Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (2): « Pierwsza [1] 2 Następna > Ostatnia »
Den skandinaviske fjellkjede
Autor Wiadomość
Vlado

***


Postów: 58
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2014
Status: Offline
Post: #1
Den skandinaviske fjellkjede

Dom Gigantów - część pierwsza - 21-25.08.2014

21.08)
Niewiele brakło a wycieczkę zakończylibyśmy już na starcie.
Dziesięć minut od lotniska zorientowaliśmy się, że nasze dokumenty zostały w skanerzeWink
Szybki powrót, błagalne modlitwy by nic już po drodze się nie wydarzyło i w ostatniej chwili meldujemy się na odprawie. Waga w porządku, od razu po nas Pan życia i śmierci zamknął stanowisko, uffff lecimy!Smile

Wybraliśmy się w pięć osób, dwie pary i pasażer na gapę Pan Śmiecio.
Czasami dreptaliśmy razem, czasami własnymi ścieżkami, tylko Pan Śmiecio nie odstępował mnie na krok.
W opowieści skupię się głównie na mojej wersji przygody,
może kiedyś pozostali uzupełnią relację swoimi wrażeniami i perypetiami.

Liniami lotniczymi Ryanair z lotniska w Modlinie wystartowaliśmy w kierunku Portu Lotniczego Moss-Rygge oddalonego od centrum Oslo o 66 kilometrów.
Bilety kosztowały nas po 59zł plus bagaż rejestrowany 25euro (po sezonie 15euro) jeden na dwie osoby.
Uprzedzając zawczasu pytania dlaczego nie pojazdem czterokołowym?
Cenowo zliczając - promy, paliwo, opłaty za drogi - kontra - przelot, pociągi, autobusy - wychodzi na jedno.
Objazdówki mnie nie kręcą. Podróżując autem gdzieś tracę smak przygody.
Podjechać na najbliższy parking, wejść i zejść, to nie dla mnie.
Oczywiste, że autem można zobaczyć więcej, tylko że największe atrakcje Norwegii podziwiałem interaktywnie wielokrotnie bez wychodzenia z domuWink
Wygodniej? Tak, jedzenie nosiliśmy na plecach, ale 35kg bagażu na parę to nie jest jakiś przesadnie wielki ciężar.
I awaria. Nie wyobrażam sobie tego, żeby zepsute auto rozwaliło mi całą wycieczkę, a mechanikiem nie jestemWink

Wylądowaliśmy przed północą, strefa wolnocłowa na przylotach, nie spotkałem się z takim rozwiązaniem na innych lotniskach. Trudno nie skorzystać z okazji - sześciopak norweskiego piwa za 55 koron, "na lądzie" w takiej cenie nigdzie nie znajdziemy.
Szybki przepak z bagaży podręcznych do plecaków i na noc, po drodze opróżniając puszki na ławeczce, ruszyliśmy na dworzec kolejowy w Rygge oddalony niecałe 4km od lotniska.
Na norweskich dworcach nie można koczować, bezdomni mogą zapomnieć o okupowaniu dworcowych ławek, ale my mieliśmy bilety na pierwszy pociąg, więc noc spędziliśmy zupełnie legalnieWink
Bilety kupiłem już w Polsce na stronie przewoźnika.
https://www.nsb.no
Kupując wcześniej można skorzystać z oferty Minipris, w której na dowolną trasę, na dowolny rodzaj pociągu, bez względu na ilość przesiadek, bilet kosztuje od 249 koron.
Od czasu do czasu można trafić na chwilową promocję z biletami po 199 koron.
Bilet standardowy na długich trasach np. z Rygge do Bodo to już niebagatelna suma 1644 korony.

Pociąg BM71



22.08)
Z Rygge dojechaliśmy do Oslo, w którym mieliśmy czas na dwugodzinny poranny rekonesans. Na starcie z plecakami napełnionymi w 100% trzeba przyznać, że zwiedzanie jest ciut uciążliweWink
Na śniadanie skonsumowaliśmy mocno dojrzałe banany w cenie 10 koron za kilogram.
Kolejną przesiadkę mieliśmy w Lillehammer. Kompletna zlewa skutecznie zniechęciła nas do zwiedzania. Miasto mieliśmy w planach jeszcze raz, więc strata nie była aż tak odczuwalną. Udaliśmy się tylko do sklepu Biltema w celu nabycia kartuszy z gazem.
Gaz kupimy w normalnej "polskiej" cenie: 230g - 39,90 koron, 450g - 59,90 koron. Na stacjach benzynowych zapłacimy i o 100% więcej.
W Rimi bądź w Kiwi a może to była Rema1000, już nie pamiętamWink bo w kolejnych miastach odwiedzanie marketów było jak rytuał w myśl piosenki "Hera, koka, hasz, LSD", pozwoliłem sobie na coś, co wyglądało jak półkilowa słodka buła, nazywało się julekake, a okazało się być bożonarodzeniowym drożdżowym plackiem, którego smak łaził za nami już przez cały wyjazdWink Cena do 30 koron, mój bliski terminu ważności nabyłem za dychę.
Inne duże sklepy godne polecenia to Coop i Bunnpris a z żabkowatych Joker.
Może trochę za dużo piszę o cenach, ale spodziewałem się, zgodnie ze stereotypami, że wycieczka do Norwegii mocno wypróżni nam kieszenie. Cóż, Polak potrafi, biegli w wyszukiwaniu marketowych promocji, w Norwegii poradzimy sobie równie dobrzeWink
Podróż koleją zakończyliśmy w Ottcie, w której na dworcu znajduje się punk informacji turystycznej. Godzinę połapaliśmy stopa, bezskutecznie ale miejsce było dość kiepskie i poszliśmy na ostatni autobus do Lom, dzisiejszy cel naszej podróży.
Komunikacja autobusowa w Norwegii swoje kosztuje i za odcinek około 60km z Otty do Lom zapłaciliśmy ponad 100 koron na głowę.
Szukając połączeń korzystałem z poniższych stron:
https://reiseplanlegger-ekstern.ruter.no
http://www.ruteinfo.net/en/
http://nri.websrv01.reiseinfo.no/
Posiłkując się informacjami znalezionymi tutaj:
http://www.visitnorway.com/pl
http://www.visitoslo.com/
http://www.visitandalsnes.com/
http://www.mojanorwegia.pl/
A najlepszą moim zdaniem mapę Norwegii znajdziemy tutaj:
http://ut.no/kart/
Nie kupiliśmy ani jednej mapy, wszystko co nam było potrzebne wydrukowaliśmy właśnie na tej stronie.

Oslo i tutejsze "gołębie".



Otta to małe miasteczko leżące u zbiegu rzek Otty i Gudbrandsdalslogen.
Leżące w pobliżu dwóch parków narodowych - Rondane, który jest siedliskiem dzikich reniferów,
oraz Dovrefjell, w którym mieszkają piżmowoły.



Piżmowół na dworcu w Ottcie.



Zdjęcie z okna autobusu. Całą drogę pociągiem i autobusem jechaliśmy wzdłuż fiordów i rzek. Nabawiłem się kompleksów widząc ogrom wody w Norwegii. Nasze największe rzeki wyglądają dość skromnie przy tutejszych potokach, które ledwo spłynęły z gór.



Kościół klepkowy w Lom z XII wieku, wyczyszczony tylko od frontuWink



Rzeka Bovra



Rzeka Otta, miejscami wąska i wartka, w szerokich dolinach nie tworzy koryta, płytko wypełniając sobą całą dostępną przestrzeń.



Lom i okolice.




Noc spędziliśmy na polu namiotowym w Lom, cena 80 koron za osobę.
Po podróży wypadało doprowadzić się do porządku i dobrze wypocząć.
Jutro doliną rzeki Visy (Visdalen) dotrzemy do Domu Gigantów - Jotunheimen.



23.08)
Alternatywnie popołudniu mieliśmy autobus do samego schroniska.
Trochę poszwędaliśmy się po Lom i poszliśmy spróbować złapać stopa.
Podzieliśmy się parami, tym razem okazało się to zbędne, bo złapaliśmy wielkiego busa,
do którego zmieściliśmy się w komplecieWink
Udało nam się dotrzeć aż do Hoft, na skrzyżowanie z prywatną szutrową drogą do schroniska Spiterstulen. Stąd do schroniska jest już tylko 17 kilometrów.
Dziewczyny po chwili złapały kolejnego stopa z Czechami, którzy zatrzymali się chyba tylko dlatego, że nie wiedzieli czy dobrze jadą, bo na ich gpsie tej drogi nie byłoSmile
Do auta zmieściły się dziewczyny i najcięższe plecaki a my obiecaliśmy, że będziemy machać na auta, choć dobrze wiedziałem, że nic z tego nie będzie, bo jakoś mi to nie pasowało, żeby wozić się na tym odcinku. Visdalen bardzo chciałem pokonać na własnych nogachWink
Mój kompan zbierał grzyby, podkreślam zbierał, bo później wcale nie chciał ich jeść, czyżby nie ufał sobie sam?Wink
ja na kolację skonsumowałem je z wielką przyjemnościąSmile
Po drodze mijaliśmy takie cuda:



A gdy poszedł w krzaczory w poszukiwaniu wodospadu, ja wlazłem na stado krów.
Kilka byków tam było, więc mimo iż nasze beskidzkie zawsze wyściskam, postanowiłem obejść je łukiem między drzewami, a te krowy zaczęły za mną leźć. Czym ja głębiej w las, tym one szybciej za mną. No pytam się "ale co wy ode mnie chcecie"? Big Grin W końcu z nieukrywanym wyrzutem w oczach odpuściły i udało mi się je obejść.



Dolina rzeki Visy wkraczamy do świata Gigantów - Jotunheimen.



Schronisko Spiterstulen 1106m n.p.m.
No tak kotów nie ma, to myszy harcują. Zanim dotarliśmy do schroniska, dziewczyny zdążyły poznać niejakiego Marka i zapędziły go do rozbijania namiotów. My przyszliśmy na gotowe, tylko Marek miał jakiś niepewny wzrok, chyba liczył, że nas krowy zjedzą Big Grin



24.08)
Pogodę już w Polsce zapowiadali nam deszczową przez cały wyjazd i na lampę nie liczyliśmy.
Mimo braku przychylności losu z samego rana wyruszamy w kierunku szczytu o nazwie Glittertind.
Przez wiele lat to Glittertind był uważany za najwyższy szczyt w całych Górach Skandynawskich, aż do czasu gdy wiatr zdmuchnął mu czapkę z głowy.
Obecnie ocenia się jego wysokość na 2452 bez i na 2465m n.p.m. z pokrywą lodową.
Ścieżka jest dobrze widoczna a szlak dobrze wymalowany. Oczywiście jak na norweskie standardy, gdzie większość szlaków jest oznaczona po prostu dużą czerwoną literką T.
Mimo całorocznej pokrywy śnieżnej, nachylenie szczytu od strony Spiterstulen nie wymaga używania raków,
a najbardziej strome miejsca latem wolne są od lodu. Prawdopodobnie idąc od schroniska Glitterheim raki będą niezbędne. Nie to żebym bał się ich używania, ale to zawsze kilka kilo w plecaku mniejWink
Po większych opadach czy roztopach, dość problematycznym może okazać się przekroczenie potoków
Skauta i Steindalselve.





Jeziorko Leirtjonne



Lato zmierza ku końcowi, a tutaj dopiero wiosna.



Oznaczenia na szlaku.



Na samym szczycie usiadła tak gęsta chmura, że nie widzieliśmy granicy pomiędzy niebem a śniegiem.
A być może to oczy były już tak zmęczone wszechprzenikająca bielą?
Okulary zostały w domu, jeszcze w dniu wyjazdu zastanawiałem się czy jest sens je brać.
Źrenice zmniejszone do granic możliwości, nie byłem w stanie odczytać godziny na telefonie.
W tym mleku nawet nie miałem pewności czy jesteśmy na szczycie, czy jesteśmy na właściwym wierzchołku, bałem się bardzo każdego następnego kroku, by nie spaść z nawisem.
Dopiero Marek, który wchodził na Glittertind następnego dnia, powiedział nam, że nasze ślady prowadziły na sam szczytWink



Dolina Visy, przy pomocy lupy można dostrzec nasz żółty namiotWink



Stado reniferów w pobliżu schroniska, zoomy nam nie wyszły Big Grin



Myśli kierują wzrok już ku dniu następnemu - Galdhopiggen.



25.08)
Kierowca busa stanowczo twierdził, że szykuje się nam piękna pogoda.
Marzyliśmy o tym by nasze polskie prognozy kłamały. Poranek dawał cień szansyWink



Schronisko Spiterstulen to ogromny kompleks budynków położony w dolinie Visy.
Pole namiotowe znajduje się po drugiej stronie rzeki.
Mostek znajdziemy po prawej stronie, po środku namioty, żółty nasz, a po lewej budynek sanitarny z kuchnią
i łazienką, tak więc do schroniska nie mieliśmy potrzeby zbyt często zaglądać.
Cena na polu namiotowym 70 koron od osoby.



Dolina Visy - Visdalen, nasz wzrok często kierował się w tamtą stronę, kolejne dwa dni mieliśmy maszerować właśnie tamtędy w kierunku Gjendebu.



Może czas go przedstawić - oto Pan Śmiecio, na co dzień jest powiernikiem klucza od osiedlowego śmietnika.
Tak bardzo chciał zobaczyć kawałek świata, wciąż się upominał, że podstępem schował się przy śmietniku i chcąc nie chcąc, wyjścia nie było - pojechałWink



Glittertind w końcu pokazał nam swoje obliczeSmile



Keilhaus topp 2355m n.p.m. od wschodu.



Rzut okiem na lodowiec Styggebrean.



Spiterhoe 2033m n.p.m.
Jeśli coś mieszam z nazwami, to zawczasu przepraszam, dopiero poznaję te góryWink



Tverrotindan 2309m n.p.m. i lodowiec Svellnosbrean.



Za kolejnym przedwierzchołkiem nareszcie raczył się nam ukazać
- Galdhopiggen 2469m n.p.m. najwyższy szczyt Gór Skandynawskich.



Na szczycie znajduje się mały schron, który obecnie funkcjonuje tylko jako bufet, ale myślę że w sytuacji krytycznej nie odmówili by pomocy.
Pracownik schodzi ze schronu raz na tydzieńWink



Niestety ze szczytu mogliśmy podziwiać widoki tylko oczami wyobraźni, trzeba będzie szykować się na powtórkęWink



Całą drogę mijaliśmy się z dwoma izraelskimi alpinistami, na szczycie uraczyli nas świeżo parzoną herbatą po turecku
i jeśli mnie pamięć nie myli armeńską a być może albańską nalewkąWink



Wracaliśmy tą samą drogą, więc jeszcze raz, może w nieco innej odsłonie, bo pogoda była niezmiernie dynamiczna.
Pan Śmiecio ma duże parcie na szkłoWink



Majestatyczny lodowiec Styggebrean, linie szczelin ukryte pod śniegiem potrafią budzić przerażenie.



Schronisko Juvvasshytta i jezioro Juvattnet, stąd prowadzi drugi, bardziej popularny szlak na szczyt.
I ta niezwykła pozioma chmuraSmile



Ostatnie spojrzenia na szczyt.
W wielu miejscach można przeczytać, że Galdhopiggen jest wyjątkowo łatwym szczytem i wchodzą tam całe rodziny z dziećmi.
Jakiś czas temu nasi znajomi z Wrocławia ostrzegali nas żebyśmy nie bagatelizowali tego szczytu.
Cóż, mieli rację. Suma wzniesień mocno wzrasta idąc przez wszystkie przedwierzchołki. Częste zmiany pogody. Wysokie głazy, piarg, śnieg, to na pewno nie jest zwykła leśna ścieżka.
Nie twierdzę, że nie należy chodzić tam z dziećmi, ale jest to szczyt dla doświadczonych i odpowiedzialnych rodziców.
A to jak mantra powtarzane zdanie we wszystkich portalach i przewodnikach jest mocno naciągane i świadczy o tym, że autorzy zbytnio nie mają pojęcia o czym piszą.



Glittertind ponownie. Najtrudniejsza, najbardziej stroma część szlaku, widoczna zresztą na zdjęciu, znajduje się pomiędzy dnem doliny a linią śniegu.



Keilhaus topp od zachoduWink



Spiterhoe



Dolina Visy.
Za kilka godzin okaże się, że jutro jednak nią nie pójdziemy.
Dzięki uprzejmości Marka przedostaniemy się od razu do Gjendesheim.
Z jednej strony ciut szkoda, ale z drugiej na pewno czeka nas mniej kilometrów z pełnym obciążeniem i diametralnie wzrasta szansa na pewien szczyt,
który do tej pory był rozpatrywany tylko jako opcja, gdyby wszystko układało się jak po maśle.



Aura zaserwowała nam całe spektrum swoich możliwości. Mieliśmy słońce, śnieg z zamiecią, deszcz, grad,
burzę w oddali oraz tęczę.



Reniferów dzisiaj nie było, za to pod samymi namiotami pasły się nam owieczkiWink





Pokaz slajdów


Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-10-2014 10:08 PM przez Vlado.

16-10-2014 08:56 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
hemlighet
Hemli
*****


Postów: 2,509
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #2
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Relacja z grubej rury na początek Wink Piękne zdjęcia! Szkoda, że na Galdh?piggen się Wam zasnuło, ale takie niestety bywają góry... No i pogoda w Norwegii Smile
Akurat z norweskimi krajobrazami jestem na świeżo, bo też na przełomie sierpnia i września tam zawitaliśmy. Czekam na ciąg dalszy - bo wnioskuję, że nastąpi ok



http://hemli-w-gorach.blogspot.com/
16-10-2014 10:19 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Vlado

***


Postów: 58
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2014
Status: Offline
Post: #3
RE: Den skandinaviske fjellkjede

A dziękujęSmile

Hemlighet napisał(a):
też na przełomie sierpnia i września tam zawitaliśmy

Tak wiem, czytałem Twojego blogaWink

Hemlighet napisał(a):
wnioskuję, że nastąpi ok

Wink


17-10-2014 08:02 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
hemlighet
Hemli
*****


Postów: 2,509
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #4
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Vlado napisał(a):
Tak wiem, czytałem Twojego blogaWink


Miło mi innocent

Swoja drogą, w naszej wycieczce brakowało mi trochę tego, o czym akurat można przeczytać u Ciebie - nieco wyższych gór, styczności z lodowcem i zaszycia się w górach na dłużej. No i reniferów! Zazdroszczę Smile
Ale to następnym razem Wink



http://hemli-w-gorach.blogspot.com/
17-10-2014 11:21 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Oliwka

*****


Postów: 1,498
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2013
Status: Online
Post: #5
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Konkretna relacja ok, i fajne zdjęcia.
Ależ tam surowo, aż poczułam smak pustki uhm
ale czekam na dalszy ciąg Smile


17-10-2014 12:02 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Wasylisa
na świetlistej ścieżce
****


Postów: 406
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: May 2014
Status: Offline
Post: #6
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Jak pięknie! Dolina Gudbrand, góry Dovre... nazwy znane z twórczości Sigrid Undset, powiało epickim średniowieczem..


19-10-2014 09:15 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
grizzly

*****


Postów: 721
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2013
Status: Offline
Post: #7
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Piekne krajobrazy przypominajace Yukon.ok


20-10-2014 02:40 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Vlado

***


Postów: 58
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2014
Status: Offline
Post: #8
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Dziękuję wszystkim za miłe słowoSmile

Dom Gigantów - część druga - 26-28.08.2014

26.08)
Nie da się ukryć, że do Gjendesheim przywiódł nas urok grani Besseggen.
Na Jotunheimen mogliśmy przeznaczyć jeszcze trzy dni. To ciut więcej czasu niż potrzebowaliśmy na grań, chcieliśmy te dni wykorzystać intensywnieWink
Przez moje niedopatrzenie okazało się, że komunikacją nie będziemy mieli jak się stąd wydostać.
Cóż, jakoś to będzie, nie czas teraz o tym myśleć.
Chwilowo pożegnaliśmy się z naszymi kompanami (Oni mieli swoją koncepcję na nadchodzące dni) i w drogę.



Poprzez przełęcz pomiędzy Gjendehalsen a Veslfjellet wyruszyliśmy w kierunku jeziora Bessvatnet.
Przekroczyliśmy rzeki Bessę i Russę, następnie idąc wzdłuż całego jeziora Russvatnet przez bagniste delty potoków Tjonnholae i Blatjonnae dotarliśmy do Nedre Russglopet , skąd już przy światłach czołówek poszliśmy do Memurubu.

Gjendesheim i jezioro Gjende.



Nie pamiętam wycieczki, żebym tyle razy spoglądał za siebie.



Gjendehoe (1257m n.p.m.) i Knutshoe (1517m n.p.m.)



Droga numer 51



Sam Minister Środowiska życzył nam udanej wycieczkiWink



Rzeka Sjoa z jeziorem Sjodalsvatnet oraz niezwykle kuszące połoniny, od Heimdalshoe po Stuttgongkampen, po drugiej stronie Sjodalen.



Jezioro Bessvatnet i Besshoe (2258m n.p.m.)



Jeziorka Besstjonnin i okolice.



Nautgardstinden (2258m n.p.m.) i Stornubben (2174m n.p.m.)



Jezioro Russvatnet oraz wielowierzchołkowe szczyty Veotinden (2267m n.p.m.) i Styggehobreatinden (2232m n.p.m.)



Osada Russvassbue.



Przeogromna przestrzeń i kompletna pustka.
Jezioro Russvatnet urzeka "plażami" i mnogością miejsc na biwak.



Mostek na Blatjonnae widzieliśmy już bardzo daleka, niestety gdy doszliśmy, okazało się, że jest w remoncie. Niby wyglądał stabilnie, ale obawialiśmy się, że z pełnym obciążeniem, może być niewesoło, gdyby ktoś stracił równowagę.
Wróciliśmy więc na brzeg jeziora, zmieniliśmy buty i po kolana w wodzie przeszliśmy przez, przy ujściu dużo spokojniejsze, wszystkie odnogi delty Blatjonnae.
To była niezwykle odświeżająca dawka krioterapii dla obolałych stópWink



Gloptinden (1678m n.p.m.)



Moje marzenie na jutro - Surtningssue (2368m n.p.m.) oraz Blabreahoe (2196m n.p.m.)



Kollhoin (1925m n.p.m.)



Besshoe obeszliśmy prawie dookoła.



Czy ja już wspominałem, że cały czas spoglądaliśmy za siebie?
Gdyby nie to, że cały dzień nie mieliśmy zasięgu, że nie wiedzieliśmy co się dzieje z drugą parą, że na pewno Oni martwią się o nas, rozbilibyśmy się już kilka godzin wcześniej gdzieś nad tym bajkowym jezioremWink
Zacisnęliśmy zęby, czołówki na głowę i w drogę do Memurubu.
Na przełęczy złapaliśmy zasięg, nasi kompani dawno po kolacji odpoczywali w namiocie, więc już nieśpiesznie dołączyliśmy do nich.
Zasypiałem przy gotowaniu, to był cudowny dzieńSmile



27.08)
Moja dama postanowiła zresetować się w uroczych okolicznościach Memurubu i jeziora Gjende. A ja wybrałem się na szczyt o niezwykle dźwięcznej nazwie - Sutrtningssue - siódmy co do wysokości szczyt Norwegi.
Prowadzą na niego dwa szlaki.
Pierwszy biegnący przez Raudhamran (1893m n.p.m.) i bardzo szybko wychodzący na grań. Moje wrażenia pewnie wynikają z samotnej wędrówki, podczas której zmysły się wyostrzają i dużo ostrożniej podchodzimy do wszelkich trudności, ale miałem poczucie jakbym szedł Orlą bez zabezpieczeńWink
Drugi biegnący wzdłuż doliny rzeki Muru ? Memurudalen, dłuższy lecz zdecydowanie łatwiejszy. Oba równie malownicze.
Szlaki nie są oficjalnymi szlakami Norweskiego Towarzystwa Turystycznego (DNT) i nie znajdziemy na nich charakterystycznego "T". Oznaczone są pionową czerwoną kreską i mam wrażenie, że zostały wyznakowane dzięki staraniom obsługi schroniska Memurubu.

Memurubu, Muru i Gjende.





Szlakowskaz, nazwy nieznacznie odbiegają od tych, które znam z mapy: http://ut.no/kart/



Memurudalen - dolina rzeki Muru i górujący nad nią szczyt Reinstinden (1756m n.p.m.)



Widok na Besshoe w różnych ujęciach towarzyszył mi przez cały dzień.



Jezioro Hesstjonne, kolejne świetne miejsce na biwak.



Sortoppen (2251m n.p.m.) i okoliczne widoki.



Szczyty po drugiej stronie jeziora Gjende, m.in. Tjonnholstinden (2331 m n.p.m.) i Knutsholstinden (2341m n.p.m.)



Widok na jeziora Reinstindvatnet, Hinnotetjonne, aż po Langvatnet i okalające je szczyty.


Mój szczytSmile - Surtningssue (2368m n.p.m.)



Hellstugutinden (2345m n.p.m.), Memurutinden (2364m n.p.m.) oraz lodowce Vestre i Austre Memurubrean.




W pobliżu szczytu stoi Nodbu Surtningssue, niewielki schron ratunkowy. A w środku stolik i dwie ławeczki.



Na szczycie! No dobra kłamałem, nie byłem samWink



Panorama ze szczytu. Napatrzyłem się za te wszystkie dni z wierzchołkami w mleku.
Czuję się już spełniony, a gdy pomyślę o tym co jeszcze przed nami?




Rozejście szlaków można łatwo przegapićWink



Przede mną już tylko zejście do Memurudalen i powrót doliną - nie, to nie jest zejście, to Góra zrzuca nas z siebie stromym piargiem, a każdy zły ruch wywołuje kamienną lawinę.

Patrząc na te Góry, mocno nadgryzione zębem czasu, zimne i przepełnione mrokiem, cały czas chodził za mną Dante Alighieri:
"Jam dzieło wielkiej, sprawiedliwej ręki
Wzniosła mnie z gruntu potęga wszechwładna
Mądrość najwyższa, miłość pierworodna
Starsze ode mnie twory nie istnieją
Chyba wieczyste, a jam niepożyta"
ANKH - Brama

Jednocześnie bije od nich spokój, dobro i poczucie wolności. Wrażenie jakby nic złego nie mogło się wydarzyć.
Psalm 23:
"Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.
Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć:
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoje imię.
Chociażbym chodził ciemną doliną,
zła się nie ulęknę,
bo Ty jesteś ze mną."




Nawet jeśli nie zdecydujemy się na wysokie szczyty, warto tu zajrzeć dla samej doliny Muru.
Przepiękne widoki i wodospady. Żłobienia w skałach, które w ogóle mi nie wyszły na zdjęciach, musicie uwierzyć na słowoWink



Po drodze znalazłem pięknego czerwonego, który wystarczył mi za całą kolację,
więc państwo ze zdjęcia, obok których znalazło się miejsce na nasze namioty, mimo iż pierwotnie miałem wobec nich plany kulinarne, zamiast do garnka trafili na matrycę aparatu.



28.08)
Dzisiaj mamy w planach zmierzyć się z mitem Grani BesseggenWink
Szlak granią od Gjendesheim do Memurubu jest jednym z najczęściej odwiedzanych i najbardziej malowniczych szlaków w Jotunheimen jak i w całej Norwegii.



W pierwszej części podejścia bardzo ładnie prezentuje się Memurubu i dolina Muru, prawie identyczne zdjęcia prezentowałem dzień wcześniej, więc nie będę przynudzał.



Besshoe przez te trzy dni mieliśmy okazję podziwiać od każdej strony Big Grin



Wspomnienie dnia wczorajszego - Surtningssue.



Jeziorko Bjornboltjonne z widokiem na oba powyższe.



A tam szliśmy przedwczoraj - jezioro Russvatnet.



Gjende i Bjornboltjonne.



Jeziorka Ovre i Nedre Leirungen oraz dolina rzeki Leirungsae a nad nią góruje szczyt Knutshoe (1517m n.p.m.)



Na dole jezioro Gjende u góry jezioro Bessvatnet, różnica poziomów około 400 metrów, a pomiędzy Besseggen (1638m n.p.m.)
Charakterystyczny kolor Gjende nadają glina i zmielone, rozpuszczone skały spływające strumieniami z lodowców, nazywane mlekiem lodowcowym.
Przewodnikowe zdjęcia przedstawiające grań ostrą jak ostrze noża, są mocno naciągane, miejsca na grani jest sporo, co prawda trzeba napracować się rękami, co z pełnymi plecakami jest dość męczące, ale grań jest do przejścia dla każdego przeciętnie sprawnego turysty.




Jezioro Bessvatnet.



Cały boży dzień "wlokłem ten ból przez Włocławek", a Kasjopea po dniu odpoczynku oczywiście śmigała jak młoda sarenka.



Przed nami ostatnie podejście na najwyższy wierzchołek na szlaku Veslfjellet (1722m n.p.m.)
Po drodze spotkaliśmy chyba wszystkich norweskich znajomych Big Grin
Niemkę, której znaleźliśmy okulary pod Glittertind. Czechów, których poznałem w Nodbu Surtningssue.
Cały czas mijaliśmy się z parą Niemców, z którą nasze losy jeszcze się skrzyżują, ale o tym opowiem w następnej części.



Rzut okiem na całość.



Postanowiliśmy wzdłuż rzeki Bessy zejść do Besheim.
Lillehammer już chyba całkiem wybiłem sobie z głowy, będzie co robić następnym razem, najważniejsze by w jakikolwiek sposób dostać się do Otty.
Następnego dnia około 13:30 mieliśmy pociąg do Andalsnes i kupione już bilety.



Po trzech godzinach o 21:00, wiedząc że nasi kompani są już w drodze do Otty, przynajmniej im się udało, postanowiliśmy na dzisiaj dać sobie spokój ze stopem. Trochę zmarzliśmy tak stojąc, od Bessheim biła wizja ogrzewanej hytty, długo się nie zastanawialiśmy, raz podczas całego wyjazdu, chyba możemy sobie na takie luksusy pozwolić? Big Grin



Trochę więcej zdjęć


Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-10-2014 12:44 PM przez Vlado.

23-10-2014 12:26 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,230
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Online
Post: #9
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Świetne krajobrazy w okolicach rzeki. Górsko mieliście bardzo ciekawe wycieczki.


23-10-2014 06:29 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
PiotrekDz
...
*****


Postów: 3,627
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status: Offline
Post: #10
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Cytat:
Relacja z grubej rury na początek

Dokładnie to samo chciałem powiedzieć Smile
Jest moc w tych krajobrazach. Piękne choć ...mroczne.



Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
23-10-2014 07:55 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Vlado

***


Postów: 58
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2014
Status: Offline
Post: #11
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Na śmierć zapomniałem, że nie podzieliłem się częścią ostatniąWink

Kraina Trolli - 29.08.-03.09.2014

29.08)
Zerwaliśmy się skoro świt z nadzieją, że dzisiaj ze stopem pójdzie nam łatwiej. Przez dwie godziny przejechało może kilkanaście aut.
Patrzymy, ktoś zwalnia i energicznie macha, to nasi znajomi Niemcy ze szlaku. "Staliście tutaj całą noc?" zapytali z przerażeniem w głosie.

Czy w Norwegii łatwo łapie się stopa? Kilka miesięcy temu odpowiedziałbym, że to kompletna porażka.
Po czasie, już bez emocji, stwierdzam, że bardzo łatwo, tylko nie ma kogo łapać...Wink
Przez godzinę przejeżdża tyle aut, co na średnio ruchliwej, polskiej drodze w kilka minut.
W dodatku większość kierowców na widok autostopowicza ucieka na drugi pas, co wywoływało we mnie sporą frustracjęWink
Lecz ujmując rzecz czysto statystycznie, stojąc nawet trzy godziny, stopa w Norwegii łapie się bardzo łatwoWink



Do pociągu mieliśmy jeszcze sporo czasu, więc z dużym entuzjazmem przyjęliśmy propozycję Niemców, by zajechać jeszcze do Ridderspranget. Jest to miejsce, w którym rzeka Sjoa mocno zwęża, tworząc malowniczy kanion.



W Ottcie a następnie w Andalsnes, przelatując przez wszystkie markety, solidnie uzupełniliśmy zapasy.
Banany - 7 koron, makaron 1kg - 14 koron, sok pomarańczowy 100% 2L - 13 koron, krem czekoladowy - 12, awokado - 6 koron, groszek, kukurydza, cieciorka za 3-4 korony.
Taniocha jak w BiedronceWink
Z wyrobów mlecznych wciągaliśmy kulturmelk, niby maślanka ale smakuje bardziej jak kefirWink
W Polsce straszono nas bardzo cenami pieczywa, owszem są chleby po 40 koron, ale już za 8-10 można kupić bardzo smaczny żytnio-pszenny chleb z otrębamiSmile

Romsdal - Andalsnes - witamy w krainie Trolli.



Końcowa stacja niezelektryfikowanej linii kolejowej Raumabanen, biegnącej wprost bajeczną doliną Raumy - Romsdalen, przez środek górskiego pasma o nazwie Romsdalsalpene.



Pozwiedzaliśmy chwilę Andalsnes i udaliśmy się na kemping, który będzie naszym domem przez najbliższe 4 dni.



30.08)
Wybraliśmy szlak o nazwie Romsdalseggen. Jak sama nazwa wskazuje, jest to szlak z widokami na Romsdal i całe pasmo Romsdalsalpene.
Andalsnes leży nad Isfiordem, będącym częścią Romsdalfiordu, na wysokości kilku-kilkunastu metrów nad poziomem morza.
W tym roku mamy dużo szczęścia do wychodzenia w góry z poziomu morzaWink



Nebba, pierwszy punkt widokowy, tuż nad dachami domów.



Góra Varden (1238m n.p.m.), biegnie przez nią kilkukilometrowy tunel.



Trolltindan, z najwyższym szczytem Store Trolltind (1788m n.p.m.), lodowiec Adelsbreen,
oraz Breitinden (1797m n.p.m.)



Romsdalstrappa, kolejny punkt widokowy, znajduje się na daleko wysuniętej metalowej rampie.
Zafascynowany patrzyłem na grę kolorów na granicy rzeki i fiordu.



Prosten (1263m n.p.m.) i Trollstolen (1141m n.p.m.)



Nesaksla (708m n.p.m.), otwarty schron w pełni wyposażony w sprzęt ratunkowy.



Żeby zobaczyć linię oceanu za ostatnim szeregiem szczytów, musieliśmy wejść jeszcze dużo wyżejSmile



Isfjorden i północna część Romsdalsalpene.
Klauva (1512m n.p.m.), Kyrkjetaket (1439m n.p.m.) i Kjovskartinden (1552m n.p.m.).



Część południowa. Dolina Isterdalen, to tędy wznosi się Droga Trolli.
W dole dźwięcznie brzmiąca miejscowość Bronnsletta.
A ponad wszystkim dostojnie stoją Biskup, Król i Królowa.
Bispen (1462m n.p.m.), Kongen (1614m n.p.m.) i Dronninga (1544m n.p.m.).



Jeszcze raz Varden.



Kilka ujęć ze szlaku.





Na Romsdalseggen dotarliśmy do miejsca o nazwie Akesvarden (1140m n.p.m.)
Niewiele dalej szlak zaczyna schodzić do Isfjorden, my planowaliśmy wrócić tą samą drogą.
Szlak omija Blanebbę, najwyższy szczyt w tym widokowym masywie.
Jeśli jeszcze kiedyś dane będzie nam dotrzeć w te okolice, na pewno ją odwiedzimyWink



Blanebba (1320m n.p.m.) na wyciągnięcie ręki.
Ciut dalej Romsdalhorn (1550m n.p.m.) i Store Venjetind (1852m n.p.m.) - najwyższy szczyt pasma Romsdalsalpene.



Dolina Raumy - Romsdalen.
Dla tego widoku warto wyczaić dzień roku, godzinę, kiedy północne ściany Trolltindan dostają najwięcej światła.



Popołudniowa kąpiel w rzecze, woda może miała ze 4 stopnie.
Pierwsze wrażenia piorunujące, po chwili robi się całkiem ciepło i można nawet trochę popływać.
Kilka minut krioterapii i człowiek czuje się jak młody BógWink



W takich okolicznościach przyrody mógłbym zamieszkać.
Na lewo norweski Matterhorn, na prawo weselny orszak Trolli, marzenia...Wink





31.08)
Postanowiliśmy choć raz ?poczuć się jak japoński turysta?Wink Wybraliśmy się więc autobusową linią turystyczną z Andalsnes do Geiranger.
Autobus kursuje od 21.06 do 31.08, trafiliśmy na ostatni kurs w sezonieWink
Oprócz naszej czwórki w podróż wybrały się jeszcze tylko trzy JaponkiSmile W drodze powrotnej było ciut tłoczniejWink
Z głośników wydobywał się klimatyczny norweski folk, kierowca zatrzymywał się na wszystkich punktach widokowych, dając nam po kilka minut czasu na robienie fotek.
Trasa przejazdu wiedzie niezwykle widokową drogą nr 63, znaną z Drabiny Trolli - Trollstigen, Norddalsfiordu i Drogi Orłów - Ornevegen.

Widok z okna.



Punkt Widokowy Trollstigplata.



Biskupa już przedstawiałem.



Valldal.



Norddalsfjord.



Kierowca z pasażerami na pokładzie wjechał pod zakładowy dystrybutor. Nikt go nie kontrolował. Napisał tylko na karteczce ile zatankował. W bogatej Norwegii dystrybutor godny upadającego pekaesu, no bo w sumie po co marnować pieniądze skoro wciąż działa?
Wyobrażacie sobie coś takiego w naszej Polsce?



Na Ornesvingen - Zakręcie Orłów obowiązkowo musieliśmy się zatrzymać.



Jest to najlepszy punkt z widokiem na Geirangerfjord.



Geiranger.





Do portu zawijały coraz to większe jednostki.



Momentami robiło się naprawdę tłocznoSmile



Planowaliśmy odwiedzić wodospad Siedmiu Sióstr i farmę Skagefla. Chodziła mi po głowie wycieczka kajakiem, ale 600 koron za dwójkę skutecznie ostudziło mój zapał. Fajną opcją jest motorówka z elektrycznym silnikiem, na którą wówczas gdzieś zabrakło nam ogólnego entuzjazmu. Ostatecznie znajomi wybrali się na rejs łodzią a my w dwójkę poszliśmy na lody a raczej na loda, pomyśleć nad dzisiejszym planem.
Uwierzcie po trzykilowym lodzie nie da się już nic zrobić. Siedząc na plaży przyglądaliśmy się bezmyślnie wpływającym do portu statkom, gdy już mogliśmy wstać, poszwędaliśmy się Geiranger. My tu jeszcze wrócimy, choćby na emeryturzeWink
Wycieczka podobała mi się bardzo, choć sam fiord myślałem, że zrobi na mnie dużo większe wrażenie. Gdybyśmy byli na objazdówce pewnie by tak było, ale pejzaże które podziwialiśmy wędrując po Jotunheimen trudno będzie przebić.



I tak minął nam kolejny dzieńSmile



01.09)

Cytat:
Titta pa dem, sade trollmor. Titta pa mina soner! Vackrare troll finns inte pa denna sidan manen.

Spójrz na nich, powiedziała matka trolli. Spójrz na moich synów! Piękniejszych trolli nie znajdziesz po tej stronie księżyca.

John Bauer



Z kempingu przez Bronnslettę doszliśmy do drogi nr 63 biegnącej wzdłuż Isterdalen.
Raczej z wybitnie luźnym nastawieniem ustawiliśmy się na skrzyżowaniu, na kilkugodzinne łapanie stopa najzwyczajniej nie mieliśmy czasu, uda się to dobrze, a jeśli przez godzinę nic nie złapiemy, to pójdziemy popatrzeć na Ścianę Trolli od dołu.
Na raty, kawałek z Wietnamką pracującą w pobliskim hotelu, kawałek z niemieckimi turystami, ekspresowo pokonaliśmy TrollstigenSmile
Wkraczamy do świata TrolliWink Czyli wystarczy odrobina wiary i marzenia się spełniają?



Biskup, Król i Królowa w pełnej krasieSmile
A nad nimi górują Finnan (1786m n.p.m.) i Alnestinden (1665m n.p.m.)



Stigbotthornet (1622m n.p.m.) i jezioro Stigbotnvatnet



Pierwsze spojrzenie na Ścianę Trolli.



Frokostplassen - jedyne na tej kamiennej pustyni porządne miejsce na biwak.



Storgrovfjellet (1629m n.p.m.)




Prześwit, którym Storgrova spływa do doliny Istry, to zarazem świetny punkt widokowy z panoramą sięgającą za Romsdalfjord.



Weselny Orszak Trolli - Trollveggen z najwyższym szczytem Store Trolltind (1788m n.p.m.)



Północna Ściana Trolli - Trollryggen (1740m n.p.m.)
Trollryggen jest jedną z najtrudniejszych ścian wspinaczkowych w Europie, północne ściany alpejskich olbrzymów są przy niej dziecinną zabawą.
Wysokości bezwzględne pozwalają kojarzyć te szczyty z naszymi Beskidami, lecz mają one zupełnie odmienny, surowy wysokogórski charakter.
Trollveggen jest też bardzo "polską" górą.
W 1972 roku Tadeusz Piotrowski, Ryszard Kowalewski, Andrzej Dvorak i Wojciech Jedliński dokonali pierwszego zimowego przejścia Grani Trolli.
W 1974 roku Tadeusz Piotrowski, Ryszard Kowalewski, Wojciech Kurtyka i Marek Kęsicki jako pierwsi zimą przeszli ponad tysiącmetrową direttissimę Trollryggen.

https://www.youtube.com/watch?v=h2L9uKW8Gis



Dolina Raumy - Romsdalen półtora kilometra pod stopami a po drugiej stronie Blanebba (1320m n.p.m.) i grań ze szlakiem Romsdalseggen, którym wędrowaliśmy dwa dni wcześniej.



Najwyższy szczyt całego masywu Trolldindan - Breitinden (1797m n.p.m.)



Na pętelkę zrobiło się zbyt późno i wróciliśmy tą samą drogą.



Na parkingu pusto, na drodze pusto, wyboru nie ma, do Andalsnes wracamy z buta.
Wzdłuż Trollstigen biegnie stary trakt Klovstien , który obecnie służy turystom pieszym.
Można poznać na nim historię budowy Drabiny Trolli



i spojrzeć na nią z nieco innej perspektywy.



Za serpentynami wróciliśmy na asfalt i po kilku minutach jechaliśmy już z parą młodych norweskich wspinaczy, którzy bez końca mogliby opowiadać o okolicznych ścianach i szczerze nie kryli zdziwienia, że przez dwa tygodnie pobytu w Norwegii w sumie to nie widzieliśmy prawdziwego deszczuWink

Trollom serdecznie dziękujemy za gościnęWink



2-3.09)
Przed nami już tylko długi powrót pociągiem z ?ndalsnes do Rygge.
Przesiadki mieliśmy w Dombas i w Oslo.



Kościół w Dombas przykuł moją uwagę już w drodze do Andalsnes.
Z okien pociągu wyglądał niezwykle atrakcyjnie, niestety z bliska okazało się, że jest to konstrukcja współczesna.



Fiordy w okolicach Lillehammer i Oslo. Zafascynowany jestem przebiegiem norweskich linii kolejowych.



Kilka fotek z Oslo
https://plus.google.com/photos/109353952...O34x8uZhAE


Następnego dnia wystartowaliśmy do Polski.
Ostatnie spojrzenia na Skandynawię.



Helska kosa.



Delta Wisły.



KoniecSmile

Komplet zdjęć:
https://plus.google.com/photos/109353952...2NaNs5DBbA

Filmik z Trolltindan:
http://youtu.be/h2L9uKW8Gis


Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-03-2015 01:33 PM przez Vlado.

20-03-2015 12:55 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Łukasz

*****


Postów: 6,392
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status: Offline
Post: #12
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Po oglądnięciu zdjęć umarłem. Jak powstanę to przeczytam.



"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
20-03-2015 01:13 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
hemlighet
Hemli
*****


Postów: 2,509
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #13
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Porządna ta trollokońcówka Big Grin Świetne się oglądało, czytało... Szkoda, że to koniec Sad

Pięknie w tej krainie trolli, widzę, że wgłąb lądu góry mają sporo "śmielsze" kształty w stosunku do tych z okolic wybrzeża. A Geirangerfjord wydaje mi się, że jest pewnie trochę przereklamowany (ale nie wiem, nie byłam) i tak jak piszesz popularny pewnie z racji wycieczkowców, Hurtigruten itd. Słyszałam też, że jest tam naprawdę pierońsko drogo Wink

A co do stopa to nie wiem czy już pisałam w tym wątku o tym, to my mamy z kolei bardzo pozytywne doświadczenia. Norwegowie są na ogół bardzo pomocni i ogólnie przyjaźnie nastawieni do "plecakowców". Chociaż w internecie znalazłam skrajnie różne opinie temat stopa w Norwegii...

Pozostaje Wam życzyć powrotu na północ i kolejnych norweskich przygód Smile



http://hemli-w-gorach.blogspot.com/
20-03-2015 01:58 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Agnieszka.S
Aga
*****


Postów: 1,959
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2007
Status: Offline
Post: #14
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Jak dla mnie super!! Zarówno miejsce, jak i relacja. Zdjęcia piękne!



"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. "
21-03-2015 07:42 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
PiotrekDz
...
*****


Postów: 3,627
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status: Offline
Post: #15
RE: Den skandinaviske fjellkjede

Vlado napisał(a):
Na śmierć zapomniałem, że nie podzieliłem się częścią ostatniąWink


Lepiej późno niż wcale Smile
Skandynawia to kierunek który najchętniej bym wybrał gdyby przyszło zrobić jakieś dalsze wakacje. Zdecydowanie wole ten kierunek niż południe.



Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
21-03-2015 10:55 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: