Odpowiedz  Napisz temat 
Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 15,007
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

Motto (dedykacja własna dla Beskidniski): "Beskidnisko, Twoje życzenia były wysłyszane. Możesz być ze siebie dumna. Mało komu z organizatorów bib jest pogoda serwirowana na złotej tacy. To, co nas czekało w Beskidzie Niskim, było miłym zaskoczeniem i nie tylko o pogodzie tutaj myślę."
Beskidu Niskiemu chyba przyszło żal, jak nas potraktował w 2017 roku (relacja: http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=7671) i tym razem odwdzięczył się wyborowym babim latem.
Dane techniczne:
DOBA : 12.- 14. 10. 2018
PRZESTRZEŃ: Beskid Niski (BN)
OBIEKT (do spania): Pensjonat w Wysowej - Kowalówka
ODLEGŁOŚĆ: dzień 2 - Wysowa - Przeł. Blechnarka - Przeł. Regietowska - Regietów Wyżny - Kozie Żebro - Wysowa (20 km); dzień 3 - Wysowa - Przeł. Cigelka - Busov - skrót na Przeł. pod Hrbem - skrót do Blechnarki - Wysowa (17 km).
SUMA PODEJŚĆ: dzień 2 - 1664 m, dzień 3 - 922 m
CZAS (według mapy): dzień 2 - 7:15, dzień 3 - 6:00
OSOBY:
- forumowe - Anetta, Beskidniska, Bogusia, Fazik, Gosia3ek, Hemlighet, JarekRZ, Mallaidh, Malwina, Mieciur, Pablo, Pandzia, Stasiu, Szewczyczek, TomaszRT, Tomtur, Yoter
- gościli - Paweł

Dzień pierwszy, piątek - sporo planów i zostało na wodzie mineralnej

Na początku były spore plany. Pogoda się wyklarowała dużo wcześniej i miała się utrzymać jeszcze na naszą bibę. Zjazd bibowiczów był wolny i wspólne plany żadne. Grupa śląska miała plany ferratowe, jednak szybko ta bańka mydlana pękła. No to może coś spróbujemy na miejscu. Ale i to, jak się później okazało, spaliło się na panewce. Tomtur, Fazik i ja jeszcze wyjeżdżamy w obstojnym czasie. Jest 7:00. Jednak o takiej pogodzie, o dziwo, połowa Polski miało też te same zamiary - wyjechać w góry. Każda wiocha i każde skrzyżowanie dróg głównych miało w swym zestawie paletę wszelakich kolorów w postaci utrudnienia nam prawidłowego przesunięcia się do bazy wypadowej w Wysowej. Tu korek, tam objazd. Na dodatek po drodze zamiast kawy na wynos na jakieś stacji, zostajemy zaproszeni na kawę do Beskidniski. Zachęta było o to większa, że do kawy były podawane ciastka. To wszystko spowodowało, że na miejsce dotarliśmy dopiero o 14:00. W międzyczasie stwierdzamy, że w Nowym Sączu sporo kopców wokoło i na dodatek przez nas nie odwiedzonych. Może jacy miejscowi forumowicze nam kiedyś sprawią niespodziankę. Okazuje się, że pensjonat to nobleśna chałupa z pełnym wyposażeniem.
   
Jak już uprzednio wspominałem, wszelakie dreptanie zaniżyło się tylko do przesunięcia się z obiektu do spania do obiektu z wypasem.
   
Dopiero teraz zauważyłem, że jakoś wszyscy na tym zdjęciu wyglądają smutni. Czyżby mieli w sobie mało wiary, że będzie dobrze przez kolejne trzy dni? W powrotnej drodze do bazy zahaczamy o Park zdrojowy i odwiedzamy Pijalnię. To nie była pijalnia jakiegoś wstrętnego piwska, ale w ofercie mieli parę rodzajów wód mineralnych. W wyborze dla mnie właściwego napoju kuracyjnego poprosiłem obsługującego kurki z napojem. Ten mnie zmierzył swoim znawczym okiem i nalał mi Franciszka.
   
Ponoć dobry dla mężczyzn. Nie wiem czy to miało mi ulżyć przed dniami ostatecznymi, czy miało to wzbudzić we mnie nową witalność. Na mnie w niczym nie podziałało. Kamień mi z serca spadł, kiedy przeczytałem, że trzeba tej żywej wody wypić o sporo więcej niż jeden kubek. Wieczorne integracyjne rozmowy odbywały się najpierw pod pergolą i kiedy nas chłód wygnał do chałupy, kontynuowaliśmy je w jednej z dwu jadalń.
   
Pablo i Tomtur pozdrawiają z pierwszego dnia biby bez chodzenia po kopcach.


Cdn. W kolejny dzień będziemy już dreptać po górach. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-10-2018 04:36 PM przez Stasiu.

23-10-2018 04:34 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 15,007
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #2
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

Dzień drugi, sobota - leśni ludzie

Długo oczekiwana chwila. Wyruszamy w tutejsze kopce. Trochę ze spóźnieniem, ale z wiarą na górskie przeżycia.
   
Co to dla nas Beskidniska z Pawłem przygotowali? Czuję jakieś nędzne zamiary. Pierwsze kroki nas kierują w stronę Blechnarki. Okoliczne góry są fantastycznie ukolorowane. Te widoki nam towarzyszą niemal pod samą Przełęcz Blechnarka. Jednak później ten kolorowy pejzaż nam przysporzy pewien niedosyt. Tak blisko się około nas zacieśni, że nam nie umożliwia żadnych widoków.
   
Na razie wiara bibowa jest w dobrym nastroju. Dolina do przełęczy powoli się podnosi i sił jest na razie sporo. Mamy przez organizatorów zapowiedziane leśne opiekanie kiełbasy i to nas gna do przodu. Nie wiemy kiedy to nastąpi. Pierwszy cel opanowany. Jesteśmy na Przełęczy Blechnarka.
   
Tutaj jest jasne, że kiełbasy pozostaną w plecakach. Na szczęście jest jeszcze młoda godzina. Nawet jeszcze nie drepczemy całą godzinę i już postój na obżeranie się? Śniadania jeszcze ciąży w brzuchu. Wystarczy parę łyków jakiegoś napoju i ruszamy dalej w drogę. Czeka nas teraz dreptanie granicznym grzbietem do Przełęczy Regietowskiej. Półtora godziny górskiej huśtawki w lesie. Zero widoków i tylko ścieżka. Uciążliwe momenty dla fotografika. Zrobić jakieś ujmujące zdjęcie graniczy z cudem. Zwłaszcza uchwycić w kadrze taki niestały organizm jakim są bibowicze w ruchu.
   
Jeszcze, że Pandzia się nade mną ulitowała i była komparsem do mojego zdjęcia z tłem uciekających bibowiczów. Zbliżamy się do Przeł. Regietowskiej. Czeka nas postój i to nie byle jaki. Będziemy opiekać kiełbaski. Przyznam, że jeszcze w lesie na przełęczy nie robiłem coś takiego. Jest wiata z ławeczkami i ogrodowy kominek. Coś takiego wznikło w ramach projektu SOCRATES w celu wspierania ruchu turystycznego na granicy PL/SK w BN. Widać, że tutejsi ludzie chodzą w górach z sercem.
   
Szewczyczek w roli wodzireja rozdziela zadania. Ten pójdzie po drewno na opał, ten przygotuje kiełbaski, inny pokroi chleb. Role rozdzielone i można zacząć opiekać.
   
Większość uczciwie zabrała się na opiekanie.
   
Jednak były jednostki, pasożyty, które darmowo chciały zwinąć prawie że upieczone potrawy dle siebie. Biesiadę południową można uważać za udaną.
   
Dobrze się siedziało i gadało. Jednak my nie dla biesiady w te góry przyjechali. Trzeba nam raczej kilometry trawić niż jedzenie. Ruszamy do kolejnego celu. Dolina Regietowska. Ciekawy krajobraz i miejsce. Tutaj z całkiem dużej wiochy, Regietowa Wyżnego, pozostała tylko kapliczka i cmentarz. Ludzie przesiedleni, zabudowania zlikwidowane. I to wszystko na rzecz "Akcji Wisła".
       
Mnie to przypomina podobny scenariusz w tym samym czasie, ale w innych górach. Szumawie. Akurat w tym roku odwiedziłem zanikłą wiochę Zhůří.
           
Też została tylko kapliczka i puste pola. Hemli lub Kunlun mogą sobie o tym przeczytać z drugiego zdjęcia. Trochę mi na tablicy u Regietowa brakuje historycznych zdjęć z widokiem na wiochę. Podczas dreptania doliną zauważamy na potoku Regetówka kaskadę tam, które nie wytworzyły ludzkie ręce, ale znany wodny gryzoń.
   
Widać, że gdzie ludzka noga sporo nie chodzi, tam się bobrowi powodzi. Po drodze Szewczyczek mi pokazuje miejsce - bazę namiotową w Regietowie - gdzie by można było przeprowadzić przyszłą "Akcję Kocioł". Mnie się podobało. Co jednak na to inni powiedzą? Powracam do rzeczywistości. Czeka nas kolejny etap. Tutaj Beskidniska i Paweł byli tajemniczy, jak Tajemniczy Zamek w Karpatach. Coś tam pod nosem mamrotali, że nas czaka jakieś żebro czy żeberka. Może będzie kolejne opiekanie, tym razem popularnego wędzonego jedzonka. Taaak! Było opiekanie!!! Ale we własnym sosie.
   
W połowie Doliny Regietowskiej skręcamy w lewo w kierunku już na Wysową. To jest w porządku. Czas już zamknąć koło. Tylko że ktoś postawił na drodze mało pozorny kopczyk - Kozie Żebro. Nie rozumiem, jak mogło powstać takie kretowisko z niemal pionowym stokiem. Fuczałem jak maszyna parowa (inni mam nadzieję, że też).
   
Całe szczęście, że ja lubię takie podejścia. Wtedy czuję, jak wraz z potem wytapia się we mnie tłuszcz nagromadzony (przyznaję) w czasie niewłaściwego (nie mogę napisać "niezdrowego") odżywiania się. Chyba jestem masochistą, kiedy mnie cieszą takie podejścia tzw. wyciskacze tchu i krwi. No i nie lubię koziny.
   
Na wierzchołku Koziego Żebra (847 m), najwyższego dzisiejszego punktu, już siedzą wypoczęci Ci, którzy prędzej doszli i mają ubaw z tych co akurat zziajani dochodzą. Jednak to by nie byli forumowicze GŚ, żeby pot na nich wnet nie uschnął, oddech i serce szybko nie powróciły do normy i wnet postawić się do zdjęcia jak jeden oddział.
   
Co nam przyszło wyjść, to nam było trzeba zejść. Na szczęście dla mnie, zejście w stronę Wysowej było mniej strome i moje kolana to przyjęły z wdziękiem.
   
Przyznam, że ostatni odcinek dzisiejszej wędrówki mi się dłużył. Ta klasyka - zejście z kopców i dreptanie asfaltem do celu boli więcej niż podejścia. Jednak i tego rodzaju poruszania się trzeba przyjąć ze zrozumieniem. Ostatnia atrakcja, to mijanie koziego/lamiego ogródka.
   
Swój ku swojemu. każdy się musiał przywitać. Parę zdjęć i już w oddali czuć Wysową. Mamy krótko przed 16:00 i po 6,5 godzinach drałowania usadawiamy się w jednej zajezdni na zasłużoną obiadokolację.
   
Chciałem napisać, że tym razem Bogusia przesyła pozdrowienia na dzień dzisiejszy, ale była zainteresowana czystością kufla do piwa. I to koniec dzisiejszej wędrówki. Rzecz jasna, że wieczorem przebiegały interesujące rozmowy i było czym gadać. Doszli kolejni bibowicze i też Yoter, który gdzie indziej gonił po BN i podzielił się swoimi przeżyciami.

Cdn. wycieczka na najwyższy kopiec BN



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
25-10-2018 04:55 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 9,528
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #3
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

ok Jest kilka dobrych opisów Smile Stanisław ciągle w formie... czekam na c.d.



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
25-10-2018 08:36 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Mallaidh

*****


Postów: 3,662
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Offline
Post: #4
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

Pablo napisał(a):
ok Jest kilka dobrych opisów Smile Stanisław ciągle w formie... czekam na c.d.


Potwierdzam, wręcz nie zaprzeczam ok


25-10-2018 08:40 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Beskidniska

****


Postów: 235
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Apr 2016
Status: Offline
Post: #5
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

A ja to z niecierpliwością czekam o jakie jeszcze trudności Stasiu "oskarży" organizatorów Wink
Czyta się jak zawsze z napięciem i jak się przyzwyczai, że to m.in. o nas, to chętnie by się wróciło... Nie tylko do wyciskania potu, ale i zwyczajnych wieczornych pogaduszek Smile


25-10-2018 08:49 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Bogusia

****


Postów: 176
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2007
Status: Offline
Post: #6
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

Stasiu, jestem fanką twoich relacji i sposobu postrzegania świata Big Grin
A kufel był tak czysty ile uśmiechu na mojej twarzy Wink


25-10-2018 09:28 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 2,744
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #7
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

PoezjaSmile
Może i Stasia męczy trochę spisywanie wspólnych wyjazdów, ale cóż, nikt tego nawet porównywalnie nie zrobiok

Parę zdjęć z drugiego dnia:

"Kania":shy:
   

Piękna jesień
   

Balet Kruszynki
   

Sęp na kiełbaski
   

Panorama znad śpiącego królewiczaBig Grin
                   

Koza
   



Hej ho, zwariowana przygodo!

Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-10-2018 02:36 PM przez szewczyczek.

27-10-2018 02:35 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 15,007
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #8
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

Dzień trzeci, niedziela - wyżej już to nie idzie

Na większości bibach ostatni dzień nie jest brany zbyt poważnie. Dopołudniowe babmbelanie i powrót w domowe pielesze. Tym razem plany były całkiem inne. Drałowanie po kopcach na całego. W planie jest Busov a to znaczy, że przejście całej trasy będzie przebiegało w zwiększonym tempie. Swoje do powiedzenia miała też pogoda. W taką pogodę by było dla góromana ciężkim grzechem siedzieć gdzieś na tyłku.
       
Na razie stały punkt niedzielnych programów - jajecznica na ogniu i wspólne śniadanie. Wyjście na trasę jest niemiłosiernie stanowione na 8:15, na śpiochów się nie czeka i z tego też powodu kucharze wstawają jeszcze przed świtem, kiedy reszta ma jeszcze północ. Wieczorem poniektórzy próbowali protestować, że tak wcześnie trzeba wstawać, ale nic nie wskórali. Rano wiara bibowa się powoli budzi. Jednak okrzyk "jajecznicaaa!!!" działa na wszystkich jak pobudka w garnizonie wojskowym. Gar jajecznicy się szybko opróżnia. Zbliża się moment wyjścia na trasę. Tym razem jestem pod wrażeniem. Wychodzimy nawet 5 minut przed stanowionym czasem. Nie wiem jaki eliksir podziałał na nasz oddział.
   
Na pierwszy plan mamy przedpisaną Przełęcz Cigelka. Ledwo co wystartujemy i już znów stajemy. Tak wcześnie zrzucamy ze siebie wszystkie zimowe hambały. Miał być poranny mrozik a tu człowiek się poci w letnim ubraniu.
   
Na przełęczy zdjęcie grupowe. Paweł nam przekazuje instrukcje, że w Cigelce na nas się szykuje nietypowa sytuacja. Dalsze instrukcje otrzymamy na miejscu.
   
Przełęcz zostawiamy za sobą i schodzimy do Cigelki. Podkreślam, schodzimy. Czym niżej zejdziemy, tym więcej nam będzie trzeba gramolić się pod górkę. Wyśmiany Busov i Beskiniska. Oni wiedzą co nas czeka. Nie mogłem się oprzeć i robię jeszcze jedno zdjęcie kolejnego kopca - Lackowa.
   
Przyznam, że drugi raz jestem w pobliżu i jeszcze nie okosztowałem jej głośno wymawianego podejścia. Schodzimy do Cigelki. W niedzielę przed południem jest tutaj spokojnie i cicho. Paweł nas informuje, że tutaj to nie jest problem. Problem jest tam dalej za wioską. Szlak prowadzi około cygańskiej osady. Najlepiej zrobimy, kiedy w zwartej grupie szybko przejdziemy to miejsce.
       
To, co później nastąpiło mnie niemile zaskoczyło. Kiedy nas w osadzie zauważono, małolaty wybiegły nam na przeciw. Żebrały o cukierki i inne słodycze, te starsze nawet o pieniądze. Nie wiem na ile to było z potrzeby i na ile to było ze zwyczaju. Szkoda, że nie miałem torebki cukierków. Domy w osadzie nie wyglądały ubogo. Nie chcę domyślać co się dzieje, kiedy tędy przechodzą dwaj turyści lub, jeszcze gorzej, jeden? Bez utraty mienia przeszliśmy ten napór małolatów. Tutaj imaginarne wrota się zamknęły i drogi powrotnej nie ma. Od tego miejsca, do teraz normalna trasa, zaczyna się poważnie podnosić.
   
Jedno ze zborowych postojów. Przyznam, że nie często jest tyle forumowiczów po kupie. Wyglądają, jakby czekali na jaki powóz na leśnym przystanku. Nic jednak nie przyjechało i dlatego drałujemy dalej po swych. Dochodzimy do małego siodełka pod wierzchołkiem. Całe szczęście, że ostatni etap idzie się zakosami i nie na krechę, jak poprzedniego dnia na Żebro.
   
Tutaj widzimy uśmiechnięte twarze. Bogusia już o czystości kufla zapomniała. Dojście do wierzchołka mi się nie dłużyło. Jesienne przyzwyczajenie. Jest 10:50 i w niecałe 3 godziny stoimy na najwyższym miejscu BN.
   
Najpierw jesteśmy zachwyceni minimalnymi widokami. Tutaj nawet widać typowy dom uzdrowiskowy w Wysowej. Ponieważ więcej nie było widać, zamierzyłem się na poszczególnych odpoczywających uczestników.
   
Ze zdjęcia jednej z dwu par nowo małżeńskich można sporo wyczytać. Ja na przykład sobie myślę, że Hemli lakuje swoje paznokcie na bieżąco z doborem koloru do kurtki. I tak dalej byśmy na wierzchołku siedzieli w niewiedzy i oglądali jak liście spadają z drzew, gdyby Pandzi się nie chciało. Wystarczyło zejść 50 m i las nagle się otwierał.
   
Nareszcie było nam dane oglądać jakieś widoki. W dali Tatry, te były, rzecz jasna, przez bibowiczów najwięcej obstrykane. Czas nas nagli i trzeba myśleć o powrocie. Wypada jeszcze zcalić się do kupy i pstryknąć pamiątkowe zdjęcie.
   
Cieszy mnie, że udało mi się zadokumentować dla potomnych full ekipę i to z wyśmianymi paszczami. Powrót. No tak, ale czy musimy znów przedzierać się przez dziatwę na Cigelce? Nie ma innej możliwości? Jest! Najpierw zejść z powrotem do siodła pod wierzchołkiem i potem pozaszlakowo, na krechę zejść do niebieskiego szlaku w siodle między Cigelką i Wyżnym Twarożcem, stąd prowadzi leśna droga, obchodząca Hrb aż na graniczny szlak.
   
Z początku staraliśmy się trzymać jako taki kształt ekipy wycofującej się z wierzchołka. Jednak stromy stok nas rozdziela, ponieważ każdy ma inny styl skulania się w dół. Tutaj muszę przyznać, że elektroniczne aplikacje map są w danym przypadku wygodniejsze od tych papierowych i busoli. Od razu widzisz, gdzie w tym lesie jesteś i w którym kierunku podążasz.
   
Przyznam, że często musieliśmy korygować nasz kierunek. Jednak bez strat ludzkich i bez większych uszczerbków na zdrowiu (tylko Fazikowi się jakieś patyki przyplątały między nogi i musiał korygować swój postój) dochodzimy do niebieskiego szlaku w siodle. Tutaj zauważamy, że te same zamiary skrótu miał ktoś inny z farbami. Drzewa od siodła pod Busovem do niebieskiego szlaku są poznaczone. Jak by ktoś odpowiedzialny chciał rozwiązać problem i poprowadzić szlak pomijający cygańską osadę w Cigelce.
   
Kolejny postój na odpoczynek. Akuratne miejsce, ponieważ mało kiedy las ustępuje i umożliwia nam kochać się widokami. Na zdjęciu odpoczywająca ekipa i w tyle leśna góra, która nas akurat wypuściła ze swego objęcia.
   
Kolejne zdjęcie, które można opisywać z różnych kątów widzenia. Opisanie wdzięku naszej ładniejszej części ekipy pozostawiam innym. Ja się skupiłem na... zelówkach buciorów górskich. Też się ładnie prezentują na tle Cigelki i wzywającej do odwiedzin Lackowej. Nawet mam zdjęcie z odwrotnej strony z widokiem na zelówki, ale nie wypada go publicznie tutaj prezentować. Krótki odpoczynek i dalej w drogę. W aplikacji dobrze wyznaczoną drogę musimy z początku szukać i dalej też nie ma żadnych dziwów. Droga powoli zarasta, ale jednak bez problemów, tomturowym stylem, nas doprowadza na graniczny grzbiet omijając Hrb. Paweł nie chciał odpuścić i proponował nam, już szlakowo, na Hrba wyjść. Nikt nie dał się skusić. Może, gdyby nas czym przekupił? I tak wszyscy, jak jedna noga, wyruszyli skrótem na Przeł. Wyżny Twarożec.
   
Szkoda, że zabrakło czasu dojść aż do Przeł. Blechnarka. Tak byśmy zamknęli część granicznego szlaku. Wykorzystujemy skrót prosto do Blechnarki.
   
Wypada jeszcze zrobić zdjęcie naszego gospodarza i o 15:00 możemy zaznaczyć, że nasze wędrowanie w BN się na ten czas skończyło. W szybkim tempie przeprowadzamy w bazie oczystę, papu i pakowanie. Każdy w innej kolejności. Trzeba wyjechać, do domu daleko. Pożegnanie z nutką smutku. Za naszą jednostkę dodam, że powrotna droga odbyła się pod znakiem - pół Polski miało ten sam zamysł.
   
Fazik z bananem pozdrawia za nas wszystkich tych, co z nami nie byli. Dziękuję za uwagę.

Zakończenie: Na początku podziękuję Beskidnisce i Pawłowi za organizację biby, że się postarali o to, żeby nam się powodziło i mieli warunki na wieczorną kulturę. Dzięki. Przyznam, że pogoda też zrobiła swoje. Byłem mile zaskoczony, że nas się zebrała spora gromada, co oznacza, że forum GŚ żyje. Podziękuję innym za miłą atmosferę i towarzystwo. Za siebie powiem, że żal mi moich wieczornych kryzysów, dziadki chyba potrzebują więcej się przespać. Co do BN. Ładne są, aczkolwiek sporo liści na drzewach nam zasłania widoki. Wierzę, że nam się uda przeprowadzić kiedyś "Akcję Kocioł w BN" i tym koniecznie odwiedzić Lackową z jej popularnej strony. Do następnej bibowicze.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
27-10-2018 06:05 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 9,528
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #9
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

Świetnie się czytało, Twoje obserwacje i opisy są niejeden raz i zaskakujące i jednocześnie trafne.
Podziękował ślicznie za relację Smile



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
27-10-2018 08:42 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 15,007
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #10
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

szewczyczek napisał(a):
Panorama znad śpiącego królewiczaBig Grin

Raczej bym nazwał to Ballada o śpiącym królewiczu. innocent

szewczyczek napisał(a):
Koza

Jak z kozą, to masz tu jedną i ode mnie:
   



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
27-10-2018 09:13 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 6,256
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #11
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

Ja wam dam książę, królewicz , kwasny po prostu stary zmęczony człowiek Big Grin



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
28-10-2018 06:21 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 5,670
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #12
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

tomtur napisał(a):
Ja wam dam książę, królewicz , kwasny po prostu stary zmęczony człowiek Big Grin


Zmęczony, no kto by pomyślał Wink Toungue

Stasiu dziękuję w imieniu tych co nie byli a mieli okazję przeczytać relację i być może zdecydują się na udział osobisty w następnych forumowych spotkaniach które nazywamy BIBA a z tradycyjnymi "bibami" niewiele mają wspólnego ok

Twoje relacje powinny się ukazać drukiem w jakimś tomiku lub książce... Prima teksty ok



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
28-10-2018 02:23 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pandzia

**


Postów: 11
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2017
Status: Offline
Post: #13
RE: Beskid Niski - słońce gdzie tylko popadnie - jesienna biba 2018

Stasiu, tak miło wspominać te ciepłe, kolorowe dni w BN Rolleyes Podzielam zdanie, że twoje opisy są zawsze w wyjątkowym, niepowtarzalnym klimacie. Rozbudzają wspomnienia, dają wiele radość i utwierdzają w przekonaniu, że jest się z odpowiednią ekipą - w odpowiednim miejscu ok
Dziękuje też Eli i Pawłowi za super bazę i organizację wypadów w te przepiękne górki Wink
Ha, czytam o BN a myślę już o Filipce!!! giggle
Do miłego - górskiego Smile



Nie siła, lecz wytrwałość czyni wielkie rzeczy.
29-10-2018 09:30 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: