Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (2): « Pierwsza [1] 2 Następna > Ostatnia »
Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 16,072
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Motto (dedykacja własna dla Fazika: "Fazik, każdy góroman raz lub więcej razy spotyka na trasie swojego "Stoha". Dla Ciebie takim Stohem był Salatyn od Parychwosta i Siwy. Nie przejmuj się. Chodzenie po kopcach to jest tak, jak w samotnym życiu. Jest to sinusoida (kto nie wie - patrz geometria). Raz się jest w dole, raz na wierzchu. Ty tym razem byłeś w głębokim padole. Wierz, że teraz już będzie tylko lepiej. Jeżeli nie, to jeszcze masz w zapasie Tomtura. Ten umie i martwego nakopnąć, żeby chodził."

Babie lato się w tym roku faktycznie pobabiło. Nawet prognozy na słoneczną pogodę (co często nie bywa) się sprawdzały. Ktoś z młodych zaproponował zdreptanie Tatr Zachodnich. Na pierwszą fazę miała przyjść kolej na zachodnią część Rohaczy. Tomtur dorzucił propozycję o zahaczeniu Siwego. Długo się ze mnie naśmiewał, że jeszcze nie byłem na Siwym a on, starszy młokos, był już x razy. No i do tego dołączyła chęć odwiedzenia Chaty Narużin, gdzie jeszcze nie leżałem, a ja lubię odpoczywać w takich przybytkach. Nic mi nie pozostało, jak podnieść rzuconą rękawicę (wyzwanie), spakować menele i wyruszyć w Tatry Z.

Dane techniczne:
DOBA : 11. - 13. 10. 2019
PRZESTRZEŃ: Tatry Zachodnie, Salatyn, Brestowa i Siwy.
OBIEKT (do spania): pole biwakowe u źródełka (studánky) w Bobrowieckie Wapienicy, Chata Narużin pod Babkami
ODLEGŁOŚĆ: dzień 1 (rczej wieczór) - docieramy tylko do pola biwakowego (0 km); dzień 2 - Bobrowiecka Wapienica - Dolina Parichwost - Salatyn - Brestowa - Siwy - Chata Narużin (20 km); dzień 3 - Chata Narużin - Bobrowiecka Wapienica (5 km) - w ten dzień młodzi nachodzili się więcej i mogą dopisać swoje przeżycia na trasie.
SUMA PODEJŚĆ: dzień 1 - 0 m, dzień 2 - 1600 m, dzień 3 - 70 m,
CZAS (według zegarka): dzień 1 - 0:00, dzień 2 - 8:30, dzień 3 - 1:45,
OSOBY:
- forumowe - Fazik, Hemli, Ola J, Pedro, Stasiu, Szewczyczek, Tomtur
- goście - Dawid

Dzień pierwszy, piątek - tylko wieczorne obzyganie

Ja bym tego dnia nie zaliczał do wyprawy. Tylko z racji zaoszczędzenia czasu zgromadzamy się wieczorem w miejscu startu do wyprawy. Będzie chociaż więcej czasu na wyspanie. Dla Dziadka wymyślili w październiku spanie pod namiotem. Na szczęście miałem jeszcze możliwość spania w autku Tomtura. Pierwszym na miejscu był Fazik. Jednak nie wybrał dogodnego noclegowiska. Pod wiatą koło parkingu groziło "pokutą" ze strony słowackiej policji. Kiedy dojechaliśmy ja z Tomturem, po chwilkowych perypetiach, usadziliśmy się już na właściwym miejscu. Podejrzewam, że Tomtur ostatnio polubił sobie noclegowiska w punkcie uprawiania turystyki samochodowo-seksualnej. Miejsce mi sporo przypominało wiosenne noclegowisko podczas dreptania po Maninie. Znów spory nieporządek. Tak się nie zachowują prawdziwi turyści. Nic nam nie pozostało, jak posprzątać i wreszcie mogli rozpalić życiodajne ognisko. Dojeżdżają Szewczyki z Olą i na koniec Pedro z Dawidem. Wieczorne palenie ognia można było rozpocząć na całego.
   
O tej porze roku ma ogrzewanie się przy ognisku pewną niewygodę. Grzeje tylko z jednej strony. Człowieczyna musi się, jak kurczak na rożniu, obracać się. Szewczyk poradził, że w takich przypadkach rozpala się dwa lub trzy ogniska i grzejący się stoi w środku. Mądrala. Jednak i bez tego było fajnie - rozmowy na różne tematy, "obszczekanie" tych co tam nie byli, jedzenie i picie. Kiedy zjedliśmy i wypiliśmy wszystko, to Tomtur nam jeszcze na dobranoc, żeby się nam dobrze spało, opowiedział o zwyczajach misia tatrzańskiego. No i jak potem ma człowiek w takiej czasoprzestrzeni robić nocne siku? Dobranoc.

Cdn.....innocent



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
15-11-2019 08:15 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,278
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #2
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Grillowane ludki i nie tylko Wink
           
Tak a'propos zdjęcia Kasi i Oli, co tak ładnie świeci we flaszce, nie próbowałem tego, może dla tego miałem taki dołek Wink



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
15-11-2019 10:36 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,072
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #3
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Fazik, fajnie dopełniłeś ten wieczór tymi zdjęciami. ok



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
15-11-2019 10:48 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,380
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #4
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Fazikowy telefon daje radę. Stachowe motta też wiecznie żyweok
Miejsce do biwakowania przednie, widzisz Stasiu, nie ma znaczenia, że jesień i juz trochę chłodnoSmile



Hej ho, zwariowana przygodo!
16-11-2019 02:13 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,072
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #5
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Dzień drugi, sobota - już na poważne

Rano nie trzeba nikogo budzić. Słońce nam daje sygnał, że skończyło się wylegiwanie i czas rozpocząć pracę górską. Śniadanko konsumujemy w krzaczorach.
   
Jeszcze wieczorem długo uzgadnialiśmy trasę dzisiejszego wymarszu. Wygrał wariant z przespaniem na Chacie Narużin. To oznaczało gramolenie się na Salatina na wprost i plecak na cięższy wariant. W opcji był też wariant robić Salatina na lekko z Banikowskiego Siodła, zejście w dół i potem gramolenie się na chatę. Młodzi by na pewno przeszli, ale dla mnie perspektywa pokonania 2000 m przewyższenia, potem turlanie się w dół tyle samo i jeszcze na koniec ponowne gramolenie się 600 m do chaty, było ponadczasowe. Na parkingu w Bobrowieckiej Wapienicy stoimy o 9:00.
   
Na zdjęciu widzimy w dali Trnaca i Raztokę. Za nimi wypiętrza się już jedna z odnóg Salatina (Lysec?). Tam już nawet posypało białym. Jeszcze może być ciekawie. Startujemy.
   
Słoneczko nam z początku przygrzewało. Jednak wnet weszliśmy w las i dalej nas ogarnęła ciemnia. Dolina Jałowiecka jest głęboko wryta między stoki i słoneczko tutaj nie ma szans przedrzeć się przez grań. Na razie jesteśmy w fazie rozgrzewającej. Chodnik ciągnie się powoli dnem doliny. Jak się nie podnosimy teraz, to kiedy? Coraz więcej odczuwam bliskość pionowej ściany. Pierwszy przystanek na herbatkę.
   
Tutaj Dolina Jałowiecka dzieli się na Bobrowiecką i Parichwost. Pedro pilnie strzegł, żeby ktoś omyłkowo nie wlazł do tej Bobrowieckiej. Były takie nielegalne rozmowy, żeby olać całego Salatina i Brestową i wprost wyjść na Bobrowiecką Przełęcz i stąd to już parę minut na Siwego. Nikomu nie udało się wymigać. Dając nura do Parichwosta bierzemy do świadomości, że drogi powrotnej nie ma. Tutaj trochę się obawiałem dalszej drogi. Jeszcze niedawno było na stronach HZS ostrzeżenie, że na początku Parichwosta są pozrywane mosty.
       
Jednak spokojna głowa. Przejścia są odnowione, jednak chyba tylko awaryjnie. Trzeba było obalić się spokojem. Nie było łatwo. Kawałeczek Parichwostem i znów zmiana.
   
Główny szlak prowadzi dalej do Banikowskiego Siodła. My odbijamy do doliny o nazwie chyba Górna. Typowym charakterem takich bocznych dolin to początek rozpoczyna się pod ostrymi stokami obejmujących dolinę z trzech stron, kawałek wypłaszczenia i na koniec ostro w dół do głównej doliny. My to mamy z odwrotnej strony. Najpierw już bez przelewek teren poważnie się podnosi.
   
No nareszcie. Bo kiedy się ma podnosić, kiedy do wierzchołka Salatina mamy stąd 900 m pionu? Czasowo mamy za sobą 2 godziny i później namierzam, że z tego miejsca nas czekały dalsze 3 godziny. Na razie bez dramatów. W takiej sytuacji ja przełączam do innego rytmu. Serce i płuca włączają dodatkową rezerwę, którą sobie sporządziłem częstymi wyprawami z GŚ. Pomagają też krótkie postoje do wodopoju.
   
Kończy się pierwszy rozgrzewający odcinek dolinki i, jak było wyżej zaznaczone, rozpoczyna się faza wypłaszczająca. Serce i płuca powoli wracają w strefę "normale".
       
Jednak takie podejście ma dwa końce. Odkrywają się widoki, słońce przejmuje władzę nad ciemnotą. Drugi to widzimy też dalszy przebieg trasy i ten nie jest zbytnio pobudzający. Salatin nas wabi na swój wierzchołek, ale zarazem stawia na drodze przeszkody, które zabraniają zwykłym dreptaczom dotrzeć na sam szczyt. Na drodze pojawiła się ściana. Może dobrze później wyliczyłem, ale było to nachylenie niemal 25 stopniowe. Szlak chwilami prowadził na krechę i chwilami zakosami. Śnieg nam spłatał figla. Najwięcej go było akurat na wydreptanym chodniku. Człowiek miał do wyboru - dreptać po śliskim śniegu lub obok chodnika po śliskiej trawie. Fajna perspektywa.
   
Widoki były jednak rozkoszne. Między częstymi postojami było co oglądać. Tutaj akurat widać dotychczasowy przebieg naszej trasy. W podchodzeniu ściany rychło przeszedłem na styl himalaistyczny. Nie oznaczało to zakładanie biwaków, ale przejście na rytm 10 kroków i przerwa z 10 oddechami. Styl jaki używa się na 8 tysiącach. Jeszcze jedno muszę wspomnieć. Kiedy byliśmy z Tomturem w połowie ściany, wtedy koło nas przeszedł robocop w postaci Hemli. Coś tam mamrotała o mordowaniu. Na szczęście ten tragiczny los nie dotyczył nas, ale jej ślubnego, który, rzecz jasna, poleciał w postaci drugiego robocopa do przodu. Dla obciążenia otrzymał do plecaka zasoby wody pitnej bibowiczów i oni teraz gdzieś w dole umierali z pragnienia, ale woda poszła już na szczyt. Robocop Hemli zniknął tak szybko, jak się pojawił. Na szczęście nie doszło do najgorszego. Za jakiś czas Szewczyczek szybował w dół. Nie wiem na ile to było o własnych siłach i na ile mu do tego pomogła Hemli. Wszystko się szczęśliwie zakończyło. Strat nie odnotowano.
       
Wreszcie końcówka. Salatin powolił uścisk. Na grani dopieka inaczej. Wiatr na nas poszczuł. To jednak nie przeszkadza radować się ze swych wyczynów.
       
Innym jest mało i już patrzą na kolejne cele. Jednak długo nam brakuje ostatniego wycieczkowicza. Fazik ma opóźnienie. Szewczyczek jest dzisiaj w formie i dostaje za zadanie sprawdzić, gdzie ten Fazik właściwie jest. Boraczysko (Szewczyczek, nie Fazik) drałuje znów w dół. Będzie się miał czym na przyszłość pochwalić. W tym dniu trzy razy pod rząd naganiał Salatina.
   
Klasyczne wierzchołkowe foto kompletnej wyprawy. Trzeba nam się zabierać. Wyliczamy, że do celu nie dojdziemy przed zmierzchem. Jedyna nadzieja jest w tym, że pod Siwym jest widoczny skrót trawersem, aczkolwiek nikt o tym nie pisał (nie mam zdjęcia tego widoku).
   
Kolejnym celem jest Brestowa, która już nie jest tak zapalczywa, jak właśnie opuszczony Salatin. Dzięki dobremu widokowi, Pilsko i Babia są jak na wyciągnięcie ręki. Całkiem inny widok mieliśmy na bibie jesienią 2017 roku (patrz opis w innej relacji). To każdy najlepiej widział tylko koniec własnego nosa. Nie na darmo biba była nazwana zamgloną. W tym roku nas trapiło inne klimatyczne zjawisko. Wiatr - to jest to, czego nie widać, ale czuje się go lub przejawia w innych czynnikach.
       
Na przykład kijki, powieszone na słupie znacznika Brestowej, nie są, jak by się wydawało, oparte skośnie o słup, ale wolno powiewają w powietrzu. Może jaki klimatolog poradzi od kąta wychylenia obliczyć prędkość wiatru z podanych namiarów - kijki ważą 590 g i były wysunięte na 125 cm. Innym czynnikiem sporego wiatru jest spojrzenie na Hemli i Olę. Te na grani musiały nieustannie nosić plecaki, bo inaczej groziło im odfrunięcie. Chłopom wystarczyło nasunięcie kapturów i wiatr nie miał szyns przedostać się pod pazuchę.
   
Kolejna faza - zejście z Brestowej do Bobrowieckiego Siodła. Przyjemna część wyprawy. Wolno w dół z oglądaniem widoków. Tutaj widać w dali Fatrę, ale były widoczne i nasze Beskidy. Grań do siodła się sporo dłuży, słońce jest jednak nieuprośne. Chyli się ku zachodowi. Po zejściu do Bobrowieckiego S. zapytujemy turystów idących od Siwego, czy przypadkiem nie ma tam skrótu. Zaprzeczają. Podejrzewam, że nie mówili prawdę. Nie chcieli ujawnić tajemnicy. Robocop Szewczyczek startuje do przodu. Próbuje znaleźć ukryty skrót. Tutaj znów zaspałem. Nie mam zdjęć z siodła. Dopiero u stóp Siwego mam go uwiecznionego w całej swej okazałości.
   
Bierzemy do świadomości, że innej drogi do celu nie ma, jak tylko przez Siwego. No nic, jakoś te 250 m jeszcze wydrepczemy.
   
Pedro na tle zachodnich Tatr Zachodnich. W lewo od cienia Siwego mamy Brestową. Całą centralną część zdjęcia zajmuje nasz dwu wierzchołek Salatina. W dali kolejne wyzwania - Spalona, Pachoł i Banikow. Patrząc na to zdjęcie normalnie dostałem chętki na kolejne wyzwanie. Taki nocleg na Chacie Narużin i potem w kolejności Siwy, Brestowa, Salatin, Spalona, Pachoł, Banikow i zejście do Żiarskiej Chaty musi być dobry dla fajnszmekra górskiego. Jako młokos bym chyba próbował jeszcze Kopy i zejście do Żiarskiej dopiero ze Smutnego S., ale teraz już bez żadnej brawury. No, w następną jesień? Zobaczymy. Zostawmy jednak plany na przyszłość, nam trzeba dokończyć teraźniejszość. W końcu Siwy nas też przyjął.
   
Jak później Tomtur ogłosił. Dzięki Fazikowi mieliśmy ładny zachód słońca na Siwym i trochę dalej ładny wschód księżyca znad Salatina.
   
Hemli szybko ładuje swoje akumulatory wychwytując ostatnie promienie energii słonecznej. Będzie potrzebna. Z Siwego to jest jeszcze 1:20 godz. i na dodatek temperatura sporo spada z zachodem słońca. Jeszcze o zmierzchu udaje się nam zejść z górnej partii Siwego, która przy czołówkach by była problematyczna, zwłaszcza, że nie tylko Fazik, ale wszyscy mieli tego pełne okulary.
   
Wyłuskałem ostatnie ciemne zdjęcie z tego dnia. Musiało być zrobione gdzieś między Ostrą i Siodłem przed Babkami. Aparat mi więcej nie pojął, jak uśmiechniętą Hemli i Pedra z Dawidem o nieczytelnych twarzach. Mamy około 19:00 i my po 10 godzinach chodzenia po świeżym powietrzu wchodzimy do chaty. Przyznaję, że koniec dreptania przyjąłem z ulgą. Teraz nas do końca dnia czekały tylko same pozytywa. Chata służy tylko na przespanie, kibel i woda są na zewnątrz. Nic dla mięczaków. Wieczorne rozmowy są już poza obrębem opisu.
   
Dobranoc Wam życzy ten, który dzisiaj górował w górach. Musiał sobie sam sporządzić selfie, ponieważ nikt inny mu nie chciał zdjęcie zrobić. Dobranoc.

Cdn...



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-11-2019 06:56 PM przez Stasiu.

17-11-2019 06:56 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,278
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #6
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Z mojego punktu widzenie dnia drugiego Smile
                                                               



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
17-11-2019 08:18 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,380
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #7
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Stasiu napisał(a):
Robocop Hemli zniknął tak szybko, jak się pojawił. Na szczęście nie doszło do najgorszego. Za jakiś czas Szewczyczek szybował w dół. Nie wiem na ile to było o własnych siłach i na ile mu do tego pomogła Hemli. Wszystko się szczęśliwie zakończyło. Strat nie odnotowano.


Czasem wystarczy jedno spojrzenie i ze dwa słowa, przy których dodatkowe trzysta metrów przewyższenia to minimalna karaToungue



Hej ho, zwariowana przygodo!
17-11-2019 10:06 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,380
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #8
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Stasiu, ten trawers Siwego Wierchu istnieje i jest w znacznej ilości widoczny ze szlaku powyżej (jak się już podchodzi na Siwy). Z obserwacji w terenie nie widać tylko dokąd ta ścieżka wiedzie, bo się urywa za jednym z grzbietów. Na mapie WiT jest zaznaczona i wyprowadza na przełęcz przed małą ostrą. Wydaje się, że jest taki skrót, choćby dla jakichś ratowników czy coś.



Hej ho, zwariowana przygodo!
18-11-2019 09:36 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,072
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #9
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Ciekawe, że nie jest zaznaczony na mapy.cz. I to już nie takie krzaczory chodziłem z wyznaczonych tam ścieżek.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
18-11-2019 11:40 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,278
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #10
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Wojtek, lepiej żeby tej ścieżki faktycznie nie było... Lepiej dla Ciebie... pokey pokey Boxing fiuuuu



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
18-11-2019 12:09 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,380
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #11
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

No to przecież piszę, że była, bo ją z góry widaćToungue
   

Nieco niżej też była słabo widoczna perć, nią się sugerowałem. Ale ta schodziła w dół i zatracała się w krzakach.

   

I z daleka widać, że wyprowadza na siodło zgodnie ze szlaczkami na mapie.

   

Nawet macie z nią zdjęcieBig Grin
       

A tutaj wiatr:
               



Hej ho, zwariowana przygodo!

Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-11-2019 01:09 PM przez szewczyczek.

18-11-2019 01:00 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,072
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #12
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Wojtek, akurat o zdjęcie nr. 3 mi chodziło. ok Tak długo patrzałem na Siwego z dobrze widocznym chodnikiem z tej perspektywy, że nie udokumentowałem tego. kwasny
Będzie trzeba wysłać specjalną ekspedycję w celu potwierdzenia teorii, że Siwego da się obejść. Chyba dam się namówić przez Tomtura i jeszcze raz tam pojechać, ale zaczynać w Hutach. uhm



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
18-11-2019 02:45 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,072
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #13
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Dzień trzeci, niedziela - każdy za swoje

Na ten dzień plany były różne. W końcu podział na trzy grupy. Pedro z Dawidem wyruszają jeszcze przed kuropieniem w dół. Oni będą próbować podreptać na Wielkimu Choczowi. Pogoda ma trzymać widoki i może być fajnie. Reszta akurat obraca się na drugi bok, kiedy odchodzą. Później wstaje do śniadania.
   
My, starsi trzej, mamy jasno. Zejście do parkingu i obijanie się. Kopczyków mamy dosyć. Młodsi trzej mają niedosyt. Pójdą penetrować teren, który przeszliśmy wczoraj po ciemku i nawet jeszcze coś więcej. My pierwotnie mieliśmy w planie Babki, ale zeszły nam po wczorajszku chęci.
   
Dla tych, co nie znają chaty, zrobiłem zdjęcie.
   
Ostatnia prezentacja połączonych dwu grup i czas wyruszyć. Ono się wydaje podejść do chaty. Ale tutaj trzeba pokonać 600 m przewyższenia. My, rzecz jasna, w dół. Do przyszłości trzeba kalkulować z tą możliwością.
       
Ładnie się prezentują nasi współtowarzysze na tle Tatr Niskich. Też i tam nie mam wystawionego końcowego rachunku. No i Tomtur musi nam pokazać Babki. Następnym razem nie możemy je wyminąć ze względu zyskania kompletu tutejszych kopczyków. Kosztuje nas to dwie godziny nim zejdziemy do parkingu w Bobrowieckiej Wapienicy. I, że jeszcze młoda pora, wracamy na miejsce pierwszego noclegu. Likwidujemy resztki pożywienia i nietradycyjnie o tej porze roku, bez skrupułów wystawiamy nasze bujne ciała słoneczku, żeby jesienne promienie przetworzyć na witaminę D. I to chyba wszystko, co chciałem opowiedzieć i przekazać potomnym do przyszłości z jesiennej wyprawy 2019 roku w Tatrach Zachodnich
   
Za wszystkich bibowiczów żegna się z Wami z Tatr Zachodnich Fazik.

Zakończenie: Dla mnie kolejna wycieczka w stylu: "Co Cię nie zabije, to Cię posili.". I kolejne przedsięwzięcie, że trzeba tutaj powrócić i dokończyć sprawę w większym zakresie, odwiedzając Narużin w pierwszej kolejności. Potem już tylko ile się da. Najlepiej zatrzymując się na Wysokich. Jeszcze więcej mnie rwie, że większą część grani Rohaczy dreptałem ostatnio jeszcze w wieku Hemli i to już sporo wody upłynęło w tutejszych potokach. Dzięki wszystkim za towarzystwo i, już tradycyjnie i jeżeli będzie nam dane, do następnej....

KONIEC



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-11-2019 03:03 PM przez Stasiu.

18-11-2019 03:02 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
hemlighet
Hemli
*****


Postów: 2,542
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #14
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Jak zawsze fajnie się czytało, Stasiu Smile

Oj, ja na tego Salatyna to na czworakach wchodziłam, jedyne, co mnie pchało w górę, to złość na Męża Big Grin Dobrze, że mnie ten Salatyn osłabił podejściem, bo gdyby nie to, to nie wiem, co by było... Toungue

Chata pod Narużim fajna miejscówka, tylko nadal nie mogę się nadziwić, jak gospodarze mieli siły imprezować do rana, a potem od 7 rano zasuwać, jak gdyby nigdy nic. To się nazywa mieć zdrowie blink

No i do następnego... Smile



http://hemli-w-gorach.blogspot.com/
19-11-2019 08:40 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,002
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #15
RE: Tatry Zachodnie, to też Tatry - jesienna biba 2019

Cytat:
Likwidujemy resztki pożywienia i nietradycyjnie o tej porze roku, bez skrupułów wystawiamy nasze bujne ciała słoneczku, żeby jesienne promienie przetworzyć na witaminę D.

Kwintesencja Twojej prozy okBig Grinclap
Dobrze się czytało.. i już by się w te Tatry chciało!



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
20-11-2019 12:03 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: