Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (4): « Pierwsza [1] 2 3 4 Następna > Ostatnia »
Wiosenna Biba Bieszczady
Autor Wiadomość
Beskidniska

****


Postów: 292
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Apr 2016
Status: Offline
Post: #1
Wiosenna Biba Bieszczady

Witam Wszystkich Bibowiczów Smile
Skoro jestem niemal wolontariuszką, żeby opisać, co nam się przydarzyło wspólnie - piszę Smile veny mi życzcie, żebyście przy tym nie przysnęli Smile
Zacznę od momentu, kiedy, zgodnie z formowymi wskazówkami, za 3-im razem, po kontroli przez straż graniczną - udało mi się trafić na zborny punkt. Towarzystwo już w najlepsze rozmawiało, Yotery w 1/2-iej, Karabiny w całości, TomaszRT, młody Watażka i jego rodzicielka, Em pod prysznicem, Bran, Karolina, Pedro. Więcej grzechów nie pamiętam... Jakoś tak od razu poczułam się zaopiekowana, przygarnięta, zaakceptowana. Wielkie dzięki każdemu, bo ten "pierwszy raz" zwykle jest stresujący.
Całe towarzystwo wyżej wymienione zostało w części odarte z pozostałego towarzystwa, które to jako tzw. hardcorowa Grupa misja Kazbek wyruszyła wcześniej, by w męskim towarzystwie li tylko przeżywać przygody w górskiej chatce leśniczych... Opowiadać o tym oni powinni, szczegółów z pewnością nie poznamy, ale wiemy, że bawili się dobrze, choć o płci przeciwnej śnili lub czekali Smile
Cóż, na miejscu pozostali zasiedli przy stole pod wieczorek, przy miłej pogawędce rozpijaliśmy różne napoje i smakowaliśmy dóbr przywiezionych przez uczestników Biby. Znamienne, wszyscy chyba wiedzieli, że będziemy przez kilka dni nosić domy na plecach i dobrze byłoby porozpijać co nieco im wcześniej tym lepiej, oraz pozjadać - a jednak nie udało się zadowolić wszystkich Smile dźwigać trzeba. Droga Basiu i latorośle - bez Waszej pomocy kolejny dzień byłby bolesny, wielkie dzięki za wsparcie!
Mając świadomość gdzie w kolejnym dniu się wybierzemy, jakimi (nie)drogami iść będziemy, wspominając czasem członków drugiej ekipy, grając w karty, martwiąc się o Pedro, którego obowiązki z naszego miłego towarzystwa wykurzyć miały kolejnego ranka - mimo wszystko spędziliśmy miły wspólny czas. Nic dziwnego zatem, że kolejnego ranka nie trzeba było długo marudzić, żeby wyruszyć. Hitem dla mnie był parasol trekkingowy TomaszaRT, albo zagrożenie, jakie powodował każdemu, kto za nim podążał Smile. Pozostali jak kulturalni i doświadczeni piechurzy górscy przygotowani idealnie. Ach... Karabin Ryszard, bez plecaka iść nie chciał i skonfiskował Karolinie duży plecak taty Tomtura, który z luźnym pokrowcem wesoło zawisnął mu na plecach. Ten pokrowiec i ta decyzja miała Ryszarda potem kosztować parę kilometrów, ale to potem.
W góry - w górę. Zaczęliśmy iść. Niewinne podejście pod łączkę, czarne świnki, ładne widoki pobliższych górek we mgle (chwilowo deszcz przestał padać, byliśmy szczęśliwi), potem łagodna, płaska ze wskazaniem schodząca stokówka paręset metrów. I tak sformowaliśmy szyk. Pierwszy przewodnik Wojtek, ja usilnie pociągałam go za język usiłując się dowiedzieć więcej o historii ludzi zamieszkujących tereny Bieszczad (czytałam co nieco o zmianach nazw i przesiedleniach i ponownych zasiedleniach, zatem temat mnie osobiście interesował), ale również o działaniach podejmowanych w lesie przez leśników, w których Wojtek też bierze udział, co rodzina Watażków robi (czyli biegają po górkach dla formy i przyjemności, uprawiają ogródek, przez który przebiegają niedźwiedzie lub łanie, normalka Smile słuchają ptaków, nie wymienię nazw, żeby nie straszyć). Pozostali uczestnicy również sobie miło rozmawiali, Ryszard zamykał pochód. O szczegóły rozmów pytajcie ich Smile
I koniec gadania, bo nagle zwrot w prawo i ostro w górę, jak ktoś chciałby stracić płuca przy wysiłku - mógł mówić. Zdaje się jednak, że większość po prostu skupiła się na wysiłku i tak przeskakując z jednej niby dróżki na drugą, przedzierając się miejscami w ramach atrakcji, czasem wg wskazówek wcześniej przez gospodarzy przygotowanych, czasem skracając drogę, przechodząc zboczami ścieżkami zwierzęcymi, przez mgłę, potem bez mgły - dotarliśmy szczęśliwie do Kosowca (Prypecia) 955 mnpm. Gospodarze nie tylko zadbali o przetarcie szlaku, ale i oznaczenie szczytu, który normalnie nie bywa celem wędrówek, fakt, że nic z niego nie widać, ale za to pod nim Smile jest tam chatka, taka, w jakiej spali uczestnicy drugiej misji, gdzie posililiśmy się, zrobiliśmy kolejną fotkę grupową i poszliśmy dalej szukać szlaku. Tutaj się jednak okazało, że buty Em, Karoli (która do tej pory wyglądała bez plecaka, jakby po bułki do sklepu się wybrała, wg Tomka) są mokre... i dziewczyny od tej pory musiały sobie nóżki odparzać...
Ruszamy dalej. Skaczemy z górki na pazurki (Tomasz, jak to leciało z tym tekstem o skakaniu?). Szukamy szlaku, prosta traska, trochę wspinania na koniec i jesteśmy na grzbiecie. Wojtek opowiada o znakach leśników na drzewach, wszyscy uczestnicy dziwią się słupkom granicznym (!). Okazuje się, że to słupki parku narodowego, i sprawa odarta z tajemnicy Szczyt... Magura Stuposiańska - 1 016 mnpm. Przyjemny grzbiet, na którym Ryszard zgubił pokrowiec i 4 podejścia wracać musiał... Tato Tomturze, tak dziecko źle wyposażyć... tak kolegę w kanał wsadzić... Toungue A deszcz zaczyna doskwierać, a sygnały od drugiej grupy, że przemoczeni do suchej nitki, że zdaje się zrezygnują z ostatniego szturmu, a zostaną przy szturmie na bar... Big Grin
My wciąż idziemy. Kierunek Przysłup Caryński i schronisko pod Kolibą. Goprowcy mają tam szkolenie, ale udaje nam się wygospodarować tam miejsce dla naszej grupki i ogrzać się trochę, podjąć decyzję o wsparciu chłopaków odnośnie barowego leniuchowania, i zamiast kierunek Połonina Caryńska (każdy nas po drodze zniechęcał, widoczność 5 metrów i poziomy deszcz, co w tym było? zachłanni jacy czy co? Smile) ? wybraliśmy się raźniej (!) do Widełek, zwłaszcza, że tu znów z odsieczą przyszła nam fantastyczna rodzina Watażków. Smile
Zaraz zaraz... tu trzeba dodać, że Ryszard w schronisku odnalazł długo poszukiwanego brata o tym samym imieniu i nazwisku, i naprawdę trudno w tej chwili dojść, czyje zasługi opiewają w Bieszczadach mówiąc o Karabinach Smile młodszy (Ryszard przepraszam, tak na oko...) brat wydawał się bowiem trochę zagubiony i onieśmielony Wink
Wracamy do naszego technicznego wsparcia. Oszczędzili nasze nogi na asfalcie, podrzucili nasze tyłeczki wraz z bagażami i domami na plecach do szczęśliwej już, najedzonej i napitej (nie "o') drugiej grupy szturmowej i tak towarzystwo połączyło się, radośnie przywitało, co nieco zjadło, powymieniało się wrażeniami, pooglądało zdjęcia, Yotery się połączyły, tato Tomtur zadowolony z córki... Tyle co zauważyłam... Ja poznałam pozostałych pyskujących forumowiczów (Stasiu Smile) oraz gospodarza, dla którego od razu żywiłam szacunek i respekt, najpierw przez wypowiedzi żony i syna, potem jego samego... kawał autorytetu i fajnego towarzysza. Jak każdy uczestnik, ale wybaczcie, o gospodarzu napisać trzeba więcej. Zwłaszcza, że dobre i prawdziwe.
Znowu korzystając ze zdobyczy cywilizacji - przemieściliśmy się z Ustrzyk na Przełęcz Wyżniańską, gdzie wspólnie już nocować mieliśmy. Nie pamiętam, ale ktoś mądrze ustalił podział na chrapiących i "nie". Rozlokowaliśmy się i poszliśmy się integrować dalej we wspólnej sali. Anetta zrobiła nam wszystkim prezent (może wszyscy się spodziewali, dla mnie była to też niespodzianka!), mamy lodówki i piękne serduszka przylepne z górskim światem. Serdeczne dzięki, za wysiłek, chęci i materiały poświęcone! Hm... może napiszę co nieco o pokarmach? Utopenece - bomba, słonina - jedzona łyżkami, alkohole - Baczewski chyba wciąż hitem, ale i innych specjałów nie brakło. Dość, że znów coś zostało na kolejny dzień, kiedy wieczorem wybraliśmy się w końcu spać. Kolejny dzień miał być ładniejszy ale i intensywniejszy. Zatem skoro świt oblegliśmy toalety, kuchnię, ale zaskoczenie? woda ciepła od 8-ej, tak jak kuchnia... drodzy właściciele/zarządzający schroniskiem... pyszna kawa (espresso macchiato!), jedzonko też, ale gdzie nastawienie na turystę, który rankiem chciałby dokonać ablucji przed wyjściem w góry, po wieczornych zmaganiach przy stole??? Hm? tu widzę miejsce do usprawnienia...
Tymczasem, wracamy na szlak, Rawki, Kremenaros i Wetlina. Podejście na Rawki - wiadomo, pomęczyć się trzeba, trochę pochmurno, ale w tych warunkach powolne podchodzenie było przyjemne. I na Małej Rawce cosik zaczęło się odsłaniać, szansa na słońce była coraz wyraźniejsza. Wielka Rawka to pikuś, tak rozochoceni wszyscy uczestnicy zdeklarowali się iść na trój styk na Krzemieńcu vel Kremenarosie 1 221 mnpm. Moja mapa pokazuje obie nazwy, wypiliśmy tam za przyjaźń wszechstronnie i na każdej ziemi, po ukraińsku Smile hm... zdjęć mi brakuje, wybaczcie, ktoś dołożyć musi, bo mój telefon odmówił posłuszeństwa wyczerpany liczeniem euro dzień wcześniej, nie wzięłam ładowarki (bo po co?) a fotografem przodującym był Stasiu. Zresztą, o fakcie, że będę drużynowym skrybą dowiedziałam się, jak telefon był na wykończeniu!
I tak na Kremenaros spędziliśmy miłe chwile, słoneczko nas tam trochę rozpieściło, ukraiński specyfik (Watażka, jak się zwał ten piekielnie ostry wynalazek?) rozgrzał dodatkowo, trochę się rozleniwiliśmy Smile czasem warto! Nie widoki ważne były (bo nie było Smile), a pogaduszki!
Ale, trzeba było ruszać dalej, znowu Rawki, Tomtur filmy kręcił, może udostępni? Stasiu cały czas o portretach mówił (obawiam się cały czas...), wszyscy pozostali też coś "kręcili" - udostępnijcie proszę Smile. I tak w dół już z Małej Rawki wędrując w kierunku Wetliny, pomiędzy cudownymi borówkami (vel jagodami jak kto chce!), trochę grupę rozciągnęliśmy, ale na punkcie żywieniowym się zjednoczyliśmy Smile i każdy chciał plecak opróżnić Wink choć zabrakło chleba! Dziewczyny, ja chleba nie jem, ale te wasze własne wypieki pachniały oszałamiająco, a zakładam, że ze słoninką i cebulką tudzież ze smalczykiem Babci Teresy (za jej zdrowie też było! Smile) smakowały wyśmienicie. Mi słoninka z cebulką tylko jak biedakowi? Smile też była pyszna, co ci poznaniacy nie wymyślą? Wink
Wypadałoby powiedzieć, co było tematem naszych rozmów po drodze... a może nie??? Może Ci, którzy brali udział, dobrze wiedzą i przechowają w zakamarkach pamięci, może tylko zachowywali krajobrazy, może najbliższą drogę, korzenie, skupienie, ogólną radość przebywania w górach? Nie wiem. Dla każdego myślę coś dobrego, a kogo nie było - niech żałuje! Zatem ominę tę część naszego wspólnego wędrowania, tu poproszę o wsparcie obrazkowe pozostałych uczestników, może jakieś punkty winnam porobić, żeby jasne było, do czego fotki??
Hm... dotarliśmy do Wetliny. Jak prawdziwi turyści nie skorzystaliśmy ze stojącego na przystanku autobusu, dzielnie maszerowaliśmy asfaltem dalej. Drużyna, która bez dwóch osób (Tomasza i mnie) wędrować dalej miała - szukała sklepu z kiełbasą na ognisko Smile żałowaliśmy po drodze, bo jednak Wetlina mimo, że mała - nie taka krótka była. A już Watażka nie mógł się nadziwić, nigdy przez Wetlinę nie szedł Big Grin
Moje sprawozdanie kończy się na obiedzie. Albo próbie dotarcia do schroniska, okazało się bowiem, że część po prostu zdominowała gospodarza i zdecydowała miast do schroniska - udać się do Chaty Wędrowca (nie, nie jest to plasowanie produktu! Wink). Sądząc po minach Waszych, moi drodzy, jak Was tam z Tomaszem zastaliśmy - byliście w siódmym niebie! Ja widziałam wielgachny placek jak pizza z jagodami, ale może mnie oczy myliły, tu myślę, że inne oczy winny opisywać zacząć Smile
Ja wszystkim serdecznie dziękuję za wspólne wędrowanie, Tomaszowi za odkrycie przede mną Nasicznego i innych miejsc po drodze, piękne, i za to, że czas miło płynął, a pogoda nie była najważniejsza! żałujcie wszyscy, którzy nie mogliście/chcieliście dołączyć!
A, nota od skryby. Wszelkie nieścisłości, ktokolwiek znajdzie, niech ładnie wytknie, doda o czym zapomniałam, a jak ma ujmę przynieść komukolwiek ? niech nie wspomina Big Grin


17-05-2016 08:20 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,663
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #2
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

No Beskidniczko, pojechałaś w przyśpieszonym tempie. ok Mnie jeszcze nie uschnęło błoto na butach i Ty już ze swoją relacją skończyłaś. Teraz to już Tomtur mi nie przebaczy żadne obzyganie się z napisaniem tej mojej. Mogłaś być na cały czas i ja bym miał problem z głowy. Shy
Co do Twojego utworu, to masz moje uznanie w opisywaniu przeżyć poszczególnych forumowiczów. Ciekawe tak porównać dwie części relacji - tą bez mojej obecności i tą już moim osobistym angażowaniem. Szkoda, że Ty już masz to za sobą i mnie dopiero czeka podsumowanie naszych przeżyć. Przyznam, że jest tego sporo i trzeba to jakoś ogarnąć.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
17-05-2016 08:33 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tratina

*****


Postów: 1,166
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2010
Status: Offline
Post: #3
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

Powiem jedno co mi sie nasuwa na mysl czytajac te relacje I ogladajac foty: powrot do Polski !!!

nic dodac, nic ujac - serducho sie kraja

pozdrowionka



"Nie ma chyba trudniejszej do zniesienia choroby górskiej, niż brak Gór"
R. Messner
17-05-2016 09:08 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,663
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #4
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

Wiesz Trati, to spore wyzwanie. Wracać do Polski z powodu górskich przygód i ponownie zmienić życie. uhm I widziałem, że kajak masz fajnisty. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
17-05-2016 09:35 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tratina

*****


Postów: 1,166
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2010
Status: Offline
Post: #5
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

Stasiu napisał(a):
Wiesz Trati, to spore wyzwanie. Wracać do Polski z powodu górskich przygód i ponownie zmienić życie. uhm I widziałem, że kajak masz fajnisty. Smile


OJ Stasiu... jakby to ujac...

Zycie ma sie tylko jedno...

gdy urodzilo sie mozna by rzec ,,czlowiekiem Gor'' ciezko o tym zapomniec, nawet gdy juz myslisz, ze jest ok, masz cos co mogloby Ci to zastapic na jakis czas, to nie dziala, nie da sie ... to jest tak silne, ze nawet sobie nie zdajesz sprawy z tego... wiesz dopiero wtedy, kiedy Ci tego brak... I tak jak mowil Messner: :"Nie ma chyba trudniejszej do zniesienia choroby górskiej, niż brak Gór"... I w zupelnosci sie z tym zgadzam...

a wracac do Polski nie tylko z powodu gorskich przygod, ale tez dla Rodziny, Przyjaciol niewielu, klimatu, ludzi itp.

hmm... a ta wogole to gdzie widziales moj kajak? hmm?

a tak wogole, jesli by wracac to nie tylko Gory, ale rowniez Rodzina, Znajomi I Przyjaciele, a to sie ceni, jak juz wspomnialam. Najwazniejsze jest to by byc Szczesliwym... , byc soba!

POwiem jedno, jak ja nie mam Gor - nie istnieje...
to jedno mi przychodzi do glowy...


sciaskam mocno Wink



"Nie ma chyba trudniejszej do zniesienia choroby górskiej, niż brak Gór"
R. Messner
18-05-2016 12:01 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Mallaidh

*****


Postów: 3,713
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Offline
Post: #6
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

musiało być tam super. tym większy żal, że nie udało się nam dołączyć Sad


18-05-2016 08:56 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,663
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #7
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

Bibowiczów wojaże po Bieszczadach - majowa biba 2016 GŚ

Motto (dedykacja własna dla Watażki): "Wiesz Boguś, podjąć się takiego przedsięwzięcia, jak organizacji biby dla oczekujących górskich przygód naszych bibowiczów GŚ, to nie lada wyczyn, wymagający sporego poświęcenia i działań logistycznych. Ty za pomocą rodziny wywiązałeś się z tego zadania bardzo sprawnie i nastawiłeś poprzeczkę bardzo wysoko. Trudno ją będzie kolejnym organizatorom przekroczyć."
Beskidniczka mnie wyprzedziła i tym razem nie muszę gderać coś na wstępie. Od razu przystąpię do dzieła - opisywania naszych przeżyć na wiosennej bibie GŚ. Trudno mi będzie nawiązać na styl Beskidniczki, ale postaram się.
Dane techniczne:
DOBA : 13. 5. - 17. 5. 2016
PRZESTRZEŃ: Bieszczady (B) (więcej danych u poszczególnych relacji)
OBIEKT (do spania): Chatka myśliwska/obiekt agroturystyczny Watażków, Schronisko Pod Małą Rawką, Terenowa Stacja Edukacyjna Suche Rzeki i powtórnie obiekt agroturystyczny Watażków.
ODLEGŁOŚĆ: 2/0 km, 18/13 km, 32/21 km i 20 km
CZAS (według naszych danych): 30 min/0, 6 godz/5 godz, 9,5 godz/7 godz i 7,5 godz.
OSOBY:
- forumowe - Anetta, Beskidniczka, Em, Pablo, Rycho, Stasiu, TomaszRT, Tomtur, Watażka, Yoter
- nieforumowicze: Karolina, Lidka, Wojtek i reszta rodziny Watażki
- otarli się o nas: tym razem ta niewdzięczna rola wyszła na Pedra
PODARUNKI: magnesik w kształcie serca z dedykacją, różnego dzieła potrawy regionalne lub rodzinne (zżarte na miejscu).

Dzień pierwszy, piątek - integracyjny

Bibowicze mają za zadanie zjechać się z całej Polski do jej południowo-wschodniego krańca. Niektórzy (taka Em) muszą z tego powodu wyruszyć dzień wcześniej. Punktem zbiorczym jest Procisne, mała osada nad Sanem w B, życiowa baza Watażki. Ten na siebie wziął niewdzięczne zadanie w roli gospodarza, przewodnika i wykładowcy. Mnie tradycyjnie zwija z domu Tomtur, tym razem pod nadzorem córki Karoliny. Mamy przed innymi czasową rezerwę i dlatego na B przygotowujemy się odwiedzeniem Jeziora Solińskiego.
   
Poznaję, że i tutaj na dziczyznę dotarły wymogi masowej turystyki. Nim wyjdziemy z samochodu, zaraz nas kasują za parking z ofertą nie do odrzucenia - możemy za tą samą cenę tutaj parkować całą dobę. Dotarcie nad tamę nie obejdzie się przejściem przez korydor stoisk z milionem zbędnych drobiazgów. Byłem twardy, nic nie kupiłem, ale śpiew wabiących Syren był znaczny. Chyba zawiedliśmy parkingowego, opuszczamy to miejsce za niecałą godzinę. My będziemy parkować na innym, lepszym miejscu. Po drodze do celu zahaczamy jeszcze o punkt widokowy nad Lutowiskami.
   
Jest okazja zobaczyć już więcej znaczące kopczyki, niż tylko jakieś kretowiska. Wygląda na to, że na głównym tle pokazują się te ukraińskie, ale i tak wystarczające do powolnego zapadania się w górską atmosferę. Dajemy info Watażkowi, że niebawem będziemy i z tupetem wjeżdżamy do Procisnego. Jesteśmy z całej tej gromady pierwsi. Wnet jesteśmy owinięci gospodarzami swoją gościnnością. Zwłaszcza żona Watażki - Basia (pozdrawiam) - rozprzestrzenia pozytywną atmosferę tego miejsca. Jeszcze jeden domownik z nieskonaną wytrzymałością narzuca swoją przychylność.
   
Miał on spore wzięcie u kobiecej części załogi. Powoli zjeżdżają się kolejni bibowicze. Dla mnie to jest okres, kiedy poznaję, że są na świecie ludzie, którzy chcą ze sobą nie tylko wirtualnie rozmawiać, ale i wspólnie chodzić po górach. Oprócz Beskidniczki (prawie ta, którą jeszcze osobiście nie poznałem), są już wszyscy na miejscu. Trzeba było rozwiązać jeden problem. Watażka przygotował dla kilku chłopa (kobietom było od razu to czyście męskie miejsce zapowiedziane) miejsce noclegowe w górach. Problem był w tym, że nie dla wszystkich było miejsce i na dodatek kobiety nie mogły pozostać same. Ponoć bez mężczyzn wilczeją. Ten niewdzięczny ciężar był nałożony na biodra Tomaszowi i Rychowi (Rychu, było to ostatni raz). Pedro rano wyjeżdżał i dlatego jego los był z góry przesądzony. Wybrańców w ilości pięciu chłopa wywieziono w nieznane.
   
Żeby nie było tak nudnie, po drodze zajeżdżamy do zagrody, gdzie spokojnie pasło się stadko żubra...
   
Stąd będą poszczególne jednostki, po wychowaniu, wypuszczane do wolnej przyrody, żeby zasiliły genetyczny fond żubra w B. Zatrzymujemy nad kolejnym punktem widokowym.
   
Tym razem już widać kawałek głównego grzbietu polskich B. Wydaje mi si, że to Krzemień (1335 m)? Jest krótko przed 20:00 i od teraz opuszczamy ostatnie odznaki cywilizacji.
   
Gdzieś w górach, w lesie stoi sobie mały domek myśliwski. Tam nasza piątka będzie się oczyszczać od wydobytków technokratycznej społeczności. Nie mam załączonego żadnego urządzenia z GPS i dlatego sobie nie zdaję sprawy gdzie jesteśmy. Na dodatek zaczyna się ściemniać. Napadają mnie myśli - dokąd my to właściwie idziemy? Instynktywnie wyczuwałem, że idziemy we wschodnią stronę. Co będę robił, kiedy zza drzewa wyjdzie postać z kałachem i powie "Stoj, ruky w wierch!"? Jednak nie na miejscu były takie myśli. Po pół godzinie chaszczenia w lesie, pojawia się leśna polanka i na niej stojąca chatka. Dzisiejszy nasz cel. My, co tu jesteśmy pierwszy raz, jesteśmy zachwyceni. Idealne miejsce dla duchowego i cielesnego oczyszczenia ciała od różnych społecznościowych nanosin.
   
Wystarczy mało, żeby domek przygotować do bytu i noclegu. Drewna pod dostatkiem, księżyc się też pokazał i dlatego czas na opiekanie kiełbasek przed nocnymi rozmówkami.
   
No, lepszego bibowiczowego wieczoru sobie nie przedstawiam. Wieczorne mężczyzn rozmowy są tajemnicze jak Zamek w Karpatach (ten Drakuli). Kto chce więcej wiedzieć, musi tam być. Wnętrze chałupy idealnie wygrzane i dlatego i my możemy zakończyć pierwszy bibowy dzień.
   
Dobranoc życzą wygnańcy z Watażkowej tajemniczej meliny w Karpatach.

Cdn. według czasuinnocent



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-05-2016 09:30 PM przez Stasiu.

19-05-2016 09:29 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Beskidniska

****


Postów: 292
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Apr 2016
Status: Offline
Post: #8
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

o... coś się zaczyna rozjaśniać w sprawie wypadu misji Kazbek, nawet jeśli Stasiu skończył na nocnych zdjęciach Smile z niecierpliwością czekam na cd! Smile


20-05-2016 06:58 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,648
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #9
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

Jasna d***... Aż żal ściska czytając ze nie byłem Sad
Ffantastico. A to dopiero początek.



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
21-05-2016 07:42 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,663
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #10
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

Fazik, a to jeszcze na filmiku lepiej wygląda.
Kolejny dzień trudno się opisuje. Mgła, deszcz i zimny wiatr, o czym tutaj można pisać. innocent



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-05-2016 08:00 AM przez Stasiu.

21-05-2016 08:00 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,622
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #11
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

Zajawka dla drugiego, pięknego dnia Smile
https://youtu.be/DM04F8XKBIc
https://youtu.be/E3Z8p_ZIwcs



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
21-05-2016 08:58 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,622
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #12
RE: Wiosenna Biba Bieszczady


Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
21-05-2016 10:51 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,648
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #13
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

Pięknie. Ale wiało zawodowo Smile



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
21-05-2016 01:17 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,663
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #14
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

Dzień drugi, sobota - mglisty, deszczowy i zimny

Rano nas Watażka wcześnie wygania z wygrzanej chałupy. Później się okaże, że jedynej tego dnia. Ponoć trzeba nam dzisiaj sporo pogonić po kopcach. Pierwszym celem jest przechaszczowanie na Halicz (1333 m).
       
Po twarzach bibowiczów widać, że jeszcze sobie nie uświadamiają do czego się garną. Żegnamy się z naszym doczesnym przybytkiem i wyruszamy w las, i ku mojemu zdziwieniu też więcej stromo.
   
Tutaj jesteśmy w nieświadomości. Czego jeszcze nie wiemy to to, że na nas tam u góry już czekają trzy anomalie pogodowe - mgła, deszcz i zimno. Powoli jedna po drugiej nas później dopadną z celem naruszyć nasze plany. Będziemy z nimi walczyć i hartować swoje umysły tym więcej, czym zacieklej będą nas dopadały. Kiedy wychodzimy nad górną granicą lasu, chyba pod Wołowcem, cieszymy się na ładne widoki. Wtedy dopada nas ta pierwsza, mgła, taka sobie mała niewinność od pozostałych dwu. Jej działanie poznajemy od razu. Z widoków nici.
       
Watażka wskazuje kijkiem gdzieś do mgły i słuchamy, że tam jest widać taki i onaki kopczyk. Nam pozostaje rozwinąć swoje wyobraźnie. Rozlane mleko ma też swój urok. Nie wymiękliśmy. No to trzeba śrubę więcej dokręcić. Wychodzimy na grań, który nas ma doprowadzić już na samotny Halicz. Tutaj z drugiej strony stoku wyskakuje na nas kolejny pogrom - wiatr. Ten ma swoiste zadanie. Posłać nas tam skąd przyszliśmy.
   
Jednak my żadne temperówki i przemy do przodu na upartego. Nie damy się. Tu gdzieś musi być już Halicz. No jest, ale tutaj na nas czeka trzeci pogrom - deszcz. U góry odkręcili zawór.
   
Jeżeli nam postawili na drodze takie warunki pogodowe, to mogą być ku temu dwie przyczyny. Pierwsza to ta, że nie zasłużyliśmy na lepszą i nie jesteśmy tutaj mile widziani z powodu tego, że nie byliśmy grzeczni lub coś wybaraniliśmy. Druga przyczyna to ta, że jestem wywołany do tablicy i mam pokazać jak sobie radzę ze swym powiedzeniem, że w słoneczną pogodę to i baran potrafi chodzić po górach. Musimy zareagować intuitywnie i zrobić wycof (ta pierwsza przyczyna) lub nie pozwolić sobie odebrać uśmiech na buzi, kiedy nie mamy słońca (ta druga przyczyna).
       
No i jak wyglądamy? Na Haliczu się zbytnio nie zatrzymujemy, ponieważ i nie ma po co. Jestem na nim drugi raz. Drugie foto pokazuje jaką pogodę mieliśmy w 2013. Zbytnio się nie różni. Może mi który powie, że za trzecim razem mi na pewno zaświeci słońce. Teraz dajemy dyla już klasyczną drogą w stronę Goprowcowej P. Trudno mi się opisuje tą trasę, bo co opisywać, kiedy się idzie we mgle. Okolica wciąż ta sama. Co z tego odcinka zapamiętałem? Ja szedłem ostatni i osłaniałem tyły. Wystarczyła chwila i pozostali chłopcy mi znikali we mgle.
   
Jeszcze wiem, że mi mocno dmuchało w lewe ucho, ale na tyle byłem leniwy, żeby założyć kurtkę z kapturem lub chociaż czapkę. Jeszcze by na mnie chłopcy musieli czekać. No to dymałem za nimi. Wiedziałem, że za Goprowcami jest wiata i ta na pewno będzie możliwość przebrać się do cieplejszego. Było tak, jak myślałem. Postój pod wiatą przed podejściem na Przełęcz pod Tarnicą. No, odpoczynek pod tym wydmuchowem nawet nie można zaliczać do odpoczynku. Złote "nasze" Beskidy z całą armią schronisk.
   
Kolejna atrakcja. W tej mgle te schody jak by prowadziły donikąd. Ktoś już chyba o nich pisał. Zostawiam innym do posądzenia. Nam trzeba było dreptać do góry. Było jednak wszystkim jasne, że widoki są nam dzisiaj zapowiedziane.
       
Kolejne mokre zdjęcie. Jak by ktoś nie wiedział, to ono było zrobione 14.5.2016 o 10:48 na Tarnicy (1346 m). I drugie, podobne z dnia 23.10.2011 o 13:06 z innej biby. Wyraźnie było nam dane do świadomości, że dzisiaj nas tutaj nie chcą i na dodatek sypnęło gradem. Mamy tego powyżej uszu i czmychamy z powrotem na przełęcz. Nie będziemy się wciskać, gdzie nas nie chcą. Czeka nas ponowne przejście granią. Tym razem Szeroki Wierch z celem w Ustrzykach G.
   
Kolejne mokre foto z czterema spadochroniarzami. Z tego zejścia zapamiętałem, że mi już buty odmówiły posłuszeństwo i dalej nie chciały zatrzymywać wodę. Chwila odpoczynku pod kolejną wiatą i zmykamy do cywilizacji. Wszystkim się marzy jakiś ciepły obiadek i rozpalony kominek.
       
Kolejne zdjęcia do porównania z tej biby i z roku 2011. Kto odgadnie, na którym widać Caryńską? Po 6 godzinach między kroplami deszczu dobijamy do jakieś karczmy w Ustrzykach G.
   
Marzenia jednak spełniły się tylko na pół. Jedzenie i kominek były. Ciepłe było akurat jedzenie. Kominek był zimny, jak mój koniec nosa. Ogrzać się musiałem gdzie indziej lub inaczej. W karczmie zakończyliśmy dzisiejsze wędrowanie. Watażka coś tam pod nosem mówił, że plan przewidywał jeszcze Caryńską, ale to był już tylko taki krzyk w ciemność. Zwłaszcza, że miała tutaj dotrzeć i druga grupa bibowa. I tak się stało. Od teraz mieliśmy tworzyć jedną całość. Chłopcy z naszej grupy byli ciekawi poznania nowej bibowiczki - Beskidniczki. Trzeba się zdobyć na sporą odwagę, żeby dołączyć do takiej gromady, jak ta nasza. Na polu/dworze rozpadało się na dobre. Pozostaje nam jedna możliwość przemieszczenia się z Ustrzyk G. do S p/MR. Tą jest skorzystanie z usług prywatnego przewoźnika i z pomocą autka Watażki. O schronisku pisała już Beskidniczka. Jeszcze podział na chrapiących i niechrapiących i możemy przeznaczyć koniec dnia na standardowe rozmowy przy stole.
   
Bibowicze życzą dobrej nocy i ja też.

Cdn. tylko nie wiem kiedy, dopada mni kolejna wyprawa Shy



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
21-05-2016 10:51 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,648
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #15
RE: Wiosenna Biba Bieszczady

Łatwo nie mieliście Ale w jak znakomitym towarzystwie Smile



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
22-05-2016 07:20 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: