<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat - Tatry]]></title>
		<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/</link>
		<description><![CDATA[Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat - http://www.gorskiswiat.pl/forum]]></description>
		<pubDate>Mon, 21 Sep 2026 20:54:34 +0200</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Skiturowo na Kasprowy - 2021]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10648</link>
			<pubDate>Thu, 22 Apr 2021 16:39:06 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10648</guid>
			<description><![CDATA[Skiturowo na Kasprowy, 17 - 18.4.2021<br />
<br />
	Koniec kolejnego covidowego aresztu przypadł na połowę kwietnia 2021 i na dodatek dosypała się kolejna porcja śniegu tej długiej zimy. Co z tym zrobić? Jak wykorzystać? Informuję Tomtura niech się postara o grandiozne zakończenie sezonu skiturowego. Najlepiej w porządnych górach i dwudniowo. Czekam co Tomtur załatwi. Mnie czeka tylko jeden obowiązek - sprawdzić, czy jestem covidowo czysty, żebym mógł wkroczyć do Polski. Wreszcie otrzymuję informację od Tomtura, że mamy dwa dni na Tatry. Dalej jest skąpy na informacje, jak tajemniczy zamek w Karpatach. <br />
<br />
17 kwietnia, dzień pierwszy<br />
Punktualnie o 6:00 stawiam się na moście w Cieszynie, gdzie mnie ze sprzętem zwija Tomtur. Kierunek Tatry z celem Zakopane, parking pod Muzeum TPN. Na miejscu jesteśmy  przed 9:00 i czekamy na kolejnych członków GŚ. Ponoć klaruje się mała biba. Są.<br />
[attachment=89758] <br />
Kto pozna, co to za sprzymierzeńcy skiturowi? Kto myśli, że to TomaszRZ i Watażka, ten ma rację. Serdeczne przywitanie (tak długo się nie widzieliśmy), zabieramy niezbędne bambetle, z ronda busikiem do Kuźnic. Od tąd zaczyna się już poważna akcja na dochodzenie. Sztachety na nogi i możemy... <br />
[attachment=89759]<br />
Chwileczkę, ale gdzie my to właściwie idziemy? Tomasz i Watażka mają wyruszyć gdzieś w okolicę Hali K. i Kopy K. a mi Tomtur oznajmia, że my Doliną Goryczkową wyślizniemy się na Kasprowy. Szybko przeliczam... Kuźnice około 1 tys. m, Kasprowy niecałe 2 tys. m, odległość 5,5 km. Zaczyna mi pot ściekać po grzbiecie, i to jeszcze nie wyruszyliśmy. Musimy podejść 900 m. Wcale nie wiem w co się pcham i nawet nie jestem obeznany jak mi pójdzie. Jednak odwrót nie wchodzi w rachubę.  <br />
[attachment=89760]<br />
Już tylko we dwójkę, ale w towarzystwie innych nam podobnych, wyruszamy po białym w białe. Na razie jest spokojnie, bez podejść. <br />
[attachment=89761]<br />
No tak, ale czym mniej na początku podchodzimy, o tyle więcej podejścia nas czeka w kolejnym etapie. Za niedługo miałem się o tym przekonać, i to na własnej skórze. Raczej płucach i sercu. <br />
[attachment=89762]<br />
Tomtur dochodzi do chatki na Polanie pod Zakosy. Na zdjęciu po lewej widać drzewa. Kiedy podejdę wyżej, spoza drzew odkrywa mi się widok. I to jaki! Dech białego potwora w postaci śnieżnej ściany. Na to białe coś musimy się wyskrobać? Tak, odpowiada Tomtur. Mamy przejdzioną połowę odległości (cca za 1:10), ale ledwie 1/3 wysokości. No, fajnie. Ciepła herbatka z termosa na kuraż, chwilka odpoczynku i dajemy z narty w ścianę. Nic mi nie pozostało, jak tylko polegać na prawach fizyki i mieć wiarę w koeficjent tarcia między moherowym pasem nart i śnieżnym stokiem, żeby można na krechę.<br />
[attachment=89763][attachment=89764]<br />
Na podejściu ogarnia nas mgła. Nasuwa się pytanie. Co jest lepsze - widzieć daleko i widzieć co mnie czeka, lub widzieć tak akurat koniec nart i nie wiedzieć jakie podejście mnie czeka? I jeszcze jedna anomalia pogodowa mnie zdziwiła. Do tej pory mi termometr pokazywał 3 stopnie C na plusie. Gdzieś na wysokości 1500 m mi naraz podskoczył na 10 stopni C na plusie. <br />
[attachment=89765]<br />
Faktycznie poczułem ciepły powiew. Było to w miejscu rozdzielenia nartostrady na zjazd do chatki na Polanie pod Z. i zjazd do dolnej stacji na Goryczkowej. Trochę wypłaszczenia i odsłoniętego widoku z 10 m na 200 m. <br />
[attachment=89766]<br />
Człowiek widzi i cieszy się, że na stoku nie jest sam ze swym trapieniem. Pełno tu amatorów sztachetowego gramolenia. Kolejne podejście, gdzieś w okolicy rozdwojenia się nartostrady na więcej stromą i mniej stromą. Wybieramy tą więcej stromą. Tą mniej stromą będziemy później zjeżdżać. Styl podejścia na krechę mieni się na podejście zygzakiem. Tomtur mnie na odległość poucza, jak prawidłowo trzeba się na końcu każdego zygzaku obracać. Przypuszczam, że walczę z tym dzielnie. <br />
[attachment=89767]<br />
Rozpoczyna się ostatni faza podejścia na grań Kasprowego. Mamy już sporo tego za sobą (cca 2:30). Mgła zamienia się w białe ciemno. Nie widać, gdzie jest stok a gdzie horyzont. Każdy idzie samotnie w tej ciemności.<br />
[attachment=89768][attachment=89769]<br />
Społeczeństwo skiturowców odczuwam za pomocą szóstego zmysłu. Trzeba uważać, żeby nie zejść gdzieś do dziury. Staram się Tomtura nie stracić. Jest to dla mnie ważna ostoja na tym szlaku. Wreszcie dochodzimy do grani (raczej na wyczucie), która schodzi z Kasprowego na Goryczkowy. Odbicie w lewo i po 3:00 drałowania jesteśmy przy dzwonie, co oznacza szczyt Kasprowego. <br />
[attachment=89770]<br />
Połowiczna ulga. Nie trzeba nam już nigdzie piąć w górę, jednak trzeba te wszystkie przejdzione ściany zjechać. To później. Teraz odpoczywamy. Ja morsuję na sucho dwie minuty i przebieram się do suchego. Ciepła herbatka też musi być. Na szczycie sporo turystów na ski i też z buta. Co tu musi być za harmider, kiedy słońce świeci w pełni. Czas na drugi etap. Buty i narty przepinamy z "walk" na "ski". Trzeba nam spuścić się do tego białego ciemna. Nie było to wesołe śmiganie, jakie poznałem na Skrzycznym. Raczej to była walka z grawitacją. Stromy stok ze świeżym śniegiem i wytworzonymi muldami od narciarzy zjeżdżających przed nami. Przejeżdżający ratrak narobił więcej problemowych miejsc, nim wyrównał trasę. Jednak z Tomturem walczymy i zwolna obniżamy pułap Kasprowego. Przyznam, że kiedy zjechaliśmy do Polany pod Zakosami, byłem szczęśliwy. <br />
[attachment=89771]<br />
Telefonicznie umawiamy się z Tomaszem i Watażką, którzy walczyli gdzieś pod Kondratową, że na nich tutaj poczekamy. Symbolicznie już razem zjeżdżamy do Kuźnic. Ten odcinek to już prawdziwa frajda, taka ośla łączka. 15:30 i kończymy pierwszy skiturowy dzień. Wieczorna integracja, to już inny rozdział. <br />
[attachment=89772]<br />
Watażka, TomaszRZ i Tomtur żegnają się z czytelnikiem po pierwszym dniu skituringu.<br />
<br />
Cdn.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Skiturowo na Kasprowy, 17 - 18.4.2021<br />
<br />
	Koniec kolejnego covidowego aresztu przypadł na połowę kwietnia 2021 i na dodatek dosypała się kolejna porcja śniegu tej długiej zimy. Co z tym zrobić? Jak wykorzystać? Informuję Tomtura niech się postara o grandiozne zakończenie sezonu skiturowego. Najlepiej w porządnych górach i dwudniowo. Czekam co Tomtur załatwi. Mnie czeka tylko jeden obowiązek - sprawdzić, czy jestem covidowo czysty, żebym mógł wkroczyć do Polski. Wreszcie otrzymuję informację od Tomtura, że mamy dwa dni na Tatry. Dalej jest skąpy na informacje, jak tajemniczy zamek w Karpatach. <br />
<br />
17 kwietnia, dzień pierwszy<br />
Punktualnie o 6:00 stawiam się na moście w Cieszynie, gdzie mnie ze sprzętem zwija Tomtur. Kierunek Tatry z celem Zakopane, parking pod Muzeum TPN. Na miejscu jesteśmy  przed 9:00 i czekamy na kolejnych członków GŚ. Ponoć klaruje się mała biba. Są.<br />
[attachment=89758] <br />
Kto pozna, co to za sprzymierzeńcy skiturowi? Kto myśli, że to TomaszRZ i Watażka, ten ma rację. Serdeczne przywitanie (tak długo się nie widzieliśmy), zabieramy niezbędne bambetle, z ronda busikiem do Kuźnic. Od tąd zaczyna się już poważna akcja na dochodzenie. Sztachety na nogi i możemy... <br />
[attachment=89759]<br />
Chwileczkę, ale gdzie my to właściwie idziemy? Tomasz i Watażka mają wyruszyć gdzieś w okolicę Hali K. i Kopy K. a mi Tomtur oznajmia, że my Doliną Goryczkową wyślizniemy się na Kasprowy. Szybko przeliczam... Kuźnice około 1 tys. m, Kasprowy niecałe 2 tys. m, odległość 5,5 km. Zaczyna mi pot ściekać po grzbiecie, i to jeszcze nie wyruszyliśmy. Musimy podejść 900 m. Wcale nie wiem w co się pcham i nawet nie jestem obeznany jak mi pójdzie. Jednak odwrót nie wchodzi w rachubę.  <br />
[attachment=89760]<br />
Już tylko we dwójkę, ale w towarzystwie innych nam podobnych, wyruszamy po białym w białe. Na razie jest spokojnie, bez podejść. <br />
[attachment=89761]<br />
No tak, ale czym mniej na początku podchodzimy, o tyle więcej podejścia nas czeka w kolejnym etapie. Za niedługo miałem się o tym przekonać, i to na własnej skórze. Raczej płucach i sercu. <br />
[attachment=89762]<br />
Tomtur dochodzi do chatki na Polanie pod Zakosy. Na zdjęciu po lewej widać drzewa. Kiedy podejdę wyżej, spoza drzew odkrywa mi się widok. I to jaki! Dech białego potwora w postaci śnieżnej ściany. Na to białe coś musimy się wyskrobać? Tak, odpowiada Tomtur. Mamy przejdzioną połowę odległości (cca za 1:10), ale ledwie 1/3 wysokości. No, fajnie. Ciepła herbatka z termosa na kuraż, chwilka odpoczynku i dajemy z narty w ścianę. Nic mi nie pozostało, jak tylko polegać na prawach fizyki i mieć wiarę w koeficjent tarcia między moherowym pasem nart i śnieżnym stokiem, żeby można na krechę.<br />
[attachment=89763][attachment=89764]<br />
Na podejściu ogarnia nas mgła. Nasuwa się pytanie. Co jest lepsze - widzieć daleko i widzieć co mnie czeka, lub widzieć tak akurat koniec nart i nie wiedzieć jakie podejście mnie czeka? I jeszcze jedna anomalia pogodowa mnie zdziwiła. Do tej pory mi termometr pokazywał 3 stopnie C na plusie. Gdzieś na wysokości 1500 m mi naraz podskoczył na 10 stopni C na plusie. <br />
[attachment=89765]<br />
Faktycznie poczułem ciepły powiew. Było to w miejscu rozdzielenia nartostrady na zjazd do chatki na Polanie pod Z. i zjazd do dolnej stacji na Goryczkowej. Trochę wypłaszczenia i odsłoniętego widoku z 10 m na 200 m. <br />
[attachment=89766]<br />
Człowiek widzi i cieszy się, że na stoku nie jest sam ze swym trapieniem. Pełno tu amatorów sztachetowego gramolenia. Kolejne podejście, gdzieś w okolicy rozdwojenia się nartostrady na więcej stromą i mniej stromą. Wybieramy tą więcej stromą. Tą mniej stromą będziemy później zjeżdżać. Styl podejścia na krechę mieni się na podejście zygzakiem. Tomtur mnie na odległość poucza, jak prawidłowo trzeba się na końcu każdego zygzaku obracać. Przypuszczam, że walczę z tym dzielnie. <br />
[attachment=89767]<br />
Rozpoczyna się ostatni faza podejścia na grań Kasprowego. Mamy już sporo tego za sobą (cca 2:30). Mgła zamienia się w białe ciemno. Nie widać, gdzie jest stok a gdzie horyzont. Każdy idzie samotnie w tej ciemności.<br />
[attachment=89768][attachment=89769]<br />
Społeczeństwo skiturowców odczuwam za pomocą szóstego zmysłu. Trzeba uważać, żeby nie zejść gdzieś do dziury. Staram się Tomtura nie stracić. Jest to dla mnie ważna ostoja na tym szlaku. Wreszcie dochodzimy do grani (raczej na wyczucie), która schodzi z Kasprowego na Goryczkowy. Odbicie w lewo i po 3:00 drałowania jesteśmy przy dzwonie, co oznacza szczyt Kasprowego. <br />
[attachment=89770]<br />
Połowiczna ulga. Nie trzeba nam już nigdzie piąć w górę, jednak trzeba te wszystkie przejdzione ściany zjechać. To później. Teraz odpoczywamy. Ja morsuję na sucho dwie minuty i przebieram się do suchego. Ciepła herbatka też musi być. Na szczycie sporo turystów na ski i też z buta. Co tu musi być za harmider, kiedy słońce świeci w pełni. Czas na drugi etap. Buty i narty przepinamy z "walk" na "ski". Trzeba nam spuścić się do tego białego ciemna. Nie było to wesołe śmiganie, jakie poznałem na Skrzycznym. Raczej to była walka z grawitacją. Stromy stok ze świeżym śniegiem i wytworzonymi muldami od narciarzy zjeżdżających przed nami. Przejeżdżający ratrak narobił więcej problemowych miejsc, nim wyrównał trasę. Jednak z Tomturem walczymy i zwolna obniżamy pułap Kasprowego. Przyznam, że kiedy zjechaliśmy do Polany pod Zakosami, byłem szczęśliwy. <br />
[attachment=89771]<br />
Telefonicznie umawiamy się z Tomaszem i Watażką, którzy walczyli gdzieś pod Kondratową, że na nich tutaj poczekamy. Symbolicznie już razem zjeżdżamy do Kuźnic. Ten odcinek to już prawdziwa frajda, taka ośla łączka. 15:30 i kończymy pierwszy skiturowy dzień. Wieczorna integracja, to już inny rozdział. <br />
[attachment=89772]<br />
Watażka, TomaszRZ i Tomtur żegnają się z czytelnikiem po pierwszym dniu skituringu.<br />
<br />
Cdn.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Krzesanica, Tatry Zachodnie, sierpień 2014]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10549</link>
			<pubDate>Sun, 24 Jan 2021 19:13:10 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10549</guid>
			<description><![CDATA[Dzień rozpoczynamy od porannej kawy na balkonie. Balkon to ogromny atut dobrej kwatery, można spokojnie zapalić a i widoki trafiają się niczego sobie.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dzień zapowiada się pogodny, więc wybieramy się na Krzesanicę. Przejazd z Bukowiny do Kir idzie w miarę sprawnie. W Zakopanem próbuję choć trochę przyjrzeć się miastu, ale wszechobecna reklamoza skutecznie mnie od tego odstręcza. <br />
Na szczęście do Kir jest niedaleko i wkrótce wędrujemy Doliną Kościeliską.<br />
<br />
<br />
<br />
Z doliny, czerwonym szlakiem, idziemy w stronę Ciemniaka i Krzesanicy. Kiedy pojawiają się widoki stwierdzamy, że ta część Tatr bardzo nam się podoba. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z Krzesanicy udajemy się na Małołączniak skąd niebieskim szlakiem schodzimy w stronę Przysłopu Miętusiego.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W Kobylarzowym Żlebie czeka nas niespodzianka. Na króciutkim odcinku z łańcuchami zrobił się zator. Zaczynam żałować, że z Małołączniaka nie poszliśmy na Kondracką Kopę, by zejść do Doliny Małej Łąki zahaczywszy ewentualnie wcześniej o Giewont.<br />
Tymczasem siedzimy w oczekiwaniu na naszą kolej i obserwujemy, że nie wszyscy powinni byli wybrać ten szlak do zejścia. Prezentują tak żenującą nieporadność w posługiwaniu się łańcuchem, że żal patrzeć. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dalsza część drogi przebiega już normalnie, bez przeszkód schodzimy do punktu wyjścia.<br />
<br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Dzień rozpoczynamy od porannej kawy na balkonie. Balkon to ogromny atut dobrej kwatery, można spokojnie zapalić a i widoki trafiają się niczego sobie.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dzień zapowiada się pogodny, więc wybieramy się na Krzesanicę. Przejazd z Bukowiny do Kir idzie w miarę sprawnie. W Zakopanem próbuję choć trochę przyjrzeć się miastu, ale wszechobecna reklamoza skutecznie mnie od tego odstręcza. <br />
Na szczęście do Kir jest niedaleko i wkrótce wędrujemy Doliną Kościeliską.<br />
<br />
<br />
<br />
Z doliny, czerwonym szlakiem, idziemy w stronę Ciemniaka i Krzesanicy. Kiedy pojawiają się widoki stwierdzamy, że ta część Tatr bardzo nam się podoba. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z Krzesanicy udajemy się na Małołączniak skąd niebieskim szlakiem schodzimy w stronę Przysłopu Miętusiego.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W Kobylarzowym Żlebie czeka nas niespodzianka. Na króciutkim odcinku z łańcuchami zrobił się zator. Zaczynam żałować, że z Małołączniaka nie poszliśmy na Kondracką Kopę, by zejść do Doliny Małej Łąki zahaczywszy ewentualnie wcześniej o Giewont.<br />
Tymczasem siedzimy w oczekiwaniu na naszą kolej i obserwujemy, że nie wszyscy powinni byli wybrać ten szlak do zejścia. Prezentują tak żenującą nieporadność w posługiwaniu się łańcuchem, że żal patrzeć. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dalsza część drogi przebiega już normalnie, bez przeszkód schodzimy do punktu wyjścia.<br />
<br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Te, Karakorum ! Co ty wiesz o wietrze ? ! ? !]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10539</link>
			<pubDate>Wed, 13 Jan 2021 07:54:15 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10539</guid>
			<description><![CDATA[Dzień dobry. <br />
<br />
Pisząc w skrócie - wiało. <br />
<br />
Widzieliśmy latające głowy ( z rękami w zębach ). Słyszeliśmy takie wycie wiatru, że przy nim Zenek jest artystą. Śnieg był tak ostry, że w parę sekund  przerabiał kilkutonowy głaz w malutką rzeźbę. Ze śniegu wyczołgiwali się turyści. <br />
<br />
Czyli sielanka w dniu 27.12.2020.<br />
<br />
Wczorajsza wycieczka mogła się już skończyć dzień wcześniej ale MiPT Łukasz P załatwił auto zastępcze. W składzie Łukasz i Łukasz wyruszyliśmy z Żywca o 5.50. Pozostałe zaproszone osoby miały : gości lub wycieczkę w Beskid Niski. Haka nie zapraszaliśmy - trwa przygotowanie do procesu sądowego. <br />
<br />
Parking na Siwej Polanie wita nas 15 zł opłaty i - 14 stopniami. O 7.58. Czyli rześko co było dobrym powodem do szybkiego przebierania nogami. Zresztą początek Doliny Chochołowskiej to połączenie kiczu, niszczenia przyrody, pazerności góralskiej i marnych widoków. Mi na tym odcinku ( do Polany Huciska ) podobają się tylko Siwiańskie Turnie ( 1046 m ). <br />
<br />
To ich wierzchołek. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Teren nie dopuszczony do działalności turystycznej. Tam dzieją się ostatnie sceny genialnej powieści "Śleboda".<br />
<br />
Od Polany Huciska jeszcze trochę trzeba iść głównym traktem co by dotrzeć do odbicia szlaku czerwonego na Trzydniowiański Wierch. <br />
<br />
To na środku nazywa się  ?  Wielki Kopieniec ( 1257 m ). Obok też jest Mały. To dla zmylenia turystów. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Te typki to , chyba, Wielkie Turnie. Przedłużenie Bobrowca. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
O godzinie 9 docieramy do zakrętu - z zielonego szlaku skręcamy w lewo na szlak czerwony. Przed nami Polana Trzydniówka ( około 1080 m ). Sporo luda tego dnia wybrało ten szlak. <br />
<br />
Co nie bardzo widać na tym zdjęciu  ;) <br />
<br />
Szlak prowadzi w lewo. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Piękna ściana !<br />
<br />
Po lewej widać Bobrowca ( 1663 m ) - tam nie wolno chodzić ! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Kolejny niedostępny szczyt - Kominiarski Wierch ( 1829 m ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ciąg dalszy serii "niedostępnych" - po lewej Osobita ( 1687 m ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Za to tutaj widać turystyczny szczyt - Giewont ( 1895 m ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To nasz cel - Trzydniowiański Wierch. Obecnie panuje na nim spokój. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Masyw Bobrowca jest imponujący. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I skończyło się rumakowanie  ?    Po wyjściu z lasu ( "legendarny" żleb Krowiniec ) wchodzimy na grzbiet Kulowca. Prognozy zapowiadały wiatr - pojawił się. W okolicy szalał np nad Wołowcem ( 2064 m )  i Rohaczami ( 2084 i 2126 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Cel. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tzw pióropusze. Było tam milusio. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jak widać - teren otwarty - raj dla wiatru. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z tymi na Wołowcu byłem duchem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Cel za cholerę nie chce się przybliżyć. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Żywe zbocza. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Żywi ludzie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I wreszcie szczyt wzięty ! W cudownej pogodzie, w słońcu, 26 stopniach na plusie, bez wiatru ! Ideał turystyki ! <br />
<br />
MiPT Łukasz na zwornikowym wierzchołku Trzydniowiańskiego Wierchu ( 1758 m ) !<br />
<br />
<br />
<br />
Byli też i inni, zadowoleni, turyści. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po pewnym czasie i ja zdobyłem szczyt. Mało wiedzący podniecają się zimową wyprawą na K2. Po co ? Wystarczy Trzydniowaiński żeby wiedzieć co to wiatr ! Tatrzański wiatr złota wart ! <br />
<br />
Na powitanie straciłem oddech, zerwało ze mnie kurtkę, kijki odleciały i wróciły, milusi śnieżek przeorał mi twarzyczkę. Aparat sam zrobił zdjęcia. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
MiPT się cieszy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Plan udania się na Kończysty odleciał w siną dal. Albo na Siwą Polane.<br />
<br />
Ci też stwierdzili, że tego dnia Trzydniowiański wystarczy. Trzeba wiedzieć kiedy ze szlaku zejść nie połamanym ! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na moment rzut oka w lewo - na Tatry Wysokie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po prawicy bez zmian. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mimo tak cudownej pogody trzeba było wracać - np. po to żeby oddychać bez bólu. <br />
<br />
Byłem duchem z tymi na szczycie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A w tym kominie ( dawna nazwa - Kominy Tylkowe ) akurat wiatr nie wiał. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tutaj aż dziwnie. Na środku Bobrowiecka Przełęcz. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jak wieje to i skała się pojawia - Ornak ( 1867 m )<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W drodze powrotnej ( też Krowieńcem ) miłym słowem kilkukrotnie daliśmy nadzieję innym turystom na dobre warunki na szczycie. Zwłaszcza słowa o latających głowach z rękami w zębach im się podobały. <br />
<br />
Kominiarski dalej jest niedostępny turystycznie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Niech się mury pną do góry !<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
O godzinie 12.02 wracamy na zielony szlak do schroniska. <br />
<br />
Na Polanie też trochę wiało  ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Niewzruszone Mnichy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Do schroniska wchodzi się bocznym wejściem z tarasu. Można kupić i trzeba opuścić jadalnie. Np. na korytarz. Tak uczyniliśmy. <br />
<br />
Około 13.15 ruszyliśmy w dół. O dziwo ! Wiało jak diabli. <br />
<br />
Ładne skały po lewej i prawej stronie szlaku. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Skały w okolicy Wyżniej Chochołowskiej Bramy ( obok leśniczówki TPN; dawnego schroniska Blaszyńskich  ) .<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W drodze powrotnej kilka razy rzuciłem oczyma w tył. <br />
<br />
Robiło się mrocznie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Takie coś mi się w oczy rzuciło. Stoi to nad Polaną Huciska. Czy jest to Klinowa Czuba ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mrok I. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Skałki na lewo od Siwiańskich Turni. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mrok II.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na parking wróciliśmy o 14.30 po przejściu 22 i pół kilometrów. <br />
<br />
Pamiętajcie !<br />
<br />
Karakorum to przedszkole przy naszych huraganach !<br />
<br />
Serdecznie pozdrawiam.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Dzień dobry. <br />
<br />
Pisząc w skrócie - wiało. <br />
<br />
Widzieliśmy latające głowy ( z rękami w zębach ). Słyszeliśmy takie wycie wiatru, że przy nim Zenek jest artystą. Śnieg był tak ostry, że w parę sekund  przerabiał kilkutonowy głaz w malutką rzeźbę. Ze śniegu wyczołgiwali się turyści. <br />
<br />
Czyli sielanka w dniu 27.12.2020.<br />
<br />
Wczorajsza wycieczka mogła się już skończyć dzień wcześniej ale MiPT Łukasz P załatwił auto zastępcze. W składzie Łukasz i Łukasz wyruszyliśmy z Żywca o 5.50. Pozostałe zaproszone osoby miały : gości lub wycieczkę w Beskid Niski. Haka nie zapraszaliśmy - trwa przygotowanie do procesu sądowego. <br />
<br />
Parking na Siwej Polanie wita nas 15 zł opłaty i - 14 stopniami. O 7.58. Czyli rześko co było dobrym powodem do szybkiego przebierania nogami. Zresztą początek Doliny Chochołowskiej to połączenie kiczu, niszczenia przyrody, pazerności góralskiej i marnych widoków. Mi na tym odcinku ( do Polany Huciska ) podobają się tylko Siwiańskie Turnie ( 1046 m ). <br />
<br />
To ich wierzchołek. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Teren nie dopuszczony do działalności turystycznej. Tam dzieją się ostatnie sceny genialnej powieści "Śleboda".<br />
<br />
Od Polany Huciska jeszcze trochę trzeba iść głównym traktem co by dotrzeć do odbicia szlaku czerwonego na Trzydniowiański Wierch. <br />
<br />
To na środku nazywa się  ?  Wielki Kopieniec ( 1257 m ). Obok też jest Mały. To dla zmylenia turystów. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Te typki to , chyba, Wielkie Turnie. Przedłużenie Bobrowca. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
O godzinie 9 docieramy do zakrętu - z zielonego szlaku skręcamy w lewo na szlak czerwony. Przed nami Polana Trzydniówka ( około 1080 m ). Sporo luda tego dnia wybrało ten szlak. <br />
<br />
Co nie bardzo widać na tym zdjęciu  ;) <br />
<br />
Szlak prowadzi w lewo. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Piękna ściana !<br />
<br />
Po lewej widać Bobrowca ( 1663 m ) - tam nie wolno chodzić ! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Kolejny niedostępny szczyt - Kominiarski Wierch ( 1829 m ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ciąg dalszy serii "niedostępnych" - po lewej Osobita ( 1687 m ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Za to tutaj widać turystyczny szczyt - Giewont ( 1895 m ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To nasz cel - Trzydniowiański Wierch. Obecnie panuje na nim spokój. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Masyw Bobrowca jest imponujący. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I skończyło się rumakowanie  ?    Po wyjściu z lasu ( "legendarny" żleb Krowiniec ) wchodzimy na grzbiet Kulowca. Prognozy zapowiadały wiatr - pojawił się. W okolicy szalał np nad Wołowcem ( 2064 m )  i Rohaczami ( 2084 i 2126 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Cel. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tzw pióropusze. Było tam milusio. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jak widać - teren otwarty - raj dla wiatru. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z tymi na Wołowcu byłem duchem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Cel za cholerę nie chce się przybliżyć. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Żywe zbocza. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Żywi ludzie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I wreszcie szczyt wzięty ! W cudownej pogodzie, w słońcu, 26 stopniach na plusie, bez wiatru ! Ideał turystyki ! <br />
<br />
MiPT Łukasz na zwornikowym wierzchołku Trzydniowiańskiego Wierchu ( 1758 m ) !<br />
<br />
<br />
<br />
Byli też i inni, zadowoleni, turyści. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po pewnym czasie i ja zdobyłem szczyt. Mało wiedzący podniecają się zimową wyprawą na K2. Po co ? Wystarczy Trzydniowaiński żeby wiedzieć co to wiatr ! Tatrzański wiatr złota wart ! <br />
<br />
Na powitanie straciłem oddech, zerwało ze mnie kurtkę, kijki odleciały i wróciły, milusi śnieżek przeorał mi twarzyczkę. Aparat sam zrobił zdjęcia. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
MiPT się cieszy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Plan udania się na Kończysty odleciał w siną dal. Albo na Siwą Polane.<br />
<br />
Ci też stwierdzili, że tego dnia Trzydniowiański wystarczy. Trzeba wiedzieć kiedy ze szlaku zejść nie połamanym ! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na moment rzut oka w lewo - na Tatry Wysokie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po prawicy bez zmian. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mimo tak cudownej pogody trzeba było wracać - np. po to żeby oddychać bez bólu. <br />
<br />
Byłem duchem z tymi na szczycie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A w tym kominie ( dawna nazwa - Kominy Tylkowe ) akurat wiatr nie wiał. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tutaj aż dziwnie. Na środku Bobrowiecka Przełęcz. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jak wieje to i skała się pojawia - Ornak ( 1867 m )<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W drodze powrotnej ( też Krowieńcem ) miłym słowem kilkukrotnie daliśmy nadzieję innym turystom na dobre warunki na szczycie. Zwłaszcza słowa o latających głowach z rękami w zębach im się podobały. <br />
<br />
Kominiarski dalej jest niedostępny turystycznie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Niech się mury pną do góry !<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
O godzinie 12.02 wracamy na zielony szlak do schroniska. <br />
<br />
Na Polanie też trochę wiało  ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Niewzruszone Mnichy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Do schroniska wchodzi się bocznym wejściem z tarasu. Można kupić i trzeba opuścić jadalnie. Np. na korytarz. Tak uczyniliśmy. <br />
<br />
Około 13.15 ruszyliśmy w dół. O dziwo ! Wiało jak diabli. <br />
<br />
Ładne skały po lewej i prawej stronie szlaku. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Skały w okolicy Wyżniej Chochołowskiej Bramy ( obok leśniczówki TPN; dawnego schroniska Blaszyńskich  ) .<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W drodze powrotnej kilka razy rzuciłem oczyma w tył. <br />
<br />
Robiło się mrocznie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Takie coś mi się w oczy rzuciło. Stoi to nad Polaną Huciska. Czy jest to Klinowa Czuba ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mrok I. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Skałki na lewo od Siwiańskich Turni. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mrok II.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na parking wróciliśmy o 14.30 po przejściu 22 i pół kilometrów. <br />
<br />
Pamiętajcie !<br />
<br />
Karakorum to przedszkole przy naszych huraganach !<br />
<br />
Serdecznie pozdrawiam.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Uwielbiam chrumkanie śniegu o poranku.]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10537</link>
			<pubDate>Wed, 13 Jan 2021 07:30:30 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10537</guid>
			<description><![CDATA[Dobry wieczór. <br />
<br />
Jest zima - nie da się tego ukryć. A jak ktoś siedzi tylko na nizinach to jego problem. <br />
<br />
A jak jest zima to zazwyczaj jest też śnieg. W odpowiedniej ilości śnieg jest fajny i przydatny. <br />
<br />
Uwielbiam jak chrumka pod nogami ! <br />
<br />
I dlatego raz za czas wybieram się na zimowe wycieczki górskie. Tym razem ( 10.1.2021 ), o dziwo, w Tatry. Tym bardziej dziwne gdzie dokładnie - w Dolinę Chochołowską, na Kończysty przez Trzydniowiański. Dawno tam nie byłem w okolicy ?   <br />
<br />
Wyruszamy z Żywca o 5.45. Przez Jeleśnie, Krowiarki, Jabłonkę, Czarny Dunajec na Siwą Polanę. Skład osobowy : Małgorzata, Monika, Łukasz i Łukasz. Na miejscu dołączył Krzysztof. <br />
<br />
Bilety wstępu ( 6 zł ) nabywamy o 7.45. Wcześniej Giewont popatrzył na nas i zapytał po co nam to. Na takie pytanie odpowiedzi są różne  ?    <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Początek jest tak nudny , że nie ma co o nim pisać. Dopiero po Polanie Huciska zaczyna być ciekawie. Pojawiają się skalne zwężenia doliny.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I tak to docieramy do odbicia z zielonego szlaku na szlak czerwony. Czy ja tu nie byłem dwa tygodnie temu  ?    Byłem ! <br />
<br />
Nawet masyw Bobrowca jest podobny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Skalne iglice na zboczach Kominiarskiego też tam dalej mieszkają. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wnikamy rozciągniętą grupą w Krowi Żleb. Kolejny raz nie wiem czemu wiele osób mówi, że ten odcinek jest "morderczy dla kolan". Podejście jak podejście. Jak i zejście. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Las oddaje pole kosodrzewinie. Czas na mały odpoczynek. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mało znany szczyt. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rzut oka na zachód. W końcu jesteśmy w Tatrach Zachodnich. <br />
<br />
Osobita, Jamburowa Czuba i Bobrowiec. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dwa Rohacze i Wołowiec. Dostojne szczyty. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A przed nami pierwszy z naszych trzech dzisiejszych szczytowych celów. <br />
<br />
Trzydniowiański ! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pogoda jest tak "widokowa", że po prostu nie ma sensu iść szybko - podziwianie okolicy ma sens. Tak więc Małgorzata, Monika i ja idziemy krokiem dostojnym, prowadzimy dysputę górską i uwieczniamy fotograficznie okolicę. Krzysiek i Łukasz reprezentują inne podejście do tego tematu. <br />
<br />
A tam , po prawej w głębi, Bystra. Po prawej całkowitej Starorobociański vel Klin vel Stary Robot vel Bocian Wiekowy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok międzynarodowy - Łopata, Rohacze, Wołowiec i Pachoł ( chyba ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A tutaj widać najwyższy szczyt Polski i górski symbol Słowacji. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Szczyt wzięty. Panie przodem ! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Aż boję się domyślać co tam się działo   ?   <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pisząc krótko - Rohacze. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Razem z Wołowcem. <br />
<br />
<br />
<br />
Słońce nad celem nr 3. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Bardzo ciekawe ułożenie bardzo znanych szczytów. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Te same z samotnym ludzikiem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Błogosławione pomiędzy Łopatą a Wołowcem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ten na środku nie był wczoraj naszym celem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rohacze nadal są w centrum uwagi. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W sumie to zasługują na to. Piękne to szczyty i wymagające. Idźcie tam, podziwiajcie, wspinajcie się, Konia ujeżdżajcie i nie spadajcie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W Polsce też mamy fajne szczyty. Trapezowata Świnica i Kozi Wierch, ten po prawej. Jak widać na zdjęciu jest on niższy od głównego wierzchołka Świnicy o 10 metrów - 2301 m i 2291 m. Trójka turystyczna ubarwiła fotografię. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wężowy szlak. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Słońce świeci nad nami. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Do czego może służyć Łopata ? Do działalności narciarskiej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Taaaa  ?   Aureole ? Raczej parujące napoje   ?     :innocent:<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Słońce dalej świeci nad nami. <br />
<br />
<br />
<br />
Granty ! Kościelce ! Świnice ! Kozi Wierch ! I inne. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Częściowo zniszczona murawa śnieżna. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Podobno po takim machaniu nogami i rękami po śniegu człowiek młodnieje o 10 lat. Nie zrobiłem tego bo bym znowu stał się niepełnoletni. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A co tam widać na osobności ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przyszedł czas na zdobycie celu nr 2. <br />
<br />
Panie i Panowie - Czubik ! <br />
<br />
Jak widać podejście na niego jest przerażające, długie, strome i pełne zasadzek. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Za to jak się na niego wyjdzie to można pomachać osobom na Barańcu. To ten w oddali. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I temu na Płaczliwym Rohaczu też. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Majestatyczne Tatry Zachodnie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tatry Wysokie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Lodowy Szczyt, Lodowa Kopa i Mały Lodowy. Od lewa do prawa. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po lewicy Polskie Wysokie, po prawicy Słowackie Wysokie. Na środku , chyba, Czerwone Wierchy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widzicie budynki na Kasprowym ?<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Sielanka na Czubiku się skończyła   ?    :(  A trasa się zwężyła. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rohacze trochę się "rozeszły". <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Chmury nad Osobitą i samotny wędrowiec. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na szlaku było z - 16 stopni. Ile mogło być na wysokościach ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Od najwyższego do najniższego - Baraniec też był tego dnia odwiedzany. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Trochę strome te Tatry. Po lewej Jarząbczy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To prawej to nie góry. To chmury, a nie Pałac Kultury. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Prawie jak w Egipcie. Po prawej stronie Starorobociańskiego przepiękna Zadnia Kopa vel Niżna Bystra. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Znajduję się tuż pod celem nr 3. Tym razem Panie nie poszły przodem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Straszliwe zerwy śnieżne na wąskiej i przepaścistej grani szczytowej olbrzymiego wierchu - Kończysty nad Jarząbczą. Całe 2002 metry. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Kolejny raz widać Rysy i Krywań. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po lewej piramida Kołowego. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Łukasz wita przypadkowych przechodniów. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Piramida Starorobociańska, wiek nie znany. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Znane i lubiane - albo i nie lubiane - Raczkowa Czuba vel Jakubina i Jarząbczy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Poza Rohaczami widać też np. Banówkę. Ten zestaw to tzw Słowacka Orla Perć. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Podoba mi się ta panorama Tatr Wysokich. A Wam ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Droga na Jarząbczy jest wąska. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mięguszowieckie, Rysy, Wysoka, Gerlach, itd. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jako , że już zdobyliśmy ( w dobrym, młodzieżowym stylu ) nasze cele to przyszedł czas na powrót. Przykład dał Łukasz. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widzicie odbicie w lewo ? Nim zejdziemy do Doliny Jarząbczej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Główny szczyt Trzydniowiańskiego. Po prawej widać znak na niższym wierzchołku. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Auuuuu   ?    !!!! Jakoś takoś poczułem zew co by zawyć   ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jak człowiek schodzi to mu Rohacz widok zdobi. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tak szybko schodziliśmy, że dotarliśmy już na dno Doliny Jarząbczej. Mnichy jak rano stały, to po południu też stały. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Niech "żyje" Wspólnota 8 Wsi. Wielkie "dzięki" za nowe widoki. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po chwili wróciliśmy na zielony szlak. Przed nami przejście całej Chochołowskiej - w sumie 25 kilometrów. <br />
<br />
Było po prostu pięknie. Bardzo dziękuję za świetne towarzystwo. Kultura w górach ponad wszystko ! <br />
<br />
Do kolejnego ! <br />
<br />
A Wam, drodzy Forumowicze, życzę takiej pogody w górach. Nawet w Beskidzie Żywieckim. <br />
<br />
Do boju !]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Dobry wieczór. <br />
<br />
Jest zima - nie da się tego ukryć. A jak ktoś siedzi tylko na nizinach to jego problem. <br />
<br />
A jak jest zima to zazwyczaj jest też śnieg. W odpowiedniej ilości śnieg jest fajny i przydatny. <br />
<br />
Uwielbiam jak chrumka pod nogami ! <br />
<br />
I dlatego raz za czas wybieram się na zimowe wycieczki górskie. Tym razem ( 10.1.2021 ), o dziwo, w Tatry. Tym bardziej dziwne gdzie dokładnie - w Dolinę Chochołowską, na Kończysty przez Trzydniowiański. Dawno tam nie byłem w okolicy ?   <br />
<br />
Wyruszamy z Żywca o 5.45. Przez Jeleśnie, Krowiarki, Jabłonkę, Czarny Dunajec na Siwą Polanę. Skład osobowy : Małgorzata, Monika, Łukasz i Łukasz. Na miejscu dołączył Krzysztof. <br />
<br />
Bilety wstępu ( 6 zł ) nabywamy o 7.45. Wcześniej Giewont popatrzył na nas i zapytał po co nam to. Na takie pytanie odpowiedzi są różne  ?    <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Początek jest tak nudny , że nie ma co o nim pisać. Dopiero po Polanie Huciska zaczyna być ciekawie. Pojawiają się skalne zwężenia doliny.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I tak to docieramy do odbicia z zielonego szlaku na szlak czerwony. Czy ja tu nie byłem dwa tygodnie temu  ?    Byłem ! <br />
<br />
Nawet masyw Bobrowca jest podobny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Skalne iglice na zboczach Kominiarskiego też tam dalej mieszkają. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wnikamy rozciągniętą grupą w Krowi Żleb. Kolejny raz nie wiem czemu wiele osób mówi, że ten odcinek jest "morderczy dla kolan". Podejście jak podejście. Jak i zejście. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Las oddaje pole kosodrzewinie. Czas na mały odpoczynek. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mało znany szczyt. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rzut oka na zachód. W końcu jesteśmy w Tatrach Zachodnich. <br />
<br />
Osobita, Jamburowa Czuba i Bobrowiec. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dwa Rohacze i Wołowiec. Dostojne szczyty. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A przed nami pierwszy z naszych trzech dzisiejszych szczytowych celów. <br />
<br />
Trzydniowiański ! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pogoda jest tak "widokowa", że po prostu nie ma sensu iść szybko - podziwianie okolicy ma sens. Tak więc Małgorzata, Monika i ja idziemy krokiem dostojnym, prowadzimy dysputę górską i uwieczniamy fotograficznie okolicę. Krzysiek i Łukasz reprezentują inne podejście do tego tematu. <br />
<br />
A tam , po prawej w głębi, Bystra. Po prawej całkowitej Starorobociański vel Klin vel Stary Robot vel Bocian Wiekowy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok międzynarodowy - Łopata, Rohacze, Wołowiec i Pachoł ( chyba ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A tutaj widać najwyższy szczyt Polski i górski symbol Słowacji. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Szczyt wzięty. Panie przodem ! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Aż boję się domyślać co tam się działo   ?   <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pisząc krótko - Rohacze. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Razem z Wołowcem. <br />
<br />
<br />
<br />
Słońce nad celem nr 3. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Bardzo ciekawe ułożenie bardzo znanych szczytów. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Te same z samotnym ludzikiem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Błogosławione pomiędzy Łopatą a Wołowcem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ten na środku nie był wczoraj naszym celem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rohacze nadal są w centrum uwagi. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W sumie to zasługują na to. Piękne to szczyty i wymagające. Idźcie tam, podziwiajcie, wspinajcie się, Konia ujeżdżajcie i nie spadajcie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W Polsce też mamy fajne szczyty. Trapezowata Świnica i Kozi Wierch, ten po prawej. Jak widać na zdjęciu jest on niższy od głównego wierzchołka Świnicy o 10 metrów - 2301 m i 2291 m. Trójka turystyczna ubarwiła fotografię. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wężowy szlak. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Słońce świeci nad nami. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Do czego może służyć Łopata ? Do działalności narciarskiej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Taaaa  ?   Aureole ? Raczej parujące napoje   ?     :innocent:<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Słońce dalej świeci nad nami. <br />
<br />
<br />
<br />
Granty ! Kościelce ! Świnice ! Kozi Wierch ! I inne. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Częściowo zniszczona murawa śnieżna. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Podobno po takim machaniu nogami i rękami po śniegu człowiek młodnieje o 10 lat. Nie zrobiłem tego bo bym znowu stał się niepełnoletni. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A co tam widać na osobności ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przyszedł czas na zdobycie celu nr 2. <br />
<br />
Panie i Panowie - Czubik ! <br />
<br />
Jak widać podejście na niego jest przerażające, długie, strome i pełne zasadzek. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Za to jak się na niego wyjdzie to można pomachać osobom na Barańcu. To ten w oddali. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I temu na Płaczliwym Rohaczu też. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Majestatyczne Tatry Zachodnie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tatry Wysokie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Lodowy Szczyt, Lodowa Kopa i Mały Lodowy. Od lewa do prawa. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po lewicy Polskie Wysokie, po prawicy Słowackie Wysokie. Na środku , chyba, Czerwone Wierchy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widzicie budynki na Kasprowym ?<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Sielanka na Czubiku się skończyła   ?    :(  A trasa się zwężyła. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rohacze trochę się "rozeszły". <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Chmury nad Osobitą i samotny wędrowiec. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na szlaku było z - 16 stopni. Ile mogło być na wysokościach ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Od najwyższego do najniższego - Baraniec też był tego dnia odwiedzany. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Trochę strome te Tatry. Po lewej Jarząbczy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To prawej to nie góry. To chmury, a nie Pałac Kultury. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Prawie jak w Egipcie. Po prawej stronie Starorobociańskiego przepiękna Zadnia Kopa vel Niżna Bystra. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Znajduję się tuż pod celem nr 3. Tym razem Panie nie poszły przodem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Straszliwe zerwy śnieżne na wąskiej i przepaścistej grani szczytowej olbrzymiego wierchu - Kończysty nad Jarząbczą. Całe 2002 metry. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Kolejny raz widać Rysy i Krywań. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po lewej piramida Kołowego. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Łukasz wita przypadkowych przechodniów. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Piramida Starorobociańska, wiek nie znany. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Znane i lubiane - albo i nie lubiane - Raczkowa Czuba vel Jakubina i Jarząbczy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Poza Rohaczami widać też np. Banówkę. Ten zestaw to tzw Słowacka Orla Perć. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Podoba mi się ta panorama Tatr Wysokich. A Wam ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Droga na Jarząbczy jest wąska. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mięguszowieckie, Rysy, Wysoka, Gerlach, itd. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jako , że już zdobyliśmy ( w dobrym, młodzieżowym stylu ) nasze cele to przyszedł czas na powrót. Przykład dał Łukasz. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widzicie odbicie w lewo ? Nim zejdziemy do Doliny Jarząbczej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Główny szczyt Trzydniowiańskiego. Po prawej widać znak na niższym wierzchołku. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Auuuuu   ?    !!!! Jakoś takoś poczułem zew co by zawyć   ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jak człowiek schodzi to mu Rohacz widok zdobi. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tak szybko schodziliśmy, że dotarliśmy już na dno Doliny Jarząbczej. Mnichy jak rano stały, to po południu też stały. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Niech "żyje" Wspólnota 8 Wsi. Wielkie "dzięki" za nowe widoki. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po chwili wróciliśmy na zielony szlak. Przed nami przejście całej Chochołowskiej - w sumie 25 kilometrów. <br />
<br />
Było po prostu pięknie. Bardzo dziękuję za świetne towarzystwo. Kultura w górach ponad wszystko ! <br />
<br />
Do kolejnego ! <br />
<br />
A Wam, drodzy Forumowicze, życzę takiej pogody w górach. Nawet w Beskidzie Żywieckim. <br />
<br />
Do boju !]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Włodarze na Świnicy, sierpień 2014]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10490</link>
			<pubDate>Sun, 06 Dec 2020 19:05:48 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10490</guid>
			<description><![CDATA[Dla wielu chodzących po górach zdobywanie odznak turystycznych to kolekcjonowanie blaszek. Inni starają się zdobyć każdą jaką tylko się da. Mnie, do pewnego momentu, zdobywanie odznak bawiło, ale było też pomocne w planowaniu wycieczek. Nie musiałem się zastanawiać dokąd się wybrać a jedynie kiedy. Decydując się na KGP odwiedziłem pasma, w które inaczej być może bym nie zawitał. Niestety, przy weryfikacji odznaki KGP pojawiły się problemy. Ostatecznie mam ją zweryfikowaną, ale niesmak pozostał. <br />
W 2013 roku oddział wrocławski PTTK ustanowił odznakę Diadem Polskich Gór, którą uzyskuje się zdobywając 80 najwyższych wzniesień w mezoregionach i wybranych mikroregionach polskich gór. Właściwie jest to taka rozszerzona KGP, tylko bez komercyjnej otoczki.<br />
W 2014 część urlopu przeznaczyliśmy na wycieczki po Beskidach i Tatrach, właśnie w ramach Diademu. Pogoda na początku sierpnia tego roku była bardzo dynamiczna, pojawiały się burze z intensywnymi opadami. Dwa pełne słoneczne dni wykorzystaliśmy na wejście na Starorobociański i Krzesanicę. Rysy musieliśmy całkiem odpuścić i pozostało wykombinować coś ze Świnicą żeby wejść, zejść i nie zmoknąć. Prognozy na jeden z dni obiecywały brak opadów do godziny 14, powstał więc plan, by wjechać kolejką na Kasprowy, pójść na Świnicę, dalej na Zawrat, zejść do Doliny Gąsienicowej, w Murowańcu przeczekać deszcz i zejść do Kuźnic. <br />
Zgodnie z planem meldujemy się przy kasie kolejki na Kasprowy. Jeszcze nie ma siódmej, ale trochę ludzi już tam czeka. Nie ma ich znowu aż tak wielu, bo o 07:11 jedziemy już do góry.<br />
O w pół do ósmej ruszamy na szlak.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
 <br />
<br />
Po dwóch godzinach jesteśmy na wierzchołku Świnicy. Pierwsza myśl po wejściu to zdziwienie. Podejście na Świnicę miało być trudne i niebezpieczne, tak przynajmniej opisało je kilku autorów relacji, które znalazłem w necie a było zwyczajne, skała była sucha, łańcuchy pomagały, się szło. Następnie pojawiło się zadowolenie, Świnica to jednak kawałek góry jest a i widoki z niej zacne. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Schodząc mieliśmy iść na Zawrat, ale zdaje się, że chyba przegapiliśmy odbicie szlaku. Skucha straszna, ale ponieważ był to nasz drugi raz w Tatrach Wysokich, więc czujemy się usprawiedliwieni. W rezultacie zeszliśmy do Świnickiej Przełęczy i z niej, czarnym szlakiem podążyliśmy do Doliny Gąsienicowej. Dolina nas oczarowała, w zieleni to przepiękne miejsce. Sporo czasu zajęło nam dotarcie do Murowańca, ale jak tu się spieszyć, gdy wokół tak ładnie. <br />
Po niedługim postoju w Murowańcu czas ruszyć do Kuźnic. Na Przełęczy między Kopami łapią nas pierwsze krople deszczu. Na Boczaniu leje już porządnie czyli kolejna skucha. Tu już nic nas nie usprawiedliwia, trzeba było albo szybciej iść przez Gąsienicową, albo zostać w schronisku aż przestanie padać. Długo by nie zeszło, bo gdy docieramy do Kuźnic tam już świeci słońce.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Dla wielu chodzących po górach zdobywanie odznak turystycznych to kolekcjonowanie blaszek. Inni starają się zdobyć każdą jaką tylko się da. Mnie, do pewnego momentu, zdobywanie odznak bawiło, ale było też pomocne w planowaniu wycieczek. Nie musiałem się zastanawiać dokąd się wybrać a jedynie kiedy. Decydując się na KGP odwiedziłem pasma, w które inaczej być może bym nie zawitał. Niestety, przy weryfikacji odznaki KGP pojawiły się problemy. Ostatecznie mam ją zweryfikowaną, ale niesmak pozostał. <br />
W 2013 roku oddział wrocławski PTTK ustanowił odznakę Diadem Polskich Gór, którą uzyskuje się zdobywając 80 najwyższych wzniesień w mezoregionach i wybranych mikroregionach polskich gór. Właściwie jest to taka rozszerzona KGP, tylko bez komercyjnej otoczki.<br />
W 2014 część urlopu przeznaczyliśmy na wycieczki po Beskidach i Tatrach, właśnie w ramach Diademu. Pogoda na początku sierpnia tego roku była bardzo dynamiczna, pojawiały się burze z intensywnymi opadami. Dwa pełne słoneczne dni wykorzystaliśmy na wejście na Starorobociański i Krzesanicę. Rysy musieliśmy całkiem odpuścić i pozostało wykombinować coś ze Świnicą żeby wejść, zejść i nie zmoknąć. Prognozy na jeden z dni obiecywały brak opadów do godziny 14, powstał więc plan, by wjechać kolejką na Kasprowy, pójść na Świnicę, dalej na Zawrat, zejść do Doliny Gąsienicowej, w Murowańcu przeczekać deszcz i zejść do Kuźnic. <br />
Zgodnie z planem meldujemy się przy kasie kolejki na Kasprowy. Jeszcze nie ma siódmej, ale trochę ludzi już tam czeka. Nie ma ich znowu aż tak wielu, bo o 07:11 jedziemy już do góry.<br />
O w pół do ósmej ruszamy na szlak.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
 <br />
<br />
Po dwóch godzinach jesteśmy na wierzchołku Świnicy. Pierwsza myśl po wejściu to zdziwienie. Podejście na Świnicę miało być trudne i niebezpieczne, tak przynajmniej opisało je kilku autorów relacji, które znalazłem w necie a było zwyczajne, skała była sucha, łańcuchy pomagały, się szło. Następnie pojawiło się zadowolenie, Świnica to jednak kawałek góry jest a i widoki z niej zacne. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Schodząc mieliśmy iść na Zawrat, ale zdaje się, że chyba przegapiliśmy odbicie szlaku. Skucha straszna, ale ponieważ był to nasz drugi raz w Tatrach Wysokich, więc czujemy się usprawiedliwieni. W rezultacie zeszliśmy do Świnickiej Przełęczy i z niej, czarnym szlakiem podążyliśmy do Doliny Gąsienicowej. Dolina nas oczarowała, w zieleni to przepiękne miejsce. Sporo czasu zajęło nam dotarcie do Murowańca, ale jak tu się spieszyć, gdy wokół tak ładnie. <br />
Po niedługim postoju w Murowańcu czas ruszyć do Kuźnic. Na Przełęczy między Kopami łapią nas pierwsze krople deszczu. Na Boczaniu leje już porządnie czyli kolejna skucha. Tu już nic nas nie usprawiedliwia, trzeba było albo szybciej iść przez Gąsienicową, albo zostać w schronisku aż przestanie padać. Długo by nie zeszło, bo gdy docieramy do Kuźnic tam już świeci słońce.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Tatrzański spontan...]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10463</link>
			<pubDate>Mon, 09 Nov 2020 18:57:45 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10463</guid>
			<description><![CDATA[Hmm... nie będzie to opowieść z serii: za górami, za lasami, lecz raczej krótka notka z mojej strony, chyba, że coś Towarzysz dopisze ;) <br />
Weekend w pierwotnym planie miałam spędzić na urodzinach kumpla, a że miałam ciężki tydzień w pracy i czeka mnie kolejny, niewyspanie, długa jazda + impreza do rana - nie dam rady... wtem w czwartek pod wieczór Pedro proponuje wyjazd w Tatry... hmm, dawno człek nie był a w sumie w jeden dzień się wyśpię, to w drugi mogę jechać, pogoda ma być, a tak na prawdę nie wiadomo, czy nas za tydzień nie zamkną ... i w sumie bez dłuższego zastanawiania się czy dam radę, zdecydowałam się jednak na 2 dni :D :D :D <br />
<br />
Do zrobienia mieliśmy w jednym dniu coś z zachodnich, w drugim coś z wysokich. Jedną trasę mieliśmy pewną, więc w sobotę poszły zachodnie. <br />
<br />
Sobota, godz 0500 - Pedro pod blokiem i jazda do Kir.<br />
Trasa: Kiry - Przysłop Miętusi - Małołączniak - Ciemniak - Chuda Przełączka - Wyżnia Tomanowa Polana - Kiry - powrót do Krakowa <br />
[attachment=88700][attachment=88701][attachment=88702]<br />
<br />
Niedziela, godz. 0430 - padło tym razem na Krzyżne<br />
Trasa: Łysa Polana - 5 czarnym - Krzyżne - zaliczone jakieś okoliczne kopczyki ;) - zejście dol. Pańszczycy (żółtym - czarnym łącznikiem do zielonego) - Rówień Waksmundzka - czerwonym Wyżnia Kopka - czarnym do Rusinowej Polany i niebieskim na parking. <br />
<br />
Nogi już trochę wysiadały... ale wartało było !!!!!! <br />
[attachment=88703][attachment=88704][attachment=88705]<br />
Może mój towarzysz wstawi jakieś wspólne zdjęcie ;) -bardzo mu oczywiście dziękuję za towarzystwo !!!! i propozycję - człek nie siedział sam w domu i nie grzał tyłka :D <br />
<br />
Powiem jedno: tak się odpoczywa... niewyspana, zmęczona, ale Szczęśliwa :D wypoczęta, a akumulatory naładowane na kolejny ciężki tydzień - dobrze, że z przerwą w środku ;)<br />
Pogoda żyleta, taki błękit nieba nie często się zdarza. Były momenty, że było pięknie: pusto, cicho, ale były również momenty: że było głośno i tłoczno.<br />
<br />
I to tyle Kochani, liczyłam, że z Wami w większym gronie również się niedługo spotkam, ale przyjdzie nam jeszcze chyba poczekać :( ;/ cóż , oby krótko ...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Hmm... nie będzie to opowieść z serii: za górami, za lasami, lecz raczej krótka notka z mojej strony, chyba, że coś Towarzysz dopisze ;) <br />
Weekend w pierwotnym planie miałam spędzić na urodzinach kumpla, a że miałam ciężki tydzień w pracy i czeka mnie kolejny, niewyspanie, długa jazda + impreza do rana - nie dam rady... wtem w czwartek pod wieczór Pedro proponuje wyjazd w Tatry... hmm, dawno człek nie był a w sumie w jeden dzień się wyśpię, to w drugi mogę jechać, pogoda ma być, a tak na prawdę nie wiadomo, czy nas za tydzień nie zamkną ... i w sumie bez dłuższego zastanawiania się czy dam radę, zdecydowałam się jednak na 2 dni :D :D :D <br />
<br />
Do zrobienia mieliśmy w jednym dniu coś z zachodnich, w drugim coś z wysokich. Jedną trasę mieliśmy pewną, więc w sobotę poszły zachodnie. <br />
<br />
Sobota, godz 0500 - Pedro pod blokiem i jazda do Kir.<br />
Trasa: Kiry - Przysłop Miętusi - Małołączniak - Ciemniak - Chuda Przełączka - Wyżnia Tomanowa Polana - Kiry - powrót do Krakowa <br />
[attachment=88700][attachment=88701][attachment=88702]<br />
<br />
Niedziela, godz. 0430 - padło tym razem na Krzyżne<br />
Trasa: Łysa Polana - 5 czarnym - Krzyżne - zaliczone jakieś okoliczne kopczyki ;) - zejście dol. Pańszczycy (żółtym - czarnym łącznikiem do zielonego) - Rówień Waksmundzka - czerwonym Wyżnia Kopka - czarnym do Rusinowej Polany i niebieskim na parking. <br />
<br />
Nogi już trochę wysiadały... ale wartało było !!!!!! <br />
[attachment=88703][attachment=88704][attachment=88705]<br />
Może mój towarzysz wstawi jakieś wspólne zdjęcie ;) -bardzo mu oczywiście dziękuję za towarzystwo !!!! i propozycję - człek nie siedział sam w domu i nie grzał tyłka :D <br />
<br />
Powiem jedno: tak się odpoczywa... niewyspana, zmęczona, ale Szczęśliwa :D wypoczęta, a akumulatory naładowane na kolejny ciężki tydzień - dobrze, że z przerwą w środku ;)<br />
Pogoda żyleta, taki błękit nieba nie często się zdarza. Były momenty, że było pięknie: pusto, cicho, ale były również momenty: że było głośno i tłoczno.<br />
<br />
I to tyle Kochani, liczyłam, że z Wami w większym gronie również się niedługo spotkam, ale przyjdzie nam jeszcze chyba poczekać :( ;/ cóż , oby krótko ...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Grań Kościelców]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10460</link>
			<pubDate>Sun, 08 Nov 2020 11:16:24 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10460</guid>
			<description><![CDATA[Cześć, <br />
<br />
Korzystając z iście letniej pogody wybraliśmy się wczoraj, tj 07.11 w Tatry, a konkretnie na Grań Kościelców.<br />
Mimo iż robiłem tą grań już wiele razy i jest naprawdę łatwa, lubię ją i często na nią wracam. <br />
<br />
Podejście pod Mylną Przełęcz w cieniu, więc dało się odczuć że to już listopad. Skały mokre, często oszronione. <br />
Na przełęczy już lato, ciepło i skała sucha, więc ruszamy ...<br />
<br />
Grań miejscami w warunkach letnich, ale po stronie zachodniej, lód i bardzo ślisko. Trzeba uważać. <br />
<br />
Grań Kościelców (WHP 106) jest ciekawą kursową granią na Hali Gąsienicowej. Jej wspinaczkowa część zaczyna się na Mylnej przełęczy, a kończy na szczycie Kościelca. Grań można przechodzić w obie strony. Grań w większości jest lita. ( drytooling.com.pl )<br />
<br />
W kluczowych miejscach są stałe punkty asekuracyjne. My zabraliśmy ze sobą tylko kilka taśm i górskich ekspresów. Całą grań pokonaliśmy na asekuracji lotnej, nie budując stanowisk. <br />
<br />
Mokre i śliskie miejsce, oraz stałe punkty asekuracyjne.<br />
<br />
<br />
Paulina jeszcze z kurtce puchowej ...<br />
<br />
<br />
ciekawy aczkolwiek łatwy trawers<br />
<br />
<br />
już tylko z polarze, był czas na podziwianie widoków<br />
<br />
<br />
przed szczytem Kościelca<br />
<br />
<br />
Zapraszam na film.<br />
https://www.youtube.com/watch?v=eQby7yVjRYQ<br />
<br />
Pozdrawiam.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Cześć, <br />
<br />
Korzystając z iście letniej pogody wybraliśmy się wczoraj, tj 07.11 w Tatry, a konkretnie na Grań Kościelców.<br />
Mimo iż robiłem tą grań już wiele razy i jest naprawdę łatwa, lubię ją i często na nią wracam. <br />
<br />
Podejście pod Mylną Przełęcz w cieniu, więc dało się odczuć że to już listopad. Skały mokre, często oszronione. <br />
Na przełęczy już lato, ciepło i skała sucha, więc ruszamy ...<br />
<br />
Grań miejscami w warunkach letnich, ale po stronie zachodniej, lód i bardzo ślisko. Trzeba uważać. <br />
<br />
Grań Kościelców (WHP 106) jest ciekawą kursową granią na Hali Gąsienicowej. Jej wspinaczkowa część zaczyna się na Mylnej przełęczy, a kończy na szczycie Kościelca. Grań można przechodzić w obie strony. Grań w większości jest lita. ( drytooling.com.pl )<br />
<br />
W kluczowych miejscach są stałe punkty asekuracyjne. My zabraliśmy ze sobą tylko kilka taśm i górskich ekspresów. Całą grań pokonaliśmy na asekuracji lotnej, nie budując stanowisk. <br />
<br />
Mokre i śliskie miejsce, oraz stałe punkty asekuracyjne.<br />
<br />
<br />
Paulina jeszcze z kurtce puchowej ...<br />
<br />
<br />
ciekawy aczkolwiek łatwy trawers<br />
<br />
<br />
już tylko z polarze, był czas na podziwianie widoków<br />
<br />
<br />
przed szczytem Kościelca<br />
<br />
<br />
Zapraszam na film.<br />
https://www.youtube.com/watch?v=eQby7yVjRYQ<br />
<br />
Pozdrawiam.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Mięguszowska Przełęcz pod Chłopkiem - 2020]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10447</link>
			<pubDate>Sun, 25 Oct 2020 22:49:06 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10447</guid>
			<description><![CDATA[Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem, koniec lata 2020<br />
<br />
	Dopiero pod koniec lata 2020 (20 października) było mi dane spotkać się z Tomturem i zaplanować poważną wycieczkę górską. Długo nie wiedzieliśmy, gdzie pojedziemy. W końcu padło na Mięguszowską Przełęcz pod Chłopkiem. Obaj tam jeszcze nie zdreptaliśmy skały i dlatego długo się nie namyślaliśmy nad swym celem.<br />
<br />
Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem (2307 m)<br />
<br />
	Wyjście pod Chłopka (każdy prawowierny góralista wie) to poważna sprawa. Ze względu na dużą wysokość i uprzedni pust coronawirowy, trzeba było do naszych planów załączyć wyjście aklimatyzacyjne. Dla nas tą aklimatyzacją było sobotnie przywitanie wschodzącego słońca na Babiej Górze. Po tym spacerku przesuwamy się już do bazy, którą zakładamy w Tatrach Pierwszy raz słyszałem coś o znaczącej nazwie Zgorzeliska. Nie wiem jak było w przeszłości, ale widok na Tatry może konkurować z innymi znamymi widokami.<br />
[attachment=88670]<br />
Nawet mi się podobało, ponieważ zdjęcie robiłem z tarasu Baru pod Wilkiem. Szkoda tylko, że nasz jutrzejszy cel, ten będzie jeszcze często ujawniany, akurat zasłaniało drzewo. Aha. Jeszcze jedno muszę wspomnieć. Musieliśmy uprzednio załatwić jedną sprawę. Większe nasilenie turystow na Tatry spowodowało zagmatwaną sytuację na parkingu w Palenicy Białczańskiej. Samochodem można zaparkować tylko po uprzedniej rezerwacji na portalu internetowym. Nasz kolega od morza (dzięki Paweł), który nas wspierał pomocą logistyczną,  zarezerwował parking na niedzielę, Dzięki niemu byłem uratowany od planu Tomtura - drałować od drogi z Zakopanego przez Wiktorówki i Rusinową. <br />
	Znów wcześnie (jeszcze po ciemku) wstajemy i po porannych czynnościach okrojonych na minimum startujemy na Palenicę. Kiedy wyjeżdżamy na drogę z Zakopanego, jesteśmy zaskoczeni. Polski turysta lubi wcześnie wstawać. Ruch na drodze był już jak na Marszałkowskiej. Parkingowy skenuje kody QR od każdego samochodu. Nie przejdzie ani mysz. Według mojej oceny parking był o 6:15 zajęty z jednej czwartej. Pojedyncze grupki kierują się ku wylotowi doliny. Wyruszamy już po "szaroku" i czołowki zostają w plecaku w pogotowiu. Ja, dla tego typu długich dolin, które przechodziłem więcej razy, dzielę na odcinki i myślami powracam do wcześniejszych podróży. W przejściu Doliny Białki i Rybiego Potoku są to Palenica-Wodogrzmoty-Wanta-Włosienica-Morskie Oko. Wodogrzmoty to dla mnie już właściwie kultowe miejsce. W lewo schodzi się do Roztoki (chyba najmilsze memu sercu schronisko w Tatrach). Często daję sobie tutaj śniadanko na rozpoczęcie drałowania w Tatrach. W pamięci mam też bibę z roku 2015, kiedy resztki bibowiczów Rycho tutaj ubijał wieczorem grą "Postaw na milion". W prawo od Wodogrzmotów wychodzi się do znanej Piątki. Schronisko, które było kiedyś dla mnie ostoją w pierwszych dreptaniach po Tatrach Wysokich w Polsce. <br />
[attachment=88671]<br />
Tym razem, jeszcze przed wodospadami, jak tylko się dało, robię kolejne zdjęcie naszego dzisiejszego celu.  Dalej Wanta - miejsce, gdzie idzie się na skróty i końskie powozy nam nie przeszkadzają. To już połowa trasy. Kiedy mijam Włosienicę, jestem ubawiony reakcją niektórych ludzików, którzy przyjechali powozem. To jeszcze 2 km?! Oni chcieli dojechać przed samotne schronisko a tu trzeba ruszać się już po swoich. Przed samotne schronisko autkiem mogą tylko turyści z górnej półki. <br />
[attachment=88672]<br />
Po 1:45 godzinie Tomtur stoi na brzegu Oka. Przełęcz się nam jakoś wypiętrzyła. Co nas czeka? Wiem jedno, płuca sporo tlenu będą musiały wepchnąć w układ krążeniowy a ten spalić podczas wydawania energii. Schronisko pozostawiamy bez uwagi. Od razu wkraczamy do akcji. Rozgrzewka w postaci przycumowania nad Czarnym Stawem jest wspólna z adeptami na odwiedzenie Rysów.<br />
[attachment=88673]<br />
Jeszcze, że Rysy cieszą się sporym powodzeniem i większość rusza w ich stronę. Dla nas to gwarancja mniejszego zagęszczenia szlaku. <br />
[attachment=88674]<br />
Ostatnie podłączenie do kroplówki i możemy wyruszyć. Od razu pion. Dwukrok i 50 cm do góry. Lubię to. Żadne obzyganie, w kierunku pionowym to na chronometrze, w dziale wysokość, szybko naskakuje.  <br />
[attachment=88675]<br />
Kawałek nad Czarnym to wygląda na popularne miejsce amatorów dzikiego biwakowania. Była tam nawet grupka mówiąca językiem innego szczepu. Jeden chłopak z butelką w ręku się mnie pytał, czy ta woda w jeziorze jest do picia. Widzę, że byli dobrze przygotowani do wycieczki. Jedno jest pewne. Woda z Czarnego jest pijalna na minimum dwie godziny, ponieważ chłopaka później widziałem na przełęczy i wyglądał zdrowo. Z całej metryki podchodzenia pod Chłopka najpierw nas miał przywitać Bandzioch.<br />
[attachment=88676]<br />
To chyba gdzieś tu. Skąd taka wyobraźnia miejscowych górali w nazewnictwie. Może tylko tutaj podchodzili brzuchaci turyści, którzy jeszcze nie odpadli na Czarnym. Jest w tym kawałek prawdy. Dalej się już podchodzi na kolejne miejsce o znaczącej nazwie - Kazalnica. Czy ktoś próbował tam wyjść? Strome i wąskie podejście. Tutaj też tak było i brzuchaci nie mają szans. Najpierw trzeba było zwinąć kijki.<br />
[attachment=88677]<br />
Później pooglądać stawy z lotu ptaka i na koniec włączyć przedni napęd.<br />
[attachment=88678]<br />
Tomtur na tym odcineku mamrotał coś o ferraciarzach, ale dwa łańcuchy i cztery klamry z chodnika ferraty nie czynią.<br />
[attachment=88679]<br />
Wyjście z kominka na chwilę nam pozwoli wyluzować nerwy. Najtrudniejsze miejsce Kazalnicy mamy za sobą. Można też popatrzeć jakie powietrze mamy pod sobą i co nas jeszcze czeka. Ja chwilowo myślałem, że najgorsze już za nami, ale wystarczył widok na dalszy ciąg chodnika.<br />
[attachment=88680]<br />
 Co się pionowości tyka nie było tak źle, ale z innymi utrudnieniami jeszcze nie był koniec. Ktoś nam zmienił chodnik w wąski adrenalinowy grzbiecik między Kazalnicą i Mięguszami.<br />
[attachment=88681]<br />
Myślę, że niektórzy turyści w tym miejscu ostudzą chęć podchodzić pod Chłopka. Trudności w górach chodzą parami. Kto wybalancował grzbiecik, nie miał jeszcze wygranej. Na zdjęciu widać ludzików, jak w ścianie Czarnego M. drepczą po kresce, jakby ktoś rysikiem wydrapał. <br />
[attachment=88682]<br />
Kiedy się człowiek z tą rysiną bliżej zaznajomił, to wypadł z tego poważny, miejscami powietrzny rygol. Koncentracja w tym miejscu jest wskazana i dla doświadczonego turysty. Stąd niedobrowolny zjazd by się zakończył w Morskim Oku. Taki skrót nikogo nie ciągnie.<br />
[attachment=88683]<br />
Kolejne ujęcie - rygol i grzbiecik w odwrotnym gardzie. Wyśmiany Tomtur jest szczęśliwy, że trudności ma na razie za sobą. 2,5 godziny dreptania w pionie od Oka i jesteśmy u celu dzisiejszego dnia. <br />
[attachment=88684]<br />
Jestem uradowany, ponieważ uważam, że jest to jedna z najładniejszych wycieczek w Tatrach. Chwila odpoczynku. <br />
[attachment=88685]<br />
Kiedy Tomtur patrzył na Czarnego, to za nim sporo ludzików dreptało pozaszlakowo na Pośredniego. Widoczny chodnik daje poznać, że szczyt odwiedza sporo turystów. Nie chcę lepiej wiedzieć ile też z nich chodzi dalej aż na Wielkiego. Czarny ma też swoje za lubem i nie odstaje daleko od swych braci. Ja raczej spoglądam na słowacką stronę. W przeszłości tutaj podchodził wyznaczony szlak z Hinczowej Doliny i wygląda na łatwiejszy niż z polskiej strony. No, ciekawe zamyślenie. Jak przyśliśmy, tak i schodzimy. Płuca są na luzie i od teraz całą odpowiedzialność za zniesienie całego mojego "ja" stawiam na kolana. <br />
[attachment=88686]<br />
Tomtur nam pokazuje, jakim sposobem sobie poradził z kominkiem. Gdzieś słyszałem, że tyłkiem do skały to styl "chłopski". Gdyby to było twarzą do skały, to by to było po "babsku". Nieważne, czy po chłopsku, czy po babsku. Bez strat dochodzimy do Czarnego Stawu.<br />
[attachment=88687]<br />
Spore zagęszczenie nad brzegiem jeziora daje nam do zrozumienia, że nad tym dolnym jeziorem będzie x razy większe. Marne. Takie jest życie. Wszyscy chcą w Tatry. Zatrzymujemy się dopiero na Włosienicy. Odmawiam już picia wody z baku czy butelki. Jedno owocowe wychylamy duszkiem na miejscu, drugie na Wancie. Godzina 15:00 i dochodzimy do parkingu. Zacna wycieczka chyli się ku końcowi. <br />
[attachment=88688]<br />
Tomtur żegna się z czytelnikiem z tatrzańskich wyżyn. Ja sobie stawiam kolejny cel na przyszłość - dla mnie jeszcze nieodwiedzone Wrota. Dziękuję za uwagę.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem, koniec lata 2020<br />
<br />
	Dopiero pod koniec lata 2020 (20 października) było mi dane spotkać się z Tomturem i zaplanować poważną wycieczkę górską. Długo nie wiedzieliśmy, gdzie pojedziemy. W końcu padło na Mięguszowską Przełęcz pod Chłopkiem. Obaj tam jeszcze nie zdreptaliśmy skały i dlatego długo się nie namyślaliśmy nad swym celem.<br />
<br />
Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem (2307 m)<br />
<br />
	Wyjście pod Chłopka (każdy prawowierny góralista wie) to poważna sprawa. Ze względu na dużą wysokość i uprzedni pust coronawirowy, trzeba było do naszych planów załączyć wyjście aklimatyzacyjne. Dla nas tą aklimatyzacją było sobotnie przywitanie wschodzącego słońca na Babiej Górze. Po tym spacerku przesuwamy się już do bazy, którą zakładamy w Tatrach Pierwszy raz słyszałem coś o znaczącej nazwie Zgorzeliska. Nie wiem jak było w przeszłości, ale widok na Tatry może konkurować z innymi znamymi widokami.<br />
[attachment=88670]<br />
Nawet mi się podobało, ponieważ zdjęcie robiłem z tarasu Baru pod Wilkiem. Szkoda tylko, że nasz jutrzejszy cel, ten będzie jeszcze często ujawniany, akurat zasłaniało drzewo. Aha. Jeszcze jedno muszę wspomnieć. Musieliśmy uprzednio załatwić jedną sprawę. Większe nasilenie turystow na Tatry spowodowało zagmatwaną sytuację na parkingu w Palenicy Białczańskiej. Samochodem można zaparkować tylko po uprzedniej rezerwacji na portalu internetowym. Nasz kolega od morza (dzięki Paweł), który nas wspierał pomocą logistyczną,  zarezerwował parking na niedzielę, Dzięki niemu byłem uratowany od planu Tomtura - drałować od drogi z Zakopanego przez Wiktorówki i Rusinową. <br />
	Znów wcześnie (jeszcze po ciemku) wstajemy i po porannych czynnościach okrojonych na minimum startujemy na Palenicę. Kiedy wyjeżdżamy na drogę z Zakopanego, jesteśmy zaskoczeni. Polski turysta lubi wcześnie wstawać. Ruch na drodze był już jak na Marszałkowskiej. Parkingowy skenuje kody QR od każdego samochodu. Nie przejdzie ani mysz. Według mojej oceny parking był o 6:15 zajęty z jednej czwartej. Pojedyncze grupki kierują się ku wylotowi doliny. Wyruszamy już po "szaroku" i czołowki zostają w plecaku w pogotowiu. Ja, dla tego typu długich dolin, które przechodziłem więcej razy, dzielę na odcinki i myślami powracam do wcześniejszych podróży. W przejściu Doliny Białki i Rybiego Potoku są to Palenica-Wodogrzmoty-Wanta-Włosienica-Morskie Oko. Wodogrzmoty to dla mnie już właściwie kultowe miejsce. W lewo schodzi się do Roztoki (chyba najmilsze memu sercu schronisko w Tatrach). Często daję sobie tutaj śniadanko na rozpoczęcie drałowania w Tatrach. W pamięci mam też bibę z roku 2015, kiedy resztki bibowiczów Rycho tutaj ubijał wieczorem grą "Postaw na milion". W prawo od Wodogrzmotów wychodzi się do znanej Piątki. Schronisko, które było kiedyś dla mnie ostoją w pierwszych dreptaniach po Tatrach Wysokich w Polsce. <br />
[attachment=88671]<br />
Tym razem, jeszcze przed wodospadami, jak tylko się dało, robię kolejne zdjęcie naszego dzisiejszego celu.  Dalej Wanta - miejsce, gdzie idzie się na skróty i końskie powozy nam nie przeszkadzają. To już połowa trasy. Kiedy mijam Włosienicę, jestem ubawiony reakcją niektórych ludzików, którzy przyjechali powozem. To jeszcze 2 km?! Oni chcieli dojechać przed samotne schronisko a tu trzeba ruszać się już po swoich. Przed samotne schronisko autkiem mogą tylko turyści z górnej półki. <br />
[attachment=88672]<br />
Po 1:45 godzinie Tomtur stoi na brzegu Oka. Przełęcz się nam jakoś wypiętrzyła. Co nas czeka? Wiem jedno, płuca sporo tlenu będą musiały wepchnąć w układ krążeniowy a ten spalić podczas wydawania energii. Schronisko pozostawiamy bez uwagi. Od razu wkraczamy do akcji. Rozgrzewka w postaci przycumowania nad Czarnym Stawem jest wspólna z adeptami na odwiedzenie Rysów.<br />
[attachment=88673]<br />
Jeszcze, że Rysy cieszą się sporym powodzeniem i większość rusza w ich stronę. Dla nas to gwarancja mniejszego zagęszczenia szlaku. <br />
[attachment=88674]<br />
Ostatnie podłączenie do kroplówki i możemy wyruszyć. Od razu pion. Dwukrok i 50 cm do góry. Lubię to. Żadne obzyganie, w kierunku pionowym to na chronometrze, w dziale wysokość, szybko naskakuje.  <br />
[attachment=88675]<br />
Kawałek nad Czarnym to wygląda na popularne miejsce amatorów dzikiego biwakowania. Była tam nawet grupka mówiąca językiem innego szczepu. Jeden chłopak z butelką w ręku się mnie pytał, czy ta woda w jeziorze jest do picia. Widzę, że byli dobrze przygotowani do wycieczki. Jedno jest pewne. Woda z Czarnego jest pijalna na minimum dwie godziny, ponieważ chłopaka później widziałem na przełęczy i wyglądał zdrowo. Z całej metryki podchodzenia pod Chłopka najpierw nas miał przywitać Bandzioch.<br />
[attachment=88676]<br />
To chyba gdzieś tu. Skąd taka wyobraźnia miejscowych górali w nazewnictwie. Może tylko tutaj podchodzili brzuchaci turyści, którzy jeszcze nie odpadli na Czarnym. Jest w tym kawałek prawdy. Dalej się już podchodzi na kolejne miejsce o znaczącej nazwie - Kazalnica. Czy ktoś próbował tam wyjść? Strome i wąskie podejście. Tutaj też tak było i brzuchaci nie mają szans. Najpierw trzeba było zwinąć kijki.<br />
[attachment=88677]<br />
Później pooglądać stawy z lotu ptaka i na koniec włączyć przedni napęd.<br />
[attachment=88678]<br />
Tomtur na tym odcineku mamrotał coś o ferraciarzach, ale dwa łańcuchy i cztery klamry z chodnika ferraty nie czynią.<br />
[attachment=88679]<br />
Wyjście z kominka na chwilę nam pozwoli wyluzować nerwy. Najtrudniejsze miejsce Kazalnicy mamy za sobą. Można też popatrzeć jakie powietrze mamy pod sobą i co nas jeszcze czeka. Ja chwilowo myślałem, że najgorsze już za nami, ale wystarczył widok na dalszy ciąg chodnika.<br />
[attachment=88680]<br />
 Co się pionowości tyka nie było tak źle, ale z innymi utrudnieniami jeszcze nie był koniec. Ktoś nam zmienił chodnik w wąski adrenalinowy grzbiecik między Kazalnicą i Mięguszami.<br />
[attachment=88681]<br />
Myślę, że niektórzy turyści w tym miejscu ostudzą chęć podchodzić pod Chłopka. Trudności w górach chodzą parami. Kto wybalancował grzbiecik, nie miał jeszcze wygranej. Na zdjęciu widać ludzików, jak w ścianie Czarnego M. drepczą po kresce, jakby ktoś rysikiem wydrapał. <br />
[attachment=88682]<br />
Kiedy się człowiek z tą rysiną bliżej zaznajomił, to wypadł z tego poważny, miejscami powietrzny rygol. Koncentracja w tym miejscu jest wskazana i dla doświadczonego turysty. Stąd niedobrowolny zjazd by się zakończył w Morskim Oku. Taki skrót nikogo nie ciągnie.<br />
[attachment=88683]<br />
Kolejne ujęcie - rygol i grzbiecik w odwrotnym gardzie. Wyśmiany Tomtur jest szczęśliwy, że trudności ma na razie za sobą. 2,5 godziny dreptania w pionie od Oka i jesteśmy u celu dzisiejszego dnia. <br />
[attachment=88684]<br />
Jestem uradowany, ponieważ uważam, że jest to jedna z najładniejszych wycieczek w Tatrach. Chwila odpoczynku. <br />
[attachment=88685]<br />
Kiedy Tomtur patrzył na Czarnego, to za nim sporo ludzików dreptało pozaszlakowo na Pośredniego. Widoczny chodnik daje poznać, że szczyt odwiedza sporo turystów. Nie chcę lepiej wiedzieć ile też z nich chodzi dalej aż na Wielkiego. Czarny ma też swoje za lubem i nie odstaje daleko od swych braci. Ja raczej spoglądam na słowacką stronę. W przeszłości tutaj podchodził wyznaczony szlak z Hinczowej Doliny i wygląda na łatwiejszy niż z polskiej strony. No, ciekawe zamyślenie. Jak przyśliśmy, tak i schodzimy. Płuca są na luzie i od teraz całą odpowiedzialność za zniesienie całego mojego "ja" stawiam na kolana. <br />
[attachment=88686]<br />
Tomtur nam pokazuje, jakim sposobem sobie poradził z kominkiem. Gdzieś słyszałem, że tyłkiem do skały to styl "chłopski". Gdyby to było twarzą do skały, to by to było po "babsku". Nieważne, czy po chłopsku, czy po babsku. Bez strat dochodzimy do Czarnego Stawu.<br />
[attachment=88687]<br />
Spore zagęszczenie nad brzegiem jeziora daje nam do zrozumienia, że nad tym dolnym jeziorem będzie x razy większe. Marne. Takie jest życie. Wszyscy chcą w Tatry. Zatrzymujemy się dopiero na Włosienicy. Odmawiam już picia wody z baku czy butelki. Jedno owocowe wychylamy duszkiem na miejscu, drugie na Wancie. Godzina 15:00 i dochodzimy do parkingu. Zacna wycieczka chyli się ku końcowi. <br />
[attachment=88688]<br />
Tomtur żegna się z czytelnikiem z tatrzańskich wyżyn. Ja sobie stawiam kolejny cel na przyszłość - dla mnie jeszcze nieodwiedzone Wrota. Dziękuję za uwagę.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ukochany i umiłowany szlak w Tatrach Wysokich]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10406</link>
			<pubDate>Mon, 28 Sep 2020 08:00:37 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10406</guid>
			<description><![CDATA[Dobry wieczór. <br />
<br />
Lato się kończy. Zima się zbliża. Pomiędzy nimi będzie jesień. Pogoda się zmienia. Zew Tatrzański wzywa. <br />
<br />
Tym razem wezwał Młodego i Przyszłościowego Taternuka zwanego Ogrodowcem. Ostatnio jak był w Tatrach to mądrze wycofał się z Baraniej Przełęczy. Tym razem wyczuł , że w niedzielę 30 sierpnia pogoda miała być milsza dla ekumenicznych szlakowych turystów. Jako przykładowy turysta górski i ja chodzę po szlakach. Tak więc przyjąłem rzucone mi wyzwanie - Tatry w niedzielę !!!<br />
<br />
W sobotę wieczorem zapytałem innego MiPT czy wrócił z górskiej krainy czyli Węgier. Wrócił o godzinie 19.20. O 20.50 odpisał, że jedzie z nami. <br />
<br />
Z soboty na niedzielę do snu tulił nas deszcz. Mocny deszcz podparty błyskawicami. Dobrze to wróżyło - wypadało się w nocy. O 4.50 deszcz już wysychał na chodniku. Bez zwłoki ruszyliśmy na Słowację.<br />
<br />
W Białej Wodzie ( 910 m ) meldujemy się przed godziną 7. 6 euro opłaty parkingowej ( można w pln ) i o 6.56 ruszamy na żółto i na niebiesko w głąb Doliny Kieżmarskiej. <br />
<br />
Jako , że to Dolina Kieżmarska ( Kieżmarskiej Białej Wody ) to witają nas Kieżmarskie Szczyty. Z Łomnicą i Huncowskim. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po pewnym czasie niebieski szlak skręca w prawo ( przy moście ) i oddala się do Doliny Białych Stawów. My idziemy dalej żółtym szlakiem. Ale oczywiście nie idziemy cały czas. Po chwili zasiadamy na fundamentach Kovalicikovej Chaty ( około 1240 m ). Odpoczynek i śniadanie to rzecz święta. w trakcie naszego śniadania przez szlak przechodzi sporo ludzi. Nic dziwnego - cel piękny, pogoda piękna, rok szkolny się zbliża.<br />
<br />
Pokrzepieni fizycznie i duchowo ruszamy dalej. Po drodze, po prawej stronie pojawiają się Tatry Bielskie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po około godzinie i 40 minutach od parkingu pojawia się widok na majestatyczne szczyty nad Zielonym Stawem Kieżmarskim.<br />
<br />
Dumny ( 2623 m ) i Mały Dumny ( 2592 m ). Pomiędzy nimi Durna Igła. Wiadomo , że nazwa Durny i Pyszny również jest OK. Dumny / Durny / Pyszny Szczyt robi za czwarty szczyt Tatr. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z przodu Jastrzębia Turnia ( 2139 m ). To chyba najbardziej charakterystyczny szczyt w tej okolicy. Słowacy maja nawet czekolady z nim na okładce  :) i powszechnie znaną legendę o spadającym kamieniu szlachetnym. To z tyłu to Skrajny  Jastrzębi Kopiniak ( 2250 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po lewicy Dumne Durne i Pyszne Szczyty. Na środku wcięcie Baraniej Przełęczy ( 2393 m ). Dalej dwuwierzchołkowe Baranie Rogi ( 2526 m ). Ta piramida z prawej to Czarny Szczyt ( 2429 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tak swoją drogą to część do tej pory widzianych szczytów ( Kieżmarski Wielki, Łomnica, Dumny Szczyt i Baranie Rogi ) należy do Wielkiej Korony Tatr. Cudne towarzystwo. <br />
<br />
Barania Przełęcz nad górną częścią Dzikiej Doliny. Tamtędy idzie droga do Doliny Pięciu Stawów Spiskich. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Majestatu ciąg dalszy. Północna ściana Małego Kieżmarskiego Szczytu ( 2514 m ) - ponoć 900 metrów. <br />
<br />
Po prawej Kieżmarska Kopa ( 2233 m ), po lewej Złota Turnia ( 2265 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pojawia się cywilizacja. Schronisko nad Zielonym Stawem Kieżmarskim. Leżakuje ono od 1897 roku na wysokości 1550 m. Wcześniejsze schroniska w okolicy wcześniej zakończyły żywot. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok z odnogi szlaku ( zdjęcie wykonał MiPT Gutek ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok z bliska. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Do schroniska dotarliśmy w 114 minut. Czas na kolejną zasłużoną przerwę. <br />
<br />
Przerwę widokową. Kolejne zdjęcia zrobiłem siedząc przy stole nad stawem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Sielanka sielanką ale szczyt sam się nie zdobędzie ani nie przyjdzie do nas. Swoją drogą to tak byłoby lepiej. Człek czeka w schronisku a szczyt przychodzi, pochyla szlak i zaprasza na minutowy spacer na wierzchołek. <br />
<br />
Żółtym szlakiem ruszamy zdobyć próg Doliny Jagnięcy. Przed nami ponad 250 metrów podejścia. Ostatni z nas pokonuje je w 40 minut. <br />
<br />
Rzut oka na drogę, którą przyszliśmy z Białej Wody. Po lewicy zdjęcia Tatry Bielskie. <br />
<br />
<br />
<br />
Pojawia się Łomnica ( 2632 m ). Jak wiadomo pobiera ona pensję za pracę na etacie drugiego szczytu Tatr. Ta mała piramidka po środku to Poślednia Turnia. "Poślednia" bo niby gorsza od olbrzymich sąsiadów - Łomnicy i Dumnego. A ma ona aż 2560 m. Wiele samodzielnych szczytów to maleństwa wobec niej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po środku Dzika Dolina. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Majestatyczny Mały Kieżmarski i "malutka" Łomnica kukająca za Wideł. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
MiPT Ogrodowiec i Dobromił szturmujące pionową ścianę progu Jagnięcej Doliny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Nad główkami Taternuków Czarny Szczyt. <br />
<br />
<br />
<br />
Po środku Jastrzębia Turnia. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Już je znacie  ;) <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed Państwem najwyżej położony budynek na Słowacji. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ten śnieg leżący na dnie Miedzianej Kotliny to jeden z kilku w Tatrach snieżników / lodowczyków. Chyba z roku na rok coraz mniejszy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A teraz rzut oka na prawą stronę - Kozia Grań. Jedna z jej części będzie dla mnie Numerem Jeden tej wycieczki. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na lewo patrz !<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Łomnica się podwyższa. Po jej lewej stronie część Wideł. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Brama czyli próg Doliny Jagnięcej. To dolinka wisząca, w której mieszkają dwa, w porywach trzy stawy. I żyje tam sporo kozic. Pochodzą one od tych co przeżyły czasy Księcia. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na środku zdjęcia Grań Wideł. Łączy ona Kieżmarski z Łomnicą. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
MiPT czekają na trzeciego MiPT. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Czerwony Staw Kieżmarski ( 1811 m ) pod Kozią Granią. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rozpoczynamy trawers lewej części doliny. Pójdziemy podnóżami Kopiniaków. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Czerwony Staw. Nad nim widać zakosy szlaku na Rakuską Przełęcz ( ok 2000 m ). To cześć Magistrali Tatrzańskiej ( czerwony szlak ). Z Rakuskiej Przełęczy zejdziemy do Łomnickiego Stawu. Oczywiście można iść dalej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed Państwem Modry Stawek ( 1865 m ) u stóp Jagnięcego Szczytu. O tym szczycie jeszcze coś napiszę. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na środku zdjęcia widać zakos szlaku wprowadzający na Kołowy Przechód. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Te "pancerne" płytowe ściany to Kozia Turnia - Numer Jeden !!!<br />
<br />
Jest po prostu piękna !!! I ma ładną wysokość -  2111 metrów. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na wszystkie te cuda patrzy Łomnica. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przy podziwianiu okolicy dwa MiPT trochę mnie wyprzedziły  i sporo wcześniej zameldowały się na Kołowym Przechodzie. Do tego ja trafiłem na dwustronny korek na łańcuchach. Nic to. Wypoczywałem  na stojąco  ;) <br />
<br />
W tym czasie MiPT Gutek zrobił zdjęcie Kołowego i okolicy. Zwróćcie uwagę na pogodne niebo ?<br />
<br />
<br />
<br />
Ja zrobiłem zdjęcia człeków na skale.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A to człeki na Kołowym Przechodzie ( 2118 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Korek zatrzymał mnie na ? kilkanaście minut. W tym czasie zaśpiewałem sobie w duchu Ohne Dich i Czerwone Maki. Jakoś tak od kilku lat te ( i inne ) pieśni kołaczą mi się w głowie w trakcie wycieczek górskich ? Zwłaszcza videoclip do Ohne ... pasuje do radosnej turystyki ? <br />
<br />
https://www.youtube.com/watch?v=LIPc1cfS-oQ<br />
<br />
Proszę o porównanie nieba na zdjęciach z Kołowego Przechodu ? A minęło tylko kilkanaście minut. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
No cóż. Chmury za nami , szczyt przed nami. A po lewej Kołowy Staw. Zamieszkały w Kołowej Dolinie. To taka odnoga Doliny Zadnich Koperszadów - tej przez którą idzie "graniczny" szlak pomiędzy Bielskimi a Wysokimi. Dolina Kołowa leży na terenie chronionym i nie wolno jej odwiedzać. Zrozumieliście Szubrawcy !?!?! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Teraz Polska !!!<br />
<br />
Od Rys do Zadniego Mnicha. <br />
<br />
<br />
<br />
MiPT Ogrodowiec na szlaku na szczyt. szlak ten podnosi się, obniża się, podnosi się, w końcu skręca w prawo, a tuż przed szczytem na parę metrów w lewo. Ale to dopiero za około 20 minut od Przechodu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W skrócie od lewej : Kieżmarskie, Grań Wideł, Łomnica, Poślednia, Durne . Chmury dalej za nami i z boku. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po prawej semafor ludzki na szczycie.<br />
<br />
<br />
<br />
Na środku zielony masyw Szerokiej Jaworzyńskiej ( 2211 m ). Tam też nie wolno chodzić. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnie metry przed ostatnim zakrętem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ci mają trochę dalej do celu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Cel wzięty. MiPT Gutek i Ogrodowiec na Jagnięcym Szczycie ( 2230 m ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Weszliśmy na niego w 4 godziny i 46 minut od wejścia na szlak w Białej Wodzie. Z dwoma dłuższymi przerwami. To znaczy , że jesteśmy Młodzi i Przyszłościowi. <br />
<br />
Na szczycie zrobiliśmy sobie trzecią przerwę. Ludzi dużo ale dało się usiąść i pogadać. Mądrze i poważnie. <br />
<br />
Raz za czas rzucając oczyma na okolicę. <br />
<br />
Okolica chmurna. Lodowy ( 2627 m ) wystaje po prawej Kołowego. Lodowy to kolejny dzisiaj widziany szczyt z Wielkiej Korony Tatr. Widać też Rysy ( 2502 m ? ) i Wysoką ( 2560 m ) - one też należą do tej Korony. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Okolica jasna. <br />
<br />
Murań ( 1890 m ), Nowy Wierch ( 2009 m ), Hawrań ( 2152 m ) i Płaczliwa Skała ( 2142 m ) czyli cześć Grani Głównej Tatr Bielskich. Tam też nie wolno chodzić !!!<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Młody i Przyszłościowy Piesio Taternuk. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pies na szczycie - radość na szczycie ! <br />
<br />
Podsumowujemy nasze wyjście . MiPT Gutek i Ogrodowiec szli na Jagnięcy pierwszy raz. Jak widać wyszli. Ja szedłem szósty raz. Wszedłem drugi raz. Liczę, że w przyszłości MiPT Gutek i Ogrodowiec nie będą mieli zawsze tak dobrze. Sprawiedliwość musi być. <br />
<br />
Natomiast jasna strona dnia jest nad Bielskimi. <br />
<br />
W grani od lewej Szalony Wierch ( 2061 m ), grań Bielskich Jatek ( najwyższy punkt 2020 m ) i Bujaczy Wierch ( 1960 m ). U dołu trapezowata Bielska Kopa ( 1836 m ). Na lewo od niej widać zbieganie się szlaków na Przełęczy pod Kopą ( 1753 m ) - to umowna granica pomiędzy Bielskimi i Wysokimi. W sumie to Jagnięcy jest pierwszym od tej strony szczytem Tatr Wysokich. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Poza przełęczą ruch turystyczny jest zabroniony. Pamiętajcie !!!<br />
<br />
Natomiast na widoczną na zdjęciu Szeroką Przełęczą Bielską ( 1827 m )  można wejść nogą turystyczną. Czerwony szlak na nią ze Zdziaru to był pierwszy szlak ( w 2007 r ) jaki przeszedłem w Tatrach Bielskich. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dla kontrastu mrok nad Baranimi Rogami. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I mrok nad długą granią. Ciekawie stąd wygląda Jastrzębia Turnia. To ta na środku. <br />
<br />
<br />
<br />
Widać grań prowadzącą na Kołowy. To kozice wydeptały tę ścieżkę. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pożegnanie ze Szczytem. Zauważcie przyczepność tego typa po prawej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rozpoczynamy zejście. <br />
<br />
Po prawej widać mur Murania, a na środku część Doliny Jaworowej. <br />
<br />
<br />
<br />
Kołowy Staw nie jest kołowy z wyglądu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
My wracamy, chmury się rozjaśniają ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ta grań na wprost to Jagnięce Baszty. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Droga powrotna. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A tu co widzimy ? Po lewej Numer Jeden - Kozia Turnia. U dołu stawy w Dolinie Jagnięcej. W tyle część magistrali. U góry po prawej Kieżmarskie i Widły. Z prawej z dołu Jastrzębia Turnia. <br />
<br />
Marzy mi się wejście na dwa z tych obiektów. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Część dalszy powrotu. <br />
<br />
<br />
<br />
Uwaga ! Uwaga ! Tu Waga Dobromił ! <br />
<br />
Tutaj należy zejść do Doliny Jagnięcej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tutaj też zaczyna się korek. Wykorzystałem go do zrobienia zdjęć Numeru Jeden. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W końcu weszliśmy w Pionową Skałę z Łańcuchem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dla odmiany Kozia Grań. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tam byliśmy !!!<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Inni są dalej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Miejsce moczenia umęczonego ryja. <br />
<br />
 <br />
<br />
<br />
Kieżmarski ( 2558 m ) - zasłużony członek Wielkiej Korony Tatr. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Kieżmarskie i Widły. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wygląda demonicznie ?<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Zeszliśmy nad staw. Chcieliśmy dokonać małych zakupów w schronisku. Chęci zakończyły się jak zobaczyliśmy kolejkę wychodzącą na 10 metrów ze schroniska. Tak przy okazji - przyjmują złotówki. <br />
<br />
Bez zbędnej zwłoki ruszyliśmy w drogę powrotną do Białej Wody. <br />
<br />
Góry nas żegnały. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Zrobiliśmy sobie jedną przerwę na fundamentach i po 8 i pół godzinie wróciliśmy do auta. <br />
<br />
Góry się lekko zachmurzyły ze smutku. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Było fajnie. <br />
<br />
Dziękuje MiPT za poczucie zewu i towarzystwo. My te Tatry całe przejdziemy !!!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Dobry wieczór. <br />
<br />
Lato się kończy. Zima się zbliża. Pomiędzy nimi będzie jesień. Pogoda się zmienia. Zew Tatrzański wzywa. <br />
<br />
Tym razem wezwał Młodego i Przyszłościowego Taternuka zwanego Ogrodowcem. Ostatnio jak był w Tatrach to mądrze wycofał się z Baraniej Przełęczy. Tym razem wyczuł , że w niedzielę 30 sierpnia pogoda miała być milsza dla ekumenicznych szlakowych turystów. Jako przykładowy turysta górski i ja chodzę po szlakach. Tak więc przyjąłem rzucone mi wyzwanie - Tatry w niedzielę !!!<br />
<br />
W sobotę wieczorem zapytałem innego MiPT czy wrócił z górskiej krainy czyli Węgier. Wrócił o godzinie 19.20. O 20.50 odpisał, że jedzie z nami. <br />
<br />
Z soboty na niedzielę do snu tulił nas deszcz. Mocny deszcz podparty błyskawicami. Dobrze to wróżyło - wypadało się w nocy. O 4.50 deszcz już wysychał na chodniku. Bez zwłoki ruszyliśmy na Słowację.<br />
<br />
W Białej Wodzie ( 910 m ) meldujemy się przed godziną 7. 6 euro opłaty parkingowej ( można w pln ) i o 6.56 ruszamy na żółto i na niebiesko w głąb Doliny Kieżmarskiej. <br />
<br />
Jako , że to Dolina Kieżmarska ( Kieżmarskiej Białej Wody ) to witają nas Kieżmarskie Szczyty. Z Łomnicą i Huncowskim. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po pewnym czasie niebieski szlak skręca w prawo ( przy moście ) i oddala się do Doliny Białych Stawów. My idziemy dalej żółtym szlakiem. Ale oczywiście nie idziemy cały czas. Po chwili zasiadamy na fundamentach Kovalicikovej Chaty ( około 1240 m ). Odpoczynek i śniadanie to rzecz święta. w trakcie naszego śniadania przez szlak przechodzi sporo ludzi. Nic dziwnego - cel piękny, pogoda piękna, rok szkolny się zbliża.<br />
<br />
Pokrzepieni fizycznie i duchowo ruszamy dalej. Po drodze, po prawej stronie pojawiają się Tatry Bielskie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po około godzinie i 40 minutach od parkingu pojawia się widok na majestatyczne szczyty nad Zielonym Stawem Kieżmarskim.<br />
<br />
Dumny ( 2623 m ) i Mały Dumny ( 2592 m ). Pomiędzy nimi Durna Igła. Wiadomo , że nazwa Durny i Pyszny również jest OK. Dumny / Durny / Pyszny Szczyt robi za czwarty szczyt Tatr. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z przodu Jastrzębia Turnia ( 2139 m ). To chyba najbardziej charakterystyczny szczyt w tej okolicy. Słowacy maja nawet czekolady z nim na okładce  :) i powszechnie znaną legendę o spadającym kamieniu szlachetnym. To z tyłu to Skrajny  Jastrzębi Kopiniak ( 2250 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po lewicy Dumne Durne i Pyszne Szczyty. Na środku wcięcie Baraniej Przełęczy ( 2393 m ). Dalej dwuwierzchołkowe Baranie Rogi ( 2526 m ). Ta piramida z prawej to Czarny Szczyt ( 2429 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tak swoją drogą to część do tej pory widzianych szczytów ( Kieżmarski Wielki, Łomnica, Dumny Szczyt i Baranie Rogi ) należy do Wielkiej Korony Tatr. Cudne towarzystwo. <br />
<br />
Barania Przełęcz nad górną częścią Dzikiej Doliny. Tamtędy idzie droga do Doliny Pięciu Stawów Spiskich. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Majestatu ciąg dalszy. Północna ściana Małego Kieżmarskiego Szczytu ( 2514 m ) - ponoć 900 metrów. <br />
<br />
Po prawej Kieżmarska Kopa ( 2233 m ), po lewej Złota Turnia ( 2265 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pojawia się cywilizacja. Schronisko nad Zielonym Stawem Kieżmarskim. Leżakuje ono od 1897 roku na wysokości 1550 m. Wcześniejsze schroniska w okolicy wcześniej zakończyły żywot. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok z odnogi szlaku ( zdjęcie wykonał MiPT Gutek ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok z bliska. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Do schroniska dotarliśmy w 114 minut. Czas na kolejną zasłużoną przerwę. <br />
<br />
Przerwę widokową. Kolejne zdjęcia zrobiłem siedząc przy stole nad stawem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Sielanka sielanką ale szczyt sam się nie zdobędzie ani nie przyjdzie do nas. Swoją drogą to tak byłoby lepiej. Człek czeka w schronisku a szczyt przychodzi, pochyla szlak i zaprasza na minutowy spacer na wierzchołek. <br />
<br />
Żółtym szlakiem ruszamy zdobyć próg Doliny Jagnięcy. Przed nami ponad 250 metrów podejścia. Ostatni z nas pokonuje je w 40 minut. <br />
<br />
Rzut oka na drogę, którą przyszliśmy z Białej Wody. Po lewicy zdjęcia Tatry Bielskie. <br />
<br />
<br />
<br />
Pojawia się Łomnica ( 2632 m ). Jak wiadomo pobiera ona pensję za pracę na etacie drugiego szczytu Tatr. Ta mała piramidka po środku to Poślednia Turnia. "Poślednia" bo niby gorsza od olbrzymich sąsiadów - Łomnicy i Dumnego. A ma ona aż 2560 m. Wiele samodzielnych szczytów to maleństwa wobec niej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po środku Dzika Dolina. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Majestatyczny Mały Kieżmarski i "malutka" Łomnica kukająca za Wideł. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
MiPT Ogrodowiec i Dobromił szturmujące pionową ścianę progu Jagnięcej Doliny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Nad główkami Taternuków Czarny Szczyt. <br />
<br />
<br />
<br />
Po środku Jastrzębia Turnia. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Już je znacie  ;) <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed Państwem najwyżej położony budynek na Słowacji. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ten śnieg leżący na dnie Miedzianej Kotliny to jeden z kilku w Tatrach snieżników / lodowczyków. Chyba z roku na rok coraz mniejszy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A teraz rzut oka na prawą stronę - Kozia Grań. Jedna z jej części będzie dla mnie Numerem Jeden tej wycieczki. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na lewo patrz !<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Łomnica się podwyższa. Po jej lewej stronie część Wideł. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Brama czyli próg Doliny Jagnięcej. To dolinka wisząca, w której mieszkają dwa, w porywach trzy stawy. I żyje tam sporo kozic. Pochodzą one od tych co przeżyły czasy Księcia. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na środku zdjęcia Grań Wideł. Łączy ona Kieżmarski z Łomnicą. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
MiPT czekają na trzeciego MiPT. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Czerwony Staw Kieżmarski ( 1811 m ) pod Kozią Granią. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rozpoczynamy trawers lewej części doliny. Pójdziemy podnóżami Kopiniaków. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Czerwony Staw. Nad nim widać zakosy szlaku na Rakuską Przełęcz ( ok 2000 m ). To cześć Magistrali Tatrzańskiej ( czerwony szlak ). Z Rakuskiej Przełęczy zejdziemy do Łomnickiego Stawu. Oczywiście można iść dalej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed Państwem Modry Stawek ( 1865 m ) u stóp Jagnięcego Szczytu. O tym szczycie jeszcze coś napiszę. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na środku zdjęcia widać zakos szlaku wprowadzający na Kołowy Przechód. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Te "pancerne" płytowe ściany to Kozia Turnia - Numer Jeden !!!<br />
<br />
Jest po prostu piękna !!! I ma ładną wysokość -  2111 metrów. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na wszystkie te cuda patrzy Łomnica. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przy podziwianiu okolicy dwa MiPT trochę mnie wyprzedziły  i sporo wcześniej zameldowały się na Kołowym Przechodzie. Do tego ja trafiłem na dwustronny korek na łańcuchach. Nic to. Wypoczywałem  na stojąco  ;) <br />
<br />
W tym czasie MiPT Gutek zrobił zdjęcie Kołowego i okolicy. Zwróćcie uwagę na pogodne niebo ?<br />
<br />
<br />
<br />
Ja zrobiłem zdjęcia człeków na skale.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A to człeki na Kołowym Przechodzie ( 2118 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Korek zatrzymał mnie na ? kilkanaście minut. W tym czasie zaśpiewałem sobie w duchu Ohne Dich i Czerwone Maki. Jakoś tak od kilku lat te ( i inne ) pieśni kołaczą mi się w głowie w trakcie wycieczek górskich ? Zwłaszcza videoclip do Ohne ... pasuje do radosnej turystyki ? <br />
<br />
https://www.youtube.com/watch?v=LIPc1cfS-oQ<br />
<br />
Proszę o porównanie nieba na zdjęciach z Kołowego Przechodu ? A minęło tylko kilkanaście minut. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
No cóż. Chmury za nami , szczyt przed nami. A po lewej Kołowy Staw. Zamieszkały w Kołowej Dolinie. To taka odnoga Doliny Zadnich Koperszadów - tej przez którą idzie "graniczny" szlak pomiędzy Bielskimi a Wysokimi. Dolina Kołowa leży na terenie chronionym i nie wolno jej odwiedzać. Zrozumieliście Szubrawcy !?!?! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Teraz Polska !!!<br />
<br />
Od Rys do Zadniego Mnicha. <br />
<br />
<br />
<br />
MiPT Ogrodowiec na szlaku na szczyt. szlak ten podnosi się, obniża się, podnosi się, w końcu skręca w prawo, a tuż przed szczytem na parę metrów w lewo. Ale to dopiero za około 20 minut od Przechodu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W skrócie od lewej : Kieżmarskie, Grań Wideł, Łomnica, Poślednia, Durne . Chmury dalej za nami i z boku. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po prawej semafor ludzki na szczycie.<br />
<br />
<br />
<br />
Na środku zielony masyw Szerokiej Jaworzyńskiej ( 2211 m ). Tam też nie wolno chodzić. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnie metry przed ostatnim zakrętem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ci mają trochę dalej do celu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Cel wzięty. MiPT Gutek i Ogrodowiec na Jagnięcym Szczycie ( 2230 m ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Weszliśmy na niego w 4 godziny i 46 minut od wejścia na szlak w Białej Wodzie. Z dwoma dłuższymi przerwami. To znaczy , że jesteśmy Młodzi i Przyszłościowi. <br />
<br />
Na szczycie zrobiliśmy sobie trzecią przerwę. Ludzi dużo ale dało się usiąść i pogadać. Mądrze i poważnie. <br />
<br />
Raz za czas rzucając oczyma na okolicę. <br />
<br />
Okolica chmurna. Lodowy ( 2627 m ) wystaje po prawej Kołowego. Lodowy to kolejny dzisiaj widziany szczyt z Wielkiej Korony Tatr. Widać też Rysy ( 2502 m ? ) i Wysoką ( 2560 m ) - one też należą do tej Korony. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Okolica jasna. <br />
<br />
Murań ( 1890 m ), Nowy Wierch ( 2009 m ), Hawrań ( 2152 m ) i Płaczliwa Skała ( 2142 m ) czyli cześć Grani Głównej Tatr Bielskich. Tam też nie wolno chodzić !!!<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Młody i Przyszłościowy Piesio Taternuk. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pies na szczycie - radość na szczycie ! <br />
<br />
Podsumowujemy nasze wyjście . MiPT Gutek i Ogrodowiec szli na Jagnięcy pierwszy raz. Jak widać wyszli. Ja szedłem szósty raz. Wszedłem drugi raz. Liczę, że w przyszłości MiPT Gutek i Ogrodowiec nie będą mieli zawsze tak dobrze. Sprawiedliwość musi być. <br />
<br />
Natomiast jasna strona dnia jest nad Bielskimi. <br />
<br />
W grani od lewej Szalony Wierch ( 2061 m ), grań Bielskich Jatek ( najwyższy punkt 2020 m ) i Bujaczy Wierch ( 1960 m ). U dołu trapezowata Bielska Kopa ( 1836 m ). Na lewo od niej widać zbieganie się szlaków na Przełęczy pod Kopą ( 1753 m ) - to umowna granica pomiędzy Bielskimi i Wysokimi. W sumie to Jagnięcy jest pierwszym od tej strony szczytem Tatr Wysokich. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Poza przełęczą ruch turystyczny jest zabroniony. Pamiętajcie !!!<br />
<br />
Natomiast na widoczną na zdjęciu Szeroką Przełęczą Bielską ( 1827 m )  można wejść nogą turystyczną. Czerwony szlak na nią ze Zdziaru to był pierwszy szlak ( w 2007 r ) jaki przeszedłem w Tatrach Bielskich. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dla kontrastu mrok nad Baranimi Rogami. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I mrok nad długą granią. Ciekawie stąd wygląda Jastrzębia Turnia. To ta na środku. <br />
<br />
<br />
<br />
Widać grań prowadzącą na Kołowy. To kozice wydeptały tę ścieżkę. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pożegnanie ze Szczytem. Zauważcie przyczepność tego typa po prawej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rozpoczynamy zejście. <br />
<br />
Po prawej widać mur Murania, a na środku część Doliny Jaworowej. <br />
<br />
<br />
<br />
Kołowy Staw nie jest kołowy z wyglądu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
My wracamy, chmury się rozjaśniają ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ta grań na wprost to Jagnięce Baszty. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Droga powrotna. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
A tu co widzimy ? Po lewej Numer Jeden - Kozia Turnia. U dołu stawy w Dolinie Jagnięcej. W tyle część magistrali. U góry po prawej Kieżmarskie i Widły. Z prawej z dołu Jastrzębia Turnia. <br />
<br />
Marzy mi się wejście na dwa z tych obiektów. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Część dalszy powrotu. <br />
<br />
<br />
<br />
Uwaga ! Uwaga ! Tu Waga Dobromił ! <br />
<br />
Tutaj należy zejść do Doliny Jagnięcej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tutaj też zaczyna się korek. Wykorzystałem go do zrobienia zdjęć Numeru Jeden. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W końcu weszliśmy w Pionową Skałę z Łańcuchem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dla odmiany Kozia Grań. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tam byliśmy !!!<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Inni są dalej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Miejsce moczenia umęczonego ryja. <br />
<br />
 <br />
<br />
<br />
Kieżmarski ( 2558 m ) - zasłużony członek Wielkiej Korony Tatr. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Kieżmarskie i Widły. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wygląda demonicznie ?<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Zeszliśmy nad staw. Chcieliśmy dokonać małych zakupów w schronisku. Chęci zakończyły się jak zobaczyliśmy kolejkę wychodzącą na 10 metrów ze schroniska. Tak przy okazji - przyjmują złotówki. <br />
<br />
Bez zbędnej zwłoki ruszyliśmy w drogę powrotną do Białej Wody. <br />
<br />
Góry nas żegnały. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Zrobiliśmy sobie jedną przerwę na fundamentach i po 8 i pół godzinie wróciliśmy do auta. <br />
<br />
Góry się lekko zachmurzyły ze smutku. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Było fajnie. <br />
<br />
Dziękuje MiPT za poczucie zewu i towarzystwo. My te Tatry całe przejdziemy !!!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Dobrze utrzymany szlak w Tatrach Zachodnich.]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10405</link>
			<pubDate>Mon, 28 Sep 2020 07:55:14 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10405</guid>
			<description><![CDATA[Dobry wieczór. <br />
<br />
W styczniu  KG Zdobywcy przygotował plany górskie na ten rok. Taaaa ? Ale mogło być gorzej. Np. mogliśmy pierwszy raz pójść w góry w listopadzie - na zakończenie sezonu. <br />
<br />
Na 5 września zaplanowaliśmy wyjazd w Tatry Zachodnie. Dokładnie to na Siwy Wierch. Ale nie oklepanymi, pospolitymi i "komercyjnymi" szlakami przez Miasto i przez Babki. Swoją drogą jeden z tych szlaków to dla mnie jeden z dziesięciu najpiękniejszych szlaków turystycznych w Tatrach jakie przeszedłem. A przeszedłem prawie wszystkie. <br />
<br />
Organizator wymyślił drogę na Siwy z Bobrowieckiego Wapiennika przez Dolinę Jałowiecką, Bobrowiecką i Przełęcz Palenica. Z zejściem przez Ostrą do schroniska , a potem do Wapiennika. <br />
<br />
Wyruszamy z Żywca o 5 rano w składzie 24 osobowym. W tym goście ze Śląska - Agnieszka i Rafał. Rafał znany co niektórym z np. tamtorocznego pobytu w Stryszawie. Ponoć miał też być Vision ale odmówił. Źle uczynił.<br />
<br />
Przybywamy na parking. Pogoda idealna. Haku w pracy. Co prawda wysłał żonę ale Sabina nie ma takiego wpływu na pogodę jak de Zoo. tak więc może z nami jeździć. <br />
<br />
O 7.30 nasza kolumna rusza żółtym szlakiem w stronę przeznaczenia. Ten kolor szlaku będzie nam towarzyszył do Przełęczy Palenica. <br />
<br />
Po lewej stronie ścieżki. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Efekt nocnej pracy pająków. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wnikamy w zwężenie dolnej części Doliny Jałowieckiej ( 800 m ). Ta część doliny jest mi znana z wycieczek w Doliny : Głęboką i Parzychwost. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po około godzinie docieramy do wiaty obok mostu i rozstaju szlaków ( 1006 m ).<br />
<br />
Tuz za mostem jest zakręt w lewo - wnikamy w odnogę Doliny Jałowieckiej zwaną Doliną Bobrowiecką. <br />
<br />
Świat dziczy, bujnej roślinności, połamanych mostków, dzikich skał na zboczach, czającej się żmii, wąskiej dróżki i niedźwiedzia polarnego. Tam idzie oficjalny szlak turystyczny. Otwarty i zapraszający. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To po lewej to pokrzywa. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po godzinie od wejścia w Dolinę B wchodzimy na polanę zwaną Polaną ( 1350 m ). Kiedyś pasały się tu bydlątka z widokiem na Siwy Wierch. Wtedy to zwało się Halą Bobrowiecką. Górale sobie tu mieszkali we wiatach. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po pewnym czasie trochę wyżej nad Polaną mijam zbiornik wodny. To chyba jeden z Bobrowieckich Stawków. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Gdy po chwili odwracam się to wtedy pojawia się Cel. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pełny luda. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed nami łąka u stóp grani Tatr Zachodnich. My po chwili skręcimy w lewo. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To zdjęcie właśnie z tego zakrętu. Widać wyraźny szlak na Siwy, Ostre z tyłu i staw u dołu. Ma bardzo ciekawy kształt. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po godzinie i 50 minutach wchodzę na Przełęcz Palenica ( 1574 m ) Węzeł szlaków na najniższej przełęczy leżącej w grzbiecie głównym Tatr. Jestem tu drugi raz - prawie nic nie pamiętam z tamtego pobytu. Zeszliśmy wtedy z niej do Zuberca. <br />
<br />
Widok na Małą Fatrę. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok na Cel. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ponownie Fatra. <br />
<br />
<br />
<br />
Rozkład jazdy. <br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnie metry przed Palenicą. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ruch turystyczny w okolicy Brestowej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Cel po raz kolejny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Co on Wam przypomina ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rzut oka w lewo. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Te skały, po prawej stronie grani, to ponoć Kamienne Mleko. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Robi wrażenie, nie ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na odcinku Palenica - Siwy poza żywymi turystami były też gady. Mi udało się zrobić zdjęcie połowy ( ? ) gada. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rzut oka na prawo. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ścieżka na Siwy lekko się podnosi i zaczyna kluczyć pomiędzy skałami. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok na m.in. Salatyny, Spaloną, Pachoła, Banówkę i Baraniec. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jedyny element metalowy na szlaku. W suchym dniu przydatny do przywiązania pasącej się kozy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jak Siwy to jasne skały.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To nie jest szczyt. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To jest szczyt ! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Bardzo gęsto zaludniony. Na zdjęciu jest m.in. żona Haka. Nie popsuła dobrej pogody. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok na początek / koniec Rzędowych Skał, Góry Choczańskie i Małą Fatrę. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed nami Ostra, a nad nią wał Tatr Niżnych.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ponownie Tatry Zachodnie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Organizator też wszedł na szczyt. Siwy Wierch ( 1805 m ) - szósty raz. Tym samym jest to dla niego najczęściej odwiedzony szczyt Tatr Słowackich. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przyszedł czas na zejście. Po prawej Rzędowe Skały vel Skalne Miasto. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Fragment Skał. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tam byliśmy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Skały. W tym mini Giewont. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dotarłem na Przedwrocie ( 1590 m ). Coś w rodzaju przełęczy między Ostrą a Babkami. Fajne miejsce widokowe. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Baraniec w tle. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Banówka. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z Przedwrocia ruszamy w dół, w lewo do Chaty Naruże. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Raz za czas dopadają mnie kwiatki i owadki. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Schronisko czekało. Skorzystaliśmy z jego gościnności. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed nami ostatnie odcinki szlaku. Niebieskim szlakiem do połączenia z zielonym, potem tylko niebieskim na parking. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Koniec !!! o godzinie 16 ruszyliśmy w stronę Polski. <br />
<br />
Szczerze Wam polecam te okolice. Tzw znawcy ( ci co wiedzą, że WSZYSTKIE szlaki Tatr są zatłoczone ) tam by się lekko zdziwili. Na odcinku parking - Siwy minęliśmy dwie osoby idące w tym samym kierunku co my. A jak wcześniej byłem w sąsiedzkich dolinach Głębokiej i Parzychwost to ilości luda były podobne.  Różnica pomiędzy Bobrowiecką a powyższymi dolinami jest jedna : Bobrowiecka nie jest stroma. <br />
<br />
Dziękuję za uwagę.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Dobry wieczór. <br />
<br />
W styczniu  KG Zdobywcy przygotował plany górskie na ten rok. Taaaa ? Ale mogło być gorzej. Np. mogliśmy pierwszy raz pójść w góry w listopadzie - na zakończenie sezonu. <br />
<br />
Na 5 września zaplanowaliśmy wyjazd w Tatry Zachodnie. Dokładnie to na Siwy Wierch. Ale nie oklepanymi, pospolitymi i "komercyjnymi" szlakami przez Miasto i przez Babki. Swoją drogą jeden z tych szlaków to dla mnie jeden z dziesięciu najpiękniejszych szlaków turystycznych w Tatrach jakie przeszedłem. A przeszedłem prawie wszystkie. <br />
<br />
Organizator wymyślił drogę na Siwy z Bobrowieckiego Wapiennika przez Dolinę Jałowiecką, Bobrowiecką i Przełęcz Palenica. Z zejściem przez Ostrą do schroniska , a potem do Wapiennika. <br />
<br />
Wyruszamy z Żywca o 5 rano w składzie 24 osobowym. W tym goście ze Śląska - Agnieszka i Rafał. Rafał znany co niektórym z np. tamtorocznego pobytu w Stryszawie. Ponoć miał też być Vision ale odmówił. Źle uczynił.<br />
<br />
Przybywamy na parking. Pogoda idealna. Haku w pracy. Co prawda wysłał żonę ale Sabina nie ma takiego wpływu na pogodę jak de Zoo. tak więc może z nami jeździć. <br />
<br />
O 7.30 nasza kolumna rusza żółtym szlakiem w stronę przeznaczenia. Ten kolor szlaku będzie nam towarzyszył do Przełęczy Palenica. <br />
<br />
Po lewej stronie ścieżki. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Efekt nocnej pracy pająków. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wnikamy w zwężenie dolnej części Doliny Jałowieckiej ( 800 m ). Ta część doliny jest mi znana z wycieczek w Doliny : Głęboką i Parzychwost. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po około godzinie docieramy do wiaty obok mostu i rozstaju szlaków ( 1006 m ).<br />
<br />
Tuz za mostem jest zakręt w lewo - wnikamy w odnogę Doliny Jałowieckiej zwaną Doliną Bobrowiecką. <br />
<br />
Świat dziczy, bujnej roślinności, połamanych mostków, dzikich skał na zboczach, czającej się żmii, wąskiej dróżki i niedźwiedzia polarnego. Tam idzie oficjalny szlak turystyczny. Otwarty i zapraszający. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To po lewej to pokrzywa. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po godzinie od wejścia w Dolinę B wchodzimy na polanę zwaną Polaną ( 1350 m ). Kiedyś pasały się tu bydlątka z widokiem na Siwy Wierch. Wtedy to zwało się Halą Bobrowiecką. Górale sobie tu mieszkali we wiatach. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po pewnym czasie trochę wyżej nad Polaną mijam zbiornik wodny. To chyba jeden z Bobrowieckich Stawków. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Gdy po chwili odwracam się to wtedy pojawia się Cel. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pełny luda. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed nami łąka u stóp grani Tatr Zachodnich. My po chwili skręcimy w lewo. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To zdjęcie właśnie z tego zakrętu. Widać wyraźny szlak na Siwy, Ostre z tyłu i staw u dołu. Ma bardzo ciekawy kształt. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po godzinie i 50 minutach wchodzę na Przełęcz Palenica ( 1574 m ) Węzeł szlaków na najniższej przełęczy leżącej w grzbiecie głównym Tatr. Jestem tu drugi raz - prawie nic nie pamiętam z tamtego pobytu. Zeszliśmy wtedy z niej do Zuberca. <br />
<br />
Widok na Małą Fatrę. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok na Cel. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ponownie Fatra. <br />
<br />
<br />
<br />
Rozkład jazdy. <br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnie metry przed Palenicą. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ruch turystyczny w okolicy Brestowej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Cel po raz kolejny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Co on Wam przypomina ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rzut oka w lewo. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Te skały, po prawej stronie grani, to ponoć Kamienne Mleko. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Robi wrażenie, nie ? <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na odcinku Palenica - Siwy poza żywymi turystami były też gady. Mi udało się zrobić zdjęcie połowy ( ? ) gada. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rzut oka na prawo. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ścieżka na Siwy lekko się podnosi i zaczyna kluczyć pomiędzy skałami. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok na m.in. Salatyny, Spaloną, Pachoła, Banówkę i Baraniec. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jedyny element metalowy na szlaku. W suchym dniu przydatny do przywiązania pasącej się kozy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jak Siwy to jasne skały.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To nie jest szczyt. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To jest szczyt ! <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Bardzo gęsto zaludniony. Na zdjęciu jest m.in. żona Haka. Nie popsuła dobrej pogody. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widok na początek / koniec Rzędowych Skał, Góry Choczańskie i Małą Fatrę. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed nami Ostra, a nad nią wał Tatr Niżnych.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ponownie Tatry Zachodnie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Organizator też wszedł na szczyt. Siwy Wierch ( 1805 m ) - szósty raz. Tym samym jest to dla niego najczęściej odwiedzony szczyt Tatr Słowackich. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przyszedł czas na zejście. Po prawej Rzędowe Skały vel Skalne Miasto. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Fragment Skał. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Tam byliśmy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Skały. W tym mini Giewont. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dotarłem na Przedwrocie ( 1590 m ). Coś w rodzaju przełęczy między Ostrą a Babkami. Fajne miejsce widokowe. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Baraniec w tle. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Banówka. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z Przedwrocia ruszamy w dół, w lewo do Chaty Naruże. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Raz za czas dopadają mnie kwiatki i owadki. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Schronisko czekało. Skorzystaliśmy z jego gościnności. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed nami ostatnie odcinki szlaku. Niebieskim szlakiem do połączenia z zielonym, potem tylko niebieskim na parking. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Koniec !!! o godzinie 16 ruszyliśmy w stronę Polski. <br />
<br />
Szczerze Wam polecam te okolice. Tzw znawcy ( ci co wiedzą, że WSZYSTKIE szlaki Tatr są zatłoczone ) tam by się lekko zdziwili. Na odcinku parking - Siwy minęliśmy dwie osoby idące w tym samym kierunku co my. A jak wcześniej byłem w sąsiedzkich dolinach Głębokiej i Parzychwost to ilości luda były podobne.  Różnica pomiędzy Bobrowiecką a powyższymi dolinami jest jedna : Bobrowiecka nie jest stroma. <br />
<br />
Dziękuję za uwagę.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Człowiek planuje ... a i tak nic z tego.]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10404</link>
			<pubDate>Mon, 28 Sep 2020 07:48:47 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10404</guid>
			<description><![CDATA[Dzień dobry. <br />
<br />
Można planować, można marzyć, można "kolekcjonować", można mieć pozytywne nastawienie ...<br />
<br />
Marność nad marnościami. <br />
<br />
Pewien czas temu z Chrumhakiem Hakiem odwiedziliśmy Mały Lodowy. Było elegancko. Wcześniej nogi moje zdeptały np. Małego Kościelca, Małą Kopę Królowa, Małego Kieżmarskiego, Małą Wysoką. Ogólnie fajnie było. I tak sobie pomyślałem, że można i na coś kolejnego Małego wejść. <br />
<br />
Pośród wielu Małych nasze ( Haka Jakuba Łukasza, Łukasza P i Łukasza T ) myśli skierowały się w stronę Małego Gerlacha. <br />
<br />
Nasza Wyprawa Mało Gerlachowska rozpoczęła się o godzinie 5.02 w Tatrzańskiej Polance ( 1005 m ). Za pomocą busa dostaliśmy się do Śląskiego Domu ( 1667 m ) w Dolinie Wielickiej. W busie 10 osób, w tym jedna z legend światowego himalaizmu. O godzinie 5.14 w cztery osoby ruszyliśmy do boju. <br />
<br />
Widok spod schroniska na Granaty Wielickie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po lewicy Wielicki Staw ( 1663 m ), na wprost Wielicka Siklawa.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wielicki Staw i Śląski Dom. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wkraczamy w Wielicki Ogród. Po lewej Masyw Gerlacha.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wielicki Ogród ( 1810 - 1830 m ) to po prostu piękna łąka. Można powiedzieć , że mieszka między Wielicką Siklawą a Długim Stawem. I pomiędzy Ponad Ogród Turnią ( 2433 m ) a urwiskami Granatów Wielickich. <br />
<br />
W okolicach Kwietnikowej Młaki ( 1812 m ) nogi nasze niosą nas w lewo - w ścianę Ponad Ogród Turni. Idziemy w stronę wylotu Wielickiego Żlebu. Spada on z Przełączki nad Kotłem ( 2425 m ). <br />
<br />
Skręt w lewo. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Granaty Wielickie po drugiej stronie Wielickiego Ogrodu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dolina Wielicka. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wylot Wielickiego Żlebu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Do wylotu dotarliśmy po 40 minutach od wyjścia ze schroniska. <br />
<br />
Przerwa. Widoki. Założenie kasków na łby. Rozmowa z legendą i z innymi osobami. <br />
<br />
Koniec sielanki, Wielicka Próba ( start na 1980 m ) czeka. <br />
<br />
Przeszliśmy i siłą rozpędu weszliśmy na Przełączkę nad Kotłem. Po drodze ( 445 metrów w górę ) zatrzymaliśmy się na tzw Śniadaniowej Ławce. Na Próbie są klamry. <br />
<br />
Ostanie metry Próby. <br />
<br />
<br />
<br />
Najwyższy na zdjęciu Staroleśny Szczyt ( 2476 m )<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Bywało ( prawie cały czas ) wąsko. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Bardzo szybko nabierało się wysokości. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widoki z Ławki. <br />
<br />
Na lewo piramida Małej Wysokiej ( 2428 m ), na prawo Staroleśny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
M.in. Staroleśny, Łomnica ( 2634 m ) na środku, po prawej piramidalny Sławkowski 2452 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Staroleśny i Łomnica. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wielicki Żleb z goniącym  ;)  nas legendarnym himalaistą. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Zbocza Ponad Ogród Turni i Sławkowski w oddali. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Łomnica I<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Łomnica II<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na pierwszym planie Wielickie Granaty i Staroleśny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Turnie Staroleśnego Szczytu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Zbliżamy się do Przełączki nad Kotłem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnia chwila po stronie Wielickiej Doliny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Oto i ta dolina u dołu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pod nami Gerlachowski Kocioł ( od 2010 do 2140 ), przed nami Urbanowe Turnie - droga pierwszych zdobywców góry o nazwie Gerlach. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Od wejścia na Przełączkę nad Kotłem zaczyna się cykl : dół - góra - dół - góra ...<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Docieramy do żlebu, który spada z Lawiniastej Przełączki . <br />
<br />
<br />
<br />
To stąd ( plus / minus ) można dotrzeć na nasz cel - Mały Gerlach ( 2601 m ). Nic z tego ... Osobnik nr 4 rzekł, że nie tym razem ? :(<br />
<br />
Poproszę o chwilę ciszy ...<br />
<br />
...<br />
<br />
W zamian za Małego zaproponował wyjście na niejakiego Gerlacha ( 2655 m ) . Ponoć był tu blisko. I ponoć dopiero od przełączki pod Małym Gerlachem można go zobaczyć. <br />
<br />
A tutaj widać Kończystą ( 2538 m ) z granią, Kościółek ( 2261 m ) u jej stóp, Popradzka Kopa ( 2354 m ) w tyle, Wysoka ( 2560 m ) ze szczytami w chmurze, Kaczy Szczyt ( 2401 m ) i Batyżowiecki Szczyt ( 2448 m ). <br />
<br />
<br />
<br />
Sławkowski w tyle . <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Grań Kończystej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Turnie na szczycie Kończystej. Kowadło po wypadku. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Górna część Batyżowieckiego Żlebu. Widać ludzi schodzących ze szczytu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W tle ściana Kończystej. <br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnie metry przed szczytem. W tych okolicach jest jedyny łańcuch na trasie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
8.27 - w ramach rekompensaty za brak Małego wchodzimy na Gerlach - najwyższy szczyt Tatr - 2655 m.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jak widać - nie wiele było widać. <br />
<br />
Np. trochę Kończystej i Batyżowiecki.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Grań w stronę Zadniego Gerlacha ( 2637 m ? ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Skrzynka na listy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To my. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Chrumhak pod krzyżem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Grań w stronę Małego Gerlacha. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rekompensata za Małego .<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Taki sam sęp był niedawno na Polskim Grzebieniu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mały na środku. Brakuje mi go ...  :-( <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Nadciąga grupa Legendy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po około 27 minutach odpoczynku przyszedł czas na zejście. Batyżowiecka Próba czekała na nas. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ciekawe typki. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Batyżowiecka Próba. <br />
<br />
<br />
<br />
Rzut oczyma na ściany z Próbą. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jesteśmy na Niżniej Batyżowieckiej Próbie. Przed nami Wyżnie Batyżowieckie Spady ( skalny próg, były ofiary ) i droga do Batyżowieckiego Stawu ( 1884 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed nami ostatni odcinek trasy nożnej - Magistrala do Śląskiego. Coś potwornego. <br />
<br />
Ale za to ładnie było widać Staroleśny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I Granaty. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Koniec. <br />
<br />
Od schroniska do schroniska - 6 godzin i 40 minut. <br />
<br />
Do tej pory płaczę nad Małym. <br />
<br />
Był tak blisko ...<br />
<br />
Dalej czeka na nas ...<br />
<br />
Ale i tak było warto. Ponoć ten Gerlach to ważny szczyt w Tatrach. <br />
<br />
 ;) <br />
<br />
P.s. Jak łatwo się domyśleć szliśmy z przewodnikiem. Bardzo elegancki człowiek. Dziękujemy za rozmowy co i jak, za topografię, za pomoc techniczną. I za prywatne rozmowy. Które są prywatne. Jak np. poglądy polityczne. <br />
<br />
I bardzo się cieszę, że przy okazji poznaliśmy Pana Ryszarda Gajewskiego. Fajna była rozmowa o skarbowcach  ;)]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Dzień dobry. <br />
<br />
Można planować, można marzyć, można "kolekcjonować", można mieć pozytywne nastawienie ...<br />
<br />
Marność nad marnościami. <br />
<br />
Pewien czas temu z Chrumhakiem Hakiem odwiedziliśmy Mały Lodowy. Było elegancko. Wcześniej nogi moje zdeptały np. Małego Kościelca, Małą Kopę Królowa, Małego Kieżmarskiego, Małą Wysoką. Ogólnie fajnie było. I tak sobie pomyślałem, że można i na coś kolejnego Małego wejść. <br />
<br />
Pośród wielu Małych nasze ( Haka Jakuba Łukasza, Łukasza P i Łukasza T ) myśli skierowały się w stronę Małego Gerlacha. <br />
<br />
Nasza Wyprawa Mało Gerlachowska rozpoczęła się o godzinie 5.02 w Tatrzańskiej Polance ( 1005 m ). Za pomocą busa dostaliśmy się do Śląskiego Domu ( 1667 m ) w Dolinie Wielickiej. W busie 10 osób, w tym jedna z legend światowego himalaizmu. O godzinie 5.14 w cztery osoby ruszyliśmy do boju. <br />
<br />
Widok spod schroniska na Granaty Wielickie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po lewicy Wielicki Staw ( 1663 m ), na wprost Wielicka Siklawa.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wielicki Staw i Śląski Dom. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wkraczamy w Wielicki Ogród. Po lewej Masyw Gerlacha.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wielicki Ogród ( 1810 - 1830 m ) to po prostu piękna łąka. Można powiedzieć , że mieszka między Wielicką Siklawą a Długim Stawem. I pomiędzy Ponad Ogród Turnią ( 2433 m ) a urwiskami Granatów Wielickich. <br />
<br />
W okolicach Kwietnikowej Młaki ( 1812 m ) nogi nasze niosą nas w lewo - w ścianę Ponad Ogród Turni. Idziemy w stronę wylotu Wielickiego Żlebu. Spada on z Przełączki nad Kotłem ( 2425 m ). <br />
<br />
Skręt w lewo. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Granaty Wielickie po drugiej stronie Wielickiego Ogrodu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dolina Wielicka. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wylot Wielickiego Żlebu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Do wylotu dotarliśmy po 40 minutach od wyjścia ze schroniska. <br />
<br />
Przerwa. Widoki. Założenie kasków na łby. Rozmowa z legendą i z innymi osobami. <br />
<br />
Koniec sielanki, Wielicka Próba ( start na 1980 m ) czeka. <br />
<br />
Przeszliśmy i siłą rozpędu weszliśmy na Przełączkę nad Kotłem. Po drodze ( 445 metrów w górę ) zatrzymaliśmy się na tzw Śniadaniowej Ławce. Na Próbie są klamry. <br />
<br />
Ostanie metry Próby. <br />
<br />
<br />
<br />
Najwyższy na zdjęciu Staroleśny Szczyt ( 2476 m )<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Bywało ( prawie cały czas ) wąsko. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Bardzo szybko nabierało się wysokości. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Widoki z Ławki. <br />
<br />
Na lewo piramida Małej Wysokiej ( 2428 m ), na prawo Staroleśny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
M.in. Staroleśny, Łomnica ( 2634 m ) na środku, po prawej piramidalny Sławkowski 2452 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Staroleśny i Łomnica. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Wielicki Żleb z goniącym  ;)  nas legendarnym himalaistą. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Zbocza Ponad Ogród Turni i Sławkowski w oddali. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Łomnica I<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Łomnica II<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na pierwszym planie Wielickie Granaty i Staroleśny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Turnie Staroleśnego Szczytu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Zbliżamy się do Przełączki nad Kotłem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnia chwila po stronie Wielickiej Doliny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Oto i ta dolina u dołu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Pod nami Gerlachowski Kocioł ( od 2010 do 2140 ), przed nami Urbanowe Turnie - droga pierwszych zdobywców góry o nazwie Gerlach. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Od wejścia na Przełączkę nad Kotłem zaczyna się cykl : dół - góra - dół - góra ...<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Docieramy do żlebu, który spada z Lawiniastej Przełączki . <br />
<br />
<br />
<br />
To stąd ( plus / minus ) można dotrzeć na nasz cel - Mały Gerlach ( 2601 m ). Nic z tego ... Osobnik nr 4 rzekł, że nie tym razem ? :(<br />
<br />
Poproszę o chwilę ciszy ...<br />
<br />
...<br />
<br />
W zamian za Małego zaproponował wyjście na niejakiego Gerlacha ( 2655 m ) . Ponoć był tu blisko. I ponoć dopiero od przełączki pod Małym Gerlachem można go zobaczyć. <br />
<br />
A tutaj widać Kończystą ( 2538 m ) z granią, Kościółek ( 2261 m ) u jej stóp, Popradzka Kopa ( 2354 m ) w tyle, Wysoka ( 2560 m ) ze szczytami w chmurze, Kaczy Szczyt ( 2401 m ) i Batyżowiecki Szczyt ( 2448 m ). <br />
<br />
<br />
<br />
Sławkowski w tyle . <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Grań Kończystej. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Turnie na szczycie Kończystej. Kowadło po wypadku. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Górna część Batyżowieckiego Żlebu. Widać ludzi schodzących ze szczytu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
W tle ściana Kończystej. <br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnie metry przed szczytem. W tych okolicach jest jedyny łańcuch na trasie. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
8.27 - w ramach rekompensaty za brak Małego wchodzimy na Gerlach - najwyższy szczyt Tatr - 2655 m.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jak widać - nie wiele było widać. <br />
<br />
Np. trochę Kończystej i Batyżowiecki.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Grań w stronę Zadniego Gerlacha ( 2637 m ? ). <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Skrzynka na listy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
To my. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Chrumhak pod krzyżem. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Grań w stronę Małego Gerlacha. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Rekompensata za Małego .<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Taki sam sęp był niedawno na Polskim Grzebieniu. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Mały na środku. Brakuje mi go ...  :-( <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Nadciąga grupa Legendy. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Po około 27 minutach odpoczynku przyszedł czas na zejście. Batyżowiecka Próba czekała na nas. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ciekawe typki. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Batyżowiecka Próba. <br />
<br />
<br />
<br />
Rzut oczyma na ściany z Próbą. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Jesteśmy na Niżniej Batyżowieckiej Próbie. Przed nami Wyżnie Batyżowieckie Spady ( skalny próg, były ofiary ) i droga do Batyżowieckiego Stawu ( 1884 m ).<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Przed nami ostatni odcinek trasy nożnej - Magistrala do Śląskiego. Coś potwornego. <br />
<br />
Ale za to ładnie było widać Staroleśny. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
I Granaty. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Koniec. <br />
<br />
Od schroniska do schroniska - 6 godzin i 40 minut. <br />
<br />
Do tej pory płaczę nad Małym. <br />
<br />
Był tak blisko ...<br />
<br />
Dalej czeka na nas ...<br />
<br />
Ale i tak było warto. Ponoć ten Gerlach to ważny szczyt w Tatrach. <br />
<br />
 ;) <br />
<br />
P.s. Jak łatwo się domyśleć szliśmy z przewodnikiem. Bardzo elegancki człowiek. Dziękujemy za rozmowy co i jak, za topografię, za pomoc techniczną. I za prywatne rozmowy. Które są prywatne. Jak np. poglądy polityczne. <br />
<br />
I bardzo się cieszę, że przy okazji poznaliśmy Pana Ryszarda Gajewskiego. Fajna była rozmowa o skarbowcach  ;)]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Dolina Wielicka - Polski Grzebień - Mała Wysoka]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10318</link>
			<pubDate>Tue, 21 Jul 2020 10:53:05 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10318</guid>
			<description><![CDATA[<br />
<br />
 Co można zrobić w pogodną lipcową niedzielę, gdy prognoza przewiduje spore upały przez cały dzień? Trzeba jechać w jakieś wysokie góry, na przykład w Tatry! <br />
<br />
Jako osoba zimnolubna, nie przepadająca za upałami w górach, nie biorę pod uwagę innej możliwości. Myślę o Trzydniowiańskim i Kończystym, których zbocza pięknie się zielenią o tej porze roku. Dzwonię do znajomej z propozycją wspólnej wycieczki, ale on była na Kończystym niedawno i proponuje wyjazd w Tatry Słowackie, na Polski Grzebień i Małą Wysoką. Czemu nie, w Dolinie Wielickiej byłem tylko raz w marcu, a było to tak dawno, że już najstarsi górale nie pamiętają. Moja znajoma Asia, wielbicielka tatrzańskich szlaków, obiecuje moc atrakcji, piękne widoki i wiosenną scenerię w Dolinie Wielickiej. Dobra, jedziemy.<br />
Umawiamy się na wyjazd z Krakowa o czwartej rano. Wcześnie, ale na południową stronę Tatr jest trochę dalej niż do Kir czy Kuźnic, a ja biorę pod uwagę prognozę pogody, wg której po południu ma się mocno zachmurzyć. Faktem jest, że ostatnim czasem prognozy są niestabilne i często wariują, no ale czegoś trzeba się trzymać. Na różnych portalach pogodowych są różne wersje zachmurzenia na popołudnie, ale średnia z tych portali przesiana przez doświadczenie meteo i intuicję podpowiada mi taki, a nie inny rozwój sytuacji.<br />
Wyjeżdżamy zgodnie z planem. Za oknem dnieje. Na Zakopiance pustawo. Po drodze obserwujemy chmury podnoszące z każdym kwadransem nad Tatrami. Pierwszy postój na zdjęcia mamy na dawnym przejściu granicznym w Jurgowie.<br />
<br />
<br />
<br />
Potem obowiązkowy plener bielskotatrzański w Zdziarze.<br />
<br />
<br />
<br />
Po południowej stronie Tatr chmury pięknie otulają szczyty, aż prosi się o zdjęcia, niemniej Asia zwraca uwagę, że parking u wylotu Kieżmarskiej Białej Wody mimo wczesnej pory jest pełny ? trzeba szybko jechać na miejsce, bo możemy mieć problem z zaparkowaniem samochodu w Tatrzańskiej Polance. Robię zdjęcia z samochodu.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
 Na górny parking w Tatrzańskiej Polance przyjeżdżamy ?na styk?, zajmujemy chyba ostatnie możliwe do zaparkowania miejsce. W zasadzie stajemy tuż za znakiem ?parking?, ale cóż, 6 euro piechotą nie chodzi. Po przebraniu się ruszamy w góry. Mimo wczesnej pory (było przed siódmą rano) lipcowe słońce przygrzewa na południowej wystawce. Ludzi idzie sporo.<br />
Do Doliny Wielickiej i znajdującego się tam hotelu prowadzi wygodna, asfaltowa droga. Szlak wiedzie mniej więcej wzdłuż drogi, ale skraca kilka zakosów. Powiem tyle, że wg mnie słowaccy górale w ogóle nie mają żyłki biznesowej i darzą taką miłością eurowych dutków, z jaką polscy górale wielbią polskie pieniążki. Taka piękna i szeroka droga i żeby nie było koników? Skandal, skandal, skandal!!! <br />
<br />
<br />
<br />
Trzeba drałować pod górę. Szlak kilkukrotnie mija Wielicki Potok, na jednym z mostków stosuję łokciowy statyw, żeby zrobić zdjęcie wody rozbijającej się o kamienie używając czasu otwarcia migawki 1/3 sekundy.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z czasem wyłaniają się skalne szczyty, po lewej stronie masyw Gerlacha, po prawej stronie Wielickie Granaty. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
pierwszy widok na masyw Gerlacha<br />
<br />
<br />
Wielickie Granaty<br />
<br />
Dochodzimy do Wielickiej Polany położonej tuż przed Domem Śląskim przy krzyżówce z żółtym szlakiem prowadzącym  ze Starego Smokowca. Asia opowiada o Wielickim Ogrodzie (położonym wyżej) i kwitnących w lipcu Tatrach, ja konfrontuję wrażenia z majowymi wycieczkami w Beskidy, gdzie zieleń aż tryska, wg mnie ta tatrzańska jednak ustępuje beskidzkiej. Trwa krótka dyskusja o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy, każdy ma swoich faworytów. Ale ładnie tu jest, to fakt, choć krajobrazy zupełnie inne.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z Polany Wielickiej już dwa kroki pod Dom Śląski. W hotelu korzystamy z dobrodziejstw cywilizacji w postaci czterogwiazdkowej łazienki i ruszamy dalej. Coś się momentami chmurzy, wierzchołki obu grani otaczających Dolinę Wielicką są skryte w obłokach. Chmury jednakże przesuwają się nad nimi w wielce interesujący sposób, dający dużo ciekawsze plenery niż podczas bezchmurnej ?lampy?. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na Polski Grzebień idzie sporo osób, chyba nawet jakaś zorganizowana grupa, ale jak się okazało później, tłumek się rozciąga przyjemnie na całej trasie.<br />
Pierwszy etap szlaku za Domem Śląskim wiedzie wzdłuż Wielickiego Stawu. Staw schowany są w cieniu nie pozwalającym w pełni rozbłysnąć kolorom wody. Następnie szlak robi duży zakos wspinając się obok Wielickiej Siklawy. Z zakosa można podziwiać z góry Wielicki Staw.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
słońce nad Wielickimi Granatami<br />
<br />
<br />
Wielicki Staw, masyw Gerlacha i Wielicka Siklawa<br />
<br />
Szlak dalej prowadzi łagodnie w górę pośród tatrzańskiej łąki. Zastanawiam się, czy dam radę wyjść na Małą Wysoką, na razie dobrze mi idzie, jestem pełen optymizmu. Rozglądam się wokół, łapiąc kadry z tańczącymi wokół grani obłokami.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z progiem Wielickiej Siklawy rozpościera się w dolinie spory dość płaski obszar zwany Wielickim Ogrodem. Obszar ten powstał w wyniku zasypania piargami i zamulenia dawnego jeziora morenowego (dawnego w sensie geologicznym). Dzięki pozostałym po jeziorze osadom wytworzyła się tu bogata w próchnicę gleba, na której rosną najokazalsze ziołorośla w Tatrach. Zieleń na dole jest cudownie uzupełniona przez otaczające dolinę skały i błękitno-białe niebo. To jest to miejsce, które mnie najbardziej urzekło podczas całej wycieczki (tak, potem było już tylko słabiej, hehe). Prawdę powiedziawszy, przestrzeń spowodowała, że poczułem się jak na jakimś trekkingu do bazy w Himalajach, a nie w Tatrach. Pierwsze panoramiczne zdjęcie Wielickiego Ogrodu w szerokim planie robiłem stojąc na kamieniach Wielickiego Potoku, co mnie kosztowało ześlizgnięcie jednej nogi do wody. Czasem trzeba się poświęcić. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
spojrzenie w tył, w stronę Niskich Tatr<br />
<br />
<br />
Wielicki Ogród<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnie zdjęcie zrobione z tego miejsca ?w tył?, z widokiem na Kwietnicowy Staw i Niskie Tatry skojarzyło mi się z kolei z wrzosowiskami Szkocji.<br />
<br />
<br />
<br />
Za Wielickim Ogrodem szlak nadal jednostajnie pnie się lekko w górę. Świeci słońce, ale turnie nadal schowane są w chmurach. Mordor?<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dochodzimy nad Długi Staw. W miarę nabierania wysokości pojawiają się zimowe akcenty, minęliśmy przed chwilą wielki płat śniegu, teraz widzimy tych płatów coraz więcej. Woda w Stawie jest superczysta i w słońcu ma piękny, szmaragdowy kolor.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Nad Gerlachem zaczyna się przecierać, po chwili jego masyw ukazuje się w całości.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
masyw Gerlacha<br />
<br />
Za stawem Asia strzela mi fotkę. Tak wygląda autor.<br />
<br />
<br />
<br />
 Tu, na wysokości ok. 2000 metrów, podejmuję decyzję o niewychodzeniu na Małą Wysoką. Nie dam rady. Może bym wyszedł na górę, ale z zejściem mogłoby być różnie. Jeśli chodzi o mnie, to nie ma specjalnie czego żałować, nie przepadam za skalno-piarżystymi wysokotatrzańskimi widokami, jestem już syty wrażeń widokowych, począwszy od Zdziaru, w zupełności satysfakcjonuje mnie wyjście na Polski Grzebień, do którego i tak jest jeszcze kawałek.<br />
<br />
Dochodzimy pod widoczne z dołu śnieżne płaty.<br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnio odcinek szlaku na Polski Grzebień to jest wspinaczka po skale z pomocą takich sztucznych ułatwień jak klamry i łańcuchy. Grupki turystów schodzą już z góry, momentami szlak się korkuje, ale nie jest to bardzo uciążliwe. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Zadni Gerlach w chmurach<br />
<br />
Widać już tłumek siedzący na przełęczy.<br />
<br />
<br />
<br />
Jesteśmy! Jest godzina 11:45, pogoda jest wspaniała. Słońce mocno przygrzewa mimo 2200 metrów wysokości. Chwilę odpoczywamy i posilamy się. Asia wybiera się na ostatnie 230 metrów podejścia na Małą Wysoką, ja zostaję na przełęczy, by cieszyć się dookolnymi widokami.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dzika Turnia<br />
<br />
<br />
Dolina Świstowa<br />
<br />
Zmarzły Staw nie na darmo nosi taką nazwę, skoro jeszcze teraz pokryty jest sporą warstwą lodu.<br />
<br />
<br />
Hruba Turnia<br />
<br />
<br />
zbliżenie na Zmarzły Staw<br />
<br />
<br />
Świnica i Zawrat<br />
<br />
<br />
Młynarz, na horyzoncie Orla Perć<br />
<br />
<br />
w drodze na Rohatkę<br />
<br />
<br />
Mała Wysoka<br />
<br />
Asia mi udostępniła swoje zdjęcia z Małej Wysokiej, dzięki czemu mogę je zamieścić w mojej relacji.<br />
<br />
<br />
Bielskie Tatry, Lodowy Szczyt i Pośrednia Grań<br />
<br />
<br />
Wysoka, Rysy i Niżne Rysy, w dole Polski Grzebień<br />
<br />
<br />
Sławkowski Szczyt i Staroleśny Szczyt (Bradawica)<br />
<br />
 Ja po zrobieniu zdjęć z Polskiego Grzebienia marzę o cieniu. Udaje mi się go znaleźć pod skałkami znajdującymi się w stronę Wielickiego Szczytu. W międzyczasie obserwuję, jak od północno-zachodniej strony niebo nad Tatrami systematycznie zaciąga się chmurami.<br />
<br />
Asia wraca zadowolona z Małej Wysokiej po niecałych dwóch godzinach.  Zaczynamy schodzić w dół. Przed nami kawał drogi. Jest pochmurno, nie robię wielu zdjęć w zejściu, w drodze na górę warunki były zdecydowanie lepsze. Za progiem Wielickiej Siklawy przechodzimy pod pasem niewielkich przewieszonych skałek  zwanych Mokrą Wantą ? zawsze tam kapie woda. Spotkany po drodze turysta pokazuje nam na zamocowane na przewieszkach punkty asekuracyjne służące do ćwiczeń wspinaczki w podwieszonych skałach. Nie zauważyłem ich wcześniej.<br />
<br />
<br />
<br />
Schodzimy nad Wielicki Staw. Omijamy go bezszlakowo ścieżką wiodącą po jego drugiej stronie. Wchodzimy do Domu Śląskiego coś zjeść i wypić. W hotelu oprócz części restauracyjnej znajduje się turystyczny bufet. Tam składamy zamówienie, ja kupuję tradycyjne słowackie bryndzowe haluszki ze skwarkami oraz równie ?tradycyjną? Kofolę do popicia. Szkoda, że Kofola jest w papierowym kubku, a nie w kuflu, ale haluszki (kluseczki) smakują wyśmienicie. W bufecie nie ma dużo ludzi, około połowa miejsc jest wolna. Jakże miły kontrast z tłumami w Murowańcu czy w Dolinie Chochołowskiej, nie wspominając o niemiłosiernie zatłoczonym Morskim Oku. I jak często powtarzam, może nawet do znudzenia: nie ma to jak Słowacja!<br />
<br />
<br />
<br />
 Teraz jeszcze musimy zejść do Tatrzańskiej Polanki. O ile pod górę szlak do Śląskiego Domu  wydawał się wygodnym podejściem, to teraz, po trudach dnia dał mi w kość.  Pozornie przyjemne zejście o niedużym nachyleniu, ale przez ułożenie na ścieżce kamieni w dość losowy sposób większość drogi przypomina chodzenie po rozrzuconych i wystających z potoku kamieniach. Jak się okazało potem, okupiłem zejście na parking potężnymi zakwasami. Na ostatnim fragmencie dojścia na parking porzucamy tor przeszkód, by móc rozkoszować się gładkością asfaltu. Może trzeba było całą drogę w dół pokonać tym sposobem? <br />
<br />
<br />
<br />
 Jest już po 18, a tu słońce cały czas mocno przygrzewa. Gdzieś między drzewami pojawiają się Niskie Tatry, widać Kralovą Holę z charakterystyczną wieżą przekaźnika na wierzchołku.<br />
<br />
Długi lipcowy dzień wcale nie ma się ku końcowi, gdy wsiadamy do auta, jednakże tradycyjne korki na Zakopiance powodują, że wracamy do Krakowa już po zmroku.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<br />
<br />
 Co można zrobić w pogodną lipcową niedzielę, gdy prognoza przewiduje spore upały przez cały dzień? Trzeba jechać w jakieś wysokie góry, na przykład w Tatry! <br />
<br />
Jako osoba zimnolubna, nie przepadająca za upałami w górach, nie biorę pod uwagę innej możliwości. Myślę o Trzydniowiańskim i Kończystym, których zbocza pięknie się zielenią o tej porze roku. Dzwonię do znajomej z propozycją wspólnej wycieczki, ale on była na Kończystym niedawno i proponuje wyjazd w Tatry Słowackie, na Polski Grzebień i Małą Wysoką. Czemu nie, w Dolinie Wielickiej byłem tylko raz w marcu, a było to tak dawno, że już najstarsi górale nie pamiętają. Moja znajoma Asia, wielbicielka tatrzańskich szlaków, obiecuje moc atrakcji, piękne widoki i wiosenną scenerię w Dolinie Wielickiej. Dobra, jedziemy.<br />
Umawiamy się na wyjazd z Krakowa o czwartej rano. Wcześnie, ale na południową stronę Tatr jest trochę dalej niż do Kir czy Kuźnic, a ja biorę pod uwagę prognozę pogody, wg której po południu ma się mocno zachmurzyć. Faktem jest, że ostatnim czasem prognozy są niestabilne i często wariują, no ale czegoś trzeba się trzymać. Na różnych portalach pogodowych są różne wersje zachmurzenia na popołudnie, ale średnia z tych portali przesiana przez doświadczenie meteo i intuicję podpowiada mi taki, a nie inny rozwój sytuacji.<br />
Wyjeżdżamy zgodnie z planem. Za oknem dnieje. Na Zakopiance pustawo. Po drodze obserwujemy chmury podnoszące z każdym kwadransem nad Tatrami. Pierwszy postój na zdjęcia mamy na dawnym przejściu granicznym w Jurgowie.<br />
<br />
<br />
<br />
Potem obowiązkowy plener bielskotatrzański w Zdziarze.<br />
<br />
<br />
<br />
Po południowej stronie Tatr chmury pięknie otulają szczyty, aż prosi się o zdjęcia, niemniej Asia zwraca uwagę, że parking u wylotu Kieżmarskiej Białej Wody mimo wczesnej pory jest pełny ? trzeba szybko jechać na miejsce, bo możemy mieć problem z zaparkowaniem samochodu w Tatrzańskiej Polance. Robię zdjęcia z samochodu.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
 Na górny parking w Tatrzańskiej Polance przyjeżdżamy ?na styk?, zajmujemy chyba ostatnie możliwe do zaparkowania miejsce. W zasadzie stajemy tuż za znakiem ?parking?, ale cóż, 6 euro piechotą nie chodzi. Po przebraniu się ruszamy w góry. Mimo wczesnej pory (było przed siódmą rano) lipcowe słońce przygrzewa na południowej wystawce. Ludzi idzie sporo.<br />
Do Doliny Wielickiej i znajdującego się tam hotelu prowadzi wygodna, asfaltowa droga. Szlak wiedzie mniej więcej wzdłuż drogi, ale skraca kilka zakosów. Powiem tyle, że wg mnie słowaccy górale w ogóle nie mają żyłki biznesowej i darzą taką miłością eurowych dutków, z jaką polscy górale wielbią polskie pieniążki. Taka piękna i szeroka droga i żeby nie było koników? Skandal, skandal, skandal!!! <br />
<br />
<br />
<br />
Trzeba drałować pod górę. Szlak kilkukrotnie mija Wielicki Potok, na jednym z mostków stosuję łokciowy statyw, żeby zrobić zdjęcie wody rozbijającej się o kamienie używając czasu otwarcia migawki 1/3 sekundy.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z czasem wyłaniają się skalne szczyty, po lewej stronie masyw Gerlacha, po prawej stronie Wielickie Granaty. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
pierwszy widok na masyw Gerlacha<br />
<br />
<br />
Wielickie Granaty<br />
<br />
Dochodzimy do Wielickiej Polany położonej tuż przed Domem Śląskim przy krzyżówce z żółtym szlakiem prowadzącym  ze Starego Smokowca. Asia opowiada o Wielickim Ogrodzie (położonym wyżej) i kwitnących w lipcu Tatrach, ja konfrontuję wrażenia z majowymi wycieczkami w Beskidy, gdzie zieleń aż tryska, wg mnie ta tatrzańska jednak ustępuje beskidzkiej. Trwa krótka dyskusja o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy, każdy ma swoich faworytów. Ale ładnie tu jest, to fakt, choć krajobrazy zupełnie inne.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z Polany Wielickiej już dwa kroki pod Dom Śląski. W hotelu korzystamy z dobrodziejstw cywilizacji w postaci czterogwiazdkowej łazienki i ruszamy dalej. Coś się momentami chmurzy, wierzchołki obu grani otaczających Dolinę Wielicką są skryte w obłokach. Chmury jednakże przesuwają się nad nimi w wielce interesujący sposób, dający dużo ciekawsze plenery niż podczas bezchmurnej ?lampy?. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Na Polski Grzebień idzie sporo osób, chyba nawet jakaś zorganizowana grupa, ale jak się okazało później, tłumek się rozciąga przyjemnie na całej trasie.<br />
Pierwszy etap szlaku za Domem Śląskim wiedzie wzdłuż Wielickiego Stawu. Staw schowany są w cieniu nie pozwalającym w pełni rozbłysnąć kolorom wody. Następnie szlak robi duży zakos wspinając się obok Wielickiej Siklawy. Z zakosa można podziwiać z góry Wielicki Staw.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
słońce nad Wielickimi Granatami<br />
<br />
<br />
Wielicki Staw, masyw Gerlacha i Wielicka Siklawa<br />
<br />
Szlak dalej prowadzi łagodnie w górę pośród tatrzańskiej łąki. Zastanawiam się, czy dam radę wyjść na Małą Wysoką, na razie dobrze mi idzie, jestem pełen optymizmu. Rozglądam się wokół, łapiąc kadry z tańczącymi wokół grani obłokami.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Z progiem Wielickiej Siklawy rozpościera się w dolinie spory dość płaski obszar zwany Wielickim Ogrodem. Obszar ten powstał w wyniku zasypania piargami i zamulenia dawnego jeziora morenowego (dawnego w sensie geologicznym). Dzięki pozostałym po jeziorze osadom wytworzyła się tu bogata w próchnicę gleba, na której rosną najokazalsze ziołorośla w Tatrach. Zieleń na dole jest cudownie uzupełniona przez otaczające dolinę skały i błękitno-białe niebo. To jest to miejsce, które mnie najbardziej urzekło podczas całej wycieczki (tak, potem było już tylko słabiej, hehe). Prawdę powiedziawszy, przestrzeń spowodowała, że poczułem się jak na jakimś trekkingu do bazy w Himalajach, a nie w Tatrach. Pierwsze panoramiczne zdjęcie Wielickiego Ogrodu w szerokim planie robiłem stojąc na kamieniach Wielickiego Potoku, co mnie kosztowało ześlizgnięcie jednej nogi do wody. Czasem trzeba się poświęcić. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
spojrzenie w tył, w stronę Niskich Tatr<br />
<br />
<br />
Wielicki Ogród<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnie zdjęcie zrobione z tego miejsca ?w tył?, z widokiem na Kwietnicowy Staw i Niskie Tatry skojarzyło mi się z kolei z wrzosowiskami Szkocji.<br />
<br />
<br />
<br />
Za Wielickim Ogrodem szlak nadal jednostajnie pnie się lekko w górę. Świeci słońce, ale turnie nadal schowane są w chmurach. Mordor?<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dochodzimy nad Długi Staw. W miarę nabierania wysokości pojawiają się zimowe akcenty, minęliśmy przed chwilą wielki płat śniegu, teraz widzimy tych płatów coraz więcej. Woda w Stawie jest superczysta i w słońcu ma piękny, szmaragdowy kolor.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Nad Gerlachem zaczyna się przecierać, po chwili jego masyw ukazuje się w całości.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
masyw Gerlacha<br />
<br />
Za stawem Asia strzela mi fotkę. Tak wygląda autor.<br />
<br />
<br />
<br />
 Tu, na wysokości ok. 2000 metrów, podejmuję decyzję o niewychodzeniu na Małą Wysoką. Nie dam rady. Może bym wyszedł na górę, ale z zejściem mogłoby być różnie. Jeśli chodzi o mnie, to nie ma specjalnie czego żałować, nie przepadam za skalno-piarżystymi wysokotatrzańskimi widokami, jestem już syty wrażeń widokowych, począwszy od Zdziaru, w zupełności satysfakcjonuje mnie wyjście na Polski Grzebień, do którego i tak jest jeszcze kawałek.<br />
<br />
Dochodzimy pod widoczne z dołu śnieżne płaty.<br />
<br />
<br />
<br />
Ostatnio odcinek szlaku na Polski Grzebień to jest wspinaczka po skale z pomocą takich sztucznych ułatwień jak klamry i łańcuchy. Grupki turystów schodzą już z góry, momentami szlak się korkuje, ale nie jest to bardzo uciążliwe. <br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Zadni Gerlach w chmurach<br />
<br />
Widać już tłumek siedzący na przełęczy.<br />
<br />
<br />
<br />
Jesteśmy! Jest godzina 11:45, pogoda jest wspaniała. Słońce mocno przygrzewa mimo 2200 metrów wysokości. Chwilę odpoczywamy i posilamy się. Asia wybiera się na ostatnie 230 metrów podejścia na Małą Wysoką, ja zostaję na przełęczy, by cieszyć się dookolnymi widokami.<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
Dzika Turnia<br />
<br />
<br />
Dolina Świstowa<br />
<br />
Zmarzły Staw nie na darmo nosi taką nazwę, skoro jeszcze teraz pokryty jest sporą warstwą lodu.<br />
<br />
<br />
Hruba Turnia<br />
<br />
<br />
zbliżenie na Zmarzły Staw<br />
<br />
<br />
Świnica i Zawrat<br />
<br />
<br />
Młynarz, na horyzoncie Orla Perć<br />
<br />
<br />
w drodze na Rohatkę<br />
<br />
<br />
Mała Wysoka<br />
<br />
Asia mi udostępniła swoje zdjęcia z Małej Wysokiej, dzięki czemu mogę je zamieścić w mojej relacji.<br />
<br />
<br />
Bielskie Tatry, Lodowy Szczyt i Pośrednia Grań<br />
<br />
<br />
Wysoka, Rysy i Niżne Rysy, w dole Polski Grzebień<br />
<br />
<br />
Sławkowski Szczyt i Staroleśny Szczyt (Bradawica)<br />
<br />
 Ja po zrobieniu zdjęć z Polskiego Grzebienia marzę o cieniu. Udaje mi się go znaleźć pod skałkami znajdującymi się w stronę Wielickiego Szczytu. W międzyczasie obserwuję, jak od północno-zachodniej strony niebo nad Tatrami systematycznie zaciąga się chmurami.<br />
<br />
Asia wraca zadowolona z Małej Wysokiej po niecałych dwóch godzinach.  Zaczynamy schodzić w dół. Przed nami kawał drogi. Jest pochmurno, nie robię wielu zdjęć w zejściu, w drodze na górę warunki były zdecydowanie lepsze. Za progiem Wielickiej Siklawy przechodzimy pod pasem niewielkich przewieszonych skałek  zwanych Mokrą Wantą ? zawsze tam kapie woda. Spotkany po drodze turysta pokazuje nam na zamocowane na przewieszkach punkty asekuracyjne służące do ćwiczeń wspinaczki w podwieszonych skałach. Nie zauważyłem ich wcześniej.<br />
<br />
<br />
<br />
Schodzimy nad Wielicki Staw. Omijamy go bezszlakowo ścieżką wiodącą po jego drugiej stronie. Wchodzimy do Domu Śląskiego coś zjeść i wypić. W hotelu oprócz części restauracyjnej znajduje się turystyczny bufet. Tam składamy zamówienie, ja kupuję tradycyjne słowackie bryndzowe haluszki ze skwarkami oraz równie ?tradycyjną? Kofolę do popicia. Szkoda, że Kofola jest w papierowym kubku, a nie w kuflu, ale haluszki (kluseczki) smakują wyśmienicie. W bufecie nie ma dużo ludzi, około połowa miejsc jest wolna. Jakże miły kontrast z tłumami w Murowańcu czy w Dolinie Chochołowskiej, nie wspominając o niemiłosiernie zatłoczonym Morskim Oku. I jak często powtarzam, może nawet do znudzenia: nie ma to jak Słowacja!<br />
<br />
<br />
<br />
 Teraz jeszcze musimy zejść do Tatrzańskiej Polanki. O ile pod górę szlak do Śląskiego Domu  wydawał się wygodnym podejściem, to teraz, po trudach dnia dał mi w kość.  Pozornie przyjemne zejście o niedużym nachyleniu, ale przez ułożenie na ścieżce kamieni w dość losowy sposób większość drogi przypomina chodzenie po rozrzuconych i wystających z potoku kamieniach. Jak się okazało potem, okupiłem zejście na parking potężnymi zakwasami. Na ostatnim fragmencie dojścia na parking porzucamy tor przeszkód, by móc rozkoszować się gładkością asfaltu. Może trzeba było całą drogę w dół pokonać tym sposobem? <br />
<br />
<br />
<br />
 Jest już po 18, a tu słońce cały czas mocno przygrzewa. Gdzieś między drzewami pojawiają się Niskie Tatry, widać Kralovą Holę z charakterystyczną wieżą przekaźnika na wierzchołku.<br />
<br />
Długi lipcowy dzień wcale nie ma się ku końcowi, gdy wsiadamy do auta, jednakże tradycyjne korki na Zakopiance powodują, że wracamy do Krakowa już po zmroku.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[W ścianie Kościelca - Sprężyna]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10275</link>
			<pubDate>Fri, 19 Jun 2020 11:14:21 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10275</guid>
			<description><![CDATA[Witam, <br />
<br />
wybraliśmy się z żoną na zakończenie sezonu 2019 w Tatrach na drogę która chodziła mi po głowie dość długo. Zawsze jednak, wygrywały drogi dłuższe, trudniejsze. W październiku 2019 była piękna, iście letnia pogoda. Zapadła decyzja - zróbmy w końcu tą Sprężynę :) <br />
<br />
26.10.2019<br />
<br />
Pierwszy wyciąg dość łatwy, po dobrych chwytach i stopniach.<br />
<br />
<br />
<br />
Drugi wyciąg ( kluczowy ) to start czujną płytką by w końcu dojść do cruxa czyli okap. Mało miejsca, mało dobrych stopni i do tego spora ekspozycja może dla wielu być zbyt dużym wyzwaniem. Okap pokonuję od lewej strony, następnie trawersuję w prawo. Puszcza bezproblemowo :) <br />
<br />
<br />
<br />
Trzeci wyciąg to już tylko formalność. <br />
Jeszcze zjazd. Można zjechać diagonalnie do początku drogi, lub prosto w dół ... i najlepiej tak, dlaczego ? <br />
BO WARTO!<br />
<br />
<br />
<br />
Na koniec, jeszcze film - <br />
https://www.youtube.com/watch?v=XwY2cvwpxDE<br />
<br />
Dzięki]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam, <br />
<br />
wybraliśmy się z żoną na zakończenie sezonu 2019 w Tatrach na drogę która chodziła mi po głowie dość długo. Zawsze jednak, wygrywały drogi dłuższe, trudniejsze. W październiku 2019 była piękna, iście letnia pogoda. Zapadła decyzja - zróbmy w końcu tą Sprężynę :) <br />
<br />
26.10.2019<br />
<br />
Pierwszy wyciąg dość łatwy, po dobrych chwytach i stopniach.<br />
<br />
<br />
<br />
Drugi wyciąg ( kluczowy ) to start czujną płytką by w końcu dojść do cruxa czyli okap. Mało miejsca, mało dobrych stopni i do tego spora ekspozycja może dla wielu być zbyt dużym wyzwaniem. Okap pokonuję od lewej strony, następnie trawersuję w prawo. Puszcza bezproblemowo :) <br />
<br />
<br />
<br />
Trzeci wyciąg to już tylko formalność. <br />
Jeszcze zjazd. Można zjechać diagonalnie do początku drogi, lub prosto w dół ... i najlepiej tak, dlaczego ? <br />
BO WARTO!<br />
<br />
<br />
<br />
Na koniec, jeszcze film - <br />
https://www.youtube.com/watch?v=XwY2cvwpxDE<br />
<br />
Dzięki]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Tatry na zimowej bibie 2020]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10116</link>
			<pubDate>Sun, 01 Mar 2020 19:08:40 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10116</guid>
			<description><![CDATA[Motto (dedykacja własna dla wszstkich dobrej woli bibowiczów): "Uczestnictwo na forum aktywne czy jałowe, pisanie relacji o własnych przeżyciach, czy w postaci przewodnika lub co gorsza dla własnych korzyści, nigdy nie osiągnie takiego poziomu co dreptanie i posiedzenie na bibach. Każda relacja przepadnie gdzieś w głębinie oceanu innych relacji, wspólne spotkania zaczynają się nam odsuwać w szarą jednolitą całość innych spotkań, ale nigdy nie odejdzie w niepamięć, że się znało ludzi, których łączyła górska pasja. Za parę miesięcy zapomnimy o czym rozmawialiśmy, ale o tym, że nam było dobrze, nie zapomnimy nigdy. Z tego miejsca trzeba podziękować jak tym co idą ze swoją skórą na targowisko i organizują te wspólne spotkania, tak i tym co mają odwagę i chęci uczestniczyć w tych spotkaniach."<br />
<br />
Zawsze, kiedy mówię swoim znajomym, że jadę zimą w Tatry, to patrzą na mnie z niedowierzaniem. W Tatry, zimą? Te są przecież zamknięte, jest zimno, niebezpiecznie i sporo śniegu. Brrr! Latem to tak, ale zimą? Jednak jest to dla mnie ulubiona pora roku w Tatrach. No i spanie w Chochołowskiej, gdzie pytanie: "Ile razy można wejść na Grzesia?", zaczyna przeistaczać się w pasję. Jak było i co przeżyliśmy spróbuję z własnego kąta widzenia zaznajomić czytelnika.<br />
<br />
Dane techniczne:<br />
DOBA :  21. - 23. 2. 2020 to główny termin; jednak Fazik był już w T 19, kolejna trójka 20 i dla odmiany czwórka pozostała w T do 24. <br />
PRZESTRZEŃ: Tatry Zachodnie, Dolina Chochołowska i okoliczne góry, były też Tatry Wysokie z Kozim.<br />
OBIEKT (do spania): Schronisko w Dolinie Chochołowskiej jako główna baza; bibowicze spali też w Roztoce i w Piątce. <br />
ODLEGŁOŚĆ: To już istny harmider chodzenia po kopcach, tworzyły się grupki i podgrupki, każdy sobie chodził na ile go było stać; podstawowy wyczyn można określić to dnia 1 - podejście do schroniska ze Siwej 7,5 km, dzień 2 - wyjście na Wołowiec i na zad 13,5 km i dzień 3 - powrót do Siwej 7,5 km; w programie uskuteczniło się też podejście na Kozi, okrążenie Chochołowskiej w relacji Grześ - Wołowiec - Jarząbczy - Kończysty - Trzydniowiański i ponoć odwiedzenie Doliny Kościeliskiej lub Ornaku (tutaj bez dokładnych informacji).<br />
SUMA PODEJŚĆ: wycieczka zborowa - dzień 1 - 350 m, dzień 2 - 1176 m, dzień 3 - 78 m. <br />
CZAS (według zegarka i bez odpoczynków): dzień 1 - 1:50, dzień 2 - 6:05, dzień 3 - 1:40,  <br />
OSOBY: <br />
- forumowe - Anetta, Bogusia, Dawid88, Fazik, Gosia3ek, Fazik, Hemli, JarekRZ, Malwina, Mieciur, Pablo, Pandzia, Pedro, Stasiu, TomaszRT, Tomtur, Yoter<br />
- goście - Bożenka<br />
<br />
Przedprolog, środa - Fazik w osamoceniu<br />
<br />
	Mogę tylko w skrócie co wiem. Fazik ostatnio daje czadu w chodzeniu po Tatrach i dlatego jeszcze, kiedy pozostali finiszują gdzieś na swoich stanowiskach pracy, on drażni nas fotografią z jajecznicowego śniadania na Roztoce. Tam zostawia zbędne bambetle i wyrusza do Piątki, jego pierwszej bazy noclegowej. Co wiem, to że zimowe podejście pod Piątką jest oblodzone i będzie czekał na wsparcie kolejnych bibowiczów w gramoleniu się na Kozi w następny dzień. O dalszej aktywności Fazika są przechwycone tylko prześwity w skąpe informacje. <br />
<br />
Prolog, czwartek - w czwórkę na Kozi<br />
<br />
	W ten dzień również ja wkraczam do akcji. Wesoły pociąg nocą uprowadza mnie do Popradu. Kiedy Fazik w Piątce obraca się w łóżku na drugi bok, to ja wskakuję w wesoły autobus i jadę w stronę Łysej Polany. Lubię ten czas, kiedy przygoda dopiero stoi przed nami otworem i jesteśmy w oczekiwaniu. 7:00 i sznuruję mocniej buty na Łysej. <br />
[attachment=86976]<br />
Kontakt telefoniczny i otrzymuję pozytywną wiadomość. Pandzia i Yoter już mnie niecierpliwie wyczekują na Palenicy. Później nasza trójka będzie ścigała Fazika w podchodzeniu na Kozi. Na razie planujemy śniadanko w Roztoce. W duchu fazikowym, daję tą samą jajecznicę. Pozytywne nastawienie do wyprawy wiedzie wpierw przez żołądek bibowicza. Mamy tutaj zarezerwowany nocleg i dlatego też pozbawiamy się zbędnych bambetli. <br />
[attachment=86977]<br />
Jest 9:00 i czas wyruszyć do głębi gór. Piątka jest dla nas  jasnym celem. Na Kozi mamy chętki. Przez noc trochę dosypało śniegu, który przykrył dotychczasowy wylodzony szlak. Dolina Roztoki momentalnie nie wymaga użycie szpilek/kolczyków. W tym czasie otrzymujemy wiadomość z górnego piętra od Fazika, że z nami lub bez nas o 10:15 wychodzi w odwiedziny Koziego. No, sporo nam nie dał czasu. My się jeszcze gramolimy gdzieś w dolnych partiach w lesie i czeka nas strome podejście pod Piątkę, a Fazik nam nie daje czas ani przestrzeń, żeby go dogonić.<br />
[attachment=86978] <br />
Miało prześwitać słońce, ale nie prześwitało. Dochodzimy do dolnej stacji kolejki towarowej i od teraz zaczyna się prawdziwa zimowa anabaza. Dla stabilności podejścia do schroniska już trzeba wejść w szpilki. Na co się mają nosić w plecaku, kiedy na nich czeka praca. <br />
[attachment=86979]<br />
Nie wiem dlaczego zawsze widać schronisko, ale żeby do niego dojść, to trzeba się jeszcze namęczyć. I właśnie to na czekało. Dla mnie po długim okresie leniuchowania muszę sobie przypomnieć o co tu właściwie chodzi z tym chodzeniem po górach. Nie trzeba mi długiego wspominania. Moje całe ja zaczyna wnet przypominać maszynę parową. Nie tak silną, ale tym jak wypuszcza parę. <br />
[attachment=86980]<br />
Nasza trójka dochodzi o 11:45 do Piątki, czym podstawowa część naszej zabawy jest spełniona, ale nienapełniona. Godzina jest jeszcze młoda i to nas pogania do pognania za Fazikiem. <br />
[attachment=86981]<br />
Ładujemy się w szpilki i hura!! na Kozi. Początkowy entuzjazm jest po dojściu na rozdroże pod Kozim od razu sprażony. Na to białe coś mamy wyjść? Tak to pan Kozi nam się przedstawił w swoim białym płaszczu. No, spróbujemy. Świeży śnieg jest jak grzęskie błoto. Człowieczyna się stara iść do przodu, jednak przyroda mówi nie. W takich warunkach następuje klasyczne "dreptanie kapusty". Myślami jesteś w przodzie a ciało jest niemal wciąż na tym samym miejscu. Chociaż z tym samym pomysłem wejścia na Kozi nie byliśmy (oprócz Fazika) sami i jako tako widzimy wydreptany trop. <br />
[attachment=86982][attachment=86983]<br />
Walczyliśmy z tym około 1,5 godziny. Jednak mi nie było w tym dniu dane stanąć na wierzchołku. Przyczyną było moje lenistwo i z tym związany brak wyczucia. Już chyba gdzieś pod grzbietem trzeba było przejść kolejne pionowe grzęzawisko. Nogi w szpilkach znów ujeżdżały. Zamiast dawno wymienić kijki za czekan, ja wciąż na upartego posługiwałem się kijkami. I musiała przyjść kara. Moja stabilność nie utrzymała się na granicy przyciągania ziemskiego i poleciałem w odwrotnym kierunku niż chciałem dreptać. Wskutek czego doszło do dupozjazdu. Tak około 50-80 m. Kiedy jechałem w śniegowej pierzynie zaliczyłem darmowy kurz w hamowaniu tego zjazdu. I to kijkami, ponieważ czekan był na plecaku. Co ciekawe, miałem nawet czas na przemyśleniu o obowiązku zgięcia nóg w kolanach, kiedy się ma szpilki na nogach. Teoria teorią, ale w praktyce nie tak łatwo to dotrzymać. Kiedy już powoli wyhamowałem, to zahaczyłem szpilkami i pod Kozim wywinąłem kozła, co w następstwie przedłużyło moją darmową jazdę.<br />
[attachment=86984]<br />
Na zdjęciu, między skałkami jest widoczny ślad mojej jazdy. Po tej niewymuszonej jeździe odniechciało mi się znów drałować do góry. Dlatego w tym dniu z naszej czwórki ja tam nie byłem. Później mi było trochę żal, że jeszcze nie powalczyłem o względy Koziego, zwłaszcza, że po zejściu ze zbocza, nad jeziorami słońce zaczynało przedzierać się przez chmury.<br />
[attachment=86985]<br />
Przed 16:00 dochodzę do schroniska. Nie było mi dane stać na wierzchołku, to chociaż teraz miałem czas na nassanie atmosfery schroniska. Długo mnie tu niebyło. Zaskoczyła mnie względna pustość we wnętrzu. Może to tak nie wyglądało, może Fazik powie jak było wieczorem, ale ja to tak czułem. Po godzinie dochodzi cała trójka. To dobrze, ponieważ się trochę obawiałem. Godzina dla chodzenia w takich warunkach już nie była młoda i nam trzeba było jeszcze zejść do Roztoki. Zbytnio się nie obzygaliśmy dawaj na zad. Strome zbocze pod schroniskiem jeszcze nam się udaje zejść bez czołówek. Lesisty odcinek zaliczamy już z dreptaniem nocną romantyką z gwiazdami nad głowami i czołówką na głowie. Przyznam, że mnie się ta romantyczna końcówka ciągnęła nieuprośnie. O 19:00 zgłaszamy się jednak w schronisku. Wieczorem komercyjne pogawędki we czwórkę przy stole. Brakowało tylko świec. I że był Tłusty Czwartek to krepliki/pączki miały z nami swoje miejsce. Szkoda, że na koniec dnia Fazik nam nie dał powodu do złośliwej radości. Nie miał z nami spać w pokoju, ale... spał. Z tej przyczyny uratował nieznanych gości od bezsennej nocy. <br />
[attachment=86986]<br />
Pandzia, Yoter i Fazik życzą dobranoc ze zbocza pod Piątką.<br />
<br />
Cdn...:)]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Motto (dedykacja własna dla wszstkich dobrej woli bibowiczów): "Uczestnictwo na forum aktywne czy jałowe, pisanie relacji o własnych przeżyciach, czy w postaci przewodnika lub co gorsza dla własnych korzyści, nigdy nie osiągnie takiego poziomu co dreptanie i posiedzenie na bibach. Każda relacja przepadnie gdzieś w głębinie oceanu innych relacji, wspólne spotkania zaczynają się nam odsuwać w szarą jednolitą całość innych spotkań, ale nigdy nie odejdzie w niepamięć, że się znało ludzi, których łączyła górska pasja. Za parę miesięcy zapomnimy o czym rozmawialiśmy, ale o tym, że nam było dobrze, nie zapomnimy nigdy. Z tego miejsca trzeba podziękować jak tym co idą ze swoją skórą na targowisko i organizują te wspólne spotkania, tak i tym co mają odwagę i chęci uczestniczyć w tych spotkaniach."<br />
<br />
Zawsze, kiedy mówię swoim znajomym, że jadę zimą w Tatry, to patrzą na mnie z niedowierzaniem. W Tatry, zimą? Te są przecież zamknięte, jest zimno, niebezpiecznie i sporo śniegu. Brrr! Latem to tak, ale zimą? Jednak jest to dla mnie ulubiona pora roku w Tatrach. No i spanie w Chochołowskiej, gdzie pytanie: "Ile razy można wejść na Grzesia?", zaczyna przeistaczać się w pasję. Jak było i co przeżyliśmy spróbuję z własnego kąta widzenia zaznajomić czytelnika.<br />
<br />
Dane techniczne:<br />
DOBA :  21. - 23. 2. 2020 to główny termin; jednak Fazik był już w T 19, kolejna trójka 20 i dla odmiany czwórka pozostała w T do 24. <br />
PRZESTRZEŃ: Tatry Zachodnie, Dolina Chochołowska i okoliczne góry, były też Tatry Wysokie z Kozim.<br />
OBIEKT (do spania): Schronisko w Dolinie Chochołowskiej jako główna baza; bibowicze spali też w Roztoce i w Piątce. <br />
ODLEGŁOŚĆ: To już istny harmider chodzenia po kopcach, tworzyły się grupki i podgrupki, każdy sobie chodził na ile go było stać; podstawowy wyczyn można określić to dnia 1 - podejście do schroniska ze Siwej 7,5 km, dzień 2 - wyjście na Wołowiec i na zad 13,5 km i dzień 3 - powrót do Siwej 7,5 km; w programie uskuteczniło się też podejście na Kozi, okrążenie Chochołowskiej w relacji Grześ - Wołowiec - Jarząbczy - Kończysty - Trzydniowiański i ponoć odwiedzenie Doliny Kościeliskiej lub Ornaku (tutaj bez dokładnych informacji).<br />
SUMA PODEJŚĆ: wycieczka zborowa - dzień 1 - 350 m, dzień 2 - 1176 m, dzień 3 - 78 m. <br />
CZAS (według zegarka i bez odpoczynków): dzień 1 - 1:50, dzień 2 - 6:05, dzień 3 - 1:40,  <br />
OSOBY: <br />
- forumowe - Anetta, Bogusia, Dawid88, Fazik, Gosia3ek, Fazik, Hemli, JarekRZ, Malwina, Mieciur, Pablo, Pandzia, Pedro, Stasiu, TomaszRT, Tomtur, Yoter<br />
- goście - Bożenka<br />
<br />
Przedprolog, środa - Fazik w osamoceniu<br />
<br />
	Mogę tylko w skrócie co wiem. Fazik ostatnio daje czadu w chodzeniu po Tatrach i dlatego jeszcze, kiedy pozostali finiszują gdzieś na swoich stanowiskach pracy, on drażni nas fotografią z jajecznicowego śniadania na Roztoce. Tam zostawia zbędne bambetle i wyrusza do Piątki, jego pierwszej bazy noclegowej. Co wiem, to że zimowe podejście pod Piątką jest oblodzone i będzie czekał na wsparcie kolejnych bibowiczów w gramoleniu się na Kozi w następny dzień. O dalszej aktywności Fazika są przechwycone tylko prześwity w skąpe informacje. <br />
<br />
Prolog, czwartek - w czwórkę na Kozi<br />
<br />
	W ten dzień również ja wkraczam do akcji. Wesoły pociąg nocą uprowadza mnie do Popradu. Kiedy Fazik w Piątce obraca się w łóżku na drugi bok, to ja wskakuję w wesoły autobus i jadę w stronę Łysej Polany. Lubię ten czas, kiedy przygoda dopiero stoi przed nami otworem i jesteśmy w oczekiwaniu. 7:00 i sznuruję mocniej buty na Łysej. <br />
[attachment=86976]<br />
Kontakt telefoniczny i otrzymuję pozytywną wiadomość. Pandzia i Yoter już mnie niecierpliwie wyczekują na Palenicy. Później nasza trójka będzie ścigała Fazika w podchodzeniu na Kozi. Na razie planujemy śniadanko w Roztoce. W duchu fazikowym, daję tą samą jajecznicę. Pozytywne nastawienie do wyprawy wiedzie wpierw przez żołądek bibowicza. Mamy tutaj zarezerwowany nocleg i dlatego też pozbawiamy się zbędnych bambetli. <br />
[attachment=86977]<br />
Jest 9:00 i czas wyruszyć do głębi gór. Piątka jest dla nas  jasnym celem. Na Kozi mamy chętki. Przez noc trochę dosypało śniegu, który przykrył dotychczasowy wylodzony szlak. Dolina Roztoki momentalnie nie wymaga użycie szpilek/kolczyków. W tym czasie otrzymujemy wiadomość z górnego piętra od Fazika, że z nami lub bez nas o 10:15 wychodzi w odwiedziny Koziego. No, sporo nam nie dał czasu. My się jeszcze gramolimy gdzieś w dolnych partiach w lesie i czeka nas strome podejście pod Piątkę, a Fazik nam nie daje czas ani przestrzeń, żeby go dogonić.<br />
[attachment=86978] <br />
Miało prześwitać słońce, ale nie prześwitało. Dochodzimy do dolnej stacji kolejki towarowej i od teraz zaczyna się prawdziwa zimowa anabaza. Dla stabilności podejścia do schroniska już trzeba wejść w szpilki. Na co się mają nosić w plecaku, kiedy na nich czeka praca. <br />
[attachment=86979]<br />
Nie wiem dlaczego zawsze widać schronisko, ale żeby do niego dojść, to trzeba się jeszcze namęczyć. I właśnie to na czekało. Dla mnie po długim okresie leniuchowania muszę sobie przypomnieć o co tu właściwie chodzi z tym chodzeniem po górach. Nie trzeba mi długiego wspominania. Moje całe ja zaczyna wnet przypominać maszynę parową. Nie tak silną, ale tym jak wypuszcza parę. <br />
[attachment=86980]<br />
Nasza trójka dochodzi o 11:45 do Piątki, czym podstawowa część naszej zabawy jest spełniona, ale nienapełniona. Godzina jest jeszcze młoda i to nas pogania do pognania za Fazikiem. <br />
[attachment=86981]<br />
Ładujemy się w szpilki i hura!! na Kozi. Początkowy entuzjazm jest po dojściu na rozdroże pod Kozim od razu sprażony. Na to białe coś mamy wyjść? Tak to pan Kozi nam się przedstawił w swoim białym płaszczu. No, spróbujemy. Świeży śnieg jest jak grzęskie błoto. Człowieczyna się stara iść do przodu, jednak przyroda mówi nie. W takich warunkach następuje klasyczne "dreptanie kapusty". Myślami jesteś w przodzie a ciało jest niemal wciąż na tym samym miejscu. Chociaż z tym samym pomysłem wejścia na Kozi nie byliśmy (oprócz Fazika) sami i jako tako widzimy wydreptany trop. <br />
[attachment=86982][attachment=86983]<br />
Walczyliśmy z tym około 1,5 godziny. Jednak mi nie było w tym dniu dane stanąć na wierzchołku. Przyczyną było moje lenistwo i z tym związany brak wyczucia. Już chyba gdzieś pod grzbietem trzeba było przejść kolejne pionowe grzęzawisko. Nogi w szpilkach znów ujeżdżały. Zamiast dawno wymienić kijki za czekan, ja wciąż na upartego posługiwałem się kijkami. I musiała przyjść kara. Moja stabilność nie utrzymała się na granicy przyciągania ziemskiego i poleciałem w odwrotnym kierunku niż chciałem dreptać. Wskutek czego doszło do dupozjazdu. Tak około 50-80 m. Kiedy jechałem w śniegowej pierzynie zaliczyłem darmowy kurz w hamowaniu tego zjazdu. I to kijkami, ponieważ czekan był na plecaku. Co ciekawe, miałem nawet czas na przemyśleniu o obowiązku zgięcia nóg w kolanach, kiedy się ma szpilki na nogach. Teoria teorią, ale w praktyce nie tak łatwo to dotrzymać. Kiedy już powoli wyhamowałem, to zahaczyłem szpilkami i pod Kozim wywinąłem kozła, co w następstwie przedłużyło moją darmową jazdę.<br />
[attachment=86984]<br />
Na zdjęciu, między skałkami jest widoczny ślad mojej jazdy. Po tej niewymuszonej jeździe odniechciało mi się znów drałować do góry. Dlatego w tym dniu z naszej czwórki ja tam nie byłem. Później mi było trochę żal, że jeszcze nie powalczyłem o względy Koziego, zwłaszcza, że po zejściu ze zbocza, nad jeziorami słońce zaczynało przedzierać się przez chmury.<br />
[attachment=86985]<br />
Przed 16:00 dochodzę do schroniska. Nie było mi dane stać na wierzchołku, to chociaż teraz miałem czas na nassanie atmosfery schroniska. Długo mnie tu niebyło. Zaskoczyła mnie względna pustość we wnętrzu. Może to tak nie wyglądało, może Fazik powie jak było wieczorem, ale ja to tak czułem. Po godzinie dochodzi cała trójka. To dobrze, ponieważ się trochę obawiałem. Godzina dla chodzenia w takich warunkach już nie była młoda i nam trzeba było jeszcze zejść do Roztoki. Zbytnio się nie obzygaliśmy dawaj na zad. Strome zbocze pod schroniskiem jeszcze nam się udaje zejść bez czołówek. Lesisty odcinek zaliczamy już z dreptaniem nocną romantyką z gwiazdami nad głowami i czołówką na głowie. Przyznam, że mnie się ta romantyczna końcówka ciągnęła nieuprośnie. O 19:00 zgłaszamy się jednak w schronisku. Wieczorem komercyjne pogawędki we czwórkę przy stole. Brakowało tylko świec. I że był Tłusty Czwartek to krepliki/pączki miały z nami swoje miejsce. Szkoda, że na koniec dnia Fazik nam nie dał powodu do złośliwej radości. Nie miał z nami spać w pokoju, ale... spał. Z tej przyczyny uratował nieznanych gości od bezsennej nocy. <br />
[attachment=86986]<br />
Pandzia, Yoter i Fazik życzą dobranoc ze zbocza pod Piątką.<br />
<br />
Cdn...:)]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Morskie Oko, spojrzenie Gigantom w oczy]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10084</link>
			<pubDate>Fri, 14 Feb 2020 16:43:22 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10084</guid>
			<description><![CDATA[Moja robota jest tak nieprzewidywalna że nie znasz dnia ani godziny kiedy będziesz w domu ani kiedy wyjedziesz w trasę.<br />
<br />
Po wyjeździe na początku roku zjechałem na bazę dość nieoczekiwanie 30 stycznia, kilka dni namawiania ślubnej na Bieszczady i nic :( no nie wysiedzę...<br />
Dzwonię do tatrzańskich schronisk ale dostaję info o braku miejsc, do schroniska nad Morskim Okiem dzwonię na końcu, w Tatrach obowiązuje lawinowa trójka, trochę groźnie jak na M'Oko, dzwonię nie spodziewając się miejsc, a tu niespodzianka, tak są miejsca :D być może wcześniejsze rezerwacje zostały odwołane z uwagi na zagrożenie lub mieli po prostu miejsca.<br />
W piątek 7 stycznia  nad ranem wsiadam do autobusu i po 7 jestem w Zakopanem, jeszcze małe co nieco do plecaka i bus w stronę Palenicy, wysiadam jednak na Zazadniej, mam czas nic mnie nie goni, plan na dziś: dojść do schroniska więc...<br />
Z busa wysiadam jako jedyny, wychodzę na mocno zaśnieżony ale dobrze wydeptany trakt w stronę Rusinowej Polany, po drodze odwiedzam sanktuarium na Wiktorówkach, miejsce dające wiele do myślenia...<br />
[attachment=86570][attachment=86571][attachment=86572][attachment=86573][attachment=86574]<br />
Z Rusinowej obieram kierunek na polanę pod Wołoszynem skąd dojdę do wodogrzmotów i dalej na Morskie oko.<br />
Pogoda tymczasem nie zachwyca, pada mokry drobny śnieg, nie lubię chodzić w kurtce ale nie mam wyboru, na szczęście na Rusinowej śnieg przestaje padać więc kurtka ląduje w plecaku :)<br />
[attachment=86575][attachment=86576][attachment=86577][attachment=86578][attachment=86579]<br />
Zaciąga na polanę mgła, miejscami nic nie widać na kilka metrów ale po kilku dłuższych minutach jest dobrze, idę dalej miejscami po kolana w śniegu, na rozejściu szlaków z Rusinowej na Palenicę okazuje się że czarny na Wołoszyn jest dawno nie chodzony, ten odcinek jest dla mnie dość uciążliwy, brnę regularnie w śniegu do połowy łydki, czasem głębiej... No cóż, wygodnie jest w domu, tu są zimowe góry ;)<br />
[attachment=86580][attachment=86581][attachment=86582]<br />
Czerwony od Polany pod Wołoszynem do "ceprostrady" jest już bardziej wydeptany, dochodzę do Wodogrzmotów i tam chwila odpoczynku, posiłek i ciepła herbatka ;)<br />
[attachment=86583][attachment=86584][attachment=86585][attachment=86586]<br />
Do schroniska dochodzę około 15:30. Na moje szczęście pogoda się klaruje i na niebie pojawia się błękit który będzie mi towarzyszył do końca pobytu :OK<br />
[attachment=86587][attachment=86588]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Moja robota jest tak nieprzewidywalna że nie znasz dnia ani godziny kiedy będziesz w domu ani kiedy wyjedziesz w trasę.<br />
<br />
Po wyjeździe na początku roku zjechałem na bazę dość nieoczekiwanie 30 stycznia, kilka dni namawiania ślubnej na Bieszczady i nic :( no nie wysiedzę...<br />
Dzwonię do tatrzańskich schronisk ale dostaję info o braku miejsc, do schroniska nad Morskim Okiem dzwonię na końcu, w Tatrach obowiązuje lawinowa trójka, trochę groźnie jak na M'Oko, dzwonię nie spodziewając się miejsc, a tu niespodzianka, tak są miejsca :D być może wcześniejsze rezerwacje zostały odwołane z uwagi na zagrożenie lub mieli po prostu miejsca.<br />
W piątek 7 stycznia  nad ranem wsiadam do autobusu i po 7 jestem w Zakopanem, jeszcze małe co nieco do plecaka i bus w stronę Palenicy, wysiadam jednak na Zazadniej, mam czas nic mnie nie goni, plan na dziś: dojść do schroniska więc...<br />
Z busa wysiadam jako jedyny, wychodzę na mocno zaśnieżony ale dobrze wydeptany trakt w stronę Rusinowej Polany, po drodze odwiedzam sanktuarium na Wiktorówkach, miejsce dające wiele do myślenia...<br />
[attachment=86570][attachment=86571][attachment=86572][attachment=86573][attachment=86574]<br />
Z Rusinowej obieram kierunek na polanę pod Wołoszynem skąd dojdę do wodogrzmotów i dalej na Morskie oko.<br />
Pogoda tymczasem nie zachwyca, pada mokry drobny śnieg, nie lubię chodzić w kurtce ale nie mam wyboru, na szczęście na Rusinowej śnieg przestaje padać więc kurtka ląduje w plecaku :)<br />
[attachment=86575][attachment=86576][attachment=86577][attachment=86578][attachment=86579]<br />
Zaciąga na polanę mgła, miejscami nic nie widać na kilka metrów ale po kilku dłuższych minutach jest dobrze, idę dalej miejscami po kolana w śniegu, na rozejściu szlaków z Rusinowej na Palenicę okazuje się że czarny na Wołoszyn jest dawno nie chodzony, ten odcinek jest dla mnie dość uciążliwy, brnę regularnie w śniegu do połowy łydki, czasem głębiej... No cóż, wygodnie jest w domu, tu są zimowe góry ;)<br />
[attachment=86580][attachment=86581][attachment=86582]<br />
Czerwony od Polany pod Wołoszynem do "ceprostrady" jest już bardziej wydeptany, dochodzę do Wodogrzmotów i tam chwila odpoczynku, posiłek i ciepła herbatka ;)<br />
[attachment=86583][attachment=86584][attachment=86585][attachment=86586]<br />
Do schroniska dochodzę około 15:30. Na moje szczęście pogoda się klaruje i na niebie pojawia się błękit który będzie mi towarzyszył do końca pobytu :OK<br />
[attachment=86587][attachment=86588]]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[5-tka na start nowego roku.]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10007</link>
			<pubDate>Sat, 04 Jan 2020 17:44:16 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=10007</guid>
			<description><![CDATA[Jakoś tak mnie wzięło wreszcie na odwagę i wybrałem się w Tatry do Piąteczki, miało być jednodniowe wejście i powrót bo pisząc maile z zapytaniem o rezerwację dostawałem zwrotną że "Brak" więc z nadzieją że może w jadalni się uda wsiadłem do autobusu i o 6:40 byłem w Zakopanem.<br />
Nic w sumie mnie nie goniło i zamiast jak "rasowyj turist" podjechać do Palenicy wysiadam jako jedyny z busa na Wierch Porońca i wychodzę wciągać górskie powietrze ciesząc oko pejzażami :)<br />
[attachment=86401]<br />
Czasu mam sporo, nikt mnie nie goni, autobusy powrotne kupione w kilku opcjach ale około 12 piszę do syna żeby wszystkie rezerwacje na dziś odwołał, nie mam ochoty gnać na złamanie karku bo autobus mi zwieje, i oto mam czystą głowę i sporo przestrzeni :)<br />
[attachment=86402][attachment=86403]<br />
Rusinowa Polana wita mnie zadeptaną bielą i widokami w dal, robię sobie przerwę na śniadanko w pięknych okolicznościach przyrody :)<br />
[attachment=86404]<br />
<br />
Koniec posiłku i drepczę sobie dalej. U wejścia do lasu spotykam trójkę sportowo_niedzielnie odzianej młodzieży którzy mnie pytają: "Czy tu (Pokazują palcem na polanę) jest jakieś schronisko lub bar?" :| odpowiadam że niestety nie ale proponuję schronisko w Roztoce, jest wszak najbliżej, niestety na wieść ile do niego młodzieńcy mają drogi widzę że prędzej wezwą TOPR niż pójdą z powrotem :D<br />
<br />
Ja idę dalej do wodogrzmotów i w prawo.<br />
[attachment=86405][attachment=86406][attachment=86407][attachment=86408][attachment=86409][attachment=86410][attachment=86411][attachment=86412][attachment=86413]<br />
<br />
 Dojście do doliny w sezonie zimowym nie prowadzi jak w lato, trzeba się wdrapać "na wprost" omijając Świstową kopę z lewej strony na wprost dochodząc do niebieskiego szlaku z M'Oka który w okresie zimowym jest zamknięty i z tamtąd dochodzimy bezpiecznie do schroniska.<br />
Byłem tu kiedyś raz, przechodem na Szpiglasową i niewiele pamiętam z tych widoków a są przednie :OK<br />
[attachment=86414]<br />
Wpadam do schroniska i okazuje się że... MAM SPANIE W POKOJU!!! Odwołanie rezerwacji autobusów przyniosło pozytywny skutek :)<br />
Zajmuję miejsce w pokoju, szamam żurek i wybieram się na spacer w stronę Koziego, warunki i pora dnia są na tyle dobre że... myślę czy nie wejść na szczyt ale... nie zabieram czołówki i nie decyduję się na szczytowanie, wracam powoli do schroniska focąc wokół zachód słońca i lustrując podejście na Szpiglasową na jutro. Miejsce jest magiczne...<br />
[attachment=86415][attachment=86416][attachment=86417][attachment=86418][attachment=86419][attachment=86420][attachment=86421]<br />
<br />
<br />
Spanie ze mną w jednym pokoju nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń, tym bardziej dla kogoś kto nie chce używać stoperów bo się naczytał o złym z ich użytkowaniem skutkach, no cóż :)<br />
Dostaję kuksańca raz, tyle wiem :)<br />
<br />
Rano pobudka bez ciśnienia, szybkie własne śniadanie i wyjście po konsultacjach z ratownikiem o Szpiglasowej że lepiej i bezpieczniej jednak na Kozi będzie, no to w drogę.<br />
Wyjście ze schroniska zwiastuje że na graniach ostro "kurzy" zabieram co trzeba z tego co mam (czekan... wisi w Chorzowie w piwnicy) i daję w stronę Koziego. Początkowe dwa km są spoko, żadnych utrudnień, ścieżka JESZCZE widoczna ale im wyżej tym bardziej wieje, ślad błyskawicznie zawiewa i to ostro ale nie jestem tu dziś pierwszy.<br />
<br />
No cóż, do góry nie polecę więc się gramolę, wiatr i drobinki lodu są dość upierdliwe i z wysokości około 1900 mnpm decyduję się na wycof, nie jestem w tej decyzji sam, kilka osób zawróciła wcześniej a i potem widziałem że kilka osób zawróciło, no cóż, Kozi będzie tam jeszcze długo :) zdążę.<br />
Wracam do schronu, pakuję plecak, daję sobie prażony ser, kawę i szarlotkę i zaczynam powrót. Mam w planie schronisko w Rostoce i z niego przejście drogą techniczną do parkingu na Palenicy, jednak z tego pomysłu (droga techniczna) rezygnuję nie chcąc ryzykować mandatu.<br />
Wracam po kawie i szarlotce na główną drogę i pędzę do parkingu, o 16 wyjeżdża bus z Palenicy a o 16:50 jest na dworcu w Zako, o 17 mam autobus do domu... Na styk... Mega korki.<br />
Koniec szalonego pomysłu na Tatry i powrót do cywilizacji.<br />
[attachment=86422][attachment=86423][attachment=86424][attachment=86425][attachment=86426][attachment=86427][attachment=86428][attachment=86429][attachment=86430][attachment=86431][attachment=86432]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jakoś tak mnie wzięło wreszcie na odwagę i wybrałem się w Tatry do Piąteczki, miało być jednodniowe wejście i powrót bo pisząc maile z zapytaniem o rezerwację dostawałem zwrotną że "Brak" więc z nadzieją że może w jadalni się uda wsiadłem do autobusu i o 6:40 byłem w Zakopanem.<br />
Nic w sumie mnie nie goniło i zamiast jak "rasowyj turist" podjechać do Palenicy wysiadam jako jedyny z busa na Wierch Porońca i wychodzę wciągać górskie powietrze ciesząc oko pejzażami :)<br />
[attachment=86401]<br />
Czasu mam sporo, nikt mnie nie goni, autobusy powrotne kupione w kilku opcjach ale około 12 piszę do syna żeby wszystkie rezerwacje na dziś odwołał, nie mam ochoty gnać na złamanie karku bo autobus mi zwieje, i oto mam czystą głowę i sporo przestrzeni :)<br />
[attachment=86402][attachment=86403]<br />
Rusinowa Polana wita mnie zadeptaną bielą i widokami w dal, robię sobie przerwę na śniadanko w pięknych okolicznościach przyrody :)<br />
[attachment=86404]<br />
<br />
Koniec posiłku i drepczę sobie dalej. U wejścia do lasu spotykam trójkę sportowo_niedzielnie odzianej młodzieży którzy mnie pytają: "Czy tu (Pokazują palcem na polanę) jest jakieś schronisko lub bar?" :| odpowiadam że niestety nie ale proponuję schronisko w Roztoce, jest wszak najbliżej, niestety na wieść ile do niego młodzieńcy mają drogi widzę że prędzej wezwą TOPR niż pójdą z powrotem :D<br />
<br />
Ja idę dalej do wodogrzmotów i w prawo.<br />
[attachment=86405][attachment=86406][attachment=86407][attachment=86408][attachment=86409][attachment=86410][attachment=86411][attachment=86412][attachment=86413]<br />
<br />
 Dojście do doliny w sezonie zimowym nie prowadzi jak w lato, trzeba się wdrapać "na wprost" omijając Świstową kopę z lewej strony na wprost dochodząc do niebieskiego szlaku z M'Oka który w okresie zimowym jest zamknięty i z tamtąd dochodzimy bezpiecznie do schroniska.<br />
Byłem tu kiedyś raz, przechodem na Szpiglasową i niewiele pamiętam z tych widoków a są przednie :OK<br />
[attachment=86414]<br />
Wpadam do schroniska i okazuje się że... MAM SPANIE W POKOJU!!! Odwołanie rezerwacji autobusów przyniosło pozytywny skutek :)<br />
Zajmuję miejsce w pokoju, szamam żurek i wybieram się na spacer w stronę Koziego, warunki i pora dnia są na tyle dobre że... myślę czy nie wejść na szczyt ale... nie zabieram czołówki i nie decyduję się na szczytowanie, wracam powoli do schroniska focąc wokół zachód słońca i lustrując podejście na Szpiglasową na jutro. Miejsce jest magiczne...<br />
[attachment=86415][attachment=86416][attachment=86417][attachment=86418][attachment=86419][attachment=86420][attachment=86421]<br />
<br />
<br />
Spanie ze mną w jednym pokoju nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń, tym bardziej dla kogoś kto nie chce używać stoperów bo się naczytał o złym z ich użytkowaniem skutkach, no cóż :)<br />
Dostaję kuksańca raz, tyle wiem :)<br />
<br />
Rano pobudka bez ciśnienia, szybkie własne śniadanie i wyjście po konsultacjach z ratownikiem o Szpiglasowej że lepiej i bezpieczniej jednak na Kozi będzie, no to w drogę.<br />
Wyjście ze schroniska zwiastuje że na graniach ostro "kurzy" zabieram co trzeba z tego co mam (czekan... wisi w Chorzowie w piwnicy) i daję w stronę Koziego. Początkowe dwa km są spoko, żadnych utrudnień, ścieżka JESZCZE widoczna ale im wyżej tym bardziej wieje, ślad błyskawicznie zawiewa i to ostro ale nie jestem tu dziś pierwszy.<br />
<br />
No cóż, do góry nie polecę więc się gramolę, wiatr i drobinki lodu są dość upierdliwe i z wysokości około 1900 mnpm decyduję się na wycof, nie jestem w tej decyzji sam, kilka osób zawróciła wcześniej a i potem widziałem że kilka osób zawróciło, no cóż, Kozi będzie tam jeszcze długo :) zdążę.<br />
Wracam do schronu, pakuję plecak, daję sobie prażony ser, kawę i szarlotkę i zaczynam powrót. Mam w planie schronisko w Rostoce i z niego przejście drogą techniczną do parkingu na Palenicy, jednak z tego pomysłu (droga techniczna) rezygnuję nie chcąc ryzykować mandatu.<br />
Wracam po kawie i szarlotce na główną drogę i pędzę do parkingu, o 16 wyjeżdża bus z Palenicy a o 16:50 jest na dworcu w Zako, o 17 mam autobus do domu... Na styk... Mega korki.<br />
Koniec szalonego pomysłu na Tatry i powrót do cywilizacji.<br />
[attachment=86422][attachment=86423][attachment=86424][attachment=86425][attachment=86426][attachment=86427][attachment=86428][attachment=86429][attachment=86430][attachment=86431][attachment=86432]]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=9936</link>
			<pubDate>Fri, 15 Nov 2019 20:15:29 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=9936</guid>
			<description><![CDATA[Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019<br />
<br />
Motto (dedykacja własna dla Fazika: "Fazik, każdy góroman raz lub więcej razy spotyka na trasie swojego "Stoha". Dla Ciebie takim Stohem był Salatyn od Parychwosta i Siwy. Nie przejmuj się. Chodzenie po kopcach to jest tak, jak w samotnym życiu. Jest to sinusoida (kto nie wie - patrz geometria). Raz się jest w dole, raz na wierzchu. Ty tym razem byłeś w głębokim padole. Wierz, że teraz już będzie tylko lepiej. Jeżeli nie, to jeszcze masz w zapasie Tomtura. Ten umie i martwego nakopnąć, żeby chodził."<br />
<br />
Babie lato się w tym roku faktycznie pobabiło. Nawet prognozy na słoneczną pogodę (co często nie bywa) się sprawdzały. Ktoś z młodych zaproponował zdreptanie Tatr Zachodnich. Na pierwszą fazę miała przyjść kolej na zachodnią część Rohaczy. Tomtur dorzucił propozycję o zahaczeniu Siwego. Długo się ze mnie naśmiewał, że jeszcze nie byłem na Siwym a on, starszy młokos, był już x razy. No i do tego dołączyła chęć odwiedzenia Chaty Narużin, gdzie jeszcze nie leżałem, a ja lubię odpoczywać w takich przybytkach. Nic mi nie pozostało, jak podnieść rzuconą rękawicę (wyzwanie), spakować menele i wyruszyć w Tatry Z.<br />
<br />
Dane techniczne:<br />
DOBA :  11. - 13. 10. 2019 <br />
PRZESTRZEŃ: Tatry Zachodnie, Salatyn, Brestowa i Siwy.<br />
OBIEKT (do spania): pole biwakowe u źródełka (studánky) w Bobrowieckie Wapienicy,  Chata Narużin pod Babkami <br />
ODLEGŁOŚĆ: dzień 1 (rczej wieczór) - docieramy tylko do pola biwakowego (0 km); dzień 2 - Bobrowiecka Wapienica - Dolina Parichwost - Salatyn - Brestowa - Siwy - Chata Narużin (20 km); dzień 3 - Chata Narużin - Bobrowiecka Wapienica (5 km) - w ten dzień młodzi nachodzili się więcej i mogą dopisać swoje przeżycia na trasie.<br />
SUMA PODEJŚĆ: dzień 1 - 0 m, dzień 2 - 1600 m, dzień 3 - 70 m, <br />
CZAS (według zegarka): dzień 1 - 0:00, dzień 2 - 8:30, dzień 3 - 1:45,  <br />
OSOBY: <br />
- forumowe - Fazik, Hemli, Ola J, Pedro, Stasiu, Szewczyczek, Tomtur<br />
- goście - Dawid<br />
<br />
Dzień pierwszy, piątek - tylko wieczorne obzyganie<br />
<br />
	Ja bym tego dnia nie zaliczał do wyprawy. Tylko z racji zaoszczędzenia czasu zgromadzamy się wieczorem w miejscu startu do wyprawy. Będzie chociaż więcej czasu na wyspanie. Dla Dziadka wymyślili w październiku spanie pod namiotem. Na szczęście miałem jeszcze możliwość spania w autku Tomtura. Pierwszym na miejscu był Fazik. Jednak nie wybrał dogodnego noclegowiska. Pod wiatą koło parkingu groziło "pokutą" ze strony słowackiej policji. Kiedy dojechaliśmy ja z Tomturem, po chwilkowych perypetiach, usadziliśmy się już na właściwym miejscu. Podejrzewam, że Tomtur ostatnio polubił sobie noclegowiska w punkcie uprawiania turystyki samochodowo-seksualnej. Miejsce mi sporo przypominało wiosenne noclegowisko podczas dreptania po Maninie. Znów spory nieporządek. Tak się nie zachowują prawdziwi turyści. Nic nam nie pozostało, jak posprzątać i wreszcie mogli rozpalić życiodajne ognisko. Dojeżdżają Szewczyki z Olą i na koniec Pedro z Dawidem. Wieczorne palenie ognia można było rozpocząć na całego.<br />
[attachment=86153]<br />
O tej porze roku ma ogrzewanie się przy ognisku pewną niewygodę. Grzeje tylko z jednej strony. Człowieczyna musi się, jak kurczak na rożniu, obracać się. Szewczyk poradził, że w takich przypadkach rozpala się dwa lub trzy ogniska i grzejący się stoi w środku. Mądrala. Jednak i bez tego było fajnie - rozmowy na różne tematy, "obszczekanie" tych co tam nie byli, jedzenie i picie.  Kiedy zjedliśmy i wypiliśmy wszystko, to Tomtur nam jeszcze na dobranoc, żeby się nam dobrze spało, opowiedział o zwyczajach misia tatrzańskiego. No i  jak potem ma człowiek w takiej czasoprzestrzeni robić nocne siku? Dobranoc.<br />
<br />
Cdn.....:innocent:]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019<br />
<br />
Motto (dedykacja własna dla Fazika: "Fazik, każdy góroman raz lub więcej razy spotyka na trasie swojego "Stoha". Dla Ciebie takim Stohem był Salatyn od Parychwosta i Siwy. Nie przejmuj się. Chodzenie po kopcach to jest tak, jak w samotnym życiu. Jest to sinusoida (kto nie wie - patrz geometria). Raz się jest w dole, raz na wierzchu. Ty tym razem byłeś w głębokim padole. Wierz, że teraz już będzie tylko lepiej. Jeżeli nie, to jeszcze masz w zapasie Tomtura. Ten umie i martwego nakopnąć, żeby chodził."<br />
<br />
Babie lato się w tym roku faktycznie pobabiło. Nawet prognozy na słoneczną pogodę (co często nie bywa) się sprawdzały. Ktoś z młodych zaproponował zdreptanie Tatr Zachodnich. Na pierwszą fazę miała przyjść kolej na zachodnią część Rohaczy. Tomtur dorzucił propozycję o zahaczeniu Siwego. Długo się ze mnie naśmiewał, że jeszcze nie byłem na Siwym a on, starszy młokos, był już x razy. No i do tego dołączyła chęć odwiedzenia Chaty Narużin, gdzie jeszcze nie leżałem, a ja lubię odpoczywać w takich przybytkach. Nic mi nie pozostało, jak podnieść rzuconą rękawicę (wyzwanie), spakować menele i wyruszyć w Tatry Z.<br />
<br />
Dane techniczne:<br />
DOBA :  11. - 13. 10. 2019 <br />
PRZESTRZEŃ: Tatry Zachodnie, Salatyn, Brestowa i Siwy.<br />
OBIEKT (do spania): pole biwakowe u źródełka (studánky) w Bobrowieckie Wapienicy,  Chata Narużin pod Babkami <br />
ODLEGŁOŚĆ: dzień 1 (rczej wieczór) - docieramy tylko do pola biwakowego (0 km); dzień 2 - Bobrowiecka Wapienica - Dolina Parichwost - Salatyn - Brestowa - Siwy - Chata Narużin (20 km); dzień 3 - Chata Narużin - Bobrowiecka Wapienica (5 km) - w ten dzień młodzi nachodzili się więcej i mogą dopisać swoje przeżycia na trasie.<br />
SUMA PODEJŚĆ: dzień 1 - 0 m, dzień 2 - 1600 m, dzień 3 - 70 m, <br />
CZAS (według zegarka): dzień 1 - 0:00, dzień 2 - 8:30, dzień 3 - 1:45,  <br />
OSOBY: <br />
- forumowe - Fazik, Hemli, Ola J, Pedro, Stasiu, Szewczyczek, Tomtur<br />
- goście - Dawid<br />
<br />
Dzień pierwszy, piątek - tylko wieczorne obzyganie<br />
<br />
	Ja bym tego dnia nie zaliczał do wyprawy. Tylko z racji zaoszczędzenia czasu zgromadzamy się wieczorem w miejscu startu do wyprawy. Będzie chociaż więcej czasu na wyspanie. Dla Dziadka wymyślili w październiku spanie pod namiotem. Na szczęście miałem jeszcze możliwość spania w autku Tomtura. Pierwszym na miejscu był Fazik. Jednak nie wybrał dogodnego noclegowiska. Pod wiatą koło parkingu groziło "pokutą" ze strony słowackiej policji. Kiedy dojechaliśmy ja z Tomturem, po chwilkowych perypetiach, usadziliśmy się już na właściwym miejscu. Podejrzewam, że Tomtur ostatnio polubił sobie noclegowiska w punkcie uprawiania turystyki samochodowo-seksualnej. Miejsce mi sporo przypominało wiosenne noclegowisko podczas dreptania po Maninie. Znów spory nieporządek. Tak się nie zachowują prawdziwi turyści. Nic nam nie pozostało, jak posprzątać i wreszcie mogli rozpalić życiodajne ognisko. Dojeżdżają Szewczyki z Olą i na koniec Pedro z Dawidem. Wieczorne palenie ognia można było rozpocząć na całego.<br />
[attachment=86153]<br />
O tej porze roku ma ogrzewanie się przy ognisku pewną niewygodę. Grzeje tylko z jednej strony. Człowieczyna musi się, jak kurczak na rożniu, obracać się. Szewczyk poradził, że w takich przypadkach rozpala się dwa lub trzy ogniska i grzejący się stoi w środku. Mądrala. Jednak i bez tego było fajnie - rozmowy na różne tematy, "obszczekanie" tych co tam nie byli, jedzenie i picie.  Kiedy zjedliśmy i wypiliśmy wszystko, to Tomtur nam jeszcze na dobranoc, żeby się nam dobrze spało, opowiedział o zwyczajach misia tatrzańskiego. No i  jak potem ma człowiek w takiej czasoprzestrzeni robić nocne siku? Dobranoc.<br />
<br />
Cdn.....:innocent:]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Zapiski z wejścia na najwyższy szczyt Tatr Zachodnich. [Bystra 2248 m n.p.m.]]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=9534</link>
			<pubDate>Mon, 13 May 2019 20:13:33 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=9534</guid>
			<description><![CDATA[Uwielbiam wędrować po słowackiej stronie Tatr. Kiedy chcę uciec od tłumów, wybieram te w zachodniej części. W lipcu ubiegłego roku stanęłam na ich najwyższym szczycie - Bystrej [2248 m n.p.m.]. W 1928 r. Jerzy Młodziejowski pisał o niej: Wszystko chciałoby się zapamiętać... Bo też widok z Bystrej jest tak wspaniały, że nie tylko geografa, ale i zwykłego turystę zdoła poruszyć.<br />
<br />
Uwielbiam zimę, ale z utęsknieniem czekam na lato w Tatrach. Zapraszam Was na<br />
zapiski z wejścia na najwyższy szczyt Tatr Zachodnich >>> Jest w nich dużo słońca, zieleni i kilka panoram też się załapało! :ok<br />
<br />
Do zobaczenia na szlaku! ;)<br />
Agnieszka<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Uwielbiam wędrować po słowackiej stronie Tatr. Kiedy chcę uciec od tłumów, wybieram te w zachodniej części. W lipcu ubiegłego roku stanęłam na ich najwyższym szczycie - Bystrej [2248 m n.p.m.]. W 1928 r. Jerzy Młodziejowski pisał o niej: Wszystko chciałoby się zapamiętać... Bo też widok z Bystrej jest tak wspaniały, że nie tylko geografa, ale i zwykłego turystę zdoła poruszyć.<br />
<br />
Uwielbiam zimę, ale z utęsknieniem czekam na lato w Tatrach. Zapraszam Was na<br />
zapiski z wejścia na najwyższy szczyt Tatr Zachodnich >>> Jest w nich dużo słońca, zieleni i kilka panoram też się załapało! :ok<br />
<br />
Do zobaczenia na szlaku! ;)<br />
Agnieszka<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ciemniak tam i z powrotem]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=9446</link>
			<pubDate>Sun, 07 Apr 2019 10:15:27 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=9446</guid>
			<description><![CDATA[Jeszcze przed krokusowym szaleństwem - wycieczka na Ciemniak czerwonym szlakiem z Kir, czy to już moja ostatnia zimowa relacja w tym sezonie? Chyba tak, choć kto wie...<br />
<br />
sebastianslota.blogspot.com - Ciemniak tam i z powrotem<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jeszcze przed krokusowym szaleństwem - wycieczka na Ciemniak czerwonym szlakiem z Kir, czy to już moja ostatnia zimowa relacja w tym sezonie? Chyba tak, choć kto wie...<br />
<br />
sebastianslota.blogspot.com - Ciemniak tam i z powrotem<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Grześ - Rakoń - Wołowiec]]></title>
			<link>http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=9395</link>
			<pubDate>Sat, 16 Mar 2019 16:14:30 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=9395</guid>
			<description><![CDATA[zima w Tatrach: słońce, biel śniegu, błękit nieba, niezrównana przejrzystość powietrza, granie ostre jak brzytwa, magia...<br />
Na moim blogu kolejna relacja z wycieczki. Tym razem: Dolina Chochołowska - Grześ - Rakoń - Wołowiec, aż na 2064 m n.p.m, ufff...<br />
<br />
sebastianslota.blogspot.com - Grześ - Rakoń - Wołowiec<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[zima w Tatrach: słońce, biel śniegu, błękit nieba, niezrównana przejrzystość powietrza, granie ostre jak brzytwa, magia...<br />
Na moim blogu kolejna relacja z wycieczki. Tym razem: Dolina Chochołowska - Grześ - Rakoń - Wołowiec, aż na 2064 m n.p.m, ufff...<br />
<br />
sebastianslota.blogspot.com - Grześ - Rakoń - Wołowiec<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>