął... czary jakieś....

Sokół

O żadnym człowieku nie można mówić, że jest niezawodny. A co do gwarancji... to pomyśl może w drugą stronę. Jeśli coś się stanie partnerowi to może związanie się liną uratuje mu zdrowie i życie? Przy prawidłowej asekuracji właśnie tak powinno się stać.
Partnerem od liny nie powinna być przypadkowa osoba - jak wyżej napisał Bartek.
Lina to prawie jak obrączka, tyle że w świecie skał i powietrza.
Nie mam jeszcze za bardzo doświadczeń w wiązaniu się liną. Ale jakby co, to ciekaw jestem, może sam też będę miał podobne przemyślenia.