Odpowiedz  Napisz temat 
Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Rolleyes  Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Dopiero w tym roku udało mi się wyrwać w dalekie dla mnie strony. Co roku staram się opuścić na parę dni preferowane Dolomity i odkryć inne alpejskie kopczyki. Tym razem padło na Gran Paradiso w Alpach Graickich.
Gran Paradiso 4061 m (GP) - najwyższy szczyt Alp Graickich. Ładny z niego widok na wszystkie ważne grupy w trójkącie Włoch, Francji i Szwajcarii. W przewodnikach jest często udawany jako góra aklimatyzacyjna dla Mount Blanca. GP jest częścią parku narodowego o tej samej nazwie. Był założony głównie w celu uratowania koziorożca alpejskiego (Capra ibex ibex).

Pozytywa:
+ chyba najważniejsze, że GP jest uważany za jeden z najłatwiejszych czterotysięczników,
+ przejście przez lodowiec praktycznie bez szczelin,
+ szybko osiągalne schronisko Vittorio Emanuelle II z możliwością popołudniu potrenować wyjście na kopczyk La Tresenta (3609 m),
+ wielkie nasilenie populacji koziorożca i możliwość bliskiego kontaktu,
Negatywa:
- popularny szczyt i dlatego spore nasilenie ekip wspinaczkowych, na szczycie robi się tłoczno,
- ekipy wspinaczkowe zajmują najlepsze miejsca w schronisku (mnie to nie przeszkadzało),
- dla wilków górskich trochę nudnawa wyprawa, monotonne podejście,
- dla naszych szerokości geograficznych są to już Alpy Zachodnie i co oznacza dłuższy dojazd,
- wierzchołek jest długo ukryty

Dzień pierwszy - 21.8.2013

Wyrywam się z Dolomitów i dołączam do czwórki znajomych. Pędzimy przez Belluno, Milan i Aostę do osady Pont w dolinie Valsavarenche. Dla potrzeby podaję, że opłata za autostradę z Belluna do Milana kosztuje 24 Euro i z Milana do Aosty 29 Euro. Przejazd z Dolomitów trwał 6,5 godziny i jesteśmy w Pont o 14:30. Jakiś czas nam trwa przepakowanie. Jest jasne, że dzisiaj dojdziemy tylko do schroniska. Jakieś wcześniejsze plany na przespacerowanie się na La Tresentę poszły w kąt. Przy okazji robię pierwsze zdjęcia.
   
Od campingu w Pont widzimy zakończenie doliny Valsavarenche. W lewo szpiczasty Monciair (3544 m) pokazuje, że gdzieś tam na lewo przed nim trzeba nam dreptać. Z tąd nie widzimy ani schroniska i ani GP. O 15:20 ostry start ze wszystkimi bebechami. Czeka nas 2 aż 3 godziny dreptania i 800 m podejścia. Nie jest to wiele, ale o to więcej nam będzie trzeba drałoawć drugi dzień na GP. Początek jest na razie lajtowy, idziemy ubitą drogą, brzegiem rzeczki Savara. Po chwili mijamy ostatni przybytek - Rif. Tetras Lyre - gdzie mam ostatnią możliwość rzucić wór w krzaki i dołączyć do opalających się na leżakach kuryrowiczów. Kichać na całe GP i raczej chwytać brązowy górski kolor.
   
No tak, ale jak bym się mógł potem pokazać innym na oczy. To już taka dola górola, jest skazany na chodzenie po górach. Mijamy ten przybytek i zaczyna się. Chodnik wyłożony kamieniami ktoś nam podniósł do góry. Łagodnymi zakrętami, coś w rodzaju podejścia z Popradskiego Jeziora na Ostrwę, nabieramy na wysokości. Na Ostrwę się podchodzi 450 m, ale tutaj trzeba jeszcze o 200 m więcej.
    - pierwsza część podejścia, w dole widać osadę Pont
Podchodzi się najpierw rzadkim lasem i potem już w odkrytym terenie. Po drodze napotykamy sporo turystów. Ładna pogoda wygnała ich w góry. Oni mają swoje już za sobą. Ja tędy też jurtro tak pójdę. Po przejściu tych zakrętasów, droga wije się leniwie pod górkę, to jest powodem do dłuższej penetracji wyłaniających się szczytów.
   
Ten odcinek drogi mi się bardzo podobał. Był akurat dopasowany do mnie i to na przekór tego, że oprócz wszystkich potrzebnych meneli w worze musiałem jeszcze taszczyć linę. Kiedy patrzyłem na lekko wychodzących tutejszych turystów, nie było to dla mnie zbyt pobudzające. Na szczęście mogłem się kochać widokami i nie zwracać na to uwagi. Czym wyżej, tym więcej oczekiwanych kopczyków się pokazywało.
   
Najpierw obok, z doliny widzianego, Monciaru pojawia się kopuła Ciarforonu (3642 m). Jak się później okaże jest to największa dominanta z doliny gdzie jest schronisko. Sąsiaduje też z niedoszłą La Tresentą. Gdzieś tam wyżej powinienem ją zobaczyć.
   
No i doczekałem się. Po chwili widzę i La Tresentę, która jest trochę schowana w tyle doliny. Szkoda tylko, że nam nie zbyło czasu ją odwiedzić. Może kiedy indziej? Dalej drałujemy do góry i pot z nas spływa potokami. Znowu następuje to znane uczucie, kiedy człowiek oczekuje za każdym grzbiecikiem albo skałą już oczekiwany objekt. A tam znowu dalszy grzbiet albo skała.
   
Trzeba przyznać, że budowniczowie tego chodnika bardzo się starali, żeby ułatwić nam życie. Takie schody nie często się w górach spotyka. Tutaj mają jeszcze jedną pozytywną cechę. Kiedy się po nich wyjdzie, wtedy odkryje się widok na schronisko.
    - Vittorio Emanuelle II (2719 m), na prawo w tyle La Tresenta
Nasz dzisiejszy cel jest w zasięgu i świadomość tego pozbawia mnie wszystkich negatywnych myśli. Nim dojdę do schroniska, udaje mi się w dali zauważyć pasące się koziorożce.
   
Wyglądało to trochę śmiesznie. Turysta zazwyczaj w Alpach napotyka pasące się owce albo krowy, ale tutaj jako by nic pasłyy się koziorożce. Szkoda tylko, że nie były bliżej. Po dwu godzinach stoimy u progu schroniska. Zauważam inne pasące się stadnie istoty. Tym razem ludzkie. W jadalni wszystkie stoły są zarezerwowane dla tych z lepszej półki. Tutaj będzie podawana kolacja dla drałowiczów na GP z przewodnikiem. Dla nas, którzy nie korzystają z tej służby, musi wystarczyć malutkie pomieszczenie obok. My jednak chcemy skorzystać z ciepłego słoneczka i zrobić sobie obiado-kolację jak na nas przystało. Kamienie są dla nas krzesłem i stołem zarówno. Szybko się kwaterujemy. Cena noclegu w matracenlager wszędzie taka sama ? 20 Euro za osobę, 10 Euro za osobę z kartą Alpenverein. Pokoje i tak są zajęte przez tych z przewodnikiem. Trochę nam trwa znaleźć właściwe wejście nad poddasze, ale w końcu się udało.
   
Matracenlager w tym schronisku ma 33 miejsc i ma tą zaletę, że nocleżnik musi chodzić w pokorze zgięty na wpół albo siedzieć. Mogę dodać, że my tutaj spaliśmy ze środy na czwartek i było nas tam razem tylko 9. Kiedy sprawdzaliśmy drugi dzień obsadę, było już i tu o wiele nocleżników więcej. Szybko wylatujemy ze schroniska w celu przygotowania sobie czegoś do jedzenia na świeżym powietrzu.
   
Przy okazji suszymy przepocone buty i inne rzeczy. W schronisku nie jest suszarka do butów. Robimy też ostatnie zdjęcia.
    - jezioro Moncorve przy schronisku, w tle Cierforon i Monciair
Po zachodzie słońca szybko robi się zimno i my też czmychamy do schroniska. W jadalni jest jak w ulu. Każdy zespół ma swoje miejsce przy stole i wszyscy słuchają wykładu swoich guru. Dla nas zostaje miejsce w małym pomieszczeniu obok.
   
Koledzy kupują sobie herbatkę (1 l dzbanek 6 Euro), ja piwko (0,6 l 5,5 Euro). Raz kozie (raczej koziorożcowi) śmierć. Nie szkoda wydać te pieniądze. Napój turysty najlepiej dopełnia utraconą energię. Tutejsze schronisko ma jeszcze jedną zaletę. Woda nadaje się do picia i nie trzeba jej kupować. W zeszłym roku podczas odwiedzin Grossvenedigera nie dbałem ostrzeżeń i potem miałem problemy z moim układem odbytowym. Większa część obsady chałupy szykowała się do jutrzejszego wyjścia. Przewodnicy rozdawali swym klientom ekwipunek lodowcowy. No tak, dlatego te małe plecaczki na podejściu. My poszliśmy spać. Ekwipunek sobie już rozdaliśmy na dole. Dobranoc.

Koniec dnia pierwszego. Cdn.... uhm



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
21-09-2013 12:59 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #2
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Dawaj dalej bo chłopcy z piaskownicy sa ciekawiBig Grin



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
21-09-2013 07:16 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #3
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

tomtur napisał(a):
Dawaj dalej bo chłopcy z piaskownicy sa ciekawiBig Grin

Na razie brnę gdzieś pod szczytem. Dzisiaj na pewno relację nie dokończę. Trzeba wszystkie te zdjęcia i myśli złączać w jedną całość i to wymaga czasu. innocent



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-09-2013 08:39 PM przez Stasiu.

21-09-2013 08:38 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #4
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Dzień drugi - 22.8.2013

Rano słychać, że pierwsze ekipy wstają już po czwartej. My mamy plan wyjść dopiero po szóstej, ponieważ pierwsze kroki trzeba stawiać na kamiennym polu, ścieżka jest mało widoczna i kamienne pachołki po ciemku się źle szukają. Później nawet ma to swoją zaletę. Wierzchołek będzie tylko dla nas. Śniadanko mamy własne, tylko herbatę znowu kupujemy. Nasyceni i już z mniejszymi plecakami wyruszamy, jako jedni z ostatnich na trasę. Według przewodnika czeka nas około 4 - 5 godzin drałowania pod górkę. Najpierw przechodzimy kamienne pole zaraz za schroniskiem. Ścieżka jest jednak dosyć widoczna i nie mamy żadnych problemów orientacyjnych. Dochodzimy do potoka, który wycieka z lodowca.
   
W dali widzimy końcowy jęzor lodowca i tam nam trzeba teraz dojść. Trudno sobie wybrać dogodny wariant, ponieważ kamiennych pachołków jest sporo. Dla wspinaczy, którzy gardzą miękkim łóżeczkiem w schronisku, jest tutaj dogodne miejsce na biwak. Kiedy my przechodziliśmy, to zauważyliśmy jeden namiot. Kamienny żleb kończy się na skraju lodowca Gran Paradiso.
       
Widzimy, jak niektóre grupki borykają się z pierwszym śnieżnym polem. Inna grupa już nawet schodzi. Chyba to byli jacyś amatorzy wschodu słońca. Dla nas też nadeszła chwila, kiedy było trzeba wleźć do szpilek, obwiązać się wzajemnie sznurkiem i do ręki zabrać dziabę.
   
Samotne wyjście na lodowiec jest trochę strome i trzeba się od razu wypocić przy przejściu tego odcinka. Nawet trzeba uważać, żeby zaraz na pierwszym odcinku nie zjechać po tyłku i wyhamować na skale. Po przejściu "brzegu" lodowca, następuje mniej strome śnieżne pole. Wyżej na horyzoncie widzę następną ekipę borykającą się z dalszym stromym zboczem.
   
Tam nam trzeba dreptać. Jakoś mam trochę problemy z wydychaniem każdego kopczyka. No nic, starość domaga się swego. Chyba mi nie wystarczyła aklimatyzacja w Dolomitach. Przerwy w dreptaniu jednak wykorzystuję w robieniu zdjęć. Widoki zaczynają być pierwszorzędne.
   
W tyle pokazuje się znajoma góra. Tak! To jest samotny MB, ta przerośnięta Babia Góra. Dzisiaj zapowiadają się widoki samych top kopczyków. Po przejściu mniej stromego odcinka, gdzie trzeba było nawet omijać miejsca przebijającej się skały, podchodzimy pod strome podejście, które przed chwilą widzieliśmy. Tutaj znów mnie to kosztuje sporo wysiłku i z mego powodu nasza ekipa ma raczej ślimacze tempo.
   
   
Z poza grani wyłania się nasz znajomy Ciarforon. Według jego wysokości przypuszczam, że jesteśmy gdzieś na 3500 m. To znaczy, że nam pozostało do wierzchołka GP z 500 m. Trochę wyżej, w kierunku naszego podejścia, widnieje krawędź, gdzie wszyskie ekipy znikają. Przypuszczam, że tam trasa się znów wypłaszcza i może coś ciekawego się nam pokaże. Znowu wydam litry potu nim do tej krawędzi dotrzemy. Faktycznie, za całe to zmaganie się z wysokością, jesteśmy odmienieni przepięknym widokiem.
   
Na lewo widać już dwuwierzchołek GP, w środku jeszcze jeden czterotysięcznik - Il Rocca (4026 m) i na prawo skały Becca di Montcorve (3869 m). Ale to nie wszystko. W odwrotnym kierunku widoki jeszcze lepsze.
   
Najwięcej mi się z tego miejsca podobał widok na Monte Viso (3841 m) w Alpach Kotyjskich, oddalone od nas około 95 km. Jest to piramida ostatniej wielkiej góry Alp na południu. Dalszy przebieg trasy to chwilka wytchnienia. Niemal płasko trzeba nam dojść pod skalny amfiteatr Il Rocca.
   
Dla naszej ekipy i zwłaszcza dla mnie oznacza to, że największe podejścia mamy już za sobą i zmagania z grawitacją na razie odstawiam w kąt. Chwilka relaksu. Możemy podziwiać dziko potargany podszczytowy lodowiec.
   
Ten paralotniarz widoczny na zdjęciu skrócił sobie oto takim sposobem zejściową trasę. Z czubka lodowca poszybował ku dolonie. Też pomysł na ułatwienie sobie życia wspinacza.
   
Dochodzimy pod skały Il Rocca. W muldzie jest wygodne miejsce do odpoczynku. Wierzchołek GP jest na lewo poza zdjęciem.

Cierpliwości, koniec za chwilę nastąpi.... innocent



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
22-09-2013 02:25 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #5
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Nas czeka przedostatnia faza dojścia na szczyt. Trzeba nam chodnikiem pod skałami wyjść na przełęcz Rocca (3994 m). Od teraz możemy wszystko oznaczyć słowem "ładny". Mijamy muldę, gdzie jest sporo turystów, którzy odpoczywają już "po". My się nie zatrzymujemy i trawersem powoli obcinamy kawałek po kawałku chodnika do siodła pod GP. Było by grzechem, kiedy byśmy teraz się śpieszyli. Mamy czas i robimy zdjęcia.
   
Tutaj widzimy skały Becca di Montcorve i z poza nich wyłania się na tle chmur nasza niedoszła La Tresenta. Morze następnych kopczyków zakończne na horyzoncie M. Visiem. Odwrotny widok pokazuje nam przybliżający się wierzchołek GP.
   
Nawet jest już widoczna Madonna. Na razie skały oblegają rzesze innych turystów. Na szczęście wszyscy są w fazie schodzenia w dół i później my tam będziemy mieli wolne. W siodle odbieramy następną nagrodę. Odkrywają się nam dotychczas zasłonięte widoki na dalsze kopczyki.
   
Co kopczyk, to majestat ? Dent Blanche, Weisshorn, Mattehorn, Dom, Breithorn i cała Monte Rosa ze swymi szczytami. Możemy tylko podziwiać i snuć plany. Mamy teraz czas na wytchnienie. Czeka nas ostatni skalny etap. Skała jest sucha i trzeba zrzucić szpilki. Do ostatniego etapu są niepotrzebne. Skalny grzbiecik nie daje jednak nic za darmo. Miejscami normalna dwójeczka.
   
Trzeba być w tym miejscu skupiony i nic nie przyśpieszać. Jeden fałszywy krok może być fatalny w skutkach. Zwłaszcza ostatnia półka przed samotnym wierzchołkiem jest próbą nerwów.
           
Dla wilków wspinaczkowych to nie jest problem, ale dla gołobrodych to może być miejsce nie do przejścia. Na szczęście o tym miejscu wiedziałem i zabrałem trzy expresy. Dwa na zabezpieczenie się na półce i jeden na zabezpieczenie się przy Madonnie. W takim przypadku bezproblemowo wszyscy przeszli kluczowe miejsce i mogli pomyślnie zakończyć wyjście na GP. Jest akurat godzina 12:00 i my po 5,5 godzinie (można by było prędzej, ale ja jakoś nie mogłem tego wydychać) stoimy na szczycie. Jest ciasny, ale nasza piątka się pomieści.
       
Ponoć ten drugi szczyt jest ten właściwy i my stoimy tylko na przedwierzchołku. Jednak nam wystarczy ten. Następuje klasyczna euforia wierzchołkowa. Z góry otrzymujemy dodatkowy bonus w postaci pełnej lampy z chmurami pod nami, akuratnej temperatury na trykot, zero wiatru i to wszystko na czterech tysiącach. Co więcej góral może chcieć po pogodzie na szczycie.
   
Od Madonny ładnie się prezentuje też końcowa droga wyjściowa. Cały trawers pod amfiteatrem Il Rocca. Po opadnięciu wierzchołkowych emocji czas pomyśleć realistycznie. Czeka nas droga powrotna i zejście aż do Pont. To oznacza 2100 m w dół. Nieboraki moje kolana. Schodzimy do miejsca, gdzie pozostawiliśmy raki. Jest to też chwilka na dopełnienie wydanej energii. O tej porze, jest już godzina 13:00, śnieg na słońcu zaczyna mienić swoją strukturę. Tworzy się mokra breja. Problemy mogą być głównie na stromszych odcinkach.
   
Nie odpuszczam sobie zamieścić jeszcze fotografię, gdzie się na mnie pełną buzią śmieje La Tresenta. Polubiłem ten kopczyk, aczkolwiek na nim nie byłem. Schodzenie idzie nam bardzo sprawnie. Jeszcze dobrze, że moje problemy dychawiczne już mnie przeszły i nie jestem hamulcem ekipy. Problemowe miejsce jest tuż przed końcowym zejściem z lodowca na skałę. Rano na tym stromym odcinku śnieg dobrze trzymał. Teraz podczas zejścia śnieg zamienił się w błoto pośniegowe i nawet w rakach źle się utrzymuje stabilizacja. Gdzieś w głębi pod nami słychać cieknącą wodę. Nie jest to zbyt pobudzające, kdyż praktycznie stąpamy po śnieżnym mostku. Tutaj płaci tylko jedna zasada. Trzymać się wychodzonego chodnika. Krok w bok może znaczyć minimalnie zapadnięciem się nogi. Co jakiś czas widać, że niektórym udało się to. Co za przyjemność, kiedy człowiekowi zapadnie noga i na domiar tego jeszcze czuje, jak mu pod śniegiem dynda w powietrzu. Nam się nic z tego nie przytrafiło i po 1,5 godznie schodzenia mamy lodowcową część za sobą.
   
Dla mnie z jednej strony spada ze mnie napięcie, ale z drugiej strony mi plecak zaczyna zapełniać się różnego rodzaju bebechami i to naskładane "nasermater". To powoduje, że jest już teraz pełny a ja muszę jeszcze pozbierać rzeczy, które pozostawiłem w schronisku. Pół godziny po skale według kamiennych pachołków i schronisko po 9 godzinach znów jest w naszym zasięgu.
   
Tutaj mi dopiero dochodzi do głowy, że to mamy za sobą. Perioda czasu znów obróciła się o jedno koło. Schronisko powoli zapełnia się ekipami, które będą jutro wychodziły na GP. My zamieniamy się rolami i będziemy tymi, którzy są już "po". Czas nagli, trzeba opuścić to miejsce i powrócić do cywilizacji. Jeszcze rozmyślam nad La Tresentą. Chyba za parę lat, w podeszłym wieku tu jeszcze wrócę i wtedy ją odwiedzę. Teraz z napełnionymi worami zejść w dół trasą alá przerośnięta Ostrwa.
   
W dole widzimy camping w Pont. Ze względu na późną porę, dochodzimy do niego przed 19:00, postanawiamy przenocować w nim. Po całodziennym drałowaniu nikomu się nie chce po nocach jeszcze gdzieś smykać albo jeździć. Jeszcze długo do nocy dyskutujemy o nowo nabytych przeżyciach. Nazajutrz dnia 23.8.2013 pakujemy menele do samochodu i wyruszamy w powrotną drogę. Ja znów w Dolomity na przeciw nowym wyzwaniom, ale o tym już w innych relacjach.

Zakończenie: Bardzo ładna i wygodna trasa lodowcowa. Zwłaszcza dla mnie, który specjalnie nie wyszukiwuje adrenalinowych przedsięwzięć. Można powiedzieć, że nawet łatwiejsza niż niektóre podobne trasy w Tatrach. Rzecz jasna, że nie oceniem tej wycieczki ze względów pogodowych. Takie trasy zawsze stoją albo padają a priori z pogodą i to potem jest inna kawa. Dla turystów, którzy chcą czegoś więcej może być nudnawa. Praktycznie całą trasę, oprócz końcowej fazy, nie widać wierzchołka GP. I kiedy go nareście zobaczymy, to nie wygląda jak jakaś piramida, ale normalna kupa kamieni wyrastająca ze śniegu. Myślę, że to jest mało spotykane w górach.

K O N I E C blink



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
22-09-2013 02:37 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pedro
Administrator
*******


Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #6
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Stasiu dzięki za tę relację. Fajno było się przenieść w niedzielne, bezkopczykowe popołudnie na 4 tysiące metrów. Mogę tylko pozazdrościć w pozytywnym tego słowa znaczeniu zdobytego szczytu ok

Ładne schody poniżej schroniska Big Grin

No i ciekawa ta skalna baszta w okolicach szczytu. Tam gdzie się wychodzi i jest oficjalny wierzchołek to faktycznie jest to najwyższy punkt Gran Paradiso czy jednak to tam będzie najwyższy punkt?
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=56797 (skalna wieża bardziej po lewej)



Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
22-09-2013 03:37 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #7
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Pedro napisał(a):
No i ciekawa ta skalna baszta w okolicach szczytu. Tam gdzie się wychodzi i jest oficjalny wierzchołek to faktycznie jest to najwyższy punkt Gran Paradiso czy jednak to tam będzie najwyższy punkt?
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=56797 (skalna wieża bardziej po lewej)


Nie, główny szczyt jest trochę dalej.
   
Na zdjęciu jest w lewo od tego środkowego, gdzie widać Madonnę i tam też byliśmy. Ta skałka, o której mówisz jest w prawo i jest niższa od obu. Na ten główny szczyt trzeba jeszcze 15 minut. Nie wiem czy tam kto chodzi.
   
Tutaj jest widoczny od Madonny.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
22-09-2013 03:56 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #8
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Czekałem na tą relację ok Ale jestem zielony z zazdrości Shygratuluję Stachuok



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
22-09-2013 05:44 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
PJack
Jacek
*****


Postów: 1,200
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2013
Status: Offline
Post: #9
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Stasiu napisał(a):
K O N I E C blink


No niestety - poczytałbym sobie jeszcze Smile
Przednia relacja - gratulacje ! Smile


22-09-2013 06:46 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
yoter

*****


Postów: 1,095
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: May 2009
Status: Offline
Post: #10
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

No Stasiu - super. SmileGratulacje! Też troszkę jakbym pozieleniał...Big Grin



góry to początek nieba

Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-09-2013 09:29 PM przez yoter.

22-09-2013 09:28 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #11
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Te chodniki jak drogi Inków Wink
Koziorożców co nie miara... policzyłem 24 szt.
A z tym oddechem to pewnie wszyscy Ci w duchu dziękowali, że sami mogą odpocząć.

Kulminacja szczytu bardzo ładna, formy skalne robią wrażenie ok

Pogoda was rozpieszczała, zazdraszczam... byliście blisko prawdziwego paradiso innocent


ps. a tu gdzie krzyż na G., ukradli ??
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=56786



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
23-09-2013 12:15 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #12
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Pablo napisał(a):

ps. a tu gdzie krzyż na G., ukradli ??
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=56786


Z boku to faktycznie wygląda jak G, ale to są dwa kopczyki dosyć od siebie oddalone.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
23-09-2013 04:45 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #13
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Gratki Stasiu za przygodę czterotysięczną w pięknej pogodzie.ok
Nic dziwnego, że później w Dolomitach , Dachsteinie polewało.Toungue



Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-09-2013 05:14 PM przez dr.Etker.

23-09-2013 05:13 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: