Czekałem jak szewczyczek stworzy relację, ale chyba jeszcze trochę to potrwa, więc ja coś wrzucę na forum, bo dawno tego tutaj nie robiłem
Będzie coś wspinaczkowego z października.
----------------------------
Jednym z planów tatrzańskich na ten rok było spróbowanie swoich sił na typowej drodze wspinaczkowej. Wiadomo, skałki skałkami, ale Tatry to zupełnie co innego. I skala większa, i pogoda bardziej zmienna i często mniej przyjazna. A do tego ta przestrzeń, której w skałach ciężko doświadczyć. Już raz w tym roku umawiałem się z Damianem na odwiedzenie rejonu Gąsienicowej wspinaczkowo, ale wtedy mieliśmy problemy transportowe i ostatecznie wylądowaliśmy w Rudawach Janowickich. Tym razem umówiłem się z Hemli i Wojtkiem na Grań Świnicy, ale znów nie obyło się bez komplikacji...
Czwartek, 1 października 2015
Kuźnice,
, , Czarny Staw Gąsienicowy,
, , Środkowe Żebro,
, ,
, , Kuźnice
Dzień wcześniej, późnym wieczorem dostaję sms'a od Wojtka, że Hemli jednak nie jedzie i co w takim razie robimy. Odpisuję, że jedziemy i coś się rano ustali. Warto wspomnieć, że w środę w Tatrach popadał śnieg i wszystko wyżej jest białe.
Po godzinie 6. spotykam się z Wojtkiem pod Krzeptówkami, gdzie mam noclegi i jedziemy do Zakopca zaparkować auto i podchodzimy do Kuźnic. Tam jesteśmy kwadrans przed 8, kasa jeszcze zamknięta, więc wchodzimy za friko.

fot. Wojtek
Podchodzimy powoli, gdyż nie śpieszy się nam. Czekamy na słońce i ciepło, które ze sobą przyniesie. Na razie jest zimno, ale szlak jest suchy. Oszronione są jedynie belki ułożone wzdłuż szlaku na Boczaniu. Stamtąd mamy tradycyjne widoki na Gorce, ale zdecydowanie ładniej jest w stronę Czerwonych Wierchów i Giewontu.

Chwilę później tradycyjny już kadr na Halę Gąsienicową, tym razem w jesiennych barwach.

Zachodzimy do Murowańca na śniadanie. Podczas niego ustalamy nasz plan na dzisiaj. Grań Świnicy odpuszczamy ze względu na oblodzenie. Zastanawiamy się nad czymś na Kościelcach, Granatach i ostatecznie wybieramy Środkowe Żebro (V-) (link do topo) na Skrajnym Granacie. Jest to krótka droga, prowadząca, zgodnie z nazwą, krótkim żebrem. Na drodze są gotowe stanowiska, można również znaleźć kilka stałych ringów i jakieś haki.
Ponieważ nie mamy ze sobą żadnego topo, idziemy zgodnie z tym, co pamiętamy z wcześniejszego czytania topo i relacji w necie. Od stawu podchodzimy żółtym szlakiem, by zejść z niego w miejscu wyraźnej ścieżki idącej w stronę ścian Granatów. Niestety, pierwsza ścieżka prowadzi pod Prawe Żebro, więc to nie do końca nasze miejsce startowe. No, ale trudno. Nie chce nam się cofać, więc postanawiamy dojść do naszej drogi bezpośrednio stąd. Dokładny przebieg naszego wariantu można zobaczyć na topo.
Ale zanim doszliśmy na start, to przyglądnęliśmy się dokładnie Grani Kościelców:

Widoczny był również oblodzony szczyt Koziego Wierchu.

Od strony Zakopanego zaczęły napływać niskie chmury, ponad którymi widoczna była Babia Góra, a w dole można dostrzec Gubałówkę.

Ale czas ubrać sprzęt i ruszać w górę. Wojtek szykuje się do prowadzenia pierwszego wyciągu.

Samą drogę rozpoczynamy o 11:45 kruchym żlebikiem, który z dołu wygląda na bezproblemowy, jednak w połowie jest miejsce wymagające chwili skupienia. Nie znaczy to jednak, że jest trudne, po prostu trzeba uważać czego się chwyta.

Pierwsze stanowisko Wojtek zakłada na wielkim głazie, na prawo od żlebu.

fot. Wojtek
Na pierwszym wyciągu:

fot. Wojtek
Wojtek na pierwszym stanowisku:

Przekazujemy sobie sprzęt i teraz ja zaczynam prowadzić. Początkowo idę pochyłą ścianką, następnie odbijam w lewo i przekraczam górną część żlebiku, którym szliśmy wcześniej. Tutaj chcę założyć pętlę na dużym kamieniu. Wpierw jednak sprawdzam jego wytrzymałość konkretnie ciągnąc za blok, który okazuje się mało stabilny i chwilę później przytrzymuję kolanem ponad 5kg głaz. W międzyczasie sprawdzam czy na linii spadku żlebu znajduje się nasze stanowisko, jednak ono jest poza nim, więc kamień leci bezpiecznie w dół.

fot. Wojtek
Po przejściu na lewą stronę żlebu, idę dalej w kierunku żebra, podchodząc trochę w górę terenem bez trudności. Stanowisko zakładam na platformie z wielkim blokiem i sterczącą małą iglicą.

fot. Wojtek
Na drugim stanowisku:

fot. Wojtek
Ten wyciąg jest dosyć łatwy, prowadzi mniej więcej ostrzem żebra.

Trzecie stanowisko Wojtek zakłada na bloku, poniżej gotowego stanowiska z pętli. Bardzo dobrze widać stąd początek naszej dalszej drogi, czyli wyraźne zacięcie, z którego wychodzi się na prawo.

fot. Wojtek
Tutaj zastanawiamy się też, czy zmienić buty na wspinaczkowe, czy pozostać w trekach. Dochodzimy do wniosku, że jeszcze zostaniemy w tych i najwyżej zmienimy po tym wyciągu.

fot/ Wojtek
Dochodzę do wyraźnej płyty z "ringiem goprowskim" i zaczynam szukać, którędy będzie najprościej pokonać tę ściankę. Wprost wygląda niezbyt zachęcająco, dlatego też idę w prawo w stronę kominka, którym pokonuję ten odcinek. Tu dodatkowym problemem staje się przesztywnienie liny, która w międzyczasie dwukrotnie skręcała o 90st. Dopiero w domu, na topo Maćka Tertelisa zobaczyłem, ten kominek wyceniony jest na V.

Kominek na czwartym wyciągu.

Czwarte stanowisko zakładam na wielkim bloku skalnym.

Dochodzi do mnie Wojtek, bierze sprzęt i idzie w górę. Po przejściu jakichś 5 metrów, mówi że tutaj jest gotowy stan, więc przenosimy się tam, ze względu na lepszą widoczność dalszej drogi. Tak więc powstaje nasze stanowsko 4a 

fot. Wojtek
Przed nami teoretycznie najtrudniejszy fragment drogi, czyli "zacięcie Kusiona" (V-). Prowadzi go Wojtek, bo teraz jego kolej. Butów oczywiście nie zmieniamy, bo droga nie wygląda tak źle.

To zacięcie nie sprawiło mi dużych problemów, gdy szedłem na drugiego. Kłopot miałem jedynie z wyciągnięciem kości, która się dziwnie zaklinowała. Z ciekawszych rzeczy, to na tym wyciągu fragment przeszliśmy częściowo na asekuracji lotnej. Bo Wojtek doszedł do balkoniku za "zacięciem Kusiona" i spytał się, czy starczy mu liny do wyjścia na górę. Oceniłem ile jej jest i stwierdziłem, że raczej nie. Podszedłem więc kawałek do ringa, gdzie założyłem stanowisko 4b
Stąd asekurowałem Wojtka już do końca trudności. Powyżej balkonika, czeka na mnie jeszcze czwórkowy, skośny, lekko odpychający kominek, który wyprowadza na łatwy teren, którym dochodzimy do stanowiska końcowego, tuż obok szlaku.

Spotykamy tutaj kilku schodzących turystów, którzy robią nam zdjęcie, a my im pokazujemy pokrótce, do czego służy sprzęt wspinaczkowy.

Zaczynamy zejście szlakiem do Murowańca, gdzie spotykamy Hemli, która przyjechała później w Tatry. Sama droga zajęła nam 3 godziny.
Skrajny i Pośredni Granat

fot. Wojtek
W Murowańcu jemy obiad i się żegnamy, bo ja schodzę do Zakopca. Dzień kończę prelekcją Wojciecha Szatkowskiego w Dworcu Tatrzańskim dotyczącą zdobywców Zamarłej Turni.
Podsumowując wspinaczkowy wypad w Tatry uważam, że jest to fajne doświadczenie. Środkowe Żebro Skrajnego Granatu to dłuższa, niż do tej pory pokonane przeze mnie, droga wspinaczkowa. Poćwiczyłem szybkie operacje linowe, zakładanie własnych przelotów i poznałem jak wygląda IV/V-tkowa tatrzańska droga. W przyszłym roku na pewno pojawię się na jakichś innych drogach w okolicy, bo jest tutaj co robić.
A Wojtkowi dziękuję oczywiście za towarzystwo, myślę, że jeszcze gdzieś się razem powspinamy 
Więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/10032268336...oV01102015