Odpowiedz  Napisz temat 
Z Tomturem na Maninie i Vapeczu
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 15,621
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Cool  Z Tomturem na Maninie i Vapeczu

Wielki Manin i Vapecz
Koniec zimy (2019) znów pod znakiem zapytania. W jakie panieńskie kopczyki się wybrać? Takie panieńskie, że nawet i ja tam jeszcze nie dreptałem. No i żeby były relatywnie blisko. Tomtur jakimś sposobem wygrzebał gdzieś informację o Maninie. No dobra. Jeden by był, jeszcze drugi. W zeszłym roku, jak byliśmy w Białych K. na Chmielowej, nasz wzrok przykuwała dobrze widniejąca góra w Strażowskich Górach. Szybka penetracja w mapie i dowiadujemy, że to Vapecz. I mamy drugi nasz cel dwudniowej wycieczki. Ja i Tomtur możemy wyruszyć.

Wielki Manin (890,6 m)

Jest raczej znany wśród wspinaczkowej społeczności. Turysta pieszy, który w czasie podróży penetruje okolice z samochodu, może go zobaczyć z autostrady, która biegnie z Żyliny na Bratysławę. Jeszcze przed Povażską Bystrzycą są nieprzejrzyście widoczne po lewej stronie dwa okrągłe kopczyki - Wielki i Mały Manin, które są rozcięte potokiem Manińskim w Manińskiej Tiesniawie. Dla Grabarza jeszcze informacja - Wielki M. jest najwyższym w Sulowskich Wierchach Gór Strażowskich. Do początku tiesniawy docieramy przez wiochę Povażska Tepla, gdzie chcemy się przypiąć do żółtego szlaku. W planie było zaparkować autko na parkingu campingu. Jednak ten jest jeszcze zazimowany, wszędzie pustki i co się dało, było pozamykane.
   
Autko zostawiamy w poniższej (też opuszczonej) chatowej osadzie. Na obrazku widzimy już grzbiety Maninów. Wielki jest w prawo. Przez camping wkrajamy się w stok. Twórcy szlaku byli miłościwi dla pieszego turysty. Ścieżka prowadzi zboczem po szerokiej spirale Wielkiego. Wysokość na tym odcinku się dobrze pokonuje.
   
Akuratne dla naszych zleniwiałych po zimie płuc. Rozgrzewamy się powoli, idziemy do koszulek. Po drodze napotykamy źródło mineralne - Zaluska Kiselka.
   
Później przeczytałem, że wydajność źródła jest około 0,1 l/min i woda jest bogata w wapń i mangan. Kosztujemy, mnie to smakowało, jak picie z zardzewiałej rurki. Na zdjęciu też poznać po kolorze ziemi obok buta Tomtura. Połowa drogi do szczytu i kończy się powolna spirala. Szlak pod kątem prostym skręca w lewo. Postanowiono już się z nami nie bawić w ceregiele, dosyć było obijania, jest oferowane podejście na krechę. Na szczęście nasze czarne myśli o powtórce podejścia w stylu Kozie Żebro w Beskidzie Niskim się nie spełniły. Szlak jest niwelowany stylem zygzakowym, to jest coś w mniejszym podaniu podejścia na Osterwę w Tatrach.
   
O tej porze roku drzewa są bez liści i czas od czasu odkrywają się widoki na pobliską okolicę. Zwłaszcza dobrze jest widoczna tutejsza dominanta - Povażska Bystrzyca z Wagiem.
   
Wydaje się, że to takie mało znaczące widoki dla miłośnika gór. Mogę pocieszyć, dalej będą też i "górskie" widoki. Na razie wychodzimy na miałkie siodło w grzbiecie Manina. Szlak skręca w lewo i nie prowadzi na wierzchołek. Tam prowadzi oznakowana ścieżka edukacyjna - Maninsko-Kostolecka Tiesnawa.
   
Jesteśmy w drodze 1,5 godziny, kiedy stajemy na wierzchołku. Jest całkowicie zalesiony. Latem chyba nie proponuje jakieś specjalne widoki. Nawet teraz drzewa bez liści zasłaniają co się da.
   
