Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Nocując na grani czyli ekstremalna wycieczka w Tatry Zachodnie
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Też nie rozumiem do końca o co Ci chodzi zwiacha, tą ekstremalność w tytule powinieneś potraktować bardziej z przymrużeniem oka, na pewno nie chodziło tu o sam fakt biwaku zimą w górach. Same focenie też nie było jakimś jedynym celem.

zwiacha napisał(a):
... No tak, nie było by wtedy relacji z "ekstremalnej" nocy na grani - śledzącym co się dzieje w Tatrach przypominam że owej nocy gdy koledzy zniszczyli namiot, w okolicy Wołowca zgubił się turysta i szczęśliwie rano się odnalazł a nie posiadał sprzętu biwakowego, więc dla mnie ekstremalność wyczynu co najmniej wątpliwa.

O co w tym fragmencie chodzi, to już zupełnie nie rozumiem. Co mieli go iść szukać Wink , "turystę", który zupełnie nie wiedział gdzie jest, był nieprzygotowany - to było ekstremalne, TOPR nie wiedział gdzie go szukać.

zwiacha napisał(a):
Dziwi mnie, że wszyscy przyklaskują podobnym "wyczynom" zarówno użytkownicy jak i administratorzy tego forum - co jest równoznaczne z popieraniem takich działań.
Brak szacunku dla obowiązujących norm jest dla mnie nie do zaakceptowania a opisy podobnych "akcji" są jedynie bełkotem osób pragnących wybić się ponad swoje kompleksy.
Polecam lekturę Dz.U. z 2004 r. Nr 92, poz. 880

A co tu sie dziwić tak sobie klaszczemy w rodzinnym gronie Rolleyes ...
a bardziej poważnie, to jest właśnie temat do dyskusji na forum, a nie obrażania autora, i nadinterpretacji jego intencji.

zwiacha napisał(a):
To tyle, teraz zapraszam do opluwania mnie na forum.

Ale jesteś dzielny uahhhhhhhh innocent
... i się nie boi Scary

Każdy ma prawo do wypowiedzenia swojej opinii w temacie, pod jednym warunkiem - że jest to wypowiedź kulturalna.

zwiacha napisał(a):
To tyle, teraz zapraszam do opluwania mnie na forum.

Wygląda jednak na to, że Koledze zachciało się zrobić świadomie małą awanturę na Forum. Opluwać jednak nie będziemy myślę - to kulturalne Forum.

zwiacha napisał(a):
opisy podobnych "akcji" są jedynie bełkotem osób pragnących wybić się ponad swoje kompleksy.

Skoro Kolega taki ustawowy to przypominam, że publiczne obrażanie innych osób również jest niezgodne z Dziennikiem Ustaw (dodatkowo także z wewnętrzym regulaminem niniejszego Forum).

Uważam też, że porównywanie Kolegów przygotowanych na biwak, którzy wiedzą gdzie się znajdują, i panują nad sytuacją - do turysty zagubionego i kompletnie nie przygotowanego do warunków wówczas panujących jest sporą nadinterpretacją. Wreszcie, relacja jest nie zakończoną, więc ocena całości relacji pod kątem tytułu jest zbyt pochopna w mojej opinii. A może też lepiej nie brać poprostu dosłownie każdego tytułu relacji?

Sokół

Bardzo fajna wyprawa! Tomku, piszesz, że obudziłeś się na garnku. Dobrze, że to był garnek a nie na przykład Lelko.... Devil

i zdjęcia niezłe.

Zwiacha, cóż.... w sumie wypowiedziałeś swoje zdanie.
I tyle, nie ma co się kłócić o obrażać.
Każdy ma prawo decydować sam za siebie.
Też dziwi mnie miejsce noclegu Tomka i Emila, ale podejrzewam, że Tomek chciał tam być mając z Rakoniem i Wołowcem rachunki do wyrównania za noworoczny wypad.

Czekam na drugą część relacji. Ze Starego Bociana. I na zdjęcia.

Pozdrawiam
Witam , całkiem nie kiepska wyprawa chłopaki, Tomek pamiętasz tych których zawrócilismy na Grzesiu? Coś tem Wołowiec nie chce nas tam wpuszczać, ciekawe o co mu chodzi ? :-) relacja super :-)
Relacji ciąg dalszy:

Ponieważ Lelko musiał już następnego dnia wracać do domu, to zamierzaliśmy wyruszyć wcześnie i wrócić jeszcze młodym popołudniem. Plan był, żeby wejść na Ornak i przejść przez Starorobociański Wierch do Trzydniowiańskiego i stamtąd przez Kulawiec w dół. Ustaliliśmy pobudkę na 3:30 Smile Piękna pora, ciekawi byliśmy reakcji naszego współlokatora... ale ten dał się zachęcić i do nas dołączył. Okazało się mianowicie, że chciał wyruszyć w tę samą trasę 2 godzinki później. Jacek, jak się później okazało, przyjechał na kilka dni w Tatry, celem "zaszycia się" najpierw w Chochołowskiej, a potem w Pięciu Stawach. Ustaliliśmy plan gry i poszliśmy wcześnie spać, co by w ogóle usłyszeć te budziki.

Następnego dnia... ehm nocy... wstaliśmy rześko i radośnie, ubraliśmy się i stąpając cichutko na paluszkach zeszliśmy w naszym bojowym obuwiu do kuchni turystycznej. Podczas śniadania pogadaliśmy też z TOPRowcami, którzy już od wieczora szukali owego zaginionego faceta z Tych. Teraz właśnie druga grupa wychodziła w rejon Wołowca. My wyszliśmy dość leniwie jednak, bo gadka i posiłek nam się przedłużyły. O 5:00 szliśmy już w świetle czołówki i gwiazd w stronę Iwaniackiej Przełęczy. Piękny jest ten śnieg iskrzący się w nocy tysiącami odblasków. Na przełęczy już było jasno, a na podejściu pod Ornak załapaliśmy się na wschód słońca nad Czerwonymi Wierchami i Tomanową Przełęczą. Cała gra świateł, i niebo płonące niczym nad Mordorem zostało niestety szybko zasłonięte mgłą, którą przywiał wiatr ze Słowacji. W ostatnich minutach dobrej pogody zobaczyliśmy helikopter lecący w rejon Wyżniej Chochołowskiej - widać znaleźli nieszczęśnika (byłby tam noc wcześniej, to byśmy go pewnie do namiotu wzieli, nakarmili i by nie odmarzł tak...)
Zaczęło mocno wiać, sypać, a później padać jakąś marznącą mżawką i lodośniegiem na zmianę. Szliśmy więc pod wiatr grzbietem Ornaku, Lelko nie mógł wtedy znaleźć kominiarki i pewnie wówczas lekko odmroził se polika.
Po przerwie na Siwej Przełęczy poszliśmy dalej, praktycznie już bez postojów w kierunku Starobociańskiego Wierchu. Wiało okrutnie, wystające trawki były skute grubym lodem, a śnieg pokrywała warstwa łamiącej się glazury. Momentami chmury się rozchodziły i ukazywały fragmenty doliny oraz potężne nawisy nad Starorobociańską Doliną.
Na szczyt dotarliśmy już nieźle zmęczeni, prawie niczym himalaiści odliczający kroki między przerwą na oddech.
Szczytowy słupek graniczny był bryłą lodu wielkości fotela, i domyśliłem się go tylko pamiętając go z wycieczki w czerwcu. Przykuwszy plecak czekanem do ziemi, co by go nie zwiało, zrobiłem na czuja parę fotek i wnet zarządziliśmy szybką ewakuację, bo ustać tam nie sposób. Ogólny kierunek zejścia znaliśmy, ale szybko zgubiliśmy się na potężnym zachodnim stoku Starorobociańskiego Wierchu. Idąc więc zygzakiem, a czasem tyralierą szukaliśmy owych moren na Raczkowej Przełęczy, może jakiegoś słupka, czy czegoś? Czasem zdawało się nam, że coś jest nawisem, a to tylko poducha nad moreną, czasem wydawało się, że schodzimy właśnie na Słowację? już mieliśmy kompas wyciągać, lecz natrafiliśmy na znak informujący o zamknięciu szlaku schodzącego do Doliny Raczkowej. Niedługo za nim znaleźliśmy coś w rodzaju wielkiego domku oblepionego lodem. Jakaś budka? TOI TOI, czy co? Nie, to okazał się być zaszroniony szlakowskaz. Sople szreni miały ponad pół metra, oczywiście w poprzek w kierunku, z którego wiał wiatr. Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy na Raczkowej Przełęczy, czyli że 50 m dalej jest wierzchołek Kończystego Wierchu. Tu już bez większych kłopotów dotarliśmy do celu i szybko znaleźliśmy grań schodzącą do Polski. Jacek cały czas prowadził, a ja niewiele widziałem, zmuszony będąc do zdjęcia beznadziejnie zaszronionych okularów. Przeczyściłem je dopiero za przełamaniem grani, gdzie już mniej wiało. Tam też zaczęliśmy cokolwiek widzieć poza sobą nawzajem. Śnieg na grani do Czubika był głęboki: po kolana i wyżej czasem. Byle wiatr zawiewał go w oczy i tak za którymś razem, gdy znów zrobiła się zadymka, zrobiłem krok i poczułem, że prawa noga osuwa mi się w dół, a śnieg spod niej ucieka. Odruchowo rzuciłem się na czekan i wyczołgałem dwa metry dalej. Pozostała wyrwa w nawisie, na który nieopatrznie wszedłem. Lelko ze zdumieniem widział całą sytuację, wiedząc, że nic nie zdąży zrobić, a chwilę wcześniej zastanawialiśmy się, jakim cudem Jacek zostawił podobną wyrwę, idąc 30 metrów przed nami - czyżby naiwnie wszedł na nawis? A tu patrz: zawieje i nagle sam wchodzisz na nawis Smile
Dalsza droga minęła nam już w coraz lepszej pogodzie. Na Czubiku mieliśmy już widoki - nie tylko na Ornak, ale też na grań od Kończystego do Jarząbczego. A na Trzydniowiańskim pokazał się nawet wielki klin Starobociańskiego Wierchu. Schodząc dalej w dolinę zorientowaliśmy się, że mamy cały czas widoki, a ze śniegu wystaje ledwo co kosówka... ale zaraz, w tym miejscu ma ona przecież 2,5 m wysokości!!! I faktycznie, chwilę później Lelko wpadł po brzuch w śnieg. Aż do lasu wpadaliśmy tak od czasu do czasu, mimo, że od Trzydniowiańskiego Wierchu szlak był przetarty. Widać reszta turystów wycofała się tu, na grań liptowską już nie wchodząc.
W lesie zarządziłem ostatni popas na jedzenie i zdjęcie kominiarek, kurtek itp... Do szosy szło się nam już bardzo luźno, a ostatnim dupozjazdem wzdłuż Kulawca skróciliśmy sobie jeszcze drogę o 5 min. W dolinie tylko Lelkowi chciało się zdjąć raki od razu, tak więc częściowo jeszcze uzbrojeni dotarliśmy do schroniska krokiem dostojnym i lekko już chwiejnym po trudach 10-godzinnej wycieczki.
W schronisku obiad, obowiązkowy napój izotoniczny chmielowy i już spieszyliśmy się z pakowaniem, żeby zdążyć na ostatni bus do Zakopca, o którego godzinie odjazdu nomen omen nie wiedzieliśmy. Udało się na 5 min. przed odjazdem Smile Podobnie z ostatnim Szwagropolem do Krakowa. W grodzie Kraka spotkaliśmy się jeszcze z Ania, Śnieżką, Gosiaczkiem i Pedrem na piwo, bo Lelko miał swój pociąg do Łodzi dopiero o 1:43. Ja zaś przespałem się u Ani, a wczoraj po południu dotarłem do Wrocławia.
Taki oto nasz wyjazd między spotkaniami forumowymi, z pogodą rwaną w strzępach, ale fajny, rześki i dosadny. Zdjęcia wkrótce, po odebraniu, zeskanowaniu, selekcji i obróbce w temacie zamieszczę.
Bardzo przyjemnie się czytało Smile Niesamowita noc Rolleyes

Czekam na ciąg dalszy.
Chochołowska-Grześ-Rakoń-Bobrowiec, Iwaniacka, Kulawiec, Trzydniowiański, Czubik, Kończysty ... a nie było tam moich śladów ze stycznia? Smile Smile Smile

Galleahad napisał(a):
[...]Na szczęście w końcu nadszedł poranek - bardzo leniwy, niezmiernie mroźny i wietrzny (jak się dowiedzieliśmy w schronisku, było -12 stopni i wiatr ok. 60km/h). Góry pokazały swe śnieżnosiwe lica, ujrzeliśmy świat mineralny pod lodową powłoką. Tatry budziły się fioletowym wschodem słońca, lecz Wołowiec, wciąż we mgle, górował gdzieś nad nami skryty i niedostępny...
[...]Na przełęczy już było jasno, a na podejściu pod Ornak załapaliśmy się na wschód słońca nad Czerwonymi Wierchami i Tomanową Przełęczą. Cała gra świateł, i niebo płonące niczym nad Mordorem zostało niestety szybko zasłonięte mgłą, którą przywiał wiatr ze Słowacji....

Wyprawa bardzo fajna - mroźna i wietrznaSmile
Ciekaw jestem tych wszystkich zdjęć, które zrobiłeś Tomku. Już fotki Lelka zapowiadają, że będzie prawdziwa foto-uczta.Smile


Jeszcze parę słów odnośnie komentarza Krzyśka.

zwiacha napisał(a):
Dziwi mnie, że wszyscy przyklaskują podobnym "wyczynom" zarówno użytkownicy jak i administratorzy tego forum - co jest równoznaczne z popieraniem takich działań.

Zauważ, że Twój post był pierwszym komentarzem do niepełnej jeszcze relacji Tomka. Skąd więc przekonanie, że "użytkownicy jak i administratorzy tego forum" uważają tak, czy inaczej. Jest to, moim zdaniem, zwykła manipulacja.

zwiacha napisał(a):
Brak szacunku dla obowiązujących norm jest dla mnie nie do zaakceptowania

Można Twoje słowa potraktować różnie. Mam nadzieję, że nie oznacza to, że podjąłeś już jakąś ostateczną decyzję.

zwiacha napisał(a):
To tyle, teraz zapraszam do opluwania mnie na forum.

Tu już mocno przesadziłeś. Nie wyobrażam sobie, że na tym właśnie Forum znalazłaby się jakaś osoba, która tak by się zachowała, w stosunku do kogokolwiek. Rozumiem, że jesteś na Forum od niedawna i nie zdążyłeś jeszcze poznać wszystkich Forumowiczów oraz zwyczajów tu panujących, ale to i tak chyba nie może Ciebie wytłumaczyć. Myślę, że powinieneś bardziej zastanowić się nad tym, co piszesz.

Pozdrawiam.Smile

Fajna wyprawa - gratuluję panowie ok Trochę zimno się robi na samą myśl (nie wiem czy dla mnie są takie manewry) ale jak kiedyś nie spróbuję to się nie dowiem.

zwiacha napisał(a):
opisy podobnych "akcji" są jedynie bełkotem osób pragnących wybić się ponad swoje kompleksy.


e tam - przesada giggle

Galleahad napisał(a):
...Byle wiatr zawiewał go w oczy i tak za którymś razem, gdy znów zrobiła się zadymka, zrobiłem krok i poczułem, że prawa noga osuwa mi się w dół, a śnieg spod niej ucieka. Odruchowo rzuciłem się na czekan i wyczołgałem dwa metry dalej. Pozostała wyrwa w nawisie, na który nieopatrznie wszedłem...

Mimo zimna można się spocić przy takich akcjach hehehehhhhh Big Grin
a tak w ogóle to fajnie się czytało.

ps. wróciłeś do Wrocławia?? myślałem, że do Warszawy... ale mniejsza z tym.
pozdr
P.

zwiacha napisał(a):
więc dla mnie ekstremalność wyczynu co najmniej wątpliwa.

ja myślę, że jak Lelko wpisywał nazwę tematu, to nie miał na myśli tego że ta wyprawa, była jakaś niebezpieczna czy ekstremalna, to tylko słowo, każdy inaczej to przyjmie, wiadomo w końcu to internet, a tu wszystko jest bardziej subiektywne

zwiacha napisał(a):
Dziwi mnie, że wszyscy przyklaskują podobnym "wyczynom"

a kto niby przyklaskuje??uhm

zwiacha napisał(a):
To tyle, teraz zapraszam do opluwania mnie na forum.

myślę że się tego nie doczekaszToungue

Chłopaki gratulki za wyprawęok

Witam, bardzo fajna wyprawa z malymi przygodami dodala tylko uroku i smaczku przygody, bardzo milo sie czytalo oby więcej takich wypraw, gratki i pozdrowka ChlopakiSmile)))
Hej...świetna relacja....lubię przenieść się w takie klimaty w taki szary, smutny dzionek.
Wspaniała wyprawa....nic więcej nie napisz bo poprzednicy (no możne nie wszyscy) odpowiednio skomentowali "pozytywnie" Wasz wypad...gratulacje Smile Pozdrawiam
Bardzo miło mi się czytało i oglądało, dołączam się do wszystkich pozytywnych opinii na temat i relacji i wyprawy!
Fajnie było z wami wędrować, czytając relację. Straty w sprzęcie widzę większe niż tylko namiot. Gelleahad po raz kolejny stwierdzam że masz talnet do pisania, nie każdy potrafi napisać takie "lekkie" (w sensie do czytania) relacje

przemo napisał(a):

zwiacha napisał(a):
więc dla mnie ekstremalność wyczynu co najmniej wątpliwa.

ja myślę, że jak Lelko wpisywał nazwę tematu, to nie miał na myśli tego że ta wyprawa, była jakaś niebezpieczna czy ekstremalna, to tylko słowo, każdy inaczej to przyjmie, wiadomo w końcu to internet, a tu wszystko jest bardziej subiektywne

zgodzę się w 100% z Przemkiem. W necie nie da się zawwrzeć wielu form przekazu niewerbalnego

przemo napisał(a):

zwiacha napisał(a):
Dziwi mnie, że wszyscy przyklaskują podobnym "wyczynom"

a kto niby przyklaskuje??uhm

a z resztą o jakich wyczynach mówisz? Tu nikt się nie prześciguje kto zrobi bardziej niebezpieczną czy nietypową trasę. Pozatym ani Lelko ani Gelleahad nie byli pierwszy raz w tatrach zimą i sądze że wiedzieli co robią decydując się na tą wyprawę. Pozatym wyraźnie napisali że gdy warunki nie pozwalały zdecydowali się na odwrót

przemo napisał(a):

zwiacha napisał(a):
To tyle, teraz zapraszam do opluwania mnie na forum.

myślę że się tego nie doczekaszToungue

raczej na pewno, jestem już trochę na tym forum i tu nie spotyka się takich praktyk, każdy wyraża swoje zdanie ale bez obrażania innych forumowiczów.

Stron: 1 2 3 4
Przekierowanie