Odpowiedz  Napisz temat 
Cztery pory roku. KGP cz.4
Autor Wiadomość
Frodo

****


Postów: 292
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2012
Status: Offline
Post: #1
Cztery pory roku. KGP cz.4

Witam po dłuższej nieobecności! Big Grin
Od teraz uroczyście przysięgam nadrobić braki w relacjach. Oj dużo się tego nazbierało! Ale wszystko po kolei...
Dwa lata temu postanowiliśmy zacząć kompletowanie Korony Gór Polski. Na pierwszy ogień poszła Łysica (relacji brak), drugą w kolejce była Ślęża (relacja na forum w dziale sudeckim), miała być część numer 3, ale gdzieś mi zdjęcia przepadły, więc trojka musi troszeczkę poczekać.
No więc zaczynamy od czwartej części (jakby to absurdalnie nie brzmiało Big Grin)
Jest godzina 6:30. Zaspani i nie za bardzo jeszcze zdający sobie sprawę co się dzieje dokoła, wysiadamy z pociągu TLK KARPATY, relacji Gdynia - Zakopane, na stacji Nowy Targ. Od razu dostajemy szoku termicznego. Poranek całkiem rześki i mglisty. Na rozruszanie idealny jest spacer z dworca PKP na PKS. Kupujemy w Tesco prowiant na szybkie śniadanko i na drogę, ale czasu na spożycie nie ma. W tym samym momencie łapiemy busa do Szczawnicy. Po drodze zasypiamy i budzimy się na przemian, aż wreszcie docieramy na miejsce. tutaj szybka przesiadka na busika w kierunku Jaworków. Pani kierowca pyta, a raczej stwierdza, że pewnie jedziemy do Wąwozu Homole. Jest bardzo zaskoczona, kiedy odpowiadamy przecząco. Naszym celem na dziś jest Beskid Sądecki (inaczej Nadpopradzki).
Ruszamy szybkim krokiem przed siebie, mijamy wejście do rezerwatu Biała Woda, miejsce prezentuje się nadzwyczaj ciekawie, ale nasz szlak, odbija zdecydowanie w górę. Mozolnie pniemy się przez pola i łąki do granicy lasu. Zanim wchodzimy do lasu, już nabieramy trochę wysokości i możemy podziwiać Pieniny (z Wysoką na pierwszym planie). Przejaśniło się na dobre i wszędzie czuć wiosnę.
Teraz idziemy ścieżka przez las. Od czasu do czasu gdzie nie gdzie widać czerwone znaki naszego szlaku. Jednak trzeba być bardzo uważnym, gdyż łatwo jest zboczyć. Czasem wychodzimy na skąpane w promieniach słonce polany, później zagłębiamy się w chłodne leśne chaszcze, pod nogami dużo błota. Idzie się nadzwyczaj przyjemnie. Po około 2 godzinach wędrówki docieramy do pierwszego skrzyżowania. Nasz kierunek --> Wielki Rogacz. Teraz zaczną się tradycyjne beskidzkie szczytowe podejścia. Całkiem strome i ambitne.
   
Po Rogaczu schodzimy na szeroką przełęcz Żłobki. I tu dopiero ma się rozpocząć wypocinowe drałowanie na szczyt z KGP. Bardzo konkretnie, ale na szczęście szybko. Po jakichś 20-25 minutach szczęśliwi meldujemy się na Radziejowej. Jest i wieża widokowa! Nie trzeba nas długo prosić, hop siup i już podziwiamy okolicę. Oczywiście spojrzenie na wciąż zimowe Taterki Wink
   
Teraz czas na uzupełnienie kalorii, gdyż brzuch już coraz to śmielej domagał się napełnienia Big Grin
Czas podążać dalej, schodzenie ze szczytu jest równie strome co podejście, od teraz będziemy wędrowali granią, więc przyjmujemy zaproszenie na klasyczną beskidzką huśtawkę Wink
Po jakichś 30 minutach spoglądamy za siebie, Radziejowa już dumnie góruje nad nami,
   
a my zatrzymujemy się na krótki popas na rewelacyjnie widokowej polance. Słońce praży jak szalone, a więc zostajemy w samych koszulkach. takie lato pod koniec kwietnia Smile
   
Włazimy na pierwszy wierzchołek Złomistego Wierchu. A cóż to się dzieje?! Grzmot z jasnego nieba? Otóż nie... Rozglądamy się, ze wszystkich stron napływają czarne chmury, a nad opuszczonym przez nas godzinę temu szczytem Radziejowej już chyba zaczyna lać. kwasny
Przyśpieszamy kroku, jednak przed nami wciąż kawałek drogi do schroniska. Na jednym z zakrętów ścieżki, dostrzegam w oddali maszt i pokazuje palcem. Tam jest właśnie Przehyba! blinkDora nic nie mówi, tylko kiwa głową i zdecydowanie gna do przodu. Na nic to, na kolejnym wierzchołku Złomistego dopada nas nawałnica, leje jak z cebra, trzaskają pioruny, robi się nieciekawie. Brniemy przed siebie, już porządnie przemoczeni nieco zmęczeni, popędzani hukiem z nieba. Nagle ni stąd ni zowąd chmury się przerzedzają, deszcz ustaje i pojawia się słoneczko. Kiedy wreszcie docieramy do schroniska znowu jest pogodowa sielanka. A niech to! Jakby ta burza nie mogła sobie poczekać z godzinkę? uhm
W recepcji potwierdzamy naszą rezerwację. Schronisko PTTK na Przehybie. Budynek bardzo duży i solidny, ale sprawia wrażenie pustego. Spotkaliśmy się z różnymi opiniami na temat tego miejsca przed wyjazdem, większość była nieprzychylna. Więc zostaliśmy zaskoczeni na plus. Gospodyni Pani Olga szybko nas zameldowała i mogliśmy w końcu rozkoszować się ciepłym posiłkiem. Pałaszując swoją porcję, myślałem o tym, że jedzenie smakuje naprawdę wyjątkowo po takim wysiłku i długiej wędrówce. Jako że po wejściu do budynku wyglądaliśmy naprawdę biednie i mokro, personel poczęstował nas darmową szarlotka Wink Już wczesnym wieczorem udaliśmy się do naszego pokoju. Po nieprzespanej nocy, spędzonej w pociągu i długim spacerze, wreszcie mogliśmy oddać się w ręce Morfeusza. Cool
Po szybkim śniadanku wychodzimy przed budynek. Pogoda jest zupełnie inna niż wczoraj. Po wiośnie i lecie, nastała jesień. Jest szaro, buro i ponuro.
   
Rzut oka na prognozę: zachmurzenie całkowite + intensywne opady deszczu. Nasz plan dzisiejszej wędrówki wymaga więc korekty. Planowo mieliśmy kontynuować marsz granią aż do Dzwonkówki, skąd udać się do Szczawnicy przez Bereśnik albo na wprost do Krościenka. W takiej aurze jednak wolimy zejść od razu do Szczawnicy szlakiem niebieskim. Według mapy powinno nam to zająć jakieś trzy godzinki (przy dobrych wiatrach).
   
Schodzi się całkiem przyjemnie, nieco nawet odsłaniają się widoki. Po dwóch godzinach już jesteśmy blisko cywilizacji i w tym momencie zaczyna padać i to tak porządnie. Jednak i dziś nie było nam dane nie zmoknąć, ale nie narzekamy za bardzo Wink Mamy zaszczyt obserwować obok ścieżki salamandrę plamistą, która wzbudza nasz zachwyt, ale nie chce grzecznie czekać, aż Dora wyciągnie aparat Rolleyes
Kompletnie przemoczeni znajdujemy dach w karczmie Sewerynówka. Zajadamy się przepyszną kwaśnicą na żeberku. ok
Dosyć niespodziewanie ulewa zmienia się w nieznaczną mżawkę. Obserwujemy otoczenie, dostrzegając Jarmutę z charakterystycznym masztem.
   
Nieśpiesznie więc kierujemy się do centrum Szczawnicy, skąd wracamy busem do Nowego Targu, zataczając pełne koło. I znowu zakupy, pociąg TLK Karpaty, nieprzespana noc, piękne wspomnienia i kolejne plany, a więc CDN...
PS: będzie to cz. 5 albo i cz. 3 (jak odnajdę zdjęcia)ok



Pragnienie bycia kimś innym to marnowanie osoby, którą się jest.
30-03-2019 09:24 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 15,621
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #2
RE: Cztery pory roku. KGP cz.4

Frodo, dobrze, że sobie na nas wspomniałeś i opisałeś swoją wędrówkę bez nas. Smile Tutaj kiepsko z relacjami i dobrze jest przeczytać gdzie się jeszcze nie było.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
30-03-2019 06:38 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Frodo

****


Postów: 292
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2012
Status: Offline
Post: #3
RE: Cztery pory roku. KGP cz.4

Wreszcie odnalazłem zdjecia z wyprawy numer 3. Wiec jutro zabieram sie za pisanie relacji. Bedzie KGP cz. 3



Pragnienie bycia kimś innym to marnowanie osoby, którą się jest.
05-04-2019 11:08 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Oliwka

*****


Postów: 1,460
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2013
Status: Offline
Post: #4
RE: Cztery pory roku. KGP cz.4

Witaj Frodo,
całkiem zgrabne relacje Ci wychodzą ok, dawaj dalej, czekamy Smile


06-04-2019 11:12 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: