Odpowiedz  Napisz temat 
Izery po czeskiej stronie 2015
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 14,696
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Izery po czeskiej stronie 2015

Izery po czeskiej stronie
Jesień 2015 roku była dla mnie turystycznie obfita. Jedną z destynacji, które wypadało mi odwiedzić (z racji akcji Jetik) były Izery. Przyznam, że ten zakątek brałem pod względem turystycznym dotąd po macoszemu. Podreptałem niewiele w roku 2008 po polskiej stronie na bibie i to samo kiedyś jeszcze na studiach, co można powiedzieć w drzewnych czasach. Kiedy później wybierałem się w te strony, zawsze stawały mi na drodze Karkonosze i te wciągały mnie ku sobie nie puszczając dalej. Coś w stylu "deformacji tatrzańskiej" - jak Sudety, to tylko Karkonosze. Jednak po pięciu dniach spędzonych w Izerach, posypuję sobie głowę popiołem i wymawiam "mea culpa". Swoje też zrobiło, że w akcji Jetik było tutaj posadzonych sporo śladów na stosunkowo małej przestrzeni, takie śladobranie. Mam potrzebę się z Wami podzielić, aczkolwiek w polskiej społeczności turystycznej są czeskie Izery więcej znane, niż wcześniej opisywana Szumawa. Będę się starał nie zanudzać.

Smrk i Jizera w jednym dniu

To już trzeci dzień mojej wypray. Wczoraj cały dzień mi lało i nie chce mi się rozpoczynać relacji od mokrej wycieczki. Bazę wypadową mam na wszystkie dni założoną w wiosce uzdrowiskowej - Lázně Libverda. Na początku listopada i tutaj jest już pusto, sporo pensjonatów i podobnych zajezni jest już nieczynnych, ale udało mi się w jednym zadomowić. Rano wcześnie wyruszam, ponieważ mnie czeka 28 km. Na szczęście nie muszę się starać o komunikację publiczną, ponieważ na dzisiejszy szlak wpinam się zaraz przy moim pensjonacie.
    - w dali kopczyki, które odwiedziłem poprzedniego dnia
Przechodzę całą długość wioski, która kończy się przy Jizerskiej chacie.
    - Jizerska chata
Teraz już wiem dlaczego na Internecie nie mogłem sobie zarezerwować noclegu. Do takiej ruiny by chyba nikogo nie wpuścili. Śmigam dalej, mam jeszcze pełny zasób sił w nogach. Dopiero się rozgrzewam. Pierwszym celem jest inna zajezdnia - Chata Hubertka, lub raczej blisko położone Kočičí kameny (Kocie Kamienie). Nabieram trochę wysokości i z tego powodu też odkrywają się widoki. Mijam Hubertkę i od razu schodzę do Kocich K. Nie mam potrzeby jeszcze odpoczywać. Później stwierdzam, że to była w tym dniu ostatnia szansa na posilenie się w profesjonalnej zajezdni. Kieruję się według drogowskazów.
    - nawet w takich kretowiskach, jak Izery, mają swoje trasy rodem z Dolomitów dalekiej Italii.
Izery mają swoje symboly. Jednym z nich są skalne dominanty, które wystają nad terenem i lasem i oferują, rzecz jasna, dalekie widoki po okolicy. Dzisiaj ich odwiedzę kilka. Tymi pierwszymi są prawie Kocie K. Nie mam swojego setu ferratowego i dlatego wybieram drogę "via normale".
       
Jak już wcześniej zapowiadałem, widoki z takich kamieni mają swój urok.
    - w dole część Hejnic - Biały Potok i nad nim skały Frydlantské cimbuří (Frydlancki blank)
Kolejna droga jest dla mnie mniej ciekawa. Klasyczny asfalt rowerowy, podejście minimalne - dreptówa. Na mniej wyraźnym miejscu punktu wysokościowego - Tišina (Ciszyna?), znów widnieją poszczególne skalne bloki.
    - tutaj jeden z nich
Nie mam zbytnio czas na penetrowanie ich dostępności. Zabieram stopę i drałuję dalej. Raczej miałbym powiedzieć, że trzeba mi powrócić. Gdybym szedł dalej, to bym na Smrk miał sporo bliżej. Jednak moje zbieranie śladów zmuszało mnie do obejścia całej góry i podejścia z drugiej strony. Czekały mnie dwa punkty zaczepne - Streitův obrázek (Obrazek Streita) i Pramen mládí (Źródło młodości). Większa część obejścia (aż do obrazka S.) była dreptówa w dół. Dobrze tutaj dbają o rowerzystów. Jednak dla stęponogich niezbyt idealnie. Nie ma jednak co ubolewać. I takie jest życie górołaza.
   
Powoli obchodzę Smrk, który mi pokazuje, jak wysoko trzeba się gramolić. Osiągam miejsce zwane Streitův obrázek. Byłem ciekaw nazwy tego miejsca i dlatego poszperałem na łączach internetowych.
   
Końcem 18. stulecia mistrz piekarski Streit przybił w tym miejscu krzyż, zakupiony w Hejnicach, kiedy tam trzy razy w roku pielgrzymi z Nowego Miasta pod Smrkiem chodzili na odpust do klasztoru w Hejnicach. W tym miejscu, między Smrkiem i Měděným odpoczywali lub dochodzili tylko tutaj, kiedy nie mogli dojść do Hejnic. Dla mnie tutaj kończył się asfalt i na szczyt Smrka prowadziła już normalna turystyczna ścieżyna. Dla rowerzystów szlaban, dla mnie, skalnego turysty, dopiero teraz wesoło na duszy. Tak ma być w górach. Być sam na sam z przyrodą. Zatrzymuję się przy źródle Młodości.
   
Jestem w wieku, kiedy sporo mi trzeba wypić takiej wody. Nie wiem czy coś nie opomniałem przy kosztowaniu, ale nie zauważyłem żadnej zmiany.
   
I bez tego dopingu raźniej wykroczyłem ku szczytowi. Widoki coraz lepsze. W dali widać wspominany Měděnec i Nowe Miasto pod Smrkiem. Parę oddechów i jestem przed pierwszym dzisiejszym głównym celem - Smrk (1124 m).
   
Druga najwyższa góra w Izerach, pierwsza po czeskiej stronie. Ładna wieża widokowa popularyzowała ten szczyt. Z płaskiego ciemienia góry widoki nie są takie widokowe. Trzeba wyjść na wieżę, żeby porządnie obstrykać okolicę. Podaję dwa ujęcia, które mi się podobały.
    - widok w kierunku na Stóg Izerski
    - i na odwrotną stronę, mój drugi główny cel, Jizera (Izera)
Paradoksalnie Smrk jest więcej odwiedzany przez polskich niż przez turystów. Wiadomo od Stogu, który jest wspierany najlepszym przyjacielem turysty, jest tutaj najbliżej. Pod wieżą czeka mnie odwiedzenie jeszcze jednego miejsca. Pomieszczenia biwakowego. Więcej o tym pisał i nawet na sobie biwakowanie wypróbował Red-Angel we swej zimowej relacji 2015 roku.
   
Mało takich miejsc znam. Może kiedyś sam skorzystam z tej okazji spania w takim miejscu. Taki wschód i zachód słońca musi mieć tutaj swój urok. Red-Angel przyszedł od Stogu i odszedł na Stóg. Ja obrałem kierunek na Smědawę. Szkoda, że nie miałem czas odwiedzić kolejne historyczne miejsce. Niedaleko polskiego wierzchołka Smreka jest miejsce znane jako Tabulový kámen (Płyta). Miejsce styku trzech historycznych granic Górnych Łużyc, Śląska i Czech. Od tego miejsca przebiegała sporna granica pańskich włosności z 18. stulecia. Spór dotyczył uznania źródła Izery. Dzisiaj granica przebiega od Smreka środkiem tych źródnic tej po czeskiej i polskiej stronie i dopiero u styku tych dwu potoków tworzy graniczną rzekę. Polskie źródło jest uważane za to główne. Jednak można przyjąć oba źródła. Pełno, nawet więcej znanych rzek, ma dwa i nawet więcej źródeł.
   
Ja schodzę ze Smrka Nebeským řebříkem (Niebiańską drabiną). Trafna nazwa. Z tej strony jest wyjście na Smrk więcej strome. Znów mi trzeba zboczyć z prostej drogi docelowej. Ślad od Jetika mnie czeka w miejscu zwanym Paličník (Pełecznik?).
   
Jest jasne, że to kolejny skalny monolit ze swoimi widokami. Wpierw się trzeba na niego wydrapać. Chociaż i tutaj są sztuczne ułatwienia, niektórym mniej sprawnym turystom może być gorąco i to w chłodnych dniach.
    - widok na Jizerę i Karkonosze
Czas wyruszyć dalej. Obchodzę Klínový vrch i powoli przełączam się na myśl, że na Smědawie jest zajezdnia dla piechurów i zmotoryzowanych. Żeby mi było po drodze lżej na duszy, są mi oferowane widoki.
   
Jak na dłoni (pomogłem sobie transfokatorem) widać Halę Izerską i Śnieżne Jamy w Karkonoszach. Szkoda, że nie miałem więcej czasu poświęcić na odwiedziny polskiej strony Izerów. Mijam małe jeziorko na Czarnej Smědnej i dochodzę do miejsca zwanego Smědava.
   
Moja radość, że będę mógł sobie uprzyjemnić życie napojem turystycznym i jakimś jedzonkiem do tego napoju, zamiera w zarodku. Zajezdnia była w listopadzie zamknięta. Byłem zły a to mi się na górach staje wyjątkowo. Człowieczyna cały dzień tyra po kopcach i oni sobie mają zamknięte. Karygodna sprawa. Była niedziela, słoneczna pogoda i na dodatek parking pełny samochodów. Jeszcze teraz jestem wkurzony, kiedy pomyślę jak właściciele potraktowali turystów. Mam dylemat, w planie było dopełnienie zasobów i potem odwiedzenie pobliskiej Jizery. Powrót i kolejne czekanie (z 1,5 godziny) w zajezdni na ostatni wieczorny autobus. Z zaistniałej sytuacji mogłem już teraz zakończyć wycieczkę i od razu pojechać autobusem do Hejnic. We mnie toczyli bój twardziel i miękota. Ostatecznie wygrał twardziel, idę na Jizerę i niech się później robi co chce. Wyruszam wygodną drogą, mijam bunkry (kolejny ślad) i za nimi pokazuje się Jizera.
   
Po czasie zbaczam na przyjazną ścieżynę, która mnie zaprowadzi pod wierzchołek. Zaskoczyło mnie, że jeszcze późnym popołudniem wędrowało tutaj sporo świątecznych turystów. Decydowała chyba relatywna bliskość parkingu, wygodna droga i słoneczna pogoda. No i wreszcie Jizera (1122 m) druga najwyższa po czeskiej stronie. Znów tradycyjne szczytowanie - skałki z zabezpieczeniem. Na wierzchołu kolejne obstrykanie bliskich i dalekich widoków. Najlepsze były te:
        - ponowny widok na mur Karkonoszy i zaporę Souš, w przybliżeniu widać ładny stożkowaty Bukovec z halą Jizerka (tam wędrowałem w następny dzień)
    - tym razem widok na Smrk i Stóg I.
Kolejny główny (drugi) cel osiągnięty. Jizera była dla mnie przychylna i łaskawie zezwoliła ujawnić mi swoje widoki. Jednak trzeba mi stąd czmychać. Koniec wycieczki jest dla mnie niejasny. Po 8 godzinach całodniowego drałowania jestem znów na Smědawie. Mój instynkt mi napowiada, że nie ma powodu czekać na wieczorny autobus. Trzeba drałować w dół do Hejnic i mieć wiarę, że jacyś przychylni automobiliści przygarną nieboraka. I poskutkowało. Nie uszedłem ani 50 m i od razu pierwszy samochód przychylnych Wanderer mnie zabrał do Hejnic (8 km daleko). Po kolacji w klasztornej restauracji, autobus odwozi mnie do miejsca bazy.
   
Z Jizery pozdrawia Stacho.

I jeszcze profil trasy:
https://mapy.cz/turisticka?planovani-tra...t=&rt=&rt=

Cdn. może jeszcze nastąpi. uhm



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-04-2016 08:42 PM przez Stasiu.

11-04-2016 08:34 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Oliwka

*****


Postów: 1,314
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2013
Status: Offline
Post: #2
RE: Izery po czeskiej stronie 2015

No to żeś sobie fajnie powędrował Stasiu ok. Taka zamknięta knajpa co prawda wkurza Boxing ale jak widać także mobilizuje. Wink


12-04-2016 07:21 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 9,347
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #3
RE: Izery po czeskiej stronie 2015

NIe wiem czemu, ale umknęła mi ta relacja. Fajne te skalne wychodnie i dużo ciekawych zdjęć zapodałeś ok Podobają mi się Izery, kiedyś tam wrócę, może z rowerem po obu stronach granicy.

Ps a ta ferrata z tego jednego zdjęcia co dałeś to taka do przejścia bez niczego Wink

ps2 Red A. gdzieś nam się zawieruszył..



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
12-04-2018 08:22 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 14,696
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #4
RE: Izery po czeskiej stronie 2015

Pawle ferrata ma około 12 m. Widać na zdjęciu. Izery są na wpół piechotą i na rowerze. Te różne skałki i kopczyki trzeba na piechotę. Ja Izery polubiłem. Może kiedyś biba by się tutaj powiodła, aż wszyscy nakarmią się Tatrami? Takie spanie w wieży widokowej na Smrku, niedaleko Stogu, musi być wyśmienite. ok Ale jeżeli rower, to bezkonkurencyjna jest Szumawa. 85% pokonuje się rowerem i tylko mała część trzeba po swoich.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
12-04-2018 09:15 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: