Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Przeminęło z wiatrem - czyli pożegnanie jesieni w Beskidzie Żywieckim.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Listopadowe dni, choć krótkie, wciąż miały być zaskakująco ciepłe i słoneczne. Jak więc inaczej wykorzystać ostatni długi weekend tego roku, jeśli nie na pożegnanie schodzącej z gór jesieni. Miejsce wydarzeń - Beskid Żywiecki z Pilskiem i Babią Górą na czele oraz doborowe towarzystwo dziarskich forumowiczówok zapowiadały ciekawą wyprawę. Zaczynamy oddzielnie - oni z Korbielowa, ja z Milówki. Miejscem spotkania i noclegu - schronisko na Hali Lipowskiej.

Na zielony szlak prowadzący ku Hali Boraczej wchodzę dość późno, bo po jedenastejShy. Krótki spacer dnem doliny poprzedza kilkudziesięciominutową wspinaczkę na grzbiet. Im bliżej schroniska tym więcej ludzi. Po hali, niczym pies spuszczony z łańcucha, goni porywisty, momentami zimny wiatr. Na drewnianych ławach jeszcze sporo miejsca, bo większość turystów grzeje się z kuchennej izbie. Za tłoczno tam jednak i kawę wypijam na zewnątrz, oglądając przy okazji okoliczne widoki. Na zachodzie rozpoznaję Baranią Górę, potem Klimczok i wzniesienia nad Jeziorem Żywieckim. Na wprost mnie do słońca usadowiła się Romanka, a nieco bliżej - w chmurnej czapie - garby Rysianki i Lipowskiej. Mija południe, kolejne grupy turystów dochodzą do schroniska, inni zbierają się w dalszą drogę. Wyruszam i ja, by do celu dotrzeć jeszcze przed szarówką. Nie znam tych gór, wolę więc mieć jakiś zapas czasu na wszelki wypadek. Szeroka droga wprowadza mnie wyżej, na rozwidlenie szlaków w kolorach zielonym, niebieskim i czarnym. Na krótkim odcinku przewija się kilkanaście osób. Sporo ludzi wybrało ten sam sposób spędzenia weekendu. To coś nowego dla mnie, przyzwyczajonego do względnych pustek w rodzimym Beskidzie Sądeckim. unsure

Na rozstaju stwierdzam brak oznaczenia czarnych znaków. Powinny one prowadzić na stojącą na przeciw górkę, lecz po tabliczce nie ma śladu. Do tego pocięty wąskimi dróżkami i usłany korzeniami ściętych drzew stok wygląda jak bo wybuchu bomby atomowej. kwasny Z kilku opcji wybieram jednak najszerszą, błotnistą drogę i brnę nią do góry. Dopiero na szczycie, przy granicy lasu, dostrzegam samotny, czarny znak. Teraz już prawidłowym szlakiem ruszam na Redykalny Wierch. Po drodze spotykam kilka osób i rowerzystę, przed którym muszę odskoczyć w bok by uniknąć zderzenia. blink

Na Redykalnym odpoczywa kilkunastu turystów, w tym jeden z napędem na cztery łapy. To już piaty lub szósty psiak spotkany dziś na szlaku, z czego większość stanowią husky. Chyba rodzi się nam jakaś nowa świecka tradycja. W myślach coraz bardziej napalam się na zdobycie takiego samego towarzysza wypraw. Może kiedyś się uda?

Ruszam na żółty szlak, który zaniesie mnie na Lipowską. Jest dwadzieścia po pierwszej, według mapy zostało jeszcze około godziny drogi więc spokojnie dotrę tam za dnia. Na tym odcinku ruch jeszcze większy, z przeciwnego kierunku ciągną korowody powracających z wycieczek piechurów. Kolejne hale, z których momentami widać gniazdo Wielkiej Raczy i kawałek Słowacji, pozostają w tyle. W końcu tuż po drugiej docieram do schroniska, gdzie mam nadzieję spotkać towarzyszy wyprawy. Nie widzę ich jednak ani przy budynku, ani w jadalni, gdzie tłum ludzi nie pozwala wcisnąć przysłowiowej igły. Postanawiam więc wyjść im na przeciw i zanurzam się w las prowadzący na Rysiankę. Kilkanaście minut później docieram na halę, zwieńczoną na szczycie drewnianym budynkiem schroniska. Już z daleka dostrzegam oboje wędrowców i cichaczem siadam na ławce, by sprawić im niespodziankę. giggle
W końcu powitanie, krótka sesja fotograficzna masywu Pilska i już w trójkę wracamy na Lipowską. Powietrze zaczyna robić się coraz bardziej rześkie, a przecież w plecaku nie na darmo niesiona rozgrzewająca ciecz z wyciągu wiśni. innocent
To pierwsza część relacji z trzydniowego wypadu w BŻ.
Kolejne powstaną piórem gosia3ka i mieciura, mam nadzieję, że niebawem... Wink
Mallaidh dzięki za opowiadanie i foteczki. Miło jest wspominać na miejsca, które odwiedziłem w zeszłym roku Cry
no pierwsza część zachęca do przeczytania kolejnych. Smile
ok czekam na kontynuację w wydaniu pozostałej dwójki
hmmmSmile
wszystko w swoim czasieToungue
może (w końcu) mi się uda znaleźć chwilę Smile
Dzięki, czekajcie cierpliwie!

gosia3ek napisał(a):
hmmmSmile
wszystko w swoim czasieToungue
może (w końcu) mi się uda znaleźć chwilę Smile


No No, żebym nie musiał czekać do wiosny! Pierwszą część mam, zakończenie też, więc dawać mi tu środek! kwasny

no to Malladich pewnie będziesz musiał poczekać troszkę giggle
Phhhh pojechali mi po ambicji to się sprężyłamSmile


Poranek górski
Pobudka jak zwykle dobrze przez 6 ... kolejny raz zastanowienie - po co ja to robię?? zamiast jak człowiek się wyspać w legowisku to nieSmile
i jak zwykle w takim momencie upływ czasu stawia mnie na nogi, trzeba wstawać - góry czekająSmile
o 6 podjeżdza Mieciur, plecak mój waży sobie konkretnie, cóż, jedziemy w końcu na 3 dni.
Szybciutko mijamy Limanową, Maszanę, zmieniamy się za kierownicą i ruszamy w rajd po wsiach wszelakich, nie ma jeszcze 8 rano, wszyscy jeszcze śpią więc Krzysiek trochę piratujeSmile
Korbielów osiągamy nie wiadomo kiedy. Znajdujemy Chatę Baców, gdzie mamy następny nocleg... Dogadujemy się z miłym gospodarzem, bez problemu pozwala nam zostawić autko i nie robi problemów.
No i ... turystyczny tobół na grzbiet - czas w trasę ruszać. Najpierw za niebieskim szlakiem podchodzimy na przełęcz Przysłopy. Z dołu wydaje się ona taka mała, niepozorna. Śmiejemy się - eeee, weźmiemy ją z rozpęd. Cóż, góry nie lubią jak się ich z szacunkiem nie traktuje. Cięzki plecak, konkretne błotko, brak śniadania i podejście - suma tych trzech czynników sprawia, że na przełeczy stajemy umęczeni.
Chwile relaksu... Miejsce odpowiednie żeby się wybyczać do słoneczka, które w tym momencie świeci przepięknie. W końcu - ruszamy żółtym szlakiem , do Sopotni na śniadankoSmile sam szlak - na początku trawersikiem a potem po kamieniach - dosyć stromo w dół.
W sopotni rozkładamy nasz dobytek na jednej z 2 ławek (druga zajęta była przez "folklor piwnyBig Grin" , spożywamy śniadanko i obfotografowujemy wodospad. Szlak zmieniamy znowy - tym razem na czarny. Prowadzi on nas "na kreskę, najpierw przez polany nad wsią, potem przez zrywki drewna, by następnie wejść w las. Z mapy odcinek ten ma wynosić 5 km, ale wydaje nam się dłuższy. Jest on dość nużący, ale w końcu docieramy do niebieskiego szlaku na Romankę. Praktycznie przez cały czarny szlismy w samych podkoszulkach... to się nazywa listopadSmile Na podejściu mijamy dwóch starszych panów, którzy będą nam się przewijać do samej RysiankiSmile

Południe górskie
Na dojściu niebieskiego stwierdzamy, że tak się nie da dalej, te plecaki są za ciężkie i trzeba ulżyć wymęczonym plecom. Wyciągamy więc po puszce napoju turystycznego i delektujemy się ni m dobrą chwilę. Niestety, pogoda zaczyna nam się psuć, robi się szaro i wietrznie. Zbieramy się więc.
Podejście na Romankę - najwyższy szczyt dzisiejszego dnia mijamy w rekordowym tempie. Przecinka przez las , najpierw dosyć stromo a potem trawersem wyprowadza nas na szczyt, niestety jest on zajęty przez dosyć dużą i hałaśliwą grupę więc mijamy go z rozpędu. Szlak zmieniamy zmów na żółty, słoneczko znów zaczyna nam przyświecać. Rozsiadamy się na ławkach, kilka minut od szczytu. Patrzymy na zegarki - coooo? 13?? do Lipowskiej mamy jeszcze z godzinę - przecież nie przyjdziemy na nocleg o 14Big Grin
Postanawiamy się więc wyleżeć, zwłaszcza że i pogoda i widoki do tego nastrajająSmile Pilsko pięknie widać, zza niego wygląda czubek Babiej... Tak spędzamy godzinkę prawie. W końcu jednak trzeba się ruszyć. Szybkim krokiem przemierzamy hale pod Romanką, dochodzimy najpierw do dobicia czerwonego, a potem zielonego szlaku. Możemy się wreszcie delektować pięknem tych okolic - ostatnio mieliśmy tu widok na mgłę Toungue
Schronisko na Rysiance i wielki wydmuch. Wyszliśmy zza zasłaniającego od wiatru grzbietu i wiucha tak że kości skrzypią... Szukamy miejsca na obiad - najpierw przed schroniskiem - za zimno , potem w środku... nie ma miejsca - bunkrujemy się więc na ławce przy wejściu. Niebo z powrotem nam zasłoniło się chmurami - cóż, miał przechodzić front atmosferyczny - dobrze że nie pada. Po pysznym obiadku kanapkowo - pasztetowym wychodzimy na zewnątrz, robimy kilka fotek i nagle na ławce pojawia się Maciek Smile od tej pory plątamy się już razemSmile

Górski wieczórSmile
halę Lipowską i nasz dzisiejszy nocleg osiągamy po kilku minutach. Szybko załatwiamy formalnosci i montujemy się do pokoju - największego oczywiście. schronisko - wielki moloch... co kto lubi, ale atmosfera tam jestSmile w pokoju zastanawiamy się co dalej ze sobą zrobić. tachanie ciężkich plecaków i zmagania z wiatrem troszq nadwyrężyły nasze siły. Postanawiamy więc je odbudować za pomocą pewnego napoju, który ma z wiśniami dużo wspólnegoBig Grin Zajmujemy mały pokoik na piętrze, tzw. świetlicę , wyciągamy karty... i dzieje się Smile
Potem schodzimy na obiadokolację. Ubytki w stanie płynu wiśniowego świadczą, że mamy za dużo czasu Big Grin Postanawiamy więc zrobić sobie jeszcze szlifa na Rysiankę po ciemku... Tak też się staje, fotki stamtąd są hmmm ciekaweBig Grin
Wracamy na miejsce noclegu i już na spokojnie siadamy na jadalni, dalej ciupiemy w karciochy, prowadząc Polaków nocne rozmowyBig Grin Potem grzecznie kładziemy się spać - jutro też czeka nas fajny dzieńSmile
i dokumentacja fotograficzna Toungue
Super wyprawa i fotki.Panie kolego to jest wyprawa turystyczna a nie na krowia.
Bardzo miło się czytało i oglądało! Czekam na ciąg dalszy!!!Smile

mirek napisał(a):
Super wyprawa i fotki.Panie kolego to jest wyprawa turystyczna a nie na krowia.


Teraz Mirku wiesz co człowiek wyprawia po kosztowaniu napoju z wiśniami giggle. To jeszcze nie widziałeś co robimy po zielonej nalewce od Doktora Toungue
Co do relacyjki. Znowu mnie chwyciło za serce. Mam słabość do Beskidu Żywieckiego Huh

Ja z tego miejsca stanowczo pragnę zaprzeczyć, aby ktokolwiek z uczestników wyprawy prowadził wyżej wymienioną krowę po spożyciu! blink

I to się tyczy zarówno napoju o smaku wiśni, jak i ziemniaków, nasion, zbóż wszelakich jak i produktów mlekopochodnych!!! innocent

Sokół

Weźcie palnik na Magurkę. jak bedzie zimno to sibie zrobicie chociaż grzańca na szlaku, widzę, ze tatra Wam smakuje, napój turysty....

ładne zdjęcia, ładna pogoda...


szkoda, że mnie się dni pomyliły i chciałem się z Wami umawiać w Zawoi dzień później, ale co sie odwlecze...
Stron: 1 2
Przekierowanie