Pamiątkowe foto, że byliśmy na Wielkim M. Trochę odpoczynku i dajemy dyla z wierzchołka. W siodle dołączamy znów do żółtego szlaku, ale tylko na krótko. Szlak dla odmiany skręca w prawo w dół rokliną, która rozdziela główny i boczny grzbiet Manina. Tomtur gdzieś wyczytał, że warto w tym miejscu znów zejść ze szlaku, przejść na boczny grzbiet i nim kontynuować zejście. W nagrodę nas czekają trzy resp. cztery ciekawostki. Są też wyznaczone na mapie. Po wyjściu na boczny grzbiet w lewo ostro w dół prowadzi ścieżka i tam jest chatka biwakowa. My tam nie schodziliśmy (utrata 100 m, które trzeba z powrotem wyjść). Kto chce widzieć, to obrazki tej budy są na mapy.cz. My kierujemy się grzbietem w prawo, żeby zobaczyć pierwszą atrakcję. Po paru krokach otwiera się nam widok. Nareszcie coś porządnego.
   
Pełny widok na Małego M. Nie mieliśmy odwagi próbować zajrzeć w dół. To śniegowo-lodowate ciemię mogło spowodować, że człowieczyna by się ocknął pod kopcem w przyśpieszonym tempie a nam się bez spadochronów tamtędy nie chciało. W innym miejscu jeszcze jeden ładny widok.
   
Tutaj widzimy kolejne dwa kopczyki rozcięte Manińskim potokiem (Kostolecka Tiesnawa). Dreňovka (Drzeniówka) w prawo i Kavčia (Kawcza). Takie mniejsze kopie Wielkiego i Małego Manina. Jednak dla zapamiętania jest ważny potężny przewis skalny Kostolecký dóm (też zwany Strzecha Słowacji) widziany w zboczu Kawczej. Jak z samej nazwy wynika, jest to ponoć największy przewis na Słowacji. Raj dla ludzi o pajęczych instynktach lubiących się trzymać skały od spodu. Kolejna atrakcja wyznaczona pozaszlakowo na mapie to Skalne Okno.
       
W dole już widać wioskę Zaskalie, do której będziemy schodzić. Ostatnim miejscem do zwiedzenia jest Jaskinia Partyzantska. Trochę ją musimy szukać, ponieważ jest z drugiej strony zbocza i natrudzić. Skalna półeczka jest zabezpieczona łańcuchem.
       
Mieliśmy chęci przepenetrować tą dziurę. Ale czołówki rychło schowaliśmy do plecaków. Przyroda w tym przypadku nie była szczodra. Raczej to była trochę większa dziura w skale. Rychło schodzimy do żółtego szlaku i potem zielonym już do wiochy. Normalne zejście lasem bukowym. Nic godne do opisania. Dopiero na łąkach nad wiochą się nam z innej perspektywy otwiera widok na Kostolecki Dom.
   
Mieliśmy w planie go odwiedzić, ale czasu nie mieliśmy sporo. Z dołu też widzimy nasze trzy niedawno odwiedzone ciekawostki.
   
W prawo widać miejsce widokowe, w środku Skalne Okno i na lewo widoczna biała skałka i tam gdzieś jest wejście do jaskini. Po zejściu do wioski Zaskalie czeka nas powrót drogą do autka przez Tiesniawę. W napotkanej gospódce chcemy się posilić. Jednak musimy zaspokoić się tylko napojem turystycznym. Nawet utopenców nie mieli. No nic zasycimy się pokarmem duchowym. Takie przejście Tiesniawą też ma swoje uroki.
       
Ponoć najwęższy kanion (przejezdny) na Słowacji i nawet w Europie Środkowej. W najwęższym miejscu ma 3,4 m. Kiedyś furmani musieli w tym miejscu rozbierać swoje wozy. Po niespełna 5 godzinach koniec wycieczki na dzisiaj. W tym opuszczonym kraju musimy konieczne odwiedzić zajezdnię dla napełnienia swoich żołądków. Odnajdujemy pensjonat Manin. Gulasz kociołkowy jest akuratny do dzisiejszej wędrówki. Pozostało nam spełnić ostatnie zadanie. Odnalezienie miejsca noclegowego do spania w samochodzie. Tomtur postawił na swoim instynkcie. Odnalazł fajnowe miejsce na jednej przełęczy. O tym, jak to w końcu było w cdn...

Cdn... Vapecz



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
24-03-2019 07:19 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
kunlun
Iza
****


Postów: 389
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2015
Status: Offline
Post: #2
RE: Z Tomturem na Maninie i Vapeczu

Stasiu,
jak zawsze czyta się z przyjemnością.
Nowe miejsce do odwiedzenia Smile
Czekam na kolejną część.


25-03-2019 07:50 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 15,621
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #3
RE: Z Tomturem na Maninie i Vapeczu

Vapecz (956 m)

Nim zacznę opisywać wycieczkę z drugiego dnia, opiszę w paru zdaniach nasz nocleg. Jak już pisałem, spaliśmy na przełęczy nad wioską Zaskalie. Już w pensjonacie na obiado-kolacji nas zainteresowała jedna zakochana para. Coś mi jednak na nich nie siedziało. No nic puściliśmy to z głowy. Jedziemy na uprzednio upatrzone miejsce noclegowe. Co mnie po przyjeździe najwięcej wkurzyło, to niebywały bałagan. Pełno porzuconych PET butelek i puszek od piwa. Jakoś tutejsi parkujący nie byli na ty z przyrodą. Przygotowujemy sobie piknik. W planie było opiekanie kiełbasek i rozpalenie tomturowego gnotka. Powoli nas ogarnia ciemność. Jesteśmy zdziwieni ożywionym ruchem samochodowym na pobliskiej drodze. Chyba ze trzy razy próbuje jakiś samochód zajechać na nasze miejsce parkingowe. Kiedy zauważają naszą obecność, samochód robi wycof i odjeżdża. No nic, zakochani chcieli mieć chwilkę tylko dla siebie a my im przeszkadzamy. Robi się zimno i do tego wiatr. Zalegamy do wyrka. Rano mnie budzi śpiew ptaków. No tak, mamy ostatni zimowy weekend.
   
Robię sobie pamiątkowe zdjęcie tego miejsca. I dopiero teraz zauważam, że po ziemi nie walają się tylko puste butelki i puszki, ale też zużyte prezerwatywy. Teraz mi jest wszystko jasne. Ta dziwnie zakochana para w pensjonacie, ten zwiększony ruch na drodze, te zajeżdżające samochody, kiedy się ściemniło. Myśmy nie byli w miejscu romantycznych schadzek zakochanych, ale w miejscu, gdzie upadłe kobiety wodziły swoich kónszaftów (klientów). My byliśmy powodem, że te pary musiały wyszukać sobie inny plac zabaw.
   
Czas przejść do spraw, które nas tu sprowadziły. Po tradycyjnej niedzielnej jajecznicy pozostawiamy to nieczyste miejsce swemu losowi i wyruszamy dalej. Jedziemy autostradą dalej na południe. Exit Ilawa i kierujemy się do wiochy Horna Poruba. Vapecz, to kolejna dominanta Gór Strażowskich.
   
Parkujemy na samym końcu wioski. Jest to dogodne miejsce. Czerwony szlak wiedzie trochę niżej, ale na tablicy informacyjnej jest wyznaczone, że skrótem po łące można do szlaku dołączyć.
   
Widok na dzisiejszy cel zapowiada, że dzisiejsza pogoda będzie dla nas łaskawa. Od razu zrzucamy kurtki, ale i tak wypociny pojawiają się na skórze. Szlak prowadzi usypiającą ścieżką dnem doliny. My stare wygi jednak wiemy, że często tak jest i w najmniej oczekiwanym miejscu przychodzi pion.
   
Tym razem też tak jest, jednak przewyższenie 500 m nie jest takie brutalne. Mnie to jednak cieszy. Już nareszcie nastał czas na zrzucenie opony, którą mi ktoś nasadził około brzucha w czasie zimowego leniuchowania. Dochodzimy do miejsca, gdzie ma być źródełko. Jest, ale zamulone.
   
Są jednak ławeczki a te nas zmuszają do zrobienia sobie przerwy na herbatkę. Od tego miejsca kończy się las i wchodzimy w skalną czapeczkę Vapecza. Jest też nadzieja, że odkryją się widoki. Wysokość nabraliśmy już dostatecznie.
       
Trzeba przyznać, że Tomtur umie sobie wybrać dogodne miejsca widokowe z tłem. To już końcówka podejścia na szczyt. Droga na szczyt wiedzie przez siodło Paluch.
       
Cel już co by plecakiem rzucił. O tej porze trzeba trochę uważać. Wąska ścieżka jest pokryta lodem. Wszystkie trudności pokonujemy bez uszczerbku na zdrowiu. Po dwu godzinach drałowania jesteśmy na miejscu. Widok powalający. Vapecz dominuje nad okolicą i dlatego wszystko w pobliżu jest głęboko w dole. Dalekie widoki odkrywają dla nas znane i nieznane nam jeszcze góry.
   
Łokieć Tomtura pokazuje nasz przyszły cel - Inoviec (1042 m), kiedy znów zawitamy w te miejsca.
   
Kolejne foto pokazuje dla odmiany nam dobrze znane kopczyki. Dominantą jest Strażov (1213 m). Tam byliśmy w 2012 roku. Jak ten czas leci. W tyle jest widoczna zaśnieżona Mała Fatra. Nawet jeszcze dalej, na zdjęciu jest już niewidoczna, dwójka Babiej z Pilskiem. Przyznam, że długo pobyliśmy na szczycie. Nawet więcej. W ogóle mi się nie chciało powracać do technokratycznej społeczności. Powrotna droga taka sama. Tylko więcej wpatrujemy się w dół.
   
Tam gdzieś mamy zaparkowane nasze autko. Niebawem wkraczamy w las, kończą się widoki i niebywale szybko stajemy znów na parkingu. 3,5 godziny trwała nam ta eskapada górska. W tym momencie mogliśmy zakończyć wycieczkę i powrócić do domu. Jednak słońce było jeszcze wysoko i dlatego oddalamy powrót.
   
Wyszukujemy dogodne miejsce, na szczęście nie takie, jak miejsce noclegowe, żeby napić się kawy. Nie możemy się napatrzeć na Vapecz ze swoim bukowym lasem i skalną czapeczką. W taką pogodę powrotna droga nam się wydłuża. Nostalgicznie wspominamy na kopczyki z przeszłości.
    - Klak
    - Strażov
I na koniec muszę się trochę polutować. Nie było chrupiącej kaszanki w gospodzie w Cziczmanach. Zamykali na dwa tygodnie.
Dziękuję za uwagę.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
26-03-2019 07:21 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 6,710
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #4
RE: Z Tomturem na Maninie i Vapeczu

Stanislaw nie masz samochodu to nie wiesz po co jest tylne siedzenie Big Grin
Tytul powinien brzmiec jak zdokumentowalem wejscie tomtura na Manin Big Grin Dance Dance innocent



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
26-03-2019 07:47 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
grabarz
Adrian
*****


Postów: 1,865
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2014
Status: Offline
Post: #5
RE: Z Tomturem na Maninie i Vapeczu

Stasiu, bardzo zgrabnie opowiadasz o waszym miejscu noclegowym, uśmiałem się ok

A jak twoja opona, zmniejszyła się Wink



''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.'' (J.Kukuczka)
26-03-2019 08:25 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
yoter

*****


Postów: 961
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: May 2009
Status: Offline
Post: #6
RE: Z Tomturem na Maninie i Vapeczu

Fajny wypad. Smile
Stasiu, że jeszcze znaleźliście w okolicy jakieś górki, na których nie byliście. Dzięki Wam dowiaduję się o miejscach, o których nawet nie słyszałem. I w których pewnie nie będę.



góry to początek nieba
27-03-2019 08:49 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 15,621
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #7
RE: Z Tomturem na Maninie i Vapeczu

Janusz nie ma nic łatwiejszego, jak zrobić bibę po Górach Strażowskich. Nie musimy wciąż dreptać po Tatrach i Fatrach. Sulov, Strażov, Manin, Vapecz i inne, też są godne do odwiedzenia. Byłeś na Wielkiej Fatrze a Strażowskie są jeszcze bliżej. Toungue



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
27-03-2019 02:22 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: