Odpowiedz  Napisz temat 
Białe Karpaty - Chmielowa i Wrszatec
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,609
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Białe Karpaty - Chmielowa i Wrszatec

Chmielowa i Wrszateckie Podzamcze

Kończy się zima 2018 roku i ja z Tomturem musimy to jakoś uczcić po górolsku. Przyznaję, że siedzieliśmy w samochodzie 10 minut i przebieraliśmy, gdzie tu pojechać. Conti to ma łatwe, jak w góry to Tatry, ale my? Beskidy schodzone już ponad głowę i dalej, na jednodniową wycieczkę, to trzeba autko porządnie pogonić. Podotykam, że zima wcale nie pofolgowała, ale wręcz przeciwnie. Na polu 10 na minusie i do tego lodowaty wiatr. Ani twardziela turystycznego by w taką pogodę nie wygnał. Jednak my mamy plan i pójść musimy. W końcu mamy wytyczony cel. Odwiedzimy już uprzednio mną deklarowaną destynację - Białe Karpaty. Rozciągają się dalej na południe od Beskidów i Jawornika, na granicy czesko-słowackiej. Żeby nie jechać aż tak daleko, decydujemy się na zahaczenie od razu na początku tych gór.
       
Kto raz już jechał autostradą ze Żyliny na Bratysławę, to za Puchowem zobaczył na prawo wynurzający się bardzo widoczny zestaw górek - wapienne skały Jawornika, Chmielowej (Chmeľová) - ponoć najładniejszy kopiec Białych Karpat i skałę ruin Wrszackiego Zamku (Vršatský hrad). Z autostrady zjeżamy na exicie 145 - Iława. Dzisiaj nas nie czeka żadne drałowanie, raczej idzie o lajtową wycieczkę. Chmielowa ma ponad 900 m a parking jest usytuwany na wysokości ponad 700 m. Trzeba jednak przejechać na drugą stronę i tam wystartować na czekający nas kopczyk.
   
Na parkowisku pustki, na szlaku bezludzie. Ponoć ten bliższy moloch na zdjęciu był wybudowany na czarno i bez dokumentacji przez osoby z właściwym wpływem (znamy jak to w życiu bywa). Dodatkowe zezwolenie załatwiało się po fakcie (można porównać z podobnym obiektem na Krowiarkach). Zionęło tam pustkami. Ciekaw jestem kto napełni tego giganta na tym pustkowiu. My jednak przejdźmy do naszych spraw. Pierwszym naszym celem jest od razu Chmielowa (925 m).
       
Kawałek wygodną ścieżką, kawałek podejścia (odbicie od szlaku) bukowym lasem i po pół godzinie jesteśmy na wierzchołku.
   
W dole widzimy parking i hotele. Jeden nas będzie po wycieczce gościł. W środku zdjęcia jest skała z ruiną zamku, na lewo skały Jaworiny, które są widoczne z autostrady i całkowicie zakrywające widok na Chmielową. Pod skałą zamku widać też drogę, którą przyjechaliśmy. Na wierzchołku dajemy porcję herbaty z termosu. Na zdjęciu to tak nie widać, ale ten lodowaty wiatr daje we znaki. Z tego powodu też zbytnio nie rozkoszujemy się widokami i zmykamy w dół. Schodzimy do szlaku na przełęczy i jeszcze próbujemy przejść na przeciwległą Jaworinę (bez szlaku, ale widoczny wydreptany chodnik). Chcemy popatrzeć jak to jest z widokiem do doliny, od której przyjechaliśmy.
   
Między gołymi gałęziami są widoczne chałupy Wrszackiego Podzamcza i podjazdową drogę od wsi Pruskie (patrz drugie zdjęcie). Szkoda, że widok zasłaniają gałęzie. Jednak i to dobre, kiedy będą drzewa oliścione, wtedy i widok będzie marny. Schodzimy znów do siodła, gdzie rozpoczynamy pełnić kolejny cel.
   
Obejście skał Jawornika ścieżką dydaktyczną - Vršatecké bradlá (nie wiem jak właściwie przetłumaczyć). W tej tylnej części przejścia poszczególne skałki mają swój dynamiczny charakter. Pełny widok zasłania nam jednak las.
   
Ciekawe czy te tereny są latem oblegane przez sznurkowców. Nigdzie nie było żadnej wzmianki o macaniu skał. Żeby nie było tak łatwo, szlak nam sporo opada i później znów się podnosi. Trzeba te straty wysokości i ponowne ich nabieranie brać z rezerwą. Nie jesteśmy w wielkich górach. Jesteśmy tylko rozleniwieni.
   
Po wyjściu z lasu czekają nas nareszcie odsłonięte widoki. Widzimy kopczyki jak Strachoniowiec i Czerwony Kamień (Červenokamenské bradlo). Pod nim widzimy skalny monolit o wysokości 45 m - Czerwoną Skałę. W razie dostatecznego czasu, jest dobre bliżej się jej przypatrzyć. Nawet na jej wierzchołek prowadzi eksponowana ścieżyna. Nam trzeba jednak drałować w odwrotną stronę. Praktycznie przechodzimy na drugą stronę grzbietu Jaworiny.
   
Następuje faza podejściowa. Na zdjęciu widzimy w tyle Siodło Chotucz. Dla starszyzny, jak my, nie robiło to żadnych trudności tam podejść.
   
Nie mogłem się oprzeć i wsunąć jeszcze raz zdjęcie z Czerwoną Skałą, tym razem z Siodła Chotucz. Kończymy patrzeć do tyłu i w oczekiwaniu chwil przyszłych z niecierpliwością wyczekuję co mi przyniesie dalsze dreptanie. Droga doprowadza nas do wioski Wrszackie Podzamcze.
   
Nad wiochą wypina się skała z ukrytymi ruinami zamku i wprawo podnoszące się skały Jaworiny. Wioska wygląda na śpiącą. Jedyny lokal gastronomiczny jest zamknięty na jeden spust (wygląda to na renowację). Musimy sobie chętki na odświeżenie organizmu zostawić na później. No nic, duchy na zamku już na nas czekają. Drogą, którą rano przyjechaliśmy, wychodzimy nad wioskę i do przełęczy, gdzie na drugiej stronie mamy zaparkowane autko.
   
Po lewej są skały zamku, po prawej skały Jaworiny i w tyle wypina się dumnie, rano odwiedzona, Chmielowa.
       
Jeszcze widok w inną stronę z tego samego miejsca. Widzimy wiochę z kopczykiem Chotucz (zupełnie w lewo siodło, gdzie przed pół godziną staliśmy). W dali dolina Wagu i za nią by miały być widoczne Strażow, Klak, nawet Wielka Luka i inne. Parę odpchnięć kijkami i podchodzimy do ruin zamku.
       
Najpierw z Tomturem penetrujemy dolny (młodszy) zamek. Widoki są zwłaszcza na zajezdnię, która nas ma później wybawić z biedy. Potem przychodzi kolej na górny zamek. Tutaj wchodzi się na własne ryzyko. Trzeba ryzykować, że człowiek oberwie po łbie jakimś kamieniem z powodu widoków. Z górnego rozciąga się jeden z najładniejszych w Białych K. Duchy zamku nie były dla nas przyjazne. Starały się nam jak najwięcej sprzykrzyć te chwile. Do teraz nieprzyjemny wiatr, wzmógł się na sile. Potęgował odczucie chłodu na otwartych częściach ciała. Ba, więcej. Próbował się dostać każdym otworem w odzieży i na te zakryte części. My się tak łatwo nie poddajemy. Musieliśmy pod każdym warunkiem zadokumentować widoki.
   
Dla mnie najładniejszy widok był na skały Jawornika, dumnie wypinającą się Chmielową i niezapomniane siodło między nimi. Widzimy też parking i już wspominaną na czarno postawioną budowlę. Czas na ucieczkę.
   
Tomtur jeszcze daremnie próbował mocować się z wklinionym kamieniem, ale było poznać, że jest już zgłodniały i zmęczony. Kamień się nawet nie poruszył. Jest 12:30 i po 3,5 godzinach koło naszej wycieczki się zamyka. Przychodzi pora, kiedy trzeba omówić nasze przeżycia w cieple jakieś zajezdni. Na szczęście nasze obawy się nie napełniły. Było otwarte.
   
Chociaż mamy gęby czerwone nie od słońca, ale od lodowatego wiatru, nasze górskie chętki były zaspokojone. Za oknem widać ruiny w pełnej okazałości.
   
Tomtur dziękuje znad obiadu za okazanie nam przychylności.

Zakończenie: Ładna wycieczka. Może lepiej odwiedzić te miejsca w jesieni, kiedy liście drzew grają wszystkimi kolorami. Teraz było wszystko jakieś takie szarawe. Będzie nam trzeba jeszcze kolejne kopczyki Białych Karpat odwiedzić, Dziękuję za uwagę.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-03-2018 07:11 PM przez Stasiu.

21-03-2018 07:11 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
grabarz
Adrian
*****


Postów: 1,860
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2014
Status: Offline
Post: #2
RE: Białe Karpaty - Chmielowa i Wrszatec

Takich trzech, jak was dwóch to ani jednego Wink
Sympatyczne pożegnanie zimy ok



''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.'' (J.Kukuczka)
21-03-2018 09:26 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: