Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (2): « Pierwsza [1] 2 Następna > Ostatnia »
Grzybobranie
Autor Wiadomość
Gandzia1
@@@@@@@@@@@@@@
*****


Postów: 1,762
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #1
Cool  Grzybobranie

Wyprawa Mazury -babskie grzybobranie
15-16.09.07

Plan od dawna był taki aby bez facetów pojechać na relaksacyjny wypad wodno-grzybny.
Tak też moja Bliźniaczka, ja i Becia (koleżanka z ławy szkolnej) ( miała jechać jeszcze jedna baba ale coś jej wypadło) po perypetiach z zapakowaniem do samochodu ?całego domu? (jedna wzięła cały zestaw do makijażu ?dla grzybów) wyruszyłyśmy o godz. 6 .15 z rana w kierunku Ruciane ? Piecki ? Bieńki.
Jechało się dosyć spokojnie, mały ruch jeszcze nie wiało , chwilami padał niewielki deszczyk.
W Rucianym mały zajazd do portu , przechadzka wzdłuż jachtów, bardzo lubię odczytywać ich nazwy .
I dalej do Piecek i tam oczywiście zawsze odwiedzane lody i zakupy jeszcze prowiantu (jak by tego co zabrałyśmy miało by nie starczyć) a samochód cały zapakowany ?bo my na całe dwa dni.
O 10 godz. jesteśmy w Stanicy wodnej Bieńki ,załatwienie domku ale o dziwo wszystkie domki z widokiem na jezioro Białe zajęte (6szt),aż dziw ,że tyle ludzi jak na taka pogodą zjechało ,pani w recepcji też zdziwiona i zadowolona frekwencją. Po zaokrętowaniu się do jednego  z tych domków ale od strony przeciwnej, mały obchód po stanicy. Odwiedzenie pomostów i tego wędkarskiego zawsze z cudnym widokiem na zachody słońca i żurawie i tego kąpielowego dziś w stanie opłakanym bo odbywa się remont z wymianą wszystkiego .
Na jeziorze bardzo wieje, przewalają się raz chmury z deszczem a raz słońce. Robimy wyprawę na grzyby. Obowiązkowo kalosze bo mokro. Piękną polną drogą trochę pod górę jakieś pięćset metrów i mamy las. Cisza ,spokój tu nie dochodzą podmuchy wiatru, pusto bezludzie tu można odpocząć .Pomyśleć o czymś innym niż praca, rachunki do zapłacenia, upływające lata, zmarszczki, siwe włosy itd.
A krajobraz jak z bajki. Prześwietlony promieniami słońca świerkowy w większości las, trochę brzeziny i młodych zasadzeń sosny. Poszycie miękkie i zielone kobierce mchu. I oto ja zdobywam pierwszy order leśny malutki śliczny ?czerwoniak? osak jest mój. Jaka radość nas trzech . I zaczynamy powoli każda coś znajdywać a to podgrzybki,  a to prawdziwki, a to kurki, sitaki, maslaki. Radość nasza jest ogromna a pasja zbierania wciąga.
Podgrzybki rosną całymi rodzinkami a są prześliczne dziś skąpane od czasu do czasu spadająca z nieba zlewą ich łebki lśnią jak polakierowane i wyglądają trochę nie realnie. Wchodzimy w głąb lasu zataczając jakby kołem w kierunku gdzieś dalekiego jeziora. Teren jest pofałdowany raz wspinamy się na pagórki raz z nich zbiegamy.
Czasem przechodzi deszcz i wiatr targajacy drzewa  i raz chowamy się do takiego dużego pasnika dla zwierząt.A fajny jest bo ze stryszkiem. Jakoś się tam wdrapujemy po jakichś palach i żerdziach. Czekamy aż ulewa minie podziwiamy widoki i chłoniemy las. Potem znów zaczynamy zbierać skarby lasu i tak dochodzimy do śród-leśnego mostu na rzece Krutyni. Zmęczone nogi powoli dążą ku powrotowi  po 2 godzinnym zbieraniu.

W domku głodne i spragnione dopadamy do naszych zapasów. Gotujemy herbatę, obieramy grzyby. Robimy małe coś nie coś smażonego z grzybów- pychota, no i oczywiście grzańca galicyjskiego literek. Potem wyruszamy na wieczorny spacer do jeziora ,siadamy na ławce na pomoście wędkarskim i podziwiamy zachód słońca. Widok jest trochę groźny, przewalają się chmury , wieje silny wiatr, fale wpływają na pomost. Opatulone w polary i kurtki zaczapkowane po czubki nosa chłoniemy te dziwy przyrody, klimatu i żywiołu.
Trzeba szykować się do snu jak wiadomo o 20 godz. czarna noc. Trochę jeszcze pogaduchy i lulu.
Ale co to ciemna noc a tu coś strasznie szeleści w naszym prowiancie czyżby któraś z nas nocne podjadki uskuteczniała. Wołam ko tam atu nic ,panika czyżby ktoś się włamał i buszuje. Zerwałam się na równe nogi ,palę światło wołam -gwałtu, rety  pobudziłam wszystkie. Ale to nie ludzie tylko myszy harcują. Przenosimy wszystko wyżej ?myślimy teraz będzie spokój. Ale gdzie tam już prawie zasypiałam i znowu w naszym prowiancie szeleści. Znów zerwałam się i rozganiam gryzoniowe towarzystwo. Żeby teraz spokojnie zasnąć naszykowałyśmy małą ucztę dla rozkosznych myszek i tak rozpoczęła się biesiada pod stołem z bułki i ze słonecznika. Spokojnie z nów położyłyśmy się a pod stołem było słychać ciche popiskiwanie i łuskanie słonecznika z taką kołysanką zasnęłyśmy wreszcie.

Poranek obudził nas optymistyczny już nie padało , na niebie przechadzały się chmurki i zapowiadała się lepsza pogoda i bez wiatru. Po mysiej biesiadzie pozostały okruchy i puste .łuski od słonecznika.

Szybkie śniadanie przepak prowiantu do foliowych worków, dwa kajaki ,trzy wiosła i w drogę.
Trasa - Stanica wodna Bieńki do Stanicy wodnej Babięta i z powrotem razem 18 km drogi wodnej. Pierwsi na wodzie kajakarze to my! Godzina 9.Kawałek po jeziorze , tafla spokojna -cudny poranek- i do odpływu rzeczki Krutyni. Tu spotykamy pierwszych wędkarzy poranne dzień dobry i wymiana pytań o połów (ale nie biorą ?odpowiadają panowie) patrząc na nas jak zjawisko ? gdzie te kobitki się wybrały ?
Wpływamy w odcinek rzeki który najbardziej mi się podoba tu drzewa jakby przeglądają się w wodzie tworzą c nad nią baldachim. Jest tu trochę mroczno a drzewa nie co przypominają namorzyny w Amazonii. I tu zaczynamy snuć opowieści o czychających na kajakarzy krokodylach i pływających wężach.

Wysyłam jedną  kajakarkę na samotne okrążenie mijanej dużej wyspy. My powoli płyniemy dalej i potem czekamy na nią. Jesteśmy na rzece same, żadnych innych kajakarzy, ta Krutyńska kraina cała dla nas.       Mijamy jeden mostek kilka zakrętów i drugi drewniany ,rzeka kręci.
Wpływamy na jezioro Gant, długie rynnowe około 3 km. Tu trochę fale, płyniemy wzdłuż prawego brzegu. Potem jezioro zakręca trochę w lewo i aby skrócić drogę decydujemy się przeciąć jezioro przez środek. I tu mamy wiatr i fale. Samotna kajakarkę trochę znosi musi mocniej napierać na wiosła. Zmachane ale już na drugim brzegu dzielnie dążymy do końca jeziora. Na wodzie mało już ptactwa wodnego nie spotykamy już czapli i kormoranów tylko parkę perkoz. Ale przy końcu jeziora nadal króluje orzeł bielik ten którego widziałam poprzednio będąc z Etkerem. Dziś szybował wysoko ze swoja samicą trochę mniejszą od niego, zataczając kręgi jakby dla samej zabawy i ruchu. Przyjemnie było patrzeć.
Wpływamy w trzciny bo tu jest prawie nie widoczny o tej porze roku wypływ dalej Krutyni . Meandrujemy z rzeką w śród czcin , spotykamy jeszcze łabędzie z ? małymi? i kilka kaczek. Kilka razy widujemy niebieskiego zimorodka, raz nawet z rybką w dziobie. Ta kraina łagodności urzeka nas. Mijamy odcinek z wpływem rzeki Babant i tu koryto poszerza się i nurt jakby trochę szybszy. Płyniemy dalej cisza spokój, podziwiamy zwieszający się do wody las, jakieś łączki ,prześwity i powoli docieramy do zakrętu gdzie widać położoną na wzgórzu stanicę wodna Babieta. Dobijamy to specjalnych pomostów dla kajaków pomimo pustki wychodzi do nas miły pan i pyta czy my na nocleg. Wyjaśniamy ,że nie i pytamy o bar i czy ugotowano dla nas jakaś zupę.
Ale okazuje się , że poza sezonem jest wybór nie wielki, więc zamawiamy trzy porcje placków ziemniaczanych i piwko. Placki pyszne. Posilamy się i jeszcze udajemy się do okolicznego lasu aby popatrzeć czy nie pasą się konie na takim niedalekim wybiegu. Ale koni dziś nie było za to znów wpadamy w szał zbierania grzybów.
Ale trzeba wracać długa droga przed nami kajakiem i potem samochodem do domu. Pakujemy się do kajaków i teraz ja płynę jako samotna kajakarka. Przy stanicy spotykamy dziś pierwszych kajakarzy jest godz.14., jakaś zorganizowana grupa 10 sztuk skończyła tu trasę z Bieniek do Babięt.
Pogoda się zaciąga ,kropi lekki deszcz ale po chwili przestaje. Płyniemy -dwie kajakarki gonią ostatkiem sił , narzekają na bóle w ramionach a jedna nawet na odciski na rękach ? nie wprawione towarzystwo pocieszam i zachęcam do wysiłku. Z nów wypływamy na jezioro Gant i tu spotykamy całą dużą grupę kajakarzy anglo ?języcznych  szczęśliwie pojawiamy im się w tej chwili ,bo nie mogli odnaleźć w czcinach wpływu na Krutynię.
I znów przez jezioro na zakręcie jak poprzednio przecinamy je. Na końcu na jednym z ładnych pomostów robimy dość długi postój , pojadamy i znów zaglądamy do lasu ,grzyby, grzyby , grzyby uzbierane dwie reklamówki.
Ruszamy dalej kajakami. Znowu rzeka pięknie meandruje mijamy drewniany most i dej. I przez lasy ,po bokach pagórki i świerki . I znów most ten co wczoraj spotkany na grzybach. I już nie daleko jeszcze tym namorzynowym lasem i wpływamy na j. Białe. Już widać naszą stanicę dziewczyny szczęśliwe rychły odpoczynek od kajaka. Dopływamy!
Dosyć szybkie pakowanie , zamykamy domek dziękujemy i do rychłego zobaczenia jeszcze w tym roku- żegnamy z nostalgią Mazury.
Na drodze trochę samochodów, lecimy przez nasza Polskę piękną - podziwiamy widoki, żegnamy znane miejsca. I już robi się ciemno czarną nocą dojeżdżamy do domów. Ja po odwiezieniu dziewczyn do domu docieram na 22 godz. Zmęczona ale szczęśliwa.


Foty są w http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthre...364&page=6 pst89,90


Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-01-2009 10:49 PM przez Gandzia1.

18-09-2007 10:12 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Danusia

*****


Postów: 634
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2006
Status: Offline
Post: #2
RE: Grzybobranie

Super pomysł na spędzenie weekendu i odcięcie sie od codziennych problemów. Piękny opis, dzięki niemu ja tez na chwilę przeniosłam się nad jezioro i usłyszałam plusk fal uderzającej o brzeg kajaku. No a ten mokry mech w lesie, prawie że poczułam go pod palcami. Fajnie tak Big Grin dzięki



Rosną skrzydła u ramion,
czas się w wieczność przemienia,
obłocznieją wszystkie ziemskie sprawy,
gdy zmierzamy do szczytu po kamieniach...
19-09-2007 06:53 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
spoko
rock spires hunter


Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Niedostępny
Post: #3
RE: Grzybobranie

Piękna relacja Gandzia .Moc doświadczeń i przygód.Od wodnych po nocne.A nie bałyście się ,że zgubicie się w lesie ?Ja osobiście to w terenie płaskim tracę orientację .Nawet rzucany cień mi nie pomaga.
PS Bardzo lubię rydze smażone.Gdyby było bliżej to bym się do Was wprosił na grzybki.A może Gandziu zostawić parę słoików grzybków na jakąś przyszłościową Bibę .Smile Miałyście wspaniały relaks .Gratuluję i pozdrawiam



Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
19-09-2007 07:10 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Hella

*****


Postów: 1,965
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status: Offline
Post: #4
RE: Grzybobranie

Fajnie znaleźć na forum wodniaków!
Gandzia1 - tereny, w które się zapuściłyście leżą rzut beretem od moich ukochanych miejsc na Mazurkach. Nad Nidzkim mamy małą chałupkę. Tam się praktycznie wychowalam - wśród lasów i jezior. Teraz jak tylko się da lądujemy tam pomoczyć się troszkę i pokajaczkować. A wrzesień to grzybki of kors.
Bardzo lubię takie wrześniowe klimaty na Mazurach.
Keje i porty praktycznie opustoszałe. Znika ten cały letni gwar, można spokojnie pospacerować, usiąść w knajpce (gorąco polecam "Koloradę" w Rucianym - bliziutko amfiteatru i portu ), zjeść pyszną rybkę.
Żyjące letnikami wioseczki - jak np. moje Krzyże zapadają powoli w zimowy sen. W październiku już tylko wiatr szumi wśród koron wysokich sosen.



"... Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie;
żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś..."
19-09-2007 10:14 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Gandzia1
@@@@@@@@@@@@@@
*****


Postów: 1,762
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #5
RE:  Grzybobranie

Hella napisał(a):
Fajnie znaleźć na forum wodniaków!
 


Hella więcej o wodniakach czytaj na forum w:
Tematy nie tylko górskie - Imprezy wodne


19-09-2007 03:53 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Gandzia1
@@@@@@@@@@@@@@
*****


Postów: 1,762
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #6
RE:  Grzybobranie

spoko napisał(a):
A nie bałyście się ,że zgubicie się w lesie ?Ja osobiście to w terenie płaskim tracę orientację .Nawet rzucany cień mi nie pomaga.
PS Bardzo lubię rydze smażone.


Spoko - na nizinach wszystkie drogi dla mnie prowadzą do domu.Toungue
Gorzej jest właśnie z górami ale zawszę mogę w tym przypadku liczyć na Etkera.

A rydze uważam za najsmaczniejsze ze wszystkich grzybów.
Ale w całym moim życiu do tej pory uzbierałam chyba tylko 2 sztukiSad


19-09-2007 03:58 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
KaRoLiNa :)
:)
*****


Postów: 561
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #7
RE: Grzybobranie

Piękny opis GandziaSmile Normalniusio...jednym tchem przeczytałam....gratuluję.... Tylko....tylko te myszki mnie troŚku przestraszyły heh...ToungueBig GrinWink


19-09-2007 04:21 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Aniap

****


Postów: 225
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status: Offline
Post: #8
RE: Grzybobranie

Oj Gandzia - jakie piękne dwa w jednym - babskie spotkanie w połączeniu z przyrodą! Po twoim opisie mam ochotę chociaż na spacerek w naszym lesie i popatrzeć na zachód słońca. Zanurzając się w Twoim opisie czuje się ten podmuch wiatru, bezludzie, prześwietlony las i potrafię sobie wyobrazić, że znajduję grzyby - w realu nie jest to możliwe! Czyżby hipnoza?


19-09-2007 04:59 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
KasiaA
KrakowiankA
*****


Postów: 1,329
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2007
Status: Offline
Post: #9
RE: Grzybobranie

Piękne opowiadanie, wręcz jakby mało realne Wink
Podziwaim za odwagę z myszkami. Ja się ich boję. Wszystko ok dopóki są w klatce ale jak mogą się przemiszczaś niekontrolowani eto już gorzej...

Przypomniałaś mi że jak wszystko dobrze pójdzie to po 15 października też będę na Mazurach, w okolicach Mikołajek. Dzięki Twojej relacji pomyslałam, ze może byc całkiem fajnie nawet bez Tatr... Wink



"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
20-09-2007 08:14 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Hella

*****


Postów: 1,965
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status: Offline
Post: #10
RE: Grzybobranie

Gandziu - cały czas nadrabiam swoje braki czytelnicze na forum. Big Grin

Ale dotarłam wreszcie i do "imprez wodnych". Toungue

Jejuśku górki i Mazurki - to jest to, co tygrysy lubią najbardziej! Big Grin Big Grin   



"... Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie;
żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś..."
20-09-2007 06:21 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
piwonka

**


Postów: 34
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #11
RE: Grzybobranie

Gandziu , dziekuję za Twoją relację w baśniowej niemalże scenerii , która na moment pozwoliła mojej wyobraźni wyrwać się z dusznego miasta . Aż chciałoby się do Was dołączyć Smile tym bardziej ,że sama lubię grzyby . A scena z myszkami rozbroiła mnie zupełnie Wink Trzymajcie kciuki, bo właśnie robię eksperymentalne danie z kurkami i nie wiem, co z tego wyjdzie .

Miło spotkać brać mazurską na naszym forum Smile
Dawniej co sezon zaczynaliśmy naszą żeglugę właśnie z Rucianego . Z tego okresu pozostała mi słabość do szant i liczne wspomnienia ( np. bitwa morska na Mamrach ) .

pozdrawiam Was serdecznie

ps. Hella : "górki i Mazurki " - podoba mi sie ten rym Smile


21-09-2007 12:49 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Smyk

***


Postów: 73
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2007
Status: Offline
Post: #12
Grzybobranie albo i nie branie

Coś Wam opowiem.
Zdjęć nie mam.
Możecie nie wierzyć i tak chyba lepiej by było,
bo jak kto uwierzy, a grzybiarzem jest zawołanym
i serce ma słabe, a wczuć się w sytuację potrafi, to...
lepiej nie wierzyć.

We wrześniu w górach (no, jeszcze wakacje, nie?) poszedłem sobie sam jak palec na długą całodzienną wycieczkę w góry. Na plecach plecak z ciuchami i prowiantem i... hajada, gdzie oczy poniosą. Wkoło pięknie, chłodzik, słoneczko, ludzi mało... a ja myk na ścieżynę, co to znaków żadnych nie ma. Wkoło park narodowy jak jasny gwint, a ja trochę przepisy łamię, bo tak mi bardziej po drodze, no, i tak właśnie sobie umyśliłem (nikt nic nie widział, więc jakby wykroczenia nie było), bo miejsce przepiękne, a ja tam jeszcze nie byłem. Jak po kilkudziesięciu metrach tej dzikiej ścieżki zobaczyłem pierwsze dorodne rydze, to pomyśłałem "jakby tu je zabrać, żeby nie pognieść"... Niosłem je w rękach paręenaście metrów, a jak zobaczyłem dalsze, to już nie próbowałem ich brać, tylko te pierwsze położyłem na ziemi i pomyślałem "kiedy i z czym by tu wrócić, żeby pozbierać te dary Boże". Myślałem i szedłem w górę (dość stromo, więc myślało się opornie), a tu następne, jedne młodziutkie, niewielki, a juz zzieleniałe od wysiłku przebijania się przez ściółkę, inne starsze, ogromne jak talerze (obiadowe, dla drugiego dania). "Ee, może robaczywe, albo zgniłe" - myślę sobie na pociechę i ciach nożykiem jednego giganta i drugiego i... aż zapłakało serce moje: wszystkie zdrowe "jak rydze", tylko ja coraz mniej zdrowy (psychicznie). Zanim doszedłem znów do cywilizacji (czyli do innego znakowanego szlaku) to mało mnie szlag nie trafił, bo szedłem w "morzu rydzów". Nie liczyłem ich, o! nie, bo masochista nie jestem, ale setek było co najmniej kilkanaście, albo i ponad dwadziesci, a ja coraz bardziej chory, no, bo ta sytuacja i ten park narodowy mnie dobijał. Już nic w związku z grzybami nie kombinowałem i już nic nie myślałem, tylko starałem się sobie wyperswadować: "przecież nie na grzyby tu przyszedłeś, niezrównoważony turysto, skup się na innych cudach natury", no i jakoś przeżyłem, nawet w niezłym stanie.

Rozważałem później jeszcze z miejscowymi sens ewentualnej cichej wyprawy na te grzybki, ale... rada w radę doszliśmy do właściwego wniosku, że dla tych kilkudziesięciu kilogramów rydzów (no, ile by się uniosło?) nie warto drażnić służb, a i godność prawdziwego turysty na szwank wystawiać. Grzybki pewnie długo stały, aż zgniły. Sad Ja doszedłem do siebie szybko, chodząc później na ścieżki mniej grzybne Smile , ale do tej pory na wspomnienie tego niegrzybobrania odczuwam jakiś wewnętrzny niepokój Wink



Góry, to tylko góry, albo aż góry
Wszystko zależy, co od nich chcę

Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-10-2007 11:19 AM przez Smyk.

18-10-2007 11:12 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #13
RE: Grzybobranie albo i nie branie

Smyk napisał(a):
ale do tej pory na wspomnienie tego niegrzybobrania odczuwam jakiś wewnętrzny niepokój Wink

Skądś znam ten ból.Miesiąc temu w trakcie podejścia progiem pewnej pięknej dolinki-napotkałem pośród mchów piękną rodzinkę rydzów...i wiecie co ? Naszły mnie kosmate myśli....Na szczęście miałem anioła stróża w postaci Kasi A -która szybko wyprostowała mój światopogląd w tej kwestii...



21-10-2007 10:23 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Gandzia1
@@@@@@@@@@@@@@
*****


Postów: 1,762
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #14
RE: Grzybobranie

Smyku - podziwiam - masz stalowe nerwy i zasady!
Ja nigdy nie spotkałam więkrzej ilości rydzy i prawdę mówiąc nie wytrzymała bym. Podziwiam!!!!


11-11-2007 06:41 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
maciek
Moderator
******


Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status: Offline
Post: #15
RE: Grzybobranie

Oooo....! Shy

Zaniedbany temat. Czas go odświeżyć. Smile


    Zerwać, czy nie? uhm


Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-10-2009 07:53 AM przez maciek.

03-10-2009 07:53 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: