03-04-2008, 07:36 PM

Po jak zwykle to bywa dłużącej się zwłaszcza pod koniec zimie, pierwsze oznaki wiosennej aury skłaniają nas do aktywności turystycznej. I za tą oto przyczyną dnia 18 kwietnia parę minut po godzinie 9 rano autobus nas uwozi z Krakowa w stronę gór. W dalszych planach oczywiście Tatry , na rozgrzewkę zaś Gorce-szlakiem jeszcze nie zwiedzanym przez nas, mianowicie Z Przysłopu przez Kudłoń w stronę schroniska na Turbaczu. W rejonie Lubomierza otwierają się szersze widoki z okien autobusu na pasmo Gorców-mimo kwietniowej pory, widoczne wyżej zaśnieżenie w wyższych partiach , ale cóż to mamy stuptuty, nasze górskie buty są zaimpregnowane odpowiednio, małżonka wyposażona w teoretycznie nieprzemakalne Berghausy(z membraną Gore-tex)-powinno być dobrze... Parę minut po 11 bus nas wypluwa na Przełęczy Przysłop (nas i paru innych turystów-z tym, że inni mają w planach niebieski szlak na Gorc)
Pogoda taka sobie, chmurna i dżdżysta, toteż nie tracąc zbytnio czasu na podziwianie uroków przysiółka, ostro wbijamy się w szlak(żółte znaki) , stromą drogą mijająć ostatnie letniaki i śmietniska wzmiankowanej osady przy coraz szerszym w miarę nabywania wysokości widoku na grupę Mogielnicy i Ćwilina. Jeszcze z prawej i nieco poniżej kraniec wyciągu narciarskiego i możemy się rozkoszować czystym pięknem gór. Przy szałasie pasterskim nieco poniżej wierzchołka Jaworzynki(1026m) pierwszy postój na małe co nieco. Póki co śladowe ilości śniegu, prawdę powiedziawszy więcej pośniegowego błota, na odsłoniętych polanach-gdzie, niegdzie radują oczy krokusy-te o barwie liliowej i te rzadsze koloru białego. Mapa opisuje całość trasy z Przysłopia do schroniska na Turbaczu w czasie 4.30 h , mimo odrobinkę popołudniowej pory jesteśmy zatem spokojni. Po króciutkim odpoczynku dalej w górę przez szczyt Jaworzynki, by następnie obniżyć się na malowniczą polanę Jodamówkę, z kolejnymi szałasami i dobiegającym szlakiem (zn. zielone)z Doliny Kamienicy. Tu spotykamy jedynych tego dnia turystów na szlaku, podchodzących właśnie od potoku Kamienica.Oni w dół-trasą naszego podejścia, my w stronę Turbacza. Powyżej Jodamówki w trakcie podejścia na Gorc Troszacki (1135m) , w zacienionych buczynach regla dolnego-napotykamy ciągłą pokrywę śnieżną. Trasa jest nieprzetarta, sprawiająca wrażenie mało chodzonej. Śnieg zaś głęboki (taki do kolan miejscami),przepadający i bardzo, bardzo mokry. Szybko zakładamy ochraniacze-do tej pory wędrujące w plecaku i ufni w impregnacje naszych butów zagłębiamy się w to śnieżne królestwo. Dobrze wypatrujemy w tej sytuacji oznakowań szlaku na pniach drzew-one nam w panujących warunkach zapewniają poprawną orientacje na szlaku. Tempo marszu w zastanej sytuacji oczywiście spada, tym niemniej sprawnie podchodzimy na zalesiony szczyt Kudłonia (1274m), by uzyskaną wysokość następnie szybko wytracić w dość stromym zejściu w stronę Przełęczy Borek. W międzyczasie pogoda zaczyna kaprysić, a w zasadzie przypominać o tym, że to kwiecień (wiecie-kwiecień plecień co przeplata...).Z nad Beskidu Żywieckiego nadciąga ciemniejsza chmura ,pierwsza krótkotrwała burza wiosenna, trochę grzmi, trochę błyska- ale więcej dla efektu, niż rzeczywistego przestrachu. Dodatkowy bonus tej sytuacji to przelotny opad marznącej mżawki. Widoki ze szlaku na równoległe pasmo Jaworzyny Kamienieckiej po przeciwległej stronie Doliny Kamienicy (odchodzące z centrum masywu-tj.Turbacza) są oszołamiające, w chwilach gdy się przejaśnia. Niestety w miarę jak pułap chmur się obniża, widoczność stale się pogarsza. Na domiar złego moje buty, ukochane Scarpy- które przed laty zakupiłem ,wiele kilometrów szlaków górskich przeszedłem i darzę sentymentem-mają mój sentyment w poważaniu i mimo impregnacji, nabierają wody. Z przełęczy Borek, już stale w górę wzdłuż pobliskiego Kamienickiego Potoku, trawersując w głębokim lesie stoki Mostownicy, w głębokim lesie i głębokim podsiąkłym śniegu. Ponieważ trasę na tym odcinku przecinają liczne cieki wodne, uaktywnione wiosenną odwilżą ,wędrówka staje się jeszcze bardziej uciążliwa. Czasem w głębokich śladach ukazuje się woda, plecaki ze Wszystkim wbijają w ziemię, powoli zapada zmierzch. Jest mistycznie- czuję się niczym jaki partyzant gorczański albo inny bohater wojny ojczyźnianej .

Woda wesoło chlupoce w butkach- w zasadzie ogarnia mnie obojętność na tą drobną dolegliwość-równie dobrze mógłbym zasuwać środkiem potoku. Zatem krok za krokiem w stronę schronu, nie mam nawet chęci by utrwalać na aparacie fotograficznym rzeczywistości śnieżnej w trakcie zmiany stanu skupienia z ....galaretki na wodny.

Wobec potęgi natury na nic impregnacje, stuptuty czy inne bajery typu membrana Gore-tex w butach mojej małżonki. Wreszcie między drzewami otwiera się większa przestrzeń i oto jesteśmy na rozległej hali w centrum wielkiego rozrogu jakim masyw Turbacza wysyła w Gorce Swoje ramiona. Przez Czoło Turbacza(1259m) i wielką polanę zataczamy łuk w stronę nieodległego już schroniska. Widoki żadne, bo wieczorna mgła nas dopada a i wiatr korzysta z otwartej przestrzeni, ale szeroki ślad(kilkadziesiąt metrów) założony przez licznych narciarzy pewnie nas prowadzi do celu. Jeszcze lasek i już-o 19 jesteśmy na miejscu.
Gościnne schronisko na Turbaczu jest prawie puste, oprócz nas gości jeszcze ze czterech innych turystów. Przebieramy się z mokrych rzeczy, zasiadamy w jadalni. Barszczyk czerwony + bigos szybko stawiają na nogi. Teraz przydałby się jaki środek co by z pewnej perspektywy spojrzeć na dzisiejsze wrażenia górskiej. Pytam w bufecie- okazuje się, że browarka nie ma ....

Sięgam w czeluści plecaka i wydobywam zeń ciężkie, pełne chmielowego napoju-puszki...

Stara turystyczna prawda-jeszcze raz objawia się w całej pełni... W górach trzeba być przygotowanym na Wszystko...

voila
1.Polana z szałasem poniżej Jaworzynki
2-3.Polana Jodamówka
4.O ! wchodzimy w wiosenne śniegi
óżniej już mi się nie chciało focić
5.z wyjątkiem fotki tuż przed wyjściem na Halę Turbacz
6-9.Następnego dnia w trakcie zejścia do Nowego Targu trasą Turbacz-Kowaniec(zn.żółte)




.Podobała mi się ta wirtualna/wiosenna wędrówka