Odpowiedz  Napisz temat 
Beskid Niski - do trzech razy sztuka - późno jesienna biba 2019
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 16,072
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Beskid Niski - do trzech razy sztuka - późno jesienna biba 2019

Motto (dedykacja własna dla Beskidniski: "Wiesz Ela, nie lada trzeba umu i cierpliwości, żeby taki niestabilny organizm, jakim są bibowicze GŚ, usadowić na wierzchołku Lackowej. Nie wiedziałem, że do przygotowania się ataku na szczyt będzie trzeba aż trzech sezonów. Najpierw nas zahartowano wymrożeniem, potem nam wzmocniono kondycję przegonieniem cyganerią na Busov i dopiero w tym roku byliśmy przypuszczeni do egzaminu podejścia na Lackową."
W tym roku sporo się w październiku bibowało. Najpierw Zachodnie T. i następnie Beskid Niski (BN). W Zachodnich gradowało podejście na Salatina, w BN miało gradować podejście na Lackową. Dla jednych to najwyższa góra polskiego BN, dla innych kolejny cel w Koronie Gór Polskich. Dla mnie ta góra nabrała znaczenie, kiedy na stronach Internetowych przeczytałem, że zachodnie podejście, oprócz Tatr, jest "jednym z najbardziej stromych w polskich górach". No, takie wyzwania bardzo lubię i w myśl piosenki Czerwonych Gitar "Nie spoczniemy, nim dojdziemy, nim zajdziemy w siódmy las, więc po drodze, więc po drodze, zaśpiewajmy chociaż raz." musiałem pójść.
Dane techniczne:
DOBA : 25. - 26. 10. 2019
PRZESTRZEŃ: Beskid Niski, Lackowa, Rotunda; ja z Tomturem zahaczamy jeszcze o Tatry W., inni o coś innego.
OBIEKT (do spania): pensjonat Kowalówka w Wysowej Zdrój
ODLEGŁOŚĆ: dzień 1 (dla mnie i Tomtura) - przystanek Popradzkie Pleso - Popradzkie Pleso i na zad (9 km); dzień 2 - Ropki - Izby - Lackowa - Ostry Wierch - Siodło Cigielka - Wysowa Zdrój (20 km); dzień 3 - Regietów - Rotunda - Regietów (4 km) (ja z Tomturem do domu, inni może jeszcze coś).
SUMA PODEJŚĆ: dzień 1 - 280 m, dzień 2 - 1080 m, dzień 3 - 250 m.
CZAS (według zegarka i bez odpoczynków): dzień 1 - 1:59, dzień 2 - 5:44, dzień 3 - 1:22,
OSOBY:
- forumowe - Beskidniska, Fazik, Gosia3ek, Jarek RZ, Mallaidh, Oliwka, Stasiu, TomaszRT, Tomtur, Tratina
- goście - Jadzia, Jasio, Paweł, no i Czarek też

Dzień pierwszy, piątek - idziemy popatrzeć na Tatry od spodu

Może będą niektórzy zawiedzeni, że nie wkładam zdjęcia z BN, ale nie mogłem oprzeć się propozycji Tomtura, że po drodze zahaczymy o Tatry Wysokie. Ja z chęcią przyjąłem tą propozycję, ponieważ jeszcze w tym roku moja noga w Wysokich nie dreptała. Pogoda wyśmienita na śmiałe wycieczki, my jednak wybieramy coś lajtowego, tylko dla pocieszenia. Trzeba się śpieszyć w inną destynację.
   
Jesteśmy na parkingu pod Popradzkim Plesem. Niemal pełny parking daje nam do zrozumienia, że tam u góry jest sporo luda. Wiadomo, jest ostatni weekend z możliwością ze słowackiej strony wejść jeszcze na szczyty. No i ta pogoda! Latem nie była lepsza. I to mamy piątek. Co tu się będzie działo w sobotę i niedzielę, raczej nie myśleć. Jesteśmy szczęśliwi, że my tutaj nie będziemy brali udziału. BN jest spokojną destynacją.
   
Czekało nas drałowanie asfaltem. Tomtur pognał jak konie za wodą i ja, chociaż wybrałem tempo, które rzadko używam (spóźnienie na odjeżdżający autobus), nie mogłem go dogonić. Zostawił dziadka swemu losowi.
   
Z tego powodu zdjęcia i filmiki są z cudzymi ludźmi lub całkowicie bez. Trasy nie trzeba opisywać. Nic się tutaj nie dzieje. Ja tylko zauważyłem, że powoli las się odradza, ale widoki jeszcze są. A to ja za młodu podchodziłem lasem. Na Popradzkim też nic nowego, nawet ludzi tyle samo (sporo). Jest jednak wolne miejsce na tarasie przed schroniskiem. Lubię wtedy patrzeć na zakosy chodnika na Osterwę, na ludzkie mrówki, jak się rwą z podejściem i ja sobie popijam napój turystyczny. Jednak dusza kopczykowa w nas była. Przyznam, że czuliśmy się z Tomturem, jak konie wyścigowe przed startem. Tylko nas wypuścić i też byśmy pognali. I to nie wspominam o narodowym szlaku na Rysy, tam musiały być dzisiaj widoki z ludzkim mrowiskiem. My, dla zachowania planu, sklapnęliśmy uszy i poszliśmy z powrotem do autka. Szybko jednak powróciliśmy do dobrego nastroju. Przecież BN też obiecuje sporo emocji.
   
Jakieś zdjęcie z naszej podróży musiałem włożyć. Największy zamek na Słowacji - Spiszski Zamek. Na miejscu jesteśmy późno po południu i to dzięki naprawianej drodze między Preszowem i Bardziejowem. W pensjonacie już są zakwaterowane jakieś kolejne ofiary weekendowego drałowania. Resztki dnia nic turystycznego się nie działo. Kosztowanie dań regionalnych (kartacze mi bardzo smakowały) i wieczorna integracja to już poza polem do opisu.
   
Dobranoc nam życzy Fazik. Tylko nie wiem dlaczego się tak wywija nad tymi grajkami. Przecież Rammsteina nie dawali.

Cdn...



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
24-11-2019 10:13 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Beskidniska

****


Postów: 274
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Apr 2016
Status: Offline
Post: #2
RE: Beskid Niski - do trzech razy sztuka - późno jesienna biba 2019

Stasiu, ten nieforumowy Jasio, to Jurka masz na myśli...? Smile

Aż tak ta Lackowa Tobie zapadła... dobrze się zapowiada... Wink I oczywiście cieszę się że się oba wędrówkowe dni w Beskidzie Niskim udały, każdy z innych powodów Smile


Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-11-2019 07:08 PM przez Beskidniska.

25-11-2019 07:07 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,072
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #3
RE: Beskid Niski - do trzech razy sztuka - późno jesienna biba 2019

Dzień drugi, sobota - teraz to już faktycznie kierunek Lackowa

Poranne zajęcia bez ceregieli. Trzeba nam być wcześnie na punkcie startowym. Tym jest wiocha/osada Ropki. Faktyczne bezludzie. Nawet końcówka drogi nie biegnie asfaltem, tyko wybojami, gdzie jeszcze niedawno jeździły końskie zaprzęgi. Chyba tutaj to normalne.
   
Z samochodów wysiadamy do czarującej krainy. Zaczyna być ciekawie. Może nas pochłoną te mokradła i zostaną po nas tylko zaparkowane samochody?
   
Jest 8:30 i zaczynamy odliczać czas. Co nam ta Beskidniska z Pawłem przygotowała. Zawsze to były jakieś niespodzianki. Jedno jest pewne - wdrapywanie się na kopce jest w repertuarze dnia. Płaskie podejście było chwilkowe. W BN się długo nie chodzi po równym. Trzeba wejść na grzbiet Białej Skały i Ostrego Wierchu. No, biorę to. Jest trzeba się jakoś przygotować do podejścia na Lackową. Będzie gorzej. Staram się jakoś dostosować do innych, żeby nie myśleli o dziadku, którego trzeba pilnować, żeby nie wyzionął, nie daj Boże, ducha na trasie.
   
Organizatorzy mają wszystko pod kontrolą i zarządzają pierwszy postój po wyjściu na grzbiet Białej Skały. Tutaj żółty szlak skręca w lewo na oba wyżej wymienione kopczyki i potem nawet można stamtąd dotrzeć na Lackową. To jednak nie dla nas. My mamy rezerwację na podejście od zachodu i dlatego to, co teraz wynieśliśmy, to teraz zniesiemy w dół do Ropek. Dzisiaj się nie idzie na łatwiznę. Odpoczywamy. Jedyną ławeczkę zajęła kobieca część wyprawy. Wcale nie wyglądają na zmęczone. Schodzimy do Izb.
   
Beskidniska pokazuje nam Lackową. Jednak nie musimy się obawiać, że jest tak blisko, mówi. My tylko zejdziemy w dół do Cerkwi w Bielicznej, nieistniejącej już wsi. Trzeba nam nie tylko hartować ciało, ale i duszę. I to jest od tego to miejsce.
   
Później się dowiedziałem, że od cerkwi można podejść na Przełęcz Pułaskiego i dalej na szczyt. Ale znów nie z tego kierunku, jaki mieliśmy wytyczony my. Nam jest sądzone dalej schodzić w dół.
   
Na zdjęciu to wygląda, jak by panowie pomylili kierunek. Lackowa jest przecież w tyle. Jestem poinformowany, że dzisiaj się bawimy w podchody i Lackową podchodzimy "od tyłu". Z tej strony ponoć nie jesteśmy oczekiwani. No i dalej schodzimy do Izb. Tam wreszcie skręcamy i zataczamy półkole. Nieformalnie dochodzimy do granicy na czerwony szlak.
       
Buzie wyśmiane. Ponoć teraz to się ma zacząć. Żadne zbytnie obzyganie, dajemy z buta. Nadszedł czas zakończyć te podchody. Zobaczymy co Beskidniska z Pawłem uknuli za spisek. Początek rozpoczyna się całkiem niewinnie.
   
Zawsze tak jest. Powolutku lasem, całkiem niewinnie i tam gdzieś czeka na nas potwór w postaci ściany płaczu. Ciekawe uczucie, kiedy człowiek wie, że tam jest, ale nie wie, kiedy to na niego wyskoczy. Dochodzimy do miejsca, gdzie to jest to. Skończyły się wszystkie ceregiele i teraz rozpoczyna się właściwa walka o przeżycie.
   
Tratina napaja się herbatką. Ona może trochę przyhamować, ona i tak za chwilę pogna do góry, jak by to było kolejne kretowisko. Ja się nie zatrzymuję. Mam optymalną temperaturę eksploatacyjną. Przechodzę, na zdjęciu widoczny padół, który dzieli poziom od pionu. Wgryzam się w stok. Staram się nie myśleć, że serce i płuca protestują. Narzucam tempo maszynowe.
   
Chwilkowe wypłaszczenie przyjmuję z wdzięcznością. Nawet zdjęcie zrobiłem za mną idących. Jednak kiedy znów obróciłem się przodem do podejścia, zamarłem w bezruchu. Nie wierzyłem własnym oczom. Przede mną wyrosła pionowa ściana. To była dopiero ta prawdziwa ściana płaczu.
   
Przed chwilą, co miało być już to, to nie było właściwe to. Dopiero teraz to było właściwe to. Nie pamiętam, żebym gdzieś w Beskidach musiał włączać przedni napęd. Na szczęście mi pomogły kijki, inaczej bym do dziś tam jeszcze gryzł glinę.
   
Trzymałem się dzielnie. Nawet nie miałem czasu na umieranie i sporządzanie dokumentacji. W razie zwolnienia od razu byłem poganiany przez Beskidniskę (patrz film), że blokuję trasę. Dobrze jest, że w BN kopczyki nie są wypiętrzone do wyższych pięter. To bym wypluł płuca i serce wyskoczyło z klatki piersiowej. Po chwili Lackowa uwolniła uścisk. Dostajemy się na ciemię wierzchołka.
   
Właściwy wierzchołek jest trochę dalej. Lackowa jest w tym miejscu łaskawa dla mnie i jestem wdzięczny za jej postawę. Na wypłaszczeniu mogę przyjąć znów normalną turystyczną postawę i nie muszę padać na wierzchołku na zbitą buzię przed widownią. Zwłaszcza, że jest tam, co mnie zaskoczyło, sporo luda. Ciekawiło mnie, kto z nich ma zamiar schodzić tym pionem w dół. Nie zazdroszczę. Wolę pocić krew, niż ryzykować niekoordynowane zwalenie się w dół. Na kopcu klasyka. Obstrykiwanie się i dopełnienie energii. Widoków na pobliskie i dalekie kopczyki jednak brak.
   
Foty wypoczętej ekipy nie zabrakło. Mamy 12:50 i kosztowało nas to 4 godziny drałowania. Później się dowiadujemy, że Fazik, z racji spaceru po górach, zabrał na Lackową swoją żonę Jadzię. Nie pochwalił się co ona mu przy podejściu mówiła. A my byliśmy tak ciekawi. Schodzimy tym mniej drastycznym podejściem w stronę Przełęczy Pułaskiego.
       
Bez żadnych wybryków. Tylko naprzeciwko wyłania się kolejne coś, co daje do znaczenia, że dzisiaj podejścia się jeszcze nie skończyły. Tym czymś jest sąsiad Lackowej - Ostry Wierch. Droga do celu wiedzie przez odwiedzenie zazdrosnego sąsiada. Dobrze mają Ci, co zmierzają do Izb. Mogą się wymigać od tego podejścia skręcając w Przełęczy P. My bibowicze GŚ nie pogardzamy zaproszeniami i kolejny raz wkraczamy w wertykalny świat.
   
Co do podejścia mogę powiedzieć, że nie jest już takim wyciskaczem tchu, jak na jego słynniejszej sąsiadce. Na samotny wierzchołek musimy jeszcze trochę zboczyć ze szlaku
   
i już nic nam nie stoi na drodze, że byśmy powrócili do poziomu nad morzem, który rano opuściliśmy. Rzecz jasna, czekało nas jeszcze 2 godziny zejścia. Mijamy Cigelkę. To znak, że jej imienniczka w postaci przełęczy jest całkiem blisko. A tam będziemy już schodzili do Wysowej.
   
Po drodze udało mi się, spoza drzewa (wiem, że nieładnie) udokumentować organizatorów wycieczki. Cieszyli się z tego, że dobrze wybrali trasę i wycieczka (może nie cała) dostała w tyłek. No, zapamiętam.
   
Wycieczka by nie była w pełni wypełniona, kiedy by zabrakło zdjęcia kobiecej części pokazującej zelówki butów. Nie mogę zapomnieć i jeszcze o jednej "żenszczinie". Ta, która nas porządnie wyściskała (może mówię tylko za siebie) i teraz się na nas śmieje w tyle. Zejście do Wysowej, to już tylko łabędzi śpiew dzisiejszej wędrówki.
   
Wieczorem w nagrodę za dobrą postawę uczestników byliśmy wynagrodzeni ogniskiem pod wiatą połączonym z opiekaniem kiełbasek. Zdjęciem z tej imprezy się żegnam za dzisiejszy dzień.
   
Te, Fazik, ale to nie jest Czarek. Dobranoc.

Cdn...



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
27-11-2019 09:58 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Oliwka

*****


Postów: 1,518
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2013
Status: Offline
Post: #4
RE: Beskid Niski - do trzech razy sztuka - późno jesienna biba 2019

Wszystko było tak jak opisał Stasiu, nic nie kręcił Wink, ja mogę tylko dodać kilka fotek na których i on był            
No i oczywiście moment znalezienia sławetnego poroża przez Tomtura     . Do końca dnia snuliśmy hipotezy, skąd się owo poroże tam wzięło uhm.
Potem Gosiaczek gdzieś pomiędzy milionami liści znalazła kolejne trofeum, nie tak spektakularne jak Tomturowe, ale trzeba przyznać, że to nie lada sztuka dojrzeć takie cudeńko w leśnych chaszczach ok.

Dzionek mieliśmy naprawdę piękny     , a wieczorny czas umilały nam muzyczne chwile     . Jednym słowem, było idealnie clap.


Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-11-2019 08:26 AM przez Oliwka.

28-11-2019 08:13 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
yoter

*****


Postów: 998
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: May 2009
Status: Offline
Post: #5
RE: Beskid Niski - do trzech razy sztuka - późno jesienna biba 2019

Oliwka napisał(a):
Jednym słowem, było idealnie.


Nie ma to jak "idealnie" w górach! Smile



góry to początek nieba
28-11-2019 12:00 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,072
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #6
RE: Beskid Niski - do trzech razy sztuka - późno jesienna biba 2019

Dzień trzeci, niedziela - czas zakończyć dreptanie w BN

W okolicy Wysowej już tego sporo nie pozostało. Odwiedzeniem Lackowej zakończyliśmy trzyletnie dreptanie w tym miejscu. Trzeba było jeszcze na niedzielę coś wymyślic i nie od razu jechać do domu. Jest postanowione, że odwiedzimy Rotundę. Miejsce ciężkich walk w czasie WWI w roku 1915.
   
W tym celu podjeżdżamy do Regietowa samochodami. Organizatorzy próbowali nas przekonać, że fajnie by było do Regietowa przejść przez Kozie Żebro. Jednak ten sposób nie zyskał u większości pozytywnej aprobaty i jechało się autkami. Dzisiejsza pogoda nie była takim miodziem, jak wczoraj. Przez góry przewalała się mgła i słońce miało problemy dostać się do nas. Temperatura zmusiła nas do noszenia zimowego osprzętu. O podejściu na Rotundę nie ma o czym pisać. 40 minut zatrudnienia nóg nie jest godne do opisania.
   
Jednak miejsce ma swoje duchowe znaczenie. Na wzgórzu Rotundy powstał cmentarz z typowymi 4 wieżami. Na dodatek mgła wprowadziła odpowiedni nastrój tego miejsca. Pochowani są tutaj żołnierze obu armii (austro-węgierskiej i rosyjskiej), którzy polegli dnia 27 marca 1915 roku w czasie próby ponownego odzyskania Rotundy przez wojska austro-węgierskie. Chwila zadumy i oddanie hołdu ludziom, którzy wyrwani z codziennego życia, musieli walczyć z przeciwnikiem i polegli w bardzo młodym wieku.
   
Pamiątkowe zdjęcie trzech żołnierzy, którzy mają szczęście żyć w warunkach pokojowych.
   
No i kolejne zdjęcie zbiorowe dla udokumentowania, że się tam było. Jak szybko weszliśmy, tak szybko zeszliśmy.
   
Kończymy naszą wycieczkę o młodej godzinie. Ja jednak muszę w tym miejscu pasować. Mam jeszcze inne obowiązki i do domu daleko. Rozdzielamy się na mniejsze grupki, które będą pełnić indywidualne zadania. Jakie? Tego niech sami opiszą. Mnie już tam nie było.
   
Tomtur jeszcze pochwalił się rolą dobrego wujka (chyba przygotowanie do roli dziadka) i można było pojechać do domu.
   
Zdjęciem kompletnej ekipy kończę relację z wędrowania po Beskidzie Niskim jesienią 2019 roku.

Zakończenie: Odwiedzeniem Lackowej nie muszą się kończyć wyrypy w BN. Kopczyków i miejsc godnych do poznania jest jeszcze tutaj sporo. Bodaj że BN jest bardzo rozłożysty. No i nasza forumowiczka z inicjałami BN nie może teraz spocząć na laurach. Dziękuję za opiekę i troskliwość.

KONIEC



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-11-2019 07:57 PM przez Stasiu.

29-11-2019 07:53 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Oliwka

*****


Postów: 1,518
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2013
Status: Offline
Post: #7
RE: Beskid Niski - do trzech razy sztuka - późno jesienna biba 2019

W niedzielny poranek, jeszcze przed tradycyjną jajecznicą, Beskidniska i ja postanowiłyśmy odwiedzić bobry. Co prawda żaden się z nami nie przywitał, ale widać było, że nieźle na tych terenach działają         .
Dodatkowo okazało się, że Ela świetnie włada bronią palną Wink. Jaka jest żeńska odmiana słowa rewolwerowiec?uhm

Na Rotundzie było niesamowicie, mgły otulały wszystko dookoła, a czasami, znikąd pojawiały się tajemnicze twarze. Kto znajdzie charakterystyczny szczegół różniący dwa zdjęcia i powie czyja to zjawa?
       


30-11-2019 08:31 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
yoter

*****


Postów: 998
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: May 2009
Status: Offline
Post: #8
RE: Beskid Niski - do trzech razy sztuka - późno jesienna biba 2019

Oliwka napisał(a):
Jaka jest żeńska odmiana słowa rewolwerowiec?uhm


Musisz zapytać RJP. Coś wymyślą, mają wprawę (patrz: chirurżka, gościni itp.) Toungue

Oliwka napisał(a):
Kto znajdzie charakterystyczny szczegół różniący dwa zdjęcia i powie czyja to zjawa?


Tajemniczo się Tomek prezentuje. Smile

A tak w ogóle, to pięknie mieliście. Gratuluję biby. Big Grin



góry to początek nieba
30-11-2019 11:16 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: