Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (4): « Pierwsza [1] 2 3 4 Następna > Ostatnia »
10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,210
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Rolleyes  10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

Motto (dedykacja własna dla Fazika): "Fazik, byłeś dla mnie przez te dni największą inspiracją do ponownego uwierzenia w samego siebie. Znów poznałem, że można dreptać po górach w trudnych warunkach, z dużym obciążeniem, dobrowolnie z rakami na nogach i mieć zarazem wesołego ducha. Nie wymiękniemy!"
Cóż powiedzieć na temat, że GŚ ma za sobą 10 lat? W życiu człowieka to dopiero dzieciństwo, kiedy akurat niedawno puścił się maminej sukni i zaczyna niepewnie poznawać swój własny świat. Ale forum GŚ? Można by nawet parafrazować Henryka S. - Quo vadis GŚ? Mogę odpowiedzieć tylko za siebie. Idę stale przed siebie i w dobrym kierunku. Jest czasem pod górkę, ale są też chwile, kiedy można włóczyć się z uśmiechem na ustach. Jednak największą zasługą jest, że poznałem równie jednakowo pozytywnie zakręconych górołazów. To utwierdził i niżej podany opis naszej kolejnej wędrówki.
Dane techniczne (wg mojej osoby):
DOBA : 12. 2. - 16. 2. 2016
PRZESTRZEŃ: Karkonosze (więcej danych u poszczególnych relacji)
OBIEKT (do spania): Chata Jelenka, schroniska Śląski Dom, Odrodzenie, Szrenica
ODLEGŁOŚĆ (obliczona według aplikacji mapy.cz): Będzie podana u poszczególnych relacji
CZAS (według naszych danych): Będzie podany u poszczególnych relacji
OSOBY:
- forumowe: Fazik, Hemli, Pedro, Red-Angel, Seba_, Snieshka, Stasiu, Szewczyczek, Tratina, Watażka
- nieforumowe: Dawid, Kasia, Wojtek, Wojtek
- otarli się o nas: nikt
PODARUNKI: nie odnotowano.

Dzień pierwszy, piątek - Epilog

Dla mnie już dzień zaliczony do wyprawy. Pozostali są jeszcze w pracy lub maksymalnie szykują wory, ale ja już siedzę w pociągu i snuję (kuję) plany kopczykowe. Po zaliczeniu kolejnego śladu (można je jeszcze zbierać) w postaci odwiedzenia letniego gródka Aichelburg,
   
autobus o 9:40 wypuszcza mnie na Pomezních Boudach/Przełęczy Okraj. Chwilę się nieprzytomnie toczę po okolicy szukając jakiego zakątka do odpoczynku po trudach podróży. Poznaję, gdzie lubią normalnych turystów. Na czeskiej stronie wszystkie zagrody jednakowo otwierają dopiero o 11:00 (wiadomo, że dla zmęczonych sztachetowców). Za to mile jestem zaskoczony, że bar obok schroniska Okraj (to jest w remoncie) przyjmuje przechodniów i o wcześniejszej porze.
    - schronisko Okraj
Mam sporo czasu. Dzisiaj mnie czeka tylko dojście do Jelenki. Postanawiam zapuścić się w odwrotną stronę i czy przypadkiem nie odkryją mi się widoki z przeciwległego Pomezního hřbetu. Jestem jednak zawiedziony.
   
Pokazują mi się tylko nartostrady pogromców równi pochyłej na Czole (1269 m). Zmarkotniały, powracam na przełęcz z postanowieniem, że odwiedzę moją ulubioną karczmę Zátiší. Była pora obiadowa i nie można wyruszyć w trasę zgłodniały i nienapojony. Czytelnik może być moim opisem znudzony. Mamy tutaj forum górskie, a tu wydaje się, że więcej odpoczywam w zagrodach niż drepczę po kopcach. Z tego powodu raczej już wyruszam. Pogoda nie musi wytrzymać i dostarczać jako takich widoków. Zwłaszcza, że do południa się na mnie w dali uśmiechał dzisiejszy główny cel - chata Jelenka.
       
Idę do ryzyka i wybieram okrężną trasę przez Czoło i Skalny Stół. Podejście jest dla mnie próbą wypróbowania moich nowych szpilek. Nie jest dramatycznie, ale po co taszczyć w plecaku to cacko, kiedy można wypróbować je w ataku bojowym. Jestem zaspokojony i buciki też. Nasze nowe współtowarzyszki idą zgrabnie noga za nogą. Mijam Czoło i powoli zanika odgłos muzyki grającej do taktu narciarzom. Wiem, że mnie czeka trochę równego chodnika, gdzie na końcu ma się znajdować Skalny Stół (1281 m). W końcu mają tam być widoki.
   
Nie powalają, ale jednak coś jest. Widać Czarny Grzbiet, Śląski Dom, Kopę i Smogornię ze Słonecznikami. Królowa Śniegu jest schowana w chmurach. Ze zdjęcia widać też, że pani Zima śniegu nadrobiła skromniutko. Później można było zauważyć, że biegówkowi z tego powodu miejscami musieli swoje drewiewnka nosić na rękach i w górnych partiach gór, żeby nie ucierpiały na krasie ocierając się o wystające kamienie. Jelenka z tego miejsca jest już na wyciągnięcie ręki. Faktycznie wycieczka taka, że się nawet nie zapociłem. Już tylko chwila i jestem na Sowiej przełęczy
    - Sowia ze Stołem w tle
Stąd po paru dreptach witam Jelonkę. Jest 15:30 i po 2 godzinach popołudniowego dreptania odkładam kijki w pokoju. Buty w tym czasie przeszły całych 4,5 km/367 m wysokościowych. Mało, jednak w tym dniu się więcej nie dało. Dalej następuje to, co zawsze po dojściu do noclegowni. Mój wieczorny czas kulminuje w punkcie, kiedy wspominam na moich 8 lat spoglądając na filmiki z naszych akcji.
   
Fazika jeszcze nie było i dlatego Stasiu żegna się z Wami widokiem od Jelenki na Horní Malou Úpu z Pomezním hřbetem i w dali na lewo Chełmcem (858 m).

cdn... już z pełną ekipą Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
17-02-2016 10:14 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 4,150
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #2
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

Wczoraj wrócił, dzisiaj naskrobał relację, brawo Stasiuok
Bardzo ładny wstępSmile



Hej ho, zwariowana przygodo!
17-02-2016 10:46 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,579
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #3
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

Nie zawsze Fazik być może, tym razem się udało, a z kąd taki nieco przewrotny tytuł wyjaśni się w trakcie Smile
Dziękuję Stasiu, nie poddamy się póki krew w żyłach płynie Wink



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
18-02-2016 02:31 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Frodo

****


Postów: 312
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2012
Status: Offline
Post: #4
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

Może kiedyś i mi uda się uczestniczyć w podobnym spotkaniu/bibie i poznać tylu zacnych forumowiczów Big Grin

PS: życzę więc GŚ kolejnych lat świetności! Sto lat! ok
Pozdrawiam z Nizin (Białystok) giggle



Pragnienie bycia kimś innym to marnowanie osoby, którą się jest.
18-02-2016 09:46 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 4,150
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #5
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

Z trójmiasta, a nawet spoza granicy parę osób przyjeżdża na spotkania więc nie masz tak najdalejWink



Hej ho, zwariowana przygodo!

Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-02-2016 07:51 AM przez szewczyczek.

19-02-2016 07:49 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Red-Angel

****


Postów: 127
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2015
Status: Offline
Post: #6
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

To ja pozwolę się wbić ze soją wersją wydarzeń. Myślę, że może być tutaj i nie będzie to się kłócić z Twoją wersją, bo to tylko kawałek jest wspólny Wink

Zima w Karkonoszach to coś, co każdy powinien zobaczyć i poznać. Mowa oczywiście o takiej prawdziwej zimie, z mrozem, śniegiem, ale słońcem na niebie. Spacer w takiej scenerii, najlepiej na rakietach lub nartach, jak wolą niektórzy, to pełnia zimowego szczęścia. Gdy do tego śniegu doda się jeszcze huraganowy wiatr, taki częsty w Karkonoszach, to można rzec, że powstaje nam prawdziwa wyrypa. Tym razem tak nie było, bo zabrakło śniegu, mrozu i słońca Toungue, ale i tak było super, za sprawą forumowego towarzystwa z forum gorskiswiat.pl.

Piątek, 12 lutego 2016

Kowary, , Budniki

Po 16 wyjeżdżamy BlaBlaCarem z Wro do Kowar. Podróż mija sprawnie i koło 18:30 wysiadamy przy ratuszu. Chwila na ogarnięcie plecaków, wyciągnięcie kijów i mapy, i ruszamy zdobyć nasz pierwszy cel tego dnia, czyli? sklep! Niby wszystko mamy, ale brakuje nam podstawowego wyposażenia turysty/zlotowicza, czyli piwa. W pierwszym sklepie, jakimś typowo piwnym, zaskoczenie ? półki prawie puste, a piwo występuje jedynie w wersji butelkowanej. Chwila rozmowy z ekspedientką i zdobywamy informację gdzie można znaleźć ten napój zapuszkowany ? przecież nie będę targał szkła ze sobą. Takim oto sposobem odwiedzamy ABC i po chwili udajemy się w kierunku krańca miasteczka.

Ale zanim znikniemy w ciemnym lesie, trzeba jeszcze ogarnąć plecaki, w celu znalezienia czołówki i mapy. I w tym właśnie momencie mijają nas dwie, wracające ze szlaku, miejscowe miłośniczki nordic walking. Pytają gdzie idziemy i ostrzegają o niebezpiecznym szlaku, a mówią to w taki sposób, że aż zaczynam się zastanawiać czy po tych lasach biegają jakieś krwiożercze wiewiórki. Ostatecznie okazało się, że chodziło tylko o to, że w lesie są fundamenty starych domów i trzeba uważać Wink

Spora część szlaku wiedzie asfaltową drogą, a później szeroką leśną drogą jezdną. Dopiero pod koniec robi się węziej, stromiej i poruszanie się wymaga więcej skupienia.

Po pewnym czasie dochodzimy do wiaty w Budnikach ? Budniki Centrum, jak dumnie głosi tablica Wink ? która jest naszym dzisiejszym celem. Wiata jest ładna, szczelna. Do dyspozycji są ławy i stoły, obok płynie woda, można znaleźć dużo drewna na opał.

A same Budniki to dawna osada górska, po której obecnie pozostały jedynie fundamenty starych domów. Miejscowość jak miejscowość, kilka domów, las, strumień i źródło zapewniające dostęp do wody ? w sumie nic szczególnego. Ale jest jedna rzecz, która wyróżniała tę osadę od innych górskich osiedli ? słońce nie docierało tutaj przez 113 dni w roku. Dokładnie od 26 listopada do 19 marca wszystkie budynki w Budnikach pogrążone były w cieniu spowodowanym schowaniem się słońca za stromymi zboczami, od wschodu i południa miejscowości.

Teraz i tak jest noc, na niebie widać gwiazdy i coraz częściej przelatujące chmury. Trochę wieje, ale słabo. Po kolacji zajmujemy ławy i zasypiamy.

Sobota, 13 lutego 2016

Budniki, , Skalny Stół, , Sowia Przełęcz, , Dom Śląski

Rano nieśpieszna pobudka, bo wschodu i tak nie będzie Wink Ale teraz nie ma nawet błękitnego nieba. W nocy przyszły chmury, które szczelnie zakryły wszystko. Gotujemy śniadanie, pijemy herbatę i powoli zwijamy się na szlak.


A wiata, w pełnej okazałości prezentuje się tak. Jak widać jest to porządna konstrukcja. Warto tutaj się kiedyś pojawić przy jakiejś okazji letnią porą.


Ruszając na szlak mijamy jeszcze kilka tabliczek informacyjnych, postawionych koło ruin dawnych budnickich budynków. Miłośnicy Budnik dbają, by historia osady nie została zapomniana.

Żeby nie było niedomówień, śniegu na tej wysokości (około 900 m n.p.m.) praktycznie nie było. Wczoraj były same kamienie, dzisiaj trochę przyprószyło, ale minimalnie. Bardziej biało zrobiło się dopiero wyżej, ale szału i tak nie było.


Widać to bardzo dobrze na Skalnym Stole, czyli szczycie o wysokości 1285 m n.p.m. Widać nawet kamienie, które przecież nie są jakieś wysokie. Za to widoków na Śnieżkę i resztę głównego grzbietu brak ? wszędzie chmury.


Kawałek dalej otworzyły nam się widoki w stronę Jelenki, czeskiego schroniska. Ciągle widać jak mało śniegu leży na szlaku. Z tego też powodu nawet nie rozważałem brania ze sobą rakiet ? szkoda było je tylko nosić.


Pod Jelenką krótka przerwa na herbatę i ruszamy zdobywać kolejny szczyt ? Czarną Kopę. Widoki na szczycie nie zmieniły się, tzn. najciekawszym obiektem była kosówka.


Stąd to już tylko przejście Czarnego Grzbietu i wejście na Śnieżkę, która od tej strony nie jest wyślizgana i idzie się przyjemnie. Na szczycie, tradycyjnie już dzisiaj, chmura. Ale co mnie zaskakuje, wiatru praktycznie nie ma. Wkładam puchówkę i oczekując na Kasię jem batona i cukierki. W międzyczasie rozwiewa na chwilę chmury, dzięki czemu pojawiają się jakieś widoki.


Dostrzegam nawet budynek obserwatorium


Oraz kaplicy św. Wawrzyńca


Niestety równie szybko jak wcześniej się rozwiało, tak teraz zawiało się ponownie. No nic, podczas zejścia zakładamy raki, bo tutaj często jest ślisko. Tym razem tragedii nie było, ale raki bardzo ułatwiły zadanie.
W Domu Śląskim meldujemy się w pokoju, zapoznajemy z będącą już w środku ekipą i czekamy na resztę grupy. W pierwotnych planach było jeszcze przejście się po okolicy do Luční Boudy, ale warunki z zerową widocznością nas skutecznie zniechęciły. Więc pozostało już tylko czekanie na główną ekipę, która pojawiła się nie wiadomo kiedy.

Wieczór mija w klimatach wiadomych, jak to przy większej grupie. Rozmowy na tematy wszelakie trwają długo i czasem są dość burzliwe, ale owocne i interesujące Wink

A to zdjęcie grupowe naszej ekipy, chociaż chyba nie kompletnej. Bo na liście obecności zameldowali się: Fazik, Hemli, Pedro, Red-Angel, Seba_, Snieshka, Stasiu, Szewczyczek, Tratina, Watażka oraz towarzysko Dawid, Kasia, Wojtek, Wojtek.

fot. Stasiu

Niedziela, 14 lutego 2016

Dom Śląski, , , Strzecha Akademicka, , Karpacz Biały Jar

Rano nieśpieszna pobudka. Ktoś tam nawet budzi się bladym świtem, bo wierzy we wschód słońca, którego oczywiście nie ma Big Grin Ja grzecznie śpię i koło 8 schodzę na śniadanie. Później powolne pakowanie, zwijanie się i wymarsz na zewnątrz. A tam wieje. Bardzo wieje. Naprawdę potężnie wieje ;P Widać to po kijku, który jest trzymany luźno w ręce Wink


Stwierdzamy, że marsz grzbietem nie ma sensu (większość ma następny nocleg w Odrodzeniu), więc nasze kroki kierujemy ku Samotni, przez Strzechę Akademicką. I tu nastaje mały problem, bo zapominam o tym, że ten szlak jest oficjalnie zamknięty zimą. Przypomnienie nastaje szybko, przy tabliczce informującej o tym fakcie Wink Gdyby było więcej śniegu byśmy się wrócili, ale teraz, gdy widać nawet trawę na szlaku pokonującym żleb i przy ogłoszonej jedynce lawinowej? Bez sensu. Tak więc ruszamy i po krótkiej chwili jesteśmy znów na legalnym odcinku szlaku Wink Żeby nie było, nikogo nie zachęcam do chodzenia tędy zimą, bo warunki mogą być różne, a nawet przy jedynce czasem nie jest całkiem bezpiecznie.


Kilka chwil później mijamy Strzechę i schodzimy do Kotła Małego Stawu. Niestety, osoby będące pierwszy raz w Karkonoszach nie mają przyjemności zobaczenia kotła w pełnej krasie. Chmury, wiatr i prószący śnieg nie sprzyjają podziwianiu krajobrazu, więc zachodzimy do Samotni, gdzie zasiadamy na dłuższa chwilę. A na termometrze widnieje całe 6 stopni, oczywiście na plusie. Nie ma to jak zima.


Stąd w komplecie schodzimy jeszcze na Polanę, gdzie się rozdzielamy. Ja wraz z Kasią i tratiną udajemy się do Karpacza, a reszta przez Pielgrzymy idzie do Odrodzenia. A im niżej jesteśmy, tym mniej pokrywy śnieżnej, a śnieg z deszczem zamienia się w deszcz ze śniegiem, a ostatecznie w zwykłą mżawkę. Jadąc busem do Jeleniej oglądamy kłębiące się chmury nad Karkonoszami i błękitne niebo z obłoczkami nad Kotliną Jeleniogórską. Jednak zimowa Karkonoska pogoda lepsza jest od ciepłej i słonecznej na nizinach Wink

Dziękuję wszystkim za towarzystwo. Zarówno tym, których znałem już wcześniej, jak i tym, których dopiero poznałem. Mam nadzieję, że jeszcze niejeden raz dane nam będzie wspólnie spotkać się gdzieś na szlaku, czy też schronisku. Czy to przy następnym zlocie, czy też jakoś przy innej okazji Smile



http://goryponadchmurami.pl/
19-02-2016 07:54 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 4,150
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #7
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

A nic jakoś do mnie o tym biwaku pod wiatą nie dotarło?uhm
Część dalszej przygody została ujawniona, choć Stasiu zapewne ją rozwinieSmile



Hej ho, zwariowana przygodo!
19-02-2016 10:17 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Red-Angel

****


Postów: 127
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2015
Status: Offline
Post: #8
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

szewczyczek napisał(a):
A nic jakoś do mnie o tym biwaku pod wiatą nie dotarło?uhm

Dotarło, ale nie ze zrozumieniem Wink Bo nawet jak rozmawiałem z Tobą w piątek, to wspominałem, że my już na noclegu w Budnikach jesteśmy. A to właśnie ta wiata Toungue



http://goryponadchmurami.pl/
19-02-2016 08:22 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,210
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #9
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

Tak, ale ją o Budnikach też nic nie wiedziałem. Może bym dołączył, chyba, że chcieliście być sami. Wink



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-02-2016 09:01 PM przez Stasiu.

19-02-2016 09:00 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Red-Angel

****


Postów: 127
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2015
Status: Offline
Post: #10
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

Bo na pomysł Budnik wpadłem w środę/czwartek, a wtedy już słyszałem, że masz nocleg w Jelence. A schronisko mnie nie interesowało Wink



http://goryponadchmurami.pl/
19-02-2016 10:12 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,210
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #11
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

Dzień drugi, sobota - Idziemy do dzieła

Sporo po 9:00 wychodzę na trasę. Nie pamiętam, kiedy tak ostatnio było. Powody są dwa. Jedna z ekip na chacie balangowała do późnej nocy i kelner ich obsługiwał. Potrzebował się wyspać i dlatego kuchnię otwiera dopiero o 9:00. Ja mam zasadę nigdzie się nie ruszać z pustym żołądkiem i cierpliwie czekam na śniadanko. Następnym powodem jest to, że jest to kolejny dzień w chodzeniu na luzie. Bo co to za wycieczka przejść z Jelenki na Śląski.
   
Opuszczam jedną noclegownię i kieruję się ku drugiej. Główna grupa bibowa jeszcze siedzi w samochodach gdzieś w dolinie. Będę musiał tą mini trasę przejść sam. Podejście na Czarny grzbiet jest podobne, jak wczoraj na Czoło, tylko z wyjątkiem, że nie trzeba szpilkować. Śniegu wciąż jak na lekarstwo, ale jego mała warstwa dobrze trzymie buciki w prawidłowej pozycji.
   
Z fotografii widać, że kosówka wystaje ponad śniegiem i dobrze są widoczne zarysy chodnika. Sprawa nie spotykana tutaj o takiej porze roku. Mnie to nie przeszkadza, ale nie jest to chyba zbyt przychylne na sprawne funkcjonowanie przyrody. No i ta widoczność. Jakaś klątwa jest mi narzucona w czasie, kiedy chodzę odwiedzać Królową Ś. Nie chce mi się pokazać w pełnej krasie. I to już trzeci raz.
   
Tam gdzieś miała być "Ona". Jest krótko przed południem i w Karkonoszach wyżej już się nie da. Restauracja pod talerzami jest zamknięta. Z tego powodu odwiedzam bar po czeskiej stronie. Jednak nie ten na poczcie, ale ten na górnej stacji kolejki linowej. Później dowiaduję się, że wtedy akurat mi szła na przeciwko Tratina i minęliśmy się. Ta potem szła aż na Czarny grzbiet i napotkała główną grupę szturmową. Ja w tym czasie nie zwlekam i postanawiam poczekać na resztę już w Śląskim. Znów trzeba dopasować szpilki do moich butów. Widzę jak niektórzy turyści mają problemy z wyjściem i zejściem.
   
Po 4,5 km "ciężkiej" katorgi jestem w Śląskim. Tutaj to wygląda jak w ulu. Rzecz jasna, kolejka linowa produkuje nieustannie nowych turystów i zamknięta restauracja na Śnieżce ma też swój wpływ. Nawet dziadek klozetowy przeniósł tutaj swój interes. Nie pamiętam, żeby odwiedzenie toalety kosztowało w Śląskim 2,5 zł. Patrząc na te spragnione tłumy i fizjologiczne skutki tej czynności, dziadek musiał w sobotę utarżyć niezły majątek. Obserwuję ćwierkot w schronisku i zarazem czekam na przyjście bibowiczów. Pierwszym jest Fazik, którego nie można przeoczyć. Z nim kwateruję się w zarezerwowanym pokoju. Ten zgiełk w schronisku zaczął mnie denerwować. Następnie poznaję Czerwonego Anioła i jego dziewczynę Kasię. Potem dochodzi reszta. Nareszcie nie jestem sam i wszędzie pełno Forumowiczów GŚ. Kolejka linowa kursuje do 16:00 i z tego powodu schronisko pustoszeje. Dla nas to sygnał do wieczornej integracji. Jest tego sporo do omówienia. Jednak największe wrażenie na mnie wywarła obecność Tratiny. Nie miało jej być, ale jednak była. Tylko na dwa dni, ale i tak to starczyło. Z tego dnia nie mam sporo fotografii, ponieważ mgła nie jest fotogeniczna. Za to buzi forumowiczów mam parę. Na uwiecznienie zasługują:
    - Tratina z Watażką
    - Fazik, Pedro i Dawid
    - Red Angel i Kasia
Tyle na dzisiaj. Krótka trasa i dlatego krótka reportaż.
   
I Fazik też z nami był. Tutaj pod bacznym okiem Snieshki zaprasza na jutrzejszą wycieczkę.

Cdn...do urwania głowy



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
20-02-2016 10:02 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,210
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #12
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

Dzień trzeci, niedziela - Kto tu komu chce urwać głowę?

Rano wstajemy zgodnie tak, żeby wyjść dokładnie w zaplanowany czas. Kierownik nie lubi spóźnialskich. Śniadanko wchłaniamy szybko. Wszyscy są niecierpliwi. Tylko dzisiaj jest dzień, kiedy będzie wychodzić cała 14-osobowa grupa razem. Na to wydarzenie pogoda się należycie przygotowała. Już podczas śniadania dochodziły do nas informacje, że tam na zewnątrz coś się dzieje. Najpierw grupa czeskich turystów szturmem wyleciała przed schronisko. Mieli jednak pewną niewygodę. Mieli narty biegówkowe, które chcieli nałożyć. Marnie się starali ich dosiąść. Ten huraganowy wiatr wszystkich wdmuchnął wraz z nartami z powrotem do schroniska. Kolej na następną grupę do wyjścia wyszła na nas. Po otwarciu, chwilę kotłowało się przy drzwiach. Jednak mieliśmy pewną przewagę nad wiatrem. Jak już nadpis tej relacji informuje - i Fazik też był - i prawie teraz to było plusem, nawet huragan nie miał szans nas zatrzymać w Śląskim.
   
Pogoda miała na nas jednak uboczne skutki. Zamieniliśmy się w zamaskowanych typków, którym było widać tylko oczy. Wyglądaliśmy raczej jako banda rzezimieszków planujących jakiś napad, niż grupa turystów, która planuje zrealizować to, co postanowiła.
   
Doszło na korektę. Z bólem na sercu musiałem przyjąć decyzję upuszczenia od odwiedzin Luční boudy i zejść najbliższą drogą do Samotni. To oznaczało nie zakosztować na tej wyprawie regionalnego specjału - Paroháča. Wyruszamy. Wiatr trochę folguje, kiedy kryjemy się za grzbietem.
   
Fazik miał zaraz na początku szansę wybrać sobie łatwiejszą trasę - czerwonym, który właściwie kopiuje teren tuż pod grzbietem nad Kotłami aż do Przełęczy Karkonoskiej. Trzeba dodać, że nasz plan przewidywał zejście z graniówki do Samotni i powrót na grań przez Pielgrzymy i Słoneczniki. To w skutkach przewidywało zejście i ponowne drałowanie, co nie jest silną stroną Fazikowego chodzenia po kopcach. Jednak nie chciał nas samych zostawić, wręcz bał się o nas, i dlatego targnął się na to przedsięwzięcie.
   
Jak już uprzednio informował Czerwony A., trochę nieodpowiedzialnie zapomnieliśmy na fakt, że szlak przez Biały Jar jest zimą zamknięty. Po rekognoskacji terenu jednak zadecydowaliśmy, że zagrożenie jest minimalnie i z posypanymi popiołem głowami przeszliśmy przez ten zakaz.
   
Bez utraty zdrowia przechodzimy ten niebezpieczny odcinek. Dalej mijamy kolejny cel - Strzechę Akademicką.
   
Dla mnie trochę szkoda, ponieważ drugi raz jestem w tym miejscu i drugi raz mijam ten ośrodek bez kosztowania miejscowej oferty i wewnętrznej atmosfery. No nic, w planie jest postój w Samotni. Tam też będzie dobrze.
       
Dla porównania inni ludzie, inne warunki, inny czas, ale to same forum. W 2008 roku w Samotni byliśmy już pod koniec biby, teraz byliśmy w pełni imprezy. Mamy dopiero 3,5 km w nogach, zejścia 200 m w kolanach i już zarządzamy postój w zagrodzie. Później jednak nie ma podobnego przystanku aż do przełęczy. Dalszym powodem jest jeszcze nacieszenie się pełną ekipą. Niżej, na Polanie, nas już opuści Tratina, Czerwony A. z Kasią. Człowiek by chciał zawsze przedłużać ten czas na wspólne gadania, jednak Samotnia nie jest dzisiejszym końcowym celem. Trzeba wyruszać dalej.
       
Nie mam naszej wspólnej fotografii przed Samotnią, tylko już tyły bibowiczów podczas schodzenia na Polanę, ale ta z 2008 pokazuje pełny skład, ale już sporo zapomnianych członków. Na Polanie dochodzi do sytuacji, która jest dla mnie zawsze najwięcej bolesna. Rozstanie się z niektórymi bibowiczami. W naszym położeniu człowiek nie wie, kiedy danego osobnika zobaczy ponownie lub co gorsza, czy go jeszcze kiedyś zobaczy. Jak już uprzednio zaznaczyłem, nasza czternastka uszczupla się o trzy osoby. Trzeba się pogodzić z takim faktem.
   
Na Pielgrzymy kroczymy już uszczupleni. Co nam to przyniesie? Zwłaszcza trzeba jakoś złączyć do kupy zróżnicowane kondycje. W grupie są dwie uczestniczki biegów wytrwałościowych i ich doprowód, kilku młodych zapaleńców w przechodzeniu gór w tempie większym, niż małym, jednego, który ma w opisie pracy dreptanie w pionowym terenie i na koniec ja z Fazikiem. Ja, który w jesieni jako tako wyrobił kondycję w kopczykowaniu i wnet ją w trzy zimowe miesiące utracił siedzeniem na urzędowym krzesełku. No i Fazik, którego jedynymi ruchami są włażenie i wyłażenie z kabiny TIR-a, kręcenie kierownicą i dreptanie na pedały. Jak takie zróżnicowane niestabilne pole utrzymać w ucalonym skupieniu, kiedy się podchodzi pod górkę? Był na to sposób. Dla tych lepiej dostosowanych kondycyjnie zarządzało się częste postoje, żeby Ci o mniejszej kondycji mieli czas dojść. Żeby jednak na postoju się nie nudzili i nie marzli, trzeba było wymyśleć jakieś gry lub atrakcje.
       
Tutaj to było w miejscu postoju obok Pielgrzymów. Ci więcej zaangażowani byli posłani wybić energię na skałkołażeniu. Tylko nie wiem, czy można na te Pielgrzymy legalnie wychodzić i nie będziemy musieli tego dnia znów posypać sobie głowy popiołem. Pielgrzymy, Pielgrzymami. To była rozgrzewka. Teraz nas czekają kolejne skałki - Słoneczniki. Większa odległość, większe przewyższenie. Czas na atrakcję w kolejnym odcinku na dochodzenie. Jak już tutaj pisałem, w ekipie mamy dwie zawodniczki w biegach wytrwałościowych. Na odcinku Pielgrzymy - Słoneczniki jest im przez asystentów naordynowany bieg górski.
   
Tutaj na zdjęciu już widzimy, jak zawodniczki odpoczywają po biegu pod Słonecznikami i Seba telefonem/kalkulatorem ocenia ich wyniki i wykreśla kondycjograf. Rzecz jasna, że i na Słonecznikach nie obyło się od macania skały i liczenie czasu, kiedy ostani z grupy dojdzie do tego miejsca. Wszyscy znają zasadę (lub mieli by znać), że ekipa jest tak silna, jak jest silne najsłabsze ogniwo. Słoneczniki to też jedna pozytywna wiadomość. Koniec na dzisiaj większego podchodzenia. Od Samotni to jest 4,5 km w nogach, 150 m zejścia w kolanach i 350 m wyjścia w płucach. Rzecz jasna, że to dla poniektórych to żaden wyczyn, ale kiedy człowiek w każdym kroku myśli, jak dobrze by mu było w cieple schroniska, to też się liczy jako środek obciążający.
   
Jesteśmy znów na czerwonym grzbietowym szlaku i trzeba się naradzić. Nie wiem co ta grupka knuła i co uradzili. Ja miałem jasny cel - schabowy w Odrodzeniu. I to mnie do niego ciągnęło, jak konia za wodą. Słoneczniki zostają daleko w tyle, kiedy pogoda postanawia powoli nam użyczyć tego lepszego ja.
   
Chmury odstępują od dotychczasowych pozycji. Nam z tego powodu zaczynają się odkrywać widoki nieco większe niż na koniec nosa. Baaa, i nieco więcej. Czyżby nam było dane widzieć na własne oczy piękno zimowych Karkonoszy? Taaak!
   
Widok na Mały Szyszak jest tego dowodem. Wynurzył się spoza chmur niby latarnia, która pokazuje na swoim podnóżu z drugiej strony ląd/przystań w postaci schroniska Odrodzenie. Na zakończenie dzisiejszego dnia zobaczyliśmy nawet doliny pod Karkonoszami.
   
Było widać nie tylko Jelenią G., ale nam się wydawało, że i w oddali Wrocław. Pogoda na koniec wyprawy dobra, to i cały dzień pogoda dobra.
       
Kolejny raz możemy porównać jak teraz schodziliśmy z wyjściem w roku 2008. Coś było inaczej, coś było jednakowe. Teraz mamy całodniowe drałowanie za sobą. Po 11 km w nogach, 7 godz. chodzenia/odpoczywania, 600 schodzenia w kolanach i 450 m wyjścia w płucach jesteśmy w Odrodzeniu.
   
Jest nas mniej, ale dusze więcej napełnione. Klimat schroniska mi odpowiada, zwłaszcza, że już weekendowi turyści są w drodze do domu. Po higienie, tutu i papu, kolejne scalenie kolektywu GŚ. Nyny następuje w dobie ciszy. Tradycyjnie kończę dzień z myślą o Faziku, że też z nami był. Tym razem zagadką filmową. Trzeba śledzić uważnie poniżej pokazany filmik i pomóc mu z odpowiedzą na zadane pytanie.

https://www.youtube.com/watch?v=pdJ0YrzrbUI

Cdn... Już połowa za nami



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-02-2016 06:41 PM przez Stasiu.

21-02-2016 06:40 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 4,150
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #13
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

Panowie wszyscy trzej, dziesięć punktów za filmik!Big Grin
Stasiu, dobrze, że Ty piszesz wszystkie grupowe relacjeSmile

Dodam parę zdjęć z tego dnia:

Wymarsz ze Śląskiego Domu na wietrzyk:
           

Trawers zamkniętym na zimę szlakiem:
           

I Stasiu też był:
   

W drodze do Samotni:
       

Samotnia:
       

Pożegnanie Tratiny, Reda i Kasi:
   

Ku Pielgrzymom:
       

Słonecznik:
   

W kierunku Odrodzenia:
       

Jak Watażki wrócą z tatrzańskich wojaży, może dodadzą akcje zdobywania Słonecznika i Małego SzyszakaSmile



Hej ho, zwariowana przygodo!

Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-02-2016 10:21 PM przez szewczyczek.

21-02-2016 09:52 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,210
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #14
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

Z Twoich zdjęć wygląda jak byśmy zdobywali miejsca pod biegunem polarnym. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
21-02-2016 10:30 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Gandzia1
@@@@@@@@@@@@@@
*****


Postów: 1,762
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #15
RE: 10-lecie świętowano w Karkonoszach, i Fazik też był - zimowa biba 2016 GŚ

szewczyczek napisał(a):
Panowie wszyscy trzej, dziesięć punktów za filmik!Big Grin
Stasiu, dobrze, że Ty piszesz wszystkie grupowe relacjeSmile

Fajne relacje -dobrze zobaczyć znajome twarze ale i też wszystkich innych których osobiście nie poznałam.
Miłe spotkanie, miłe towarzystwo i góry. Pozdrawiamy Wszystkich uczestników z domowych pieleszy. Smile



21-02-2016 10:53 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: